«
»

Archiwum Stańczyka

BOGDAN KOZIEŁ „ZWIERCIADŁO DUCHA EPOKI (KILKA UWAG O UBIORACH, STROJACH I MUNDURACH)”

12.10.12 | brak komentarzy

BOGDAN KOZIEŁ „ZWIERCIADŁO DUCHA EPOKI (KILKA UWAG O UBIORACH, STROJACH I MUNDURACH)”

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów”, nr 27, 1995.

Nasi prarodzice  – Adam i Ewa – gdy jeszcze przebywali pośród miękkiej zieleni rajskich ogrodów, obywali się bez ubiorów. Kiedy jednak zmuszeni byli opuścić raj i udać się na wieczne wygnanie, okryli swą nagość pierwszymi ubiorami. I być może jest to jedyny pozytywny efekt grzechu pierworodnego. Od tej pory to nie nagość, ale właśnie ubiór, jest naturalną zewnętrzną „powłoką” człowieka.

Już w tym pierwszym momencie gdy rodzice ludzkości posłużyli się odzieniem zaznaczyła się wyraźnie potrójna funkcja ubioru. Po pierwsze – funkcja utylitarna – ubranie miało ich chronić przed surowymi klimatycznymi warunkami panującymi na niegościnnej ziemi. Po drugie – funkcja ozdobna – albowiem Ewa, która zakosztowała już owocu z Drzewa Wiadomości, dobrze rozumiała co to próżność i chęć podobania się, i rychło doceniła znaczenie ubioru jako instrumentu zaspokajania próżności. Adam zaś, tak jak dał się nakłonić do skosztowania fatalnego jabłka, tak i teraz począł w tej materii naśladować swą płochą towarzyszkę. Kolejne pokolenia potomków Adama i Ewy rozwinęły ową funkcję ozdobną w niewiarygodny wprost sposób.

Trzecia funkcja stroju – najmniej widoczna, chociaż najważniejsza z naszego punktu widzenia, to funkcja symboliczna. W rajskim ogrodzie nagość była czymś oczywistym, symbolizując czystość i niewinność pierwszych ludzi. Jednakże po grzechu pierworodnym człowiek utracił ową niewinność i nagość stała się czymś wstydliwym, symbolem hańby i występku. Natomiast ubiory jakimi zbuntowana para osłoniła swą nagość symbolizują pamięć o ich występku, a zarazem nadzieję, iż zło da się, przynajmniej częściowo, odpokutować, tak jak wstydliwą nagość można przysłonić ubiorem.

* * *

Symboliczna funkcja stroju występuje zawsze w dziejach ludzkości – we wszystkich czasach i wszystkich kulturach. Zarówno ludy, które osiągnęły najwyższy poziom kultury duchowej i materialnej, jak i prymitywne, półdzikie plemiona zamieszkujące równikową dżunglę rozumieją symboliczne znaczenie stroju i używają specjalnych symbolicznych ubiorów. Ubiór kapłana i strój monarchy w średniowiecznej Europie pełnił funkcję symboliczną w takim samym stopniu jak strój szamana-czarownika czy ozdobiony elementami drapieżnych zwierząt strój wojownika.

Funkcja symboliczna stroju ma jednakże dwa różne poziomy. Pierwszy to sfera symboliki świadomej, celowej, zamierzonej. Stroje symboliczne – ubiory rytualne, szaty liturgiczne kapłanów, ubiory koronacyjne monarchów -–stanowią formy realizacji tej strony funkcji symbolicznej. Symbolika stroju jest tu wyraźnie określona i uświadamiana sobie przez noszącego dany strój, jak i przez (węższy lub szerszy) krąg jego współziomków. Do tej sfery symboliki „świadomej”  należą też, oprócz samych ubiorów, wszelkiego rodzaju akcesoria i ozdoby ze strojem związane (berło królewskie, biskupi pastorał, amulety sza-mana).

Istnieje jednak jeszcze drugi poziom funkcji symbolicznej stroju – sfera symboliki „utajonej”. Tutaj znaczenie symbolu jest ukryte, głębsze i obejmuje o wiele szerszy obszar pojęć i dziedzin życia. Generalnie rzecz ujmując chodzi tutaj o oblicze ducha epoki jakie przejawia się symbolicznie poprzez noszone w danej epoce stroje, ubiory i ozdoby. W przeciwieństwie do poprzedniej sfery – symboliki „świadomej” – formą przejawiania się utajonego poziomu funkcji symbolicznej nie są stroje rytualne, jednostkowe, ale stroje powszechnego użytku, stroje typowe, stroje noszone masowo na co dzień i od święta, stroje ulegające wahaniom mód i obyczajów. Jednostkowy rytualny strój symboliczny z uwagi na to, że najczęściej jest ściśle zdefiniowany i rytuał wymaga jego niezmienności, w bardzo powolny sposób ulega zmianom i z opóźnieniem dostosowuje się do ducha danej epoki. Z tego też względu w niewielkim tylko stopniu podlega on wpływom drugiej sfery.

Tak więc hieroglifami za pomocą których duch epoki pisze swe przesłanie na tablicy dziejów są stroje powszechnego użytku, noszone przez wszystkie warstwy i stany, od monarchy po niewolnika. I uważny obserwator może z tych hieroglifów odczytać prawdę o danej epoce – o tym jakie panują w niej wartości, jakie nastroje, jakie obyczaje i    zasady etyczne, czy jest to epoka wzlotu czy upadku, czy zorientowana jest na kwestie materialne czy też przesiąknięta religijnością, czy panuje w niej organiczny ład czy też chaos i rozkład, czy rządzi w niej surowa moralność czy tryumfuje rozwiązłość, nieobyczajność i brak zasad.

* * *

Przyjrzyjmy się strojom antycznym z klasycznego okresu dziejów Grecji lub Rzymu. Spoglądając na chlamidy i chitony Greków, na togi Rzymian, uderza nas przede wszystkim ich surowa prostota, czystość kroju i linii, oszczędność ozdób i dodatków, dominacja bieli, ład i harmonia. Czyż ubiory antyczne nie odzwierciedlają duchowości tamtej epoki? Czyż nie stanowią symbolicznego odbicia surowych zasad moralnych, prostych i jasnych reguł etycznych, twardości i dyscypliny, umiłowania piękna, prawdy i mądrości, tak charakterystycznych dla starożytnych Greków i Rzymian? Nawet uzbrojenie greckich hoplitów czy rzymskich legionistów wyraża symbolicznie ich stosunek do życia i śmierci, przywołuje na myśl żelazną dyscyplinę spajającą ich szeregi, odwagę, miłość do ziemi ojczystej, wierność, honor… Wszystko to da się odczytać z prostej klingi szerokiego rzymskiego miecza, z mocnego oszczędnego w ozdoby pancerza, z masywnego hełmu hoplity, z gładkiej powierzchni tarczy…

Jeśli dla odmiany spojrzymy na stroje z okresu hellenistycznego lub z epoki Rzymu późnoimperialnego bez trudu dojrzymy wszystkie znamiona dekadencji jaki ogarnęły Grecję i Rzym w tych czasach. Następuje załamanie klasycznej prostoty i harmonii, pojawiają się udziwnienia i obce, fantazyjne motywy orientalnego pochodzenia. Przesyt ozdób, wschodni przepych barw i klejnotów. miękkie, delikatne tkaniny, misterne, wyrafinowane fryzury – wszystko to daje odczuć atmosferę duchowego rozkładu i moralnego upadku jakim podlegały społeczeństwa hellenistycznej Grecji i Rzymu w okresie późnego cesarstwa. Cnoty wojskowe, odwaga, rzymskie „virtus” – męstwo, zniknęły bezpowrotnie wyparte przez rozwiązłość, materialistyczny hedonizm i zniewieściałość. Zamiast klasycznego umiłowania prawdy nadchodzi epoka jałowych intelektualnych spekulacji i płytkich, eklektycznych systemów filozoficznych. Miejsce klasycznych tragedii i eposów zajmują żałosne panegiryki i błahe naśladowcze poematy. Dekadencja ozdób i ubiorów odzwierciedla ściśle upadek moralny, polityczny i kulturalny antycznych społeczeństw.

* * *

Wraz z upadkiem Zachodniego Imperium i powstaniem Królestw Germańskich na jego ruinach następuje gwałtowny zwrot w sposobie ubierania się. Prosty, surowy strój barbarzyńskich zdobywców odpowiada ich duchowemu obliczu: surowej moralności i twardym zasadom życia. Szorstkie tkaniny, proste toporne ozdoby, futra, ciężkie dwuręczne topory i długie obosieczne miecze, hełmy ozdobione rogami turów pozwalają bez trudu domyśleć się jaki typ ludzki reprezentowali ich właściciele. Nawet we Wschodnim Cesarstwie stroje uległy w owym czasie barbaryzacji, przepych i wyrafinowanie zostały jakby przytłumione, tak samo jak w sferze życia społecznego nastąpiło pewne za-ostrzenie norm i stwardnienie zasad. Ten nawrót surowości pozwolił na przejściowe umocnienie wschodniorzymskiej potęgi i odroczenie upadku Bizancjum o prawie tysiąc lat.

* * *

W okresie tzw. rozwiniętego Średniowiecza, tj. w stuleciach X–XIII, w dziedzinie ubiorów i ozdób dochodzi do największego nasycenia symboliką, tak w sferze „świadomej”, jak i „utajonej”. Ponieważ w żadnej innej epoce symbol, czy to w postaci słowa, obrazu czy też gestu, nie odgrywał aż tak olbrzymiej roli jak w Wiekach Średnich, zatem i funkcja symboliczna stroju osiągnęła wtedy swe apogeum.

Strój średniowieczny przede wszystkim odzwierciedla panujący wówczas hierarchiczny ład społeczny. Poprzez strój można określić przynależność sta-nową jednostki. Bez trudu odróżnić można duchownego od człowieka świeckiego, plebejusza od szlachetnie urodzonego, rycerza od mieszczanina i wieśniaka. Wieki Średnie znają też odrębne stroje dla pewnych szczególnych profesji i grup społecznych. I tak pojawiają się odrębne stroje dla żydów i prostytutek, dla trędowatych i pokutników. To właśnie w Średniowieczu pojawia się charakterystyczny strój kata i strój błazna z dobrze nam znaną czapą z dzwoneczkami i wstążkami. Także pielgrzymi wyróżniają się od reszty swoją peleryną i kapeluszem z szerokim rondem oraz sakwą i pielgrzymim kosturem.

Owo bogactwo strojów, niespotykane w żadnej innej epoce, to tylko zewnętrzny wyraz różnorodności średniowiecznego świata. Bogactwo barw i ozdób, misterne hafty i obramowania płaszczy, kunsztowny krój szat – pozbawione jednak elementu przesytu i przeładowania (nastąpi to dopiero w XIV stuleciu) – przywodzą na myśl wielobarwną mozaikę, w której każdy kolorowy kamyk pełni ważną funkcję, a całość tworzy harmonijne określony wizerunek, stworzony jednak nie tylko po to by oczarować widza, ale przede wszystkim po to by głosić chwałę Boga… Pofałdowane briale i długie płaszcze, kaptury, i habity, misternie plecione ze stalowych kółek kolczugi – nie ma tu już śladu typowej dla Antyku prostoty i jasności, klasyczna czystość formy ustępuje miejsca tajemniczości i głębi, czemuś nieuchwytnemu i niewypowiedzianemu. To samo poczucie nieuchwytnego piękna i niewysłowionej tajemnicy emanuje z dzieł średniowiecznej sztuki, z rycerskich eposów i teologicznych traktatów… Przenikająca całe Wieki Średnie pasja w dążeniu do Absolutu wyraża się z całą mocą poprzez tajemną mowę symboli.

***

W wieku XIV i XV, w okresie „jesieni Średniowiecza”, następuje dekadencja formacji duchowej i rozkład hierarchicznego ładu społecznego, normy moralne ulegają rozchwianiu, zanikają tradycyjne wartości rycerskie. Nadchodzi czas chaosu i fermentu. Wszystkie te zjawiska znajdują natychmiast swe odbicie w ewolucji ubiorów. Bogactwo barw zmienia się w pstrokaciznę, bogactwo ozdób w pozbawiony smaku przesyt. Stroje przybierają coraz dziwaczniejsze formy – spiczaste ciżmy, wysokie heniny dam, kuse kaftany i obcisłe pludry dworzan, głęboko wycięte dekolty sukien, hełmy w kształcie żabiego pyska lub ptasiego dzioba… Równocześnie wzbogaceni plebejusze – mieszczanie, kupcy, bankierzy –wbrew wydawanym przez niektórych monarchów zakazom, przywłaszczają sobie stroje zastrzeżone dotąd dla stanu rycerskiego. Co gorsze, owi parweniusze poczynają rywalizować ze szlachtą w przepychu i wystawności, a ponieważ jako prostacy pozbawieni są dobrego smaku, stają się promotorami złego gustu i tandetnego blichtru.

W następnych stuleciach tendencje te uległy wzmocnieniu i przyspieszeniu. Koronki, kryzy, trefione i pudrowane peruki, jedwabne pończochy, buty na wysokich obcasach cechujące strój męski XVI,  XVII i XVIII wieku to kolejne dowody postępującej zniewieściałości i moralnego upadku. Strój szlachcica i bogatego mieszczanina niczym się już od siebie nie różnią. Kurtyzany ubierają się tak samo jak damy, a żydowscy bankierzy jak szlachta i dworzanie. Warstwa mieszczańska ostatecznie utwierdziła swą pozycję ekonomiczną i to ona nadaje teraz w znacznej mierze ogólny ton życiu społecznemu.

***

Przełom wieku XVIII i XIX oznacza moment zwrotny dziejów nowożytnych nie tylko w sensie politycznym, gospodarczym i kulturowym – jest to również początek rewolucyjnego przełomu w dziedzinie ubiorów. O ile wcześniej mieszczanie naśladowali stroje wyższych warstw społecznych ubierając się na wzór szlachty i arystokracji, to od tego momentu zaczął się proces odwrotny. Burżuazja zdobywszy władzę polityczną, ekonomiczną i ideologiczną, poczęła dyktować własne normy i narzucać własny prostacki gust. Następuje teraz plebeizacja strojów, swoiste „równanie w dół”. Jest to początek tendencji uniformizacyjnej w dziedzinie ubiorów, która swe apogeum osiągnęła w wieku XX. Obecnie to arystokracja zaczyna ubierać się tak jak bogaci mieszczanie, bankierzy i przemysłowcy. Ostatni przedstawiciele ginącej klasy wyższej z ochotą przywdziewają burżuazyjne fraki i surduty. Zasada równości tryumfuje – teraz każdy plebejusz może się nosić jak arystokrata, bo arystokraci przejęli strój plebejuszy. Nawet monarchowie idą w tej dziedzinie z duchem czasu i rezygnują z paradnych strojów koronacyjnych. Ostatnimi oazami różnorodności pozostają jeszcze Kościół, Armia i prosty wiejski lud. Jeszcze tylko szaty liturgiczne, mundury i stroje ludowe zachowują przez cały wiek XIX swą odrębność, różnorodność i wielobarwność, odcinając się od burżuazyjnej monotonii. Ale tylko do czasu…

* * *

W naszym stuleciu nastąpiła już ostateczna i definitywna plebeizacja i egalitaryzacja ubiorów. Wszyscy ubierają się podobnie i nikt już nie jest w stanie określić na podstawie ubioru, kim jest dany osobnik. Co najwyżej wedle stroju można rozpoznać członków młodzieżowych subkultur.  Król Hiszpanii Jan Karol nosi taki sam szary garnitur jak urzędnik Banku Śląskiego, a królowa Danii Małgorzata ubiera się w taki sam kostium jak dyrektorka Liceum Plastycznego. Jedyna różnica to fakt, iż garnitur Jana Karola i kostium Małgorzaty wyszły spod igły drogiego krawca, a stroje urzędnika bankowego i dyrektorki liceum kupione zostały w sklepie. Krój, fason i styl są jednak takie same. Garnitur jako oficjalny strój męski stał się ogólnoświatowym uniformem. Nosi się go wszędzie niezależnie do koloru skóry, stanowiska i szerokości geograficznej .

Ten więzienny uniform naszego wieku najlepiej oddaje ducha obecnej epoki. W symbolu tym zawarte są wszystkie charakterystyczne cechy naszych czasów: demokratyczny egalitaryzm, totalitarne ujednolicenie, wąski utylitaryzm i funkcjonalizm (garnitur pozbawiony jest wszak jakichkolwiek ozdób). Jego jednolity, najczęściej szary lub szaroniebieski kolor przywodzi na myśl więzienny drelich i symbolizuje monotonię, pustkę duchową, brak jakichkolwiek wyższych dążeń i głębszych aspiracji, poza napełnianiem własnego brzucha i kieszeni. Ubiór ten powstał z ewolucji kupieckiego kubraka. Garnitur to mutacja stroju lichwiarzy i handlarzy. I tak jak wszyscy zmuszeni jesteśmy (przynajmniej raz w życiu) ubrać garnitur, tak też wszyscy jesteśmy zmuszeni odgrywać rolę handlarzy w naszym zmerkantylizowanym świecie. A jeśli chwilowo nie odgrywamy roli handlarza to odgrywany rolę towaru –albo my sprzedajemy i kupujemy, albo to nas sprzedają i kupują…

Garnitur to symbol tryumfu ilości nad jakością, materii nad duchowością, totalitarnego ujednolicenia nad różnorodnością. Bezkształtna masa bez-barwnych postaci w szarych uniformach garniturów kształtuje dzisiaj losy świata. Jedyny ozdobny dodatek tego smutnego uniformu to krawat. Czasami jest on jednobarwny, czasami krzykliwie kolorowy, zawsze jednak zawiązany jest na szyi jak pętla szubienicy. Tak samo pokutnicy i przestępcy w Wiekach Średnich zakładali na swą szyję pętlę ze sznura i na kolanach prosili sądzącego ich seniora o łaskę, a zgromadzony wokół szafotu lud błagali o modlitwę za ich grzeszne dusze. Czyżby więc owa nowoczesna namiastka pętli wyrażała utajone poczucie winy i lęk przed wiecznym potępieniem?

Stroje kobiece naszych czasów pozornie zachowały większą różnorodność, ale w zasadzie sprowadzić je można do dwu podstawowych, wywodzących się ze Średniowiecza, „archetypów”. Pierwszy to strój mieszczki – przekupki, drugi zaś to strój ladacznicy. Cała bogata gama współczesnych ubiorów kobiecych to w istocie mnogość wielowariantowych kombinacji tych dwu pierwotnych wzorców.
Jeśli chodzi o tzw. modę młodzieżową, to panuje tutaj istny chaos, ale po gruntowniejszym przestudiowaniu zagadnienia dochodzimy do podobnych wniosków co w przypadku strojów kobiecych. Można tu wyróżnić dwie zasadnicze tendencje: kuglarską i łachmaniarską. Są one ściśle ze sobą prze-mieszane tworząc chaotyczny melanż strojów włóczęgów, błaznów i żebraków – postrzępione, krzykliwie kolorowe, niechlujne i obszarpane odzienie, skołtunione długie włosy, bądź głowy ogolone jak u niewolników. Zwłaszcza tzw. „ekstrawaganckie” stroje gwiazd rocka i pop music wywołują nieodparte skojarzenia z cudacznymi kubrakami dworskich trefnisiów.

***

Wspominaliśmy wyżej, że jeszcze do niedawna mundur wojskowy, szaty liturgiczne kapłanowi stroje ludowe stanowiły oazy odmienności pośród jedno-litej masy postmieszczańskich uniformów. Dzisiaj jest to już odległa przeszłość. Stroje ludowe zniknęły całkowicie i zachowały się co najwyżej w skansenach i muzeach. Demokratyczny egalitaryzm objął w swe posiadanie również ubiory ludności wiejskiej.

Mundury wojskowe jeszcze w XIX stuleciu były barwne, interesująco skrojone, upiększone wypustkami, pagonami, akselbantami, wyłogami, ozdobnymi guzikami, szarfami i pasami. Dzisiaj i one dostosowały się do ogólnej tendencji – stały się szare lub szarozielone, prostacko ubogie, pozbawione ozdób, odpychające w swym funkcjonalizmie. I nie dotyczy to tylko mundurów polowych, co dałoby się jeszcze uzasadnić wymogami nowoczesnego pola walki. Ta sama prawidłowość występuje w odniesieniu do tzw. mundurów galowych, które swym kształtem upodobniły się całkowicie do cywilnych garniturów (krawata nie wyłączając).

Jeszcze większej degradacji uległ strój duchownych, zniknęło całe jego bogactwo i różnorodność. Najprędzej proces ten przebiegał w kościołach protestanckich, ale w chwili obecnej kościoły prawosławny i katolicki szybko odrabiają „zaległości” w tej materii. Nie tylko sutanny, ale nawet stroje liturgiczne (a więc stroje symboliczne w ścisłym znaczeniu tego słowa, uświęcone tradycją) ulegają radykalnemu uproszczeniu. Zrezygnowano nawet z niektórych hierarchicznych oznak godności kapłańskiej, jak np. potrójna korona papieska, której wyrzekł się papież Jan XXIII. Bardzo często duchowni rezygnują całkowicie z sutanny i jedyną oznaką ich stanu pozostaje koloratka, tak jakby wstydzili się swych odmiennych ubiorów i pragnęli wtopić bez reszty w anonimowy tłum niewolników.

***

Jeszcze jednym znaczącym symptomem naszych czasów jest sposób noszenia broni. W poprzednich epokach noszenie miecza u boku zastrzeżone było dla stanu rycerskiego, dla kasty wojowników, dla warstwy osób szlachetnie urodzonych. Broń noszono dumnie, zawieszoną u pasa, otwarcie i z godnością. Broń była jednym z najważniejszych symboli stanowej przynależności. Dla rycerza jego miecz stanowił najcenniejszą rzecz na świecie, najbliższą jego sercu. Broń otaczano czcią i szacunkiem, nadawano jej nawet imiona… Odebranie miecza było czymś haniebnym, była to kara za zdradę swego seniora (felonię) i równało się to wykluczeniu ze stanu rycerskiego. Szczątkowa forma tego rytuału przetrwała do początków naszego stulecia w ceremonii pozbawienia szlifów oficerskich, kiedy to degradowanemu oficerowi odbierano i łamano szablę.

Już w wieku XIV noszenie broni u boku przestało być monopolem szlachty i coraz więcej mieszczan, ubranych na sposób szlachecki, przypinało sobie miecz i sztylet do pasa. Od połowy wie-ku XVIII obyczaj noszenia broni u boku zanika, a w wieku XIX prawo to przysługuje wyłącznie oficerom. W naszym stuleciu broń jest powszechnie dostępna (nawet jeśli wymagane jest pozwolenie na jej posiadanie) zgodnie z ogólną egalitarną i demokratyczną zasadą. Oczywiście broń szlachetna – miecz dawno już zniknęła w muzealnych gablotach oraz w teatralnych i filmowych rekwizytorniach. Dzisiaj używa się wyłącznie broni palnej, broni rażącej na odległość, spadkobierczyni łuku i kuszy, a zatem broni uważanych przez rycerstwo za niegodne, nieszlachetne. Co ciekawsze broń w czasach dzisiejszych nosi się w ukryciu, pod marynarką, w kaburze, w kieszeni. I czynią tak nie tylko ci, którzy posiadają broń bez zezwolenia, przestępcy i mordercy, ale również te osoby, które mają ją najzupełniej legalnie i zgodnie z prawem. Co więcej nawet policjanci i żołnierze noszą broń otwarcie tylko w czasie wykonywania „czynności służbowych”, a i wtedy odczuwają coś w rodzaju zażenowania. Owo wstydliwe ukrywanie broni pod marynarką także ma znaczenie symboliczne. Jak niegdyś mordercy- skrytobójcy ukrywali sztylet w fałdach szat, tak samo teraz postępują ich spadkobiercy.  Bo tylko człowiek honoru, arystokrata (w prawdziwym, etyczno-duchowym sensie tego terminu) potrafi nosić broń otwarcie, z dumą i godnością. Prostak instynktownie czuje, że ten atrybut człowieka wysokiego rodu mu nie przystoi i wstydliwie chowa broń za pazuchą…

* * *

Język symboli jest prosty i zrozumiały dla tego, kto chce naprawdę odczytać tajemne znaki ryte duchem czasu na kamiennych płytach epok. Język symboli nie kłamie, nawet jeśli czytać będziemy z tak błahej na pozór i ulotnej materii jak krój i rodzaj ubiorów. I prawda ta w odniesieniu do naszej epoki wygląda tragicznie i komicznie zarazem. Stada pozbawionych oblicza indywiduów odzianych w totalitarne uniformy mieszczańskich garniturów, hordy degeneratów-obszarpańców w łachmanach żebraczych i błazeńskich kaftanach, kobiety w strojach pół-mieszczek pół-ladacznic zapełniają zarówno betonowe pustynie miast-molochów, jak i oddalone od „centrów cywilizacji” ciche miasteczka i wsie. Nie ma już różnic jakościowych pomiędzy ludźmi – wszyscy są równi w swej kondycji pariasów. Nie ma już żadnych wartości duchowych – istnieje tylko jedna, absolutna i powszechnie uznawana wartość – pieniądz. Nie ma już zasad etycznych, cnoty, moralności, honoru,  jest tylko jeden impuls – żądza zysku. Prostak-plebejusz o handlarskiej mentalności panuje wszechwładnie i narzucił całemu światu nie tylko swój pogląd na życie, ale również swój strój. I nie oparli mu się nawet ostatni panujący monarchowie.

Bogdan Kozieł

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów”, nr 27, 1995.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»