«
»

Archiwum Stańczyka

FRIEDRICH GEORG JÜNGER “MYŚLI I UWAGI”

10.11.11 | brak komentarzy

Przełożył Krzysztof Polechoński

Przekład przejrzał Wojciech Kunicki

Wybrał Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 32 (1998)

O prowincjonalizmie upodobania do rzeczy specjalnych. Rozkoszowanie się techniką, sport, „wolna miłość”. Sport należy do tych różnorodnych przejawów infantylizmu, które wiążą się z atrofią narządów płciowych.

Należy skończyć z rozpatrywaniem kary śmierci jako problemu moralno-dialektycznego. Naszej odpowiedzialności nie można pojmować etycznie, tylko na sposób kosmiczno-elementarny. Odrzucić karę śmierci to znaczy oszukać życie, odbierając możliwość odpowiedzialności. Czy nie pozbawia się również prze­stępcy możliwości pojednania z Bogiem? On nie chce uniewinnienia, to narusza jego godność. Cóż to za widok, kiedy morderca daremnie żebrze o własną egzekucję.

Dyskusji na temat kary śmierci nie należy powierzać estetom. Wiadomo przecież, że chcieliby oni uśmiercać przy pomocy zapachu kwiatów i uderzeń serca.

Wynalazek gilotyny nadał rewolucji francuskiej zaskakujący rys. Należy pogo­dzić się z tym, że bez gilotyny nie byłaby możliwa jakakolwiek forma mieszczań­skiej wolności. Swoje istnienie zawdzięcza ona aktowi humanitaryzmu. Kto zabija szybko i bezboleśnie, może wiele zabić. Zdecydowany postęp, który znakomicie pojął Fouquier-Tinville.

Można zgłaszać rozmaite zastrzeżenia, ale nie da się zaprzeczyć, że środki zagłady muszą być dostosowane do przyrostu ludności. Awans mieszczaństwa czy proletariatu warunkuje wynalezienie odpowiednich narzędzi unicestwiania.

Ostatecznie: czy nie byłaby przerażającą myśl, musieć zatłuc demokratów na śmierć pałkami? Dokąd miałyby prowadzić te bezowocne dążenia? Rosnąca ekonomia nowoczesnego życia wymaga precyzyjnych narzędzi unicestwienia.

Pacyfiści chcieliby zlikwidować wojnę; twierdzą, że podczas niej jest bardzo dużo cierpienia. Przewrotni! Chcieliby zlikwidować ból. Nie należy próbować likwidowania bólu. Zdolność doń ma w sobie coś wysublimowanego. Rosnąca potrzeba anestezji ujawnia zmniejszoną siłę życia.

Chwalcie ból, salutujcie cierpieniom! Nie bójcie się krwawych bólów porodo­wych, z których wychodzi wszelkie nowe życie!

Humanitaryzm jest szczególnym wyrazem zubożenia życia, gnuśności serca. Nikt nie jest bardziej pozbawiony serca niż sprawiedliwy.

Wszystko, co posiada obfitość i płodność, jest z gruntu nieludzkie. Miłość jest najbardziej nieludzka, ze wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić. Ale na coś trzeba się zdecydować.

Wywoływać opór. Za dużo światła, wilgoci i ciepła czyni drzewo lekkim i włóknistym. Talent cierpi, jeśli się go nadmiernie faworyzuje. On wymaga przymusu, niezrozumienia. Chcąc uzyskać drogocenną żywicę niektórych drzew, należy je zranić.

Życie publiczne nie może obyć się bez arbitralności. Nie należy być zbyt spra­wiedliwym, bo to życzenie wszystkich kramarzy. W końcu: życie nie może być

nigdy wystarczająco ciężkie.

Dziś jest tylko jedna przeciwwaga dla nieumiarkowania wszelkiego rodzaju: doskonała tyrania.

Nie wystarczy uchwycić idee, te spermy umysłu, ten łańcuch wyobrażeń. Każde pchnięcie musi trafiać w żywe ciało. Odpowiedzialność trzeba personifikować; dopiero to nada jej wagę. Szarlatanów należy wydawać mieczowi i kuli.

Plemię w wielkomiejskich skupiskach. „Zwyciężyliśmy dawne żywioły”. Czy jednak nie śnimy naszych subtelnych snów? Czyż nie nawiedza nas najstarszy symbol siły, postać czarnogrzywego, ryczącego lwa? I czy nie strzelamy do niego? Lecz karabin, śmieszny karabin ze snu, zawodzi.

Kobietom należy się przypatrywać swobodniej. Należy pojmować je naiwniej, cyniczniej i szczerzej.

Doskonałą kobietą jest ta, która odczuwa radość przy poczęciu, jest płodna, rodzi piękne dzieci i ma piersi pełne dobrego mleka. Im mniej przy tym wszystkim kłamstwa pięknych uczuć, tym lepiej. Zachowanie wielkiego Napoleona wobec pani de Staël wprawia mnie w radość i zachwyt. Aż skaczę z uciechy, kiedy sobie przypomnę tę dobrze znaną scenę.

Poważę się to powiedzieć. Nie ma doskonałej kobiety bez doskonałej macicy. Co to za czasy, którym trzeba mówić coś takiego.

Wybór z: Dreikanter („Vormarsch”, zeszyt 1, październik 1928)

Wspomnienia to lary.

Mój sen: gwiazdy to lampy, trzymane przez niewidzialne anioły.

Moja dobra matka, która wydała na świat siedmioro dzieci, a pięcioro wychowa­ła, mówiła czasem, że lepiej wychowywać pięcioro dzieci niż jedno, bo wtedy mniej się wychowuje.

Co pozostało po Heraklicie, to nie fragmenty, lecz aforyzmy. Zwietrzeniu opie­rają się tylko najtwardsze skały.

Nie możemy budować na tym, że porzucimy dystans, gdyż nic nie zniszczyłoby nas szybciej. Dlatego mamy coś między sobą, własność i język. Tylko bez nad­miernych zbliżeń! Nie jesteśmy dość silni, by je znieść, przede wszystkim nie wówczas, gdy trwają.

„To jasny umysł” – ale jeśli jest tylko jasny, to jest też pusty. Coś musi być w środku tej jasności.

Język, tak jak rzeki i morze, sam się oczyszcza. Puryści nie oczyszczają języka – oni go destylują.

Kto oczyszcza język, nie wzbogacając go, ten go osłabia. Palmy posadzone w donicach nie wydają owoców.

Muzy nie argumentują. A poeci nie udowadniają. Kto chce coś udowodnić, ten nie jest poetą.

Czego brakuje sztucznym językom? Ojca i matki. Tworzy je mężczyzna, to gdzie jest matka? Tworzy je kobieta – ale kobietom coś takiego nie przyszłoby do głowy. Tylko prymitywna, ograniczona męskość może wpaść na pomysł, aby skonstruować język bez gleby, bez wzrastania, bez macicy.

Ludzie, nie posiadający ducha języka, zajmują się przekształcaniem poprawnej pisowni. Uproszczenie ortografii jest jedyną relacją, jaką utrzymują z językiem.

Mów jak długo chcesz; to, co mówisz, ma swój czas. Granicą słów jest milczenie. Tylko ten mówi dobrze, kto jest znawcą milczenia.

Bez rytmu wszędzie wybuchłoby szaleństwo.

Dobre myśli wspierają się wzajemnie.

Kto już nie może wykrzywić mowy, wykrzywia twarz.

Rozmawiaj z ludźmi o tym, na czym się znają: z myśliwym o polowaniu, z rybakiem o połowie, z winogrodnikiem o winie. To zawsze będzie dobra rozmowa.

Gdzie rytm zamiera, zaczyna się nuda.

Z pomocą przyjaciół nikt się naprawdę nie przebije. Siły nabiera się dzięki przeciwnikowi. Salus ex inimicis nostris.

Co mnie wzmacnia, innego osłabia. Co mnie osłabia, jego wzmacnia. Corruptio unius est generatio alterius et contra.

Armia, która walczy tylko w defensywie, już jest pokonana.

Umysły, które zastanawiają się jedynie nad zyskiem i korzyścią, tylko wyzyskują i wykorzystują świat.

Kiedy człowieka zaczyna się ważyć, mierzyć, liczyć, czy bardzo odległa jest myśl, by go pokroić na kawałki?

Kto postępuje według zasad, jest zimny. Kto kieruje się teorią, jest okrutny.

Gdyby potrafili, ludzie ucięliby słońcu promienie a półksiężycowi rogi.

Rozbijanie niepodzielnego nazywają sprawiedliwością.

Wolność tkwi w poczuciu, że mojego czasu i trudu nie zastąpi mi nikt inny.

Wszystkie partie stają się w końcu godne pogardy.

Miłujące wolność narody nie znoszą emerytury.

Państwo nie może składać się z samodzielnych, zacnych, miłujących wolność ludzi. Żeby je zbudować i utrzymać, potrzeba solidnej porcji nikczemności. Potrzeba ludzi, którzy są ulegli, którzy się dopasowują, dają się wykorzystywać i chętnie załatwiają brudne sprawy. Trzeba opłacać dużych i małych łotrów, żeby nie podupadły interesy.

Państwo nigdy nie zlikwiduje denuncjatorów. Gdyby zabrało się za nich poważ­nie, zlikwidowałoby ich. Ale oni są najtańszą kategorią jego urzędników. Oni pracują w dzień i w nocy. Pracują bez wynagrodzenia i bez nadziei na emeryturę.

Cóż miałoby znaczyć, że władza jest zła? Bezsilność jest jeszcze gorsza, a do tego podstępniejsza i bardziej jadowita. Nie władza jest zła, lecz jej nadużywanie.

W górę nie może nikt stąpać. Ci na górze stąpają po tych na dole, a ci na dole, którzy chcą być na górze, muszą jeszcze mocniej deptać. Ponieważ siłę, z jaką się wspinają, muszą uzyskać przez nacisk na dół. To jest prawo dźwigni.

Doskonała równość między rządzącymi a rządzonymi jest glebą dla każdego despotyzmu.

Uzurpowana sława bruka bardziej niż wszelki brud.

Skąd mówcy czerpią odwagę, żeby przemawiać przed tysiącem, dziesięcioma tysiącami, stu tysiącami? Czy odwaga ta nie musi opierać się na pogardzie dla ludzi? Czy nie musi wynikać z przekonania, że masa jest pusta, próżna, nieważ­na? W istocie łatwiej przekonać milion ludzi aniżeli jednego jedynego.

Dlaczego nie mówi już ten, który przemawia przed tysiącem lub dziesięcioma tysiącami ludzi? Nie mówi, bo rozpala maszynerię społeczną. Jego słuchacze nie są słuchaczami, nawet nie są już ludźmi, lecz produktami społecznymi.

Społeczeństwo, opierające się tylko na osiągnięciach, zawsze jest nieszczęśliwe i pełne niezgody. Pozwólcie nam kochać także tych, którzy niczego nie dokonują. Pozwólcie nam ich wspierać, wtedy będziemy mogli wspierać się na nich.

Społeczeństwo, które zasadza się tylko na wydajności, dążeniu do sukcesu, jest najbardziej bezlitosne ze wszystkich, bo stwarza ciągle nowe klasy nieprzydatnych i nieudolnych. Ocenia ono człowieka tylko według korzyści, jakie z niego ma.

Propaganda jest drogą, na której władza najszybciej konsumuje sama siebie.

Ludzie abstrakcyjni są wymówką dla tych, którzy nie chcą traktować poważnie konkretnego człowieka. O człowieku abstrakcyjnym można wiele gadać. Lecz moja straganiarka z rogu ulicy jest rzeczowa; nie mogę nic jej wmówić. Mogę z nią też rozmawiać i żartować, a z abstrakcyjnym człowiekiem nie.

Po co jeszcze okradać ludzi, skoro można ukraść samego człowieka.

W imperium królów-słońc praca ludu staje się zabawą, jego trudy świętem, oszczędność rozrzutnością. Tam złoci się kopuły i kapitele kościołów i pałaców, ponieważ czci się głowy i pragnie, by były widoczne.

Wielkie wydarzenia połączone są z drobnymi ściśle i w sposób, którego nie przenikamy.

Wolność jest czymś, co muszę wytwarzać. Ona nie tworzy się we mnie, jeśli ja niczego nie tworzę.

Można powoływać się na swoją rangę, ale nie na godność.

Każdy chce dziś każdego pouczać, każdego wychowywać. To jest jak choroba, która wskazuje na to, że się dostatecznie nie lubimy. Bo gdybyśmy się lubili, potrzebowalibyśmy mniej nauczycieli, mniej uczniów.

Nauczyciel poucza także dorosłych, mówca przemawia wszędzie, tak jakby miał przed sobą masy, kaznodzieja swoją kazalnicę nosi zawsze ze sobą. Wszystkie zawody są śmieszne, a stają się takie tym bardziej, im mocniej to, co szczególne, wpychają w sferę ogólnego.

Kto jest całkowicie pusty, ten już jest bębnem.

Chwaląc, pożera go.

Szanuj rzecz, z którą wiąże się wysiłek. To należy do poczucia własnej godności. Szanuj naczynia, sprzęty, odzież. Nie obchodź się niedbale, lekceważąco i nisz­czycielsko z rzeczami, w których tkwi ludzkie staranie, ludzki trud, ludzkie życie.

Żyć skrycie bez konieczności ukrywania się, to znaczy żyć właściwie.

Złodzieje nigdy nie kradną wszystkiego.

Oskarżony prosił, by jego ubóstwo uznać za okoliczność łagodzącą. Sędzia się na to nie zgodził, ponieważ – mówił – jeśli kradzież policzę na konto biedy, przypiszę ją biednym ludziom, a wtedy przepadnie domniemanie ich uczciwości.

Im prawo jest lepsze, tym więcej w nim fikcji. Prawo rzymskie posiada ich najwięcej.

Kto żąda prawa do pracy, ten żąda obowiązku pracy, przymusu pracy i pracy przymusowej.

Nie rozum, lecz rozsądek jest organem despotyzmu. Wszelki despotyzm opiera się w ostatecznej instancji na rozsądku. Każdy despota schlebia nam, że rozsądek jest siłą i że rozsądne jest słuchać władzy. Jednak przywilejem człowieka pozostaje być nierozsądnym i postępować nierozsądnie. Jego wolność polega na tym, że nie został pozbawiony tego przywileju.

Dowód prawdzie nic nie przydaje.

Jego życie polegało na podawaniu dokładnych danych.

Nauka nie tworzy oczu, lecz okulary.

Trzymaj z dala od człowieka lupy, mikroskopy i teleskopy, bo nie ujrzysz człowieka. To są metody, które sprawiają, że traci się zdolność widzenia. Widzieć nie oznacza powiększać drobne lub pomniejszać duże. Widzieć znaczy oglądać oczami i zobaczone pozostawić w proporcjach odpowiednich dla oczu.

Pracujesz nad tym, żeby swój arsenał dokładnych pojęć uczynić jeszcze dokład­niejszym. Nie bez powodzenia. Coraz bardziej upodabniają się one do narzędzi włamywacza.

Myśląc stawiamy długotrwały opór.

Obrazy nie są żarłoczne. Pojęcia są.

Mechaniczny determinizm zawiera w sobie wszelkie teorie przystosowania, akomodacji, dziedziczności, rozwoju, selekcji, hodowli. Wszystko to są mecha­niczne pojęcia. Taki determinizm jest teorią największej wygody, jest najwygodniejszą teorią.

On myśli jak wiewiórka w klatce, kręci się wciąż w swoim bębenku.

Powiada się, że prawdy nie można nikomu wynająć ani wydzierżawić, nie można jej od nikogo wynająć ani wydzierżawić. To znaczy, że nie jest rzeczą, przedmiotem, i nie mogę jej uważać za przedmiot ani tak traktować. Prawda, powiada się, nie jest do kupienia, ani do wynajęcia. Nie jest więc rzeczą, ani moją własną, ani cudzą. Nie mogę jej traktować jako własnej albo cudzej rzeczy. Czym więc jest? Jest udziałem własnego w powszechnym, powszechnego we własnym.

Istnieje kwestia, czy siła tkwi w mięsie czy w bulionie. Nie potrafię od razu o to się sprzeczać. Najpierw muszę skosztować bulionu, nim zacznę spierać się o uniwersalia.

Każde pożegnanie daje nam przeczucie śmierci.

Nie wiem, czy jestem nieśmiertelny. Ale przeczuwam, że zawsze istniałem.

W cierpieniu jest się zawsze laikiem.

Lekarze ćwiczą na zwłokach. Dlatego zwłoki pozostają często modelem, według którego leczą żywych.

Nikt nie może sam sobie wyprawić święta.

Chińskie przysłowie mówi, że człowiek, któremu spełniają się wszystkie życzenia, z każdym dniem staje się słabszy.

Nie ma nic nowego pod słońcem. Wszystko zostało uczynione, wszystko powie­dziane. A takie powtórzenia osłabiają. Jednak one osłabiają tylko tego, kto już jest osłabiony. Tak mówi zmęczenie.

Jest coś niskiego w pragnieniu, aby być kimś innym, być na miejscu kogoś innego.

Klucze można zgubić. Ale co wówczas, gdy masz klucz, a nie ma już pokoju, który mógłbyś nim otworzyć.

Osobliwi chrześcijanie: zamiast lepiej traktować swoje żony i służące, rozprawiają o chrześcijaństwie.

Dlaczego systemy słońc, dróg mlecznych i spiralnych galaktyk miałyby mną wstrząsnąć. Dużo mocniej wstrząsa mną zmarszczka na twarzy staruszki. Ta iskra czułości w twojej twarzy wstrząsa mną. Pozwólcie gwiazdom być gwiazdami i przytulcie się trochę mocniej.

Każde kłamstwo ma swoje miejsce. I w tym miejscu tkwi prawda.

Że się obdarowujemy, to dobrze. Jednak to, że człowiek siebie samego przeznacza na dar, to przemienia świat od podstaw.

Stary mężczyzna, stara kobieta powinni być dla nas godni czci niczym katedry. Gdzie nie ma szacunku dla starości, tam w ogóle nie ma religii.

Nie ma jednej konieczności, lecz niezliczona ilość. Gdyby człowiek podążał za jedną jedyną, nie byłby niczym więcej niż kamieniem. Konieczność dla każdego jest inna.

Zgadzamy się na to, że groby przemijają, pomniki upadają, królestwo roślin pokrywa cmentarze. Ból po zmarłych kończy się, potem przychodzi smutek, melancholia, potem milczenie, w końcu zapomnienie. Po trzech pokoleniach ludzie są zapomniani. Nasze cmentarze są odbiciem tego procesu, podobnego do gojenia. Dlatego nie znajdzie się cmentarza – chyba że zupełnie nowego – który wszędzie jest zadbany i utrzymany w dobrym stanie. Jest to należyte, jest to w porządku, że wkracza weń zdziczenie, na wysokość trawy, na wysokość krze­wów, na wysokość drzew, pomniki się chylą, kamień się rysuje, żelazo rdzewieje, a płyty pokrywa mech. W tym tkwi nie ból, lecz pociecha. Cmentarz musi być stary, jeśli ma być piękny. Nowe cmentarze nie mają w sobie nic pociągającego.

Wszystko, co zapomniane jest już w królestwie umarłych.

Jak lekcy stają się starcy. Stają się lekcy jak ptaszki. Niedługo odlecą.

Pogoda ducha jest zawsze oznaką wolności.

Gdzie zaczyna się nieokiełznane, tam wszystko jest zagładą, wszystko zniszczeniem. Wsłuchaj się w siebie a dostrzeżesz: gdzie brak więzów, tam są tylko grabieże, mordy, gwałty.

Ból nie omija tego, kto nieruchomo siedzi na krześle.

Samotność zakłada istnienie wspólnoty.

Wieczna wiosna nie jest już wiosną.

O czym mówi woda, o czym mówi wiatr? One wciąż mówią tylko o sobie. Nie potrafią mówić o niczym innym, to jest powodem ich melancholii.

W chichocie dziewcząt śmieje się płeć.

Kto nie ma czasu, nie dojrzeje.

Środka nie ma bez miary, miary bez środka.

Próżnowanie powiększa pokój na ziemi.

Dlaczego nie możesz przejść po linie nad przepaścią? Ponieważ przepaść jest silniejsza niż lina. To, co ciągnie w dół, jest silniejsze od tego, co przeciąga na drugą stronę.

Ciemność, mówią starożytni, jest tym, czego nie widać ani ze światłem, ani bez światła.

Co nie idzie od korzeni, nie pójdzie do korony.

Kto chce się przed wszystkim zabezpieczyć, pomnaża więzienia.

Gdzie wszystko się chwieje, tam wyrastają potężni ludzie.

Miłość od pierwszego wejrzenia – to przekracza wszelkie doświadczenie.

Gdzie brak dystansu, tam wszystko staje się demoniczne.

Dojrzewać znaczy: ograniczać się w wyborze.

Rośliny wystawiają swoją płeć na pokaz, u zwierząt jest ukryta, ludzie ją ukry­wają.

Również w bajorach, kałużach, gnojówce odbijają się gwiazdy. Nie zapominaj o tym.

Kto należy do masy? Ten, kto mechanicznie poddaje się rytmowi dokładnych powtórzeń.

Chimery oblegają granice. Tam, gdzie kończą się granice, wynurzają się potwory.

Każdy, kto myśli o przyszłości, już pcha kamień Syzyfa.

Gdzie zaczyna się liczenie i rachowanie, tam zawsze czegoś brakuje.

Potrzeba wielkoduszności, by dostrzec dwie strony jednej rzeczy.

Przykładamy puchar do ust. A gdy puchar jest przepełniony, kiedy grozi wyla­niem, przykładamy usta do pucharu. Jaka jest w tym różnica? Różnica napełnie­nia, ruchu. Pozostaje zawsze pytanie: pełnia jest we mnie czy w pucharze?

Kto wszystko widzi czarno, ten już nic nie widzi.

Im głębiej drążymy w poszukiwaniu źródeł rozkoszy, tym skąpiej tryskają.

To nie miłość, jeśli nie sprawia bólu.

Kto mógł wynaleźć guzik? Mógł to być jedynie człowiek bez polotu.

Gdybym musiał wybierać, przedłożyłbym gwoździe nad szpilki.

Myśl żywi się tym, co nie ma nazwy.

Człowiek jest swoim własnym widmem.

Trzeba być bogatym, żeby móc wiele stracić, wiele zapomnieć.

Gdyby przeszłość nas nie żywiła, pomarlibyśmy już z głodu. Teraźniejszością nikt nie może żyć. Żyjemy w teraźniejszości, żywiąc się jednak przeszłością. Troszczymy się o dzieci, tworząc dla nich przeszłość. O ich przyszłość nie potrzebujemy tyle się troszczyć; one mają ją w sobie.

Dokąd to prowadzi, jeśli traktuję wszystko alegorycznie? Sam dla siebie staję się alegorią, a tego bym nie chciał.

Odważ się być trzciną. Wtedy wiatr będzie tobą grał, ty sam staniesz się melodią.

Gdzie jest brzeg, tam jest granica, a gdzie jest granica, tam jest coś absolutnego. Bez granic nie byłoby nic absolutnego. Bez granic byłaby tylko pusta przestrzeń.

Jest coś małego w człowieku będącym jedynie obserwatorem człowieka. Owa małość jest w maksymach La Rochefoucaulda.

Prawda rani. Jednak prawda, wypowiadana po to tylko, aby zranić, cierpi. Prawda jest dyskretna; ona nie może stać się niedyskretna. Niedyskrecja jest uchybieniem wobec prawdy. Albowiem warunkiem wypowiadania prawdy jest właściwy czas i odpowiednie miejsce.

Są dwa rodzaje odwagi. Jedna jest jak strzała, druga jak tarcza.

Psychologowie są kiepskimi kochankami.

Sądzili, że jest wyniosły, a on tylko zezował.

Kto ma zepsute zęby, próbuje je ukryć, gdy się śmieje. Ale wówczas zepsuty jest śmiech.

Im większe miasto, tym mniej sąsiadów.

Przychodzący i odchodzący pozdrawiają się, dlatego dzieci i starzy ludzie są dobrymi towarzyszami. Opowiadają sobie bajki, ponieważ mają historię przed sobą, mają ją poza sobą.

Ten ćwiczy już postawy na własny pomnik. Ten odnosi posągi z powrotem do kamieniołomu marmuru.

Powoływał się na to, że również słońce ma plamy.

Wenus nie jest próżna. Również kobiety są mniej próżne niż mężczyźni. Jedwabna pończoszka, szminka, wysoko zasznurowane piersi, wilgotne spojrzenia, wszystko to jest nie – jak uważają teologowie – próżność, lecz popęd. A popęd nie jest próżny. Próżność osłabia popęd. Mężczyźni stają się tym próżniejsi, im bardziej kobiecy się stają.

Człowieka trzeba popchnąć, aby zobaczyć czy ustoi czy też upadnie. Człowiek nigdy nie poddany próbie, nie doświadczony, nie posiada dającego się określić charakteru.

Wstydliwość jest oznaką zmysłowości. Bezwstyd nie jest zmysłowością, lecz jej defektem. Bezwstyd jest zawsze również czymś duchowym.

Człowiek bez skóry to obrzydliwy widok. Myślenie, któremu brakuje skóry nie jest wiele przyjemniejsze. Mam dziś wrażenie, że poruszam się wśród odartych ze skóry.

Duch, który drąży i dręczy, zostawia wyłącznie dziury.

Ci, co się nudzą, potrafią sławić namiętności.

Mówisz mi, że nie lubisz wielkich słów. Ale mówisz to za często.

Jemu odpowiada każde towarzystwo, byleby tylko nie musiał być u siebie. Kto jest ze sobą w zgodzie, ma towarzystwa dość.

Oskarża żołądek, który sobie zepsuł.

Nieumiarkowanych poznaje się po sposobie, w jakim sławią umiar.

Kto chce być wciąż dowcipny, szybko staje się pogardzany.

W kraju, w którym nie ma szacunku dla starych ludzi i starych drzew, nie będzie nigdy ładu ani pokoju.

Ostrożny człowiek. Obiecuje tylko to, co inni mogą dotrzymać.

Kamienie pęcherzowe przewyższają twardością wszystkie diamenty.

Kto się nudzi, kto odczuwa przesyt, kto ma zły nastrój, ten nie powinien ani pisać listów, ani odwiedzać przyjaciół.

Mężczyźni są ofermami we wszystkich interesach, jakie kobiety załatwiają mię­dzy sobą.

Kobiety drwią sobie z wrogów kobiet, ponieważ wiedzą, że z ich powodu jeszcze na niczym nie straciły.

Kobiety między sobą są najmniej uprzejme i najbardziej skore do łamania reguł.

Uprzejmość i takt to dwie różne rzeczy, ponieważ ta pierwsza może opierać się na konwencji i być przybrana. Takt nie ma nic z przybrania; on jest rytmem i jako taki pozostaje wrodzony.

Zazdrość boli już w rogach, które jeszcze nie wyrosły.

Pochlebcy jak ślimaki torują sobie drogę, wydzielając śluz.

Interes – mawiają bankierzy – to pieniądze innych ludzi.

Powiedzieć, że coś jest korzystne, nic nie znaczy, jeśli się nie doda, dla kogo.

Mówi się: „poznaję to po twoich oczach, po twoim nosie”. Uszy trudniej rozszyfrować.

Garbus posiadający dobroć posiada bardzo dużo dobroci.

To też niebezpieczne, nikomu nie ufać.

Kto się nudzi, ten nudzi cały świat.

Kto dużo się uśmiecha, oducza się śmiać.

Na ptaki zastawia się sidła. Ludzie mają tę dobrą stronę, że zastawiają je sami na siebie.

Pochlebcy są złodziejscy jak muchy-śmietki. Oni łasują na próżnych.

Dziewczę pozbawione miłości jest gorsze niż dziewczę, które źle się prowadzi.

Kropla dobroci to więcej niż beczka wiedzy.

On żyje wiadomościami. Ale żyć wiadomościami to znaczy prowadzić życie uzależnione od zastrzyków.

Rozcieńczanie – to środek, aby wszystko uczynić nieszkodliwym. Ale po to, żeby go skutecznie użyć, muszę sam się rozcieńczyć.

Nie zadał sobie trudu, aby się czegoś nauczyć. Ale nauczył się jednego: trudzić innych.

Świat trzeba zostawić nienaruszony, jeśli chce się ujrzeć delikatny pyłek okrywa­jący rzeczy.

Cierpliwość posiada się tylko wraz z celem. Bez celu nie ma cierpliwości. Nie istnieje cierpliwość abstrakcyjna.

Szczyt namiętności jest wysoki i wąski. Nie mogę się na nim wygodnie umościć, nie mogę zamieszkać.

Reguła towarzyska: nie przestawać z ludźmi poszukującymi przeżyć.

Mówi się, że pewne zajęcia wysuszają ludzi. Może tak być. Jednak wydaje mi się, a spotykałem się z tym dużo częściej, że to człowiek wysusza swoje zajęcia. Bezkrwisty, oschły człowiek wystarczy, żeby wszelkie zajęcia stały się bezkrwiste i suche.

Kto nie potrafi słuchać, me potrafi być posłuszny. Kto nie potrafi być posłuszny, nie potrafi myśleć.

Pod skórą nie ma drugiej skóry, lecz muskuły, nerwy i żywe mięso. Kto nie szanuje skóry, kto nie ma wobec niej respektu, cóż czyni? Odziera człowieka ze skóry.

Kobiety, które w kłótni porzucają wszelką logikę, doprowadzają mężczyznę do rozpaczy. Jednak w jego logice nie ma słuszności. On nie ma słuszności przez to, że myśli bardziej logicznie niż kobieta. Kobieta zachowuje swoją rację wobec całej słuszności logicznych argumentów. Kobieta respektuje mężczyznę, a nie logiczne myślenie.

Mężczyźni łatwo wmawiają sobie, że logika, która jest w ich głowie, znajduje się również poza nią. Kobiety nie podzielają tej wiary; skłaniają się raczej ku temu, by rozstrzygać w każdym poszczególnym przypadku. Jednak to, co wygląda u nich na dowolność, może zostać potwierdzone przez rozum.

Ze zbioru: Gedanken und Merkzeichen (Frankfurt nad Menem 1949).

Z powrotem do źródeł! Nie jest źródłem ten, kto to głosi.

Również myśl, że wszystko przemija, jest przemijająca.

Pokój zawarty przez kastratów, także jest wykastrowany.

Kto ucieka od swego cienia, ten ucieka od światła.

Archeologia wiąże się zawsze z profanacją grobów.

On jest drzazgą, która zawsze jątrzy.

Czystość nie jest niczym, co mogłoby zostać człowiekowi przydane. Ona wyraża się w braku. W śniegu, w dziewicy, w białym papierze. Czystość odsyła do nieobecnego. Przeto w negacji jest coś czystego. Dlatego sterylność ma pozór czystości.

Kto chce ponad bogów, wpada w ręce tytanów.

Urzędnik: „Gdzie pan pracuje?”

Ja: „Nigdzie. Jestem niezależny”

Urzędnik: „Czy posiada pan na to zezwolenie?”

(Dosłownie z rozmowy, jaką odbyłem w roku 1947 w urzędzie zatrudnienia)

Na sztuce lawirowania zna się tylko ten, kto ma cel.

Kiedy znikają żebracy, to znak, że bieda się rozprzestrzeniła.

Porządek w pokojach starych panien wskazuje, że coś zaniedbały. Stąd rzewność, wzruszenie, które nas ogarnia na widok takiego porządku.

Wyzysk, jaki praktykują wyzyskani, wysysa szpik z kości.

Nie tworzy się prawa, powiększając ilość prawników, zdrowia, powiększając ilość lekarzy, pobożności, powiększając ilość teologów. Państwo nie jest silniej­sze, gdy powiększa się ilość urzędników, gospodarka nie kwitnie, gdy zwiększa się ilość ekonomistów, armia podupadnie wtedy, gdy powiększy się ilość żołnie­rzy. Widać to jak na dłoni, jednak nikt się do tego nie stosuje.

Człowiek, który nie miał młodości, szybko umiera.

Skowronek nie wznosi się ponad swoją pieśń.

Dobrzy są silni nie dlatego, że złych brakuje, lecz dlatego, że istnieją.

Plany plantują.

Tam, gdzie wszystko można powiedzieć, dobre jest milczenie.

Krowa, która staje się czynnikiem ekonomicznym, wstrzymuje wytwarzanie mleka.

Chytrość pochodzi z niedostatku. Dlatego pustynne lisy są chytrzejsze od innych.

Robak tkwi we wszystkim, również w robaku. Przemyśl to i skończ ze swymi robaczywymi rozważaniami.

Teologia posługująca się wydestylowanym człowiekiem – narratio diaboli.

Gdyby twoje słowo było nawozem, który rozprowadza się na polach, chciałbym je czcić.

Epidemie są dowodem na to, że człowiek jest istotą społeczną.

Humus jest cykliczny, gnicie jest cykliczne.

Przemysł produkujący konserwy konserwuje to, co podlega gniciu.

Szczerość i umiłowanie prawdy to dwie różne rzeczy.

Ciało kobiety bardziej jest naczyniem niż ciało mężczyzny.

Jest rekord wierceń głębinowych na czas. Trudniej wytworzyć warstwę próchni­cy na grubość trzech cali.

Zawistnicy są zawistni o szczęście. Obstają przy cnocie, zasłudze i pilności.

Do procesów zachodzących w aparatach destylacyjnych, należy również uzasad­nianie etyki jako samodzielnej dyscypliny.

Znajomość rzeczy i znajomość ludzi trudno ze sobą pogodzić.

Wszystko wulgarne jest zarazem głupie.

Źdźbło gnie się, bo jest zakorzenione.

Gdy dostrzeże się wieczne powroty, zaczynają się święta. Człowiek, który nie dostrzega powrotów, homo linearis i linearius, nie zna świąt. Dostaje urlop i wyjeżdża na wczasy.

Bóg, który porusza się, tańczy.

Wstręt wobec spraw płci jest oznaką cherlactwa.

Świat nauki jest najbardziej odległy od boskiego świata.

Ze zbioru: Gedanken und Merkzeichen. Zweite Sammlung (Frankfurt nad Menem 1954).

Ludzie nie wierzą już w bajki. Nawet nie wiedzą, że pozostają w służbie olbrzymów i że skrzaty wyprowadzają ich w pole.

Przed dalekim skokiem skoczek musi się cofnąć. Siłę do skoku czerpie z obszaru, na którym się nie skacze.

Godność pozbawiona wdzięku jest irytująca i trudna do zniesienia.

Ten wysiaduje porcelanowe jaja.

Kto siebie oszczędza, nie oszczędza innych.

Od mężczyzn więcej wychodzi, do kobiet więcej przychodzi.

Litość w stosunkach pomiędzy płciami wskazuje na brak Erosa. Eros nie jest litościwy.

Gdy wszystko staje się przezroczyste, nic już nie widzimy. Kiedy ubywa wdzięku, najpierw znikają motyle.

Zaciemnianie pokoju – egzystencjalizm. Oświetlanie sypialni – psychoanaliza.

Matką ducha ziemi moce. Władza niebios jego ojcem.

Utknął w sylurze, w dewonie. Prekambryjska formacja życia duchowego i inte­lektualnego.

Liberalny mieszczuch oklaskuje nawet swą własną zagładę.

Szlachetni ludzie, mówi przysłowie, myślą długo. Dają sobie czas. A tylko ten, kto ma czas, jest szlachetny.

Dobroć potwierdza się tam, gdzie brak sympatii.

Tylko mumie nigdy się nie zmieniają.

Nadmiar jedynie wówczas nie ciąży, kiedy zamienia się w dar.

Istnieją umysły, które są ciemne, w których nie ma światła. Oraz takie, które są tak jasne od sztucznego światła, że już nic nie widzą.

Dialektyka i sofistyka. Dziewki służebne, które w nędznych sukniach kłócą się i strofują, podczas gdy Sophia z uśmiechem staje w drzwiach.

Dobrodziejstwo przemijania jest wielkie.

Fortuna rozprasza majątki przy pomocy szulerów i łatwych dziewcząt. To jest sprawiedliwe wyrównanie.

Od rousseauizmu do gilotyny jest tylko jeden krok.

Z: Bemerkungen in Prosa und Versen („Scheidewege”, 1971/1972)

Na symbolicznym flecie nikt nie zagra.

Frazesy: „On stoi pośrodku życia”. – „On stoi obiema nogami w życiu”. Jak tego dokonał? Stoi w swoim życiu czy w czyimś? „On stoi na gruncie faktów”. A nie na fakcie gruntu.

Cło drogowe nie pomnaża kraju. Geometrzy pomniejszają go.

Podłość ma wiele drzwi.

Kołyska, łoże i trumna są z tego samego drzewa życia.

Mówić, że coś jest dobre, piękne, prawdziwe, nic nie znaczy. To tylko naklejone etykiety.

To jest bogacz.

Gdy go okradają,

nie zauważa tego.

Gdy zauważy,

to się śmieje.

Obraz świata – nie obraz, tylko abstrakcyjna gadanina. Światopogląd – nie pogląd, lecz namiastka, jego surogat.

Naiwni sądzą, iż piękny krajobraz tworzy poetę. Poeta czyni krajobraz pięknym; bez niego nie ma pięknych krajobrazów.

Wybór z: Bemerkungen („Scheidewege”, 1976 z.4).



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»