PIENIĄDZ NIEWOLI I PIENIĄDZ WOLNOŚCI
Istnieją zasadniczo dwa niezmienne sposoby panowania: jeden polega na używaniu przemocy , drugi – na zapewnieniu „chleba i igrzysk”. Przedmiotem władzy jest – niezmienny lub zmieniający się w bardzo długiej perspektywie czasowej – człowiek, ze swoimi popędami i lękami, tęsknotami i nadziejami, emocjami i przyzwyczajeniami myślowymi, swoimi podstawowymi potrzebami i wzorami zachowań. Na pytanie, jak we współczesnej masowej demokracji, która nie jest despotyczną formą władzy opartej na nagiej sile i wzbudzającej tylko lęk i przerażenie, dochodzi się do władzy i ją utrzymuje, odpowiedź brzmi: stosując następujące trzy główne strategie:
-
obiecuje się ludziom bezpieczeństwo i uwolnienie od lęku przed przyszłością; a dokładniej rzecz biorąc, mami się ich, że da się to zrobić,
-
obiecuje się i zapewnia przywileje ważnym z politycznego punktu widzenia grupom wyborców, wmawiając im jednocześnie, że są „za darmo”.
-
zaspokaja się ludzką zawiść i kompleks niższości; najchętniej pod pretekstem dbania o „sprawiedliwość społeczną”, nakładając na wstrętną mordę zawiści maskę o szlachetnych rysach.
Oczywiście, te trzy strategiczne metody zdobywania i utrzymania władzy w masowej demokracji dzielą się na niezliczone warianty i taktyki specyficzne dla czasu i miejsca, ale w istocie – niezależnie od lokalnych i historycznych odmian – pozostają takie same od ponad stu lat, co dowodzi ich skuteczności. Ludzie reagują na nie pozytywnie, gdyż trafiają dokładnie w ich elementarne potrzeby, nadzieje i lęki. Istnieje wiele możliwości, aby panowanie ludzi nad ludźmi ograniczyć, okiełznać i zapobiec jego wyradzaniu się we władzę totalną i wszechwładną tyranię. Rozmyślali nad nimi, odkrywali je lub wymyślali myśliciele polityczni i filozofowie, zaś narody na różne sposoby wypróbowywały je w praktyce. Bez szczególnie trwałych sukcesów. W naszej współczesnej demokracji idee i propozycje teoretyków państwa i prawa, politologów i ekonomistów politycznych wypełniają całe półki w bibliotekach, od a jak autonomia (gmin i regionów) przez f jak federalizm, k jak konstytucja, p jak podział władzy, s jak społeczeństwo obywatelskie do z jak zasada subsydiarności. Na niewiele się to przydało. Nawet w krajach, w których udało się wcielić w życie polityczne, prawne i instytucjonalne ograniczenia władzy kasty politycznej, ulegały one z czasem coraz głębszej erozji. Również konstytucja, choćby nie wiadomo jak precyzyjna i zawierająca wszelkiego rodzaju zabezpieczenia przed arbitralnością władzy, jest – jak nas poucza Anthony de Jasay – tylko pasem cnoty, do którego klucz posiada sama pani. Wszędzie w zachodnich demokracjach wolność stała się zjawiskiem niszowym, wszędzie polityka oplata, krępuje, przenika całe życie człowieka. Systemy demokratyczne nabierają coraz wyraźniejszych totalitarnych rysów, a równocześnie wszystkie te państwa dryfują w kierunku finansowej plajty. Żadnych szans na wprowadzenie w życie nie mają rzeczywiste reformy społeczno-gospodarcze, ponieważ gdyby politycy i funkcjonariusze aparatu państwowego chcieli je zrealizować, sami siebie musieliby pozbawić władzy. Ponadto w duszach ludzi zagnieździł się duch poddaństwa sprawiający, że biernie przyjmują „aksamitny” socjalizmowi.
Cóż zatem należałoby uczynić, jeśli nie chcemy, żeby to współgranie obu niezmiennych fenomenów – władzy i człowieka zakończyło się po raz kolejny katastrofą, bankructwem i niewolą? Odpowiedź: trzeba zmienić tworzywo gry, przeciąć pas transmisyjny, łączący oba koła zębate (rządzących i rządzonych) w jedną maszynę mielącą wszystko na miazgę. A tym tworzywem i tymi pasami jest pieniądz. Dopóki państwo, rząd, biurokracja mogą bez ograniczeń pozyskiwać środki – w taki sposób, że ludzie nie dostrzegają, iż w ostatecznym rozrachunku to ich własne środki są przepuszczane – dopóty ludzie będą wierzyć, że państwo dysponuje nieograniczonymi środkami, i co za tym idzie ciągle czegoś odeń żądać, coraz więcej i więcej, zaś rządzący lub aspirujący do rządzenia nadal mamić ich będą nadzieją sfinansowania ich żądań i pragnień. Dopiero wówczas, kiedy elitom rządzącym odbierze się możliwość wyczarowywania oszukańczego niby-pieniądza w prawie nieograniczonych ilościach, zakończy się ta niebezpieczna gra, taniec nad skrajem przepaści. Gdyby pieniądzem było złoto, czyli gdyby istniał prawdziwy pieniądz, polityczna kasta na każde skierowane pod jej adresem żądanie, musiałaby odpowiedzieć: „Jeśli tego chcecie, to musimy podnieść podatki; innego sposobu sfinansowania waszych żądań nie ma”. I tylko wówczas, kiedy pieniądzem byłoby złoto, obywatele wierzyliby w te słowa.
Nie istnieje lepsza, skuteczniejsza i bardziej niezawodna metoda ograniczenia władzy – a tym samym zagwarantowania wolności – jak pozbawienie jej kontroli nad pieniądzem. Wszystko inne może być pożyteczne i dodatkowo redukować groźbę nadużycia władzy, ale bez odebrania aparatowi państwowemu monopolu emisji pieniądza, bez zlikwidowania państwowego fałszywego pieniądza i wprowadzenia prawdziwego prywatnego (=złoto), będą to rozwiązania cząstkowe, przynoszące przejściowe złagodzenie choroby państwa i gospodarki, która nosi nazwę „fiat money”. Jej uleczenie i trwałe wyzdrowienie państw i gospodarek także ma swoją nazwę, a brzmi ona: prywatna złota waluta. I nie mamy tutaj na myśli ustalanego i nadzorowanego przez państwo standardu złota. Albowiem kiedy tylko państwo przejmuje kontrolę nad pieniądzem, to – nawet wówczas gdy jest to pieniądz kruszcowy – sukcesywnie zmniejsza pokrycie banknotów złotem. Każdy kryzys posłuży do tego jako uzasadnienie. Założenie, że system pieniężny jakiegoś kraju musi być stworzony i zarządzany przez państwo stanowi – jak dawno temu wyraził się Henry Hazlitt – ciężki błąd prawie wszystkich ekonomistów oraz „powszechny na całym świecie zabobon”.
Przejście do pieniądza kruszcowego mogłoby wyglądać w ten sposób, że w pierwszej fazie prywatnym partnerom wymian i transakcji wolno byłoby płatności, długi etc. dokonywać w walucie złotej. Przez pewien czas istniałby dualny system, w którym waluta kruszcowa i „fiat money” funkcjonowałyby obok siebie. Każdego dnia pracownicy, inwestorzy, przedsiębiorcy, finansiści mogliby śledzić, jak kształtuje się kurs obu rodzajów pieniądza w stosunku do kursu akcji, kursu dewiz etc. Stopniowo, krok za krokiem prywatny pieniądz, oparty na złocie zastępowałby tracące na wartości „fiat money”. System banków prywatnych, posiadałby swobodę wypuszczania własnych banknotów I prowadzenia kont w dowolnej walucie, także złotej czy srebrnej, Takiego systemu nie potrzeba by było ani planować, ani konstruować. Powstałby natychmiast, kiedy upadłby i został na zawsze pogrzebany socjalistyczny monopol bicia monety. Paralelnie do tego procesu wolność rozszerzałaby swój zakres kosztem zniewolenia, państwowy monopol przemocy skurczyłby się znacznie wraz końcem monopolu emisji pieniądza. Niemcy przed 1914 rokiem były krajem przemysłowym, w którym przez budżet państwa przechodziło 10% środków wypracowanych przez obywateli (dziś 50%!). I nie były ani „anarchią”, ani „bananową republiką”, ani tym bardziej „państwem totalitarnym”. Okrutny Lewiatan mógł się narodzić dopiero wówczas, kiedy zniesiono złotą walutę, a tym samym kapitalistyczny pieniądz. Musimy Lewiatanowi odebrać karmę – dowolnie pomnażany papierowy pseudo-pieniądz – którą się tuczy, zanim wyrośnie na monstrum depczące owoce naszej pracy, zagrażające naszemu życiu, pożerające nas po kawałku.
Przeł. Tomasz Gabiś
Źródło: Broszura wydana z okazji I Międzynarodowych Targów Metali Szlachetnych i Surowców (1. Edelmetall- & Rohstoffmesse ) w Monachium w 2005 roku.
