«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – XV

03.01.11 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś
CO DALEJ Z EURO

Bankructwo grożące Grecji, Irlandii i innym krajom strefy euro wywołuje w Niemczech ożywione dyskusje na temat przyszłości unii monetarnej i całej Unii Europejskiej. Na łamach gazet i na największych portalach internetowych, w radio i telewizji, bez żadnych tabu debatuje się, czy wspólna waluta przetrwa, czy powrót do marki byłby korzystniejszy, jakie byłyby koszty takiej operacji itp. Nagle nic nie jest już oczywiste, wszystko trzeba na nowo uzasadniać, na nowo przekonywać do rzeczy, zdawałoby się dawno już rozstrzygniętych.

Na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Lisa Nienhaus napisała, że trzeba „pomyśleć to, co wydawało się nie do pomyślenia”: powrót do marki niemieckiej. Twierdzi ona, że za marką tęsknią nie tylko nostalgicy, ale na zimno kalkujący menedżerowie i przedsiębiorcy. Cytuje ekonomistów przewidujących, że w niezbyt odległej przyszłości niektóre kraje opuszczą unię walutową. Nikolas Busse, korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w Brukseli, zastanawia się, co by było, gdyby strefa euro się rozpadła. Nie ulega wątpliwości, że przyszłość integracji europejskiej stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby stopił się rdzeń aktualnego projektu zjednoczeniowego, czyli euro. Busse przewiduje, że nastąpiłby wówczas nawrót protekcjonizmu, powstałyby bloki gospodarcze, ujawniłyby się stare rywalizacje o strefy wpływów i dominację – wcześniej rozmyte i zneutralizowane częściowo w unijnych gremiach i instytucjach. Upadek wspólnej waluty byłby niesłychanie kosztowny, ale równie kosztowne stać się może jej dalsze podtrzymywanie. Dziś, pisze Busse, rozstrzyga się los Unii Europejskiej. Inny publicysta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Rainer Hank uważa, że państwa strefy euro weszły na śliską, wiodącą w dół, drogę. Jeśli euro upadnie, jądro idei europejskiej ulegnie zniszczeniu. Nie jest powiedziane, uważa Hank, czy uporządkowana renacjonalizacja walut byłaby droższą alternatywą niż to, co nadchodzi.

Jan Dams z „Die Welt konstatuje, że zaufanie do euro słabnie, a w Niemczech narasta eurosceptycyzm. Angela Merkel boi się; można to zrozumieć, gdyż chwieje się euro – waluta, którą wielu polityków uważa za spoiwo europejskiej jedności. Jeśli upadnie, zakupione za oszczędności Niemców przez niemieckie banki, fundusze, firmy ubezpieczeniowe obligacje irlandzkie, hiszpańskie, portugalskie etc. w mgnieniu oka stracą na wartości, a to boleśnie uderzy w miliony niemieckich drobnych ciułaczy. Trzeba zatem podtrzymywać unię monetarną, której koszty będą stale rosły. Merkel znalazła się w pułapce, z której desperacko szuka wyjścia.

W artykule wstępnym z 13 grudnia 2010 roku „Financial Times Deutschland” podaje swoją receptę na uratowanie wspólnej waluty. Kraje strefy euro – stwierdza „FTD” – dryfują w różnych kierunkach, oddalają się od siebie jeśli chodzi o podatki, rynki pracy, wzrost gospodarczy, deficyty budżetowe, bilans handlowy. Na dłuższą metę wspólna przestrzeń walutowa tego nie przetrzyma. Nie tylko strefa euro, ale cała Unia Europejska stoi dziś przed decyzją, jaką drogę i jaki kierunek wybrać. Albo rządy dogadają się, co do zasadniczej reformy, albo w najbliższych latach strefa euro się rozpadnie, co bardzo zaszkodzi gospodarce i wywoła napięcia pomiędzy europejskimi państwami. Dlatego konieczne jest przeprowadzenie „małej rewolucji europejskiej”. Musi powstać ścisła unia polityczna, która umożliwi koordynację gospodarek i finansów w strefie euro. Bruksela powinna sprawować nadzór nad deficytem budżetowym i długiem publicznym, nad zadłużeniem osób prywatnych i firm, nad bilansem handlowym. Potrzebna jest centralna instytucja koordynująca politykę gospodarczą krajów strefy euro i nakładająca sankcje na tych, którzy nie przestrzegają reguł i norm. Wspólne europejskie obligacje winny być instrumentem tworzenia wspólnego budżetu o znaczącej wielkości, tak aby projekt unii politycznej był wiarygodny. W przyszłości wszystkie kraje Unii Europejskiej będą musiały się zdecydować, czy chcą należeć do takiej pogłębionej unii. Rządy i parlamenty narodowe będą musiały oddać kompetencje Brukseli i nowym instytucjom centralnym. Zgoda na to, nie przyjdzie łatwo Niemcom, ale w tym kryje się – uważa redakcja „FTD” – jedyna szansa na uratowanie wspólnej waluty.

W uratowanie „starego” euro nie wierzy Hans-Olaf Henkel, wieloletni menedżer IBM w Niemczech, były prezes Związku Przemysłu Niemieckiego, wykładowca ekonomiki przedsiębiorstw na uniwersytecie w Mannheim. Właśnie opublikował on książkę Rettet unser Geld! Deutschland wird ausverkauft – Wie der Euro-Betrug unseren Wohlstand gefährdet (Ratujcie nasze pieniądze! Wyprzedaż Niemiec – Jak oszustwo z euro zagraża naszemu dobrobytowi). Co ciekawe w imprezie promującej książkę wziął udział minister gospodarki Rainer Brüderle (FDP), który podzielił diagnozy, ale nie zasadnicze wnioski i propozycje autora. Zdaniem ministra, szerokiej dyskusji o problemach poruszonych w książce życzy sobie wielu Niemców.

Henkel był kiedyś gorącym zwolennikiem euro, przekonywał Niemców do idei wspólnej waluty, wierzył w obietnice polityków, że będzie to tak mocna waluta jak marka. Dziś rozczarowany bije się piersi, przyznając, że działanie na rzecz wprowadzenia euro „było największym błędem w jego zawodowej karierze”. W tygodniku „Focus” Henkel zaatakował gwałtownie rząd Angeli Merkel, uchwalenie pakietów ratunkowych dla Grecji i Irlandii nazwał akcją typu „noc i mgła”, zarzucił pani kanclerz złamanie traktatów i ustaw, jej postępowanie określił mianem „puczu“ przeciwko konstytucji. Według Henkela euro w dotychczasowej postaci stało się ciężarem dla Niemiec. Jego czas minął. Zgodny z gospodarczą i polityczną rzeczywistością podział strefy euro na dwa bloki („północne euro” i „południowe euro” lub „euromarka” i „eurofrank”), byłby pod każdym względem lepszy niż bezsilne przyglądanie się, jak Niemcy idą na dno.

Natomiast zdaniem Bruno Banduleta, byłego redaktora „Die Welt”, autora kilku książek z dziedziny inwestycji i finansów i wydawcy informatora finansowego „Gold&Money Intelligence”, euro nie przetrwa i Niemcy powrócą do marki. Bandulet, będący od samego początku przeciwnikiem wprowadzenia euro, wskazuje na to, że wszystkie problemy, na które on i inni ekonomiści wskazywali przed laty, dawno stały się rzeczywistością. W połowie 2010 roku Bandulet opublikował książkę Die letzten Jahre des Euro. Bericht über das Geld, das die Deutschen nicht wollten (Ostatnie lata euro. Raport o pieniądzu, którego nie chcieli Niemcy). Opisuje w niej, jak i dlaczego doszło do stworzenia unii monetarnej, i kreśli scenariusz jej rozpadu, którego konsekwencją będzie gruntowna przebudowa krajobrazu politycznego w Niemczech i w całej Europie.

Na łamach „Junge Freiheit” prof. Bernd-Thomas Ramb pisze, że wszystkie kredyty udzielone bankrutującym państwom strefy euro przez Niemcy są stracone. Na końcu Niemcy, które utracą możliwość zaciągania tanio nowych kredytów, same zaczną się chwiać. Jako ostatnia kostka domina euro upadnie w Niemczech. Gdyby Niemcy wcześniej wystąpiły z unii walutowej, to tak czy inaczej byłoby to równoznaczne z zakończeniem eksperymentu walutowego o nazwie „euro”. Z kolei znany austriacki publicysta i doradca finansowy Walter K. Eichelburg napisał, że po Grecji i Irlandii w kolejce po ratunek czekają następni bankruci. Przerażeni i bezradni politycy będą „ratować” każdy bank i każde zbankrutowane państwo, aż do momentu, kiedy ostatni „Ratownik”, czyli Niemcy, sam stanie się niewiarygodny. Wówczas także niemieckie obligacje, euro, a w końcu cały światowy system finansowy rozpłynie się w panicznej ucieczce od papierowego pieniądza. O tym, że za kulisami coś się dzieje, może świadczyć fakt, iż nadawany w pierwszym programie niemieckiej telewizji publicznej (ARD) magazyn ekonomiczny Plusminus w wydaniu z 30 listopada 2010 roku bardzo pozytywnie przedstawił rolę złota jako zapory przed inflacją i kotwicy systemu walutowego (stało się to chyba po raz pierwszy w historii niemieckiej telewizji publicznej). W programie wystąpił m.in. prof. Thorsten Polleit, główny ekonomista Barclays Capital Deutschland, apelując o powrót do złota jako fundamentu zdrowego pieniądza. W jego opinii innej alternatywy dla obecnego systemu, który musi produkować coraz więcej pustego pieniądza, nie ma.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, 2011, nr 1.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»