Tomasz Gabiś
Ale my kochamy to, co nieświadome; kusi nas wino, miłość i krew.
***
Istnieją trzy rzeczy, które są kluczem do wszystkich form: fala, chmura i płomień.(…). Istnieją trzy stany, które są kluczem do wszystkich przeżyć odurzenie, sen i śmierć.
***
Ludzie mają tak samo jak drzewa swoją nawietrzną stronę i tak jak samo góry swoje południowe stoki. Musimy tylko odnaleźć ścieżkę na zbocze pokryte winoroślą, ich doliny pełne skarbów. Ofiarowują one złoto i wino, gdzie nikt by się ich nie domyślił.
Ernst Jünger
Opublikowane w 1929 roku Awanturnicze serce Ernsta Jüngera może być w pewnej mierze uznane za literacki manifest „konserwatywnej rewolucji”, zawiera bowiem w skondensowanej postaci jej wszystkie wątki, obrazy i mity. Jest to dziełko mistrzowskim sztychem wbitym w gardło potwora mieszczańskiej ideologii, niszczącym uderzeniem w racjonalizm, utylitaryzm i kult postępu, niezwykłym świadectwem estetycznym i intelektualnym wysiłku, by na nowo odkryć przed człowiekiem barwy świata zszarzałego pod duszącą powłoką materializmu. Osiemnastoletni Jünger wyruszył do Afryki, zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej, powędrował do odległych krain, ku innym krajobrazom, by szukać tam przygody. W Awanturniczym sercu przekonuje nas, że taka wędrówka zawsze jest możliwa, nawet wówczas, gdy nie ma się już osiemnastu lat i także wtedy, gdy prowadzi ona w dotąd nie odkryte światy snów, marzeń, obrazów, refleksji. Istotna jest nie tyle realna wędrówka do egzotycznych krajów, ile duchowa postawa pozwalająca ciągle na nowo odkrywać i zwiedzać cudowne archipelagi, pozwalająca przeczuwać tajemne związki człowieka i świata „tak jak przeczuwa się ogromny krajobraz, gdy ze skłębionych mgieł wystrzelają w górę pierwsze szczyty gór, z blankami błyszczącymi w porannym słońcu, z zamkami wzniesionymi po to, by je szturmować. Tak, tam kolory skupiają się, wprost z palety, w promieniujący, piękniejszy obraz. Wiele nas oczekuje i każdy boi się przybyć za późno, gdyż to, co cudowne bez ustanku przyzywa i kusi tak jak przeciągły, ostry i zuchwały krzyk ptasiego drapieżcy powtarza się nad samotnością wielkich lasów”.
Na przekór „bałwochwalcom Rozumu” i „szarlatanom nauki” człowiek może wierzyć w „żywą pełnię świata, w barwną, sensowną, zesłaną przez los grę, która nim porusza”. Człowiek żyje, przeżywa i myśli naprawdę tylko wówczas, gdy żyje całym sobą „krwią, muskułami, sercem, zmysłami, nerwami i mózgiem”. Trzeba „zawsze być na posterunku, zawsze szykować rynsztunek, zawsze być gotowym, aby podążyć na wezwanie, które przyjdzie – a wtedy przyjdzie ono z pewnością”. Tam, gdzie jest wiara, pobożność, odwaga, zdolność do entuzjazmu, pełna miłości więź, tam swobodniej się oddycha, choćby w najwęższym kręgu. Trzeba zawsze „nosić w kieszeni kilka odważników, aby móc czuć ziemię pod stopami”.
Powołaniem człowieka jest dążenie do i n t e n s y w n o ś c i – myślenia i przeżywania, stąd największym grzechem, pisał Jünger, nie jest bycie złym, ale otępiałym. Stąd „słowo o letnich, którzy powinni być wypluci, jest wspaniałym słowem boskiej surowości”. Są drogi tak samo oddalone od szczytów jak od przepaści, drogi „wędrowca, którego szary płaszcz chmur chroni przed promieniami bezlitosnego światła i którego od podziemnych wód oddziela pełna kurzu polna ścieżka”. Nie takimi drogami „nudnymi jak sen pasażera tramwaju o trzeciej po południu” powinien wędrować człowiek, jeśli chce utrzymać w sobie duchowy „dumny, dziki płomień Wikingów i arystokracji wypraw krzyżowych”, jeśli chce zachować ową „żarliwość w przyjmowaniu świata i ogromne pragnienie, aby poń sięgnąć tak jak dziecko, gdy widzi kryształową kulę”.
Człowiek musi chronić w sobie Don Kichota, przy którego entuzjazmie, szlachetności, samotnej walce o coś więcej niż pełna sakwa i jego nieuchronnej klęsce cóż znaczy „sukces mierzony łokciem kramarza”. Tylko ten, kto uczestniczy w „mistycznej wspólnocie awanturniczego serca” będzie potrafił marzyć i upolować „dumną, tajemną zwierzynę, wychodzącą przed wschodem słońca na polanę duszy”.
Konserwatyzm Jüngera tym różni się od tradycyjnego konserwatyzmu, że nie przywołuje on dawnych form, świadom, iż „dawne drogi przebyte zostały do końca i trzeba wkroczyć na nowe”, że jedyne, co może uczynić, to, jak pisał Reinhold Schneider, „zakończonej tradycji dać ostatnie słowo i zachować klucze do spalonych domów”. Jüngerowski konserwatyzm polega nie na „konserwowaniu” tego, co było lub na chęci „restaurowania” tego, co minęło, lecz na zachowywaniu tego, co „zawsze zachowuje ważność”. Manifestuje się on w zawsze tej samej duchowej postawie wobec świata, która niezależna jest od tego, co dzieje się wokół. Tu poszukuje się i odkrywa świat pełen napięć, hierarchii, rang i różnic, utrzymuje się „temperaturę krwi” pozwalającą wznieść się w „wyższy krąg życia, który zachowywany jest przez duchowy chleb ofiary”.
W Awanturniczym sercu pisze Jünger o chwilach, kiedy u młodych ludzi poruszać się zaczynają wewnętrzne skrzydła, gdy z okna na poddaszu spoglądają w dal ponad domami kramarzy przeczuwając, że gdzieś daleko, na granicach nieznanego, na ziemi niczyjej każda chorągiew jest strzeżona i każdy przedni posterunek obsadzony. Ci młodzi ludzie muszą mieć uczucie, że trzymani są przez los w rezerwie, w stanie najwyższej gotowości bojowej. Człowiek konserwatywny, niezależnie od wieku, zawsze nosić musi w sobie to uczucie, to ono, a nie „wartości rodzinne”, „podatek liniowy” i inne frazesy jest najważniejsze. Bez „poruszenia wewnętrznych skrzydeł” nic nie może się powieść.
Pisał Jünger, że olbrzymia różnica istnieje pomiędzy „anarchią rozumu i anarchią serca”. Rozum łatwo staje się bezpłodny, zamienia się w siłę niszczycielską. ”Otoczony światem zdruzgotanych wartości, traci swą ważność: pozostaje tylko pusty tryumf schematycznych miar, nic jak tylko śmiertelne władztwo cyfr. W odniesieniu do serca natomiast zachowuje ważność stare przysłowie, że nieustraszonego ruiny nie mogą przysypać. Również i ono odczuwa wrodzony pęd do zniszczenia, lecz nawet gdy pożegna się ze wszystkim, co je otacza, a wartości spali w hutniczym piecu własnego wnętrza, pozostanie w nim zawsze ów niewidzialny i nieuchwytny punkt wzrostu, z którego może rozpocząć się odbudowa: na nowo i cudowniej”. Jeśli wytężymy wzrok, to może uda nam się dostrzec „tęczę w welonach stojących nad grzmotem katarakty. Czy welony te zbudowane są z łez czy też z esencji, z których rodzi się perła? To wszystko jedno, przeczuwa się cudowny most, który wyprowadza ze zniszczenia”.
Konstatując upadek dawnego świata lub wzywając do zniszczenia jego martwych form, głosząc, „anarchię z prawa” Jünger uświadamia nam równocześnie, że wśród chaosu, rozkładu i upadku pozostaje coś, co przetrwa, bo wieczny jest ów „niewidzialny i nieuchwytny punkt wzrostu” pozwalający na chaos odpowiedzieć wolą formy, tym, co duchowe przeniknąć materię, miary, wagi i wartości przeciwstawić martwym cyfrom, od abstrakcyjnych systemów powrócić ku ludzkiej egzystencji, od ideologii banalności i codzienności, od martwej logiki pustych pojęć ku obrazom, mitom i uczuciom. To jest jego „konserwatywna rewolucja” będąca wyrazem „tęsknoty za tym, co zasypane i utracone w nas samych, manifestem na rzecz życia, które zaczyna nam się wymykać, wezwaniem, aby z bijącym sercem wystawić się na to, co nieoczekiwane w tym świecie, na jego demonizm, jego dynamikę, jego grozę”.
Tomasz Gabiś
Napisane w połowie lat 90. XX wieku
