Tomasz Gabiś
Shakespeare (Szekspir) William (ur. 23 IV ? 1564 r. w Stratfordzie nad Avonem, zm. 23 IV 1616 r. tamże) – angielski dramatopisarz i poeta.
Angielski historyk prof. H. Trevor-Roper napisał, że z wszystkich nieśmiertelnych geniuszy literatury nikt nie jest bardziej nieuchwytny jako osoba niż Szekspir. Mimo iż od ponad stu lat prowadzi się poszukiwania najdrobniejszych nawet śladów jego życia, poszukiwania, których intensywność, zakres i skrupulatność nie mają precedensu w historii badań historycznych i literackich, to największy z Anglików nadal pozostaje zagadką jako człowiek-twórca będący rozpoznawalną osobą z krwi i kości.
Życie tego, kto stworzył „literackie klejnoty koronne europejskiej cywilizacji” ciągle jest, jak to ujął Charles Dickens, „subtelną tajemnicą”. Krytyk teatralny i szekspirolog J. Gross zauważył, że Szekspir stale się wymyka biografom: już prawie go doganiają, ale on znika za rogiem. Wedle Marka Twaina biografie Szekspira przypominają okaz brontozaura w muzeum nowojorskim – trochę kości i tona gipsowych rekonstrukcji. Te kości to odnalezione w archiwach dokumenty – urzędowe, suche i bezosobowe, zaś gipsowe rekonstrukcje to domysły, anegdoty, niczym nie potwierdzone hipotezy, plotki, mity, tradycje i przekazy. Autor wydanej w 2004 roku wielkiej biografii Szekspira S. Greenblatt stwierdził, że „każde biograficzne studium Szekspira jest ćwiczeniem w spekulacji”. I rzeczywiście, w tych często opasłych księgach na każdej stronnicy napotkamy zwroty typu: „być może”, „zapewne”, „jest możliwe”, „nie jest niemożliwe”, „nietrudno sobie wyobrazić”, „łatwo się domyślić”, „nie ma powodu, żeby nie zakładać”, „nie można wykluczyć”, „mamy prawo domniemywać”, „wolno przypuszczać” etc., etc. Biografii literackiej, intelektualnej, duchowej Szekspira nie można odtworzyć, ponieważ nie zostało po nim nic, co wiązałoby się z jego rolą dramatopisarza i poety. Nie istnieje żaden dokument, który identyfikowałby go jako twórcę Snu nocy letniej czy Juliusza Cezara. Oprócz kilku podpisów na dokumentach prawnych, w tym na testamencie, nie mamy niczego, co zostało napisane jego ręką – ani jednego słowa. Nie ma rękopisów, szkiców, pierwotnych wersji utworów, dzienników, notatek, listów, wspomnień, nie ma juveniliów odzwierciedlających rozwój języka i stylu, nie ma świadectw edukacji, treningu literackiego, przygotowań do literackiej kariery. Nie wiemy, czy chodził do jakiejś szkoły. Nie wiemy, jak przebiegała jego ewolucja intelektualna i literacka, kto go uczył, instruował, prowadził, wspomagał jego talent. Nie mamy niczego, co by sam o sobie i swoim życiu napisał. Nie mamy jego opinii na temat innych dzieł, innych twórców, na temat literatury, teatru, sztuki, filozofii, religii, polityki, nauki. Nie zapisano jego sądów o ludziach, wydarzeniach i ideach. Nie pozostały po nim żadne przedmioty związane z literaturą, np. książki z jego prywatnego księgozbioru. Nie odnaleziono żadnych listów pisanych przez niego ani listów wysłanych do niego przez pisarzy lub inne osobistości życia literackiego czy teatralnego. Nikt z jego współczesnych nie wymienia Williama Shakespeare’a – kupca ze Stratfordu w swoich listach (oprócz listów biznesowych), wspomnieniach, dziennikach, pamiętnikach; nikt nie wspomina o tym, że go spotkał i z nim rozmawiał. Nie znaleziono żadnych dokumentów o związkach łączących go z innymi znanymi ludźmi epoki – arystokratami, pisarzami, myślicielami, uczonymi, filozofami ani dokumentów świadczących o jego uczestnictwie w jakimkolwiek ruchu czy środowisku intelektualnym, literackim, artystycznym, teatralnym. Nie ma dokumentalnych dowodów na to, że miał jakichś nauczycieli, przyjaciół, towarzyszy, którzy przekazaliby mu swoje doświadczenia i wiedzę, dawali rady, z którymi dyskutował o sprawach intelektualnych, literackich, religijnych, politycznych. Nie wiemy nic o jego zainteresowaniach, studiach i podróżach. Nikt nie dedykował mu swoich utworów, co było wówczas powszechnym obyczajem. Nikt z jego rodziny, przyjaciół, sąsiadów czy innych mieszkańców Stratfordu nie pozostawił żadnego świadectwa mówiącego nam coś o życiu Szekspira jako pisarza, człowieka teatru lub aktora.
Z zachowanych dokumentów wiemy, że syn rękawicznika ze Stratfordu, ochrzczony 26 kwietnia 1564 r. jako Gulielmus Shakspere ożenił się w wieku lat osiemnastu, miał trójkę dzieci – Zuzannę (ur. 1583) i bliźnięta Judytę i Hamneta (ur. 1585), który zmarł w wieku lat 11. W 1592 roku opuścił odległą od Londynu o 4 dni drogi, liczącą 1500 dusz mieścinę Stratford, pojawił się w stolicy i „nastąpiło tajemnicze przeobrażenie prowincjonalnego młodzieńca bez żadnego właściwie zawodu i bez widoków na przyszłość we wschodzącą gwiazdę londyńskich teatrów” (W. Lewik). Jak to ujął prof. J. Dover Wilson: „nagle kurtyna się odsłania i pokazuje go jako już sławnego, ważnego aktora, znanego poetę i dramaturga”. Z Williama Shakespeare’a robi się „Will-I-am Shake-speare”, „potrząsający włócznią” tak jak Pallas Atena, patronka greckiego dramatu. Około 1610 roku Szekspir powrócił na stałe do Stratfordu i pędził spokojny żywot zamożnego drobnomieszczanina. Na temat ostatniego okresu życia Szekspira pisał P. Mroczkowski: „Oczywiście trudno jest sobie wyobrazić tytana ludzkich porywów kontentującego się załatwianiem drobnych interesów i rozmówkami z przyjaciółmi przy piwie w małym miasteczku – a taki nieledwie obraz zostawiają nam przekazy dokumentów”.
Kiedy zmarł, żaden z kolegów po piórze go nie opłakiwał, nie napisał żałobnej elegii, nie złożył mu pośmiertnego hołdu. Szekspir zszedł ze sceny tak samo tajemniczo, jak się na niej pojawił. Pochowany został w Stratfordzie, a na płycie nagrobnej umieszczono czterowierszową inskrypcję: O przyjaciele, na Jezusa rany/Proch uszanujcie tutaj pogrzebany/Błogosławieństwo przyjaznej mi duszy,/A klątwa temu, kto me kości ruszy (przeł. W. Lewik). Być może lęk przed klątwą nie pozwolił nigdy przenieść szczątków Szekspira do Opactwa Westminsterskiego, aby mógł spocząć obok innych wielkich angielskich poetów.
Nie wiemy nawet, jak naprawdę wyglądał, bo nie dysponujemy ani jego opisem, ani portretem namalowanym za jego życia. Nie wiemy, skąd twórca „arlekinowatego” portretu, umieszczonego w pośmiertnym zbiorowym wydaniu dramatów z 1623 roku (tzw. I Folio), brał wzór i kogo naprawdę przestawia ten portret. Wybitny portrecista angielski Thomas Gainsborough stwierdził, że nigdy nie widział głupszego oblicza. Prof. Trevor-Roper uznał, że jest to pozbawiona wyrazu twarz wiejskiego głupka. Z kolei popiersie Szekspira wystawione między 1616 a 1623 r. w stratfordzkim kościele Św. Trójcy bardziej pasuje, jak się wyraził prof. J. Dover Wilson, do zadowolonego z siebie zamożnego rzeźnika niż do zmarłego poety.
Mamy najdokładniejszy z możliwych życiorys Szekspira, ale jest to życiorys kupca, handlowca, inwestora, właściciela i dzierżawcy nieruchomości, udziałowca, dzierżawcy poboru gminnych podatków, uczestnika procesów sądowych. Wiemy, że znał się na nieruchomościach, dzierżawach, hipotekach, transakcjach, pożyczkach i poręczeniach. To człowiek pochłonięty dorabianiem się i kochający pieniądze. Kiedy jeden z jego dłużników uciekł ze Stratfordu, Szekspir ścigał poręczyciela pożyczki z surowością godną żydowskiego lichwiarza Shylocka, bohatera jego dramatu Kupiec wenecki.
Jeśli pominąć poszlaki wskazujące na Szekspira jako na trzeciorzędnego aktora i udziałowca czerpiącego zyski z teatru, to jego biografia zrekonstruowana na podstawie dokumentów okazuje się biografią przeciętnego przedstawiciela klasy średniej, który odniósł sukces społeczny i materialny. Sprzyjało to zresztą późniejszemu rozwojowi kultu Szekspira, wpisującego się w ideologiczną mitologię „demokratycznego kapitalizmu”. Szekspir ze względu na swoje niskie pochodzenie stał się bohaterem klasy średniej, „Jankiem Muzykantem”, któremu się powiodło, kupcem-samoukiem potwierdzającym obietnicę „I ty możesz zostać geniuszem”.
Ów samorodny geniusz i common man w jednej osobie pochodził z rodziny analfabetów i do późnej młodości mówił dialektem hrabstwa Warwick. Jego dzieci również były analfabetami i nie mogły przeczytać choćby fragmentów dzieła swojego ojca, który uznawany jest za „ojca języka angielskiego”. W całkowicie niepojmowalny sposób rodzinny łańcuch analfabetyzmu przerwany został przez największą eksplozję literackiej i językowej kreatywności, jaka wydarzyła się w historii języka angielskiego i angielskiego piśmiennictwa. Wyjaśnić to może jedynie „zasadnicza niepojmowalność geniusza” (S. Schoenbaum).
Zasób słów używanych przez Szekspira w jego dziełach jest kilkakrotnie większy niż przeciętnego człowieka, dwukrotnie większy niż np. Miltona. Był mistrzem i kreatorem języka, jego wkład w angielską frazeologię jest wielokrotnie większy niż innych pisarzy, wzbogacił język angielski w nowe słowa jak żaden inny pisarz. Ten syn analfabetów z prowincjonalnej dziury, gdzie mówiono dialektem trudno zrozumiałym w Londynie, wykazuje językową zręczność i gęstość aluzji klasycznych, nie mającą sobie równych w ówczesnej literaturze angielskiej. W poetyckich partiach jego dramatów odnajdujemy: „ton ostry jak smagnięcie bicza, nieoczekiwane metafory rozrywające zwyczajowe obrazowanie, dosadność wyrażeń, cuda słowne i poetyckie, zwartą i skomplikowaną składnię wypełnioną igraszkami powtórzeń” (Marta Gibińska).
Dziełem Szekspira jest również jeden z najsłynniejszych zbiorów liryki światowej, cykl 154 numerowanych sonetów wydanych w 1609 roku. Stanowią one największą zagadkę literacką wszechczasów, albowiem po prawie 400 latach, jakie upłynęły od chwili ich wydania, badacze ciągle nie potrafią rozpoznać ich autobiograficznego tła, rozszyfrować aluzji, zidentyfikować występujących w nich postaci. Choć kilka pokoleń szekspirologów głowiło się nad Sonetami, to, jak zauważa ich tłumacz Stanisław Barańczak, o okolicznościach ich powstania i publikacji wiemy zadziwiająco mało. Te niezwykle prywatne wiersze ukazujące, pisze Barańczak, bohatera w stanie poniżenia, wybuchów zazdrości, litości nad sobą, lęku, niekiedy wręcz masochistycznego samoupokorzenia, zostały wydane bez wiedzy i zgody autora. Poeta nie miał nic wspólnego z publikacją swoich najintymniejszych wyznań mogących zaszkodzić jego reputacji, nie przygotowywał rękopisu do druku, nie dokonał korekty. Nie wiemy, jak dostały się w ręce wydawcy, czy ktoś je wykradł autorowi, dlaczego poeta nie zareagował na ich publikację etc. Wszystkie te pytania do dziś pozostają bez odpowiedzi.
Inną kwestią powracającą w „kontrowersji wokół Szekspira” jest zdumiewający dla wielu fakt, że spośród należących do kanonu 37 jego dramatów, dzielonych konwencjonalnie (bo jednoznaczne przyporządkowanie gatunkowe nie zawsze jest możliwe) na tragedie (np. Hamlet, Romeo i Julia, Król Lear, Makbet), komedie (np. Komedia pomyłek, Poskromienie złośnicy, Stracone zachody miłości, Wiele hałasu o nic, Jak wam się podoba, Wieczór Trzech Króli, Wszystko dobre, co się dobrze kończy, Burza), kroniki historyczne (np. Henryk IV, Henryk V, Henryk VI, Ryszard III, Henryk VIII), jedynie akcja komedii Wesołe kumoszki z Windsoru toczy się w świecie, który autor dobrze znał i do którego należał. Wszystkie pozostałe dramaty toczą się w środowisku królewskim lub arystokratycznym. Szekspir portretuje najwyższe kręgi społeczno-polityczne, mimo iż nie mógł pozostawać z nimi w intymnej bliskości; odsłania wewnętrzne mechanizmy polityczne domów panujących, pokazuje walki o władzę toczone w łonie klasy politycznej, polityczne machinacje, ambicje, rywalizacje, intrygi, zdrady, spiski na szczytach władzy. Jest rzeczą zdumiewającą, że człowiek pochodzący z klasy średniej mógł pisać tak, jakby miał bliski kontakt z ludźmi z najwyższych kręgów politycznych i z pierwszej ręki posiadł wiedzę o sprawach państwowych i arkanach władzy.
Postaci arystokratów są u Szekspira przekonujące i naturalne, mówią językiem swojej warstwy. Przedstawia je tak, jakby znał bardzo dobrze ich sposób myślenia i działania, ich postawy, uczucia i namiętności, kod obyczajowy, etykietę i maniery, ich rozrywki i interesy. Natomiast ludzie z niższych stanów, z wyjątkiem specyficznych charakterów żydowskiego lichwiarza Shylocka i Falstaffa, to postaci karykaturalne i humorystyczne, przedmiot komedii lub farsy rozbawiających elitę z pałaców. Nie są oni brani poważnie, chyba że stają się groźni jako tłum podatny na manipulacje demagogów. Syn rękawicznika ze Stratfordu przejmuje całkowicie arystokratyczny punkt widzenia, z którego lud jest widziany jakby z zewnątrz, trochę jako inny gatunek, jako pospólstwo bez żadnego prawa do uczestnictwa w sprawach państwowych i politycznych.
W utworach kupca ze Stratfordu nie ma ani znajomości, ani sympatii dla członków klasy pracującej czy średniej, jest natomiast znajomość arystokracji i sympatia do niej. To sytuacja całkowicie odmienna niż u innych dramatopisarzy mieszczańskiego pochodzenia tamtego czasu, u których postacie mieszczan są naturalne i przekonujące, zaś arystokraci to karykatury, często pokazywane mało życzliwie.
Szekspir jako self-made-man, człowiek z gminu, „dorobkiewicz”, który pnie się w górę, winien wyznawać wartości i postawy potrzebne dla odniesienia materialnego sukcesu, tymczasem w swoich sztukach przyjmuje on konsekwentnie arystokratyczny punkt widzenia i utożsamia się z arystokratycznym systemem wartości.
Obdarzany niekiedy dość pogardliwym mianem „handlarza słodem i lichwiarza” (James Joyce) czy wręcz „prostaka ze Stratfordu” (Henry James), socjologicznie należy Szekspir do klasy średniej, ale psychologicznie i ideologicznie do arystokracji. Jego polityczno-społeczny światopogląd tak bardzo różni się od ideologii mieszczańskiej, że Walt Whitman uznał, iż sztuki historyczne Szekspira zrodziły się z temperatury i pulsu europejskiego feudalizmu, ucieleśnionego w średniowiecznej arystokracji. Whitman twierdził wręcz, że mówi w nich do nas któryś z owych feudalnych „wilczych hrabiów” lub ich potomek. Są one „przedśmiertnym krzykiem feudalizmu” (Charles Vere), w którym rozbrzmiewa pochwała hierarchicznego ładu społecznego, szlachetnego urodzenia i dziedzicznych przywilejów. Znajdziemy w nich kult honoru i, zadziwiającą jak na człowieka parającego się lichwą, głęboką rezerwę wobec władzy pieniądza. „Jego spojrzenie na świat i ludzi jest bez wątpienia arystokratyczne. Ustanowiony ład jest dlań mistyczną harmonią, królowie rządzą na mocy boskiego prawa, każda uzurpacja wobec tej harmonii i tego prawa jest czymś niewybaczalnym” (H. Trevor-Roper). Zarazem, jak zauważył S. Greenblatt, wyrażona w dramatach Szekspira głęboka fascynacja monarchią i ambicjami arystokracji nigdy nie jest prostą, tanią apolegetyką, co z kolei nie oznacza, że i historyczne sztuki Szekspira nie były narzędziem politycznej dydaktyki i protudorowskiej propagandy.
Jak w obliczu jego politycznego i społecznego „konserwatyzmu” widzieć należy problem konfesji Szekspira, dyskutowany od czasu, kiedy w 1801 roku René Chateaubriand rzucił przypuszczenie, że Szekspir był katolikiem. Na przykład S. Greenblatt w najnowszej biografii S. opowiada się za tezą o jego katolicyzmie, bo umożliwia mu to pokazanie stratfordzkiego wieszcza jako członka prześladowanej mniejszości, outsidera pozostającego w konflikcie z dominującym porządkiem państwowo-kościelnym. Szekspir byłby zatem „konserwatystą” wiernym starej wierze, a zarazem buntownikiem w sytuacji, kiedy została ona przez władzę zepchnięta do podziemia. Ale dokumentów na temat jego wyznania brak, choć istnieją dowody na katolickie koneksje rodzinne i środowiskowe. Zatem skazani jesteśmy na twórczość, a ta nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jakiego wyznania był Szekspir. Niektórzy autorzy usiłowali nawet udowodnić, że był on autorem świeckim, wręcz sceptykiem, bluźniercą i wrogiem religii. Ci, którzy traktują Szekspira jako narodowego wieszcza Anglosasów, zawsze skłonni będą widzieć w nim prawowiernego i lojalnego członka kościoła anglikańskiego i odkrywać „protestanckiego ducha u Szekspira”, „protestancką propagandę w Otellu” czy „psychologię kalwinizmu w Makbecie„. Inni zaś twierdzić będą, że „świat pojęć i wartości pisarza był par excellance katolicki” (Jacek Bartyzel). Nie wydaje się jednak, żeby spór ten mógł być ostatecznie rozstrzygnięty ze względu na teologiczną niedookreśloność utworów Szekspira i ich podatność na różne interpretacje. Pewne jest, że nie ma u Szekspira wrogości wobec rzymskiego katolicyzmu, są natomiast sympatie katolickie, duch katolicki, przyjazny afekt do Kościoła rzymskokatolickiego i jego rytuałów. Jednak wpływ doktryny katolickiej oraz w szerokim tego słowa znaczeniu katolickie, a nie protestanckie widzenie człowieka i świata, mogło być zgodne z przynależnością do kościoła anglikańskiego, szczególnie, że trudno wykryć u Szekspira mocne religijne zaangażowanie. Być może, jak chcą niektórzy, w obliczu schizmy, religijnego chaosu, głębokich wyznaniowych podziałów, walk i prześladowań, stojąc wobec dramatycznych wyborów polityczno-religijnych uciekł on do stworzonej przez siebie teatralnej i poetyckiej duchowej ojczyzny.
Vladimir Nabokov pisał o S.: „Imię jego jest jak proteusz. Co chwila rodzi nowe sobowtóry (…) Kim on jest? William X., sprytnie złożony z dwóch lewych rąk i maski. Kto inny? Osoba, która powiedziała (nie po raz pierwszy), że chwałą Boga jest rzecz ukryć, chwałą zaś człowieka ją odnaleźć. (Z nieprawej strony, przeł. R. Śmietana, Kraków 1995, str. 103).
Ów proteuszowy William X., tajemnice jego życia i twórczości ciągle zaciekawiają umysły, pobudzają wyobraźnię i skłaniają do tego, by próbować odnaleźć to, co ukryte. Jego dzieło otwarte jest na coraz to nowe interpretacje i dezinterpretacje, np. te dokonywane przez współczesnych neomarksistów, którzy ekspansję imperialną Anglii czynią kluczem do szekspirowskiego kanonu, a w Burzy widzą alegorię europejskiego kolonializmu. Dokonuje się niekiedy „filosemickiej” reinterpretacji postaci Shylocka lub odczytuje Hamleta jako alegorię kosmologiczną. Ten ostatni przykład jest godny odnotowania, gdyż w inny sposób niż to czyniono wcześniej, wyjaśnia obecność wątków polskich w Hamlecie. Amerykański badacz P. Usher dowodzi, że Hamlet jest alegorią walki różnych modeli kosmosu i transformacji starego systemu w nowy. Akcja sztuki rozgrywa się w Danii, bo stamtąd pochodził astronom Tychon Brahe, który stworzył hybrydalny model kosmosu łączący geo- i heliocentryzm. Ten model reprezentują Rosencrantz i Guildenstern – postaci noszące nazwiska krewnych Tychona Brahe. Król Klaudiusz ucieleśnia system Klaudiusza Ptolemeusza, zaś Hamlet nie przypadkiem studiuje w Wittenberdze – ośrodku kopernikańskiego heliocentryzmu. W aluzjach zawartych w sztuce Usher dopatruje się odniesień do angielskiego astronoma Thomasa Diggesa (1546-1595), który przyjął model kopernikański i wysunął koncepcję nieskończonego wszechświata. Guildenstern i Rosencrantz giną i klęskę ponosi system Tychona Brahe, ginie król Klaudiusz i klęskę ponosi system geocentryczny, ginie też i Hamlet, ale Fortynbras, który będzie jego następcą, udał się do Polski, gdzie zdobył „mały skrawek ziemi”, czyli złożył hołd na grobie Kopernika. Fortynbras powracający z Polski i angielscy posłowie w ostatniej scenie symbolizują dwa zwycięskie systemy: polski system Kopernika i angielski system Diggesa.
Są dzisiaj tacy, którzy najchętniej usunęliby Szekspira z kanonu europejskiej i amerykańskiej kultury jako „Białego Martwego Mężczyznę”, są inni hołdujący szekspirowskiej „wieszczolatrii”, która w skrajnych przypadkach przeradza się w swego rodzaju świecką religię. Zaś lewicowi „kulturowi materialiści” i „nowi historycyści” zwalczając „romantyczną fikcję indywidualnego samotnego geniusza”, zamieniają dramaty Szekspira w „produkt kolektywu”, którego członkami oprócz samego autora, inicjującego jedynie proces twórczy, są inni pisarze, aktorzy, drukarze, wydawcy.
Pewne jest jednak, że zawsze aktualne będą słowa Bena Jonsona adresowane do nieżyjącego już autora Antoniusza i Kleopatry„: „Lśnij, o gwiazdo poetów”. Pod tą gwiazdą można ciągle znajdować odczucie świętości i całości bytu, odkrywać bogactwo ludzkiej egzystencji, przyswajać sobie antymaterialistyczny i antymerkantylny system wartości, weryfikować swój stosunek do prawdy, do języka, do tradycji, a nawet do zwierząt, bo jak pisał prof. Trezor-Roper, współczucie Szekspira jest zawsze „z biednym ściganym jeleniem, z ptakiem złapanym w sidła, z zajeżdżonym koniem, z niedźwiedziem szczutym psami dla rozrywki”.
Włoski pisarz G. di Lampedusa zauważył, że miedzioryt umieszczony w zbiorowym wydaniu dzieł Szekspira z 1623 roku to tylko maska osłaniająca prawdziwą, ale niewidzialną twarz. Ta niewidzialna twarz odkrywana jest stale na nowo, i dlatego zapewne, jak się powiada, każda epoka tworzy sobie własnego Szekspira.
(Pierwodruk: Encyklopedia Białych Plam, tom XVI, Radom 2005)
Bibliografia
M. Twain, Is Shakespeare Dead? [w]: My Autobiography, Nowy Jork 1909; W. Tarnawski, Szekspir katolikiem, Lwów 1938; J. Dover Wilson, The Essential Shakespeare. A Biographical Adventure, Cambridge 1948; W. Chwalewik, Polska w „Hamlecie”, Wrocław 1956; J. Paris, William Shakespeare in Selbstszeugnissen und Dokumenten, Hamburg 1958; H. Trevor-Roper, What’s in a Name?, „Réalités” (wyd. angielskie), listopad 1962; J. Kott, Szkice o Szekspirze, Warszawa 1962; W. Lewik, William Szekspir – szkic biograficzny [w]: W. Szekspir, Dzieła dramatyczne, t. 1, Komedie, Warszawa 1964; P. Mroczkowski, Szekspir elżbietański i żywy, Kraków 1966; S. Schoenbaum, Shakespeare’ s Lives, Nowy Jork 1970; A. Rowse, Shakespeare the Man, Londyn 1973; Ch. Ogburn, The Mysterious William Shakespeare: The Myth and the Reality, Nowy Jork 1984; J. Stachniewski, Calvinist Psychology in Mackbeth, „Shakespeare Studies”, 1988, nr 20; J. Bartyzel, „Konserwatyzm” Szekspira, „Pro Fide Rege et Lege”, 1990, nr 8; W. Hope, K. Holston, The Shakespeare Controversy, Jefferson (Płn. K.) 1992; I. Matus, Shakespeare, in Fact, Nowy Jork 1994; J. Shapiro, Shakespeare and the Jews, Nowy Jork 1996; J. Sobran, Alias Shakespeare: Solving the Greatest Literary Mystery of All Times, Nowy Jork 1997; I. Giliłow, Igra ob Uiljamie Szekspirie ili Tajna wielikogo feniksa, Моskwa 1997; F. Turner, The Merchant of Avon, „Reason”, marzec 1997; P. Honan, Shakespeare: A Life, Oxford 1998; H. Bloom, Shakespeare: The Invention of the Human, Nowy Jork 1998; P. Usher, Hamlet’s Transformation, „Elizabethan Review” 1999, nr 1; P. Milward, Czy Szekspir był katolikiem? , Warszawa 1999; A. Holden, William Shakespeare: the Man behind the Genius, Nowy Jork 2000; G. T. di Lampedusa, Szekspir, Warszawa 2001; W. Rubinstein, Who Was Shakespeare?, „History Today”, sierpień 2001; D. Price, Shakespeare’s Unorthodox Biography, Londyn 2001; R. Mozgol, Szekspir – istota nieznana, „Zawsze Wierni”, 2002, nr 6; J. Włodarczyk, Kosmos Szekspira, „Rzeczpospolita”, 20-21 VII 2002; M. Gibińska, M. Kapera, J. Fabiszak, Szekspir. Leksykon, Kraków 2003; Dialog o monologach. Z Martą Gibińską rozmawia Magda Heydel, www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IL/rec-monologi; S. Barańczak, „Miłości, odnów swoją moc” , czyli co wiemy, a raczej czego nie wiemy o Sonetach Shakespeare’a, „Gazeta Wyborcza”, 22-23 XI 2003; W. Klier, Der Fall Shakespeare, Buchholz 2004; S. Greenblatt, Will in the World: How Shakespeare Became Shakespeare, Nowy Jork 2004; A. Gurr, The Shakespeare Company: 1594-1642, Cambridge 2004; J. Bartyzel, „Król Henryk VIII” Williama Shakespeare’a, czyli Sherlock Holmes na tropie „papisty”, „Christianitas”, 2004, nr 17-18; R. Rosenbaum, Shakespeare & Company, „The Wilson Quarterly”, zima 2004; J. Gross, Will the Real Shakespeare Please Stand Up, „Commentary”, marzec 2005.
