«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – XIII

12.31.10 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś
ENERGETYCZNY PLAN CZTERDZIESTOLETNI

Redaktor i publicysta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Holger Steltzner nazywa kanclerz Merkel, „kanclerką klimatyczną”, pragnącą zrealizować wielki projekt nowej polityki energetycznej. Tak ambitnych celów w tej dziedzinie nie stawia sobie rząd żadnego innego kraju na świecie. Zgodnie z ogłoszoną niedawno przez rząd koncepcją polityki energetycznej do 2050 roku emisja dwutlenku węgla ma spaść o 4/5. Do tego czasu niemiecka gospodarka powinna: zużywać o połowę prądu mniej niż dziś, uniezależnić się od ropy i gazu, 4/5 prądu czerpać z energii odnawialnych, importować do jednej trzeciej energii. Rząd forsuje za wszelką ceną, nie oglądając się na koszty, przebudowę wysoko uprzemysłowionej niemieckiej gospodarki na gospodarkę wzorową pod względem ekologicznym. Koszty realizacji tego projektu będą wyższe niż koszty zjednoczenia Niemiec.

Niemiecka polityka energetyczna – uważa Steltzner – jest nie tylko ambitna, ale też pełna sprzeczności. Niemcy chcą uratować klimat, chociaż nikt nie potrafi przewidzieć, czy w długim terminie na pewno nastąpi podwyższenie temperatury Ziemi. A jeśli nastąpi, to i tak rząd niemiecki tego procesu nie powstrzyma. Na szczycie klimatycznym w Kopenhadze Niemców – choć już na wstępie wiele obiecywali i deklarowali – nie potraktowano jako poważnych partnerów do rozmów. Decydujące narady odbyły się bez udziału Europy; za kulisami ton nadawały Chiny, Brazylia i Indie (do narad doproszono prezydenta USA). Te państwa całkowicie ignorują ambitne cele rządu niemieckiego. Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii, zużycie energii w ciągu następnych 20 lat wzrośnie o 40 procent, a rząd RFN planuje zmniejszenie jej zużycia o połowę w ciągu 40 lat; rząd chce się wycofywać z węgla, a tymczasem jego znaczenie wzrośnie – Chiny, Indie, Afryka Południowa, Brazylia, Indonezja dysponują wielkimi zasobami tego surowca i nie zamierzają z niego rezygnować. Także gaz ziemny będzie coraz intensywniej użytkowany. Realizacja rządowych planów wymagałaby stworzenia nowej infrastruktury energetycznej ponad granicami państw, potrzebne byłyby tysiące kilometrów superlinii przesyłowych (tzw. autostrady energetyczne) – transportujących energię wiatrową z północy i energię słoneczną z południa do centrów przemysłowych leżących w sercu Europy. Do tego dochodzi zniszczenie natury i krajobrazu dokonywane w imię ochrony klimatu. Steltzner ocenia, że cała koncepcja jest utopijna; zakłada wielkie projekty, których fiasko jest bardziej niż prawdopodobne.

Były redaktor gospodarczy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Klaus Peter Krause wyśmiewa koncepcje energetyczne rządu, prowadzące – według niego – prostą drogą do gospodarki centralnie sterowanej przez państwo. Cytuje ministra środowiska Norberta Röttgena: „Naturalnie nie wiemy, co będzie za 40 lat, ale za to mamy jasno wytyczony cel”. Rząd nic nie wie, ale, kierując się swoją niewiedzą, chce zmusić przedsiębiorstwa i obywateli do ponoszenia kosztów idących w setki miliardów euro, kosztów zbędnych, bezsensownych, rujnujących gospodarkę. Zamiast wiedzy jest zaufanie: politycy mają zaufanie do naukowców, zawsze gotowych, aby dostarczyć naukowej podbudowy dla wcześniej podjętych politycznych decyzji.

Oczywiście na polityce rządu nie wszyscy stracą; będą też beneficjenci nowej koncepcji energetycznej: dotowani wytwórcy paneli solarnych i innych urządzeń, inwestorzy biorący subwencje od rządu, banki udzielające kredytów, posłuszni naukowcy, politycy opętani manią regulowania wszystkiego dokoła, stale poszukujący coraz to nowych pieniędzy na swoje orgie redystrybucji. Krause podsumowuje: rząd chce realizować utopijną koncepcję zbudowaną na lotnych piaskach; jej koszty są horrendalnie wysokie, zagrożone będzie bezpieczeństwo energetyczne Niemiec, obciążenie kosztami osłabi konkurencyjność niemieckiej gospodarki.

Michael Limburg z Europejskiego Instytutu Klimatu i Energii (Europäisches Institut für Klima und Energie) szacuje, że do 2050 roku plan Merkel może przyczynić się do obniżenia prognozowanego ocieplenia klimatu – gdyby kierować się oenzetowską formułą – o 0,007°C, a gdyby przyjąć formułę lepiej uzasadnioną z punktu widzenia fizyki, to jeszcze mniej, bo o 0,0017°C. Aby osiągnąć ten prawie niemierzalny rezultat, rząd chce rujnować gospodarkę w środku Europy. Normalna wyobraźnia nie wystarcza, aby z tych wszystkich wizji wychwycić jakąś odpowiedzialną polityczną koncepcję, do tego trzeba polityków i klimatycznych apokaliptyków. Rząd chce magazynować dwutlenek węgla w podziemnych „lochach”, zamknąć go na wieczność i nigdy już nie wypuścić. Przy tego rodzaju pomysłach trzeba się liczyć z dwukrotnym wzrostem kosztów produkcji prądu; kiedy się doliczy jeszcze inne koszty, to cena prądu produkowanego w elektrowniach węglowych może wrosnąć nawet o 250%. Proste możliwości oszczędzania energii już się wyczerpały, tylko nowe, nieznane jeszcze technologie, mogłyby zwiększyć efektywność, przy czym pamiętać należy, że po przekroczeniu pewnego poziomu jej zwiększenie nawet o jakiś mały procent staje się coraz trudniej osiągalne. Ponadto podwyższenie efektywności energetycznej działa normalnie w odwrotnym kierunku, np. w samochodach zużycie energii spadało, ale ich liczba rosła; w sumie zużywa się nie mniej energii, lecz więcej. Pomijając już kompletny brak logiki u planistów, powiedzieć trzeba bez ogródek, że „ekologiczny raj”, który rząd Merkel chce zbudować pod pretekstem „ochrony klimatu”, musi w konsekwencji doprowadzić do sterowania zużyciem energii przez pojedynczych ludzi; są to wizje utopijne, sprzeczne z elementarnym rachunkiem kosztów i zysków, a nawet sprzeczne z prawami natury. Tę utopię – uważa Michael Limburg – można próbować realizować (daremnie) tylko w ramach centralnie planowanej ekogospodarki. Ponieważ koszty, co oczywiste, spadną na barki szerokich mas, to w obawie przed ich niezadowoleniem i gniewem, już dziś wprowadza się „prawa o ochronie klimatu”, które pozwolą zdławić obywatelski opór i protesty wobec planu.

Liberalny publicysta Edgar L. Gärtner, komentując plany rządu niemieckiego w energetyce pisze, że jest to „polityka masowej mobilizacji dla nieosiągalnych celów” (jak Paul Berman definiował totalitaryzm). Zasadniczym celem polityki energetycznej nie jest zapewnienie niezakłóconych dostaw możliwie taniej energii, ale urzeczywistnienie „zielonego” marzenia o rajskiej „epoce ekologicznej”. Dla totalnej przebudowy systemu energetycznego poświęci się ochronę estetyki krajobrazu; prawa własności, stanowiące dotychczas barierę przed samowolą planistów, zostaną wydatnie ograniczone, miliardy wyda się na gwarantowane przez państwo kredyty; wprowadzi się „obowiązek renowacji i ocieplania” domów, z groźbą wywłaszczenia bez odszkodowania. Możemy już dziś wyobrazić sobie urzeczywistnioną utopię energetycznego socjalizmu – fantasmagoryczny krajobraz (post)przemysłowy Niemiec z gigantycznymi wiatrakami produkującymi drogi prąd. Władza będzie ustalać ceny energii, narzucając poddanym fundamentalny cel życia – oszczędzanie energii, zaś tymi, którzy nie zechcą się pożegnać z takimi staromodnymi wartościami jak wolność, zajmie się Ministerstwo Prawdy. To jest przyszłość, jaką gotują nam fanatyczni „obrońcy klimatu”, konkluduje Gärtner.

Hanna Thiele od 1982 r. należy do FDP, którą krytykuje gwałtownie za porzucenie wolnościowych ideałów i uległość wobec ekosocjalizmu. Ta aktywistka Ruchu przeciwko Energii Wiatrowej (niczym żeński Don Kichotwalczy z wiatrakami”) stwierdza, że dobrotliwa, „Czerwona mamuśka” Merkel każe obywatelom płacić i płacić, a to podatek energetyczny, a to podatek od CO2, a to jeszcze coś innego. Ludziska będą się wykrwawiać finansowo, pilnowani przez psy z organizacji pozarządowych i medialne plutony egzekucyjne. Świat trzeba ustawicznie przebudowywać, żeby rządzącym się dobrze żyło. Władza cały czas prowadzi propagandowe kampanie pod hasłami: „narodowa inicjatywa akceptacji”, „ofensywa dialogowa”, „ofensywa transparentności”, „rewolucja w ogrzewaniu o epokowym znaczeniu”; zwykłe życie zwykłych ludzi nie ma dla niej znaczenia. Media podniecają się elektrowniami atomowymi, ale to jest pozorna dyskusja. Za polityką energetyczną rządu kryje się atak na wolną gospodarką, chęć likwidacji konstytucyjnych praw. Merkel konsekwentnie zmierza w kierunku gospodarki planowej, opartej na „ideologii dwutlenku węgla”. Dyplomowana fizyczka stawia się nawet ponad prawami fizyki, żeby tylko realizować swoje absurdalne, utopijne rojenia. Efektem może być wyłącznie destrukcja i chaos, przestrzega Hanna Thiele.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, nr 11 (2010).



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»