Tomasz Gabiś
DOKĄD ZMIERZA UNIA EUROPEJSKA?
Część niemieckich mediów głównego nurtu zaczyna z niepokojem przypatrywać się instytucjonalnej i politycznej ewolucji Unii Europejskiej. Przytoczmy głosy trzech publicystów związanych z dziennikiem „Die Welt” Erwina Grandingera, Günthera Lachmanna i Ulfa Poschardta.
Erwin Grandinger analizuje strukturę i funkcjonowanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS), który jego zdaniem jest idealnym ucieleśnieniem centralnie zarządzanej gospodarki sterowanej przez eurobiurokrację; EMS znajduje się de facto poza demokratyczną kontrolą, inaczej niż Europejski Bank Centralny nie jest nawet zobowiązany do publikowania sprawozdań ze swojej działalności, dlatego będzie mógł podejmować decyzje na tajnych posiedzeniach. Kapitał zakładowy, jakim dysponuje, ma tylko dolną granicę i ma być podwyższany z biegiem czasu – w tym celu powstanie fundusz rezerwowy i kolejne pojedyncze fundusze. Rada Gubernatorów EMS będzie miała bezpośredni dostęp do pieniędzy krajów członkowskich. W nadzwyczajnych kryzysowych okolicznościach Rada Gubernatorów może zwykłą większością głosów zdecydować „nieodwołalnie” i „bez ograniczeń”, ile dane państwo członkowskie musi w ciągu siedmiu dni wpłacić pieniędzy z jeszcze nie wpłaconego kapitału akcyjnego. EMS nie potrzebuje licencji bankowej i nie podlega niczyjej jurysdykcji. Wszyscy ministrowie finansów w Radzie Gubernatorów, dyrektorzy i pracownicy EMS mają zagwarantowany całkowity immunitet, żadna prokuratura w Unii Europejskiej nie może wnosić oskarżenia przeciwko nim i nie ma prawa przeszukiwać pomieszczeń ESM. Dochody kierujących EMS są objęte tajemnicą; oni sami nie podlegają opodatkowaniu w swoich krajach.
EMS jest – zdaniem Gardingera – swego rodzaju połączeniem funduszu hedgingowego specjalizującego się w spekulacjach finansowych na wielką skalę i państwowego mega funduszu. Może ratować poszczególne kraje strefy euro poprzez pożyczki, gwarancje, bezpośrednie wpłaty, pomoc gospodarczą i kupno obligacji rządowych; gubernatorzy i dyrektorzy mają pełną swobodę reinwestowania wpłaconego kapitału poza jakimkolwiek nadzorem prawnym, mogą kupować akcje na całym świecie, nieruchomości w Nowym Jorku czy Tokio, a także złoto; żadna instytucja nie sprawuje nadzoru finansowego nad działalnością ESM. Ponieważ funduszowi wolno skupować państwowe obligacje zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, będzie on do pewnego stopnia stale kontrolował ich kursy, będzie mógł nagradzać jedne państwa niższymi kursami obligacji, a inne karać wyższymi.
Powstanie EMS stwarza prawną i prawno-międzynarodową możliwość wprowadzenie euroobligacji, a zatem uspołecznienia nowych długów w strefie euro. EMS będzie je emitował, nie będzie konieczne zmienianie traktatów unijnych, wystarczy polityczna decyzja eurogrupy. Zatem, pisze Grandiger, EMS czyni urzędników aktywnymi graczami hedgingowymi w najwyższej lidze światowej (grającymi pieniędzmi podatników), dlatego obywatele już dziś powinni myśleć o tym, jak zabezpieczyć swoje pieniądze przed skutkami tych spekulacji.
Günther Lachmann ostrzega, że, w wyniku tworzenia nowych centralnych instytucji i instrumentów władzy, postępuje w Europie proces ubezwłasnowolnienia parlamentów i dedemokratyzacji. Powołanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego jest jednym z najważniejszych i najbardziej brzemiennych w skutki postanowień od czasu powstania Unii Europejskiej. Ten nowy super-urząd finansowy obywa się bez udziału parlamentów. Unia ewoluuje w kierunku dyktatury ekspertów i technokratów, ku scentralizowanej strukturze władzy niezależnej od parlamentów narodowych. Dawna europejska demokracja parlamentarna dobiega kresu. Dyrektorium EMS będzie mogło, ponad głowami ministrów finansów zasiadających w Radzie Gubernatorów, rozdzielać miliardy euro wedle własnego uznania. Lachmann cytuje berlińskiego specjalistę od prawa finansowego prawnika Markusa Kerbera, który powiedział, że nigdy dotąd nie spotkał się z tak daleko idącymi upoważnieniami.
Zawarcie paktu fiskalnego oznacza według Lachmanna powstanie nowej Europy, która ma przejąć kontrolę nad politykę finansową i gospodarczą państw strefy euro. Jest to zmiana o historycznych rozmiarach, tymczasem wielu obywateli w ogóle sobie tego nie uzmysławia. Powstaje Unia Europejska dążąca do maksymalnie restryktywnej politycznej kontroli, centralistyczny twór, który dyryguje państwami, kontrolując ich budżety . Europa zmienia się radykalnie, wydawane w Brukseli zarządzenia jako żywo przypominają te formułowane przez partie rządzące w dawnych krajach realnego socjalizmu Wyłania się nowy porządek europejski, na płaszczyźnie politycznej, finansowej i geopolitycznej podobny do Kongresu Wiedeńskiego, tyle że obradującego w Brukseli. Tak jak wówczas, tak i dziś rządzący nie przejmują się ludźmi, którzy pragną wolności i samostanowienia o sobie.
W jednym ze swoich komentarzy Günther Lachmann wyznaje, że nie może już znieść peanów na cześć Europy wygłaszanych zawsze wtedy, kiedy politycy nie wiedzą co dalej robić i muszą obywatelom zamydlić oczy; człowiek dostaje zawrotu głowy, kiedy słucha takiego Theo Weigla, który z pełną powagą przekonuje, iż Unia Europejska to „raj dla ludzi całego kontynentu”. Nie ma to rzecz jasna nic wspólnego z rzeczywistością, o prawdziwym stanie Europy najlepiej świadczy fakt, że portugalscy inżynierowie i wykwalifikowani robotnicy wyjeżdżają za chlebem do Angoli. Czy ktoś dziesięć lat temu mógł sobie wyobrazić, że europejscy politycy będą w Pekinie żebrać o pieniądze u Komunistycznej Partii Chin?
Świat nie ma dla Europy współczucia, bo niby dlaczego miałby mieć? Dobrze pamięta pyszałkowate występy europejskich szefów państw na międzynarodowych szczytach, tak byli odurzeni swoją własną ważnością i wspaniałymi stopami wzrostu finansowego kapitalizmu w Londynie i Frankfurcie, że nie czuli śmiertelnego zimna, które pełzało im od dołu po nogach Nawet dzisiaj nadymają się jeszcze, trajkocząc o swojej szczególnej odpowiedzialności za Europę, a przy tym żaden z nich nie zna rozwiązania gospodarczych i socjalnych problemów kontynentu, nikt z nich nie ma pojęcia jak przezwyciężyć kryzys, jak stworzyć miejsca pracy i otworzyć lepsze perspektywy przed młodzieżą. Biedna Europa.
Lachmann nie szczędzi też słów ostrej krytyki elicie niemieckiej, którą niektórzy widzieliby jako lidera Europy. To co obserwujemy w Niemczech to, jego zdaniem, zdegenerowany system, w którym polityka staje się stopniowo celem samym w sobie dla żądnych władzy i karier mężczyzn i kobiet, zdegradowana zostaje do roli targowania się w o stołki. We wszystkich dziedzinach życia społecznego i ekonomicznego rządzący Niemcami wykazują się brakiem kompetencji. System jest chory, nie dostarcza odpowiedzi na żadne z palących pytań naszego czasu, doprowadził jedynie do kryzysu zadłużenia i kryzysu finansowego, cechuje go niezdolność do znalezienia rozwiązań, politycy niemieccy od dawna nie są zdolni do żadnej konstruktywnej pracy, życie polityczne w Niemczech ma czysto fasadowy charakter, prawdziwa rzeczywistość ukryta jest za fasadą.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na wydaną niedawno książkę b. współpracownika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Thomasa Rietzschela Die Stunde der Dilettanten. Wie wir uns verschaukeln lassen (Czas dyletantów. Jak dajemy się wystawiać do wiatru). Rietzschel przypomina w niej m.in. jak to pani kanclerz Merkel w trakcie poważnego kryzysu gospodarczego i finansowego zapewniła „ciułaczy i ciułaczki”, że rząd gwarantuje im wkłady oszczędnościowe; naiwny obywatel odetchnął, ponieważ otrzymał zapewnienie, że będzie musiał „sam się za włosy wyciągnąć z bagna” – wszystko to jest „teatr absurdu”, dla polityków liczy się tylko jak wypadną w aktorskim występie. Problem polega na tym, że w teatrze oklaskujemy aktora grającego rolę wodza zwycięskich wojsk, ale dowodzenia prawdziwa armią raczej byśmy mu nie powierzyli. Niestety, w polityce europejskiej i niemieckiej powierza się władzę aktorom.
I na koniec coś bardziej optymistycznego, a mianowicie heroiczna walka Szwajcarii w obronie niezależności i prawa do życia wedle własnego fasonu. Ulf Poschardt napisał, że Szwajcaria jest cierniem w oku wszystkich tych którzy marzą jedynie o tym, jak dzielić bogactwo innych. Staje się coraz bardziej atrakcyjna w miarę jak ciężary spadające na zamożnych rosną do absurdalnych rozmiarów. Dlatego polityków Unii Europejskiej coraz bardziej irytuje mały naród w sercu kontynentu, widać u nich głęboki antyszwajcarski afekt. Szwajcaria ich irytuje, ponieważ zauważają, że im oni więcej mówią o długach Grecji, o nowych wydatkach i nowych podatkach etc. etc., z tym większą tęsknotą i nadzieją kierują swój wzrok ku Szwajcarii ludzie dobrze i najlepiej zarabiający, odnoszący sukcesy właściciele małych i średnich firm. Wiedzą bowiem doskonale, że to im właśnie zostanie wystawiony rachunek za dobrodziejstwa, które rządzący wyświadczają społeczeństwu.
W oczach wielu Europejczyków zagrożonych wywłaszczeniowymi fantazjami polityków i biurokratów Szwajcaria uchodzi za bezpieczny port i potencjalne miejsce azylu wówczas, kiedy nie będzie można inaczej uciec przed rękami wyciągniętymi pożądliwie po zbudowany dzięki pracowitości i umiejętnościom majątek i po inne wartości wypracowane przez firmy. Szwajcaria jest – szczególnie w Niemczech – postrzegana jako ewentualna druga ojczyzna, uciekają nie tylko bogatsi , ale także wysoko wykwalifikowani niemieccy akademicy, jak też młode, innowacyjne przedsiębiorstwa pragnące prowadzić działalność poza uciążliwą kuratelą i kontrolą ze strony biurokracji.
Alpejski kraj stanowi systemową alternatywę, już jej samo istnienie sprawia, że politycy europejscy nie mogą podawać praktykowanego u siebie wysokiego opodatkowanie zabijającego osiągnięcia i wydajność, za bezalternatywne. Istnienie Szwajcarii hamuje renesans podwyżek podatków, co do których etatystyczni szefowie państw UE chcą się porozumieć. Trzeba dziękować Bogu, uważa Poschardt, za istnienie Szwajcarii, która powstrzymuje proces zwiększania zakresu redystrybucji i pomniejszania zakresu wolności, broni jednostki przed zachłannym fiskalnym imperializmem.
Według Poschardta wielu obywateli RFN kibicuje Szwajcarii, podziwia jej niezłomną obronę własnych interesów i własnej wolności i życzyłoby sobie, żeby także w Niemczech w różnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego zapanowały wreszcie „szwajcarskie stosunki”.
Tomasz Gabiś
Pierwodruk: „Opcja na prawo”, 2012 nr 5.
