«
»

Archiwum Stańczyka

AUGUSTO DEL NOCE „MARKSIZM UMIERA NA WSCHODZIE, PONIEWAŻ JEST REALIZOWANY NA ZACHODZIE”

08.22.11 | brak komentarzy

Pierwodruk: „Stańczyk” nr 40/41 (2004)

Przeł. Artur Ławniczak

Przekład według „Krisis” nr 6

Rok 1989 jest traktowany jako zamknięcie okresu powojennego. Uważa się, że marksizm umarł, a Zachód zdąża konsekwentnie ku zjednoczonemu światu wolności, dobrobytu, konsumpcji i demokracji. Bądźmy jednak czujni wobec tej wiktorii Okcydentu! Po wojnie konflikt ujmowano jako wojnę między cywilizacją chrześcijańską a marksizmem, ale później mówiono o starciu demokracji z totalitaryzmem. Można też było usłyszeć o zmaganiach faszyzmu z antyfaszyzmem. Dziś obserwujemy rzekomo, jak komunizm pozbywa się tego, co miał wspólnego z faszyzmem.

Otóż jest zupełnie inaczej: marksizm został w zupełności zrealizowany za cenę utraty swoich przesłanek i obietnic. Nie stało się tak z powodu zdrady jego przywódców, lecz ze względu na jego naturę. Nie reprezentował bowiem radykalnej alternatywy wobec tezy reprezentowanej przez kapitalizm i antytezy upostaciowionej w proletariacie, nie tworzył totalnie nowej, humanistycznej rzeczywistości. Przeciwnie, reprezentował na płaszczyźnie historycznej przejście burżuazji do następnego stadium rozwoju – swoistego i ostatecznego. À propos „ostateczności” , to Marcello Veneziani w swojej ważnej i oryginalnej książce (**) przypomina ontologiczny argument św. Anzelma, który zastosowany do współczesnego okcydentalizmu, każe go widzieć jako id quo maius cogitari nequit, czyli coś, od czego nic większego nie można pomyśleć. Wskazuje też Veneziani na pewnych przedstawicieli nowego liberalizmu, pragnących dowieść, że stan osiągnięty przez społeczeństwo burżuazyjne jest nieprzezwyciężalny i pojmowany być powinien jako stadium ostateczne i absolutne.

Marksizm był kulturą przejściową między społeczeństwem chrześcijańsko-burżuazyjnym, którego nieprześcigniony wyraz odnajdziemy w dziełach Benedetto Crocego, a czystym społeczeństwem burżuazyjnym. Możemy powiedzieć, że marksizm był ucieleśnieniem „przejścia w stronę gorszego”, ponieważ dzięki niemu społeczeństwo burżuazyjne utraciło wszelkie sentymenty religijne i moralne, jakie jeszcze posiadało, i wyzwalając się od wszystkich „reliktów”, które łączyły je jeszcze ze społeczeństwem tradycyjnym, osiągnęło status na wskroś materialistyczny i laicki. Zachód w pełni urzeczywistnił marksizm, z wyjątkiem jego mesjanistycznej obietnicy. Veneziani pisze: „Socjalizm nie jest następcą społeczeństwa kapitalistycznego, lecz rozwinął się w kapitalizmie jako takim. Pod wieloma względami jest stadium przejściowym między kapitalizmem a neokapitalizmem”. Veneziani twierdzi, że społeczeństwo zachodnie realizuje samą istotę marksizmu, którą stanowią „radykalny ateizm i materializm, internacjonalizm i uniwersalne wykorzenienie, prymat pragmatyzmu i śmierć filozofii, dominacja produkcji i globalne manipulowanie naturą, technologiczny faustyzm i równość, wyrażająca się w homogenizacji.” Veneziani zauważa jeszcze, że nowy mondialistyczny liberalizm inkorporuje nauczanie marksistowskie, oczyszczając je z wszelkich profetycznych, gnostyckich i antymodernistycznych inkrustacji, jak na przykład wizja międzyludzkiej solidarności.

Stwierdzamy zatem, że Zachód jest jedną wielką sekularyzacją marksizmu, a równocześnie jego doskonałą realizacją. Jest kapitalizmem, który wchłonął komunizm, dokonując tym samym zupełnej anihilacji sakralności religijnej i sakralności narodowej, osiągając w ten sposób cel, niemożliwy do uzyskania na innej drodze. To co z marksizmu, a ogólniej z socjalizmu, nie zostało wypróbowane i urzeczywistnione, co zostało zdradzone w neoburżuazyjnym, okcydentalistycznym społeczeństwie, jest właśnie tym, co było „wielkie” w socjalizmie: oskarżenie alienacji i nadzieja na jej, w pewnym sensie „religijne”, przezwyciężenie. W swojej książce Veneziani podkreśla, że w społeczeństwie zachodnim alienacja jest afirmowana a jej obszar rozszerza się. Ze swej strony dodam – pozwalając sobie na przypomnienie idei wyrażonej przeze mnie już w 1963 roku – że to zachodnia irreligijność doprowadza alienację do skrajnych konsekwencji. Zanikanie religii idzie w parze z coraz większą reifikacją człowieka. W ten sposób osiągamy dokładną odwrotność marksistowskiego założenia: upadek religii nie doprowadził do likwidacji wyobcowania, lecz do jego pogłębienia.

Społeczeństwo dobrobytu, zdefiniowane przez Galbraith’a, zostało stworzone dzięki wyeliminowaniu dialektycznego impulsu rewolucji, co doprowadziło alienację do maksimum. Alienacja łączy się z dehumanizacją i utratą wspólnych wartości, nie tylko religijnych. W swoim dziele Veneziani pokazuje, jak te dwa ściśle sprzężone ze sobą procesy spowodowały redukcję osoby do rangi przedmiotu. W ten sposób zrodził się gigantyczny proces alienacji, przedstawiony w sposób następujący: „Alienacja jako utrata tożsamości, jako wyobcowanie z własnego środowiska, jako dezintegracja wspólnoty i jako «brak ojczyzny» w heideggerowskim znaczeniu tego słowa, jako eksploatacja i ekspropriacja pracy, jako redukcja człowieka do poziomu towaru”. Marksistowskie oskarżenie alienacji nie tylko zostaje zręcznie ominięte przez społeczeństwo zachodnie, ale wręcz całkowicie zignorowane, podczas gdy w rzeczywistości dokonuje się ona na wyższym poziomie.

Strzeżmy się mówienia o zwycięstwie Świateł nad marksizmem i snucia opowieści o tym, że oczyszczony z azjatyckiego despotyzmu marksizm powraca do swoich oświeceniowych źródeł. Współczesny okcydentalizm zniszczył swój właściwy oświeceniowy fundament i to, co było jego najwyższą ekspresją, czyli kantowską moralność. Veneziani twierdzi, że pierwotną legitymizacją „zachodniego projektu” był kantowski imperatyw kategoryczny, wymagający, aby „traktować człowieka jako cel, a nigdy jako środek”. Z czasowego dystansu dwóch wieków możemy ocenić rezultaty realizacji oświeceniowego projektu założycielskiego. Jak napisał Veneziani: „Trzeba zgodzić się ze stwierdzeniem, że Zachód charakteryzuje się totalną instrumentalizacją egzystencji, redukcją człowieka do roli środka.” To urzeczowienie człowieka oznacza odwrócenie założeń okcydentalizmu, i jest skrajnym wyrazem zasady heterogeniczności celów.

Aktualny stan Zachodu potwierdza prawdziwość diagnozy formułowanej w literaturze kryzysu z lat 30-tych. Z kryzysami tak już jest, że zadowalają się karmieniem „kultury żalu”, fundamentalnie nostalgicznej, manifestującej się najbardziej wyraziście w tradycjonalizmie. Tradycjonalizm kultywuje ideę nieodwracalnego upadku Zachodu, lecz właśnie z powodu swojej totalnej opozycji wobec nowoczesnego świata i burżuazji, krytyka tradycjonalistyczna skazuje się na całkowitą bezpłodność i nieskuteczność. Nie ma wpływu na świat, który krytykuje, jest poza nawiasem i szuka pocieszenia w gadaninie na archaicznych i upadłych salonach . Nowy świat się rodzi i trzeba się do niego dostosować, aby móc go ulepszać.

Podzielam pogląd Venezianiego głoszący, że ograniczenie tradycjonalistycznej krytyki Zachodu polega na osądzaniu Zachodu według obcych mu założeń, na nierealistycznym porównywaniu człowieka współczesnego z człowiekiem przeszłości, zamkniętym w swojej doskonałości, na porównywaniu świata tradycji z, na zawsze przeklętym, światem, który powstaje. Tymczasem „najskuteczniejszym i najwłaściwszym procesem , jaki można by wytoczyć Zachodowi, to pokazać różnicę między jego obietnicami a ich realizacją”. Albowiem przeciwstawiać prawdziwą tradycyjną cywilizację tryumfującemu światu, który nastaje, oznacza ustępować pola przeciwnikowi, a nie zwalczać go. Krytyka progresistowska wykorzystuje ten frontalny sprzeciw tradycjonalizmu wobec nowoczesności. Podkreśla ona fakt, że tradycjonalizm przeciwstawia teraźniejszości nieodwracalnie minioną przeszłość, i w ten sposób łatwo go eliminuje. Dlatego autentyczna krytyka tradycjonalistyczna powinna przybrać inną postać, kierując swoją uwagę na zbadanie przyczyn, dla których ostateczny rezultat idei leżących u źródła okcydentalizmu, nie tylko różni się od tego, jaki pierwotnie zakładali ich twórcy, ale wręcz stanowi jego radykalne zaprzeczenie.

Jeżeli chodzi o nostalgizm, to ciekawe są uwagi Venezianiego poświęcone namiętnemu współczuciu dla pokonanych oraz odwróceniu optyki w trakcie przejścia od faszyzmu do neofaszyzmu. Ten pierwszy był napędzany przez witalny optymizm i ideologię opartą o kult zwycięstwa. Natomiast drugi wyraża pesymizm i schyłkowość charakterystyczną dla pokonanych, przez co odwraca esprit oryginalnego faszyzmu. Ta fascynacja zwyciężonymi jest dzisiaj bardziej rozpowszechniona niż się to wydaje na pierwszy rzut oka. Nie jest więc do końca prawdą, że w naszej epoce mamy do czynienia tylko z kultem zysku i sukcesu. Przeciwnie, na zasadzie reakcji wobec dominującej mentalności, rozkwita kult przegranych batalii. Mówi się, że to zwycięzcy, a nie przegrani, piszą historię. Na przekór temu stwierdzeniu narasta solidarność z pokonanymi.

Badając krytyczne względem okcydentalizmu nurty, Veneziani dociera jeszcze do innych współczesnych tendencji nostalgicznych. Przede wszystkim jest to socjalizm. Stoi on przed alternatywą: albo wejdzie czy też powróci do „wspólnego domu” burżuazji albo ponownie odkryje to, co było największe i najbardziej „religijne” w jego początkach i w związku z tym zajmie krytyczną postawę względem okcydentalizmu i neokapitalizmu. Oprócz socjalizmu mamy jeszcze ekologizm, który, wbrew własnym wysiłkom zmierzającym w odwrotnym kierunku, czerpie swoją autentyczność z przeszłości, z krytyki modernizmu i jego produktów, od krytyki kapitalizmu począwszy. Veneziani zwraca też uwagę inny opozycyjny nurt – „rewolucję konserwatywną”. Tu mamy przede wszystkim jej wielkich założycieli, Martina Heideggera, Ernsta Jüngera i Carla Schmitta oraz ich epigonów – myślicieli z Nowej Prawicy. Veneziani podkreśla zasługi tych ostatnich oraz przedstawia ich ograniczenia, prowadzące często do tego, że nowoprawicowcy powracają do laickich i immanentystycznych horyzontów społeczeństwa zachodniego, horyzontów teoretycznie tak zawzięcie przez nich zwalczanych.

Veneziani zajmuje się również renesansem tożsamości narodowych, czy bardziej ogólnie – wspólnot i etni, podkreślając, że jest to proces odwrotny wobec kosmopolityzacji Zachodu. Jako egzemplifikację przebudzenia lokalnego podaje „przypadek włoski”, charakteryzujący się słabym poczuciem ogólnopaństwowej tożsamości narodowej, kulturowej czy historycznej.

Wybuch Konstestacji w 1968 roku jest tym momentem, w którym z całą wyrazistością ukazał się obecny stan okcydentalizmu. Według Venezianiego historycznym rezultatem Kontestacji było „przyspieszenie procesu okcydentalizacji rozumianej jako gwałtowna sekularyzacja społeczeństwa”. Autor ujmuje Kontestację jako coś ekscentrycznego, ale jednocześnie pozostającego w obrębie ciągu rozwojowego okcydentalizmu. W podobny sposób i ja interpretuję rok 1968 jako rewolucję wewnątrzburżuazyjną, ponieważ oznaczała ona jedynie przejście burżuazji do nowego etapu. Dostrzec tu można również analogię z marksizmem. Marksizm był wielkim procesem historycznym, będącym, z filozoficznego punktu widzenia, fazą przejściową między kapitalizmem a neokapitalizmem. Kontestacja była w krótszym okresie czasu czymś podobnym, odnoszącym się do kultury i obyczajów.

Zgadzam się z Venezianim, że to Pier Paolo Passolini najlepiej uchwycił głęboką istotę Kontestacji, mówiąc, iż Kontestacja pomogła nowej władzy zniszczyć wartości, od których neokapitaliści chcieli się wyzwolić: tradycję, religijność, zakorzenienie, autentyczność, odczucie tajemnicy, organiczną więź ze wspólnotą ludzi i wartości. Veneziani pisze: „gdy młodzi wyzwalają się z politycznych i ideologicznych «superstruktur» typu rewolucyjnego, które sprawują nad nimi pieczę, stają się agentami i funkcjonariuszami konsumerystycznego utylitaryzmu i typowymi dla lat 80-tych burżujami”.

Kontestację możemy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza jest związana ze Szkołą Frankfurcką, wzywającą do rebelii przeciw technokratycznemu i scjentystycznemu społeczeństwu, co było typowe dla pierwszej fazy buntu. Druga twarz rebelii wyrażała się w sprzeczności między duchem rewolucyjnym a duchem tradycjonalistycznym. Ten drugi aspekt w ostateczności przeważył. Z tej opozycji zrodził się sojusz między kontestatorami a burżuazyjnym radykalizmem, sojusz oznaczający upadek Kontestacji, która błędnie utożsamiała tradycyjne wartości z systemem burżuazyjnym, będącym de facto ich największym wrogiem. W ten sposób Kontestacja przyczyniła się „do złamania nie filarów kapitalizmu, lecz ostatnich tam zabezpieczających przed nim”.

Aby odnaleźć ostateczny sens okcydentalizmu i etapy jego ewolucji, jak marksizm oraz ,w pewnych aspektach, Kontestacja, musimy odwołać się do idei rewolucji dominującej w ciągu dwóch ostatnich stuleci. Idea rewolucji jest zaprzeczeniem idei Opatrzności. Zakłada ona, że człowiek, dzięki procesowi wyzwolenia, jest w stanie sam się zbawić. Idea Opatrzności przeciwnie – opiera się na przekonaniu, że historia nie jest robiona tylko ludzi, że zawiera coś, o czym człowiek nie decyduje, a co interweniuje w kierunek jej rozwoju i jej rezultaty. Współczesne społeczeństwo i upadek komunizmu pokazują słabość idei rewolucji, słabość spowodowaną tym, że obietnice dawane na początku obracają się w swoje przeciwieństwo. To pokazuje zwycięstwo idei Opatrzności, ponieważ dowodzi, że ewolucja historyczna nie przebiega w pełni zgodnie z wolą ludzi, lecz odbiega od niej, a jej rezultaty są odmienne od ludzkich intencji. Trzeba przypomnieć sobie Vico i jego refleksję na temat „historycznego faktu Opatrzności”, działającego „niezależnie od wszelkich ludzkich przepowiedni i rad, a często wbrew ludzkim postanowieniom”.

Cykl rewolucyjny wyczerpuje się, nie rozwija się jako niepowstrzymany proces, w co wierzyli zarówno tradycjonaliści, jak i postępowcy, lecz jako proces odwracalny, co oznacza, że można z nim walczyć.

Przeł. Artur Ławniczak

(*) Powyższy tekst, datowany na 22 grudnia 1989 roku, napisany został jako przedmowa do książki Marcello Venezianiego Processo all’Occidente. La società globale e i suoi nemici (Proces Zachodu. Społeczeństwo globalne i jego wrogowie), która ukazała się w 1990 roku w Mediolanie. Tłumaczenie według „Krisis” nr 6.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»