«
»

Przegląd niemiecki

GŁOSY ZZA ODRY – XXX

06.23.12 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

DOKĄD ZMIERZA UNIA EUROPEJSKA?

Część niemieckich mediów głównego nurtu zaczyna z niepokojem przypatrywać się instytucjonalnej i politycznej ewolucji Unii Europejskiej. Przytoczmy głosy trzech publicystów związanych z dziennikiem „Die Welt” Erwina Grandingera, Günthera Lachmanna i Ulfa Poschardta.

Erwin Grandinger analizuje strukturę i funkcjonowanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS), który jego zdaniem jest idealnym ucieleśnieniem centralnie zarządzanej gospodarki sterowanej przez eurobiurokrację;  EMS znajduje się de facto  poza demokratyczną kontrolą, inaczej niż Europejski Bank Centralny nie  jest nawet zobowiązany  do publikowania sprawozdań ze swojej działalności, dlatego będzie mógł podejmować decyzje na tajnych posiedzeniach. Kapitał zakładowy, jakim  dysponuje, ma tylko dolną granicę i  ma być podwyższany z biegiem czasu – w tym celu powstanie fundusz rezerwowy  i kolejne pojedyncze fundusze.   Rada Gubernatorów EMS  będzie miała  bezpośredni dostęp do pieniędzy krajów członkowskich. W nadzwyczajnych kryzysowych okolicznościach Rada Gubernatorów może  zwykłą większością głosów  zdecydować „nieodwołalnie” i „bez ograniczeń”,   ile dane państwo członkowskie musi  w ciągu siedmiu dni wpłacić pieniędzy z jeszcze nie  wpłaconego kapitału akcyjnego. EMS nie potrzebuje licencji bankowej i nie podlega niczyjej jurysdykcji. Wszyscy ministrowie finansów w Radzie Gubernatorów, dyrektorzy i pracownicy EMS mają zagwarantowany całkowity immunitet, żadna prokuratura w Unii Europejskiej  nie może wnosić oskarżenia przeciwko nim i  nie ma  prawa  przeszukiwać pomieszczeń ESM. Dochody kierujących EMS są objęte tajemnicą; oni sami  nie podlegają opodatkowaniu w swoich krajach.

EMS jest – zdaniem Gardingera –  swego rodzaju połączeniem  funduszu  hedgingowego specjalizującego się w spekulacjach finansowych  na wielką skalę  i  państwowego mega funduszu. Może ratować poszczególne kraje strefy euro poprzez pożyczki, gwarancje, bezpośrednie wpłaty, pomoc gospodarczą i kupno obligacji rządowych; gubernatorzy i dyrektorzy mają pełną swobodę  reinwestowania wpłaconego kapitału poza jakimkolwiek nadzorem prawnym, mogą kupować akcje na całym świecie, nieruchomości w Nowym Jorku czy Tokio, a także złoto; żadna  instytucja nie  sprawuje nadzoru finansowego nad działalnością ESM. Ponieważ funduszowi wolno skupować  państwowe obligacje zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, będzie on do pewnego stopnia stale kontrolował ich  kursy, będzie mógł nagradzać jedne państwa  niższymi kursami obligacji, a inne karać wyższymi.

Powstanie EMS stwarza prawną i prawno-międzynarodową możliwość wprowadzenie euroobligacji, a zatem uspołecznienia nowych długów w strefie euro. EMS będzie je  emitował, nie będzie konieczne zmienianie traktatów unijnych, wystarczy polityczna  decyzja eurogrupy. Zatem, pisze Grandiger, EMS czyni urzędników  aktywnymi graczami  hedgingowymi w najwyższej lidze światowej (grającymi pieniędzmi podatników), dlatego obywatele już dziś powinni myśleć o tym, jak zabezpieczyć swoje pieniądze przed  skutkami tych spekulacji.

Günther Lachmann ostrzega, że, w wyniku tworzenia nowych centralnych  instytucji i instrumentów władzy, postępuje w Europie proces ubezwłasnowolnienia parlamentów   i dedemokratyzacji. Powołanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego  jest jednym z najważniejszych i najbardziej brzemiennych w skutki postanowień od czasu powstania Unii Europejskiej. Ten nowy super-urząd finansowy obywa się bez udziału parlamentów.  Unia ewoluuje w kierunku  dyktatury ekspertów i technokratów, ku  scentralizowanej strukturze  władzy niezależnej od parlamentów narodowych. Dawna europejska demokracja parlamentarna dobiega kresu.  Dyrektorium  EMS będzie  mogło,  ponad głowami ministrów finansów zasiadających w Radzie Gubernatorów,   rozdzielać miliardy euro wedle własnego uznania. Lachmann cytuje berlińskiego specjalistę od prawa finansowego prawnika  Markusa Kerbera, który powiedział,  że nigdy  dotąd   nie spotkał się z tak daleko idącymi upoważnieniami.

Zawarcie paktu fiskalnego oznacza według Lachmanna powstanie nowej Europy, która ma przejąć kontrolę nad politykę  finansową i gospodarczą państw strefy euro. Jest  to zmiana o historycznych rozmiarach, tymczasem wielu obywateli w ogóle sobie tego nie uzmysławia. Powstaje Unia Europejska dążąca do maksymalnie restryktywnej  politycznej kontroli, centralistyczny  twór, który  dyryguje państwami, kontrolując ich budżety . Europa zmienia się radykalnie,  wydawane w Brukseli zarządzenia jako żywo przypominają  te formułowane przez partie rządzące  w dawnych krajach  realnego socjalizmu   Wyłania się nowy porządek europejski, na płaszczyźnie politycznej, finansowej i geopolitycznej podobny do Kongresu Wiedeńskiego, tyle że obradującego w Brukseli.  Tak  jak wówczas, tak i dziś rządzący  nie przejmują się ludźmi, którzy pragną  wolności i samostanowienia o sobie.

W jednym ze swoich komentarzy Günther Lachmann wyznaje, że nie może już znieść peanów na cześć Europy wygłaszanych zawsze wtedy, kiedy politycy nie wiedzą co dalej robić i muszą obywatelom zamydlić oczy; człowiek dostaje zawrotu głowy, kiedy słucha takiego Theo Weigla, który z pełną powagą przekonuje, iż Unia Europejska to „raj dla ludzi całego kontynentu”. Nie ma to rzecz jasna nic wspólnego z rzeczywistością, o  prawdziwym stanie Europy najlepiej świadczy fakt, że portugalscy inżynierowie i wykwalifikowani robotnicy wyjeżdżają za chlebem  do Angoli. Czy ktoś dziesięć lat temu mógł sobie wyobrazić, że europejscy politycy  będą w  Pekinie  żebrać o  pieniądze u  Komunistycznej Partii Chin?

Świat nie ma dla Europy współczucia, bo niby dlaczego miałby mieć?  Dobrze pamięta pyszałkowate występy europejskich szefów państw na międzynarodowych szczytach, tak byli odurzeni  swoją własną ważnością i wspaniałymi stopami wzrostu finansowego kapitalizmu w Londynie i Frankfurcie, że nie czuli śmiertelnego zimna, które  pełzało im od dołu po nogach  Nawet dzisiaj nadymają się jeszcze, trajkocząc o  swojej szczególnej odpowiedzialności za Europę, a przy tym żaden z nich nie zna  rozwiązania gospodarczych i socjalnych problemów kontynentu, nikt z nich nie ma pojęcia  jak przezwyciężyć kryzys, jak stworzyć miejsca pracy  i  otworzyć lepsze perspektywy przed młodzieżą. Biedna Europa.

Lachmann nie szczędzi też słów ostrej krytyki elicie niemieckiej, którą niektórzy widzieliby  jako lidera Europy. To co obserwujemy w Niemczech to, jego zdaniem,   zdegenerowany system, w którym polityka staje się stopniowo celem samym w sobie dla żądnych władzy i karier mężczyzn i kobiet, zdegradowana zostaje do roli targowania się w o stołki. We wszystkich dziedzinach życia społecznego i ekonomicznego  rządzący Niemcami wykazują się brakiem  kompetencji. System jest chory, nie dostarcza  odpowiedzi na żadne z palących pytań naszego czasu, doprowadził jedynie do kryzysu zadłużenia i kryzysu finansowego, cechuje go niezdolność do znalezienia  rozwiązań, politycy niemieccy od dawna nie są zdolni do żadnej konstruktywnej pracy, życie polityczne w Niemczech ma czysto fasadowy charakter, prawdziwa rzeczywistość  ukryta jest za fasadą.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na  wydaną   niedawno książkę b. współpracownika   „Frankfurter  Allgemeine Zeitung”  Thomasa Rietzschela Die Stunde der Dilettanten. Wie wir uns verschaukeln lassen (Czas dyletantów.  Jak dajemy się wystawiać do wiatru).  Rietzschel przypomina w niej m.in. jak to pani kanclerz Merkel w trakcie poważnego kryzysu gospodarczego i finansowego zapewniła  „ciułaczy i ciułaczki”,  że rząd gwarantuje im wkłady oszczędnościowe; naiwny obywatel odetchnął, ponieważ otrzymał zapewnienie,  że będzie musiał  „sam się za włosy wyciągnąć z bagna” –  wszystko to jest „teatr  absurdu”, dla polityków liczy się tylko jak wypadną w aktorskim występie. Problem polega na tym, że w teatrze oklaskujemy aktora grającego rolę wodza zwycięskich wojsk, ale dowodzenia prawdziwa armią raczej byśmy mu nie powierzyli. Niestety, w polityce europejskiej i niemieckiej powierza się władzę aktorom.

I na koniec coś bardziej optymistycznego, a mianowicie heroiczna walka Szwajcarii  w obronie niezależności i prawa do życia wedle  własnego fasonu.  Ulf Poschardt napisał, że Szwajcaria jest cierniem w oku wszystkich tych którzy marzą jedynie o tym, jak dzielić bogactwo innych.  Staje się coraz bardziej atrakcyjna w miarę  jak ciężary spadające na zamożnych rosną do absurdalnych rozmiarów. Dlatego polityków Unii Europejskiej  coraz bardziej irytuje mały naród w  sercu kontynentu, widać u nich głęboki antyszwajcarski afekt.  Szwajcaria ich irytuje, ponieważ  zauważają, że im oni więcej mówią o  długach Grecji, o nowych wydatkach i nowych podatkach etc. etc., z tym większą tęsknotą i  nadzieją   kierują swój wzrok ku Szwajcarii ludzie dobrze i najlepiej zarabiający, odnoszący sukcesy właściciele małych i średnich  firm. Wiedzą bowiem  doskonale, że to im właśnie zostanie wystawiony rachunek za dobrodziejstwa, które rządzący wyświadczają społeczeństwu.

W oczach wielu Europejczyków zagrożonych wywłaszczeniowymi fantazjami polityków i biurokratów  Szwajcaria uchodzi za bezpieczny port i potencjalne miejsce azylu wówczas, kiedy nie będzie można inaczej uciec przed  rękami wyciągniętymi pożądliwie po  zbudowany dzięki pracowitości i umiejętnościom  majątek i po  inne  wartości wypracowane przez firmy. Szwajcaria jest – szczególnie w Niemczech – postrzegana jako ewentualna druga ojczyzna, uciekają nie tylko bogatsi , ale także wysoko wykwalifikowani niemieccy  akademicy, jak też młode, innowacyjne przedsiębiorstwa  pragnące  prowadzić działalność poza uciążliwą kuratelą i kontrolą ze strony biurokracji.

Alpejski kraj stanowi  systemową alternatywę, już jej samo istnienie sprawia, że politycy europejscy nie mogą podawać praktykowanego u siebie wysokiego  opodatkowanie zabijającego  osiągnięcia i wydajność, za  bezalternatywne. Istnienie Szwajcarii hamuje renesans podwyżek podatków, co do których etatystyczni szefowie  państw UE chcą się porozumieć. Trzeba dziękować Bogu, uważa Poschardt, za istnienie Szwajcarii, która   powstrzymuje  proces zwiększania zakresu  redystrybucji i  pomniejszania zakresu wolności, broni jednostki przed zachłannym fiskalnym imperializmem.

Według Poschardta wielu obywateli RFN kibicuje Szwajcarii, podziwia jej niezłomną obronę własnych interesów i własnej wolności i życzyłoby sobie, żeby także w  Niemczech w różnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego zapanowały wreszcie „szwajcarskie stosunki”.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na prawo”, 2012 nr 5.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»