«
»

Przegląd niemiecki

PRZEGLĄD NIEMIECKI – XVIII

05.23.12 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

Wiosną 2000 roku  sześć osób z niemieckiej  sceny prawicowej spotkało się, aby wysondować szanse zinstytucjonalizowania prowadzonych w środowisku inicjatyw edukacyjnych  i  badawczych.  Owocem tego spotkania było powołanie prawicowego think-tanku, któremu nadano nazwę Instytut Polityki Państwowej. Głównym pomysłodawcą i ideowym spiritus movens całego przedsięwzięcia był historyk i publicysta Karlheinz Weißmann (ur.1959), organizatorem  i „menedżerem  koncepcji”  został  Götz Kubitschek (ur.1970). Wokół Instytutu skupiło się grono pisarzy politycznych, historyków, publicystów średniej i młodej generacji niemieckiej prawicy, które  w 2002 roku stworzyło wydawnictwo Edition Antaios a w rok  później polityczno-kulturalny kwartalnik, a obecnie dwumiesięcznik, „Sezession” . Powstał w ten sposób mikro-konglomerat medialny, w skład którego wchodzi ponadto strona internetowa, gdzie w  „Dzienniku sieciowym” publikowane są komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych i kulturalnych, noty, polemiki i recenzje.

Karlheinz Weißmann studiował teologię ewangelicką i historię, jest znawcą symboliki politycznej prawicy niemieckiej i europejskiej, autorem kilkunastu książek m.in. Droga ku przepaści. Niemcy pod rządami Hitlera w latach 1933-45, Socjalizm narodowy, Arnold Gehlen. Pionier nowego realizmuWszystko co po prawej stronie. Idee, umysły i perspektywy politycznej prawicy, Swastyka – symbol stulecia. W latach 90. XX wieku współpracował z czołowym, nieistniejącym już,  niemieckim pismem konserwatywnym „Criticón” – redagowana przez Weißmanna „Sezession”  chce być  w pewnej mierze kontynuacją monachijskiego dwumiesięcznika.  Idee i koncepcje, nieżyjących już, założycieli i redaktorów „Criticónu”  Caspara von Schrenck-Notzinga i Armina  Mohlera stanowiły bez wątpienia inspirację dla kręgu skupionego wokół IPP i „Sezession”.  Na ich myślenie wpływ wywarł zwłaszcza Mohler reprezentujący specyficzny typ otwartej a zarazem bezkompromisowej prawicowości. „Secesjoniści” podpisują się pod słowami autora Zwymyślania liberałów:

„Człowiek staje się prawicowcem dzięki swego  rodzaju «drugim narodzinom», przeżywa się je – jedni wcześniej, inni później – wówczas, kiedy zdajemy sobie sprawę, że żaden człowiek nie potrafi zrozumieć, uchwycić i opanować myślowo rzeczywistości jako całości.  To przekonanie jednych nastraja melancholijnie, ale  innym otwiera oczy na cudowność świata. Obu oszczędza trwonienia życia na utopie”.

Instytut Polityki Państwowej wydaje broszury i książki poświęcone różnym dziedzinom życia społecznego, prowadzi badania naukowe i polityczną pracę formacyjną. Organizuje tzw. Wykłady Berlińskie czyli wykłady i dyskusje panelowe z udziałem naukowców, filozofów i myślicieli politycznych; gośćmi Instytutu m.in. Ernst Nolte, Hans-Hermann Hoppe, Paul Gottfried, Alain de Benoist, Martin van Creveld, Arnulf Baring. Dawny aktywista rewolty studenckiej 68 roku Bernd Rabehl  wygłosił wykłady na temat „represywnej tolerancji” oraz stosunku lewicy do narodu.

Dwa razy do roku IPP organizuje konferencje (tzw. Akademię Letnią i Zimową), poświęcone zarówno aktualnym problemom  (kultura polityczna, imigracja i integracja, edukacja, wojna i konflikty zbrojne, demografia, przestępczość, kobiety jako żołnierze, polityka historyczna, polityka zagraniczna) jak również kwestiom religijnym,  historii Niemiec, historii idei itp. Wygłaszane referaty mają naświetlić daną kwestię z różnych stron np. na  konferencji o islamie mówiono o islamie w Niemczech, systemie dżihadu, relacjach chrześcijaństwa i islamu oraz Wschodu i Zachodu, islamie  jako temacie  politycznym. Na konferencji o faszyzmie referenci zajmowali się koncepcją faszyzmu Ernsta Noltego, faszyzmem w krajach pozaeuropejskich,  antyfaszyzmem, relacjami faszyzmu i artystycznej awangardy, filozofią faszystowską.

Jedną z najbardziej udanych konferencji zorganizowanych przez IPP była ta, na której uczestnicy zastanawiali się, czy w 1945 roku istniały jakieś prawicowe alternatywy dla systemu demokratyczno-liberalnego; zaprezentowano koncepcje chrześcijańskich konserwatystów, „łagodych” konserwatywnych technokratów, idealistycznych nacjonalistów, pruskich tradycjonalistów i  niemieckich gaullistów.   Bardzo dużą wagę przywiązuje IPP do problematyki edukacji i wychowania, które, jak powszechnie wiadomo, są ulubionym placem zabaw lewicowych utopistów, tutaj zło wyrządzone przez nich jest ogromne. Organizuje – głównie dla licealistów i studentów – weekendowe seminaryjne kursy Collegium Dextrum, mające dostarczyć im wiedzy pomijanej przez szkołę i uniwersytet. Dla nich też przeznaczony jest trzytomowy Podręcznik Polityki Państwowej, mający tworzyć niejako rusztowanie konserwatywnego światopoglądu, uczyć kanonu, idei i  tradycji konserwatywnych.  Tom pierwszy zawiera przewodnie pojęcia i terminy, drugi prezentuje  postaci , trzeci   omawia kluczowe dzieła i teksty.

Celem Instytutu Polityki Państwowej jest ujawnienie zagrożeń jakie stwarza dla państwa tzw. demokratyczny pluralizm, który wydaje je na łup partii i grup interesu. Jego efektem jest wszechobecny „lobbizm” czyli konkurowanie o to, kto potrafi  wywalczyć – kosztem ogółu – największe przywileje dla swojej klienteli.  IPP piętnuje wpływanie politycznego establishmentu RFN na państwo prawa, zarzucając mu że chce w ten sposób pozbyć się niewygodnych mu krytyków i przeciwników politycznych, aby ostatecznie ustanowić światopoglądową jednomyślność oraz jedność państwa i społeczeństwa, doprowadzając tym samym do absurdu ideał pluralistycznego ładu wolnościowego. Występuje przeciwko socjaldemokratyzacji państwa i całego spektrum polityczno-ideologicznego w Niemczech, krytykuje ideologię i praktykę tzw. wielokulturowości. Główne przesłanie ideowo-polityczne IPP mieści się w postulacie obrony i zachowania narodowej oraz kulturalnej tożsamości,  bez której  naród i państwo nie przetrwają.

Warto nadmienić, że działalność Instytutu napotykała na liczne przeszkody, w Berlinie wielokrotnie odmawiano mu wynajęcia pomieszczeń. Neokomuniści, antyfaszystowskie draby, aktywiści Zielonych (czyt. Czerwonych) grozili i zastraszali właścicieli i administratorów budynków, wywierano naciski na referentów i wykładowców. Kilka lat temu Deutsche Bank bez podania powodów wypowiedział  wszystkie konta  Instytutowi, czasopismu „Sezession”,  wydawnictwu Antaios a nawet prywatne konto Götzowi Kubitschkowi – z zaprzyjaźnionych źródeł „secesjoniści” dowiedzieli się, że bank otrzymał odpowiednią „sugestię” z zewnątrz. Innymi słowy,  zwyczajny antyfaszyzm.

Na jedną z konferencji organizowanych przez IPP tygodnik „Stern” wysłał swojego współpracownika;  młody ów człowiek brał udział w dyskusjach, wieczorem pił ze wszystkimi piwo, gawędził przyjaźnie z obiektami swojego szpiclowania, a następnie ogłosił w „Sternie” „raport”, czy raczej donos,  pełen przeinaczeń, oszczerstw i kłamstw. To typowe dla lewicowych denuncjatorów  dążenie do stygmatyzowania „Innych” i „Obcych”,   miało i tę konsekwencję, że podjudzeni przez lewicowych agitatorów uczniowie liceum,  w którym uczy Weißmann, zaczęli domagać się zwolnienia z pracy „przebrzydłego faszysty”. Na szczęście znaleźli się odważni uczniowie, którzy stanęli w jego obronie a dyrekcja szkoły nie ugięła się pod presją zwolenników „Berufsverbot” dla nieprawomyślnego pisarza.

W skład redakcji wydawanego przez IPP dwumiesięcznika „Sezession” wchodzą, obok Weißmanna, Götz Kubitschek, jego żona Ellen Kositza i  Wolfgang Dvorak-Stocker z Grazu. Ten ostatni (ur. 1966) jest właścicielem wydawnictwa  Leopold Stocker Verlag, publikującego  między innymi książki Erika von Kuehnelt-Leddihna. Od 1999 roku wydaje  kwartalnik „Neue Ordnung”, a od 2004 roku kieruje również wydawnictwem Ares Verlag specjalizującym się w  literaturze polityczno-historycznej.

Ellen Kositza, studiowała germanistykę, historię, filozofię, jest matką siedmiorga dzieci, „konserwatywną feministką” w wielce złośliwy sposób atakującą fanatyczne wyznawczynie „genderyzmu” – napisała książkę Gender bez końca. Co zostało z mężczyzny. Jej mąż Götz Kubitschek, redaktor odpowiedzialny pisma, stoi na czele  wydawnictwa  Edition Antaios, jest też twórcą „sieciowego dziennika” oraz aktywistą  Akcji Konserwatywno-Wywrotowej. Lewicowcy z antify nazywają go „salonowym faszystą”, natomiast prawicowi radykałowie wydrwili  jego działalność jako „intelektualny onanizm” i oskarżyli go, że jest  elementem „Systemu”. Razem z innym autorem z kręgu „Sezession” Michaelem Paulwitzem Kubitschek wydał w zeszłym roku pracę Niemieckie ofiary, obcy sprawcy. Przemoc obcokrajowców w Niemczech, a razem z Erikiem Lehnertem (ur.1975) książkę o jednym z wyśmienitych pisarzy niemieckich Joachim Fernau. Życie i dzieło w tekstach i obrazach. Lehnert kierujący dziś  IPP od strony organizacyjnej, jest filozofem – w swoich pracach analizował krytykę antropologii filozoficznej u Karla Jaspersa i teleologię natury Teilharda de Chardin.

Dotychczas ukazało się 45 numerów „Sezession”. Pismo za swoje dewizy przyjęło  „Etiam si omnes ego non” oraz  „Right is right and left is wrong”. Na jego łamach pisali m.in. Paul Gottfried, Gunnar Heinsohn, Ernst Nolte, Josef Schüsslburner,  Robert Spaemann, Martin van Creveld, Hans-Hermann Hoppe,  Bernd Rabehl. Nie zajmuje się bieżącą polityką, ale metapolityką, z uwagą obserwuje współczesne prądy kulturalne, wydarzeniom i zjawiskom politycznym przygląda się zawsze z nieco szerszej perspektywy. Redaktorzy uważają, że bycie konserwatywnym, niesfornym, inteligentnym jest nakazem chwili, ten kto żyje w Niemczech mając otwarte oczy i umysł, ten będzie się wstydził swoich lewicowo-liberalnych dziecinnych marzeń i skieruje wzrok na prawo, czyli tam gdzie się myśli i argumentuje. W obliczu kryzysu drążącego naród, idei, koncepcji i rozwiązań szukać należy na prawo od centrum. Rządzące w Niemczech „pokolenie 68″ stworzyło państwo ideologicznego nadzoru i stale radykalizuje „rozrachunek z przeszłością”(zgodnie ze swoimi moralnymi zasadami: „Moim honorem jest skrucha” , „Jestem dumny, że jestem winny”), pogarszając tym samym, i tak już dostatecznie złą, psychiczną i duchową kondycję Niemców. Celem ówczesnej  rewolucji kulturalnej, było zajęcie przynoszącej profity pozycji we współczesnym społeczeństwie konsumpcyjnym oraz zdobycie wpływu na kształtowanie życia społecznego i opinii publicznej.  Niestety, cel ten udało się  rewolucjonistom zrealizować i dziś w Niemczech, owej – jak ją lubią określać „secesjoniści” – postenerdowskiej, „zgenederyzowanej”, „antfaszystowskiej” demokracji, dochodzi  do tego, że obywatele pytają z obawą, czy politycznie poprawne jest bycie mężczyzną? Czy politycznie poprawne jest bycie Niemcem? Czy politycznie poprawne jest pragnienie, aby być Niemcem pośród Niemców? Dlatego „Sezession” prowadzi podjazdową walkę z  „ideami 1968 roku” i „państwem 1968 roku”.

Numery tematyczne pisma  (trafia do nich część referatów wygłaszanych na Zimowych i Letnich Akademiach), poświęcono  m.in. Konradowi Lorenzowi, Ernstowi Jüngerowi, Oswaldowi Spenglerowi, Mircei Eliademu, Carlowi Schmittowi, Europie, chrześcijaństwu, elicie, młodzieży, religii, konserwatyzmowi, Konserwatywnej Rewolucji, polityce seksualnej ( analiza erosa faszystowskiego, erosa gejowskiego, erosa lewicowego etc.)  Możemy w „Sezession” poczytać o takich problemach jak biopolityka i państwo socjalne, pułapki emancypacji, mity jako emocjonalny fundament narodów, legenda o niemieckiej „odrębnej drodze”, interpretacja kosmosu i historii u Hölderlina, reakcyjna lewica i ponowoczesna prawica, krytyka kultury u Adorna, libertariańsko-konserwatywna secesja z mainstreamu, rewolucja Heideggera, technokratyczny konserwatyzm, twórczy nihilizm, duchowa obrona terytorialna kraju, Hiszpania: wojna pamięci, ci sikający na stojąco i zdemoralizowany patriarchalizm, Europa w postamerykańskim świecie, system kastowy i wieloetniczna  demokracja, Elie Wiesel – nieprzejednany, wykastrowana polityka historyczna, najpodlejszy Céline świata, Prusy – religia i poezja, religijność Wagnera, wojna, która miała wielu ojców, filozofia europejska i przyszłość Europy, „genederyzm” i jego ukryte (seksualne) interesy, czyli o kobietach, które nienawidzą mężczyzn. A także o „Nowej Teologii Politycznej” uprawianej przez lewicowych teologów spod znaku Johanna Baptista Metza, odżegnujących się żarliwie od Schmitta (apage, Satanas!) a w rzeczywistości całkowicie zależnych od stworzonych przez niego  kategorii. Oraz o Instytucie Badań Społecznych i Językowych z Duisburga zajmującym się „krytyczną analiza dyskursów” i „krytyką ideologii”, który – kiedy zdrapać z niego naukową politurę – okazuje się zwyczajną lewicową placówką agitacyjno-propagandową, produkującą skrajnie zideologizowane, „władcze” dyskursy, które jak najbardziej zasługują na krytyczną analizę.

W każdym numerze znajdziemy portret postaci ważnej dla niemieckiej i europejskiej prawicy; byli to m.in. Hamsun, Gómez Dávila, Burke, Botho Strauss, H.J.Syberberg, Alain de Benoist, Henri de Montherlant, Erik von Kuehnelt-Leddihn, Arnold Gehlen, Juan Donoso Cortés, Heidegger, Celiné, Benn, Julien Freund, Pound, Cioran, Panajotis Kondylis, C.G.Jung, Robert Michels, T.E.Lawrence, Yukio Mishima, Camille Paglia, Stefan George, Michel Houellebecq.

Stowarzyszone z Instytutem Polityki Państwowej i „Sezession”  wydawnictwo Edition Antaios,  wydało szereg interesujących pozycji m.in. Walter Maser Norymberga. Trybunał zwycięzców, Armin Mohler Sorel – praojciec Konserwatywnej Rewolucji, Johannes Rogalla Bieberstein „Żydowski bolszewizm”. Mit i rzeczywistość (ze wstępem Ernsta Noltego). Filozof Günter Zehm opublikował w Antaiosie cała serię  swoich książek m.in. Eros i logos, Ostatnie słowo Zaratustry, Maska i mimesisCzy Platon był w Azji? Notatki na temat  globalizacji ducha, Ciało i dusza – ciałoduchowa racjonalność, Wielki aktor – rozum.  W Antaiosie wyszły również – pod tytułem  Powrót 47 –  zapiski z dziennika Hermanna Heideggera (syna filozofa) , który jako młody oficer Wehrmachtu zapisał je w ostatnich dniach wojny i w sowieckiej niewoli.

Bernd Rabehl jeden z czołowych aktywistów rewolty studenckiej 68 roku, towarzysz walki Rudiego Dutschke wydał w „Anteuszu” dwie swoje książki – Rudi Dutschke. Rewolucjonista w podzielonych Niemczech oraz Lewicowa przemoc. Krótka droga do RAF-u, w których reinterpretuje działalność i polityczne koncepcje Dutschkego w duchu narodowo-rewolucyjnym. „Secesjoniści” nieraz wyrażali zadowolenie z przejścia Rabehla na prawicę, ponieważ „nic nie jest bardziej przydatne przeciwko «ideom 1968 roku » niż przenikliwa nienawiść renegatów”. Sam Rabehl wyjaśniał swoją ideową ewolucję następująco: „W ostatecznym rozrachunku pozostałem wierny swojemu myśleniu z tamtego okresu, tyle tylko że w międzyczasie zmieniły się pozycje polityczne. To, co wczoraj uważano za «lewicowe» dziś  uchodzi  za «prawicowe»”. Rzecz jasna, jego dawni towarzysze walki rewolucyjnej na takie proste wykręty nabrać się nie dali i ostro potępili „odszczepieńca”. Karlheinz Weißmann pisał kiedyś, że tym co spajało 68-miaków była zdolność desygnowania wroga i wyostrzony, nawet nadmiernie wyostrzony, węch pozwalający  bezbłędnie wywęszyć ideologicznych „odchyleńców” – tego węchu nie stracili i dziś.

W ostatnim czasie Antaios opublikował  dwie bardzo ciekawe książki:  „Nowy Porządek Światowy” – plan na przyszłość czy teoria spiskowa?, której autorem jest Manfred Kleine-Hartlage, przynoszącą wnikliwą analizę metaideologii wyznawanej przez obecne  elity świata euroamerykańskiego, realizujące utopijny projekt „Jednego Świata”, który wyklucza wszystkie nie demokratyczno-liberalne i nie socjalistyczne, czyli nie utopistyczne,  koncepcje  polityczne.  Z kolei Frank Lisson,  (ur. 1970), filozof ( Homo absolutus, Oswald Spengler – filozof losu, Nie ma dnia, którego by nie urodziła noc. Wędrówki filozoficzne), w książce Pogarda wobec tego, co własne. Przyczyny i przebieg kulturalnej samonienawiści w Europie stara się – czerpiąc inspiracje od Spenglera, Nietzschego i „młodego” Tomasza Manna – dotrzeć do głębokich źródeł „kulturalnej samonienawiści”, powszechnej, jego zdaniem, we współczesnych elitach europejskich. Według Lissona, w Europie, w warunkach pokoju i wysokorozwiniętej wyrafinowanej cywilizacji, agresje i energie, które wcześniej wyładowywały się na zewnątrz np. jako europejski kolonializm,  kierują się dziś do wewnątrz:  obecne elity europejskie przejmują rolę dawnych kolonizatorów, zaś obiektem kolonizacji są dla nich rdzenne narody europejskie. W Niemczech  syndrom ten jest szczególnie silny z powodu klęski 1945 roku. Kiedyś „kulturalna samonienawiść” inspirowała literatów do krytycznych analiz społecznych, od ok. 1980 roku stała się trwałym elementem  systemu polityczno-kulturalnego. Nawiązując do tez Lissona, Eric Lehnert dowodzi, że każdy, kto – jak na przykład premier Węgier Victor Orban – sprzeciwia się „samonienawiści”, opowiada się za szacunkiem dla własnego narodu i okazywaniem dumy z własnego narodu, ponieważ jest przekonany, że z tego narody europejskie mogą czerpać duchową i polityczną siłę, będzie podlegał medialnej i politycznej  stygmatyzacji. Orban przeczuwa oczywiste konsekwencje zjawisk cywilizacyjnej dekadencji, które nie są nowe, ale nigdy jeszcze  nie ujawniły się z takim impetem jak w ostatnich dziesięcioleciach, w warunkach zachodniego indywidualistyczno-hedonistycznego dobrobytu. Ta postkulturalna epoka może społeczeństwa Europy doprowadzić do upadku, nie tylko w aspekcie demograficznym.

Przytoczmy garść opinii autorów z kręgu „Sezession”, pisma funkcjonującego poza medialnym Golfsztromem, skierowanego do czytelnika – wedle formuły Ernsta Jüngera – „przedwczorajszego i  pojutrzejszego”. Karlheinz Weißmann w tekście Konserwatywne  minimum postuluje polityczny weryzm, czyli pozbawione złudzeń, bezlitosne spojrzenie na rzeczywistość i porzucenie nostalgii. Diagnozuje polityczną bezdomność konserwatyzmu; lewicowe eksperymenty tak czy inaczej skazane są na klęskę, jednak konserwatyzm, który tę klęskę dawno przewidział,  pozbawiony jest  dziś politycznego oparcia. Ma to jednak swoje dobre strony, partyjno-polityczna bezdomność oznacza bowiem więcej wolności, ponieważ nie potrzeba się przejmować, że się jakiemuś politykowi nadepnie na odcisk, można w spokoju wypracowywać własną polityczną  i kulturalną tożsamość.  W dawnych czasach konserwatyści szukali sobie miejsca w CDU, amorficznej partii środka zabierającej niczym omnibus, wszystkich, którzy chcieli do niego wsiąść, ale to już przeszłość, racja partii jest nam obojętna – deklaruje Weißmann –  niczego nie możemy bowiem oczekiwać od tych, którzy ją reprezentują.

Konieczne jest upolitycznienie konserwatyzmu: wartości, kultura, tak, oczywiście, ale także stanowisko wobec najważniejszych kwestii politycznych Niemiec i Europy. Zacząć należy od zdecydowanego odrzucenia wszystkich lewicowych regulacji językowych. Strategia winna polegać na tworzeniu centrów oporu i walki, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że  establishment będzie za wszelką cenę starał się kamuflować rzeczywistą sytuację państwa i narodu, dlatego należy  być przygotowanym na polityczną i kulturalną konfrontację, a zarazem mieć świadomość, że metapolityka  to także rodzaj  polityki i  poddana jest regułom polityki jako sztuki osiągania tego, co możliwe.

Nawiązanie do konserwatywnej tradycji jest niezbędna, ale nie w sensie przywdziewania starych kostiumów.  Nie należy myśleć o „końcu ideologii”, to złudzenie, ideologie są rodzajem poglądu na świat i zawsze będą istnieć. Mówi się o starciu cywilizacji, o walce kultur, ale należy bardzo uważać, żeby się nie pomylić, bo nasi przeciwnicy, których spotykamy w europejskich metropoliach,  nie różnią się od nas żadnymi fizycznymi cechami, ani wyglądem, ani  kolorem skóry. Musimy tworzyć prąd przeciwny do  indywidualizmu nie znającego ograniczeń, rozwijać w sobie wrażliwość na zjawiska dekadencji i wewnętrznego rozkładu,  maskujące się jako witalność. Pocieszające jest to, że choć lewicowy systemu myślenia nadal dominuje, to faktycznie znajduje się w kryzysie, jego modele objaśniania świata są i będą coraz mocniej kwestionowane.

Bycie reakcjonistą – pisze Weißmann – to reagowanie z obrzydzeniem na to co „obrzydliwe”, jeśli dziwka wynoszona jest do rangi osobowego wzorca, to jest to obrzydliwe, jeśli szerzy się wulgarność to jest to obrzydliwe, jeśli fekalny język przenika do języka publicznego to jest to obrzydliwe, jeśli to co udatne, szlachetne i piękne ma się podporządkować temu co liche, to jest to obrzydliwe. Głosimy wolność, której immanentnym składnikiem jest więź, moralne zobowiązanie i odpowiedzialność, jesteśmy nieufni wobec abstrakcji i sceptyczni wobec wszelkiego rodzaju obietnic postępu, wobec utopii wykonalności. Wiemy, że historia dopuszcza społeczne ulepszenia, ale przy określeniu tego, co jest a co nie jest ulepszeniem, nie wolno kierować się kryteriami nowoczesności, opartymi na niegodziwym optymizmie i przemilczaniu faktów.

Teoria konserwatywna jest – zdaniem Weißmanna – jedyną autentyczną teorią polityczną, nie jest nią ani teoria socjalistyczna, ani demokratyczno-liberalna, a w każdym razie nie  wtedy,  kiedy chcą być  konsekwentne.  Interesujące lub trafne mogą być one tylko wówczas, kiedy zdradzają własne założenia. Warto jednak pamiętać o ostrzeżeniu Caspara von Schrenck-Notzinga, że po pierwsze nie istnieje jedna, jednolita i jedyna teoria konserwatywna, lecz różne jej odmiany – wspólny jest raczej konserwatywny styl myślenia, określony zespół poglądów określający perspektywę, widzenie rzeczy, i po drugie, że „różnica pomiędzy konserwatywnymi i lewicowymi teoriami polega na tym, iż dla konserwatystów teoria jest prowizorycznym narzędziem pomagającym zrozumieć rzeczywistość, podczas gdy lewicowcom teoria służy do tego, aby zamknąć się przed rzeczywistością w systemie”.

Konserwatystę ogarnia melancholia, kiedy, przypatrując się dziejom świata, dostrzega  kruchość każdego społecznego porządku. To naprawdę nadzwyczaj trudne zadanie, aby pośród ciągłych zmian zdołać nadać jakiejś rzeczy trwałość. Choć wyznaje pesymistyczną antropologię, będącą fundamentem konserwatywnej teorii politycznej, ma konserwatysta o człowieku – jak to ujął  Moeller van den Bruck –  „zarazem bardzo wysokie i  bardzo niskie mniemanie”.

Nasza egzystencja dziś – wyznaje z ciężkim sercem Weißmann – jest egzystencją  bez więzi, bez wiary, bez ojczyzny, bez oparcia. Pozwoliło to wzrosnąć siłom wrogim życiu.  Konserwatyści stanowią dziś partię oporu skupiająca tych, którzy wiedzą, „z instynktu lub z przekonania, że wyobcowanemu systemowi, jeśli mamy mu się oprzeć, należy przeciwstawić człowieczeństwo, które nie pochodzi od niego i nie może być z niego wywiedzione, czerpać je musimy z rezerw naszej historyczności” (Hans Freyer). Mogą się pocieszać  słowami  Joachima Festa : „Rzeczywistość jest na prawicy” i powtarzać sobie opinię Hermanna Wagenera: „Konserwatywna postawa jest czymś wyższym i głębszym niż małoduszne życzenie, aby to co się ma,  możliwie powoli tracić”.

W innym tekście zatytułowanym Katechizm konserwatywny Weißmann nawołuje: Nie przerażaj się, gdy odkryjesz że jesteś konserwatystą, konserwatyści nie są „partią głupców” jak nazwał ich demokratyczny liberał Mill, ich duchowa tradycja w wielu aspektach jest identyczna z duchową tradycją Europy, konserwatyści to partia ducha, partia porządku, partia oporu,  która chce zachować to co żyje – swoją kulturę, swój naród, swoją religię, swoją rodzinę, a do tego  potrzebny jest wysiłek, witalność, energia i siła życiowa. Egalitarystyczna lewica chce urawniłowki, jej postawę wobec rzeczywistości cechuje skłonność do symplifikacji i niezdolność do uchwycenia piękna w różnorodności.  Wznieś okrzyk:  „Vive la différence!”  Broń elementarnych i kulturalnych różnic! Pomiędzy mężczyzną a kobietą, Niemcami a Francuzami, chrześcijanami a Żydami, Bogiem a człowiekiem,  Georgiem Kolbe a Alfredem Hrdlicką, pięknym a szpetnym, dobrym a złym, głupim a mądrym, prawicą a lewicą. Upieraj się przy tym, co inni dawno już „przezwyciężyli”, broń wczorajszych zasad  także wobec głupstw akceptowanych dziś przez większość. Broń esencjalizmu przed konstruktywistami. Staraj się dostrzec „substancję” rzeczy poprzedzającą konstruowanie, pamiętaj, że istnieje rzeczywistość nie będąca konstruktem.

Nie poprzestawaj na zachowywaniu tego co stare, konserwatysta nie jest nostalgikiem lub handlarzem starzyzną, ceni wprawdzie urok starych rzeczy, melancholię ruin, ale liczy się rzecz sama, trzeba umieć poczynić cięcia, uwolnić się od balastu tego, co jest już tylko reliktem, nie należy naiwnie sądzić, że pod starym płaszczem nadal żyje stary duch, nie chodzi o to, co stare, ale o dziedzictwo, nie o archiwizowanie, lecz o przekazywanie dalej, idzie o żywy związek, żywą więź, żywą strukturę; kiedy ulegają destrukcji,  pozostaje smutek, żal,  pietyzm wobec ocalałych szczątków, ale to nie zapali nikogo  do wysiłku, pracy, walki.

Zaskocz swoich wrogów, wpraw w konfuzję filistra! My konserwatyści zawsze kładliśmy nacisk na kindersztubę i dobre maniery, przyda się nam jednak porcja grubiaństwa i agresywności, byleby tylko były one stosowanymi z wyrachowaniem instrumentami, a nie namiętnościami panującymi nad człowiekiem. Przerywaj tym, którzy nie chcą cię dopuścić do głosu; żyjemy w hałaśliwych czasach, kto jest cicho, ten nie zdobędzie wpływu, potrzebujemy prawicowych „spontanistów”, konserwatywnych guerillos, co lubią sobie stroić żarty. Zatem: wyobraźnia do władzy! Nie unikaj politycznych starć i sporów, sprawy są polityczne i wymagają jasnych politycznych  rozstrzygnięć. Jako przeciwnik liczy się tylko lewica; demokratyczno-liberalnego centrum, wyznającego zasadę just milieu nie ma co brać pod uwagę, ono zawsze jest niesamodzielne i zbyt tchórzliwe, żeby wybrać jakiś kierunek, idzie tam, dokąd wskaże mu drogę lewica albo prawica. Tyle „naczelny secesjonista” Karlheinz Weißmann.

Literaturoznawca z Saarbrücken Günter Scholdt w wydanej przez Edition Antaios książeczce Zasada konserwatywna, pisze, że wbrew  codziennemu absurdowi, który go otacza, współczesny konserwatysta powinien  iść przed siebie z podniesionym czołem. Nie powinien ani dostosowywać się wygodnie do świata, ani też oddawać  utopijnym marzeniom,  że możliwy jest jakiś wielki polityczny przełom, że uda się zrealizować  wielki konserwatywny projekt.  Koncentrować się powinien na jądrze, na substancji, budowaniu charakteru, rozwijaniu wewnętrznej siły. Opozycja wobec ducha czasu i niezłomne trwanie przy wolności (słowa i myśli) –  oto postawa konserwatywna. Jej papierkiem lakmusowym jest dziś  nie-taktyczny, a zatem ryzykowny,  stosunek do prawdy. Konserwatysta musi mówić „nie” zarówno modnym poglądom, jak i konformizmowi odgadującemu usłużnie  życzenia władzy.

Konserwatysta niby stale przegrywa, a jednak ciągle pojawia się na nowo, albowiem, mimo wszystko, nic  nie jest z góry zdeterminowane i na wiele rzeczy mamy wpływ, kiedy nie aprobujemy czegoś tylko dlatego, że się wydarza;  pędzące stado lemingów nigdy nie było konserwatywnym ideałem, w każdej epoce istnieją charaktery, które nie dają się korumpować i nie kierują się w swoim postępowaniu wyłącznie zmieniającymi się okazjami oraz krótkofalowymi widokami  na sukces. Ważne jest również, aby swojego osobistego otoczenia nie organizować wyłącznie według politycznej relacji wróg-przyjaciel.

Frank Lisson przemyśliwuje, jak wyrwać się spod kontroli ideologicznych pełnomocników,  uciec z  wyznaczonego przez nich  rewiru myślenia. Ci, żyjący w szarej strefie pomiędzy beneficjentami aktualnych stosunków, wchodzącymi w skład  klasy politycznej lub kulturalnej, a obojętnymi, którzy po prostu chcą mieć święty spokój, są inni, niespokojni, wrażliwi, namiętni, oni nie potrafią ot tak po prostu przełknąć swojego gniewu. Cechuje ich twardość, przekora i duma. Ponieważ – przypomina Lisson –  większość erefenowskiej inteligencji zawsze sympatyzowała z NRD, a tak zwany antyfaszyzm zapewniał jej wygodne alibi dla zaspokajania żądzy władzy, to budowanie nowego, bardziej wyrafinowanego systemu „bezpieczeństwa państwa” nikogo nie powinno dziwić. Wielu  przedstawicieli erefenowskiej klasy politycznej i kulturalnej nigdy nie miało problemu z dyktaturą jako taką, ale tylko z „niesłuszną” dyktaturą. „Lepsza NRD”, o której tak długo marzono w Niemczech Zachodnich i która dziś w końcu nabiera kształtu, jest dziełem lewicowej kołtunerii, która mogła stać się tak potężna, ponieważ w tym kraju tradycyjnie już występuje niedostatek oporu w imię wolności.

Jak w gąszczu przekazywanych informacji i inscenizowanych rzeczywistości zachować jasne spojrzenie? Jak utrzymać dystans do wszelkich „intelektualnych mód”, jak nie ulec ich uwodzicielskiej mocy? Wszyscy gadają o odwadze i nonkonformizmie, ale kto naprawdę pozwoli sobie na wolność sprzeciwu i ryzykowne myślenie, płaci za to zawsze i wszędzie wysoką cenę; dlatego należy uparcie pytać o przyczyny wszystkich rzeczy: jak, kiedy i dlaczego coś się stało tym czym jest. Lisson cytuje Petera Sloterdijka: „czy ktoś się opowiada za socjaldemokracją czy też nie, to  dawno już nie gra żadnej roli, ponieważ u nas w ogóle nie ma miejsca dla nie-socjaldemokratów, społeczeństwo jest per se strukturalnie socjaldemokratyczne, i kto nie jest socjaldemokratą, ten albo siedzi w szpitalu psychiatrycznym, albo za granicą. Nie istnieje żadna poważna alternatywa dla socjaldemokracji”. Ponad pięćdziesiąt lat temu Eugéne Ionesco pokazał w Nosorożcach skrytą rozkosz, jaką czerpie człowiek ze „znormalizowania” swojej osobowości, z dopasowywania się do innych pod wpływem mediów masowych i przemysłu kulturalnego.  Na końcu dwóch ostatnich ludzi, którzy pozostali ludźmi, zaczyna tęsknić za mutacją, aby stać się takimi jak wszyscy inni, ponieważ norma emanuje  niemal nieodpartą siła przyciągania. To jest symptomatyczne w obecnych czasach, kiedy po udanej „socjaldemokratyzacji” wszyscy stali się nosorożcami, i nikt już nie wie co to znaczy nie być „nosorożcem”. Człowiek traci  zdolność sądzenia, ośmiela się widzieć rzeczy tylko w pewien, określony  sposób i niepostrzeżenie przejmuje dokładnie to myślenie i sądzenie, które zewsząd oferuje  mu się  w przestrzeni publicznej.

Götz Kubitschek zgadza się z Karlheinzem Weißmanem, że konserwatyzm musi się upolitycznić i że nie wolno uciekać przed konfrontacją z wrogami. Jednakże jego zdaniem spektrum postaw i typów egzystencji w obrębie konserwatyzmu jest o wiele szersze: możliwy i dopuszczalny jest także nastawiony na samorealizację, odwracający się od polityki, postmodernistyczny ekstremalny indywidualizm, estetyczny opór i strategia ratowania samego siebie w obliczu sytuacji rozpoznawanej jako bezwyjściowa. Można wszak aspirować do „elity postrzegania” (Friedrich Georg Jünger), której członkowie są -jak pisał poeta – „obserwatorami epoki i żyją po drugiej stronie wydarzeń, ćwiczą się w wyzwalaniu od swojego czasu, pragnąc wyłącznie go zrozumieć, niczym  orzeł, który nad nim szybuje. Ograniczają się do osiągnięcia maksymalnej niezależności, nie chcą być obywatelami, politykami, posiadaczami. Pod procesami widocznymi na powierzchni rezerwują miejsce dla jednostek, wychowują je – ludzkość będzie ich być może potrzebować, kiedy rozwieje się  duszący dym anarchii. Do diabła z tymi, którzy natrętnie ofiarowują się masie albo narodom jako zbawcy! My jesteśmy emigrantami”. Ta droga również jest otwarta dla konserwatysty, ale pod warunkiem, że to dumne słowo „elita postrzegania” nie będzie służyło wyłącznie uwzniośleniu własnej drogi do dekadencji.

W innym miejscu Kubitschek pisze, że państwo i jego mechanizmy stają dziś coraz bardziej nieprzejrzyste:
„Przypomina się sławny system tuneli w powieści  Po tamtej  stronie Alfreda Kubina: w podziemiach bez wytchnienia galopuje w ciemnościach dziki ogier, czasami ktoś dosłyszy jego tętent, tak, jak słyszy się huk pociągu w jednej z tych berlińskich kawiarni  wbudowanych w łuki pod torami kolejowymi, w których, by tak rzec, pociąg regularnie przejeżdża gości. Ogier galopuje, słychać tętent, potem oddala się , jego tętent cichnie;  tak czy inaczej nigdy nie można go zobaczyć, krążą o nim różne pogłoski, ale zejście w dół, w system tuneli i ich odgałęzień żadnej pewności nie przyniesie, żadnego wyjaśnienia. Na górze robi się to co zwykle, nieważne czy działa się według planu czy też nie : w ostatecznym rozrachunku nie ma tu nic do rozumienia, nie widać żadnej linii, wszystko idzie tak albo tak, albo całkiem inaczej. Czy w ogóle jest ktoś, kto wie jak to wszystko funkcjonuje? Gdzie są «strażnicy zmierzchu»? Czy istnieje elita?” Dobre  pytania.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana”, nr 103-104, 2012.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»