Tomasz Gabiś
Co jakiś czas w różnych krajach, także w Polsce, wybuchają, podsycane przez redaktorów demokratyczno-liberalnych mediów, dyskusje na temat aktualności marksizmu. Trwa zażarta debata, czy z różnych jego odmian pozostał już tylko marksizm braci Marx czy może jeszcze coś. Niektórzy dziwią się, że postmarksiści czy też „egzystencjalni komuniści” w rodzaju Slavoja Žižka i Alaina Badiou goszczą na łamach demokratyczno-liberalnych gazet. Nie jest to jednak przypadek, lecz logiczna konsekwencja ewolucji powojennej, marksistowskiej lewicy, która stopniowo traciła swój związek z tradycyjnymi partiami komunistycznymi. Warto tu przypomnieć włoskiego filozofa Augusta Del Nocego (1910-1989) i jego, napisany w 1989 roku, tekst Marksizm umiera na Wschodzie, ponieważ został urzeczywistniony na Zachodzie [1], będący przedmową do książki Marcella Venezianiego Processo all`Occidente. La società globale e i suoi nemici (Proces Zachodu. Społeczeństwo globalne i jego wrogowie), która ukazała się w 1990 roku w Mediolanie. Teza, zarówno Del Nocego, jak i Venezianiego, brzmi następująco: marksizm został na Zachodzie w pełni zrealizowany za cenę utraty swoich wielkich obietnic. Urzeczywistnione zostały wszystkie marksistowskie negacje odnoszące się do myśli kontemplacyjnej, religii i metafizyki; natomiast odrzucona została rewolucyjno-mesjanistyczna strona marksizmu. Zrezygnowała z niej sama marksistowska lewica, która pomogła wyzwolić się społeczeństwu burżuazyjnemu od wszystkich „reliktów”, od sentymentów religijnych i moralnych, łączących je jeszcze ze społeczeństwem tradycyjnym, tak aby osiągnęło status na wskroś materialistyczny i laicki. Marksistowska lewica nie podważyła struktur ekonomiczno-społecznych kapitalizmu, natomiast, jak stwierdzał Veneziani, społeczeństwo zachodnie realizuje samą istotę marksizmu, którą stanowią „radykalny ateizm i materializm, internacjonalizm i uniwersalne wykorzenienie, prymat pragmatyzmu i śmierć filozofii, dominacja produkcji i globalne manipulowanie naturą, technologiczny faustyzm i równość, wyrażająca się w homogenizacji społecznej”.
Najważniejsze wydarzenie w historii powojennej lewicy, czyli rewoltę 1968 roku, Veneziani i Del Noce interpretują jako rewolucję wewnątrzburżuazyjną, ponieważ oznaczała ona jedynie przejście burżuazji do nowego etapu historycznego. Najlepiej głęboką istotę kontestacji uchwycił Pier Paolo Passolini, stwierdzając, iż kontestacja pomogła nowej władzy zniszczyć wartości, od których neoburżuazja chciała się wyzwolić: tradycję, religijność, zakorzenienie, autentyczność, odczucie tajemnicy, organiczną więź ze wspólnotą ludzi i wartości. Tzw. rewolucja kulturalna „z lewa” była, zdaniem Passoliniego, uderzeniem w próżnię, ponieważ stanowiła tylko kontynuację poprzedzającej ją rewolucji neoburżuazyjnej. Niszcząc sieć regionalnych i socjalnych kontekstów, które jednostce dawały język, poczucie godności i sens życia, dokończyła dzieło stworzenia społeczeństwa złożonego z konsumentów o wyłącznie pragmatycznej i hedonistycznej mentalności [2].
Kontestatorzy 1968 roku błędnie utożsamiali tradycyjne wartości z systemem burżuazyjnym, będącym de facto największym tychże wartości wrogiem. W ten sposób kontestacja przyczyniła się „do złamania nie filarów kapitalizmu, lecz ostatnich tam zabezpieczających przed nim”. Innymi słowy, już w drugiej połowie lat 60. XX wieku nastąpiło pogodzenie się marksistowskich kontestatorów – którzy zaspokajanie konsumpcyjnych potrzeb ozdobili „emancypacyjną” retoryką – z porządkiem kapitalistycznym, ba, zawarli z nim sojusz dla dalszego „postępu” i kontynuacji procesu wyzwalania jednostki z tego, z czego można ją było jeszcze wyzwolić. Dawny rewolucyjny marksizm umarł i narodził się postmarksizm, którego główne wyznaczniki zanalizował amerykański politolog i historyk idei Paul E. Gottfried w swojej w książce o Dziwnej śmierci marksizmu [3].
Współczesna postmarksistowska lewica, w Polsce reprezentowana chyba najpełniej przez środowisko „Krytyki Politycznej”, to lewica, która porzuciła tradycyjny marksizm na rzecz „kulturalnego trockizmu” czy „kulturalnego marksizmu”. Jak do tego doszło, opowiada Gottfried w swojej książce. Według niego źródeł przejścia od marksizmu do postmarksizmu należy szukać – na płaszczyźnie ideologicznej – u filozofów Szkoły Frankfurckiej i u Antonia Gramsciego. Szkoła Frankfurcka przestawiła akcent ze zniesienia ekonomicznego wyzysku, co było istotą klasycznego marksizmu, na zwalczanie mentalnych uprzedzeń; już nie likwidacja niesprawiedliwego porządku ekonomicznego, ale odwołujące się do psychoanalizy diagnozowanie i leczenie „osobowości autorytarnej” stanęło w centrum zainteresowania „teorii krytycznej”. Podobne skutki jak porzucenie starego materialistycznego paradygmatu miała idea Gramsciego, który zaproponował, żeby, zamiast dążyć do uspołecznienia środków produkcji, prowadzącego do zmiany panującej kultury, najpierw zdobyć hegemonię kulturalną. W ten sposób to psychologia i kultura stały się kluczem dla zrozumienia historycznych warunków rozwoju społecznego. Nastąpiło odwrócenie marksistowskiego schematu – zamiast zaczynać od zmiany „bazy”, zaczęto zmieniać nadbudowę, porzucając rewolucyjną walkę o zmianę struktury ekonomiczno-społecznej na rzecz walki o zmianę świadomości. Rewolucja zostaje zreinterpretowana jako kulturalny przewrót, świadomość klasowa czy socjalistyczne planowanie ekonomiczne już nie są przewidziane jako konieczne dla realizacji lewicowych celów; najważniejsza zmiana nie dotyczy materialnej struktury społeczeństwa, ale jej ideologicznych komponentów. Była to de facto akceptacja filozofii konserwatywno-reakcyjnej prawicy, że świadomość określa byt (duch jest przed materią) – w tym sensie postmarksizm byłby nurtem prawicowym.
Porzucenie rewolucji w „bazie” znalazło swoje uzupełnienie w tezie, że klasa robotnicza jest faktycznie siłą reakcyjną, ponieważ dominują w niej postawy i osobowości autorytarne (robotnicy I poł. XX wieku wyznawali ekonomiczny radykalizm i pewien socjalno-kulturalny konserwatyzm). Skompromitowała się szczególnie niemiecka klasa robotnicza, która poparła Hitlera i antysemityzm – stąd nie nadawała się już jako podmiot wielkiego rewolucyjnego projektu.
Współczesnemu postmarksizmowi („kulturalnemu marksizmowi”) – przyświeca wizja permanentnej zmiany kulturowej i biurokratycznie przeprowadzanej socjalnej inżynierii; jego naczelną zasadą jest multikulturalizm realizowany m.in. poprzez importowanie mas biednych obcokrajowców z Trzeciego Świata (ideologia imigracjonizmu). Porzucenie marksistowskiej idei rewolucyjnego przekształcenia „bazy” ekonomicznej nie oznacza, że porzucony zostaje cel, jakim jest egalitarna, wyemancypowana, radykalnie demokratyczna wspólnota, pozbawiona narodowych, rodzinnych, klasowych (np. robotniczych), religijnych tożsamości i lojalności – stanowi ona „substytut utraconego radykalizmu” dawnych rewolucjonistów. Postmarksistowska lewica nie zrezygnowała, rzecz jasna, z historycznej i wręcz antropologicznej transformacji zachodnich społeczeństw, zrezygnowała jedynie z uspołecznienia środków produkcji jako instrumentu tej transformacji.
Gottfried uważa postmarksizm za nową religię polityczną: postmarksiści nastawieni na „reformowanie świadomości ludu” dziedziczą zapał chrześcijańskich misjonarzy. Owa postchrześcijańska religijna żarliwość postmarksistowskiej lewicy, dążącej do „społecznej metanoi” dokonanej przy pomocy zmiany ludzkich uczuć, języka, kulturalnych i politycznych symboli, manifestuje się także w odpowiedniej polityce historycznej, w której zawiera się projekt transpozycji chrześcijańskich symboli i doktryn w wielokulturową religię winy, pokuty i odkupienia grzechów. Propaguje się tzw. rozrachunek z przeszłością cywilizacji i kultury zachodniej przedstawianej jako pasmo zbrodni i opresji wobec innych ludów, redukuje się historię Europy (i USA) do rasizmu, szowinizmu, ucisku kobiet i mniejszości wszelkiego rodzaju. Za te winy narody cywilizacji europejskiej muszą pokutować, samobiczować się i bezustannie wyznawać swoje grzechy, a w konsekwencji godzić się na tzw. dyskryminację pozytywną potomków tych grup, które niegdyś podlegały rasowej, płciowej czy religijnej dyskryminacji, redystrybuując na ich rzecz zasoby materialne i odpowiednio ich gratyfikując na płaszczyźnie symbolicznej i psychologicznej. W ten sposób mogą odkupić swoje winy, aczkolwiek zaznaczyć należy, że tutaj – inaczej niż w ramach struktury teologiczno-moralnej chrześcijaństwa – proces odkupienia win jest procesem permanentnym, który tak naprawdę nigdy się nie kończy.
Postmarksistowskiej lewicy wystarcza utrzymanie państwowej edukacji, progresja podatkowa, rozbudowa instytucji państwa opiekuńczego. Tutaj nie ma co zmieniać, natomiast zmieniona ma być sfera kulturalno-obyczajowa – „małżeństwa” homoseksualne, obniżenie wieku dla legalnej męskiej prostytucji, budowanie meczetów na koszt podatników europejskich, odrzucenie wszelkich ograniczeń w „ekspresji seksualności”, propagowanie alternatywnych stylów życia, „genderyzm”, transseksualizm, zwalczanie homofobii i uprzedzeń rasowych, „tolerancjonizm”, obalenie „patriarchalnej” rodziny etc.
Del Noce i Veneziani uważali, że kontestatorzy 68 roku się mylili, sądząc, że kiedy zwalczają tradycyjne społeczeństwo, uderzają w kapitalizm, podczas gdy w rzeczywistości mu pomagali. Obecnie, na początku XXI wieku, postmarksistowska lewica – wywodzi Gottfried – przeszła na inne pozycje, tu nie ma mowy o pomyłce: kapitalizm przestał być uważany za filar dawnego burżuazyjnego porządku, który należy zniszczyć, ale za pomocne narzędzie multikulturalizmu. Globalistyczny kapitalizm staje się siłą „antyfaszystowską”, niszczącą przestarzałe lojalności narodowe i więzi, „wyzwalającą” kobiety, gejów i wszelkie inne mniejszości spod opresji tradycyjnej kultury i obyczajowości, sprzyjającą wykorzenieniu reakcyjnych przesądów i związanych z nimi socjokulturalnych struktur. Ta zmiana nastawienia potwierdza opinię Marcella Venezianiego o postmarksistach, że „gdy młodzi wyzwalają się z politycznych i ideologicznych »superstruktur« typu rewolucyjnego, które sprawują nad nimi pieczę, stają się agentami i funkcjonariuszami konsumerystycznego utylitaryzmu i typowymi burżujami”. Jeśli, jak chce Veneziani, nowy globalistyczny liberalizm inkorporuje doktryny marksistowskie, oczyszczając je tylko z wszelkich profetycznych i antymodernistcznych wątków, to dlaczego postmarksiści nie mieliby go akceptować? Za przykład takiej postawy może służyć brytyjski pisarz i dziennikarz Christopher Hitchens. Wyznał on: „Gdyby ktoś mnie zapytał o moje polityczne afiliacje, to jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych bym odpowiedział, że jestem socjalistą i marksistą. (…) Marksizm przynajmniej ma jakąś teorię rozwoju i modernizacji. Teraz mi się wydaje, że tylko globalny kapitalizm jest rewolucyjny. To jest moje marksistowskie spojrzenie na tę kwestię” [4]. Postmarksista Hitchens wierzy w światową rewolucję tak samo jak marksista, tyle że rewolucyjną siłą nie jest już światowy proletariat, ale światowy kapitał.
Postmarksiści akceptują te fragmenty Manifestu Komunistycznego, które zawierają apologię kapitalizmu jako siły modernizującej, postępowej, rewolucjonizującej stosunki społeczne, sprawiającej, że „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu” [5]. W Kapitale Marks pisał, że dzięki industrialnemu kapitalizmowi „obalone zostały wszelkie szranki ustalone przez przyrodę i obyczaj, wiek i płeć, dzień i noc”. Czyż „obalenie wszelkich szranków” nie brzmi w uszach postmarksistów jak słodka muzyka?
Ponieważ celem postmarksizmu nie jest już opanowanie środków produkcji materialnej, to tym bardziej rzuca on wszystkie siły na opanowanie środków produkcji kulturalnej i symbolicznej („środków produkcji prawdy”), aby móc prowadzić permanentną reedukację „ludu” zawsze skłonnego do recydywy faszyzmu. Celem jest zatem panowanie nad dyskursem (panowanie ukryte na przykład pod maską habermasowskiej komunikacji wolnej od panowania, w której to Habermas decyduje o granicach dyskursu i jego regułach). Nadzór nad językiem, kontrola werbalnych wymian skorelowane są z rolami społecznymi i profesjami przyjmowanymi przez postmarksistów: edukacja, uniwersytety, media, dziennikarstwo, instytucje kulturalne (słynny marsz przez instytucje był w rzeczywistości marszem do instytucji), wielkie fundacje, tzw. organizacje pozarządowe – postmarksiści są wszędzie tam, gdzie mogą stosować „symboliczną przemoc” i narzucać swój „totalizujący dyskurs” kamuflowany hasłami superpluralizmu.
Postmarksistowska lewica jest dopasowana do masowej demokracji i państwa terapeutyczno-menedżerskiego; już dawno zauważono, że ideologia Szkoły Frankfurckiej, „teoria krytyczna” Adorna i Horkheimera oraz koncepcja „osobowości autorytarnej” cieszyły się taką popularnością w USA (a potem w krajach Europy Zachodniej) wśród pracowników stanowych i federalnych agencji, w mediach i przemyśle rozrywkowym. Nadawały się one szczególnie dobrze do politycznie motywowanych zmian ludzkiego zachowania; administratorzy, edukatorzy i biurokraci mogli użyć ich jako legitymizacji socjalnego planowania i uzasadnienie technik terapeutycznych stosowanych wobec całych grup społecznych, zarówno dzieci, młodzieży, jak i ludzi dorosłych – eliminowanie lub reinterpretowanie odpowiednich wątków tradycji w literaturze i sztuce (usuwanie z kulturalnego kanonu dzieł „Wielkich Białych Martwych Europejczyków”), kampanie medialne i edukacyjne zwalczające „homofobię” i propagujące inne niż tradycyjne „modele rodziny” oraz ról społecznych, treningi „tolerancji” i „wrażliwości”, oduczanie obywateli używania słów i określeń uznanych za obraźliwe wobec „Innych”, przy czym zakres tego, co obraźliwe, ulega stałemu poszerzaniu i coraz to nowe obszary języka zaliczane są do „hate speech”.
Obietnica postmarksistowska, choć nie tak totalna jak marksistowska, nie zostanie spełniona, dokończy tylko zniszczenia wartości tradycyjnych. Marcello Veneziani uważa, że anihilacja sakralności religijnej i sakralności narodowej, utrata tożsamości, wyobcowanie z własnego środowiska, dezintegracja wspólnoty i „brak ojczyzny”, w heideggerowskim znaczeniu tego słowa, oznaczać będzie pogłębienie alienacji, dalszą redukcję człowieka do poziomu towaru. Żadna „Rewolucja u bram” nie stoi, tego nie należy się obawiać, rewolucjoniści zasiadają dzisiaj w radach nadzorczych i w redakcjach tabloidów; dawne totalitaryzmy przeminęły, służą dzisiaj (szczególnie jeden z nich) raczej do postraszenia ludności (zgodnie z propagandą świń z Folwarku zwierzęcego – „Chyba nie chcecie, żeby pan Jones wrócił”?). Grozi raczej, jak to określał Tocqueville – le doux despotism (łagodny despotyzm). Ten „soft totalitarianism” oparty jest na politycznym managemencie dążącym ku coraz większej kontroli nad zachowaniami i poglądami obywateli, ale bez używania widocznej, bezpośredniej fizycznej przemocy. Potwierdza to diagnozę Jeana Baudrillarda, że każde wyzwolenie staje się krokiem ku jeszcze większemu zniewoleniu. Nie pozostaje nam chyba nic innego, jak stawić opór tym, którzy przybywają nas wyzwalać.
Tomasz Gabiś
Nieco rozszerzona wersja tekstu, jaki ukazał się [w:] „Nowe Państwo” 2007, nr 4.
Przypisy
1. Augusto Del Noce, Marksizm umiera na Wschodzie, ponieważ został urzeczywistniony na Zachodzie, przeł. Artur Ławniczak, „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne” 2004, nr 1-2 (40-41). Zob. także: Carlo Fabrizio Carli, Augusto Del Noce, przeł. Artur Ławniczak, tamże.
2. Pier Paolo Passolini, Freibeuterschriften. Die Zerstörung der Kultur des Einzelnen durch die Konsumgesellschaft, Berlin 1998. Warte odnotowania jest spostrzeżenie niemieckiego wydawcy książki Petera Kammerera, że, z punktu widzenia Passoliniego, „faszyzm” i „antyfaszyzm” są czysto powierzchniowymi zjawiskami, pod którymi następuje epokowy przełom ogarniający w równej mierze „lewicę” i „prawicę”. Zob. Doris Neujahr, Die Emanzipation des Konsums, „Junge Freiheit” 1999, nr 18.
3. Paul Gottfried, The Strange Death of Marxism. The European Left in the New Millennium, (Columbia-London 2005). Gottfried jest autorem szeregu innych ważnych książek, m.in. After Liberalism. Mass Democracy in the Managerial State (1999), Multiculturalism and the Politics of Guilt: Towards a Secular Theocracy (2002).
4. Alexander Linklater, Ostatni rewolucjonista, „Europa. Tygodnik idei” 2008, nr 32.
5. Marshall Berman, „Wszystko co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności, przeł. Marcin Szuster, Kraków 2006, s. 113 i n.

[…] była taką w pierwszej połowie XX wieku kiedy to niestety wpadli na nią pionierzy dzisiejszego marksizmu kulturowego. Postanowili zmienić miejscami elementy swojego dotychczasowego dogmatu, który mówił że […]