«
»

Przekłady

Lawrence Noonan „WIECZNA MIŁOŚĆ”

11.17.09 | brak komentarzy

Kiedy wszedł sędzia, publiczność wstała. Sala sądu była wypełniona do ostatniego miejsca. Proces wywołał zainteresowanie w całym kraju i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na wyrok. Oskarżony Karol Akins był niewysokim, szczupłym mężczyzną i robił wrażenie nieśmiałego. Być może ta nieśmiałość wynikała z lęku, niewątpliwie bowiem ponura sala sądowa i przytłaczający majestat prawa mogły budzić lęk w oskarżonym. Pan Akins nie wyglądał na przestępcę, wręcz przeciwnie, robił wrażenie człowieka godnego szacunku. Poprzez jego nieśmiałość przebijała determinacja, a nawet odwaga.

Może powinniśmy powiedzieć, że wszystko to działo się w roku 2013. Nic specjalnego w tym roku się nie wydarzyło. Jedne dzieci chodziły do szkoły, młodzi ludzie dorastali, pracowali, zakładali rodziny, inni już wychowywali własne dzieci. Ludzie chodzili do kościoła, brali udział w wyborach, rozmawiali o polityce i usiłowali zrozumieć zawiłości ekonomii. Ale wszystko było jakby trochę inne. Ludzie jakby inaczej patrzyli na świat.

Sędzia, czcigodny Warren Faber, po dokonaniu czynności wstępnych, spojrzał z zaciekawieniem na oskarżonego.

– Panie Akins – powiedział – rozumiem, że nie życzy pan sobie adwokata i chce pan się bronić sam. Mając na względzie, że zarzuty stawiane panu są bardzo poważne, sądzę jednak, że powinien pan raz jeszcze przemyśleć swoją decyzję.

– Nie, Wysoki Sądzie – powiedział Akins – zamierzam bronić się sam.

– Panie Akins, jest pan sądzony przez sąd federalny. Oskarża się pana o to, że uzurpował pan sobie działania zastrzeżone dla rządu, pragnął podważyć istniejący w tym kraju system monetarny i zastąpić go innym. Czy w obliczu tego rodzaju ciężkich zarzutów nie powinien pan jednak skorzystać z pomocy adwokata?

Zdawało się, że pan Akins lekko zadrżał.

– Wysoki Sądzie, fakty zostały już ustalone. Tu chodzi o to, co jest słuszne, a co nie. To nie jest kwestia prawa. Jestem niewinny. Chcę po prostu opowiedzieć o tym, co się wydarzyło, chcę opowiedzieć swoją historię. Nie potrzebuję adwokata, aby to uczynić.

Prokurator Albert Spear zerwał się z miejsca.

– Wnoszę sprzeciw, Wysoki Sądzie. Oskarżony usiłuje pouczać sąd, co jest słuszne, a co nie. Ponadto kwestionuję twierdzenie, że wszystkie fakty zostały ustalone.

– Oddalam sprzeciw. Sąd wyciągnie stosowne wnioski we właściwym czasie. Oskarżony ma prawo reprezentować sam siebie. Panie Akins, został pan zaprzysiężony. Niech pan nam teraz opowie swoją historię.

– No więc było to tak: w 1995 roku moja firma Trans-World Mining postanowiła rozszerzyć rynek dla naszego głównego produktu – platyny. Znacznie zwiększyliśmy wydobycie, stąd konieczne stało się zwiększenie sprzedaży. Uznaliśmy, że platyna może być w większym stopniu niż dotychczas używana do wyrobu biżuterii. Kupiliśmy znaną firmę wyrabiającą biżuterię. Przeprowadziliśmy eksperymenty polegające na stopieniu platyny z innym metalem, i udało się nam uzyskać bardzo piękny, a zarazem praktyczny stop.

Sędzia Faber przerwał oskarżonemu:

– Panie Akins, proszę pozwolić mi przerwać na moment. O ile dobrze pana zrozumiałem, to, co pan do tej pory nam powiedział, byliście przedsiębiorstwem wydobywczym, a następnie zajęliście się wyrobem biżuterii z platyny?

– Tak, Wysoki Sądzie, tak właśnie było. Wyrób biżuterii okazał się dużym sukcesem, ale w miarę upływu lat zaobserwowaliśmy bardzo dziwną rzecz.

Sędzia zaciekawiony wychylił się do przodu. Na sali panowała całkowita cisza.

– Wyrabialiśmy małe krążki z ornamentem po obu stronach. Każdy krążek miał dziurkę przy krawędzi, ponieważ chcieliśmy, aby mógł być używany jako wisiorek. Sprzedawaliśmy je po 50, 100 i 200 dolarów za sztukę. Szczerze mówiąc, nie oczekiwaliśmy, że uda nam się ich dużo sprzedać. Ale z czasem zaczęło się dziać coś niezwykłego. Jak powiedziałem, na początku nie oczekiwaliśmy, że sprzedaż tych małych zwykłych ozdobnych krążków będzie wysoka. Jednak w miarę upływu lat okazało się, że przewyższyła sprzedaż wszystkich innych ozdób wyrabianych przez naszą firmę! Nie potrafiliśmy tego zrozumieć. Te małe krążki – pierwotnie w cenie od 50 do 200 dolarów, a później droższe, bo cena platyny rosła razem ze wszystkimi innymi cenami – szły jak świeże bułeczki. Było tak przez cały czas. W końcu zwróciłem się do agencji badania rynku, aby ustaliła przyczynę tak dużej sprzedaży krążków.

Karol Akins przerwał i zwilżył wargi. Wśród publiczności panowała cisza, ale wyczuwało się napięcie. Chociaż nikt nie miał wątpliwości, jaki będzie wyrok, to było rzeczą fascynującą słyszeć tę historię z ust jej bohatera, który nie mógł przecież sądzić, że wyzwanie, jakie rzucił rządowi, ujdzie mu bezkarnie.

Akins kontynuował.

– Odkryliśmy, że ludzie zaczęli traktować platynowe krążki jako swego rodzaju inwestycję. Obawiali się, że rząd okaże się niewypłacalny. Rząd wyemitował bowiem tony papierowych pieniędzy, które nie miały pokrycia w złocie. Nie można było wymienić ich na złoto.

Prokurator Spear ponownie poderwał się ze swojego miejsca. Kiedy patrzył na oskarżonego, w jego oczach widać było pogardę.

– Wysoki Sądzie, oskarżony chce nam zamydlić oczy. Te wywody o pieniądzu papierowym i złocie są po prostu śmieszne. Oskarżony całkowicie pomija istotę sprawy, a mianowicie, jaki napis był umieszczony na tych monetach.

Mały pan Akins nie wyglądał już na onieśmielonego.

– Wysoki Sądzie, teraz ja wnoszę sprzeciw. To nie były żadne monety. Wcale nie mieliśmy zamiaru wyrabiać monet. Na każdym platynowym krążku umieściliśmy napis „Wieczna Miłość”. Sądziliśmy, że krążki będą służyć jako upominki. Jednakże wielu ludzi interpretowało ten napis jako „Wieczną Wartość”. Potem krążków zaczęto używać w handlu; ludzie rozpoznawali czystość stopu i mieli doń zaufanie. Miały dla nich realną wartość nie tylko jako ozdoby, ale również jako środek wymiany. Coraz więcej wchodziło ich do obiegu handlowego, i to nowe zastosowanie sprawiało, że ich wartość dodatkowo rosła. Ludzie zaczęli je gromadzić i traktować jako rodzaj oszczędności. Nasza produkcja wzrosła kilkukrotnie. Praktycznie zrezygnowaliśmy z produkcji innych wyrobów platynowych. Ludzie chcieli krążków. Po prostu domagali się ich coraz więcej.

Akins przerwał znowu. Wydawało się, że czeka na sprzeciw prokuratora albo na prośbę sędziego o dodatkowe wyjaśnienia. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Zarówno sędzia, jak i prokurator byli całkowicie pochłonięci słuchaniem historii, którą opowiadał.

Akins kontynuował ze wzrastającą pewnością siebie. Tu był na dobrze sobie znanym terenie. Postanowił – nie zważając na skutki – trzymać się przyjętej linii obrony.

– Rzecz jasna, po to prowadziliśmy interes, aby osiągać zyski. Jednakże zaczęliśmy patrzeć szerzej i dostrzegać, jaka jest ogólna sytuacja monetarna i jakie skutki ma dla pieniądza polityka rządu. W końcu zdecydowaliśmy, że oprócz sprzedaży platynowych krążków, uczynimy je także podstawą naszej księgowości i rachunkowości. Zrobiliśmy je naszą prywatną jednostką pieniężną i zaczęliśmy używać jako środka wymiany. Oczywiście, bardzo szybko dostaliśmy ostrzeżenie z Departamentu Skarbu. Ale nic nie mogli zrobić, po prostu nic. I nawet nie próbowali. Ale ponieważ wartość papierowego pieniądza stale malała, w końcu postanowili obwinić o to nas, Trans-World Mining. Inflacja rosła i rosła, a platynowe krążki zachowywały swoją wartość. Ludzie trzymali je tak, jak trzymali złoto wówczas, kiedy wolno im było je kupować. Papierowy rządowy pieniądz stale tracił na wartości.

W głosie pana Akinsa pobrzmiewała nuta zarówno tryumfu, jak i desperacji.

– To, co się działo, było wręcz niesamowite. Zapanował nieopisany zamęt. Ludzie jak szaleni kupowali coraz więcej platynowych krążków. Podczas gdy wartość papierowych pieniędzy cały czas malała, wartość krążków stale rosła. Stały się jedynym zdrowym środkiem wymiany w kraju. Ludzie zrozumieli, że zdrowa waluta jest tak samo ważna, jak sama wolność. Pojęli, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdziwego pieniądza.

Pan Akins przerwał na chwilę.

– Ale rząd potrzebował kozła ofiarnego i jego rolę wyznaczyli mnie. Na mnie chcą zrzucić swoją winę.

Nie będziemy zanudzać czytelników pytaniami, jakie zadawał oskarżonemu prokurator Arnold Spear. Było oczywiste, że chce jak najszybciej uzyskać wyrok skazujący. Rzucał na oskarżonego gromy, przyrównał go do zdrajcy ojczyzny, który montuje spisek mający doprowadzić ją do upadku. Akins był, według niego, pijawką pod względem moralnym, a pod względem prawnym, kimś jeszcze gorszym. I tak przez całą mowę końcową miotał epitety i mnożył zarzuty.

Nie wiemy, jaki będzie werdykt. Przysięgli ciągle jeszcze obradują.

Przeł. Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Nowy Świat”, 22-23 lutego 1992.

Źródło: „The Freeman: Ideas on Liberty”, lipiec 1960.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»