«
»

Portrety

VILFREDO PARETO

08.26.10 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

Włoski ekonomista, socjolog i filozof polityczny Vilfredo Pareto urodził się 15 lipca 1848 roku w Paryżu, gdzie jego ojciec, zamieszany we Włoszech w polityczny spisek, przebywał na emigracji (matka była Francuzką). W 1854 roku rodzina powróciła do Włoch i osiadła w Turynie. Tam Vilfredo ukończył najpierw uniwersytet, a później politechnikę (pracę dyplomową poświęcił elastyczności ciała stałego) i został, wzorem ojca, inżynierem. Po ukończeniu studiów podjął pracę najpierw na kolei, a następnie w przemyśle stalowym. Równocześnie prowadził szerokie studia ekonomiczne i politologiczne. Działał w Klubie Adama Smitha i dwukrotnie starał się, bez powodzenia, o fotel w parlamencie. Jego przyjaciel, ekonomista Maffeo Pantaleoni zauważył później, iż dobrze się stało, że Pareto nie znalazł się w parlamencie, wtedy bowiem „polityka skradłaby nauce pierwszorzędny talent”. W 1887 roku nawiązał kontakt z liberalnymi ekonomistami francuskimi, m.in. z Gustavem de Molinarim, wydawcą czasopisma „Journal des Economistes”, który był zwolennikiem wolnego rynku usług policyjnych i sądowych, dlatego uznawany jest dziś za prekursora libertarianizmu (anarchokapitalizmu).

Mafeo Pantaleoni polecił Pareta uniwersytetowi w Lozannie jako następcę ekonomisty Leona Walrasa (z nazwiskami Walrasa i Pareto wiąże się używane do dziś określenie „szkoła lozańska w ekonomii”). Uniwersytet zaakceptował jego kandydaturę i w 1893 roku Pareto rozpoczął wykłady. Z czasem jego zainteresowania coraz bardziej przesuwały się ku socjologii, którą zaczął wykładać w 1897 roku. W rok później otrzymał spadek po bogatym wuju, co uczyniło go niezależnym finansowo. W miejscowości Celigny leżącej pomiędzy Lozanną a Genewą kupił willę nazwaną Villa Angora od angorskich kotów, które były towarzyszami jego życia. Tam, z dala od zgiełku świata, pośród sosnowego lasu, w oazie ciszy i spokoju, myślał i tworzył, obserwując ludzi z chłodnym dystansem entomologa, badającego swoje owady (nie stronił wszakże od prasowej publicystyki uprawianej głównie na łamach włoskich gazet). Tam powstały jego najważniejsze prace Wykłady z ekonomii politycznej, Systemy socjalistyczne, Podręcznik ekonomii politycznej, oraz największe i najsłynniejsze dzieło – Traktat socjologii ogólnej (po polsku ukazał się wybór jego pism pod tytułem Uczucia i działania. Fragmenty socjologiczne, Warszawa 1994). W 1911 roku przeszedł na emeryturę. Na kilka miesięcy przed śmiercią, 19 sierpnia 1923 roku, otrzymał od premiera Benito Mussoliniego nominację na senatora Królestwa Włoch.

Twórczość włoskiego myśliciela od początku wywoływała wiele kontrowersji i sprzecznych opinii odnoszących się zarówno do samej jego metody badawczej i osiąganym dzięki niej wynikom, jak i do „ideologicznego” przesłania, jakie z niej wyczytywano. Niezależnie jednak od sporów, toczących się wokół jego dzieła, to – szczególnie po wydaniu Traktatu socjologii ogólnej w języku angielskim – zaczyna się uważać je za niezbywalną część kanonu myśli społecznej XX wieku, choć nie brakowało prób obłożenia go ideologiczną klątwą, ignorowania lub przemilczania. Lista obelg, jakimi go obdarzano, jest zaiste długa: cynik, człowiek amoralny, antydemokrata, elitarysta, prekursor faszyzmu, reakcjonista, filozof rebarbaryzacji, patologiczny przykład dekadenckiego arystokraty cierpiącego na neurotyczne przymusy etc., etc. Nazywano go też „Karolem Marksem prawicy”, zaś jego Traktat porównywano z Kapitałem, co zresztą nie jest porównaniem zbyt trafnym, gdyż Kapitał tak jak był, tak pozostał do dziś mętną, niezrozumiałą, agitacyjno-perswazyjną ramotą, przez którą z trudem przebrnąć potrafią jedynie najwytrwalsi zwolennicy marksizmu, podczas gdy Traktat, mimo jego skomplikowanej kompozycji, czyta się także dziś jak dzieło żywe, odkrywcze i pobudzające intelektualnie.

Nie było i nie ma chyba nikogo, kto by z tak bezlitosną precyzją jak Pareto dokonywał wiwisekcji wszystkich politycznych iluzji, utopii haseł i ideologii, które, upowszechnione w XIX wieku, do dziś, zwykle w zmienionych kostiumach i maskach, nadal panują nad umysłami. Nie może zatem dziwić fakt, że ich wyznawcy z tak ogromną zaciekłością zwalczali włoskiego myśliciela, czyniąc wszystko, aby osłabić wpływ jego idei, co w znacznej mierze, acz nie całkowicie, im się udało.

We Włoszech jego koncepcje próbowali wyeliminować z obiegu intelektualnego demokratyczni liberałowie Benedetto Croce i Guido de Ruggiero, we Francji atakował go Raymond Aron, który jednak później zmienił swoją opinię na jego temat. Pareto wywarł natomiast duży wpływ na socjologię amerykańską, szczególnie na Talcotta Parsonsa. Bez jego dzieła nie powstałaby też zapewne słynna książka Josepha Schumpetera Kapitalizm, socjalizm i demokracja. Miał oczywiście obrońców, admiratorów i sympatyków, żeby wymienić choćby Jamesa Burnhama, autora słynnej Rewolucji menedżerskiej, który poświęcił mu rozdział innej swojej książki Makiaweliści – obrońcy wolności. Pareto występuje w niej razem z innymi przedstawicielami „realizmu politycznego” w nauce o społeczeństwie jak Georges Sorel (teoria mitów społecznych i analiza roli przemocy), twórca teorii klasy panującej Gaetano Mosca oraz Robert Michels – autor klasycznej książki o partiach politycznych i tendencjach oligarchicznych w demokracji. Zarówno Pareto, jak i Mosca i Michels (z pochodzenia Niemiec, Włoch z wyboru) wpisują się w szacowną tradycję włoskiego realizmu politycznego, którą zapoczątkowują dzieła Makiawela i Franceso Guicciardiniego. Oskarżano ich wszystkich o wiele grzechów, przede wszystkim o „amoralność” i „cynizm”, podczas gdy oni służyli tak naprawdę wielkiemu moralnemu celowi – poszukiwaniu, odkrywaniu i głoszeniu prawdy o rzeczywistości politycznej. Skąd brały się obelgi ciskane na nich, wyjaśnia James Burnham we wspomnianej książce: „(…) ludzie nie chcą wiedzieć, kim naprawdę są i jak działają. Odsłonięcie całej prawdy o nas samych jest zbyt mocnym lekarstwem, abyśmy chcieli je przyjąć”.

Jako ekonomista Pareto był zwolennikiem klasycznego liberalizmu, obrońcą wolnego handlu, krytykiem interwencjonizmu państwowego, protekcjonizmu i socjalizmu, co nie przeszkadzało mu przyjaźnić się z wieloma socjalistami, szczególnie kiedy byli w opozycji, gdyż uważał, że są wówczas lepsi niż „złodzieje w rządzie”. Przewidywał bezbłędnie, że realizacja socjalistycznych pomysłów przyniesie wywłaszczenie przez inflację, rozrost biurokracji, centralne planowanie, ograniczenie wolności jednostki. Pisał: „Każdy atak na wolność gospodarczą, niezależnie skąd wychodzi, jest czymś złym. Niezależnie od tego, czy wolność tę gwałci się w imię burżuazyjnego czy też ludowego socjalizmu, efekt jest taki sam: destrukcja bogactwa, która w ostatecznym rozrachunku uderza w najliczniejszą część społeczeństwa, czyli biednych, zwiększając ich cierpienia”.

Dowodził przekonująco, że fala nowego, proletariackiego socjalizmu, jest kontynuacją i zintensyfikowaniem starego socjalizmu burżuazji, czyli protekcjonizmu (za Fryderykiem Bastiatem powtarzał, że protekcjonizm i komunizm to bliźniacza para). Nowi proletariaccy socjaliści, żądający redystrybucji bogactwa od bogatych do ubogich są zatem w rzeczywistości dziećmi socburżuazji, która za pomocą ceł, monopoli, robót publicznych i zadłużania państwa ściąga środki od biednych i średniozamożnych, aby przelać je do własnych kieszeni.

Ulubionym celem jego ataków byli „kapitalistyczni spekulanci”, czyli przedsiębiorcy i bankierzy bogacący się nie dzięki wygraniu konkurencji na wolnym rynku, lecz dzięki temu, że sczepieni są w pasożytniczej symbiozie z politykami, którzy, kontrolując stanowienie prawa i kierując aparatem państwowym, zapewniają im przywileje, gwarantują monopolistyczną pozycję, chronią przed konkurencją, sami czerpiąc, rzecz jasna, wymierne profity (według niego socjalizm służy wyłącznie zaspokojeniu miłości do luksusu cechującej klasę rządzącą).

Pokazywał, że kapitalistyczni spekulanci nie wahają się popierać – na pierwszy rzut oka sprzecznego z ich interesami – progresywnego opodatkowania. Jednak i w tym przypadku to oni będą w ostatecznym rozrachunku tymi, którzy odniosą, niedostrzegalną przez zwykłego obywatela, korzyść. Kapitalistyczni spekulanci i ich syjamscy bracia – politycy tworzą razem oligarchię demagogów, żyjącą kosztem autentycznych przedsiębiorców, robotników i chłopów – system, którego serdecznie nie znosił, ba, wręcz nienawidził. Ale też nie widział w nim niczego wyjątkowego, ponieważ, jak zauważał, „w każdej epoce, w każdym kraju, co pokazuje obserwacja historii i teraźniejszości, ludzie podzieleni są na grupy, z których każda zdobywa środki materialne dla siebie, częściowo poprzez bezpośrednią produkcję, częściowo poprzez grabież innych grup, które z kolei grabią pozostałe grupy”. Nie miał złudzeń co do tego, że systemy parlamentarne stanowią w tej mierze jakikolwiek postęp: „Ograniczenie władzy parlamentów stało się obecnie sprawą tak palącą jak niegdyś ograniczenie władzy monarchów; ludzie bardziej wykształceni, zaczynają rozumieć, w jak wielkim stopniu korupcja powodowana jest konfliktami pomiędzy różnymi partiami w parlamencie, dla których dobro narodu ma tylko niewielkie znaczenie”. I dodawał nieco zgryźliwie: „Logika jest ostatnią rzeczą, jaką można wymagać od ciał ustawodawczych”.

Dzieła Pareta nie są łatwe w lekturze, gdyż autor, powodowany nadmiernymi, chyba nieco „naukowymi” ambicjami i skłonnościami umysłowymi wyniesionymi ze studiów przyrodniczo-technicznych, tworzył własne pojęcia i terminy, budował neologizmy, posługiwał się matematycznymi wykresami i formułami, dążąc przy tym do stworzenia całościowego systemu „nowej” socjologii. Jego opus magnum Traktat socjologii ogólnej, opublikowany po raz pierwszy we Florencji w 1916 roku liczy sobie w czterotomowym wydaniu amerykańskim ponad 2000 stron (zob. Vilfredo Pareto, The Mind and Society. A Treatise on General Sociology, New York 1963). Jest to dzieło „rozwichrzone”, pełne bocznych odgałęzień i odnóg, dygresji, błyskotliwych spostrzeżeń i celnych obserwacji. Pareto wznosi gmach swojej teorii na ogromnym materiale historycznym, posługuje się mnóstwem przykładów z czasów dawnych i jemu współczesnych. Jednak wysiłek, na jaki wytrwały czytelnik musi się zdobyć, by przebrnąć przez lekturę tego dzieła, przyniesie mu korzyści intelektualne, jakich próżno szukać w setkach innych książek z dziedziny socjologii.

Do najważniejszych i najżywiej dyskutowanych wątków w dziele włoskiego myśliciela należą: rola czynników „nielogicznych” i „nieracjonalnych” w ludzkich działaniach, przemoc i siła jako nieusuwalne składniki życia społecznego i politycznego, teoria cyrkulacji elit. Pareto pokazuje, jak silne są nieracjonalne i irracjonalne motywy działań społecznych, udowadnia odwieczne istnienie w naturze ludzkiej pewnych dyspozycji motywacyjnych (residuów) zakorzenionych w instynktach, emocjach i namiętnościach obecnych nawet w wysoce abstrakcyjnych, tworzonych przez „czysty” intelekt teoriach. Np. higieniści mogą sobie myśleć, że działają zgodnie z wymogami nauki, racjonalnie i empirycznie, podczas gdy w rzeczywistości są nowoczesnymi świętymi, broniącymi nieszczęsnych śmiertelników przed złowrogimi knowaniami demonów, przyjmującymi dzisiaj postać mikrobów.

Choć teorie i ideologie posiadają praktyczną użyteczność i są siłą społeczną, to nie ich prawdziwość czy intelektualna ważność mają podstawowe znaczenie ani nie są najistotniejszą motywacją tych, którzy na nich opierają swoje działania i nimi działania te tłumaczą. Ludzkie motywacje leżą głębiej i są właściwie niezmienne. „Realności ideału nie należy szukać w nim samym, ale w uczuciu, które odsłania”, natomiast my, ludzie, najczęściej ulegamy złudzeniu, że działamy zgodnie z racjonalną motywacją i z tego złudzenia czerpiemy przyjemność. Krzyżowcy mogli być przekonani, że kieruje nimi gorące pragnienie odbicia Grobu Pańskiego z rąk niewiernych, ale na daleką wyprawę pchały ich: instynkt wędrówki, tęsknota za przygodą, namiętność do czegoś nowego, znudzenie rutyną codziennego życia, pożądanie łatwego pieniądza.

Pareto miał ambicję bycia absolutnie obiektywnym empirykiem, badaczem faktów, który przenika iluzje, usprawiedliwienia, racjonalizacje, ideologiczne formuły i teorie, jakimi ludzie okrywają prawdziwe sprężyny swoich działań. Jego celem było dojrzenie tego, co skrywane za abstrakcyjnymi spekulacjami i sentymentalnymi chimerami, utopiami i werbalnymi maskami. Pragnął oceniać jednostki, grupy ludzkie, partie, rządzących i rządzonych wyłącznie po tym, co robią, a nie po tym, co mówią i deklarują. Swoje analizy życia społecznego i politycznego przeprowadzał bez jakiegokolwiek politycznego czy etycznego zaangażowania. Jego socjologia – w przeciwieństwie do teorii wielu innych socjologów – nie zawiera żadnych elementów programu społecznego czy projektu lepszego świata. Jest sceptyczna i pozbawiona złudzeń. Dla wielkich słów typu Człowiek, Postęp, Historia, Równość, Braterstwo, Rewolucja, Ludzkość, Solidarność, Demokracja, Prawda, Dobrobyt, Pokój, Socjalizm, Humanizm itd. ma on jedynie ironię i sarkazm, widząc w nich wyłącznie maski zawsze tych samych uczuć, pożądań i interesów, puste nazwy, których realną treścią są „instynkty” i niejasne sentymenty. Opisuje świat ludzkich działań politycznych z nieco wyniosłą arogancją, nie wierzącego w żadne „Ideały” makiawelisty. Tnie socjologicznym skalpelem po politycznych frazesach, sofizmatach i pojęciach, by dojść do „żywego mięsa” niezmiennej natury ludzkiej i zawsze takich samych ludzkich motywacji.

Nie oszczędzał nawet najbardziej wzniosłych i szlachetnych haseł występujących w retoryce politycznej, np. hasła „solidarności”: ci, którzy hasła tego używają, chcą przekonać ludzi mających pieniądze, aby podzielili się z nimi i ich zwolennikami. Teoria „solidarności” nie ma żadnego związku z rzeczywistością, natomiast przynosi całkiem namacalne korzyści jej eksponentom. Pisał: „(…) metafizyczna teoria «solidarności» jest odporna na obalenie z punktu widzenia logiczno-eksperymentalnej nauki, lecz ci, którzy wymyślili ten niemożliwy do weryfikacji fantom, zamierzali posłużyć się nim dla ustanowienie relacji pomiędzy bytami jak najbardziej realnymi, w szczególności pomiędzy ich kieszeniami a pieniędzmi ich sąsiadów”. W innym miejscu pisał: „«Solidarność» to dla polityków sposób zdobycia zwolenników i werbalna łapówka rzucona motłochowi przez wyznawców demokratycznej metafizyki”. Nie dawał się również zwieść hasłom równości: „(…) żądania równości prawie zawsze skrywają żądanie przywilejów”. Ludzie, wywodził, agitują za równością w ogóle, a następnie robią niezliczone rozróżnienia i wyjątki, aby odmawiać jej w konkretnych dziedzinach i sytuacjach. Równość, pisał Pareto, jest zawsze zagwarantowana tylko dla nielicznych. Jednostki i grupy pragną dla siebie pewnych korzyści, ale – aby zmobilizować jak najwięcej ludzi do walki politycznej – obiecują je wszystkim, z drugiej zaś strony dążą do maksymalnego ograniczenia liczby tych, którzy odniosą realną korzyść, tak aby zysk przypadający na głowę nie okazał się w ostatecznym rozrachunku mizerny: do oblegania twierdzy potrzeba jak najwięcej żołnierzy, do dzielenia łupów po jej zdobyciu – jak najmniej.

Uczył podejrzliwości wobec abstrakcyjnych pojęć i schematów, nakazując, aby za pojęciową mgłą, którą spowijają one rzeczywistość, dostrzegać ukryte konkretne ludzkie jednostki, konkretne ludzkie sytuacje i dążenia. Człowiek, pisał, który rozważa samobójstwo, nie zajmuje się życiem w ogóle, ale swoim własnym, szczególnym życiem; imperatyw kantowski nie jest uniwersalną zasadą „ludzkich czynów”, lecz oznacza: „czyń tak, aby zadowolić Kanta lub jego uczniów”. Gdyby usłyszał partyjnego lidera wołającego z plakatu „Po pierwsze – człowiek”, zapewne uśmiechnąłby się ironicznie i wyjaśnił: „«Po pierwsze – człowiek» znaczy tyle samo, co «Po pierwsze – ja i moi koledzy partyjni»”; gdyby spotkał bojownika o „państwo neutralne światopoglądowo”, skomentowałby: „To bardzo sprytne ukryć swój światopogląd pod nazwą światopoglądowej neutralności”. Uczy więc nas chłodnego spojrzenia na politykę, jego analizy uodparniają na polityczne „moralniactwo” i humanitarystyczną retorykę, skrywające prawdziwe cele polityczne. Kiedy np. pisze o „aferze Dreyfusa”, nie zajmuje się tym, kto miał „rację”, a kto „racji” nie miał, kto tu był „antysemitą”, a kto „filosemitą”, kto reprezentował „ksenofobię”, a kto „tolerancję”. Interesuje go wyłącznie przebieg starcia „dreyfusardów” i „antydreyfusardów” i jego skutki: kto na nim zyskał, a kto stracił politycznie, kogo zepchnęło w dół, a kogo wyniosło w górę. Pareto wie, że sam Dreyfus jest tak naprawdę tylko narzędziem, atutem lub obciążeniem w walce o władzę. Istotne jest tylko to, jakie przegrupowanie w układzie sił politycznych i ideologicznych spowodowała „afera Dreyfusa”, jak wykorzystana została przez „dreyfusardów” prących do władzy.

Kiedy przyswoimy sobie paretiańskie widzenie świata, od razu nasuną się nam proste pytania: czy walka o kształt budżetu nie jest czasami wyłącznie walką o to, która grupa polityczna przejmie kontrolę nad budżetem i sposobami wydatkowania pieniędzy podatników? Czy ci, którzy mówią o humanitarnej i pokojowej misji swoich wojsk, nie mają czasami na uwadze całkiem realnych celów politycznych? Czy ci, którzy rozczulają się nad losem przestępców i żądają zniesienia kary śmierci, nie poszukują czasami sojuszników w świecie przestępczym potrzebnych do walki o władzę i jej utrzymanie? Czy ci, którzy głoszą frazesy o „społeczeństwie otwartym”, nie pragną czasami, aby było ono otwarte na planowane i przeprowadzane przez nich eksperymenty socjalne? Czy ci, którzy żądają wychowania seksualnego w szkołach, nie chcą czasami wychowania „młodych i świeżych” obiektów seksualnych dla siebie i swoich kolegów? Pytania tego typu można by mnożyć. Od Pareta nauczymy się nie tylko je stawiać, ale także na nie odpowiadać.

Siłę i przemoc uważał Pareto za nieusuwalne składniki życia społecznego i politycznego. Nie był jednak, jak zarzucają mu wrogowie, apologetą ślepej przemocy lub sadystą lubującym się w zapachu świeżej krwi. Stwierdzał jedynie prosty empiryczny fakt: „świat należy do silnych i długo jeszcze będzie należał”. Pisał: „Są ludzie, którzy wyobrażają sobie, że rozbroją swoich wrogów miłymi pochlebstwami. Są w błędzie. Świat zawsze należał do silnych i będzie należał przez wiele następnych lat. Ludzie szanują jedynie tych, którzy potrafią wzbudzać szacunek. Ktokolwiek staje się jagnięciem, ten znajdzie wilka, który go pożre”. W innym miejscu stwierdzał: „Jeśli jakiś człowiek rabuje, rani, zabija innego człowieka, w pierwszej chwili wydaje się, że uczucia humanitarystów kierują się ku ofierze. Bynajmniej! Są czasy takie jak nasze, w których litość i wspaniałomyślność kierują się wyłącznie ku złoczyńcom”. Zaś złoczyńcy tak jak żadnej litości i wspaniałomyślności nie znali, tak i nie znają nadal. Odrzucał marzenie humanitarystów, że można wygnać przemoc z ludzkiego świata, wskazywał na bezsilność humanitarystycznych ideologii i pacyfistycznych dążeń, ba, dowodził, że to humanitaryści wierzący w „dobrego człowieka” przygotowują – wielu z nich nieświadomie – grunt pod masakry i grabieże, torując drogę do władzy politycznym rzezimieszkom.

Według paretiańskiej socjologii władzy podstawowym zjawiskiem społecznym i politycznym jest cyrkulacja elit. Historia to cmentarzysko elit i powtarza się w niej zawsze ten sam odwieczny schemat: jedna elita dochodzi do władzy, sprawuje ją czas jakiś, po czym ulega dekadencji, słabnie duchowo i moralnie, upada i ustępuje miejsca nowej elicie. „Wiara, że lud walczy przeciw klasie rządzącej, jest iluzją. To nowa, przyszła arystokracja walczy przeciwko niej, posługując się w tym celu ludem”. Ideologie i teorie mówiące o władzy ludu, narodu czy społeczeństwa są tylko instrumentami, których używają stare elity, aby ugruntować swoją władzę lub nowe elity, chcące podważyć władzę elity rządzącej. Ideologie te i teorie są tylko w tym sensie prawdziwe, że wszystkie klasy rządzące wszystkich epok zawsze utożsamiały swoje własne interesy z „interesem kraju”, „interesem narodu”, „interesem społeczeństwa” itp.

Z jego teorii wynika ważny wniosek: najistotniejsza dla uchwycenia danego momentu historyczno-politycznego jest zawsze socjologia elity: zarówno tej aktualnie rządzącej, jak i aspirującej do władzy politycznej, ideologicznej i kulturalnej kontr-elity. O wszystkim bowiem, co dzieje się w społeczeństwie, decyduje sposób rekrutacji do elity, jej stany psychiczne, systemy wartości, przymioty i wady, cnoty i występki, jej skład (socjalny, religijny, etniczny, rasowy) i zachodzące wewnątrz niej przesunięcia. Socjologia „ludu” w jej wszystkich odmianach jest poniekąd stratą czasu, ponieważ i tak podąża on za impulsami, które wychodzą od elity (i kontr-elity).

Polityczny realizm Pareta streszcza się w prostej zasadzie: „dyrygenci się zmieniają, ale melodia władzy pozostaje taka sama”. To przekonanie włoskiego myśliciela każe w nim widzieć konserwatystę, który nie wierzy w postęp moralny i społeczny. I zapewne nie będzie to ocena błędna, choć sam Pareto odżegnywał się od jakiejkolwiek ideologii. Zapewne wielu zobaczy w nim pozbawionego iluzji cynika z pobłażliwym uśmiechem obserwującego daremność wszelkich ludzkich wysiłków ulepszenia świata. Jednak, jak napisał jeden z badaczy jego myśli, serce Pareta zawsze biło dla wolności. Wystarczy przytoczyć jego żarliwy apel: Posłuchajcie tylko rządzących megalomanów, jak piejąc peany na cześć własności prywatnej, łupią ludzi do ostatniego grosza! Posłuchajcie tych, którzy mając na ustach wolność, zaprowadzają nowe niewolnictwo! Posłuchajcie tych, którzy prawiąc o wolności myśli, likwidują wolność prasy! Posłuchajcie tych, którzy głosząc pochwałę wolności osobistej, skazują i zamykają w więzieniach naszych najlepszych obywateli! Posłuchajcie tych, którzy nawołując do przestrzegania prawa, równocześnie je depczą!

Włoski myśliciel był przekonany, że wolność to rzadkie dobro i delikatna roślina, którą trzeba stale pielęgnować, jeśli nie chce się, aby uschła. Dlatego apelował do wszystkich przyjaciół wolności, aby byli zawsze czujni, gdyż wrogowie wolności bezustannie próbują ją zniszczyć. Nie bez przyczyny James Burnham zaliczył Pareto do „makiawelistów – obrońców wolności”. Tylko poznanie prawdy o mechanizmach władzy i polityki pozwala bowiem skutecznie jej bronić.

Wbrew powierzchownym sądom nie był fatalistą każącym ludziom biernie znosić wszystko, co przynosi los. Człowiek paretiański jest w o wiele większym stopniu wolny i w większym zakresie może panować nad swoim życiem niż człowiek innych socjologów: Comte’a, Marksa, Durkheima czy Webera. A wolny jest właśnie dlatego, że uznaje, iż istnieją pewne nieprzekraczalne bariery socjopolityczno-ekonomiczne i że za odwagę w urzeczywistnieniu swych dążeń, w tym za dążenie do wolności, zapłacić trzeba czasami wysoką cenę. Wydawca publicystyki Pareta Placido Bucolo napisał, że jego dzieło nie jest podręcznikiem dla ludzi, którzy chcą rządzić, ale raczej podręcznikiem dobrego obywatela, zdolnego nie tylko aspirować do władzy, ale również z niej zrezygnować, jeśli ceną miałaby być uczciwość (zob. The Other Pareto, ed. Placido Bucolo, London 1980).

Zgodnie z jego teorią, także ona sama – tak jak każda inna teoria polityczna – może trafić w ręce polityków, którzy zechcą posłużyć się nią w celu legitymizacji własnej władzy (powoływał się na nią np. Mussolini), ale jej akurat przydatność jest wielce ograniczona, należy ją przeto interpretować jako czystą i prostą w istocie doktrynę realizmu politycznego w sensie epistemologicznym, a nie jako receptę na lepszy ustrój polityczny i społeczny, ani tym bardziej jako zespół rad dla ugrupowań czy partii politycznych.

Pareto żył na przełomie wieków i na przełomie epok, w czasach, kiedy w bezpowrotną przeszłość odchodził świat „Starej Europy”, kiedy przestawała ona być politycznym liderem świata, w okresie upadku dawnych arystokratycznych i patrycjuszowskich elit, pochłoniętych przez wstrząsy społeczne, przewroty polityczne, Wielką Wojnę, wzbierającą falę masowej demokracji, socjalizmu i komunizmu. Dla nas dzisiaj, którzy żyjemy na przełomie wieków i epok, myśl Pareta jest bezcennym instrumentem poznawczym. Lektura jego dzieła, mimo iż pozbawia nas wielu przyjemnych złudzeń, z którymi tak bardzo się zżyliśmy, wcale nie prowadzi do paraliżu woli. Choć są w nich – jak pisał niemiecki konserwatysta Gerd-Klaus Kaltenbrunner – „mroczne, przejmujące grozą miejsca, które przywodzą na myśl podziemne lochy renesansowych pałaców”, to równocześnie obecny w nich również „olimpijski śmiech i wiedza radosna”, wyzwalając moc prawdy, czynią nas wewnętrznie silniejszymi, zamiast jałowego zgorzknienia przynoszą chęć życia i działania. Powtórzmy za Kaltenbrunnerem: „Zainteresowana prawdą, surową i trzeźwą prawdą, jest socjologia Pareta czymś więcej niż tylko nauką jak każda inna; jest prawie niewyczerpalnym źródłem ludzkiego samopoznania i wiele wymagającą szkołą wolności”. Ten zimny, nieco arogancki arystokrata w sensie duchowym i politycznym, był zarazem heroicznym pesymistą, który nigdy nie przestał wierzyć, że „odwaga i energia niewielu mogą przeważyć nad tchórzostwem i rezygnacją wielu”.

Tomasz Gabiś

Przejrzana i poprawiona wersja artykułu Pareto redivivus („Nowe Państwo”, marzec 1994), będącego rozwinięciem artykułu Pareto – mistrz prawicy („Najwyższy Czas!”, 1993, nr 40).



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»