«
»

Przegląd niemiecki

PRZEGLĄD NIEMIECKI – VI

04.06.10 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

W masowych mediach roi się od polityków, ekonomistów i komentatorów, którzy biadolą, że nikt nie potrafił przewidzieć wstrząsów w sektorze finansowym; porównuje się je z tsunami, erupcją wulkanu, trzęsieniem ziemi, powodzią itp., aby tylko przekonać tzw. opinię publiczną, że nic nie można było zrobić, bo chodziło o „katastrofę naturalną”. W rzeczywistości nie brakowało ekonomistów i publicystów, którzy dawno już ostrzegali, że sprawy idą w złym kierunku. Należy do nich Roland Baader, autor wydanej w 2004 roku książki Geld, Gold und Gottspieler. Am Vorabend der nächsten Weltwirtschaftskrise (Pieniądz, złoto i ci, co zgrywają Pana Boga. W przededniu następnego światowego kryzysu gospodarczego), w której bezbłędnie przewidział to, co stało się w cztery lata później. Baader (ur. 1940) studiował u Friedricha von Hayeka we Fryburgu, później przez dwie dekady był przedsiębiorcą, a od lat jest wolnym autorem, niezależnym, jak sam podkreśla, „od nikogo”. Opublikował kilkanaście książek (w większości wydanych w wydawnictwie Ingo Resch Verlag – właściciel Ingo Resch wyznaje chrześcijański liberalizm á la Dzielski) i kilkuset artykułów. Napisał m.in Kreide für den Wolf. Die tödliche Illusion vom besiegten Sozialismus (1991, Kreda dla wilka. Zabójcza iluzja o zwyciężonym socjalizmie), Die Euro-Katastrophe. Für Europas Vielfalt – gegen Brüssels Einfalt (1993, Katastrofa euro. Za różnorodnością Europy – przeciwko brukselskiej tępocie), Fauler Zauber. Schein und Wirklichkeit des Sozialstaates (1997, Liche triki. Pozór i rzeczywistość państwa socjalnego); Die belogene Generation (1999, Oszukane pokolenie), Wider die Wohlfahrtsdiktatur. Zehn liberale Stimmen, (2001, Przeciwko dyktaturze państwa opiekuńczego. Dziesięć liberalnych głosów); Das Kapital am Pranger. Ein Kompaß durch den politischen Begriffsnebel (2005, Kapitał pod pręgierzem. Busola w mgławicy pojęć politycznych), Markt oder Befehl (2007, Rynek albo rozkaz). Pod jego redakcją ukazała się też Logik der Freiheit. Ein Ludwig-von-Mises-Brevier (2000, Logika wolności. Wypisy z Ludwika von Misesa). Jest członkiem międzynarodowego Towarzystwa Mont Pelerin i niemieckiego Towarzystwa Friedricha Augusta von Hayeka. Uważany jest za czołowego w niemieckim obszarze językowym „filozofa wolności”, który w sposób przystępny i klarowny upowszechnia wśród Niemców idee wolności, demaskując bezlitośnie wszystkie warianty socjalizmu i kolektywizmu.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisała o nim, że „pomaga czytelnikowi przejrzeć gadaninę polityków i mediów oraz uzyskać realistyczny obraz świata społecznego”. Publicysta ekonomiczny tej gazety Philip Plickert nazwał go „pogromcą smoków”, przede wszystkim smoka socjaletatyzmu, który, zdaniem Baadera, Niemcy mają we krwi. Dlatego w zapowiadanej przez wrocławskie Wektory książce o tym, „dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat”, atakuje nie tylko lewicę (rozdział o Szkole Frankfurckiej zatytułował wdzięcznie „Morowe powietrze nad Europą”), ale również socjaletatystyczną prawicę niemiecką wywodzącą się z „Konserwatywnej Rewolucji”. Ci z naszych publicystów, którzy za niezbyt korzystne zjawisko uważają wpływy niemieckiej myśli politycznej i państwowo-prawnej na polskie życia umysłowe będą usatysfakcjonowani argumentami niemieckiego autora.

„Neue Zürcher Zeitung” porównała Baadera – gdy chodzi o potoczystość stylu i jasność argumentacji – do Frédérica Bastiata. Podobnie jak on Baader potrafi „odczarować lekkim piórem werbalne kuglarskie sztuczki swoich przeciwników”. „Die Welt” pochwaliła go za to, że jego krytyka nie ogranicza się do opisania oczywistych, doskonale widocznych symptomów kryzysu, lecz odsłania elementarne błędy konstrukcyjne współczesnej demokracji. Dzięki swoim książkom i artykułom, bojowemu stylowi i ideowej bezkompromisowości Baader zyskał grono wiernych czytelników, tak jak i on przekonanych, że Niemcy znajdują się w mocnych szponach potężnego socjalistycznego Lewiatana. Współczesna Republika Federalna Niemiec to, według nich, „DDR light”, z której emigruje coraz więcej zdolnych ludzi, którzy nie chcą żyć w socjalistycznym państwie. W ostatnich dwóch latach publicystyka Baadera skupia się na kryzysie finansowym, przed którym ostrzegał, na jego głębokich źródłach, skutkach i ewentualnych środkach zaradczych.

Telewizyjni i gazetowi komentatorzy, politycy i ekonomiści głównego nurtu, ironizuje Baader, błyskawicznie odkryli, kto ponosi winę za obecny kryzys finansowy trapiący świat. Oczywiście, jakżeby inaczej, chciwi inwestorzy, nieodpowiedzialni bankierzy, nienasyceni spekulanci, zachłanni menedżerowie banków, powodowani owczym pędem więksi i mniejsi posiadacze akcji. No i niewystarczający nadzór ze strony państwa, „neoliberalizm”, kapitalizm, najlepiej „drapieżny kapitalizm” albo „turbokapitalizm”. Wszystko są to najzwyczajniejsze w świecie banialuki. Od prawie 100 lat bowiem mamy socjalistyczny, produkowany przez państwowego monopolistę, funkcjonujący poza rynkiem, pieniądz, który stopniowo zatruwa krwioobieg kapitalizmu i prędzej czy później musi doprowadzić do jego rozkładu. Winę za dogorywanie światowego systemu finansowego przypisuje się kapitalizmowi, zamiast prawdziwemu niszczycielowi kapitalizmu – socjalistycznemu pieniądzowi państwowemu, którego podaż (podaż pieniądza oraz kredytu z „pustego pieniądza”) stale rośnie, szczególnie od momentu, kiedy na początku lat 70. ubiegłego wieku zerwana została przez prezydenta Nixona ostatnia, cienka nić wiążącą go ze złotem. Od momentu porzucenia standardu złota, zatem gdzieś od 1913 roku, system papierowego pieniądza bez pokrycia panuje niepodzielnie na całym świecie. Sytuacja, w której nie ma wyjątków i odstępstw od systemu obejmującego cały glob, oznacza, że dokonano jedynego w swoim rodzaju, unikalnego w dziejach świata, eksperymentu. Czeka go, prorokuje Baader, los taki sam jak wszystkich innych dwudziestowiecznych eksperymentów społeczno-ekonomicznych.

Nieusuwalnym składnikiem kapitalizmu, podkreśla wielokrotnie Baader, jest kapitalistyczny pieniądz, czyli pieniądz rynkowy (przez wieki było nim złoto), a nie – tak jak jest dziś – psuedopieniądz produkowany przez państwowego monopolistę. Ponadto nie ma prawdziwego kapitalizmu i gospodarki wolnorynkowej bez stóp procentowych wyznaczanych swobodnie przez rynek. Tymczasem obecnie stopami procentowymi manipulują banki centralne zamieniając tym samym kapitalizm w gospodarkę centralnie planowaną. Narzucanie odgórnie najważniejszej ceny w gospodarce – stopy procentowej traktowanej jako cena pieniądza – obniżanie jej lub podwyższanie według swojego widzimisię (podpartego radami tzw. ekspertów), to socjalistyczny absurd, który sukcesywnie wypacza rynek, dusi go, by w końcu go zniszczyć. Żaden Fed, żaden bank centralny na świecie z natury rzeczy nie jest w stanie zaplanować ani „pożądanej wysokości stóp procentowych”, ani „optymalnej ilości pieniądza w obiegu”, ani „właściwego celu inflacyjnego”; podobnie jak każdy inny urząd planowania nie potrafi zaplanować i ustalić, ile potrzeba butów, sera, wózków dziecięcych i po jakiej cenie powinny być sprzedawane. Tylko rynek, a nie prezes banku centralnego lub inne gremium, może tę cenę – zależną od podaży (pieniądza) i popytu (na pieniądz), stanu oszczędności i inwestycji, czasowych preferencji ludzi oraz aktualnego stosunku rzadkości i obfitości dóbr – ustalić. Każda politycznie narzucona stopa procentowa musi być ex definitione błędna i prowadzić do ogromnych zniekształceń w strukturze kapitału i produkcji.

To, co „zawiodło” i co doprowadziło do aktualnego kryzysu, to nie kapitalizm, lecz – jak zawsze i wszędzie – socjalizm. Socjalizm, którego filarami są: państwowy monopol wytwarzania fałszywego papierowego pieniądza bez pokrycia oraz centralnie kierowana gospodarka planowa w dziedzinie stóp procentowych. Rynek natomiast funkcjonuje znakomicie: najpierw gorącym powietrzem z nadmiernej podaży pieniądza i kredytu napełnia balony, a kiedy te stają się zbyt duże, pozwala im pęknąć, niszcząc pozorne bogactwo szybciej jeszcze niż powstało. Fałszywy kredyt zostaje oddzielony od prawdziwego i oddany na makulaturę. Prawdziwy (dobry) kredyt tworzą bowiem wyłącznie te pożyczki banków, które opierają się na rzeczywistych oszczędnościach – stanowią one dzisiaj niewielki ułamek całego globalnego wolumenu kredytów.

Kryzys finansowy, inflacja cenowa, upadki banków, spadek wartości nieruchomości, akcji itd. to nie skutki „kryzysu kapitalizmu”, ale gorączkowe dreszcze kapitalizmu, który w ten sposób chce się uwolnić od zabijającej go powoli trucizny, wprowadzanej do jego organizmu przez rządy i banki centralne. Pozbawiony substancji, dowolnie pomnażany papierowy pieniądz („fiat money”), kredytowe machiny banków centralnych smarowane fałszywym pieniądzem, system bankowy oparty na rezerwie cząstkowej, manipulowanie stopami procentowymi i wartością pieniądza, nadmierne, stale rosnące wydatki państwa i coraz wyższe zadłużenie – oto prawdziwe, najgłębsze przyczyny obecnego kryzysu (jak i wszystkich kryzysów ostatnich stu lat).

Banki centralne wraz z rządami od dziesięcioleci prowadziły nieodpowiedzialną politykę pieniężną, przejadły zapasy prawdziwych oszczędności i stworzyły niszczycielską kredytową falę tsunami, zatapiającą obecnie gospodarkę. Polityka łatwego pieniądza i taniego kredytu sygnalizuje istnienie ponadprzeciętnych oszczędności, których realnie wcale nie ma. Tworzy się fałszywy (zły) kredyt z pustego pieniądza, za którym nie stoją żadne realne oszczędności. Ten kredyt jest narzędziem zniszczenia, ponieważ stanowi fałszywy sygnał skłaniający kredytobiorców do błędnych decyzji i działań: przedsiębiorców do błędnych (nierentownych w dłuższej perspektywie) inwestycji, prywatne gospodarstwa domowe do nadmiernych (powyżej dochodów) wydatków konsumpcyjnych, rządy do tworzenia rozbuchanych budżetów (niemożliwych do sfinansowania z oficjalnie ściąganych podatków), inwestorów do lokowania pieniędzy w fałszywych tzn. nie posiadających rzeczywistej trwałej wartości, papierach wartościowych, obligacjach, akcjach itp., co po pewnym czasie musi prowadzić do bardzo dotkliwie odczuwanych korektur w postaci recesji i depresji, czyli przystosowania się do prawdziwych warunków rynkowych.

Baader zwraca również uwagę na demoralizujące skutki systemu „fiat money”. Kiedy człowiek żyje zanurzony we wszechobecnym żywiole „łatwego pieniądza” – takiego jak dowolnie multiplikowalny pieniądz papierowy – wtedy zanika u niego moralna samodyscyplina i rwą się nici wiążące go z rzeczywistością. Zaczynają nim rządzić złudzenia natury psychologicznej, materialnej, finansowej, ideologicznej, politycznej, wojskowej, quasi-religijnej. Staje się bezczelny, roszczeniowy, wiecznie rozdrażniony, cwaniakowaty, chciwy, zawistny, kłótliwy, rozrzutny; pogrąża się w apatii albo bezcelowej, gorączkowej aktywności. Kiedy różnica pomiędzy prawdziwym pieniądzem (opartym na kruszcu) a fałszywym (papierowym) zaczyna się zacierać, tak jak dzieje się to w inflacyjnym systemie „fiat money”, wówczas tracimy najważniejszy miernik i kryterium oceny pracy, gospodarowania, kwalifikacji, umiejętności, wszelkich form działalności ekonomicznej. Ludzie żyjący w takim systemie łatwo dają się przekonać do najbardziej absurdalnych tez np., że „oszczędzanie to głupota”, a „zaciąganie kredytu to rzecz opłacalna”. W ślad za inflacją pieniądza podąża inflacja aksjologiczna, to znaczy w sferze wartości zaczyna panować coraz większa dowolność, zamazują się coraz bardziej granice pomiędzy tym, co słuszne a co nie, co wartościowe a co liche; ludzie wyrzucają za burtę dotychczas obowiązujące tabu, przestają przestrzegać norm, zasad i reguł zachowania. Ważne staje się wyłącznie „tu i teraz”, a przyszłość niech sobie idzie do diabła, bo zawsze ktoś – najlepiej państwo – przeniesie nas przez głęboką wodę. Ciężka praca, także praca dla rodziny, dla dzieci i wnuków uważana jest za coś głupiego i śmiesznego, zaś robienie długów i wyjadanie z państwowego koryta – za przejaw sprytu i życiowej zaradności. Oszczędzanie i przezorne myślenie o przyszłości powoli stają się przywarami, zaś konsumpcja, rozrywka i nieustanna pogoń za przyjemnościami – cnotami. Ludzie ulegają infantylizacji i popadają w stan permanentnej niedojrzałości. Życie zamienia się w grę wideo, napędzaną przez „easy money” i pieniądze z kart kredytowych.

Baader stawia pytanie, dlaczego współcześni ekonomiści nie wyjaśniają prawdziwych zależności pomiędzy działalnością banków centralnych, tych najpotężniejszych socjalistycznych instytucji na świecie a finansowo-ekonomicznymi kryzysami? Dlaczego nie wskazują na destruktywną rolę papierowego pieniądza bez pokrycia i na zgubne skutki zniesienia waluty złotej? Ano dlatego, odpowiada, że w dużej mierze sami wierzą w mity, którymi karmią klasę polityczną i tzw. opinię publiczną, zaś wierzą, ponieważ chcą wierzyć. Dzielą się oni, z grubsza biorąc, na dwa rodzaje: urzędników państwowych i urzędników bankowych. Obie grupy służą panującemu systemowi pieniądza papierowego i świetnie zarabiają na świadczonych mu usługach. Ci pierwsi dostają od państwa granty, pieniądze na badania, posady w instytutach, tłuste honoraria za doradzanie politykom, ci drudzy dbają o swoje kariery i sowite pensje w bankach robiących kokosy dzięki funkcjonowaniu w ramach systemu fałszywego pieniądza, nic więc dziwnego, że nie poddają w wątpliwość zasad jakie leżą u jego podstaw.

To, co na temat wolnego rynku, kapitalizmu i wolności myślą, mówią i piszą nie-ekonomiści, to w przeważającej mierze bajki albo całkowite brednie. Niestety – stwierdza Baader – dotyczy to także większości ekonomistów – w tym tzw. liberalnych ekonomistów, którzy zapadli na keynesistowską paranoję. Ani monetaryzm, ani ekonomia neoklasyczna nie kwestionują systemu „fiat money”, nie pokazują konsekwencji powszechnego panowania państwowego papierowego pieniądza bez pokrycia. Jeszcze gorszy jest keynesizm, który można określić jako „syfilis” kapitalizmu. Od czasów Keynesa (dokładniej od drugiej wojny światowej) w uprzemysłowionych państwach zachodnich mamy do czynienia z chorym systemem gospodarczym złożonym z półkapitalistycznego ciała (etatystyczny kapitalizm plus państwo socjalne) i socjalistycznego krwiobiegu (papierowy, fałszywy pieniądz bez pokrycia). W ostatnich dwudziestu latach ciężko chory system finansowy wszedł w fazę „euforycznego dogorywania”. Ekonomia dopasowana do tego systemu przestała być nauką, ale stała się – zdaniem Baadera – rodzajem szarlatanerii.

Tym, co czyni narody bogatymi są inwestycje (oczywiście inwestycje prawdziwe, a nie finansowane przez rząd z podatków albo „z deficytu”), a nie konsumpcja. Fakt, że można na ten temat w ogóle się spierać, pokazuje zarówno rozmiar degrengolady myśli ekonomicznej (od Keynesa), jak i skalę świadomego wprowadzania ludzi w błąd przez partie polityczne, związki zawodowe, grupy interesów. Popularność teorii Keynesa sprawiła, że nie można wykorzenić ślepej wiary w to, iż wydatki państwa stymulują wzrost gospodarczy. Jednak dzieje ludzkości nie znają przykładu, żeby można było stać się bogatym dzięki konsumpcji – odnosi się to zarówno do pojedynczego człowieka, jak i całej gospodarki. Im więcej konsumujesz, tym jesteś bogatszy, głoszą współcześni szarlatani, stawiając wszystko na głowie, myląc przyczynę ze skutkiem.

Zamiast uświadamiać opinię publiczną o istnieniu destruktywnego potencjału, jaki kryje się w papierowym pieniądzu bez pokrycia, ujawniać splot interesów polityki i wielkiej finansjery, piętnować czary z papierowym pieniądzem i kredytowe szaleństwo obecnego systemu finansowego, gromady ekonomistów głównego nurtu napełniały półki uniwersyteckich bibliotek keynesistowskimi i monetarystycznymi kłamstwami i błędami. Niestety, wulgarne teorie ekonomiczne Keynesa brzmiące jak słodka muzyka w uszach polityków, bo legitymizujące „naukowo” ich orgie niekończących się wydatków i długów, przeobraziły dawnych badaczy, którzy starali się opisać mechanizmy życia gospodarczego, w dynamicznych inżynierów społecznych, u których zasięga się opinii i rady. Mogą sobie oni wyobrażać, że są sternikami gospodarki (nawet jeśli sterują Titanikiem), ale nie odczuwają już radości z poszukiwania i odkrywania prawdy. Ci nieliczni, którzy ją odczuwali, musieli płacić za to przez całe życie, jak na przykład Ludwig von Mises, dla którego w USA zabrakło katedry na którymś z uniwersytetów. Nie doczekał się też – on, jeden z dwóch, może trzech najwybitniejszych ekonomistów XX wieku – Nagrody Nobla. Jego ucznia i kolegi Friedricha Augusta von Hayeka, pominąć już nie wypadało, więc, odczekano aż umrze Mises, i nagrodę mu przyznano, z pełnym cynizmem dodając mu do towarzystwa, jako drugiego laureata, szwedzkiego obersocjalistę Gunnara Myrdala, którego cała „teoria” ekonomiczna sprowadzała się do postulatu grabienia bogatych. Być może ci, którzy decydują o tym, kto ma dostać Nagrodę Nobla, żywili nadzieję, że nagroda skłoni Hayeka do większego „umiarkowania”. Tymczasem on wykorzystał moment swojej noblowskiej sławy, aby wystąpić z książką Denacjonalizacja pieniądza (1976), w której wysunął radykalny postulat prywatyzacji pieniądza.

Wprowadzenie wolnej konkurencji prywatnych walut, pisał Hayek (który marzył o powstaniu ruchu na rzecz wolności pieniądza na wzór ruchu walczącego o wolny handel w XIX wieku), „jest jedynym sposobem, pozwalającym mieć nadzieję, że zahamuje utrzymującą się stale ewolucję wszystkich rządów w kierunku totalitaryzmu, którego nadejście wielu bystrych obserwatorów uważa za nieuchronne”. Prywatyzacja pieniądza to, zdaniem Hayeka, nie jakiś techniczny szczegół, ale kwestia wręcz decydująca dla przetrwania naszej cywilizacji. Na długo przed Hayekiem Ludwig von Mises napisał: „Nie istnieje możliwość uniknięcia finansowego załamania boomu wytworzonego przez ekspansję kredytową. Alternatywa jest tylko jedna: albo kryzys nadejdzie wcześniej, jako rezultat dobrowolnego zatrzymania ekspansji kredytowej, albo później w postaci ostatecznej i totalnej katastrofy danego systemu walutowego”. Natomiast prof. Jörg Guido Hülsmann w swojej wydanej w 2007 roku książce Die Ethik der Geldproduktion (Etyka produkcji pieniądza) przewiduje dwa możliwe finalne stadia systemu papierowego pieniądza: albo dojdzie do hiperinflacji i system się całkowicie załamie albo rządy – żeby tego uniknąć – będą „zmuszone” do wprowadzania coraz większej ilości regulacji a w ostateczności do przejęcia totalnej kontroli nad wszystkimi najważniejszymi zasobami gospodarczymi.

W tej sytuacji – uważa Baader – podjęcie dziś idei Hayeka wyrażonych w Denacjonalizacji pieniądza jest sprawą najwyższej wagi, ponieważ diabelski krąg wzrostu podaży pieniądza, tworzenia kredytu z niczego i coraz większego zadłużenia rządów zmierza do swojego kresu; system „fiat money” wszedł w stadium tańca św. Wita i może nie przetrwać najbliższych dziesięciu lat. Co przyjdzie po nim, tego nikt nie potrafi przewidzieć. Już dziś wolność, stwierdza Baader, stała się zjawiskiem niszowym, wszędzie polityka oplata, krępuje, przenika całe życie człowieka. Systemy demokratyczne nabierają coraz wyraźniejszych totalitarnych rysów, ekspansja władzy państwowej przekracza już wszelkie granice, coraz zuchwalsze stają się zakusy elit politycznych na życie i własność obywateli, a równocześnie wszystkie państwa dryfują w kierunku finansowej plajty. Dlatego trzeba skoncentrować się na jednym podstawowym postulacie wprowadzenia wolnorynkowego systemu pieniężnego. Jeśli udałoby się go zrealizować, to wszystkie inne postulaty urzeczywistniłyby się nieomal automatycznie. Na ten naczelny postulat składają się: zniesienie państwowego monopolu emisji pieniądza, swobodna konkurencja walut prywatnych, powrót do złota jako podwaliny systemu pieniężnego, poddanie stóp procentowych swobodnej konkurencji rynkowej, likwidacja banków centralnych. Baader postuluje zniesienie ustawy i przepisów o tzw. legal tender (prawny środek płatniczy), czyli zniesienie wszystkich ustawowych regulacji, zapewniających pieniądzowi emitowanemu przez państwowego monopolistę status jedynego dopuszczalnego „prawnego środka płatniczego”.

W proponowanej reformie walutowej Baader przewiduje istotną rolę dla złota będącego kotwicą systemu finansowego i łańcuchem powstrzymującym dowolne pomnażanie pieniądza; w tej funkcji jest niezastąpione. Psy inflacji i ekspansji kredytowej czają się zawsze w pogotowiu, bo cóż może być przyjemniejszego dla kasty politycznej i biurokracji od kupowania sobie władzy, beneficjów i poparcia wyborców za papierowe pieniądze. Dopóki psy trzymane są na uwięzi – na złotym łańcuchu – wszystko jest w porządku. Kiedy jednak złoty łańcuch zostaje zerwany, wówczas psy jak wściekłe rzucają się przed siebie i rozrywają kłami zdrowy pieniądz, gospodarkę i cywilizację. Właśnie dlatego tak ważną rzeczą jest, aby podwaliną systemu pieniężnego było złoto, uniemożliwiające rządom obniżanie wartości pieniądza (inflację), stanowiące wędzidło nałożone na manię wielkości i nienasycony apetyt kasty politycznej na kreowany z powietrza pieniądz oraz na manię zaciągania kredytów, w jaką popadły miliony ludzi.

Przejście do prywatnego pieniądza kruszcowego mogłoby wyglądać w ten sposób, że w pierwszej fazie system banków prywatnych, posiadałby swobodę wypuszczania własnych banknotów i prowadzenia kont w dowolnej walucie, także złotej czy srebrnej, zaś obywatele mieliby pełną swobodę używania i określania we wszystkich wymianach, umowach, płatnościach i transakcjach innej, prywatnie bitej waluty. Przez pewien czas istniałby dualny system, w którym waluta kruszcowa i „fiat money” funkcjonowałyby obok siebie. Każdego dnia pracownicy, inwestorzy, przedsiębiorcy, finansiści mogliby śledzić, jak kształtuje się kurs obu rodzajów pieniądza w stosunku do kursu akcji, kursu dewiz etc. Stopniowo, krok za krokiem dobry prywatny pieniądz, oparty na złocie wypierałby zły pieniądz („fiat money”). Takiego systemu nie potrzeba by było ani planować, ani konstruować. Powstałby natychmiast, kiedy upadłby i został na zawsze pogrzebany socjalistyczny monopol bicia monety.

Baader przypomina, że do wybuchu pierwszej wojny światowej mieliśmy sto lat zdrowego pieniądza. W tamtym okresie bogactwo świata zwiększyło się bardziej niż we wszystkich poprzednich epokach historii ludzkości. W tym „stuleciu złota” państwo nie manipulowało pieniądzem i kredytem. Nikt nie „zarządzał” walutami, dlatego nieznane były cykle boomu i recesji, bańki i załamania, nieustająca inflacja. Zmarły przed kilkoma laty szwajcarski bankier Ferdinand Lips, autor znakomitej książki Gold Wars nazwał odejście od złotej waluty „największą tragedią w dziejach świata”. Na pierwszy rzut oka to stwierdzenie wydaje się przesadą, jednak nią nie jest. Zauważmy bowiem: gdyby nie wprowadzono papierowego pieniądza bez pokrycia, nie byłoby pierwszej wojny światowej. Gdyby pieniądz oparty był na złocie, nie trwałaby ona dłużej niż trzy tygodnie – dlatego właśnie, aby ją móc toczyć „aż do zwycięstwa”, dawny system pieniężny został porzucony. W efekcie można ją było sfinansować i toczyć przez cztery lata, a skutkiem była rewolucja bolszewicka w Rosji oraz dojście do władzy Lenina, Stalina i towarzyszy. W Niemczech system papierowego pieniądza bez pokrycia doprowadził do gigantycznej inflacji i reformy walutowej lat dwudziestych, w wyniku której miliony Niemców utraciło swoje oszczędności i materialne podstawy egzystencji. Gdyby waluta oparta była na złocie, zaoszczędzone zostałyby Niemcom, Europie i światu: wielki kryzys gospodarczy i dojście Hitlera do władzy. Bez tych wszystkich wydarzeń nie do pomyślenia byłaby druga wojna światowa, której, podobnie jak i pierwszej, nie dałoby się sfinansować. Gdyby pieniądz powiązany był ze złotem, Niemcy uniknęliby dwóch wojen i dwóch socjalistycznych dyktatur. Można śmiało postawić tezę, że XX wiek z jego wielkimi wojnami, rewolucjami, socjalnymi eksperymentami, które miliony ludzi wpędziły w cierpienia i nędzę, z permanentną, „socjalno-fiskalno-inflacyjną” wojną rządów z własnymi narodami, jest dzieckiem zniesienia kapitalistycznego pieniądza i porzucenia złota jako jego podstawy.

Czy nie jest czymś wielce znamiennym i urastającym do rangi symbolu naszej epoki – pyta Baader – że człowiekiem, który tak mocno podkreślał w swoim eseju Złoto i wolność gospodarcza [opublikowany po raz pierwszy na łamach „The Objectivist”, lipiec 1966 – TG] nierozerwalny związek złotej waluty z wolnością i zamożnością, był wieloletni prezes Fedu – Alan Greenspan? Ten największy mistrz w wyczarowywaniu pieniędzy „z niczego” (czyli oficjalnym oszustwie możliwym dopiero po zniesieniu waluty opartej o kruszec), który szeroko otworzył śluzy dla fikcyjnego pieniądza i kredytu, napisał, że „resztki standardu złota [w systemie Bretton Woods] były jedyną rzeczą, która stała pomiędzy narodem amerykańskim a Lewiatanem”. Niestety, kierowany przezeń Fed stał się jednym z narządów Lewiatana, pożerającego bogactwo i depczącego wolność. Naszym zadaniem – nawołuje Baader wszystkich przyjaciół wolności – jest ponownie zagnać Lewiatana do lochu, z którego nigdy już się nie wydostanie.

Po tej dawce kasandrycznych przepowiedni i radykalnych pomysłów Rolanda Baadera rzućmy okiem na wytwory innego producenta zadrukowanego papieru, który w przeciwieństwie do fałszywych banknotów, przetrwa każdą katastrofę. Wiedeńskie wydawnictwo Karolinger Verlag publikuje książki zapomniane, różne „białe kruki”, dzieła i dziełka intelektualnych outsiderów, autorów przemilczanych, bytujących trochę na poboczach głównego nurtu literatury czy myśli filozoficznej, np. aforyzmy Nicolása Gómeza Dávili, słynne trzy mowy o dyktaturze Donoso Cortésa, historia utopii Hansa Freyera, pisma polityczne i socjologiczne Fernando Pessoi, Masoneria i Wieczory petersburskie de Maistre`a, pisma i dzienniki Leona Bloy`a, krytyczne rozważania o nowoczesności Konstantego Leontjewa, wybór pism księcia Metternicha, dziennik Armina Mohlera z lat jego sekretarzowania u Ernsta Jüngera, Apologie des Krieges (Apologia wojny) Johanna Jakoba Augusta Rühle von Liliensterna (przyjaciela Kleista), analizę socjo-historyczną załamania Prus po klęsce w wojnie z Napoleonem Carla von Clausewitza, Vergleichende Anatomie der Engel (Anatomia porównawcza aniołów) Gustava Theodora Fechnera (zm. 1887) ostatniego wielkiego mistyka niemieckiego, którego filozofia przyrody inspirowała Ernsta Jüngera, pisma Leo Koflera na temat „narodu, klasy i kultury”, książkę Romana Schnura o „zabezpieczaniu śladów w Europie Środkowej” (ze wstępem Claudio Magrisa). Z niedawno wydanych wspomnieć warto wymienić trzy pozycje. Pierwsza to antologia Schattenspiel. Phanstische Erzählungen aus dem Dritten Reich (Gra cieni. Opowiadania fantastyczne z Trzeciej Rzeszy) zredagowana przez germanistę, teatrologa i znawcę literatury fantastycznej Reina Zondergelda. Okazuje się, że nurt opowiadań grozy i opowiadań fantastycznych zapoczątkowany w literaturze niemieckiej pod koniec XVIII wieku miał się nieźle także w latach 1933-1945 (tzw. Trzeciarzesza). W antologii znalazły się m.in. opowiadania takich autorów jak Ernst Jünger, Horst Lange [autor bardzo dobrych trzech powieści – Schwarze Weide (Weide to nazwa rzeki – TG) z 1937, Irrlicht (Błędny ognik) z 1939 i Ulanenpatrouille (Patrol ułanów) z 1940 roku], Werner Bergengruen, Martin Luserke, Georg Britting, Alexander Lernet-Holenia, Otto von Taube.

Druga publikacja z pewnością zaciekawi wszystkich fanów „rumuńskiego gwiazdozbioru” (Eliade, Cioran, Ionesco, Sebastian): Dora Mezdrea, Nae Ionescu. Abriß seines Lebens und Werkes (Nae Ionescu. Zarys życia i twórczości). Ionescu (zm. 1940) – jeden z najbardziej wpływowych intelektualistów międzywojennej Rumunii, filozof, teolog, logik, nauczyciel i mistrz wyżej wymienionych panów, za ich pośrednictwem oddziałał na duchową historię Europy. Oby jak najwięcej powstawało – również w Polsce – takich monografii wybitnych przedstawicieli inteligencji europejskiej XX wieku, unikających zarówno taniej apologii, jak i równie taniej denuncjacji. I wreszcie trzecia to bogato ilustrowana książka Das Hakenkreuz. Zeichen im Weltbürgerkrieg (Swastyka. Znak w światowej wojnie domowej) autorstwa redaktora i publicysty „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Lorenza Jägera. Warto może wspomnieć, że kilka lat temu Jäger opublikował polityczną biografię Theodora Adorno, w której podkreślał duchowy wpływ, jaki na filozofa wywarła jego matka Maria Cavelli-Adorno della Piana – żarliwa włoska katoliczka. W połowie lat 20. Adorno o mały włos nie stał się wiernym synem Kościoła katolickiego, a wówczas życie intelektualno-polityczne Zachodu byłoby zapewne uboższe o koncepcję „osobowości autorytarnej”. Jäger dowodzi, że w kwestiach poznania mechanizmów polityczności najwięcej oczekiwał Adorno od „ponurych” pisarzy typu Hobbes, Makiawel, Nietzsche. Twierdzi również, że Dialektyka Oświecenia to lewicowa odpowiedź na Zmierzch Zachodu Oswalda Spenglera a ukryty teologiczny wymiar filozofii Adorna wyraża się m.in. w jego apokaliptycznej wizji kapitalizmu jako prawdziwego Antychrysta. I jeszcze ciekawostka zza kulis życia akademickiego w Niemczech, a mianowicie dowiadujemy się od Jägera, że Adorno przeszkodził w powołaniu Golo Manna na katedrę we Frankfurcie, diagnozując u tego wybitnego historyka „podskórny antysemityzm”. Była to chyba nieco nadmierna czujność ideologiczna, być może podyktowana chęcią nadrobienia braku takiej czujności w 1934 roku, kiedy to na łamach pisma „Die Musik” przejętego przez Hitlerjugend przyszły autor Dialektyki negatywnej wychwalał cykl pieśni na chór męski skomponowanych przez Herberta Müntzela w oparciu o wiersze Baldura von Schiracha.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana” nr 89 (2009).



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»