«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – XVI

03.30.11 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

KONFERENCJA KLIMATYCZNYCH REALISTÓW

W szwajcarskiej gazecie „Neue Zürcher Zeitung” z 14 listopada 2010 roku ukazał się wywiad z Ottmarem Edenhoferem, wicedyrektorem Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem, przewodniczącym jednej z grup roboczych Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Pytany o mający odbyć się w grudniu tzw. światowy szczyt klimatyczny w Cancún, Edenhofer powiedział, że nie jest to konferencja dotycząca klimatu, lecz „jedna z największych konferencji gospodarczych od czasu drugiej wojny światowej”. Jego zdaniem, duża część kopalin, takich jak ropa czy węgiel kamienny musi pozostać pod ziemią. Na uwagę dziennikarza „NZZ”, że oznacza to de facto „wywłaszczenie krajów posiadających bogactwa naturalne”, czołowy niemiecki „polityk klimatyczny” odpowiedział: „Trzeba sobie jasno powiedzieć: za pomocą polityki klimatycznej dokonujemy de facto redystrybucji bogactwa światowego”. I dalej: „musimy pożegnać się z iluzją, że międzynarodowa polityka klimatyczna jest polityką ochrony środowiska. (…) To nie ma prawie nic wspólnego z polityką ochrony środowiska”. Edenhofer uważa, że konieczna jest nowa globalna polityka handlowa i finansowa, np. wprowadzenie „ceł na dwutlenek węgla” oraz transfer technologii (zapewne w ramach wspomnianej przez niego redystrybucji bogactwa światowego).

Z wywiadu wynika jasno, iż kwestie naukowe związane z tzw. globalnym ociepleniem zostały uznane za definitywnie rozstrzygnięte, pozostały jedynie kwestie transferu bogactwa, czyli globalnego rozdziału pieniędzy, dóbr i zasobów, o którym decydować będą „politycy klimatyczni” w rodzaju Edenhofera. Nie brakuje rzecz prosta ludzi, którzy – podobnie jak Edenhofer – uważają, że w przypadku „polityki klimatycznej” chodzi o redystrybucję bogactwa i władzy, tyle tylko, że według nich od początku o to chodziło, zaś (hipo)tezy naukowe dobierano wedle kryterium, czy pasują czy nie, do założonych z góry celów politycznych i ekonomicznych. Przedstawiciele tej grupy (określający się jako „klimatyczni realiści”) w liczbie stu kilkudziesięciu zjechali na początku grudnia do Berlina, na Trzecią Międzynarodową Konferencję nt. Energii i Klimatu, aby dyskutować zarówno o kwestiach stricte naukowych, jak i polityczno-ekonomicznych skutkach oficjalnej „doktryny klimatycznej”. Organizatorami konferencji były Europejski Instytut Klimatu i Energii z siedzibą w Jenie, berliński Manhattan Institut (zajmujący się głównie wolnością gospodarczą i wolną przedsiębiorczością) oraz Instytut Liberalny. Relacje – w tonacji wrogiej lub prześmiewczej – zamieściły m.in. „tageszeitung”, Westdeutscher Rundfunk oraz program drugi telewizji (ZDF). Natomiast neutralna i w miarę rzeczowa relacja ukazała się w tygodniku „Focus”.

Konferencję rozpoczęło wystąpienie geofizyka prof. dra Vincenta Courtillota, dyrektora Instytutu Geofizyki w Paryżu, który poddał krytycznej analizie – z punktu widzenia geofizyki – główne założenia oficjalnej „doktryny klimatycznej”. Francuski uczony stwierdził, że dla naukowca nie istnieje coś takiego jak naukowy konsensus, stanem normalnym w nauce jest bowiem kontrowersja, której zakończenia nikt nie może zadekretować. Dążenie do konsensusu w kwestii „globalnego ocieplenia”, co zalecają biurokraci z ONZ i naukowcy skupieni w ICCP, jest czymś z gruntu antynaukowym. Courtillot podkreślił mocno, że polityczne lub moralne poszukiwanie tego, co „dobre” i co „złe”, jest nie do pogodzenia z naukową dysputą o tym co „prawdziwe”, a co „fałszywe”. Sceptycyzm wobec oficjalnej doktryny klimatycznej wynika właśnie z tego, że nie chce się uznać tej różnicy. Paleogeolog, specjalista nauk o ziemi prof. dr Jan Veizer (Wydział Nauki o Ziemi Uniwersytetu w Ottawie) zajął się naturalnymi czynnikami wpływającymi na zmiany klimatyczne, takimi jak: aktywność słońca, promieniowanie kosmiczne, tworzenie się chmur, globalny bilans wodny, oraz działaniami człowieka typu wycinanie lasów i urbanizacja. W komputerowych modelach IPPC skupionych na dwutlenku węgla czynniki te – zdaniem Veizera – są uwzględniane tylko w minimalnym stopniu lub w ogóle nie bierze się ich pod uwagę. Veizer już w 2003 r. opublikował razem z młodym izraelskim astrofizykiem Nirem Shavivem ważną pracę o wpływie promieniowania kosmicznego na klimat Ziemi. Występujący na konferencji Shaviv (Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie) dowodził słuszności tzw. hipotezy Svensmarka o wpływie słońca na promieniowanie kosmiczne, które dociera do Ziemi, gdzie oddziałuje na tworzenie się chmur i bilans promieniowania, a tym samym na zmiany klimatu. Pozytywną korelację pomiędzy wahaniami aktywności słonecznej a zmianami klimatu wykazał w swoim wystąpieniu fizyk dr Horst Borchert (pracował w Instytucie Geograficznym Uniwersytetu w Moguncji oraz w Instytucie Chemii Maxa Plancka).

Przybyły z Australii geolog mórz i paleontolog prof. dr Robert M. Carter (Uniwersytet w Adelajdzie), od lat prowadzący badania terenowe dotyczące zmian klimatu i zmian poziomu lustra mórz i oceanów, podważył wszystkie „mity” obowiązującej doktryny klimatycznej, pozwalając sobie nawet na porównanie jej do łysenkizmu. Drugi Australijczyk – geolog i wulkanolog prof. Ian Plimer (Instytut Geologii i Geofizyki Uniwersytetu w Adelajdzie) rozważał problem, kto emituje więcej dwutlenku węgla – człowiek czy natura, poruszając w tym kontekście kwestię wpływu wulkanów podmorskich na to, co dzieje się z wodami oceanów, a tym samym na klimat. Geoinformatyk, prof. dr Werner Kirstein (Uniwersytet w Lipsku) dowodził, że komputerowe modele wzrostu poziomu lustra mórz i oceanów nie mają naukowych podstaw. O związku fluktuacji temperatury na Ziemi do XIX wieku z aktywnością Słońca mówił prof. dr Horst-Joachim Lüdecke (fizyk z Wyższej Szkoły Techniki i Gospodarki w Saarbrücken), natomiast prof. Friedrich-Karl Ewert (emerytowany wykładowca uniwersytetu w Paderborn) przedstawił analizę pomiarów z ponad 800 wybranych stacji pomiarowych, pokazując, jak IPCC manipulował danymi, pomijając stacje, które nie wykazywały ocieplenia lub wykazywały ochłodzenie.

Drugim zasadniczym tematem konferencji była instrumentalizacja „ochrony” klimatu oraz skutki, jakie przyniesie realizacja obecnych koncepcji klimatyczno-energetycznych. Dużo uwagi poświęcono strukturze, mechanizmom funkcjonowania i metodom działania „kompleksu ekologiczno-przemysłowego”. Francuski ekonomista Emmanuel Martin zinterpretował politykę klimatyczną Francji jako instrument geostrategii. Z kolei prof. dr Dieter Ameling, menedżer i przemysłowiec (Hamburger Stahlwerke, Thyssen, Krupp), w latach 2000-2008 prezes Gospodarczego Zrzeszenia Stali, były dyrektor Instytutu Stali ostro zaatakował politykę rządu niemieckiego dążącego do likwidacji „starych przemysłów zużywających dużo energii”, takich jak: górnictwo, hutnictwo, przemysł papierniczy, chemiczny i ceramiczny. A przecież wytwarzają one 20 procent PKB. Przy dalszych ograniczeniach przemysły te będą musiały albo zostać zlikwidowane, albo wywędrować za granicę. Według Amelinga koncepcje energetyczno-klimatyczne rządu prowadzą do dezindustrializacji Niemiec. Dziennikarz telewizyjny i producent filmowy Günter Ederer odsłonił kulisy piarowskich kampanii, przy pomocy których rozmaite lobbies, działające w swoim czysto egoistycznym interesie, potrafią całkowicie nierentowne formy wytwarzania energii sprzedać opinii publicznej jako niezbędne dla „długofalowego rozwoju”.

Uczestnicy konferencji zgodni byli we wnioskach i postulatach. Nie tyle człowiek zagraża klimatowi, ile „polityka klimatyczna” zagraża dobrobytowi i wolności człowieka. Ziemia jest planetą dynamiczną; zmieniały się i zmieniają: masa lodów, poziom mórz, intensywność burz itd. Pytanie, czy i jak człowiek może wpływać na klimat i jego zmiany, pozostaje otwarte; ziemski system klimatyczny nie jest w pełni ani poznany, ani zrozumiany; istnieje tak wiele niepewności, tak wiele niewiadomych, że nie powinno się już dziś podejmować decyzji, które na dziesięciolecia zdeterminują sposób wykorzystania środków, jakie ludzie mają do dyspozycji, nie zostawiając przyszłemu pokoleniu swobody manewru i pozbawiając je możliwości wyboru drogi. Jest bowiem rzeczą wielce prawdopodobną, że zużycie gigantycznych środków nie będzie miało żadnego wpływu na czynniki naturalne, intensyfikujące lub spowalniające zmiany klimatyczne. Dlatego dostosowanie się do zmian powinno być celem, który odpowiedzialna polityka stawia w centrum swojej strategii, natomiast polityka „ochrony” klimatu, koncentrująca się na zapobieganiu emisji dwutlenku węgla wiąże się z ogromnym ryzykiem ekonomicznym i politycznym.

Następna konferencja klimatycznych realistów odbędzie się za rok w Monachium.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na Prawo”, 2011, nr 2.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»