«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – VI

03.20.10 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

Komentator gospodarczy, były redaktor „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Klaus Peter Krause krytykuje rząd Niemiec za kupno danych skradzionych z jednego z banków szwajcarskich. Szwajcarzy, którzy mają na temat opodatkowania i praw obywateli inne wyobrażenia, mianowicie o wiele bliższe ideałom wolności niż Niemcy, zderzają się z zaciśniętą pięścią niemieckiej władzy państwowej, czyli niezadowolonego konkurenta, któremu każda oaza wolności przeszkadza, więc najchętniej by ją „osuszył”. Państwa, których mieszkańcy nie muszą znosić fiskalnego ucisku, które chronią prywatność kont bankowych, są dla państw łupieżczych, takich jak Niemcy, solą w oku. Kiedy państwo coraz bardziej wyzyskuje podatkowo obywateli, tak jak ma to miejsce w RFN, to ucieczka z własnymi pieniędzmi staje się nieuchronną konsekwencją. „Oazy podatkowe”, pisze Krause, mają tę samą przyczynę co „praca na czarno” – nadmierne, odczuwane jako niesprawiedliwe opodatkowanie, jedyna różnica to taka, że „oazy podatkowe” leżą poza krajem, podczas gdy „praca na czarno” odbywa się na miejscu. Krause słusznie zwraca uwagę na to, że „oazy podatkowe” mogą powstawać tylko wówczas, jeśli istnieją „podatkowe pustynie”. W Niemczech, oburza się Krause, marnotrawi się olbrzymie środki ściągnięte od obywateli, ale tego jakoś rząd nie ściga, i nic dziwnego, bo sam należy do największych marnotrawców.

Krause przytacza słowa, które w zeszłym roku w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” wypowiedział Reinhold Würth – jeden z najwybitniejszych współczesnych przemysłowców niemieckich, który zbudował firmę będącą światowym liderem w technice mocowań i montażu, zatrudniającą obecnie 60 tys. ludzi. Odnosząc się do niemieckiej polityki podatkowej, szwajcarskich kont etc. Würth stwierdził: „znajdujemy się na drodze ku łagodniejszej wersji NRD. Honecker chronił swoją Rzeszę za pomocą drutu kolczastego i betonu. Berlin uchwala takie ustawy, żeby nikt nie mógł stąd uciec: bariera odsetkowa, ustawa o przenoszeniu przedsiębiorstw, wysuszenie «oaz podatkowych» i jak tam się to wszystko nazywa. To jakieś szaleństwo”. W tym kontekście nowego znaczenia nabierają słowa liderki Zielonych Renate Künast, nazywającej ludzi chroniących w „oazach wolności” swoje pieniądze przed chciwym fiskusem, „uciekinierami z republiki”, czyli tak, jak propaganda komunistyczna określała ludzi, którzy przez zasieki, pola minowe i mury, pod kulami straży granicznej uciekali z NRD.

Dzisiaj, kiedy niemieckie sfery polityczne żądają od Szwajcarii zniesienia tajemnicy bankowej, warto przypomnieć, że w 1934 roku, aby chronić cudzoziemskich klientów banków szwajcarskich przed wytropieniem ich majątków przez tajne służby, przede wszystkim służby narodowosocjalistycznej Rzeszy Niemieckiej, uchwalono w Szwajcarii – kraju, gdzie najczęściej lokowano kapitały z innych krajów – ustawę zezwalającą bankom na prowadzenie anonimowych kont numerycznych. Służyło to, rzecz jasna, także prześladowanym Żydom, którzy chcieli swój majątek zabezpieczyć przed konfiskatą. Dzieją się rzeczy niewyobrażalne: przedstawiciele politycznego establishmentu RFN typu Renate Künast nie tylko mówią językiem zbrodniczego reżimu komunistycznego, ale w pewnej mierze nawiązują do praktyk narodowych socjalistów w dziedzinie zwalczania „ucieczki kapitałów” i „oszustw podatkowych”.

Podobnie jak Krause ocenia sytuację w Niemczech Hans-Olaf Henkel, znany przedsiębiorca i menedżer, w latach 1995-2000 prezes Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI), były prezes IBM Deutschland, a potem IBM Europa, posiadacz honorowej profesury na uniwersytecie w Mannheim. Obecnie zasiada w radach nadzorczych wielu przedsiębiorstw, wykłada, pisze, przewodniczy zarządowi organizacji Konwent na rzecz Niemiec, a ponieważ uchodzi za politycznie umiarkowanego, więc od czasu do czasu zapraszany jest do radia i telewizji. Jego najnowsza, wydana w zeszłym roku książka nosi tytuł Die Abwracker. Wie Zocker und Politiker unsere Zukunft verspielen (Złomiarze. Jak hazardziści i politycy przegrywają naszą przyszłość). Pytany w jednym z wywiadów, dlaczego tak zatytułował swoją książkę, odpowiedział, że wprowadzona w Niemczech „premia za złomowanie aut” (Abwrackprämie) może służyć jako symbol ekonomicznego absurdu, do popełnienia jakiego zdolna jest niemiecka klasa polityczna (mamy tu do czynienia z grą słów: „abwracken” oznacza zarówno „złomować”, jak i „doprowadzić do ruiny”).

Henkel kieruje ostrze swojej krytyki przeciwko socjalistom wszystkich partii i ugrupowań politycznych, przeciwko jakże licznym w Niemczech przedstawicielom gatunku „dobroludzi”, których intencje są dobre, ale bezsensowne i szkodliwe ekonomicznie. W Niemczech, stwierdza Henkel, roi się od „moralistów na służbie”, moralizowanie w odniesieniu do gospodarki przybrało zastraszające rozmiary, a towarzyszy temu kompletne niezrozumienie ekonomicznych zależności. Mnożą się oszczercze ataki na gospodarkę rynkową, neosocjalizm wyszedł daleko poza lewicowy segment partyjnego spektrum, niepostrzeżenie ogarniając całą niemiecką politykę (szczególnie martwi Henkela stałe przesuwanie się na lewo CDU). Politycy wszystkich partii niemieckich działają wedle zasady „dzisiaj rozdaję prezenty, za które jutro zapłaci ktoś inny”.

Henkel zauważa także niepokojące zmiany w mentalności szerokich kręgów społecznych: coraz więcej Niemców uważa państwo za zbawcę, ślepo wierzy, że za problemy ekonomiczne winę ponoszą „kozły ofiarne” podsuwane im przez polityków i media. Niemcy coraz mniej kochają wolność, a coraz bardziej równość. Aby zapobiec dalszemu staczaniu się Niemiec w bagno neosocjalizmu, Henkel proponuje „retroliberalny zwrot”, czyli powrót do tych zasad, które warunkowały powojenny sukces gospodarczy Niemiec, do recept Ludwiga Erharda. Na zarzut, że nie są one nowe, Henkel odpowiada prosto: to, co jest uzasadnione, udowodnione, rozsądne i merytorycznie pożądane, nie musi być nowe.

Tymczasem nowy niemiecki rząd idzie w przeciwnym kierunku, niż proponuje Henkel: wbrew obietnicom wyborczym rozbudowuje aparat biurokratyczny. Jak poinformował tygodnik „Der Spiegel” ministerstwa i podległe urzędy tworzą tysiąc nowych posad. O ile dotychczas ministerstwa musiały przeciętnie 1,5% wydatków rocznie oszczędzać na posadach, to w aktualnym projekcie budżetu ten przepis zniknął, co zachęca ministrów do dalszego rozbudowywania swoich aparatów urzędniczych. Na przykład ministerka pracy Ursula von der Leyen utworzyła nowy wydział „zbiorowe prawo pracy”, zaś minister transportu Peter Ramsauer zwiększył liczbę wydziałów do 23 i stworzył 9 nowych referatów. Jak łatwo było przewidzieć, rzecznik ministra określił nową, rozbudowaną strukturę ministerstwa jako „logiczną, nowoczesną, bliską obywatelowi”.

Na koniec coś bardziej optymistycznego. Chyba mało kto pamięta ministra spraw zagranicznych RFN Josepha („Joschkę”) Martina Fischera (przez wrogów nazywanego „najgorszym ministrem spraw zagranicznych od czasu Ribentroppa”). Tenże dawny budowniczy ulicznych barykad, lewicowy radykał walczący na ulicach Frankfurtu z „Systemem”, po opuszczeniu ministerialnego stanowiska założył firmę doradczą Joschka Fischer&Co. Teraz jako lobbysta pracuje dla koncernu energetycznego RWE, któremu doradza w kwestii rurociągu Nabucco. Doradza także koncernowi BMW (złośliwi twierdzą, że jako były taksówkarz zna się na samochodach). Zaczął również doradzać Siemensowi w kwestiach zagranicznych i strategii firmy. Czy ktoś mógł to sobie wyobrazić: koncern Siemensa buduje elektrownie atomowe, ergo wybitny działacz Zielonych, którzy zawsze głośno i skutecznie protestowali przeciwko energetyce jądrowej, pomaga budować elektrownie atomowe! Ale to nie jest żadna niespodzianka, ponieważ wielu jego towarzyszy z zielonej lewicy znalazło sobie lukratywne posady doradców w energetyce, przemyśle farmaceutycznym, tytoniowym etc. Zresztą partnerem Fischera w jego firmie lobbystycznej jest Dietmar Huber, długoletni kolega, kiedyś rzecznik klubu parlamentarnego Zielonych. Wygląda na to, że niektórzy dawni ekolewicowi radykałowie porzucili wrogość wobec przemysłu, techniki i kapitalizmu. Czyżby ewolucja w kierunku normalności?

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, 2010, nr 3.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»