«
»

Przekłady

Feliks Stefan Burdecki „ŻYCIORYS”

08.17.11 | brak komentarzy

1904-1921. Dzieciństwo, rodzina, szkoła.

Urodziłem się 17 kwietnia 1904 roku w Toruniu jako syn mistrza piekarskiego Apolinarego Burdeckiego (1857-1934) i jego drugiej żony Heleny, z domu Szafrańskiej (1871-1913). Mój ojciec pochodził z bardzo biednej chłopskiej rodziny z Poznańskiego. Jako chłopiec stracił podczas epidemii cholery rodziców i rodzeństwo (z wyjątkiem siostry). Boso powędrował w 1871 (lub 1872) roku do Berlina, gdzie spędził lata swojego terminowania i czeladnictwa. Przez 16 lat mieszkał w Berlinie, a w międzyczasie przez dwa lata przebywał w Stanach Zjednoczonych. W 1889 roku już jako mistrz założył w Toruniu piekarnię. Jego pierwsza żona Ludwika zmarła w 1896 roku. Moja matka Helena była trzecim dzieckiem małżeństwa Szafrańskich. Dziadek (1837-1911) ze strony matki był przez wiele lat asesorem poczty i telegrafu na poczcie głównej w Toruniu. Z trzech braci mojej matki najstarszy Telesfor był w okresie wilhelmińskim znanym pisarzem i dziennikarzem. Pisał pod pseudonimem Teo von Torn.[1] Znany był przede wszystkim ze swoich licznych humoresek. Jego Offiziersgeschichten z jowialnym humorem i wyrozumiałością opisywały ludzkie słabostki, szczególnie zaś miłosne tarapaty członków cesarskiego korpusu oficerskiego. Zmarł w marcu 1914 roku we Frankfurcie n. Menem. Wspomnieć także należy, że moja cioteczna babka, siostra babki Weroniki (1844-1928), wyszła za hurtownika Kriwesa, który należał do toruńskiego patrycjatu.

Moje wczesne wykształcenie w domu rodzinnym było dwujęzyczne: niemieckie i polskie. Bez wątpienia w czasie lat szkolnych dominujący był wpływ kultury niemieckiej. Ojciec okazywał zawsze pewną dumę ze swojego chłopsko-polskiego pochodzenia, połączoną w oryginalny sposób z typowo „berlińskim” poczuciem humoru. Rodzice byli wręcz „zakochani” w osobie i twórczości wuja Telesfora, którego wylewny humor i dowcip robiły na mnie, sześcioletnim malcu, podczas jego pobytów w Toruniu wielkie wrażenie.

Nie mogę nie wspomnieć o fakcie, że decydujący wpływ na mój rozwój duchowy miała „kopernikańska tradycja” Torunia. Rewolucyjne odkrycia wielkiego astronoma zapłodniły, mogę to chyba tak nazwać, moje własne „rewolucyjne” myślenie i bardzo wcześnie obudziły u mnie umiłowanie matematyki oraz astronomii. Równocześnie tradycyjny polski nacjonalizm ojca i pełna humoru społeczna krytyka wuja Telesfora znalazły oddźwięk u dorastającego chłopca pomagając mu w wyrobieniu niezależnych poglądów polityczno-społecznych.

W latach 1910-1921 uczęszczałem do szkoły podstawowej (od nony do septy) i toruńskiego gimnazjum (od sexty do primy). Te szkolne lata to dla mnie lata niezapomniane. W ostatnim roku szkolnym 1920/21 ukończyłem ósmą klasę nowo utworzonego polskiego gimnazjum i zdałem egzamin dojrzałości jako primus omnium. Ostatnia „polska” klasa była szczególnie trudna, ponieważ teksty łacińskie, greckie, francuskie i angielskie trzeba było nagle tłumaczyć już nie na niemiecki, a na polski. Ten „polski” rok wniósł niewiele do wychowawczych podstaw, zbudowanych już w okresie niemieckim. Chętnie przyznaję, że niemieckiemu gimnazjum w Toruniu zawdzięczam – na tyle, na ile sam mogę to ocenić – sumienność, dokładność i metodę pracy naukowej. Podkreślałem to, kiedy przed trzema laty otrzymałem z Torunia zapytanie od komitetu, opracowującego historię toruńskiego gimnazjum i zbierającego informacje na temat okresu 1910-20. Mimo iż czasy były burzliwe, nigdy jako polski uczeń niemieckiego gimnazjum nie musiałem się skarżyć na „niesprawiedliwe traktowanie”. Przeciwnie, często czułem szczególne zainteresowanie, a nawet życzliwość, dla nie-niemieckiego ucznia. Wspomnę, że od roku 1917 byłem członkiem tajnego, a więc nielegalnego, związku uczniowskiego Towarzystwa Tomasza Zana, którego celem było wspieranie języka polskiego i historii polskiej kultury. [2] To bardzo ułatwiło mi przejście w gimnazjum w 1920 roku na język polski jako język nauczania.

Rewolucja listopadowa 1918 roku i późniejsze przejęcie Torunia przez Polskę w styczniu 1920 roku były wydarzeniami, które wywarły na mnie bardzo głębokie wrażenie – bez przerwy i z wielkim zapałem dyskutowałem o nich z niemieckimi i polskimi kolegami. W domu rodzinnym panował równocześnie nastrój polsko-narodowy i socjalrewolucyjny. Często gościli u nas alzaccy żołnierze i duchowni, którzy w czasie wojny zostali jako „niepewny element” na zachodzie „przeniesieni” przez rząd cesarski do Torunia. Znaleźli u nas bardzo ciepłe przyjęcie. Nierzadko zdarzało się, że w domu – przy zamkniętych oknach!- śpiewaliśmy razem Marsyliankę. Należy tu odnotować, że po wybuchu rewolucji bolszewickiej nastroje zostały nieco „przytłumione”. Z początku upadek caratu wywołał wielki entuzjazm, ale lata terroru, jakie potem nastąpiły, przyniosły otrzeźwienie. Jako 16-letni uczeń primy zgłosiłem się w 1920 roku na ochotnika do polskiej Gwardii Narodowej. W żadnej akcji zbrojnej nie zdążyłem już wziąć udziału (wspomnę w tym miejscu, że silna krótkowzroczność uwolniła mnie później na zawsze od służby wojskowej).

1921-1926. Studia uniwersyteckie. Pierwsze publikacje.

Swobodę uzyskaną po maturze (czerwiec 1921 roku) wykorzystałem natychmiast, aby rozpocząć działalność pisarską. Byłem głęboko przekonany, że mam do powiedzenia ludziom wiele ważnych rzeczy. Do głosu doszedł temperament wuja Telesfora. W wielkiej sali toruńskiego Dworu Artusa zorganizowałem dwa publiczne wykłady po polsku na temat teorii względności Einsteina. Polską terminologię nowej teorii „autorytarnie” stworzyłem sam! Byłem głęboko wzruszony, kiedy mój dawny nauczyciel niemieckiego i historii prof. Franciszek Prowe poprosił mnie potem, abym swój wykład wygłosił po niemiecku dla uczniów wyższych klas wydzielonego teraz niemieckiego gimnazjum. Tymi trzema wykładami rozpocząłem pracę w dziedzinie popularyzacji nauki. We wrześniu 1921 roku ukazał się także mój pierwszy artykuł prasowy.

Studia akademickie matematyki, fizyki i astronomii w Poznaniu przebiegały „normalnie”, jednak w warunkach powojennej biedy. Starałem się je sfinansować pisaniem artykułów i korepetycjami. Niewielkie, mało znaczące naukowe prace mogłem publikować jako asystent-wolontariusz przy nowo założonym obserwatorium astronomicznym w Poznaniu. Pierwszym dyrektorem obserwatorium był prof. Bohdan Zaleski, swego czasu asystent w wielkim obserwatorium w Pulkow. Wyczerpany niedostatkiem, jakiego doświadczył w czasie wojny i rewolucji w Rosji, zmarł przedwcześnie w roku 1927. Rachunku różniczkowego i całkowego uczyłem się u prof. Zdzisława Krygowskiego [3], geometrii analitycznej i rachunku wariacyjnego u prof. Włodarskiego. [4]W tajniki logiki i historii filozofii wprowadzał nas prof. Władysław Kozłowski.[5] Sędziwy uczony był entuzjastycznym propagatorem wolnomyślicielskiej postawy wobec życia. Bardzo dobrze pamiętam jego wykłady o Spinozie i Leibnizu.

W 1923 roku poznałem przyszłą żonę, Józefę Marię Klinke. Jako studentka astronomii pozostawała pod moją opieką, bo byłem wówczas prezesem Związku Studentów Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Poznańskiego. W sierpniu 1924 roku zawarliśmy związek małżeński, prawdziwie studenckie małżeństwo, tym razem na 50 lat studiów nad życiem.[6] Zaraz potem we wrześniu udaliśmy się do Wejherowa, gdzie jako nauczyciel matematyki i fizyki rozpocząłem moją działalność pedagogiczną. Równocześnie zaliczałem jeszcze jeden rok studiów w Poznaniu. Ojciec mojej żony Franciszek Klinke (zm. 1935) był z pochodzenia Niemcem, ale całkowicie spolonizowanym, osiadłym w Kaliszu w dawnym zaborze rosyjskim. Jego hojna pomoc finansowa pozwoliła nam spędzić rok akademicki 1925/26 w Strasburgu, gdzie przygotowywałem doktorat u profesorów Maurice’a Fréchete’a i Maurice’a Flamanta. Wybrałem Strasburg na miejsce napisania doktoratu, co było naturalną konsekwencją polsko-alzackiego zbratania w moim domu rodzinnym podczas wojny światowej. Mieliśmy tam ukochanych przyjaciół. Muszę powiedzieć, że cieszyłem się życzliwym wsparciem ze strony francuskich profesorów. Główna idea doktoratu – iteracja funkcji – „niepokoiła” mnie już podczas studiów w Poznaniu i przygotowałem wówczas pierwszy, jeszcze wysoce niedoskonały, manuskrypt. Profesor Flamant poświęcił wiele wieczorów, aby razem ze mną dopracować tezę doktorską i uzyskać bezbłędny tekst w języku francuskim. Z głęboką wdzięcznością wspominam wsparcie obu profesorów.

Jeszcze z jednego względu Strasburg stał się momentem zwrotnym w moim życiu. W listopadzie 1925 roku urodziła się tam nasza starsza córka Beatrycze. Wróciliśmy więc do Polski z tytułem doktorskim i powiększoną rodziną! Dzięki życzliwemu poleceniu przez prof. Kozłowskiego już wcześniej poznałem nestora polskiej matematyki prof. Samuela Dicksteina [7], któremu bardzo spodobał się mój doktorat. Na jego wniosek w roku 1927 został nostryfikowany przez Uniwersytet Warszawski.

1926-1936. Nauczyciel gimnazjalny. Radio Warszawa. Działalność w dziedzinie popularyzacji nauki. Początki koncepcji „Energetyki Dziejowej”.

Nastąpiły lata prawdziwej wędrówki. W ówczesnej Polsce kariera naukowa była zamknięta dla ubogich młodych adeptów. Sfinansowanie pobytu w Strasburgu przez mojego teścia zobowiązywało mnie teraz do szukania stałej posady. Naszą ambicją było osiąść w w którymś z miast uniwersyteckich, żeby móc przynajmniej ubocznie zajmować się dalej pracą naukową. Dlatego też uczyłem matematyki i fizyki w gimnazjach w Wągrowcu koło Poznania i w Zambrowie (niedaleko Warszawy) a w końcu w samej Warszawie (1926-29). Już w Zambrowie (rok szkolny 1927-28) zacząłem intensywnie rozwijać moje popularno-naukowe zainteresowania. Skok do Warszawy stał się możliwy, gdyż nawiązałem kontakt z warszawskim wydawnictwem „Książnica Atlas” i napisałem pierwsze książki: Podróże międzyplanetarne [8] oraz Budowa Wszechświata.[9] I nawet otrzymałem zaliczkę! Obie książki znalazły się wkrótce na liście lektur, zalecanych przez Ministerstwo Wychowania wyższym klasom szkolnym. Podróże międzyplanetarne były pierwszą [10] polską książką, w której względnie przystępnie, ale zarazem precyzyjnie, przedstawione zostały zasady lotów rakietowych i możliwość wypraw międzyplanetarnych. Podstawę moich wywodów stanowiły publikacje Hermana Obertha [11] i Esnault-Pelteriego.[12]

Moją pierwszą audycję radiową i publiczny wykład, zorganizowany w auli Uniwersytetu Warszawskiego przez Towarzystwo Przyjaciół Astronomii, również poświęciłem tym problemom. Podczas spotkania ostro zaatakował mnie zasłużony skądinąd fizyk prof. Czesław Białobrzeski [13] – stanęło jednak na moim: profesor wycofał potem swoje zastrzeżenia i telefonicznie przekazał wszystkim swoim kolegom-profesorom obecnym na wykładzie, że się pomylił.

Powodzenie mojej działalności publicystycznej, mimo iż w sumie dość mizerne, skłoniło mnie do rezygnacji z kariery nauczycielskiej. Udało mi się zainteresować artykułami szereg czasopism. W ciągu 10 lat opublikowałem około 2000 tekstów zarówno w gazetach warszawskich, jak i prowincjonalnych. Napisałem również książki, które zamówiły u mnie renomowane wydawnictwa. Szczególnie istotna była okoliczność, że po moim pierwszym radiowym wykładzie stopniowo awansowałem na stałego doradcę i prelegenta Radia Warszawa w dziedzinie postępu technicznego, nauk przyrodniczych i ekspedycji naukowych.

Walka o byt, jaką musi toczyć wolny pisarz nie była łatwa, szczególnie w pierwszym okresie. Fala światowego kryzysu gospodarczego zmusiła mnie nawet w latach 1933-35 do podjęcia raz jeszcze pracy nauczyciela matematyki i fizyki w dwóch klasach żeńskiego gimnazjum w Warszawie. Później znalazłem także przejściowy azyl w Zakładzie Fizyki Doświadczalnej Politechniki Warszawskiej u prof. Mieczysława Wolfkego. [14] Cenne i pożyteczne było to, że moja praca pisarska była niczym ciągłe gromadzenie skarbów. Każdy artykuł, każdy radiowy wykład, każda książka zmuszały mnie bowiem do gruntownego studiowania postępów w nauce i technice. Równocześnie miałem sposobność nawiązywania kontaktów z polskimi, a potem także zagranicznymi naukowcami i rozmawiania z nimi o egzystencjalnych problemach współczesnej ludzkości. Wielkie znaczenie miało przy tym to, że, aby wypełnić moje zadanie, musiałem zdobyć wszechstronną wiedzę. Widocznie w mojej naturze leżało dostrzeganie i odkrywanie zależności, których nie potrafił zauważyć specjalista zamknięty w wąskim obszarze swojej wiedzy. Co oczywiste, musiałem przy tej okazji natknąć się na problem zależności rozwoju kulturalnego, w tym religijnego i filozoficznego, od stanu nauk przyrodniczych i techniki. To popchnęło mnie w stronę Karla Marxa i zwróciło moją uwagę na konieczność konfrontowania dialektycznego i historycznego materializmu ze stanem wiedzy XX stulecia.

Ciężka walka o byt i zapewnienie podstaw życiowych małej rodzinie (druga córka urodziła się w listopadzie 1927 roku w Zambrowie) bez wątpienia przyczyniły się do tego, że czuliśmy się „proletariuszami”. Zrozumiałe więc, że przesłanie Marxa i Engelsa padło na podatny grunt, aczkolwiek nie stłumiło u mnie niezależnego podejścia do wszystkich podstawowych kwestii egzystencji człowieka. Moja pierwsza krytyka była właściwie czysto formalna. Stwierdziłem, że „materializm” odpowiadał nastawieniu nauk przyrodniczych w XVIII i XIX stuleciu, tymczasem w XX wieku już nie „materia”, lecz „energia” musi nadawać zasadniczy ton oglądowi świata. Dlatego nie powinno się obecnie mówić o materializmie historycznym, lecz o „Energetyce Dziejowej”. Ta prosta konstatacja wywołała przypływ dalszych studiów i dociekań. Ograniczona lub nieograniczona zdolność do dysponowania energiami – energią muskułów lub energią natury – objawiła mi się jak fundamentalny element kulturalnego i cywilizacyjnego rozwoju człowieka. Rewizja historii powszechnej, szczególnie historii nauk przyrodniczych i techniki, teorii historiozoficznych, socjalnych i socjalistycznych utopii oraz dążeń określała zarówno przyczyny, jak i skutki moich dalszych studiów. Przede wszystkim fascynował mnie problem kształtowania ludzkiej duchowości i aktywności w epoce, w której człowiek dysponował ograniczonymi zasobami energii. Nazwałem ją Erą Energetycznego Niedostatku. I drugi problem: co dzieje się lub co powinno się dziać w myśleniu, odczuwaniu i działaniu ludzkości, która „nagle” zaczyna dysponować nieograniczonymi zasobami energii?

Dokumentowanie, porządkowanie i wypracowanie nowego widzenia świata i historii wymagały nie lat, ale dziesięcioleci; nie tylko okresów cichej, prowadzonej w odosobnieniu pracy badawczej, lecz także przeżywania i aktywnego uczestnictwa w niezwykłej dramaturgii dziejów człowieka w naszym stuleciu. Z drugiej strony faktem jest też, że świadomość, iż mam do wypełnienia historiozoficzną misję spadła na mnie „jak grom z jasnego nieba”: w lutym 1929 roku. Bliższych okoliczności owego rozbłysku „wewnętrznego światła” nie mogę i nie chcę tutaj referować.

Pierwsze zalążki koncepcji „Energetyki Dziejowej” można dostrzec w mojej twórczości już w futurologicznej powieści Babel [15],  która ukazała się w 1931 roku. Muszę przyznać, że „szturmująca niebiosa” hybris tej powieści zupełnie mi dziś nie odpowiada. Druga część powieści nosi znaczący podtytuł Et eritis sicut deus i kończy się lotem załogowej rakiety na Marsa. Powieść przysporzyła mi przyjaciół w kręgach wolnomyślicielskich. Byłem zresztą wówczas bardzo aktywnym członkiem Polskiego Związku Myśli Wolnej [16] i w tej roli miałem z okazji 300. rocznicy potępienia Galileusza kilka wykładów w Warszawie i na prowincji.[17]

Napisana w lutym 1933 roku sztuka Król Midas jest literacko-symboliczną prezentacją „Energetyki Dziejowej”, a dokładniej mówiąc, wycinkowego problemu, mianowicie dramatycznego rozwoju kapitalizmu i jego upadku. Głównym bohaterem jest historyczna postać Sir Richarda Arkwrighta [18], który – sam pochodząc z biednych środowisk robotniczych – został multimilionerem dzięki brutalnemu wyzyskowi robotników ze swojej fabryki. W mojej sztuce żyje on i działa z zapałem młodzieńca przez 200 lat, zdobywa wszędzie dominujące wpływy: w gospodarce, w polityce, a nawet w hierarchii kościelnej, opanowuje w końcu ruch robotniczy i upada, gdy staje oko w oko ze swoim sobowtórem – „reżyserem świata”. Sztuka nigdy nie została wystawiona. Czytałem ją raz przed małym kręgiem postępowych osobistości, wśród których znajdowali się przedstawiciele warszawskiej młodzieży akademickiej. Dobrze pamiętam, że najmocniej poruszyła zasłużonego lekarza prof. Michałowskiego. Ostatecznie Króla Midasa w październiku i listopadzie 1933 roku wydrukował w odcinkach tygodnik „Państwo Pracy” – organ Legionu Młodych, związku warszawskich studentów o orientacji piłsudczykowskiej i lewicowej.[19]

Pierwszy publiczny wykład na temat „Energetyki Dziejowej” wygłosiłem w kwietniu 1936 roku na dorocznym zgromadzeniu Stowarzyszenia Inżynierów Polskich. Większość obecnych zareagowała nań entuzjastycznie.[20] Kilka tygodni później wybuchła wojna domowa w Hiszpanii. W Polskim Związku Myśli Wolnej doszło do burzliwych scen. W grudniu 1936 roku wybrano mnie do zarządu jednego z warszawskich Komitetów Pokojowych. Profesor Wolfke pomógł mi zdobyć specjalne zlecenie naukowe do Paryża, co umożliwiło mi w styczniu 1937 roku wzięcie udziału jako delegatowi Komitetu Pokojowego w Międzynarodowej Konferencji Pokoju w Paryżu. Po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłem Paryż. Wrażenia na temat Paryża i tamtejszego Frontu Ludowego wykraczają poza ramy tej relacji.

Z upływem lat moja renoma rosła i otrzymałem od Państwowego Wydawnictwa Podręczników Szkolnych zlecenie napisania książki o historii techniki, z punktu widzenia „Energetyki Dziejowej”. To dało mi okazję, aby jeszcze w tym samym 1937 roku opuścić Polskę na trzy miesiące i w Conservatoire des Arts & Métier w Paryżu oraz w Muzeum Niemieckim w Monachium zbierać dokumentację do dwutomowego dzieła. Manuskrypt nie był jeszcze gotowy, kiedy inne wydawnictwo zainteresowało się moją osobą i zaproponowało, abym opublikował u nich obszerne dzieło Leonardo da Vinci jako technik i jego poprzednicy. Umowa została podpisana na początku 1938 roku. Również Stowarzyszenie Inżynierów Polskich nadal wspierało moje badania. W listopadowym numerze „Przeglądu Technicznego” (organie Stowarzyszenia) z 1938 roku ukazał się mój artykuł Podstawy energetyki dziejowej. [21] Wydawało się nam wówczas – mojej wiernej towarzyszce życia i mnie – że dzięki temu uda się nam wejść na drogę kariery akademickiej i uzyskać tym samym sposobność do wykładania nowoczesnej filozofii natury i historii.

1938-1952. Od „Energetyki Dziejowej” do „Energetyki Dziejowej i Transcendującej”. Paryż. Wojna światowa. Szwajcarskie intermezzo. Addis Abeba albo Lasciate ogni speranza.

Po złożeniu w Państwowym Wydawnictwie Podręczników Szkolnych we Lwowie gotowego do druku manuskryptu pierwszego i dużą część drugiego tomu Zarysu dziejów techniki czyli energetyki dziejowej wraz ze starannie dobranymi ilustracjami, otrzymałem zgodę na wypłatę honorarium w miesięcznych ratach, i mogliśmy – razem z córkami – udać się na rok do Paryża (sierpień 1938 – sierpień 1939), aby tam dokończyć prace i na podstawie badań rękopisów Leonarda da Vinci zabrać się za książkę o nim. Wspomnę, że wiosną 1939 roku otrzymałem w Paryżu finansowe wsparcie ze strony Funduszu Kultury Narodowej im. Marszałka Piłsudskiego. Był to cudowny i spokojny – mimo kryzysu sudeckiego – rok pracy, zwieńczony pełnym sukcesem. Przede wszystkim podnosił nas oboje na duchu fakt, że po latach niezwykle ciężkiej walki o byt, nie musieliśmy – dzięki stałej miesięcznej „pensji” (raty za książkę!) – martwić się o codzienny budżet, lecz mogliśmy stale kontemplować rozwój kultury i cywilizacji, twórczo go kondensując we „własną” wielką syntezę. Szczególnie pobudzające i krzepiące było to, że mogłem z najlepszymi francuskimi badaczami przyrody – prof. Paulem Langevinem [22], prof. Jeanem-Baptistem Perrinem [23] i Madame Curie-Jolliot [24] – osobiście dyskutować i omawiać fundamentalne kwestie ludzkości. Przygotowałem francuską wersję mojego artykułu dla „Przeglądu Technicznego” zatytułowaną L`énergie, base de technique et fracteur du progrès humaine i przekazałem ją prof. Langevinowi. Ten z kolei polecił artykuł do publikacji redakcji „Revue de Synthèse”, organu Centre International de Synthèse – pokazał mi nawet list, w którym moje energetyczne widzenie świata określał jako effort remarquable.

Jednakże ów rok w Paryżu nie minął całkiem beztrosko. Był to czas układu monachijskiego i trzeba było się obawiać, że może dojść do nowego pożaru światowego. Kiedy nastąpiło przyłączenie Austrii do Rzeszy dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej w niedugim czasie dokona się sztuczne uwolnienie energii atomowych. Źródłem tej informacji był polski fizyk dr Kowarski, który pracował w laboratorium małżeństwa Curie-Joliot.[25] Później, w czerwcu lub w lipcu, przez zaprzyjaźnionego komunistę B. dotarła do nas wiadomość, że ma dojść do układu pomiędzy Niemcami i Związkiem Sowieckim, mającego na celu rozwiązanie „kwestii polskiej” – czyli czegoś w rodzaju kolejnego rozbioru Polski.

W tym czasie duchowo zerwałem już z marksizmem. Proces dojrzewania zupełnie niezależnej filozofii historii ujawnił się już w Królu Midasie. Co warto podkreślić „król Midas” z mojej sztuki, ów Arkwright, był z pochodzenia proletariuszem. Przyczyna okrutnego, bezlitosnego wyzysku robotników fabrycznych leżała – patrząc od strony psychologicznej – właśnie w twardych warunkach życiowych jego młodości. Tymczasem w koncepcji „Energetyki Dziejowej” nie istnieje ostra linia podziału pomiędzy proletariuszami i nie-proletariuszami. U podstaw rywalizacji leży ogólny „energetyczny niedostatek” i to on jest rzeczywistym powodem międzynarodowych wojen i konfliktów społecznych. Żadne „zwycięstwo” nie może przynieść ostatecznego rozwiązania, stąd nie ma też wyraźnej granicy pomiędzy agresorami i atakowanymi. W erze niedostatku walka jest niemożliwą do powstrzymania epidemią!

Nadejście nowej ery, w której istnieją praktycznie nieograniczone możliwości dysponowania energią, musiało i musi dawać powód zarówno do wielkich nadziei, jak i jeszcze większych obaw. W ramach koncepcji „Energetyki Dziejowej” analizuję powstanie reguł, które w erze niedostatku zapewniają przeżycie narodom, aczkolwiek nie wszystkim członkom danej narodowej lub/i społecznej warstwy. Instynkty kształtują się przez wiele stuleci i wiele pokoleń. Ludzie, prowadzący dotychczas bezlitosną walkę o byt, przeniesieni nagle w całkowicie odmienną sytuację egzystencjalną, mający do dyspozycji potężne zasoby energii, służącej również do zniszczenia, mogli lub nawet musieli zamienić się w super-inteligentne nad-bestie!

Widziałem wyraźnie niebezpieczeństwo, zagrażające nie tylko Europie, ale całemu światu. Ostatnie akapity mojego artykułu wydrukowanego w „Revue de Synthèse” stanowiły rozpaczliwą próbę uchronienia niedojrzałej ludzkości przed straszliwą tragedią. Pozwolę je sobie tu przytoczyć: „Chciałbym tylko podkreślić, że wysiłki, zmierzające do planowania energetycznego, obserwować można we wszystkich państwach cywilizowanych. Nowa, kształtująca się dopiero ekonomia, którą być może chcielibyśmy nazywać ekonomią energetyczną, będzie plonem tych wysiłków. Nowy system gospodarczy rozwiąże aktualne problemy ludzkości, wskazując drogi i sposoby wykorzystania, jeśli nie w stu procentach, to przynajmniej w stosunku procentowym praktycznie maksymalnym, istniejącego już dostatku energetycznego. I jeszcze jedno pragnęlibyśmy podkreślić: realizowanie energetycznego imperatywu musi się odbyć poza wszelkimi ideologiami społeczno-politycznymi, ideologiami, które mając zawsze za cel służbę ludzkości i dobro narodu w ogniu potrzeb życiowych zamieniają się w hasła krwawych bratobójczych walk. Humanitaryzm ekonomii energetycznej polegać będzie na całkowitym wyeliminowaniu momentów emocjonalnych i zastąpieniu ich hasłem naukowej, racjonalnej organizacji pracy i podziału dóbr materialnych i kulturalnych. Takie pojmowanie humanitaryzmu nie było możliwe we Erze Niedostatku Energetycznego, natomiast w Erze Energetycznego Dostatku humanitaryzm na wskroś racjonalistyczny musi być podstawą ludzkiej społeczności. Najważniejszym okresem historii ludzkości i poszczególnych narodów zawsze była i zawsze bodaj będzie – teraźniejszość. Zagłębiamy się w ubiegłe dzieje świata, aby z genetyki zdarzeń zdobyć zrozumienie tego, co się dzieje w bieżącej chwili. Dlatego właśnie zatrzymaliśmy się nieco dłużej na analizie stosunków współczesnych, na wskazaniu podstaw energetycznych współczesnej kultury i cywilizacji i na zwracaniu uwagi, że – zdaniem naszym – logiczną ekstrapolacją Energetyki Dziejowej będzie realizacja energetycznego imperatywu , miejmy nadzieję, w niedalekiej przyszłości. Będziemy szczęśliwi, jeśli nasze skromne uwagi, nieco szerzej rozwinięte w Dziejach techniki, przyczynią się do złagodzenia katastrofalnych wstrząsów, które ludzkość przeżywa w najbardziej doniosłym okresie swych dziejów, w okresie przełomu, zapoczątkowującego wspaniałą Erę Dostatku Energetycznego”.[26]

— — -:-:-:-:- — —

Wydarzyło się najstraszniejsze!

Sześć dni po moim powrocie z córkami z Paryża wybuchła wojna. Żona wróciła 4 tygodnie wcześniej i urządziła nam nowe, piękne mieszkanie. Trzy tygodnie później mieszkaliśmy w ruinie bez okien, bez węgla, bez żadnych zapasów. Czekała nas szczególnie ostra zima. Wodę musieliśmy codziennie czerpać z uszkodzonego wodociągu oddalonego o kilkaset metrów od naszego „mieszkania” i przywozić na dziecięcych sankach. Byliśmy głodni! Obie moje firmy wydawnicze były zrujnowane. Książka, która znajdowała się już w druku we Lwowie, uległa zniszczeniu. Zapasowe kopie obu tomów przepadły później w czasie ucieczki, a mówiąc dokładniej zostały skradzione przez niecywilizowanych złodziei, którzy nawet nie zdawali sobie sprawy, co wpadło im w ręce. Przyszedł teraz moment, kiedy własna filozofia miała sprawdzić się w walce o przetrwanie – en dehors de toute idéologie politique ou sociale….[27]

Wiedziałem: teraz zaczną się zbrodnie!!! W czasie tej epidemii zbrodni moim zadaniem było do minimum zredukować straty mojego narodu, Narodu Polskiego. Jest bowiem szaleństwem wzywać rozbrojony naród do ponoszenia dalszych ofiar w walce przeciw energetycznie spotęgowanej technice zniszczenia. Najważniejszą sprawą było ratowanie młodych przed zdziczeniem i zapewnienie istnienia szkołom. Dzięki znajomości języka niemieckiego, a przede wszystkim dzięki umiejętności znajdowania zrozumienia i docierania do tego, co dobre w sercach zdobywców, udało mi się uzyskać zgodę na wydawanie czasopism dla uczniów, jako ersatz skonfiskowanych podręczników szkolnych. Od września 1940 roku pod swoim nazwiskiem redagowałem najpierw czasopisma dla uczniów „Ster”, a następnie „Mały Ster” oraz „Zawód i życie”. Niezwykle istotną okoliczność stanowił fakt, że istnienie czasopism związane było z istnieniem szkół, i że miliony dzieci mogły codziennie brać udział w lekcjach szkolnych.[28] Tysiące nauczycieli a nawet profesorów uniwersyteckich uniknęło w ten sposób „przeniesienia” do obozów pracy w Niemczech. Dlatego poczuwam się do zachowania we wdzięcznej pamięci tych zacnych niemieckich urzędników oświatowych, którzy zajmując odpowiedzialne stanowiska w Głównym Wydziale Nauki i Oświaty rządu Generalnego Gubernatorstwa nie obawiali się wypełniać, w ramach swych możliwości, podstawowych obowiązków człowieczeństwa, „liberalnie” interpretując surowe zarządzenia, w pełni świadomi istniejących wówczas niebezpieczeństw. Podziękowanie należy się przede wszystkim obu nieżyjącym już kierownikom Wydziału – dr. Watzke i dr. Eichholzowi. Doktor Eichholz zmarł 3 maja 1964 roku w Höxter. On i jego rodzina musieli po wojnie przejść wiele ciężkich chwil. Było dla mnie głęboko wzruszającym przeżyciem, kiedy w marcu 1961 roku, przed moim wykładem w Höxter, mogłem osobiście wyrazić mu publicznie swoje podziękowanie.

Po ponad 30 latach jest rzeczą trudną mówić o straszliwych wydarzeniach wojny światowej – wojny, w której perfekcyjna technika mordowania pozbawiła walczące narody ich najlepszych synów, zaś moloch śmierci żądał hekatomby dzieci, kobiet i starców. Krótko przed śmiercią polskiego premiera gen. Władysława Sikorskiego w 1943 roku w Gibraltarze, Naród Polski dowiedział się o niewyobrażalnych w swoim okrucieństwie wydarzeniach z 1940 roku.[*] Nie mam zamiaru po ponad 34 latach na nowo rozdrapywać starych ran. Ale wówczas, dla każdego myślącego Polaka, zatroskanego o swój własny naród, było nakazem chwili przeszkodzić dalszemu przelewaniu polskiej krwi dla obcych celów. W podobnej, choć dalece mniej dramatycznej, sytuacji Józef Piłsudski wybrał internowanie swoje i swoich legionów, aby zapobiec niepotrzebnemu rozlewowi krwi.

Od kwietnia 1944 roku starałem się, w ramach działalności „Przełomu”, odwieść Naród Polski od dalszych beznadziejnych i samobójczych akcji partyzanckich oraz przekonać społeczeństwo do zajęcia stanowiska neutralnego w toczących się zaciekłych zmaganiach. Nie da się ustalić, w jakim zakresie akcja ta się powiodła. W każdym razie stanowiła ona działanie na rzecz pokoju, i to działanie nie polegające na snuciu utopijnych wizji przy spokojnym stole, ale podjęte w środku najgorszych wydarzeń wojennych. Dręczył mnie również olbrzymi niepokój o przyszłość Europy, i w ogóle o przyszłość świata. Każdy dzień przynosił nowe zniszczenia i zachodziła uzasadniona obawa, że nadchodzące wyzwolenie będzie tańcem śmierci milionów i wyzwoleniem na ruinach. Należało również spodziewać się ciężkich duchowych schorzeń u tych, którzy przeżyją. Zgodne było z tezami „Energetyki Dziejowej”, że zwycięzcy, mistrzowie technicznego masowego mordu, najprawdopodobniej nie będą na tyle dojrzali duchowo, by odbudować Europę i świat, oraz by ostatecznie przeprowadzić humanisation l’economie energetique.

Mając na uwadze rzeczywiste polityczne i strategiczne położenie Polski oraz Europy w 1944 roku, i dostrzegając rysującą się na horyzoncie możliwość katastrofalnego rozwoju wydarzeń zainicjowałem pokojową inicjatywę „Przełomu”. Co oczywiste, byłem zmuszony dopasować formę i metody akcji do istniejących warunków.

— — -:-:-:-:- — —

Wydarzenia goniły jedno drugie. To, co nastąpiło, przerosło najgorsze obawy. Już wraz ze zniszczeniem Hiroszimy i Nagasaki przy pomocy bomb atomowych, egzamin niedojrzałości „zdali” ci, którzy mieli kształtować oblicze świata przez następne 30 lat. Charakterystyczna była próba odbudowania gospodarki światowej, poprzez ożenek dolara ze złotem. Ani śladu zrozumienia dla konieczności nowej, odpowiedzialnej i planowo rozwijanej gospodarki energetycznej! Powstał system, który musiał powiększyć przepaść pomiędzy have’s oraz have-not`s, i uczynić człowieka nie kierownikiem, lecz niewolnikiem „jego” energetycznych tytanów.

— — -:-:-:-:- — —

Pięć lat w Szwajcarii (1945-1950) było, by tak rzec, koniecznym intermezzo w mojej działalności. Szwajcaria umożliwiła nam napełnienie wyładowanych baterii życiowych nowymi duchowymi i cielesnymi siłami. Dla naszej młodszej córki Danuty, Szwajcaria stała się nową ojczyzną.[29] Wszyscy zyskaliśmy możliwość, aby w spokoju dokonać bilansu duchowego salda z lat, które upłynęły, i równocześnie dodać do skarbca doświadczeń życiowych nowe, niezwykle cenne „nabytki”. To, co zrozumiałem już pod koniec lat 30. i co oderwało mnie od wszelkiego rodzaju jednostronnie materialistycznego i ultraracjonalistycznego widzenia świata, mogło teraz w Szwajcarii znaleźć ostateczny szlif. Mój pogląd na świat , ciągle jeszcze mocno przeniknięty tym, co techniczne, rozwinął się w filozofię historii, dążącą do tego, aby naprawdę objąć „człowieka jako całość”. W wyniku tego moja „Energetyka Dziejowa” przekształciła się w „Energetykę Dziejową i Transcendującą”, w filozofię ewolucyjnego formowania się człowieka oraz filozofię człowieka jako bytu formującego świat. Świadectwem tej przemiany był mój pierwszy większy artykuł w genewskiej „Friedenswarte” ze stycznia 1946 roku zatytułowany Zasada ładu contra zasada walki. W gruncie rzeczy wibruje jeszcze w tym artykule, kończącym się słowami Nazarejczyka: „Kochajcie nieprzyjacioły wasze, czyńcie dobro tym, którzy was nienawidzą”, głęboki wstrząs spowodowany donkiszoterią „Przełomu”.

Wspomnieć należy również, że w grudniu 1946 roku powstał dramat Pitagoras. Cierpienie mędrca – mówiący o tragedii wielkiego filozofa, który przeciwstawiał się demagogii współczesnych i podkreślał konieczność wewnętrznej przemiany człowieka. Sztuka nigdy nie została wystawiona ani też opublikowana. Przyczyniła się jednak do pogłębienia przyjaźni z prof. Friedrichem Dessauerem [30], kierującym wówczas Instytutem Fizyki Uniwersytetu we Fryburgu, który żywo interesował się nową wersją mojej historii energetyki – pierwszą w języku niemieckim – i wspomagał jej powstawanie, udzielając mi cennych rad.

Profesor Dessauer osobiście podejmował wysiłki w celu znalezienia wydawcy dla mojej filozofii pracy i techniki – niestety, bez rezultatu. Brało się to chyba stąd, że miał on kontakty tylko wśród katolickich wydawców, a było to jeszcze przed obradami Drugiego Soboru Watykańskiego. Mimo iż szczerze starałem się iść za radami wybitnego myśliciela, manuskrypt nie był – jak się wydaje – dostatecznie ortodoksyjny. Główna trudność polegała chyba na tym, że w moich spekulacjach dominuje holistyczny, jeśli nie monistyczny punkt widzenia, który przezwycięża skrajności: duch-energia. Nie było tu miejsca dla dualizmu, szczególnie że według mnie, dualistyczne koncepcje charakterystyczne były dla kończącej się Epoki Energetycznego Niedostatku.

Muszę jeszcze nadmienić, że w okresie „szwajcarskim” zgłębialiśmy oboje – moja żona i ja – średniowieczną mistykę niemiecką. Mistrz Eckhart, Johannes Tauler i Suzo otworzyli nam dostęp do nieznanego nam dotąd świata. Być może właściwiej byłoby stwierdzić, że to, co było w nas otoczone ciemnością, zaczęło promieniować światłem. Na okres szwajcarski przypadają także studia nad myślą Carla Gustava Junga i uczestnictwo w konferencjach grupy Eranosa [31] w Asconie. Duże wrażenie wywarły na mnie wykłady Kerenyiego [32] i Portmanna. [33]

W 1950 roku przyjąłem zaproszenie do Addis Abeby. Miałem tam zaprojektować obserwatorium astronomiczne i nadzorować jego budowę oraz rozpocząć wykłady z astronomii, matematyki i fizyki na nowo założonym uniwersytecie. Profesor baron von der Pahlen, dyrektor obserwatorium astronomiczno-meteorologicznego w Bazylei, wspierał mnie życzliwie, ofiarowując stary teodolit i nieużywane już gwiezdne katalogi. Także szwajcarski Caritas pomógł uchodźcy opuszczającemu, wraz z żoną i córką Beatrycze, Szwajcarię. Niestety, po przybyciu do Addis Abeby musieliśmy stwierdzić, że z całego uniwersytetu gotowe było jedynie wejście w postaci potężnego łuku tryumfalnego. Za nim widać było tylko trawę i usiane kamieniami pole.

Dwa lata w Etiopii to najgorszy okres w naszym życiu. Nadzieja, że uda się opuścić kraj była nikła i sytuacja stawała się nie do zniesienia. Nie otrzymywałem żadnej pensji i tylko pełnej poświęcenia pracy żony i córki zawdzięczamy przetrwanie tego trudnego okresu. Seria artykułów w jednej ze szwajcarskich gazet i kilka opłaconych wykładów we francuskim gimnazjum nie mogło pokryć miesięcznych wydatków. Oczywiście, nie pozostawałem w tym czasie bezczynny. Przy pomocy starego teodolitu prowadziłem regularne obserwacje plam na Słońcu i opracowałem prostą metodę pomiarów turbulencji atmosferycznych (scyntylacji). W rezultacie nawiązałem listowny kontakt z Sir Spencerem Jonesem, dyrektorem obserwatorium w Greenwich. Obserwacje i pomiary pojedynczych faz zaćmienia słońca w lutym 1952 roku zostały później opublikowane w „Monthly Notes of the Astronomical Society of South Africa”.

W maju 1951 roku pojawiła się duża grupa plam na tarczy słonecznej i udało mi się zainteresować tym cesarza Haile Selassie. Przy pomocy metody projekcyjnej mogłem owe plamy zademonstrować monarsze w jego pałacu. Niestety, dworska etykieta nie pozwoliła mi dokładniej poinformować cesarza o moich zamiarach i możliwościach. Pożegnano mnie „z największym uszanowaniem”.

Od początku 1952 roku czyniłem wytężone starania, aby móc osiąść w Afryce Południowej. Z końcem lipca otrzymałem oficjalne zapewnienie, że w nowym roku akademickim będę miał wykłady z nauk przyrodniczych na, otwartej właśnie, wyższej uczelni. Prawie jednocześnie dostałem wiadomość od prof. Breynego z Pretorii, że z pewnością mogę liczyć na zatrudnienie w wydziale badawczym południowoafrykańskiej służby meteorologicznej. Odbyliśmy naradę rodzinną i ustaliśmy, że najlepiej będzie pojechać do Afryki Południowej.

1952-? Praca badawcza w dziedzinie meteorologii i klimatologii w Biurze Meteorologicznym w Pretorii. Wykłady w Niemczech, Szwajcarii i Austrii. Egzystencjalne zagadnienie ludzkości. Energetyka i oikologia.

Nastały lata płodnej pracy badawczej w Pretorii. Kiedy rakiety meteorologiczne TIROS dokonały zdjęć planety Ziemi, opracowałem pierwszą analizę chmur dla Afryki południowej. Szczególnie interesowały mnie problemy optyczne występujące przy nowej metodzie badawczej z użyciem rakiet. Przedmiotem moich prac stały się również kwestie klimatu Antarktydy. Niezwykle korzystny okazał się fakt, że moja żona prowadziła równocześnie w tym samym wydziale badawczym ważne prace bibliograficzne i mogła pod swoim nazwiskiem opublikować obszerne Bibliografie meteorologiczne. Jej studia bibliograficzne pozwoliły mi zapoznać się z dodatkową literaturą naukową dotyczącą moich własnych tematów badawczych.

Kwestie klimatologiczne były niezwykle pożytecznym uzupełnieniem przy rozpatrywaniu fundamentalnych zagadnień energetycznych naszej epoki. Badanie termodynamiki powietrznego oceanu i wymiany ciepła pomiędzy powietrzem, kontynentem i morzem wskazało mi drogę ku studiom nad energetyką naszej przestrzeni życiowej. Dzięki temu mogła powstać solidna podstawa dla badania energetyki i oikologii jako jednej nierozerwalnej całości. Stale powracałem do najdonioślejszych zagadnień ludzkiej egzystencji. Możliwe, że tkwiące gdzieś w mojej podświadomości straszliwe tragedie Hiroszimy i Nagasaki, określały w decydujący sposób kierunek wszelkich myślowych poszukiwań.

W 1955 roku zwróciłem się do ICSU (Międzynarodowa Rada Związków Nauk Przyrodniczych) i do wszystkich krajowych organizacji wchodzących w jej skład z apelem o zaprzestanie jakichkolwiek prac nad rozwijaniem tak zwanych broni atomowych. Moje apele zostały zreferowane w kwietniowym numerze „Physikalische Blätter” z 1955 roku. Otrzymałem trochę wyrazów poparcia, między innymi bardzo przyjazne listy przesłał mi prof. Max Born.[34]

Od 1961 roku kilkakrotnie odwiedzałem Europę jako wykładowca lub uczestnik konferencji. Zarówno tematy moich artykułów i wykładów, jak i obu moich niemieckich książek, odnosiły się zawsze, i odnoszą, do kwestii być albo nie być człowieka w naszym stuleciu. Wskazywałem szczególnie na konieczność – conditio sine qua non – zmiany podstaw ludzkiego zachowania i reagowania. Nieustannie podkreślałem fakt, że nasze gospodarcze i polityczne koncepcje odpowiadają egzystencjalnemu położeniu narodów w erze energetycznego niedostatku – a więc warunkom sprzed 300 lub 400 lat – i nie uwzględniają skutków energetycznej rewolucji ostatnich dwu stuleci. Nie czyniłem tajemnicy z tego, że nawet w religijnych przeżyciach – podobnie jak w ideologiach politycznych – dominują elementy odpowiadające stanowi rzeczy, który dawno przeminął.

Dziś grozi nam niebezpieczeństwo, że dysponując praktycznie nieograniczonymi zasobami energii, po dotarciu do granic możliwości, jakimi dysponuje nasza planeta, kierowani pozbawioną hamulców arogancją doprowadzimy „sztucznie” do nastania nowej ery super-niedostatku i – jak pasożyty – pozagryzamy się na śmierć. Kiedy spoglądam wstecz, wydaje mi się usprawiedliwionym stwierdzenie, że 45 lat moich studiów oraz często ciężkich i pełnych niebezpieczeństw doświadczeń życiowych można by potraktować jako etap przygotowawczy dla wypracowania podstaw antropo-oikologii, niezbędnych jako nowe idee przewodnie działalności człowieka, które umożliwią mu przetrwanie i wypełnienie misji we wszechświecie. Zawsze działałem na rzecz pokoju; obecnie pokój jest możliwy, jeśli uda nam się stworzyć nową optymalną jedność złożoną z człowieka i natury!

31 grudnia 1971 roku na własną prośbę opuściłem wydział badawczy Biura Meteorologicznego w Pretorii, aby móc całkowicie poświęcić się egzystencjalnym problemom ludzkości i napisać książkę Mensch zwischen Chaos und  Kosmos. Grundlagen der Anthropo-Oikologie. Ukończę ją w najbliższych tygodniach.[35]

— — -:-:-:-:- — —

Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że moje wykłady w Niemczech nie doszłyby do skutku, gdybym od razu nie spotkał się z życzliwością niemieckich organizacji kulturalnych. Chciałbym szczególnie podkreślić fakt, że moje wysiłki żywo wspierały: Gesellschaft für Verantwortung in der Wissenschaft [36], niemieccy unitarianie [37] i przede wszystkim Humboldt Gesellschaft für Wissenschaft, Kunst und Bildung.[38] Nie wymieniając w tym miejscu nazwisk, pragnę wyrazić moje najserdeczniejsze podziękowanie wszystkim tym organizacjom kulturalnym nowych Niemiec.

[Pretoria, 2 lipca 1974 r.]

z jęz. niemieckiego przeł. Tomasz Gabiś

opr. Piotr Kosmala

Apendyks

W latach powojennych z rzadka zaledwie powracano do myśli naukowej II Rzeczypospolitej. Minimalizowano ówczesne osiągnięcia i badania, zaś przypominane niekiedy pojedyncze nazwiska należały najczęściej do naukowców kontynuujących swe prace w rzeczywistości Polski Ludowej. Do osób całkowicie dziś zapomnianych należy między innymi dr Feliks Burdecki – człowiek, dzięki któremu Polacy po raz pierwszy usłyszeli o telewizji, lotach w Kosmos oraz o możliwości instytucjonalnego budowania europejskiej jedności. Na ową amnezję złożyło się wiele elementów, choć najważniejszy to oczywiście świadoma, jawna i dobrowolna współpraca dr. Burdeckiego z niemieckim okupantem podczas II wojny światowej.

W 106. rocznicę urodzin autora Tajemnic Marsa, dwumiesięcznik „Arcana” przypomniał autobiograficzny Życiorys Burdeckiego, napisany w latach 70. najprawdopodobniej z myślą o niemieckim Humboldt Gesellschaft für Wissenschaft, Kunst & Bildung. Ten bardzo ciekawy dokument pokazuje ewolucję ideową i naukową Polaka, którego nazwisko na wiele lat stało się synonimem polskiego quislinga. Długa i kręta droga prowadziła od dzieciństwa w niemieckim Toruniu i studiów w Poznaniu, przez współpracę z Polskim Radiem i zaangażowanie w kręgi komunizująco-wolnomyślicielskie aż po kolaborację i – ostatecznie – emigrację do Niemiec, Szwajcarii, Etiopii oraz Afryki Południowej.

Szokujące na pierwszy rzut oka wolty Burdeckiego, w rzeczywistości zdają się układać w dość konsekwentną marszrutę naukowca i pisarza, zaplątanego w tragiczne burze XX stulecia. Na drodze tej znalazło się zarówno podpisywanie listów otwartych intelektualistów oburzonych antysemickimi zajściami w Brześciu oraz Częstochowie (1938), jak i nawoływanie do obrony zachodniej cywilizacji przed „żydowskim komunizmem” na łamach okupacyjnej prasy gadzinowej. W powieści Babel (1931) wskazywał na zagrożenie dla jedności europejskiej, jakie stanowi niemiecki militaryzm, by potem związać swe nadzieje na zjednoczoną Europę z Hitlerem i narodowym socjalizmem. W 1936 roku protestował, wraz z całą postępową europejską lewicą, przeciwko wojnie domowej w Hiszpanii, by trzy lata później przyłączyć się do sojuszników gen. Franco. Atakowany przez polską prawicę (np. przez Adolfa Nowaczyńskiego) za „komunizowanie”, w komunistycznej Polsce został zaocznie skazany na dożywocie i infamię. Był autorem pionierskich pogadanek naukowych o eksploracji Kosmosu emitowanych na falach przedwojennego Polskiego Radia oraz politycznych audycji propagandowych, nadawanych przez „szczekaczki” w okupacyjnej Warszawie. Pisywał do prestiżowych czasopism naukowych, jak „Journal of Atmospheric Sciences”, „Journal of Meteorology”, „Physikalische Blätter”, „Quarterly Journal of the Royal Meteorological Society” i „Revue de Synthèse”, ale także – w latach 50. – do politycznego, paneuropejskiego magazynu „Nation Europa”. Jego niezwykle popularne przed wojną książki (skądinąd edytorskie cymelia, ilustrowane m.in. przez Jana Marcina Szancera) doceniał nie tylko kolega z kolaboracyjnego „Przełomu” Jan Emil Skiwski, ale także np. Czesław Miłosz i Bruno Winawer, a do grona znajomych Burdeckiego należały takie osoby, jak Andrzej Strug, Irena Curie-Joliot, Tadeusz Kotarbiński, Zofia Stryjeńska, Hans Frank czy Carl Gustav Jung.

Prezentowany tu Życiorys urywa się na latach 70. Burdecki pracował wówczas w Biurze Meteorologicznym w Pretorii, jednocześnie angażując się w międzynarodowy ruch pacyfistyczny. Z tego okresu pochodzi jego bogata korespondencja m.in. z Maxem Bornem, Viktorem Gollanczem czy Bertrandem Russellem. Często bywał w tym czasie Europie – w Austrii, Niemczech i Szwajcarii – głosząc wykłady dla tamtejszych uczelni i towarzystw naukowych. Był m.in. członkiem wspomnianego wcześniej Humboldt Gesellschaft oraz Sokratische Gesellschaft.

Na emigracji ukazywały się kolejne jego książki pisane w języku niemieckim, jak choćby Menschheit & Energetik. Ein geschichtsphilosophischer Versuch der Deutung unserer Seinslage (Mosbach 1962) czy Naturforschung als Gnade & Verpflichtung (Stuttgart 1965). W publikacji zbiorowej Polarität & Lebensprinizp (1974) wydanej przez Humboldt Gesellschaft znalazł się jego ważny artykuł Ursprünge der Dualismen in polarer Sicht, zaś w tomie Landschaft & Mensch (1980) – GAIA. Die Erde als kosmogenes Lebewesen. Ansätze zu einem Ausgleich von Mensch & Welt. W Polsce Ludowej objęty był zakazem druku, ale w 1986 roku w zbiorze fantastyczno-naukowych nowel Niezwykły kryształ ukazała się reedycja jego przedwojennego opowiadania Rakietą na Merkury.

Pod koniec życia przeniósł się wraz z żoną do Niemiec i zamieszkał w Stuttgarcie. Niedługo przed śmiercią powrócił do Afryki Południowej, gdzie zmarł 14 września 1991 roku. Został pochowany na cmentarzu w Durbanie, tłumnie żegnany przez rodzinę, przyjaciół i miejscową Polonię. Stowarzyszenie Polskie w Natalu wydało z tej okazji specjalny komunikat, wyrażając żal z powodu odejścia człowieka, który „łączył w sobie cechy naukowca i humanisty”.

Pierwodruk: „Arcana” 2010, nr 2-3 (92-93)

[1] Telesfor Szafranski, ps. Teo von Torn (1865-1914) – publicysta i pisarz. Na przełomie wieków był autorem powieści i popularnych humoresek m.in. Humor im Deutschen Reichstag (1894), Die Affäre Hellström und andere Geschichten (1900), Offiziersgeschichten (1900), Die weiße Weste (1903), Der Verdacht (1910), Stille Wasser (1910), Das blaue Auto. Humoresken (1912). Przez kilka lat redagował berliński tygodnik „Die Woche” [wszystkie numerowane przypisy do tekstu – PK]

[2] Więcej o działalności F. Burdeckiego w tajnych organizacjach młodzieży, zob. J. Szews Filomaci pomorscy. Tajne związki młodzieży polskiej na Pomorzu Gdańskim w latach 1830-1920, Warszawa 1992.

[3] Zdzisław Krygowski (1872-1955) – matematyk, fizyk i filozof. Skończył studia i obronił doktorat z filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, zdał także egzamin na nauczyciela z fizyki i matematyki. W 1901 r. został wykładowca Politechniki Lwowskiej, gdzie obronił profesurę w 1909 r. W latach 1917-18 pełnił funkcję rektora tej uczelni, odznaczony orderem Polonia Restituta i francuską Legią Honorową. Po założeniu Uniwersytetu Lwowskiego został powołany w 1919 r. do objęcia katedry matematyki. W okresie 1920-21 r. byłdziekanem filozofii Uniwersytetu Poznańskiego, a w latach 1919-20 jego prorektorem. Po wojnie kontynuował pracę naukową w Poznaniu.

[4]Franciszek Włodarski – matematyk i filozof. Studiował na uniwersytetach we Fryburgu i Getyndze, doktoryzował się w 1911 r. Był profesorem Wolnej Wszechnicy w Warszawie, a później Uniwersytetu Poznańskiego.

[5] Władysław Kozłowski (1858-1935) – historyk i filozof. Podczas studiów w Kijowie brał udział w ruchu narodnickim i był zesłany na Syberię (1880-89). W latach 1901-04 wykładał na wyższych uczelniach Brukseli, Genewy i Paryża. Był współtwórcą Związku Postępowo-Demokratycznego i członkiem władz Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Pokoju, z ramienia którego uczestniczył w 1909 r. w XVII Powszechnym Kongresie Pokoju w Londynie. W tym samym roku przystąpił do paryskiej loży wolnomularskiej Les Rénovateurs (Wielki Wschód Francji), rok później zostając jej mistrzem – był także założycielem i sekretarzem warszawskiej loży Wyzwolenie. W latach 1919-28 był profesorem Uniwersytetu Poznańskiego. Był autorem wielu prac z dziedziny historii, filozofii i socjologii – jego poglądy filozoficzne były syntezą kantyzmu i pozytywizmu.

[6] Więcej o Józefie Marii Burdeckiej, pisarce i badaczu, zob. A. Haska, J. Stachowicz, Pisarki z lamusa, „Nowa Fantastyka” 2009, nr 2.

[7] Samuel Dickstein (1851-1939) – matematyk i historyk nauki. Od 1893 r. był członkiem Akademii Umiejętności, od 1915 r. profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Powszechnie uważano go za związanego ze środowiskami wolnomularskimi (Odd Fellows). Opublikował wiele prac z zakresu matematyki i statystyki.

[8] F. Burdecki, Podróże międzyplanetarne, Warszawa 1929.

[9] tenże, Budowa wszechświata, Warszawa 1929

[10] Wszystkie podkreślenia w tekście mają charakter odautorski

[11]Herman Oberth (1894-1989) – niemiecki pionier techniki rakietowej i astronautyki oraz wynalazca. W 1917 r. nakreślił projekt rakiety dalekiego zasięgu na paliwo płynne, w 1922 r. przedkładając ów projekt jako pracę doktorską, której nie przyjęto ze względu na zbytnią „fantastyczność” – wydał ją w roku następnym w formie książkowej (m.in. po raz pierwszy omówił szczegółowo koncepcję stacji orbitalnej); w swej gł. pracy Wege zur Raumschiffahrt (1929) przewidywał budowę rakiet elektrycznych i napęd jonowy. Podczas II wojny światowej pracował przy budowie rakiet V2 w ośrodku rakietowym w Peenemünde.

[12]Robert Esnault-Pelterie (1881-1957) – francuski pionier lotnictwa i astronautyki, wynalazca, członek francuskiej Akademii Nauk. Skonstruował m.in. pierwszy samolot jednopłatowy (1906-07). W dwutomowej pracy L’Astronautique (1930-35) opisał proste rakiety sondażowe i zaprojektował dla nich podróże międzyplanetarne, podał też matematyczne metody opisu działania rakiet i obliczania trajektorii.

[13] Czesław Białobrzeski (1878-1953) – fizyk i filozof. Od 1914 r. był profesorem uniwersytetu w Kijowie, od 1919 r. w Warszawie. W 1931 r. zorganizował na UW Zakład Fizyki Teoretycznej. Opublikował ponad 100 prac z dziedziny termodynamiki, teorii względności, teorii kwantowej oraz astrofizyki. Był także autorem rozważań filozoficznych na temat indeterminizmu w fizyce. Po wojnie został członkiem Polskiej Akademii Nauk.

[14] Mieczysław Wolfke (1883-1947) – fizyk. Studiował na uczelniach w Leodium i Paryżu, doktorat uzyskując na uniwersytecie we Wrocławiu. Na politechnice w Zurychu współpracował z Albertem Einsteinem. Od 1922 r. był profesorem Politechniki Warszawskiej, gdzie kierował Zakładem Fizyki Doświadczalnej. W 1923 r. został członkiem zwyczajnym Akademii Nauk Technicznych, w 1932 r. członkiem Polskiej Akademii Umiejętności i prezesem Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Od początku lat 20. był członkiem Wielkiej Loży Narodowej Polski, w okresie 1932-34 piastując godność jej Wielkiego Mistrza. W czasie wojny był wykładowcą Państwowej Wyższej Szkoły Technicznej w Warszawie.

[15] F. Burdecki, Babel, Warszawa 1931.

[16] Polski Związek Myśli Wolnej – organizacja wolnomyślicielska, powstała w 1926 r. w wyniku rozłamu w Stowarzyszeniu Wolnomyślicieli Polskich. Działalność jej polegała m.in. na forsowaniu laickości szkół, świeckiej rejestracji urodzin i zgonów, oraz na postulacie powszechności kremacji zwłok ludzkich. Związek wydawał m.in. takie periodyki, jak „Życie wolne”, „Wolnomyśliciel Polski” i „Racjonalista”. Do najbardziej znanych członków PZWM należeli profesorowie Tadeusz Kotarbiński i Romuald Minkiewicz.

[17] Burdecki działał także w Komisji Literackiej komunizującej Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela (Alfred Łaszowski: „Tak zwana mentalność postępowa. Ludzie skupieni pod sztandarem walczącego humanitaryzmu. Powiedzmy sobie: Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Sfery liberalne i demokratyczne. Pozytywiści wolnomyśliciele. U nas i za granicą…”). Pisarze związani z Ligą – wśród nich m.in. Feliks Burdecki, Władysław Broniewski, Stanisław Jerzy Lec, Andrzej Strug, Wanda Wasilewska, Aleksander Wat i Adam Ważyk – podpisywali np. w kwietniu 1936 r. list otwarty solidaryzujący się z „protestem proletariatu Lwowa przeciwko krwawym rozprawom z robotnikami walczącymi o pracę, chleb i wolność”.

[18] Sir Richard Arkwright jest postacią historyczną (1732-1792) – angielskim fabrykantem i wynalazcą udoskonalonego krosna tkackiego z napędem wodnym, które zrewolucjonizowało przemysł włókienniczy.

[19] F. Burdecki, Król Midas czyli Żałosne dzieje współczesnego Harpagona. Tragedia syntetyczna w jedenastu odsłonach, „Państwo Pracy” 1933. Sztuka została zadedykowana działaczom Legionu Młodych („młodym pionierom przyszłości”) oraz „wszystkim szczerze poszukującym nowych dróg ustrojowych”. Na łamach „Żagarów” jej powstanie odnotowywał Czesław Miłosz: „Debiutuje w Warszawie młody dramatopisarz doktor Burdecki tragedią syntetyczną (hurra!) pod tytułem Król Midas. Bohaterem tej sztuki jest kapitalizm, który żyje ponad 200 lat. Każda odsłona (jest ich jedenaście) przedstawia jeden z etapów rozwoju kapitału. Inaczej mówiąc, nowe dzieje Erosa i Psyche” (Cz. Miłosz, Braterstwo ludów, „Żagary”, listopad 1933 r.).

[20] Z tego okresu pochodzi także głośna publiczna polemika pomiędzy Burdeckim a Witkacym, poświęcona relacjom pomiędzy naukami ścisłymi (i naukowcami) a filozofią i dyskursem filozoficznym. Pretekstem stał się odczyt wygłoszony przez Witkacego w Związku Zawodowym Literatów i Dziennikarzy w lutym 1934 r. (S. I. Witkiewicz, O idealizmie i realizmie. Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojecie istnienia i inne prace filozoficzne, Warszawa 1977).

[21] F.Burdecki, Podstawy energetyki dziejowej, „Przegląd Techniczny” 1938, nr 23.

[22] Paul Lagevin (1872-1946) – francuski fizyk. Był długoletnim profesorem Collège de France. W 1918 r. wynalazł echosondę ultradźwiękową. Był autorem wielu prac z dziedziny magnetyzmu.

[23] Jean-Baptiste Perrin (1870-1942) – francuski fizykochemik. W latach 1910-40 był profesorem Sorbony. Badał własności promieni katodowych, potwierdził doświadczalnie teorię ruchów Browna. W 1926 r. został uhonorowany Nagrodą Nobla z fizyki.

[24] Irena Curie-Jolliot (1897-1956) – córka Marii Skłodowskiej-Curie, fizyk i chemik. W 1937 r. została profesorem na paryskiej Sorbonie, od 1946 r. kierowała tamtejszym Instytutem Radowym. Od 1947 r. była członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, a od 1952 r. Polskiej Akademii Nauk.

[25] Irena Curie-Joliot była żoną francuskiego fizyka Frédérica Curie-Joliot. W 1933 r. wspólnie odkryli zjawisko tworzenia się z fotonów par elektron-pozyton, a w 1934 r. efekt sztucznej promieniotwórczości – za te prace obydwoje otrzymali w 1935 r. Nagrodę Nobla.

[26] za: F. Burdecki, Podstawy energetyki dziejowej, op.cit.

[27] en dehors de toute idéologie politique ou sociale… (franc.) – „poza całą ideologią polityczną czy społeczną…”

[28] Przymusowo prenumerowane przez placówki naukowe i de facto mające zastąpić niektóre podręczniki szkolne, „Mały Ster” przeznaczony był dla uczniów szkół powszechnych z klas 1-3, „Ster” dla klas 4-7, a „Zawód i życie” dla uczniów szkół zawodowych (E. Król, Niemieckie czasopisma w języku polskim dla szkolnictwa polskiego w Generalnej Guberni, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” 1978, nr 1).

[*] Makabryczne odkrycie miało swoje preludium. Kiedy w czerwcu 1941 r. Stalin stał się sojusznikiem Anglii, ówczesny premier polskiego rządu emigracyjnego gen. Władysław Sikorski zwrócił się do Stalina z prośbą o uwolnienie internowanych w ZSRS Polaków. Po kampanii 1939 r. część armii polskiej znalazła „azyl” w Rosji. Sikorski miał dość dokładne spisy korpusu oficerskiego. Dzięki pośrednictwu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wiadomo było, ilu oficerów znajduje się w niewoli niemieckiej. Kiedy rząd Stalina uznał akcją przesiedleńczą za zakończoną, okazało się, że „brakuje” tysięcy oficerów, podchorążych i podoficerów. Mimo dalszych zapytań, Sikorski mógł uzyskać od strony sowieckiej żadnej jasnej odpowiedzi. W masowym grobie w Katyniu zidentyfikowano zwłoki prawie 5 000 zamordowanych. Dalsze tysiące pozostały w ziemi w momencie, kiedy armia niemiecka musiała się wycofać. Gwałtowna dyskusja pomiędzy Sikorskim i rządem Stalina doprowadziła – wbrew woli Churchilla – do zerwania stosunków dyplomatycznych pomiędzy rządem polskim i Sowietami. Kilka dni później Sikorski miał „wypadek” w Gibraltarze. Jako Polak czułem się w obowiązku wykorzystać, a nawet stworzyć każdą możliwość, aby przerwać dalsze mordy. Jako twórca koncepcji energetyki dziejowej widziałem w tym straszliwym czynie dowód na to, że „panujące” polityczne i społeczne doktryny oraz ideologie nie służą już przeżyciu narodów, lecz mogą prowadzić do ich zbiorowego samobójstwa. Ponadto trzeba zauważyć, że warunki w Polsce wskutek działalności rozmaitych ruchów podziemnych były wręcz piekielne. Istniały zwalczające się nawzajem partyzanckie ugrupowania komunistyczne i prawicowe, do tego żydowskie i ukraińskie, a nawet grupy niemieckich dezerterów. Wszyscy ci wyzwoliciele byli wyzyskiwaczami polskiego chłopa, który nie mógł wypełnić nałożonych ma niego przez stronę niemiecką danin w płodach rolnych i w końcu padał ofiarą Gestapo. Ze wsparciem władz okupacyjnych wydawałem polityczny dwutygodnik „Przełom”, który miał formę podziemnego pisma. Występowałem także w radio – pod własnym nazwiskiem! Była to moja własna inicjatywa! W późniejszym okresie władze szwajcarskie zasięgały opinii o mnie w „czerwono-polskiej” ambasadzie. Ja sam korespondowałem z ambasadorem Jerzym Putramentem. Nie było żądania ekstradycji – co więcej, ambasada nie życzyła sobie, aby „sprawa Burdeckiego” była publicznie dyskutowana. W 1948 r. obalony został Gomułka i w latach 1948-56 zapanował wybitnie stalinowski kurs do momentu, kiedy Gomułka powrócił do władzy. W czerwcu 1949 r. przeprowadzono w Krakowie typowo polityczny proces pokazowy przeciwko mnie i innym osobom. Nigdy mnie o tym oficjalnie nie zawiadomiono. Jedynie z przesłanych anonimowo przez „życzliwego” wycinków prasowych dowiedziałem się, że zostałem skazany na dożywotnie więzienie. Później (1967-69) prowadziłem w Wiedniu przyjazne rozmowy z polskim ambasadorem Jerzym Roszakiem, który zaprosił nas – zakładam, że w dobrych intencjach – do Polski. Ani słowem nie wspomniano o procesie! Nie mam najmniejszego zamiaru po raz kolejny powracać do wydarzeń II wojny światowej. W 1944 roku działałem na rzecz pokoju, obecnie pokój jest niezbędnym warunkiem wstępnym dla wspólnego rozwiązania fundamentalnych kwestii ekologicznych naszej ziemskiej ojczyzny [przypis autorski]. Sam Putrament wspominał: „Spośród grupy paru pisarzy, którzy współpracowali z hitlerowcami, jeden znalazł się w Szwajcarii – Feliks Burdecki. I ten zwracał się do poselstwa z jakąś mętną samoobroną. Ale miałem pod ręką pisemko »Przełom« z datą »koniec listopada 1944«, udające »niezależny« organ opinii polskiej i nawołujące do obrony Europy przed hordami komunistycznymi – wespół z Niemcami. Wśród autorów był Jan Emil Skiwski, Jerzy de Nisau – i właśnie Burdecki. Nie reagowałem więc na jego listy, a gdy przyszła go bronić jakaś polska Żydówka powiedziałem, że jest za wcześnie na jakąkolwiek amnestię. Więcej się nie odezwał” (J. Putrament Pół wieku. Zagranica, Warszawa 1969). O pobycie Burdeckiego w Szwajcarii wspominał także inny komunistyczny pisarz i dyplomata, Tadeusz Breza (Notatnik literacki. Szkice, wrażenia teatralne, wspomnienia 1939-1954, Warszawa 1956) [przyp. PK].

[29] Danuta Burdecka w listopadzie 1948 r. wyszła za mąż za malarza i dekoratora Jacka Stryjewskiego, syna Zofii Stryjeńskiej. Ta ostatnia w swoich pamiętnikach wspomina o trudnych warunkach, w jakich w Szwajcarii żyli Burdeccy („- A cóż ci rodzice Danuty nic a nic nie mogą pomóc młodemu małżeństwu? – Nie mogą, w biedzie ogromnej w Lucernie siedzą”) i o płonnych nadziejach, jakie wiązali oni z wyjazdem do Etiopii w 1950 r. (Z. Stryjeńska Chleb prawie że powszedni, Warszawa 1995).

[30] Friedrich Dessauer (1881-1963) – niemiecki fizyk, filozof i publicysta. Zajmował się badaniami nad promieniami rentgenowskimi. W latach 1924-1933 był posłem do Reichstagu.

[31] Grupa dyskusyjna założona w 1933 r. w Szwajcarii. Na corocznych konferencjach w Lago Maggiore k. Ascony brali udział najwybitniejsi europejscy intelektualiści, w tym Rudolf Otto, Carl Gustav Jung, Heinrich Zimmer, Mircea Eliade czy Joseph Campbell.

[32] Károly Kerényi (1897-1973) – węgierski mitolog, filozof i religioznawca. Studiował w Budapeszcie, Heidelbergu i Berlinie, wykładał filologię klasyczną w Pescu i Szeged. Po wojnie zamieszkał i wykładał w Szwajcarii. Był przyjacielem Carla Gustava Junga i współtwórcą Instytutu jego imienia w Zurychu. Był laureatem złotego medalu Humboldt Gesellschaft.

[33] Adolf Portmann (1897-1982) – szwajcarski zoolog, filozof i socjolog. Studiował biologię na uniwersytecie w Bazylei, gdzie w 1931 r. został profesorem. Zajmował się głównie fauną morską, łącząc jednak zainteresowania biologiczne z interdyscyplinarnymi pracami porównawczymi nad życiem zwierząt i ludzi.

[34] Max Born (1882-1970) – niemiecki fizyk. Był od 1915 r. profesorem uniwersytetu w Berlinie, w latach 1919-21 uniwersytetu we Frankfurcie, w latach 1921-33 w Getyndze i w latach 1936-53 – w Edynburgu. Początkowo zajmował się zagadnieniami akustycznymi i krystalograficznymi. W 1926 r. podał statystyczna interpretację funkcji falowej, zgodnie z którą kwadrat amplitudy funkcji falowej obiektu kwantowego opisuje prawdopodobieństwa znalezienia tego obiektu w danym stanie, za co w 1954 r. otrzymał Nagrodę Nobla.

[35] Książka ta nie została nigdy wydana – jej rękopis znajduje się w zbiorach rodzinnych.

[36] Gesellschaft für Verantwortung in der Wissenschaft – działająca od 1966 r. niemiecka gałąź amerykańskiego Society for Social Responsibility in Science założonego w 1945 r.

[37] Unitarianie – jeden z nurtów reformacji, powstały w XVI w. w wyniku rozłamu w łonie kalwinizmu. Wywodzący się z niego Niemiecki Deutscher Unitatrierbund został rozwiązany w 1935 r., odrodził się w 1950 r. jako Deutsche Unitarier Religionsgemeinschaft – bezwyznaniowa wspólnota religijna, posiadająca tylko luźne związki z chrześcijaństwem.

[38] Humboldt Gesellschaft für Wissenschaft, Kunst und Bildung zostało założone w 1962 r. w Mannheim z inicjatywy prof. Herberta Kesslera. Działa w duchu idei braci Humboldtów, poszukując mostów pomiędzy nauką, sztuką i edukacją.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»