Tomasz Gabiś
Alexander Rahr to wpływowa postać niemieckiego establishmentu, ekspert od spraw rosyjskich. Jego ojciec Gleb Rahr (1922-2006) był znanym rosyjskim emigracyjnym historykiem kościoła prawosławnego oraz działaczem religijnym i politycznym. Od 1994 roku Rahr pracuje dla jednego z najważniejszych niemieckich think-tanków – Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. Jest dyrektorem programowym Centrum Rosja/Eurazja, wspieranego przez Deutsche Bank i Ost-Ausschuß der Deutschen Wirtschaft (Komisja Wschodnia Gospodarki Niemieckiej). Doradza zarówno rządowi niemieckiemu, jak i prywatnym firmom niemieckim działającym w Rosji. Uczestniczy w rozmaitych gremiach i forach, jak np. Dialog Petersburski czy Klub Waldajski – forum gromadzące specjalistów od spraw rosyjskich z różnych krajów, którzy spotykają się z ludźmi ze szczytów władzy w Moskwie, ale także z opozycji. Napisał wiele artykułów oraz kilka książek, m.in. Wladimir Putin. Der Deutsche im Kreml (Władimir Putin. Niemiec na Kremlu, 2000), Russland gibt Gas (Rosja daje gazu, 2008), Putin nach Putin. Das kapitalistiche Russland am Beginn einer neuen Weltordnung (Putin po Putinie. Kapitalistyczna Rosja na początku nowego porządku światowego, 2008).
W wywiadzie udzielonym „Eurasiches Magazin” Rahr, komentując zmianę rządów w Niemczech i objęcie przez FDP ministerstwa spraw zagranicznych, mówi, że w polityce wobec Rosji nic się nie zmieni, gdyż FDP łączą ścisłe związki z niemieckim biznesem zainteresowanym współpracą z Rosją. Niemcom surowce są potrzebne, niezależnie od tego, kto jest u władzy w Berlinie. Niemcy potrzebują rosyjskiego rynku, aby poprawić swój wzrost gospodarczy, a Rosja jest odbiorcą zaawansowanych technologii niemieckich. Rahr przypomina, że FDP była przez prawie dwadzieścia lat odpowiedzialna za niemiecką politykę zagraniczną i był to czas układów wschodnich, układu moskiewskiego i zjednoczenia Niemiec. To za Kohla z CDU i Genschera z FDP rozpoczęła się budowa strategicznego partnerstwa z Rosją. Nie Schröder je wymyślił, Schröder, Steinmeier i Merkel kontynuowali to, co tamci zaczęli.
Pytany o stosunek nowego ministra spraw zagranicznych Westerwellego do Ukrainy, Rahr stwierdza, że Westerwelle stosuje pewien trik: głośno opowiada się za członkostwem Ukrainy w UE, doskonale wiedząc, że z pewnością nie będzie to możliwe w ciągu dziesięciu, piętnastu lat. Trik polega na tym, że dopóki Ukraina nie stanie się członkiem UE, dopóty nie wejdzie do NATO. De facto rząd niemiecki odkłada w odległą przyszłość członkostwo Ukrainy w NATO, usuwając tym samym główny punkt zapalny w stosunkach z Rosją. Innymi słowy, chodzi o to, żeby bez ponoszenia specjalnego politycznego ryzyka opowiadać się za członkostwem Ukrainy w UE, uspokajając w ten sposób Ukrainę, ale nie irytując Kremla.
Rahr wspomina swoje osobiste rozmowy z przywódcami rosyjskimi. Putin i Miedwiedwiew to, jego zdaniem, politycy otwarci i nowocześni. Ale to, co zwracało uwagę w tych rozmowach z prezydentem i premierem Rosji, to fakt, że – mówi Rahr – więcej rozmawialiśmy o Ameryce i Chinach niż o Europie. Politycy europejscy cały czas tylko deklamują: wartości, wartości, wartości. Chcą – ideologicznie zawężając pole rozmów – dyskutować o prawach człowieka, wolności i liberalnej demokracji zamiast uprawiać pragmatyczną politykę. Gadają o swoich wartościach nawet wtedy, gdy nikt już nie ma ochoty tego słuchać. Z tego powodu wiele politycznych szans zostało zaprzepaszczonych. Europejczycy stali się mało interesujący, ponieważ występują w roli nauczycieli i wychowawców, stale chcą pouczać Rosjan i Chińczyków! To ciągłe gadanie o wzniosłych zasadach, które gdzie indziej ani dzisiaj, ani w przyszłości nie będą odgrywać żadnej roli, ogranicza Europejczykom swobodę politycznego manewru.
Rahr uważa, że kooperacja z Rosją na płaszczyźnie gospodarczej i technologicznej przyczyni się do wzrostu zaufania politycznego i społecznego. Technologiczne i energetyczne partnerstwo mogłoby być pierwszym etapem do stworzenia wspólnej strefy gospodarczej Rosji i Unii Europejskiej. Jeśli strategiczne partnerstwo Niemiec oraz całej Unii Europejskiej i Rosji pogłębi się, to możliwa będzie ich wspólna polityka wobec Chin, które umacniają się w Azji Środkowej. Niemcy i Europa powinny zabiegać o to, żeby Rosja nie została włączona do przestrzeni azjatyckiej. Byłoby to równoznaczne z amputacją Europy.
W nadchodzących dziesięcioleciach, przewiduje Rahr, Ameryka – tak jak po pierwszej wojnie światowej – coraz bardziej będzie się zajmować sama sobą i powoli wycofywać z Europy, ograniczając się do pilnowania własnych interesów. Zachowa wprawdzie ścisłe relacje z Unią Europejską, ale przestanie „stać na straży bezpieczeństwa Europy”, która zostanie zmuszona do uprawiania własnej polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa. Już niedługo wybije dla Unii Europejskiej godzina prawdy, zniknie możliwość ukrywania się za „wspólnotą transatlantycką”, przyjdzie czas samodzielności.
Za dwadzieścia lat, prognozuje Rahr, będziemy mieli trzy bieguny w polityce światowej: Europa razem z Rosją, Chiny i Ameryka. Zwraca równocześnie uwagę na to, że chociaż trudno mówić o przyjaźni pomiędzy Pekinem i Moskwą, to wydaje się, iż Rosja jest dzisiaj o wiele bardziej nieufna wobec Zachodu, przede wszystkim wobec USA, niż wobec Chin i będzie współpracować dla budowy wielobiegunowego świata raczej z nimi. Oczywiście nieufność między oboma państwami pozostanie, ich rywalizacja jest nieuchronna, ale mimo to możliwy jest sojusz energetyczny pomiędzy Rosją a Chinami, które potrzebują coraz więcej energetycznych surowców. Na ten aspekt stosunków rosyjsko-chińskich zwraca uwagę inny niemiecki ekspert w sprawach energetyki Lars Schall powołujący się na książkę amerykańskiego badacza Michaela T. Klare’a Rising Powers, Shrinking Planet: The New Geopolitics of Energy (New York, 2008), który właśnie surowce energetyczne uznaje za kluczowy czynnik przy tworzeniu się nowego globalnego układu. Jednym z ważnych wydarzeń tego procesu jest, według Schalla, wzmocnienie pozycji Rosji jako eksportera ropy dzięki oddaniu do użytku nowego portu przeładunkowego w Kozmino na rosyjskim wybrzeżu Pacyfiku. Jest to supernowoczesny obiekt wybudowany za dwa miliardy dolarów. W ciągu najbliższych dwóch lat Rosja dokończy budowę ropociągu ze złóż syberyjskich, którego jedna nitka prowadzi do granicy z Chinami, a druga właśnie do Kozmina. Podczas otwarcia terminalu Władimir Putin nazwał go „wspaniałym prezentem noworocznym dla Rosji”. I nie przesadził, ponieważ rzeczywiście nowy port znacząco poszerza jej swobodę manewru na międzynarodowym rynku energetycznym. Otwiera się droga do eksportu syberyjskiej ropy do Japonii, Chin, Korei Południowej. Rosja ma teraz możliwość skoncentrowania się na regionie Azja-Pacyfik, co może odbyć się kosztem Europy. Szczególnie u Niemców zrealizowanie tych projektów musi wywoływać głębokie zatroskanie, ponieważ są one, jak nigdy dotąd, zależne od importu rosyjskiej ropy – ponad 35% ich importu ropy pochodzi stamtąd. Teraz Rosja umocniła swoją pozycję energetycznego gracza – stworzyła sobie alternatywę na wschodzie i nie musi już orientować się tak jednostronnie na Europę. Korzyści odnoszą także Chiny, które będą mogły uniezależnić się w pewnej mierze od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Lars Schall zwraca też uwagę na to, że Chińczycy angażują się mocno w krajach „zdobytych” przez USA: w Iraku China National Petroleum Company (CNPC) wygrała przetarg na rozwój pól naftowych Halfiya, zaś największą inwestycję zagraniczną Chiny ulokowały w wartych 3,4 miliarda dolarów udziałach w kopalni miedzi leżącej na południowy wschód od Kabulu. Wszystko to razem świadczy, według Schalla, o tym, że jesteśmy świadkami istotnych przesunięć w światowym geopolitycznym i geoekonomicznym układzie sił.
Tomasz Gabiś
Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, 2010, nr 2.
