«
»

Przegląd niemiecki

PRZEGLĄD NIEMIECKI – XXI

04.12.13 | 1 komentarz

Tomasz Gabiś

W listopadzie 2011 roku Niemcami wstrząsnęło odkrycie, że na terenie kraju przez ponad 10 lat bez przeszkód działała trzyosobowa grupa terrorystyczna o nazwie Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSP), która – jak się podejrzewa – dokonała 2 zamachów bombowych, 18 napadów na banki oraz 9 morderstw, których ofiarą padli drobni przedsiębiorcy pochodzenia tureckiego oraz (jeden) greckiego. Terroryści Beate Zschäpe, Uwe Mundlos i Uwe Böhnhardt mieli również strzelać do patrolu policyjnego zabijając policjantkę i ciężko raniąc w głowę jej kolegę. Mundlos i Böhnhardt nie żyją, Zschäpe od roku siedzi w areszcie śledczym, oczekując na proces.

Przypadkowe w gruncie rzeczy odkrycie działalności „trójki” wywołało ogromne oburzenie na tajne służby, przede wszystkim na Urząd Ochrony Konstytucji (Verfassungsschutzamt), które przez tak długi czas albo nie wpadły na trop NSP, albo przymykały oko na działalność grupy. Jest niesłychanym skandalem, żeby służby, jak i policja kryminalna nie miały bladego pojęcia, kto był odpowiedzialny za jedną z największych serii mordów w historii Republiki Federalnej, jak i za kilkanaście napadów na banki, a jeszcze większym skandalem byłoby, gdyby posiadając wiedzę o „trójce” pozwoliły mu – z jakichś powodów – bez przeszkód działać.

Ze stanowiska ustąpił już szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji oraz kilku szefów UOK-ów krajowych. Niektórzy członkowie powołanych do zbadania całej sprawy parlamentarnych komisji śledczych sugerują, że służby coś tuszują, że usiłują ukryć niewygodne dla siebie fakty. Podnoszą się głosy wzywające do zasadniczej reformy UOK-u, a nawet do jego całkowitej likwidacji – ten postulat wysuwają zgodnie radykalna lewica i radykalna prawica (NPD).

Powiedzieć tu należy, że – zdaniem niezależnych politologów niemieckich – Urząd Ochrony Konstytucji, zajmujący się wykrywaniem, zwalczaniem i łapaniem „wrogów konstytucji”, jest jednocześnie instrumentem klasy rządzącej, pozostaje na jej usługach, stojąc na straży jej interesów politycznych i ideologicznych. Jak drwiąco stwierdzają niezależni politolodzy, głównym zadaniem UOK-u nie jest ochrona konstytucji, lecz ochrona rządzących przed konstytucją. I pytają, kto ochroni obywateli przed Urzędem Ochrony Konstytucji. I kto zapobiegnie łamaniu konstytucji przez Urząd Ochrony Konstytucji? Rzecz prosta, taka systemowa krytyka może być interpretowana jako przejaw „wrogości wobec konstytucji” a uprawiające ją czasopisma i wydawnictwa trafić mogą pod obserwację Urzędu Ochrony Konstytucji. Pozwala ona jednak zidentyfikować realne polityczne jądro „konstytucyjnego patriotyzmu” lansowanego przez Jürgena Habermasa: jest nim entuzjastyczna współpraca z Urzędem Ochrony Konstytucji. Przy takim ujęciu największymi „patriotami konstytucyjnymi” –  i to nie w odświętnych deklaracjach,  lecz w codziennej praktyce – są tajni współpracownicy Urzędu Ochrony Konstytucji udaremniający wywrotową robotę „wrogom konstytucji”.
W ramach swoich zadań służby – utrzymujące siatki informatorów, konfidentów, agentów, tajnych współpracowników – nie tylko obserwują, kontrolują, monitorują, podsłuchują „wrogów konstytucji”, lecz także manipulują nimi, sterują, prowokują. Inaczej mówiąc stwarzają sobie wrogów, których potem ofiarnie zwalczają. Zadaniem tajnych współpracowników i agentów UOK-u jest podżegać, aktywizować, radykalizować grupy polityczne.

W badaniu działalności Urzędu Ochrony Konstytucji i demaskowaniu jego machinacji szczególne zasługi położyła radykalna lewica niemiecka, która do 1989 roku była posądzana o sprzyjanie komunizmowi a tym samym geostrategicznemu wrogowi NATO w postaci NRD i całego bloku komunistycznego. Wymienić tu należy książki Rolfa Gössnera Das Anti-Terror-System (Hamburg 1991) oraz Geheime Informanten. V-Leute des Verfassungsschutzes – Kriminelle im Dienst des Staates (München 2003), jak również książkę Burckardta Schrödera, Der V-Mann, (Hamburg 1997, II wyd. 2002). Ważną rolę w tej dziedzinie odgrywa  założone w 1985 roku lewicowe pismo „Geheim”, które redaguje Michael Opperskalski, poświęcone działalności tajnych służb w Niemczech i na świecie. Spośród publikacji prawicowych na uwagę zasługuje praca Der Verfassungsschutz. Organisation, Spitzel,  Skandale (Tübingen 1999) Carla Nordbrucha oraz Was der Verfassungsschutz verschweigt. Bausteine für einen alternativen Verfassungsschutzbericht (Schnellroda 2007) autorstwa Josefa Schüßlburnera i Hansa-Helmutha Knüttera.

Jednym z najbardziej znanych tajnych współpracowników Urzędu Ochrony Konstytucji w historii RFN był agent berlińskiego UOK-u Peter Urbach działający na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Michael „Bommi” Baumann, jeden z liderów terrorystycznego Ruchu 2 Czerwca wspominał, jak to z auta Urbacha wyciągali razem koktajle Mołotowa, którymi 11 kwietnia 1968 roku podpalano samochody dostawcze wydawnictwa Springera. To agent provocateur Urbach dostarczał środowisku radykalnej lewicy broń, narkotyki, ładunki wybuchowe, u niego pierwsze przeszkolenia przeszli współzałożyciele RAF-u Andreas Baader i Gudrun Ensslin. Wspomniany Michael „Bommi” Baumann, któremu Urbach, czyli UOK dostarczył m.in. bombę zegarową, uważa dziś, że środowiska, z których  wyrósł RAF i jego własny Ruch 2 Czerwca były głęboko infiltrowane przez tajne służby. Wtedy tego nie rozumiał, ale dziś jest pewny, że on i jego koledzy odegrali pomocniczą rolę  w określonej strategii tajnych służb. Według niego i innych badaczy radykalizacja ruchu studenckiego w kierunku terroryzmu byłaby niemożliwa bez udziału agentury zarówno UOK, jak i Stasi. Znany lewicowy socjolog i kryminolog Fritz Sack uważa, że wprowadzenie agentów lub zwerbowanie tajnych współpracowników we wczesnej fazie ruchu „umożliwiło i przygotowało” działania terrorystyczne; bez uwzględnienia roli czynników państwowych nie jest możliwe wyjaśnienie eskalacji przemocy w ruchu studenckim. W każdym razie Urząd Ochrony Konstytucji przyglądał się bacznie, jak przebiegają narodziny Frakcji Armii Czerwonej.

Baumann jest przekonany, że np. Verena Becker, którą on sam rekrutował w 1972 roku do Ruchu 2 Czerwca, brała bezpośredni udział w zamachu zorganizowanym przez RAF na prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka, ponieważ jednak była tajną współpracowniczką UOK-u, służby ją kryją. Tak sądzi również historyk lewicy Wolfgang Kraushaar oraz dziennikarka Regine Igel, była korespondentka prasowa we Włoszech w latach 80. i 90., zajmująca  się związkami pomiędzy terrorystami i tajnymi służbami. Dla Igel nie ulega wątpliwości, że służby włoskie bardzo wcześnie znały całą czołówkę włoskich Czerwonych Brygad; gdyby tylko chciano, można byłoby ich łatwo wyaresztować. Podobnie, według niej, rzecz się miała z lewicowymi organizacjami terrorystycznymi w RFN, które były infiltrowane nie tylko przez służby wschodnioniemieckie, lecz także zachodnioniemieckie. W tym kontekście zwraca się uwagę na fakt, iż choć w RFN 97% morderstw jest wyjaśnianych, to do dziś nie udało się do końca wyjaśnić wszystkich okoliczności zamachów dokonanych przez RAF na Siegfriedzie Bubacku, Jürgenie Ponto i Hansie-Martinie Schleyerze.

W 1978 roku tajne służby sfingowały atak na więzienie w Celle (tzw. akcja „Feuerzauber”), aby uwolnić terrorystę RAF Sigurda Debusa, i stworzyć legendę dla swojego agenta. W kręgach tzw. późnego RAF-u działał w latach 1985-1993 Klaus Steinmetz, tajny współpracownik UOK Nadrenii-Palatynatu. Należy tu jednak nadmienić, że w swojej znanej książce Das RAF-Phantom. Wozu Politik und Wirtschaft Terroristen brauchen (München 1992) Gerhard Wisnewski, Wolfgang Landgraeber i Ekkehard Sieker dowodzą przekonująco, iż  tzw. późny RAF to fikcja stworzona przez tajne służby. Seria morderstw popełniona pomiędzy 1985 a 1991 rokiem jest dziełem „RAF-u trzeciej generacji” tylko w tym sensie, że biorący udział w zamachach członkowie „RAF-u” byli wykonawcami akcji zaplanowanych przez kogoś innego, „na wyższym szczeblu”. Dwie najbardziej znane postaci z owego fantomatycznego RAF-u to Horst Ludwig Meyer i Wolfgang Grams, obaj zastrzeleni „podczas próby ucieczki”.

Były sutener i drobny przestępca, Volker Weingraber Edler von Grodeck (TW „Wien”) działał w pierwszej poł. lat 70.  w kręgach radykalnej lewicy berlińskiej; te same kręgi inwigilowali Christian Hain (TW „Flach”) oraz Ulrich Schmücker, zastrzelony w czerwcu 1974 roku. W 1983 roku w Monachium dokonano zamachów bombowych i podpaleń prywatnych firm oraz instytucji finansowych i państwowych. Sprawcą okazał się działający w kręgach radykalnej lewicy Manfred Scheffer, tajny współpracownik UOK-u. W trakcie wizyty wiceprezydenta USA Goerge`a Busha w Krefeld w 1983 roku, doszło do demonstracji i starć z policją (zamieszki posłużyły rządowi jako pretekst do zaostrzenia prawa do zgromadzeń). Wśród ludzi atakujących policję i podżegających do zamieszek wyróżniał się niejaki Peter Troeber tajny współpracownik UOK-u; typowy agent provocateur. W 1986 roku ujawniła się kobieta, która przez siedem lat pracowała dla UOK-u Badenii-Wirtembergii. Najpierw na polecenie służb wstąpiła do Komunistycznego Związku Niemiec Zachodnich, a potem penetrowała kręgi sympatyków RAF-u.

Bardziej niż infiltracja radykalnej lewicy interesują nas tutaj jednak działania tajnych służb w środowiskach antysystemowej, narodowo-radykalnej prawicy,  z których wywodzili się członkowie Narodowosocjalistycznego Podziemia. Pierwszą partią zdelegalizowaną w RFN w 1952 roku była Socjalistyczna Partia Rzeszy. Jej współzałożyciel i prezes dr Fritz Dorls był tajnym  współpracownikiem Urzędu Ochrony Konstytucji. To on, można powiedzieć, przygotował materiały stanowiące podstawę do delegalizacji partii. Rok później wykryto „spisek” grupy byłych narodowych socjalistów wokół Wernera Naumanna, byłego sekretarza stanu w ministerstwie Goebbelsa. Do kręgu Naumanna należało kilkunastu tajnych współpracowników UOK-o, którzy na bieżąco informowali służby o wszystkim, co się w nim dzieje.

Karl Peter Weinmann pod koniec lat 60. działał w Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD), potem w Akcji Opór. Był też działaczem, zakazanego później, ugrupowania o nazwie Ludowo-Socjalistyczny Ruch Niemiec/Partia Pracy, założycielem grupy sportów obronnych Wehrsportgruppe Hengst, autorem instrukcji o „właściwym obchodzeniu się z materiałami wybuchowymi”, przeznaczonej dla „bojowników oporu” ze środowiska Wolnościowej Niemieckiej Partii Robotniczej (FAP). Weinmann był potrójnym agentem: szpiclował dla UOK, dla Stasi, zaś dla służb włoskich Servizio per le Informazioni e la Sicurezza Militare (SISMI) inwigilował środowisko „działaczy niepodległościowych” z Południowego Tyrolu żyjących w RFN.

W latach 1973-77 scenę narodowych radykałów w Dolnej Saksonii z ramienia UOK-u penetrował Werner Gottwald  (TW „Reiser”); dysponował on zakupionymi za pieniądze otrzymane od UOK-u  pistoletami, granatami ręcznymi, materiałami wybuchowymi; dostarczył broń Narodowemu Niemieckiemu Frontowi Wyzwolenia (potem policja znajduje u delikwenta broń dostarczoną przez prowokatora). W 1973 roku nawiązał kontakt z Gary Lauckiem, prezesem założonej w 1972 roku w Lincoln (Nebraska) NSDAP/AO (od początku infiltrowanej przez FBI). TW „Reiser” należał do założycieli działającej w konspiracji „odnowionej” NSDAP, wszedł w skład  kierownictwa partii, kierował resortem finansów. Rozpowszechniał materiały propagandowe, naklejki ze swastykami i hasłami typu „ Nie kupuj u Żyda!”, „Zwalczaj żydowskie partie KPD, SPD, CDU, CSU, FDP!”, „Znieść zakaz działalności dla NSDAP!”

Według Rolfa Gössnera nielegalną niemiecką NSDAP/AO powołały do życia niemieckie tajne służby (zapewne przy pomocy amerykańskich kolegów). W budowie konspiracyjnej NSDAP w 1975 roku brał też udział aktywista organizacji o nazwie Front Akcji Socjalistów Narodowych i agent UOK Dolnej Saksonii Hans-Dieter Lepzien – kierowca i specjalista od materiałów wybuchowych (prowadzony także przez Stasi jako TW „Otto  Folkmann”).  Agent Lepzien sprawdzał m.in. kandydatów do NSDAP pod kątem ich ewentualnej agenturalności (na pewno przyjął kolejnych agentów), zajmował się również propagandą – za wiedzą i zgodą UOK przewiózł z Flandrii do Niemiec 5.000 egzemplarzy drugoobiegowego pisma „Völkischer Beobachter”. Lepzien kierował też grupą radykalnych nacjonalistów w Brunświku (tzw. „Gruppa Otte”), która planowała zamachy bombowe i inne akty terroru. Lepzien własnoręcznie skonstruował bomby zdetonowane przez grupę w 1977 roku przed budynkami wymiaru sprawiedliwości we Flensburgu i Hanowerze.

W latach 70. w Zagłębiu Ruhry działała grupa o nazwie Niemiecki Ruch Wyzwoleńczy – z ramienia Urzędu Ochrony Konstytucji jej działania nadzorował agent o nazwisko Joachim Neumann, który m.in. zachęcał jej członków do przeprowadzania zamachów. W połowie lat 70. czołową postacią sceny narodowo-radykalnej w Berlinie Zachodnim był tajny współpracownik UOK-u Werner Lock, który działał także w „odnowionej” NSDAP. Na początku lat 80. we Wspólnocie Bojowej Socjalistów Narodowych działał Joachim Apel tajny współpracownik UOK-u Dolnej Saksonii. Typowy agent provocateur, wpływał na działalność grupy, finansował materiały propagandowe, organizował ćwiczenia sportów obronnych, zaopatrywał w broń, planował i podżegał do dokonywanie podpaleń.

O przeprowadzenie zamachu bombowego w czasie monachijskiego Oktoberfest 26 września 1980 roku, w którym bomba zabiła 13 osób (oraz domniemanego zamachowca) i raniła 211, podejrzewano narodowo-radykalną Wehrsportgruppe Hoffmann (wówczas już zdelegalizowaną), ponieważ miał z nią kontakty domniemany zamachowiec 21-letni student Gundolf Köhler (kilka razy uczestniczył w ćwiczeniach sportowych organizowanych przez grupę). Z grupą Hoffmanna związany był wspomniany wyżej potrójny agent Peter Karl Weinmann. Do jej wewnętrznego kręgu należał inny tajny współpracownik UOK-u Herbert Hegewald. Wiadomo, że również Stasi ulokowała tam swoich agentów. Ponadto Stasi śledziła poczynania UOK-u i Federalnej Służby Wywiadu przed zamachem i w dniu zamachu. W pobliżu miejsca zamachu znajdował się jeden z tajnych współpracowników UOK-u. Jak wynika z raportów Stasi 22 godziny przed zamachem członkowie grupy Hoffmanna byli obserwowani przez tajniaków z Urzędów Ochrony Konstytucji Bawarii, Nadrenii Północnej-Westfalii oraz Badenii-Wirtembergii. Jakby wielu ludzi przeczuwało, że „coś” w tym dniu w tej okolic się wydarzy, coś „wisi w powietrzu”. Do dziś zresztą część niemieckich środowisk niezależnych kwestionuje oficjalną wersję zamachu przeprowadzonego przez „samotnego świra” i podejrzewa, że bombę zdetonowano zdalnie poświęcając Köhlera, który był przekonany, że niesie atrapę.

29 maja 1981 roku członek Frontu Akcji Socjalistów Narodowych Johannes Bügner został zasztyletowany przez kolegę z organizacji Friedhelma Enka. Na procesie Enk zeznał, że rozkaz zabicia Bügnera wydał mu – odpowiedzialny za bezpieczeństwo organizacji – Michael Frühauf, który przekonał go, że Bügner to zdrajca. Frühauf był tajnym współpracownikiem hamburskiego UOK-u, miesięcznie kasował 500 marek.

W skład działającej w pierwszej poł. lat 80. w Emden (Dolna Saksonia) Wspólnocie Bojowej Socjalistów Narodowych wchodził tajny współpracownik dolnosaksońskiego UOK-u Joachim Apel, który nie tylko prowadził pracę propagandową, ale także dostarczał broń i pomagał w podpaleniach. W 1985 roku powstała narodowo-radykalna partia nazywająca się Front Nacjonalistyczny (FN). Do jej założycieli należał tajny współpracownik UOK Nadrenii Północnej-Westfalii Norbert Schnelle. Również Służba Kontrwywiadu Wojskowego (MAD) wprowadziła w  1989 roku do FN swojego agenta – Michaela P. Zaopatrywał on konspiracyjną grupę w mapy wojskowe, załatwił też dla ośrodka szkoleniowego Frontu kilkanaście łóżek z zapasów Bundeswehry. Za pośrednictwem Michaela P. Front otrzymał materiały szkoleniowe od Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Agent Michael P., razem z szefem FN Meinolfem Schönbornem opracowywali plany stworzenia nacjonalistycznej RAF. Frontem Nacjonalistycznym współkierował inny prowokator, tajny współpracownik UOK Dolnej Saksonii Michael Wobbe (ps. „Rehkopf”). Pełnił on funkcję szefa komórki ds. bezpieczeństwa, kontrolował korespondencję członków, organizował szkolenia, jeździł po Niemczech organizując „narodowy ruch wyzwoleńczy”. Podżegał młodocianych do „akcji bezpośredniej”, o której meldował swojemu oficerowi prowadzącemu, po czym młodociani lądowali w więzieniach. Od UOK-u brał pieniądze i diety bez pokwitowania, w końcu zorientowali się, że „naciąga ich na kasę” i współpracę  z nim zakończyli.

„Guhr” – pod tym pseudonimem w poł. lat 80 działał agent UOK-u , aktywista grupy narodowo-radykalnej z Dolnej Saksonii o nazwie Żelazny Krzyż. „Guhr” był też członkiem zdelegalizowanej w 1995 roku Wolnościowej Partii Robotniczej (FAP), kasował od organów bezpieczeństwa 300 marek miesięcznie, potem oskarżył szefa hanowerskiej FAP, że partia dokonała podpaleń, w których ten osobiście uczestniczył; szef partii dostał 10 lat więzienia. Pod koniec lat 80. na liście płac UOK-u  Nadrenii Północnej-Westfalii znajdował się Andreas Szypa – aktywista i podżegacz penetrujący  narodowo-radykalne środowiska Zagłębia Ruhry. Agent Szypa działał też w Wolnościowej Partii Robotniczej. Powstałą w 1983 roku partię Republikanie szpiegował w Nadrenii Północnej-Westfalii tajny współpracownik UOK-u Robert Nagels, długoletni członek krajowej organizacji partyjnej, sponsorujący także produkcję narodowo-radykalnej muzyki.

W późnych latach osiemdziesiątych w środowiskach narodowo-radykalnych działał Ewald Bela Althans, brylujący potem w mediach jako ten, co zerwał z dawnym środowiskiem. W 1993 zaproponował bawarskiemu UOK-owi swoje usługi jako tajny współpracownik; przez pewien czas pracował dla nich, kiedy jednak chciał za 360.000 marek sprzedać im 5.000 adresów ludzi ze sceny narodowo-radykalnej, uznali, że chce ich naciągnąć, wciskając im nieaktualny już materiał, i zakończyli z nim współpracę. W poł. lat 90. agent UOK-u Klaus Blome infiltrował Niemiecką Unię Ludową w Bremie; służby wprowadziły go nawet do rady miejskiej Bremy.

Peter Schulz z Herford (Nadrenia Północna-Westfalia) założył w 1992 roku grupę sportów obronnych o nazwie Heimatschutzkorps Ostwestfalen, która wraz z innymi podobnymi grupami była instruowana przez amerykańską NSDAP/AP. Zgodnie z jej dyrektywami członkowie grup mieli być uzbrojeni w broń półautomatyczną. W 1995 roku członkowie grupy Schulza zostali aresztowani. Schulz od 1990 roku był tajnym współpracownikiem UOK-u.

W 1993 roku w Solingen grupa młodych ludzi podpaliła dom zamieszkały przez rodziny tureckie, w pożarze zginęło 5 osób. Do podpalenia podżegał ich nauczyciel karate, trener bokserski, Bernd Schmitt, kryminalista, karany za oszustwa i pobicia, w 1992 roku zwerbowany jako TW przez UOK Nadrenii Północnej-Westfalii, prawdziwy klejnot wśród tajnych współpracowników UOK-u. Penetrował m.in. wspomniany wyżej Front Nacjonalistyczny, odpowiedzialny był za ochronę w Niemieckiej Lidze na rzecz Narodu i Ojczyzny. W porozumieniu z UOK założył szkołę sztuk walki w Solingen, aby tam rekrutować młodych narodowych radykałów, trenować, szkolić i zagrzewać  do rozprawy z Turkami.

W 1994 roku medialną wrzawę wywołało ukazanie się broszury zatytułowanej „Der Einblick”, zawierającej  nazwiska, adresy i inne dane 150 działaczy lewicowych oraz dziennikarzy „prasy systemowej”; w broszurze  zapowiadano rozprawę „ze wszystkimi destrukcyjnymi, antyniemieckimi i antynarodowymi siłami”. Niedawno wyszło na jaw, że w wydaniu broszury uczestniczył człowiek, który w latach 1994-98 pracował dla UOK-u. Tenże tajny współpracownik organizował również w 1996 roku w Worms marsz pamięci ku czci Rudolfa Hessa.

Thomas Dienel był do 1989 roku członkiem SED i sekretarzem FDJ w Weimarze; po zjednoczeniu założył narodowo-radykalną grupę o nazwie Partia Niemiecko-Narodowa (niemieckie środowiska niezależne podejrzewają, że był w tym okresie prowadzony przez dawnych bezpieczniaków ze Stasi), w 1995 zostaje zwerbowany jako tajny współpracownik (TW „Küche”) przez UOK w Turyngii. Dienel był niezwykle energicznym i aktywnym agentem: organizował ćwiczenia sportów obronnych i polityczne happeningi np. wrzucił świńskie łby na podwórze synagogi w Erfurcie, organizował obchody ku czci Rudolfa Hessa itp. Znany był z werbalnych ekscesów antyżydowskich. W pewnym okresie został wypromowany przez służby na główną postać „neonazistowskiego” demona w b. NRD. Przez pewien czas należał do NPD, którą starał się radykalizować, tworząc wewnątrz partii „Platformę Rewolucyjną”.

„Axel Reichert” –  pod tym nazwiskiem działał  w poł. lat 90. agent  wydziału bezpieczeństwa państwa Urzędu Policji Kryminalnej Badenii-Wirtembergii. Osobiście założył narodowo-radykalną Grupę Koleżeńską z Karlsruhe. W ciągu dwóch lat z luźnej grupy lubiących popić skinheadów i 15-16 letnich „kiboli” agent stworzył zorganizowaną i  zdyscyplinowaną grupę gotową do akcji tak, aby jego koledzy ze służb mogli się wykazać sukcesami w zwalczaniu ekstremistów; pompował ich ideologią, pomstował przeciwko „żydowskim i bolszewickim szumowinom” i wzywał do walki ze „światowym żydostwem”. Szkolił członków grupy, oferował broń, dawał pieniądze, aby mogli jeździć na „eventy” polityczne w różnych częściach Niemiec. Prowokator służb „Axel Reichert” zasłynął też jako organizator marszu ku czci Rudolfa Hessa, który odbył się w Luksemburgu w 1994 roku.

Kryminalista Carsten Szczepanski przebywał w 1994 roku w areszcie śledczym, gdzie czekał na proces za usiłowanie zabójstwa. Groził mu wyrok ośmiu lat więzienia. W więzieniu został zwerbowany przez UOK Brandenburgii; już jako TW „Piato” wychodzi na wolność w 1997 roku, otwiera sklep z muzyką narodowo-radykalną, buduje sieć  Blood&Honour, kręci się wokół grupy radykalnych nacjonalistów określająca się jako „Komórki Narodowo-Rewolucyjne”, organizuje koncerty muzyki skinheadów i ceremonię Ku-Klux-Klanu (przed kamerami telewizyjnymi!). Na polecenie służb wstępuje do NPD, dochodzi do zarządu krajowego partii w Brandenburgii, pełni  funkcję szefa partyjnej służby porządkowej. Dostawał miesięcznie od 1.000 do 1.500 marek z pieniędzy podatnika. Aktywistą Wolnościowej Partii Robotniczej a jednocześnie, w latach 1993-1998, agentem UOK-u Dolnej Saksonii był  Stefan Dedolf. Jego zadaniem była radykalizacja partii; penetrował również środowisko nacjonalistycznych „kiboli”.  Pod koniec lat 90.  Stefan Michael Bar z Kaiserslautern wydawał drugoobiegowe ziny typu „Reichsruf”, „Wehrwolf”, pełne antyżydowskich haseł i sloganów – redaktor Bar utrzymywał ścisłe kontakty z funkcjonariuszem z UOK-u, któremu przed publikacją przedkładał je do wglądu – innymi słowy funkcjonariusz pełnił funkcję nadredaktora narodowo-radykalnych zinów.

W latach 2001-2003 w Monachium działała narodowo-radykalna Grupa Koleżeńska-Południe; jej przywódca Martin Wiese i kilkoro innych członków zostało aresztowanych pod zarzutem planowania zamachu bombowego podczas wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę nowego Centrum Żydowskiego w Monachium; media mówiły nawet o „Braune Armee Fraktion”. W grupie tej działał agent-prowokator bawarskiego UOK-u obywatel francuski Didier Magnien, który wcześniej stworzył we Francji narodowo-radykalną grupę Parti Nationaliste Français et Européen (według niezależnych środowisk francuskich jej kierownictwo w całości składało się z agentów). To starszy od Wiesego Magnien był jego mentorem (miał też swobodny dostęp do jego mieszkania i do komputera). Stanowił realny mózg monachijskiej grupy, był tym, który organizuje, szkoli, zachęca do akcji, mobilizuje. To agent Magnien rozwodził się o planach zamachu, fantazjował o masakrze, o tym, że trzeba zrobić wielkie „bum”. Mówił o tym w pomieszczeniach będących na podsłuchu (cała grupa była zresztą cały czas podsłuchiwana i monitorowana przez służby), aby potem media mogły cytować jego słowa jako słowa członka grupy terrorystycznej. Agent „organizował” zamach, by potem go udaremnić a minister spraw wewnętrznych Günther Beckstein mógł wykazać się sukcesem w walce z terroryzmem – było to dwa tygodnie przed wyborami do landtagu. Możliwe, że cały „plan zamachu” od początku do końca był wyłącznie zaplanowanym przez bawarskie MSW „montażem”, którego elementem było podrzucenie ręcznego granatu do mieszkania Wiesego przez agenta Magniena.

W Turyngii tajny współpracownik UOK-u Marcel Degner z Erfurtu infiltrował w latach 1996-2000 sieć  Blood&Honour. Organizował też burdy na terenie obozu w Buchenwaldzie. W 2002 roku wyszło na jaw, że tajnym współpracownikiem UOK-u był jeden z najważniejszych ludzi narodowo-radykalnej sceny muzycznej w Niemczech, Mirko Hesse, właściciel firmy Hate Sounds, szef saksońskich „Hammerskins”, producent nagrań narodowo-radykalnej grupy „Landser” zawierających wezwania do przemocy wobec posłów i ministrów.

W 2000 roku niejaki Achim S. założył w Badenii-Wirtembergii niemiecki Ku-Klux-Klan, w którym pełnił funkcję „Wielkiego Smoka”; organizacja licząca 20 osób działała do 2003 roku. Istnieją poważne poszlaki, że Achim S. był tajnym współpracownikiem UOK-u. Innym tajnym współpracownikiem UOK-u był Toni Stadler z Cottbus, właściciel sklepu Hatecrime oferującego narodowosocjalistyczne dewocjonalia i muzykę sceny narodowo-radykalnej. Stadler był szefem grupy muzycznej o nazwie White Aryan Rebels, która w 2001 roku nagrała „Nuty nienawiści” (zespół utworzono został tylko do nagrania tej płyty). Wykrzykiwała na niej obelgi przeciwko Żydom, homoseksualistom, ludziom innych ras, a w protest-songu „Kula dla ciebie” wzywała do zabijania prominentnych osób w Niemczech. Stadler był typowym agentem-prowokatorem biorącym udział w ogólnokrajowej operacji tajnych służb przeciwko narodowo-radykalnej scenie muzycznej. Dodajmy, że założona przez Urząd Ochrony Konstytucji grupa White Aryan Rebels była wymieniana w raporcie o zagrożeniach ze strony polityczno-ideologicznych ekstremistów wydawanym corocznie przez… Urząd Ochrony Konstytucji.

W 2007 roku wyszło na jaw, że scenę narodowo-radykalną w Nadrenii Północnej-Westfalii penetrował z ramienia tamtejszego UOK-u Sebastian Seemann (handel bronią, materiałami wybuchowymi i kokainą, sutenerstwo, pobicia), właściciel knajpy i sklepu „Donnerschlag”, organizator koncertów narodowo-radykalnych grup muzycznych z sieci Blood&Honour np. Combat 18 Sauerland i Oidoxie. Był osobą do kontaktów z narodowymi radykałami w Belgii. Dostarczał broń elementom kryminalnym ze środowiska narodowo-radykalnego. W 2007 roku saksońskie MSW zakazało działalności założonej rok wcześniej narodowo-radykalnej grupy koleżeńskiej „Sturm 34” w Mittweida. Wyszło na jaw, że jednym z założycieli i najbardziej aktywnych członków grupy był policyjny informator Mattthias Rott od dawna pracujący dla wydziału bezpieczeństwa państwa w saksońskiej policji kryminalnej.

Dla UOK-u Dolnej Saksonii pracowała w latach 2008-2009 weteranka sceny narodowo-radykalnej Doris König alias „Sandra Franke”. Występowała w internetowej rozgłośni Europaen Brotherhood Radio z mocnymi antyżydowskimi tekstami i kwestionowała zbrodnie reżimu narodowosocjalistycznego. Rozgłośnia została zamknięta, ludzie aresztowani, po tym jak agentka dostarczyła odpowiedniego materiału, umieszczając na portalu radia instrukcję skonstruowania bomby. Najzwyczajniejsza pod słońcem prowokacja tajnych służb.

Ich szczególnym zainteresowaniem cieszyła się zawsze Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD). Jej założycielem i pierwszym prezesem był Adolf von Thadden, który prawdopodobnie już w 1964 roku, kiedy wraz z innymi osobami zakładał NPD, miał kontakty z MI6. Najintensywniejszy charakter przybrały jego kontakty ze służbami brytyjskimi w latach 1967-1971. Pikanterii temu dodaje fakt, że również pierwszy szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji w latach 1950-54 Otto John został na to stanowisko „wstawiony” przez służby brytyjskie.

Szefem służby porządkowej NPD od 1969 roku był agent UOK-u Nadrenii Północnej-Westfalii Helmut Krahberg; to on na mityngu wyborczym von Thaddena pobił lewicowego aktywistę akurat przed „przypadkowo obecnymi” kamerami telewizji publicznej. Ewidentna prowokacja służb zniweczyła szanse wyborcze von Thaddena i NPD, która miała szansę wejść do Bundestagu. W latach 1970/71 agent Krahberg należał do założycieli konspiracyjnej narodowo-radykalnej grupy o nazwie Europejski Front Wyzwoleńczy i wchodził w skład jej trzyosobowego kierownictwa.

Weteranem agenturalnej roboty w szeregach NPD był Wolfgang Frenz, zwerbowany przez UOK w 1959 roku. Przez 36 lat służył demokratycznemu państwu! Należał do założycieli NPD, tworzył organizację krajową NPD w Nadrenii Północnej-Westfalii, w latach 1977-99 zajmował stanowisko wiceprezesa zarządu krajowego, był też długoletnim członkiem zarządu federalnego. Aktywnie uczestniczył w wydawaniu partyjnych organów prasowych „Deutsche Zukunft” i „Deutsche Stimme”, w których zamieszczał często ostre artykuły swojego autorstwa (zanim je opublikował  zapoznawał z ich treścią funkcjonariusza UOK-u, który go prowadził). Podobno prezes Adolf von Thadden (człowiek MI6) wiedział, że Frenz, który w najlepszych czasach kasował ok. 1.000 marek miesięcznie, jest agentem.

Towarzysz partyjny Frenza ze starej gwardii niemieckiego ruchu narodowego to Udo Holtmann, od 1967 roku w NPD, od 1968 członek zarządu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii. W 1977 roku wchodzi w skład zarządu federalnego partii, od 1993 prezes zarządu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii, zastępca prezesa federalnego partii.  Był wydawcą i  redaktorem naczelnym centralnego partyjnego pisma „Deutsche Stimme” i członkiem redakcji  pisma „Deutsche Zukunft”, na łamach których gromił „sługusów Systemu” i zapowiadał, że po zdobyciu władzy przez  niemiecki obóz patriotyczno-niepodległościowy zdrajców narodu spotka zasłużona kara. Od 1978 do 2002 roku pracę dla partii harmonijnie łączył z pracą dla Urzędu Ochrony Konstytucji.

Mike Layer ps. „Fritz”, tajny współpracownik UOK-u Badenii-Wirtembergii wszedł w 1996 roku do zarządu  krajowego NPD w tym landzie, działał jako łącznik NPD z bardziej bojową sceną narodowo-radykalną. Michael  Grube ps. „Markus” działał jako agent UOK-u Meklemburgii-Przedpomorza. Na polecenie mocodawców wstąpił do NPD. W 1997 roku został prezesem organizacji okręgowej w Wismarze i kandydował do parlamentu krajowego. W 1999 roku na polecenie służb założył narodowo-radykalną Socjalistyczną Partię Ludową; brał udział w podpaleniu należącej do imigranta pizzerii w Grevesmühlen, pobił prawie na śmierć młodocianego z obozu narodowo-radykalnego.

Członek zarządu krajowego NPD w Szlezwiku-Holsztynie Bastian Tilger z Lubeki, który odpowiadał za ochronę imprez partyjnych, zasłynął z umieszczenia na jednym z cmentarzy wielkiej płyty pamiątkowej ku czci Adolfa Hitlera.  W 2002 roku okazało się, że od kilku lat był na liście płac UOK-u. Tajnym współpracownikiem UOK-u był też Frank Kerkhoff, który w latach 1976-80 działał w maoistowskim Komunistycznym Związku Niemiec Zachodnich, w latach 90. w postkomunistycznej PDS, a 2001 roku wstąpił do NPD – doszedł do stanowiska szefa organizacji krajowej partii w Saksonii-Anhalcie. Agent UOK-u Meklemburgii-Przedpomorza Matthias Meier został pod koniec lat 90. wiceprezesem organizacji krajowej NPD; założył paramilitarną grupę sportów obronnych Związek Bojowy Północ.

Pod koniec lat 90. aktywistą Młodych Narodowych Demokratów (młodzieżowej przybudówki NPD) w Nadrenii Północnej-Westfalii był Peter Viola, ps. „Taste”, tajny współpracownik UOK-u. W latach 1998-2000 redagował narodowo-radykalnego  zina „Der  Ruhrstürmer”, którego drukował w drukarni znanego nam już innego agenta UOK-u Udo Holtmanna. Ten jeszcze wyostrzał wymowę i tak już agresywnych tekstów, które następnie – podobnie jak inne wypowiedzi i działania tajnych współpracowników – posłużyły jako dowody na to, że NPD cechuje „wrogość wobec konstytucji” i powinna zostać zdelegalizowana. We wniosku o delegalizację NPD w 2001 roku rząd federalny  cytował m.in. swojego własnego agenta Wolfganga Frenza z jego książki Utrata ojcowskości albo koniec Żydów (najprawdopodobniej publikacja ta od początku była uzgodniona ze służbami). Ostatecznie NPD nie została  zdelegalizowana, ponieważ Trybunał Konstytucyjny uznał, iż nie jest w stanie rozróżnić pomiędzy wypowiedziami i akcjami agentów, a wypowiedziami i akcjami zwykłych członków partii, czyli pomiędzy „autentyczną” NPD, a NPD „sztuczną”, nadmuchaną przez służby.

W 2002 roku okazało się, że w pewnym okresie zarząd krajowy NPD Nadrenii Północnej-Westfalii składał się w większości z tajnych współpracowników UOK-u (kłania się Chesterton ze swoją powieścią O człowieku, który był Czwartkiem). Ocenia się, że dzisiaj we władzach krajowych i federalnych partii jest nawet więcej tajnych współpracowników, agentów, informatorów i konfidentów niż 10 lat temu.

Badający machinacje UOK-u i jego agentur lewicowy autor Burkhard Schröder wyraził opinię, że wystarczy rozwiązać UOK a NPD sama zniknie tzn. zniknie NPD jako komórka Urzędu Ochrony Konstytucji używana do straszenia obywateli „prawicowym zagrożeniem”. Tak oczywiście nie będzie, ponieważ narodowo-radykalna prawica posiada określony, realnie istniejący polityczny i społeczny potencjał, prawdą jest jednak, że jej rzeczywistą siłę ocenić będzie można dopiero po wycofaniu agentów i zaprzestaniu jej pośredniego finansowania przez tajne służby.

Zanim przejdziemy do Narodowosocjalistycznego Podziemia poczyńmy kilka uwag ogólniejszej natury. Do 1989 roku istotną rolę w infiltrowaniu i manipulowaniu radykalnymi grupami w RFN odgrywała enerdowska bezpieka, która śledziła i obserwowała, jak UOK infiltruje i manipuluje nimi. Stasi miała swoich agentów w strukturach UOK-u, podsłuchiwała tajne rozmowy pomiędzy UOK-ami krajowymi a centralą w Kolonii, posiadała informacje o operacjach i prowokacjach UOK-u. Werbowała rzecz jasna swoich własnych informatorów i agentów. Do dziś rola enerdowskiej agentury stanowiącej istotny czynnik formowania się ruchu studenckiego i jego radykalizacji nie jest do końca opisana. Cały kompleks 68 roku należy porządnie zbadać pod kątem udziału w nim Berlina Wschodniego i jego tajnych służb, które już od pierwszej połowy lat 60. pilnie śledziły sytuację na zachodnioniemieckich uniwersytetach. Oczywiście Stasi infiltrowała także środowiska narodowo-radykalnej prawicy. Jej agentem był np. Odfried Hepp, który w 1982 roku założył we Frankfurcie nad Menem narodowo-radykalną grupę terrorystyczną, dokonującą ataków na żołnierzy amerykańskich.

Jeden z niemieckich pisarzy politycznych wspominał kiedyś, jak to w latach osiemdziesiątych miał okazję rozmawiać w niezobowiązującej prywatnej atmosferze z emerytowanym wyższym funkcjonariuszem Urzędu Ochrony Konstytucji. Kiedy tak sobie gawędzili przy reńskim winie, w pewnym momencie pojawiło się na stole zdjęcie grupy młodych narodowych radykałów manifestujących przy grobie „posłańca pokoju” Rudolfa Hessa, wśród nich as Luftwaffe, niezłomnie wierny narodowym i socjalistycznym ideałom młodości, pułkownik Hans-Ulrich Rudel. Funkcjonariusz przyjrzał się zdjęciu i powiedział: „Na moje wyczucie jedna połowa to nasi ludzie, druga połowa to Stasi, tylko Rudel jest prawdziwy”. Pamiętać jednak należy, że Stasi werbowała swoich tajnych współpracowników, którym następnie kazała dać się zwerbować przez służby zachodnioniemieckie, zyskując tym samym wgląd w operacje i prowokacje UOK w środowiskach narodowo-radykalnej prawicy. Zapewne było też odwrotnie: UOK swoim agentom kazał, żeby dawali się werbować Stasi. Rudel był więc na pewno prawdziwy, ale „nasi” ludzie byli jednocześnie „ich” ludźmi, a „ich” ludzie „naszymi” (zob. Pamiętnik znaleziony w wannie Lema, gdzie „wszystko jest popodstawiane”, cały „nasz” Gmach składa się z „ich” agentów, a „ich” Antygmach z „naszych” agentów).

Poza tym działacze środowisk narodowo-radykalnych zdają sobie przecież doskonale sprawę, że służby wstawiają im swoich agentów i informatorów. Dlatego zdarzało się, że typowano pewnych ludzi, aby dali się zwerbować UOK-owi i w ten sposób niejako go infiltrować. Ci agenci prowadzili podwójna grę, brali honoraria od służb i lojalnie przekazywali je w całości lub w części kolegom z organizacji na finansowanie działalności politycznej.  Niewykluczone też, że – jak podejrzewa radykalna lewica – plasowani w środowiskach narodowo-radykalnych agenci UOK-u zaczynali z czasem sympatyzować z niektórym elementami ideologii narodowo-radykalnej. Mogło to prowadzić do sytuacji jak z powieści Philipa K. Dicka Przez ciemne zwierciadło, w której policyjny agent śledzi samego siebie.

I jeszcze jedna ważna kwestia: tajnych współpracowników, informatorów i agentów mają w  środowiskach narodowo-radykalnej prawicy różne służby: Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, 16 Krajowych Urzędów Ochrony Konstytucji, Służba Kontrwywiadu Wojskowego i wydziały bezpieczeństwa państwa w policji kryminalnej. Zdarza się, że nie informują się nawzajem o swoich agentach. Trzeba też uwzględnić fakt, że UOK i inne niemieckie specsłużby powstawały po wojnie pod ścisłą kontrolą specsłużb alianckich, które do dziś próbują wpływać na sytuację wewnętrzną w Niemczech. Pisaliśmy wyżej o agencie pracującym dla francuskich służb, który jednocześnie działał w Monachium dla bawarskiego UOK-u. Może być jednak tak – co podejrzewają niemieckie środowiska niezależne – że służby francuskie, rosyjskie, CIA, MI6, Mossad, włoskie SISMI, plasują swoich agentów i werbują tajnych współpracowników w różnych radykalnych środowiskach politycznych w Niemczech. Do tego dochodzą organizacje prywatne (często powiązane ze służbami) np. Centrum Simona Wiesenthala wysłało na początku lat 90. swojego  człowieka Yarona Svoray`a do Niemiec, aby pod nazwiskiem Ron Furey, podając się za  amerykańskiego narodowego radykała, penetrował niemieckie środowiska narodowo-radykalne. Ponadto ugrupowania narodowo-radykalne próbują na własną ręką rozpracowywać środowiska radykalnej lewicy, tzw. Antyfy, a te z kolei śledzą i obserwują scenę narodowo-radykalną.

Mamy więc do czynienia z paralelnymi działaniami różnych służb, nakładającymi się na siebie i przenikającymi się siatkami agenturalnymi. Powstaje sytuacja, o której pisał Guy Debord w Komentarzach do «Społeczeństwa spektaklu»: agenci śledzą się nawzajem, nie wiedząc często dlaczego, wchodzą ze sobą w kolizje, nie potrafią się do końca wzajemnie zidentyfikować, nie wiadomo dokładnie, kto śledzi kogo i w czyim interesie, śledzący są śledzeni, prowokatorzy prowokowani, manipulanci manipulowani.

Jak na tym tle wygląda sprawa Narodowosocjalistycznego Podziemia? Trójka przyszłych terrorystów Beate Zschäpe, Uwe Mundlos i Uwe Böhnhardt poznała się w narodowo-radykalnym środowisku Jeny w pierwszej poł. lat 90. Potem w 1996 roku weszli do grupy o nazwie Turyńska Straż  Ojczyźniana (TSO), w której działali do roku 1998 roku, kiedy to uciekając przed aresztowaniem „zeszli do podziemia”, by po trzech latach rozpocząć działalność terrorystyczną.  Założycielem i przywódcą Turyńskiej Straży Ojczyźnianej był Tino Brandt, jeden z najbardziej aktywnych członków  sceny narodowo-radykalnej w Turyngii, niezmordowany agitator i niestrudzony organizator akcji politycznych, koncertów i demonstracji. W 1996 roku stworzył Niemieckie Koło Przyjaciół zajmujące się rekrutacją i szkoleniem  młodocianych kandydatów do TSO. Oprócz tego Tino Brandt był od 1994 do 2001 roku tajnym współpracownikiem Urzędu Ochrony Konstytucji o pseudonimie „Otto”. Na polecenie służb TW „Otto” wstąpił w 1999 roku do NPD i doszedł do stanowiska wiceprzewodniczącego organizacji krajowej w Turyngii. Kierowana przez niego Turyńska Straż Ojczyźniana liczyła sobie 120-140 członków, wśród których – jak oceniają przedstawiciele niemieckich środowisk niezależnych – co najmniej 12 było tajnymi współpracownikami UOK-u.

W latach 1997-2003 Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, krajowy UOK w Turyngii i Służba Kontrwywiadu Wojskowego (MAD) oraz, przez pewien czas, bawarski UOK, prowadziły w Turyngii operację „Rennsteig” nakierowaną min. na Turyńską Straż Ojczyźnianą. Kiedy w listopadzie 2011 roku wyskoczyła nagle sprawa  Narodowosocjalistycznego Podziemia, i prokuratura wszczęła dochodzenie, najważniejsze akta tej tajnej operacji zostały zniszczone, w tym akta personalne tajnych współpracowników zawierające szczegóły werbunku, oceny pracy agentów, pseudonimy itd. Niszczenie dokumentów w UOK-u miało zresztą szerszy zakres, objęło m.in. zapisy z podsłuchów odnoszących się do sceny narodowo-radykalnej w Turyngii.

Czy jednym z tajnych współpracowników UOK-u w TSO była – jak podała gazeta „Leipziger Volkszeitung” – członkimi NSP Beate Zschäpe? W aktach UOK-u udostępnionych parlamentarnej komisji śledczej zachował się opis tajnej współpracowniczki UOK-u: niezamężnej kobiety działającej w Turyńskiej Straży Ojczyźnianej, mającej  kontakty z głównymi aktywistami grupy, miłośniczki kotów, silnie związanej emocjonalnie z babcią. Ten opis idealnie pasuje do Beate Zschäpe. Prawie w całości zniszczone zostały akta Uwe Mundlosa, którego w połowie lat 90. podczas odbywania przezeń służby wojskowej rozpracowywała Służba Kontrwywiadu Wojskowego, próbując pozyskać go do współpracy.

Na liście osób stanowiących najbliższe otoczenie trójki podejrzanej o dokonanie zamachów terrorystycznych znajduje się pięciu długoletnich tajnych współpracowników służb i policji. Należy do nich Thomas Starke, który już w czasach NRD był policyjnym informatorem (TW „Frank Schwarz”) działającym wśród kibiców FC Karl-Marx-Stadt. Później wszedł do środowiska narodowo-radykalnego w Saksonii, stał na czele saksońskiej sekcji Blood&Honour, w latach 2000-2011 był informatorem berlińskiego Urzędu Policji Kryminalnej. To on miał w 1998 roku dostarczyć „trójce” materiały wybuchowe przechowywane potem w garażu przez Beate Zschäpe, z którą przez pewien okres pozostawał w uczuciowym związku. To Starke miał szukać trójce schronienia po ucieczce w 1998 roku. Starke twierdzi dziś, że pomiędzy rokiem 2001 a 2005 w trakcie spotkań z oficerem prowadzącym dostarczył mu informacji o ukrywającej się „trójce”.

Thomas R. od poł.  lat 90. do 2007 roku prowadzony jako TW „Corelli” przez Urząd Ochrony Konstytucji to czołowa postać sceny narodowo-radykalnej Saksonii-Anhaltu, nazywany przez kolegów pieszczotliwie „HJ Tommy”, inicjator Narodowego Oporu w Halle, czołowy aktywista regionalnej sekcji Blood&Honour, wydawca pisma „Nationaler  Beobachter”, bliski znajomy Uwe Mundlosa. To TW„Corelli” pomagał „trójce” ukryć się a potem utrzymywał z nią kontakt. Pomagał przy wydawaniu narodowo-radykalnego zina „Der Weiße Wolf”, w którym w 2002 roku pojawiła się pierwsza publiczna wzmianka o NSP: „Wielkie podziękowania dla NSP”, wtedy – jak się podejrzewa – NSP miało na koncie cztery zabójstwa. I wreszcie trzeci podejrzany, działacz NPD Ralf Wohlleben, który miał dostarczyć pistolet terrorystom z NSP. Wohlleben jest – obok Beate Zschäpe – jedynym podejrzanym przebywającym w areszcie. W październiku br. jeden z prokuratorów zajmujących się 10 lat temu procesem o delegalizację NPD przypomniał sobie nagle, że nazwisko Ralfa Wohllebena padło wówczas w kontekście tajnych współpracowników UOK-u. Jednak obrończyni Wohllebena zaprzeczyła w jego imieniu, żeby kiedykolwiek był on tajnym współpracownikiem.

Wspomnijmy o jeszcze jednym zagadkowym fakcie, mianowicie kiedy w Kassel 6 kwietnia 2006 zastrzelony został przez – jak zakłada prokuratura – Narodowosocjalistyczne Podziemie – właściciel kafejki internetowej Halit Yozgat, na miejscu zbrodni przebywał funkcjonariusz Urzędu Ochrony Konstytucji Andreas T., który jednak niczego podejrzanego nie zauważył. W niemieckich mediach pojawiły się początkowo doniesienia, że także w przypadku kilku innych morderstw przypisywanych terrorystom z NSP funkcjonariusze UOK „znajdowali się w pobliżu”.

O co w tym wszystkim chodzi, pytają przedstawiciele niezależnych środowisk niemieckich. Dlaczego niszczone są dokumenty? Co usiłują zatuszować i ukryć tajne służby? Jak to było możliwe, żeby narodowo-radykalni terroryści mogli przez tyle lat mordować i rabować na obszarze całej RFN i nikt nie wpadł na ich trop? I to w środowiskach naszpikowanych tajnymi współpracownikami, permanentnie inwigilowanych, podsłuchiwanych, obserwowanych przez wszystkie możliwe służby? Czy morderstwa były elementem „strategii  napięcia” zastosowanej przez tajne służby? Czy służby kryły terrorystów lub wręcz inspirowały ich działania, jak podejrzewa radykalna lewica? Czy Urząd Ochrony Konstytucji to banda nieudolnych kretynów czy sprzymierzeńcy morderców? Czy członkowie NSP to idioci („jedna głupia i dwóch głupszych”) czy prowokatorzy? Wszak zamachów terrorystycznych dokonują dziś albo ci pierwsi, albo ci drudzy, ponieważ każdy terror jest obecnie przeciwskuteczny, nie miał i nie będzie miał żadnego zakorzenienia w szerszych kręgach społecznych, na odwrót, odstrasza je od celów deklarowanych przez terrorystów. A może chodzi o coś jeszcze innego? Element walki pomiędzy różnym służbami w kontekście pogłębiającego się kryzysu politycznego w Europie? Czy tropy prowadzą poza granice Niemiec? Jakie są kulisy serii morderstw przypisywanych Narodowosocjalistycznemu Podziemiu?
Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana” nr 108, 2012.



1 komentarz


«
»