«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – II

12.09.09 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

Wśród krytyków stosunków politycznych i społecznych w Niemczech wyróżnia się ostatnio Reginald Grünenberg. Ten filozof, menedżer, wynalazca, przedsiębiorca, doradca finansowy, politolog, publicysta i literat jest m.in. autorem wydanej przed rokiem książki Das Ende der Bundesrepublik. Demokratische Revolution oder Diktatur in Deutschland (Koniec Republiki Federalnej Niemiec. Demokratyczna rewolucja czy dyktatura w Niemczech).

Grünenberg uważa, że następuje „niewidzialne bankructwo państwa”, i że Republika Federalna Niemiec jest wyczerpana finansowo, politycznie i społecznie. Stan, w jakim znalazła się RFN, to „pędzący zastój”; w powietrzu wyczuwa się niezadowolenie i niepewność obywateli. Z różnych kierunków ideowo-politycznych dochodzą głosy zaniepokojenia pogarszaniem się warunków życia, pracy i działalności ekonomicznej, rozpasaniem pleniącej się biurokracji, zanikiem inicjatywy, innowacyjności, odwagi i wzajemnego zaufania. Rosną koszty ubezpieczeń społecznych, dług publiczny eksploduje, dramatycznie spada liczba urodzeń. Obecny kryzys finansowy jest, według Grünenberga, tylko przygrywką do głębszego kryzysu gospodarczego i społecznego. Wolnościowa demokracja niemiecka dusi się za murami, które wysoko wznieśli wokół siebie – wykorzystując ustawę zasadniczą – biurokraci i funkcjonariusze partyjni. Panuje postdemokratyczna dyktatura status quo, dzisiejsza lewica i prawica to tylko różne barwy jednej i tej samej ideologicznej fatamorgany. Postępuje pełzająca delegitymizacja republiki oraz erozja demokratycznej substancji w najważniejszych organach przedstawicielskich państwa. Obywatele mają coraz większe wątpliwości, czy w tej sytuacji wybory w ogóle są właściwym środkiem uczestnictwa w polityce.

Zdaniem Grünenberga procesy, które dzisiaj obserwujemy w Niemczech, to nie przejściowy kryzys, lecz końcowa faza projektu o nazwie Republika Federalna Niemiec. Od obecnych partii nie można spodziewać się żadnych impulsów w kierunku zmiany sytuacji, ponieważ one same są zasadniczym składnikiem kryzysu. Nie tylko, że nie można od nich oczekiwać jakichkolwiek – poza kosmetycznymi – zmian, ale należy być pewnym, że politycy razem z warstwą urzędniczą, parlamentem i innymi instytucjami, będą  robić wszystko, aby zapobiec rzeczywistym zmianom i reformom. Celem postdemokratycznej dyktatury status quo jest zachowanie istniejącego porządku, mimo iż nawarstwiają się nie rozwiązane problemy, jak również problemy w jego ramach nierozwiązywalne. Kartel partyjny zawarł pakt przeciwko zmianom, a na horyzoncie nie widać sił politycznych, które byłyby wobec niego alternatywą i mogłyby za cel obrać zmianę systemu. Ale to nie znaczy, że należy z założonymi rękami czekać na to, co nadchodzi. Dlatego Grünenberg postuluje powołanie nowej partii, która wypisze na swoich sztandarach hasło III Republiki. Jedynym celem nowej partii winno być przeprowadzenie legalnej, pokojowej, demokratycznej rewolucji, zgodnie z paragrafem 148 ustawy zasadniczej mówiącym o tym, że ważność uchwalonej w 1949 roku prowizorycznej „ustawy zasadniczej dla Republiki Federalnej Niemiec” ustanie z chwilą ustanowienia nowej, prawdziwej konstytucji. I to ustanowionej nie na drodze zmiany obecnej ustawy zasadniczej, ale w wyniku ogólnonarodowego referendum. Wprowadzenie nowej konstytucji przyniesie radykalną zmianę ram instytucjonalnych państwa, zakończy byt polityczny dawnej Republiki Federalnej Niemiec i stanie się aktem założycielskim III Republiki. Zniesiona zostanie dyktatura status quo, której istotą i celem było obrabowanie narodu z wolności politycznej.

Zanim jednak dokona się radykalna transformacja ustrojowa, o jakiej marzy Grünenberg, należałoby może zrealizować skromniejszy postulat, jaki przy okazji ostatnich wyborów do Bundestagu wysunęli: znawca prawa wyborczego prof. Hans Herbert von Arnim oraz pisarz Ingo Schulze; zaproponowali oni mianowicie, żeby ci, co nie biorą udziału w wyborach, byli reprezentowani przez puste sejmowe fotele. Byłby to powrót do dobrego rozwiązania z czasów Republiki Weimarskiej, kiedy na 60 tys.głosów przypadał jeden mandat – jeśli do urn udawało się mniej wyborców, w parlamencie zasiadało mniej posłów. Prof. von Arnim zaproponował także, aby spadek frekwencji automatycznie powodował zmniejszenie finansowania partii z budżetu państwa.

O tym, że w Niemczech pogarsza się klimat społeczny, świadczy fakt, że – jak podaje prasa berlińska – w porównaniu z rokiem 2005 liczba podpaleń (głównie drogich) samochodów wzrosła w Berlinie dziesięciokrotnie. Jak napisała „Berliner Zeitung Berlin przoduje wśród miast niemieckich, jeśli chodzi o zakres przemocy ze strony lewicowych ekstremistów. Atakowane jest to, co wskazuje na zamożność, niszczone są np. luksusowe mieszkania w stanie surowym. W mieście powstały strefy, w których skrajna lewica rządzi jak chce. Rzecznik frakcji CDU w berlińskim parlamencie Robbin Juhnke mówił wręcz w wywiadzie prasowym o „czerwonym terrorze”, zaś Centrum Informacji i Dokumentacji Przeciwko Lewicowemu Ekstremizmowi i Przemocy uznało, że przemoc ekstremistycznej lewicy w Berlinie może stać się zagrożeniem dla demokracji.

A co dzieje się na linii Niemcy-Unia Europejska? W jednym ze swoich najnowszych tekstów „podatkiem klimatycznym” zajął się ekonomista Klaus Peter Krause, który w latach 1966-2001 pracował w dziale gospodarczym „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (w latach 1990-2001 był jego redaktorem). Obecnie jest niezależnym publicystą, publikującym w różnych czasopismach, m.in. „Junge Freiheit” i „eigentümlich frei”; ma też własną stronę internetową.  Robimy głęboki wdech i jak najdłużej trzymamy powietrze w płucach. Kiedy bowiem wydychamy powietrze, to – jak powszechnie wiadomo – wydychamy dwutlenek węgla, należący do owych straszliwych „gazów cieplarnianych”. Zatem robiąc wydech, przyczyniamy się do ocieplenia klimatu. A czegoś takiego nikt przecież nie chce. Z drugiej strony, każdy chciałby jeszcze trochę pożyć. No i pożyje, bo aż tak surowa władza nie jest. Zamiast pozbawiać życia zakazując oddychania, po prostu – przewiduje Krause – obłoży każdego „podatkiem klimatycznym”. Komisja Europejska chce mianowicie wprowadzić jednolity podatek od emisji dwutlenku węgla dla całej Unii Europejskiej. Zapowiedział to niedawno komisarz ds. podatków Laszlo Kovacs. Oczywiście, dzisiaj chodzi o emisję przy spalaniu węgla, gazu itd. Ale komisarz Kovacs stwierdził wyraźnie, że kosztować muszą wszystkie rodzaje emisji. Jak wszystkie, to wszystkie. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w przyszłości podatek od oddychania objął każdego obywatela Unii Europejskiej. Zapewne nie byłby (przynajmniej na początku) zbyt wysoki i każdy mógłby sobie pozwolić na dalsze oddychanie, ale z czasem zgodnie z ogólną prawidłowością w tej dziedzinie, mógłby stopniowo rosnąć.

Na władze w Brukseli poirytował się też okropnie Ingo Maurer, światowej sławy projektant lamp z Monachium – jego  zaskakujące oryginalnością i nowatorstwem dzieła wystawiano m.in. w muzeach w Barcelonie, Amsterdamie, Mediolanie, Frankfurcie, Nowym Jorku i Filadelfii. W wywiadzie prasowym oświadczył on, że zakaz używania starych, dobrych żarówek z ich przyjemnym, ciepłym światłem to chory pomysł. Maurer, który od połowy lat sześćdziesiątych pracuje z żarówkami, stanowiącymi „doskonałe połączenie poezji i techniki”, jest absolutnym przeciwnikiem tego zakazu i uważa go za głęboką ingerencję w życie prywatne. Dlatego artysta wezwał do obywatelskiego nieposłuszeństwa i nieprzestrzegania tego absurdalnego zakazu.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, 2009, nr 11.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»