Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 23 (1994)
Poniższe cytaty zaczerpnęliśmy z książki „Kto mnie nie chciał” wydanej przez „Jedność” w Sztokholmie w 1982 roku. Składają się na nią artykuły Stanisława Cata-Mackiewicza „Świstek papieru”, „Modlitwa Judasza”, „Referendum”, „Zapiski z kraju niewoli”. Większość cytatów to fragmenty listów autora skierowanych do Michała K. Pawlikowskiego, które ten podał do druku w artykule „Stanisław Mackiewicz w listach do przyjaciela” opublikowanym na łamach paryskiej „Kultury” w maju 1967 roku. Cytaty wybrał Tomasz Gabiś.
Jaka szkoda, że jako pisarz nie potrafiłem wyleźć na międzynarodową scenę. Ale dla tego trzeba być albo pijakiem jak Strindberg lub Przybyszewski, albo pederastą… albo co najmniej Żydem.
Przegrywali zawsze ci, z którymi byłem: Sławek, ziemianie kresowi, ziemie wschodnie. Doprawdy może lepiej, abym stanął po stronie bolszewików. Jeśli to nie spowoduje ich upadku, to już nic nie spowoduje.
Przez higienę mózgu wystrzegam się przede wszystkim kontaktu z durniami.
Na podstawie swych studiów dzielę ludzkość na trzy zasadnicze kategorie: pierwsza – Radziwiłłowie, druga – szlachta litewska, trzecia – inni ludzie tj. żółci, czarni, biali.
Studiuję wciąż filozofię i utwierdzam się w przekonaniu, że to nie nauka, ale choroba umysłowa.
Jaka jest różnica między Rumunami a Polakami? – Rumuni przeważnie kończą się na „sku”, a Polacy zaczynają się na „sku”.
Polowanie to jest ten akt płciowy – spółkowania rozkosznego z przyrodą.
Mel (Wańkowicz) poszedł przed dom partii, oblał się benzyną i spalił na znak protestu. Dziwne, że nikt w to nie wierzy i wybuchają śmiechem jak to opowiadam.
Aleksiej Tołstoj upił się i podchodzi do Stalina z kieliszkiem mówiąc: „Pierwszy pisarz ziemi rosyjskiej pozwala sobie zaproponować wypić z nim na «ty»” . Stalin zmierzył Tołstoja od stóp do głowy i odpowiedział: „Wolne żarty, panie hrabio”.
Kisielewski zapytał Stommę, gdzie w Trylogii wypowiedziane jest zdanie: „Kończ waćpan, wstydu oszczędź”. Stomma zamyślił się i odpowiedział: „Tak mówiła kniaziówna do Skrzetuskiego”. Zresztą może to Kisielewski wymyślił.
Mój brat Józio ogłaszając swój życiorys pominął lata, kiedy pracował w „Słowie”, choć pracował blisko 17 lat… Dotknęło mnie to do żywego: praca w „Słowie” była dla każdego zaszczytem. No, ale mniejsza z tym.
Że nowele Czechowa są lepsze od jego sztuk scenicznych wie każdy oprócz Anglików i innych zboczeńców.
Grzebaliśmy dziś śp. Strońskiego.[*] Pogrzeb był bardzo a to bardzo obskurny. Uznaliśmy obaj z Karolem (Zbyszewskim), że absolutnie nie warto było umierać na taki pogrzeb.
Mel (Wańkowicz) jest człowiekiem sprytnym, pełnym poczucia aktualności, gatunków wazeliny etc. ale Bóg pozbawił go całkowicie talentu, co on zastępuje pracowitością i sztucznością.
Niejaki Trościanko, syn krawca z ulicy Wileńskiej wymyśla mi w sposób niesłychany na eterze Free Europe.
Proust jest pederastą, jest poza naszą cywilizacją opartą na kulcie kobiety.
Cała niemiecka filozofia XIX wieku z Heglem na czele ogłupiła ludzkość na trzy pokolenia. Marx – który zresztą, jako prawy Żyd, targował towarem cudzym, bo cały materializm historyczny był wymyślony przez Feuerbacha, pastorowicza niemieckiego – przejął zupełnie idiotyczną metodę myślenia tego durnia Hegla.
Gołubiew równie zacny i miły człowiek jak bzdurny pisarz. Zresztą nic jego nie czytałem.
Nasza emigracja jest jedną wielką trupiarnią… Na każdym prawie większym zebraniu ktoś zdycha.
Ostatecznie wszyscy(!) prócz mnie na tej emigracji są szpiclami.
Z wielką przyjemnością czytam nekrologi znajomych. Przyjemnie jest myśleć, że z jednym durniem mniej trzeba będzie się witać.
Zostałem w dniu 8 czerwca (1954) premierem i pracuję po 16 godzin dziennie… na ogół tutaj nie trzeba premiera a weterynarza do chorych pawianów… Ale to już ostatnia możliwość polskiej emigracji… stoczy się teraz w ostatni śmietnik.
Ruch cząstek kropli deszczu jest taki sam, co ruch planet we wszechświecie; intrygi polityczne w mojej Radzie Rzplitej są takie same, co w wyrafinowanym parlamencie francuskim, może nawet subtelniejsze i gwałtowniejsze, bo tu ludzie nie mają nic innego do roboty, przypominają głodne pająki, które podobno zamknięte w naczyniu szklanym same siebie zjadają ze złości.
Emigracja już dawno uległa procesowi starzenia się. Obecnie już gnije i śmierdzi.
Co do mnie to bym następcą prezydenta zrobił króla Michała rumuńskiego. To by przynajmniej było posunięciem i nie rozumiem, dlaczego mamy być o tyle głupsi od panów krakowskich, którzy nie chcieli swych Piastów, których wtedy było jak psów – a wcale nie wymarli jak się to wielu ludziom zdaje – a wybrali księcia obcego.
Zostawanie na emigracji dla zarobku jest uzasadnione, lecz zostawanie na emigracji ze względów politycznych jest dziś straszliwym błazeństwem.
Emigrację pamiętam jako burdel z kurwami i pederastami do sprzedania, w którym ciągle kazano mi się modlić i śpiewać pieśni nabożne…Tu (w PRL-u –red. Stańczyka) uważam, że jestem między swymi, że nie jestem ani w burdelu, ani w domu wariatów.
Londyn jest miastem, w którym nie żal umierać – jak doskonale powiedział Ryszard Kiersnowski.
Na szczodrość człowieka podpisującego czek, znakomicie wpływa okoliczność, gdy wie, że czek jest bez pokrycia.
Niektórzy Polacy gotowi są mówić: aresztowanie 16 polityków polskich, którym Anglia pośrednio gwarantowała bezpieczeństwo osobiste, pośrednicząc w komunikowaniu rządowi sowieckiemu ich pseudonimów konspiracyjnych, otworzyło nareszcie politykom brytyjskim oczy na to co dzieje się w Polsce pod okupacją rosyjską. Oczywiście tego rodzaju rozumowanie jest absurdem od początku do końca. Tak myśleć mogą tylko dzieci i Polacy, co zresztą w polityce często jest synonimem.
Zagadnienie polskie przestało być dla Anglii zagadnieniem klasy Foreign Office, a stało się zagadnieniem klasy Intelligence Service.
Wiem, że jest to ciężkie i niepopularne, ale nie należę do tych, którzy twierdzą, że patriotyzm polega na okłamywaniu polskiego społeczeństwa i utrzymywaniu go w stanie ciągłych iluzji.
Z chwilą gdy prof. Stroński myśli o polityce swego kraju, o polityce Polski, rozumuje metodą polską tzn. odrzuca wszelki rachunek sił, odrzuca zasadę, że do wojny dążyć można tylko wtedy, kiedy ma się pewność a przynajmniej duże szanse jej wygrania i mózg jego zaczyna ulegać normalnym dla polskiego polityka konwulsjom sentymentalno-frazeologicznym.
Jeśli na przykład chwalimy się tym, że nie mieliśmy Quislinga wobec Niemców, to Anglicy na to dawniej reagowali patrzeniem nam w oczy w sposób swoisty, który zdawał się mówić: „a więc to prawda, co wam zarzucają, że jesteście poczciwi durnie”, a teraz już się nas pytają: „a dlaczegóż teraz macie ich tak wielu, od Osóbki do Jędrychowskiego i jeszcze dalej?”
Jest coś gorszego od kuchni angielskiej, mianowicie k…a angielska.
Romantyzm polski tak zakłamał historię XVIII wieku, że nawet bardziej niż bolszewicy zakłamali historię.
Pan Stroński nie odpowiada mi na pytanie dlaczego do Polski na opór zbrojny przeciw niemieckiemu okupantowi posyłali Anglicy broń i pieniądze, dlaczego wzywali do niego przez radio między innymi ustami gen. Sikorskiego, lub tegoż profesora Strońskiego, a natomiast na wysepkach angielskich na kanale, okupowanych również przez niemieckiego okupanta, nie było żadnego oporu, a burmistrz, który na tych wysepkach podpisał list gończy wyznaczający nagrodę pieniężną za uchwycenie człowieka piszącego na płotach antyniemieckie napisy został przez króla uszlachcony. Pan Stroński omija drażliwą kwestię dlaczego rząd angielski i on sam uważał, że obywatel polski ma iść na walkę, w której na jednego zabitego Niemca, nieprzyjaciel był w stanie zamęczyć tysiąc Polaków, a obywatel brytyjski miał zakazane porywanie się do walki w takich warunkach. Dobrze przynajmniej, że prof. Stroński nie broni wywołania powstania Warszawy i zguby naszej stolicy. O! Nie chcę mu wypominać tych wszystkich mów przez radio, w których wzywał do zbrojnego oporu, który tak powiększył naszą klęskę nie dając nam nic, a przynosząc tylko pewną korzyść, zresztą korzyść nieproporcjonalnie większą niż na to wydano funtów szterlingów, naszemu sojusznikowi, który tak to ocenił i tak o tym pamiętał chociażby w czasie obchodzenia zwycięstwa. [**] Nie pracował pan Stroński nigdy pour le roi de`Prusse – to prawda, ale napracował się w swoich pogadankach radiowych pour roi d`Angleterre. I czy mu czasami nie jest straszno, gdy pomyśli, że każde słowo w tych pogadankach powiększało ilość ofiar w Oświęcimiach różnego rodzaju, i co gorsza, powiększało bez żadnego stąd zysku dla sprawy Polski.
[* ]Stanisław Stroński (1882-1955), publicysta, polityk, romanista na UJ i KUL, związany z konserwatystami, następnie z Narodową Demokracją; poseł na Sejm (1922-1935), wicepremier i minister informacji w gabinecie gen. Sikorskiego (1939-1943).
[**] Zabrakło wówczas polskich sztandarów.
