Pierwodruk: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, wybór i opracowanie Wojciech Kunicki, Poznańska Biblioteka Niemiecka pod redakcją Huberta Orłowskiego i Christopha Kleßmanna, t. 6, Wydawnictwo Poznańskie 1999, przeł. Tomasz Gabiś
[Podstawa przekładu: Friedrich Georg Jünger, Das Gesicht der Demokratie. Ein Bildwerk zur Geschichte der deutschen Nachkriegszeit. Hrsg. von E. Schultz mit einer Einleitung von Friedrich Georg Jünger, Leipzig, Breitkopf und Hartel, 1931, s. 1-24]
1
Rewolucja listopadowa, która zakończyła wojnę, obaliła monarchię i ustanowiła w Niemczech demokrację parlamentarną była wynikiem długo przygotowywanej i systematycznie przemyślanej akcji. W ciągu siedmiu dziesięcioleci, które upłynęły od rewolucji 1848 roku, wykonano dla niej gruntowną pracę przedwstępną. I to na tej pracy, a nie na pewnych następstwach, które bezpośrednio poprzedziły rewolucję, trzeba najpierw skupić uwagę. W długotrwałej walce o władzę udało się wprawdzie ograniczyć koronę, ale nie udało się jej obalić. Siła monarchii także w jej konstytucyjnej formie pozostała wystarczająco duża, aby trzymać w szachu wszelkie dążenia republikańskie. Kiedy wybuchła wojna, cesarstwo było silniejsze niż kiedykolwiek przedtem i lud zgodnie oddawał mu cześć. Nie ulega wątpliwości, że wojna zwycięska na nowo umocniłaby monarchię. Przegrana wojna zniszczyła ją. W tej mierze, w jakiej rozstrzygnięcie [militarne] stawało się niepewne, znaczenia nabierały kwestie polityki wewnętrznej. Im bardziej wojna pożerała wszystkie siły narodu, tym bardziej słabła siła państwa skierowana do wewnątrz i tym mniej miało ono do dyspozycji środków, za pomocą których mogłoby położyć kres dążeniom wywrotowym. W tej specyficznej i anormalnej sytuacji opozycja w Reichstagu zdobywała coraz większy wpływ i potrafiła go wykorzystać, aby postawić warunki monarchii. To z tej opozycji płynęły rewolucjonizujące impulsy. To ona stanowiła mocne centrum przewrotu, i to ona obróciła go na swoją korzyść.
Wojna jest akcją narodu. Jej wynik dotyka ciało polityczne jako całość, zarówno przywódców jak i tych, co za nimi podążają. Nikt nie może uchylić się od tej odpowiedzialności. Natomiast kwestia, czyją winą była przegrana w wojnie, a w szczególności, czy to rewolucja listopadowa była temu winna, ma znaczenie czysto wewnątrzpolityczne. Niezależnie od tego, jak ważna byłaby to kwestia i jak namiętne spory toczą się obecnie wokół niej w Niemczech, ważniejsza, rozstrzygająca jest kwestia, dlaczego rewolucja nie wygrała wojny. Tutaj jest kryterium oceny i osądu wydarzeń 1918 roku, od którego należy wyjść. Nie bez powodu z ogólnym pojęciem rewolucji łączą się: wyobrażenie powrotu do elementarnych sił życia, życie zintensyfikowane, atak na system tradycyjnego ładu. Uruchomienie tych sił, ich wykorzystanie dla budowy nowego porządku należy do élan procesu rewolucyjnego. Jeśli przyjrzymy się owym wzorom, które stale otacza się w Niemczech zgubnym kultem, rewolucji francuskiej 1789 i rewolucji rosyjskiej 1917 roku, to natychmiast rozpoznamy, że wyrażają one to, co szczególne, to co narodowe. Ale nie ogranicza się ono do własnej sfery, nie wyczerpuje się w ramach swojego terytorialnego stanu posiadania, lecz łączy się uniwersalnymi ideami, mającymi charakter w najwyższym stopniu agresywny. Tutaj rozwijają się formy i myśli, które — spotęgowane poprzez uznanie ich za manifestację zasady rządzącej światem — występują z roszczeniem do panowania, ekspandując na wszystkie strony. Naród, który wysuwa takie roszczenia, doznaje dzięki nim niesłychanego przypływu mocy. W nich wykuwa swą broń, tworzy swoje armie, które nie uznają żadnych granic, próbują wtargnąć do każdego kraju i wywierają najbardziej niebezpieczny wpływ na wewnętrzną strukturę państw i narodów. Cechą każdej wielkiej rewolucji jest imperialny impet, w którym wola władzy znajduje swój bezwarunkowy wyraz. Ich znaczenie można mierzyć miarą wrogości, jaką potrafią wzbudzić.
Jednak są rewolucje aktywne i rewolucje pasywne. Rewolucja listopadowa zalicza się do tych drugich. Nie nastąpiło w niej odwołanie do sił elementarnych; ich brak jest akurat tym, co ją charakteryzuje. Nic nie było dla niej bardziej odległe niż myśl, aby kontynuować wojnę, nadać jej nowe, groźniejsze oblicze, połączyć ideę narodowego oporu do ostatniej kropli krwi z zasadami demokracji. Jej niezłomną wolą było raczej zakończenie wojny za wszelką cenę, czego natychmiast dowiodło zniszczenie władzy dowództwa wojskowego i bezwzględne przerwanie transportów idących na front. Przeciwnicy Niemiec, którzy ją wspierali, potraktowali ją dlatego z ową życzliwością, jaką zwykł wzbudzać użyteczny sługa. Rewolucja zaoszczędziła im kosztownej i niebezpiecznej okupacji terytorium Rzeszy, która dałaby narodowi obraz prawdziwych stosunków władzy i sprzężonych z nimi idei. Jedyny człowiek na wysokim stanowisku, który w tamtych dniach odważnym wzrokiem przeniknął położenie Niemiec, hrabia Brockdorff-Rantzau, uległ politycznemu przywództwu, które porzuciło jakąkolwiek myśl o oporze.
Cechą tych kręgów przywódczych było, że bez wyjątku rekrutowały się one z opozycji okresu cesarstwa wilhelmińskiego. Rewolucja nie wyłoniła żadnego nowego przywództwa. Nie wypowiedziała żadnej nowej politycznej idei. To, co się wydarzyło, było nie tyle rewolucją, co upadkiem ubranym w rewolucyjne formy. Listopadowy upadek zawierał w sobie rezygnację z czynu, zarówno w politycznym, jak i militarnym aspekcie. Był aktem dopasowania się do sił będących w przewadze i uczynił Niemcy obiektem wrogiej polityki.
2
Wydarzenia, jakie rozegrały się po rewolucji, każą lata powojenne uznać za jeden z najciemniejszych rozdziałów niemieckiej historii. Osobliwe idee, za pomocą których prowadzono wojnę przeciw Niemcom, wykorzystane zostały także przy stworzeniu sieci układów mających na celu wyzyskanie zwycięstwa. Polityczny i gospodarczy imperializm noszący kostium humanitaryzmu określał wszystkie środki użyte przeciw Niemcom. Ten podział ról uczynił z Niemiec wroga ludzkości i nadał wojnie charakter humanitarnej krucjaty i wojny religijnej. Niemcy miały być nie tylko osłabione, lecz również poniżone i pozbawione czci. Żądano od nich swego rodzaju pokutnych rytuałów; badano, jak szczera jest skrucha zawarta w ich postawie. Pojęcie moralnego rozbrojenia ogrywało znaczącą rolę, nawet jeśli zastosowane zostało tylko wobec jednej ze stron. Przeciwnicy Niemiec nie zadowolili się narzuceniem wywalczonej przez siebie przewagi środkami polityczno-wojskowymi, lecz zespolili prawo silniejszego z instrumentami moralnego nacisku i jako strażnicy wyższych wartości moralnych wymusili wyznanie win. To, że nowa niemiecka republika zaakceptowała taki stosunek mocarstw zwycięskich do Niemiec, musiało przynieść jej prestiżowi groźny uszczerbek. Zgodziła się ona uczestniczyć w systemie moralnym, który został wypracowany przeciw Niemcom. Uznała wyłączną winę Niemiec za wywołanie wojny i dopuściła do tego, żeby stała się ona podstawą układu pokojowego. Uznanie winy za wywołanie wojny nadało udziałowi Niemiec w tej wojnie charakter przestępstwa. Naruszyło cześć należną zmarłym, którym kazano polec nie na polu chwały, ale na polu hańby. Przeciwko żyjącym skierowano żądanie wydania zbrodniarzy wojennych. Ich osądzenie w kraju zostało poniekąd wyżebrane. Zmuszono najwyższy sąd niemiecki, aby ich zniszczył za pomocą drakońskich wyroków.
Jest zjawiskiem osobliwym, ale całkiem logicznym, że każde uczłowieczenie polityki, brutalizuje sferę polityczną w sposób brzemienny w konsekwencje. Stopniowe przesycenie sfery politycznej zasadami etyki liberalnej powołującej się na uniwersalne ludzkie cechy, nie tylko sprzyja coraz lepszemu kamuflowaniu czynników politycznych, ale usprawiedliwia również nieograniczone stosowanie środków przemocy wobec wroga, któremu odmawia się posiadania tychże cech. Nie po to, aby dać zarys historii powojennej, ale po to, aby pokazać polityczne skutki takiej postawy, należy przyjrzeć się pokrótce pokojowej polityce zastosowanej przez Ententę wobec Niemiec.
Wraz z przyjęciem warunków zawieszenia broni, które dało wrogowi do ręki zastaw pod zawarcie układu pokojowego, Niemcy wykluczyły się z grona mocarstw jako równouprawniona siła. Likwidacja ich politycznej i wojskowej pozycji przypieczętowana została pokojem wersalskim. Najbardziej znaczącą cechą tego układu pokojowego było i jest to, że nie precyzował on jasno warunków i nie określał momentu wypełnienia przyjętych zobowiązań. Jego treść sprawiała, że pozostał układem podpisanym in blanco, którego warunki musiały być określane ciągle na nowo, i także dzisiaj nie są jeszcze ostatecznie ustalone. Ten fakt dowodzi, że wrogowie Niemiec nie mieli poważnego zamiaru, aby zawrzeć układ pokojowy, że chcieli raczej stworzyć sobie narzędzie cementujące ad infinitum wywalczony dzięki wojnie rozkład sił. Ten stan rzeczy potwierdzają klauzule rozbrojeniowe, zrzeczenia terytorialne, świadczenia rzeczowe, pieniężny trybut o wymiarze, który znosił de facto pojęcie odszkodowań wojennych i reparacji, i na pokolenia zamienił niemiecką pracę w pracę najemną, stając się formą dożywotniej renty ze środków niemieckich dla całego świata. Podczas gdy system wyzysku oparty na zastosowaniu metod finansowej techniki uległ wysubtelnieniu i doprowadzony został do perfekcji, to mimo ustalenia ogólnej sumy i formy wypłat, ostateczny termin zwolnienia Niemiec ze statusu dłużnika wojennego pozostał nieokreślony.
Dla zabezpieczenia takiego długofalowego planu rzeczą konieczną było obrabowanie Niemiec ze wszystkich środków, które mogłyby umożliwić zbrojny bunt. Dlatego zniszczono niemiecką strukturę wojskową i do minimalnego poziomu ograniczono na przyszłość poziom zbrojeń. Podczas gdy nowy, nadzwyczajny proces zbrojeń absorbował wszystkie państwa, Niemcy — cóż za groteskowy spektakl! — postawiono na straży tych humanitarystycznych doktryn, które w czasie wojny posłużyły dla udowodnienia ich moralnej niższości. Niemcy wpadły w objęcia ideologii, która usprawiedliwiała praktykę wyzysku, a uznając ją za wiążącą uzależniły się moralnie od wrogów. Końcowym aktem i ukoronowaniem tej polityki było dobrowolne przystąpienie Niemiec do Ligi Narodów, w której na nowo ożyła, zmieniona przez okoliczności, idea Świętego Przymierza. Stworzona, aby utrzymać europejskie status quo układów i aby zagwarantować zwycięzcom spokojne rozkoszowanie się wojennymi łupami, Liga Narodów z satysfakcją przyjęła wroga, który sam siebie uczynił rękojmią własnej klęski.
Niemiecka polityka tamtych lat, od zawieszenia broni do planu Younga, nie odniosła żadnego trwałego sukcesu. W żadnym punkcie nie udało jej się osłabić przewagi przeciwnika. Charakteryzowała się raczej upartą rezygnacją z jakiejkolwiek akcji na płaszczyźnie polityki zagranicznej i uległa również tam, gdzie użyła najskromniejszych środków biernego oporu. Próbowała uzyskać łagodniejsze traktowanie poprzez system wiernego dotrzymywania zobowiązań, poprzez ustępstwa i okazywanie dobrej woli, która krok po kroku, nie zważając na to, czy wypełnienie zobowiązań w ogóle jest możliwe, podporządkowywała się woli przeciwnika. Nie próbowała i nie osiągnęła zmiany położenia za pomocą samodzielnych środków politycznych.
3
Listopadowy przewrót wykazał , że siły, które uformowały politycznie walkę niemieckiego robotnika o byt, nie wystarczyły do stworzenia nowego państwa. Najpierw poniosła klęskę próba rozwinięcia przewrotu według wzoru rosyjskiego w rewolucję proletariacką. Teoria i praktyka bolszewizmu nie dały się zastosować do takiego kraju jak Niemcy, które w okresie wojny na nowo wyznaczyły granice rosyjskich wpływów. W walce, jaka się rozegrała, radykalna lewica uległa liberalnemu socjalizmowi, który pokonał ją przy pomocy resztek starej armii i nowo utworzonych oddziałów złożonych z ochotników. Rozstrzygający dla ewolucji i oceny ruchu rewolucyjnego stał się sojusz, jaki liberalny socjalizm zawarł z liberalnym mieszczaństwem; sojusz, w którego prehistorii mieści się prehistoria samej rewolucji. Przewrót listopadowy był późnym zwycięstwem idei liberalnej. Konsekwencją tego faktu było to, że rady robotnicze i żołnierskie musiały ustąpić pola zgromadzeniu narodowemu działającemu jako konstytuanta. Uchwalając konstytucję weimarską, stworzyło ono instrument, który konstytucyjnie gwarantował panowanie liberalizmu i nadał państwu niemieckiemu formy demokracji parlamentarnej.
Bardzo szybko ujawniła się cała problematyczność nowych konstytucyjnych uregulowań życia politycznego. Sukces rewolucji był w pewnym sensie spóźniony. Myślenie liberalne już od dawna podlegało procesowi rozkładu. Liberalizm popadł w kryzys. Nie mogły go uniknąć również formy, w jakich liberalizm się manifestował. Jedną z tych form był system parlamentarny. Parlament powstał jako produkt walki prowadzonej przez liberalne mieszczaństwo przeciw koronie. To ta rola stanowi o jego historycznym znaczeniu. Wraz ze zniesieniem monarchii i ustanowieniem demokracji parlamentarnej pozycja parlamentu nie-pomiernie wzrosła, ale jednocześnie utracił on swoją instytucjonalną funkcję i cofnął się przed konsekwencjami, jakie kryło w sobie konieczne rozwinięcie zasady demokratycznej. Z chwilą upadku monarchii zmienił się polityczny charakter Reichstagu. Zgodnie ze swą istotą był on kontrolerem rządu i reprezentantem narodu. Ale to usytuowanie pomiędzy rządem i narodem uległo przesunięciu. W pozycji, jaką teraz zajął, Reichstag nie był jak uprzednio instytucją państwową i przedstawicielstwem narodu, lecz organem niezależnej i nieodpowiedzialnej spółki partyjnej, która w najbardziej bezwzględny sposób zaczęła wykorzystywać władzę, jaką sama siebie obdarzyła.
4
Stosunek liberalizmu do państwa określa głęboko zakorzeniona nieufność. W myślenie liberalne wbudowany jest cały system zabezpieczeń chroniących przed państwem, suma prywatnych zastrzeżeń, z których indywidualistyczna postawa buduje sobie szaniec przeciw państwu. Myślenie liberalne porusza się w idealnie prywatnej sferze i pozbawione jest jakiejkolwiek substancji państwowej. Ale liberalna dialektyka stworzyła niezliczone tezy i antytezy oraz całe mnóstwo przeciwieństw pozwalających jednostce stawić opór wszelkim skierowanym do niej ponadindywidualnym roszczeniom i wszelkim ponadjednostkowym strukturom. Do najważniejszych z tych przeciwieństw należy przeciwieństwo między państwem i społeczeństwem, przy czym pod pojęciem społeczeństwa rozumie się sumę wolnych jednostek. Radykalny liberalizm w ogóle neguje państwo i dąży do tego, aby znieść porządek państwowy na rzecz społeczeństwa złożonego z jednostek wolnych od jakiejkolwiek ingerencji państwa.
Walka, którą liberalizm toczył przeciwko koronie była nie tylko walką przeciw monarchicznej formie państwa, ale przeciw państwu jako takiemu. Najmocniejsza wysunięta pozycja liberalizmu w tej walce – parlament, nie jest pozycją państwową, ale społeczną. Te dążenia ujawniły swoją skuteczność w okresie przewrotu listopadowego i przyniosły polityczne korzyści parlamentowi. Dzięki konstytucji weimarskiej parlament niejako podbił państwo. Czyniąc się głównym ośrodkiem życia politycznego, odpaństwowił państwo w pewien określony sposób. Jeśli wyjść od ścisłego pojęcia państwa i zastosować kategorie absolutnego myślenia państwowo-politycznego, to można powiedzieć, że Republika Weimarska była nie tyle państwem co społeczeństwem ukonstytuowanym w pozorne państwo. Tej charakterystyce odpowiadają ogólne określenia i konstrukcje słowne w rodzaju państwo ludowe, państwo socjalne czy państwo opiekuńcze, które, przeciwstawiane państwu opartemu na sile i państwu autorytatywnemu, wskazują, przy całej swojej niejasności, na dążenie do osłabienia państwa. Takie osłabienie i zredukowanie pierwiastka państwowego było skutkiem faktu, że państwo zostało wzięte w posiadanie przez liberalną, indywidualistyczną wolę. Wyraziło się to natychmiast w tym, że siła kierownictwa politycznego państwa została zredukowana do minimum. Rząd, zależny od zaufania partyj, spadł z pozycji rządu państwa do roli komitetu wykonawczego partyj. Rozprzestrzeniać się zaczęła specyficzna polityczna atomizacja zżerająca życie państwa aż do fundamentów. Im bardziej parlament rozszerzał sferę swojego wpływu, tym węższa stawała się podstawa państwa, w tym większym stopniu stawało się ono łupem partyjnych bractw, które w żadnej kwestii nie chciały uznać ogólnopaństwowego punktu widzenia. Liderzy partyjni rozdawali wyższe i niższe urzędy wstrząsając państwowo-polityczną strukturą stanu urzędniczego. Rzesza, kraje związkowe i gminy popadły w zamęt. Legislatywa, administracja i wymiar sprawiedliwości zostały wciągnięte w te tryby i uczyniono je elementami politycznej teorii względności wyznawanej przez liberalizm. Wydawało się, że korupcja staje się tu niejako legalna i nieuchwytna, gdyż postawa skłaniająca się ku prywatyzacji wszystkich spraw publicznych dochodzi w sposób nieuchronny do utożsamienia interesu prywatnego z interesem państwa, by z tego utożsamienia ciągnąć wymierne profity. Nie ma wówczas miejsca na męża stanu, ani nawet na rzeczywistą politykę. Zastępują ją automatycznie, wciskające się zewsząd, surogaty polityki. Im bardziej zanikało myślenie w kategoriach ogólnopaństwowych, tym mocniej na plan pierwszy wysuwały się idee polityki socjalnej, polityki kulturalnej i gospodarczej. Relacje pomiędzy państwem i gospodarką uległy zmianie, której powodem był szczególny stosunek liberalizmu do prywatnej gospodarki, do wolnej gospodarki, szczególnie do handlu, a przede wszystkim do handlu pieniądzem. Ogromnemu znaczeniu, jakie nagle zaczęto przywiązywać do kwestii ekonomicznych i polityczno-ekonomicznych odpowiadał równie ogromny deficyt myślenia w kategoriach państwowych. Zwycięstwo liberalizmu stworzyło w tej sferze próżnię, do której wlały się szerokim strumieniem idee polityczno-ekonomiczne. Gospodarka pojęła niemoc nowego reżimu, poczuła się dostatecznie silna, aby potraktować państwo zgodnie z regułami odpowiednimi dla firmy handlowej. Liberalny polityk nie mógł zakwestionować konsekwencji takiej postawy, i nigdy też nie były one, rzecz jasna, kwestionowane.
Być może to rosnąca płynność majątku nieruchomego, a ściślej mówiąc, rosnący wpływ płynnego kapitału, jaki ujawnił się po wojnie, jest jednym z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych dla niemieckiego rozwoju zjawisk, które wystąpiły po listopadowym przewrocie. Pozycja pieniądza stała się niekwestionowana. Czysta forma wolnego handlarza, handlarza pieniądza, bankiera osiągnęła najwyższą władzę. Plutokratyczny liberalizm, który zdominował wielkie demokracje, i który ustami Wilsona zażądał likwidacji niemieckiej monarchii, spadł na swój łup – przy radosnych okrzykach niemieckich polityków gospodarczych – jak sęp na padlinę. Powszechnie podważano teraz nadrzędną rolę państwa i określano ją zgodnie z kryteriami myślenia ekonomicznego, które odrzuca ingerencję państwa w gospodarkę. Finansowo-polityczne układy, kredyty, pożyczki, moratoria, umowy monopolowe nałożyły państwu wędzidło. Nadszedł moment, kiedy na najwyższych urzędach politycznych Rzeszy zasiedli politycy gospodarczy w maskach mężów stanu, tacy jak Rathenau i Streseman. Przerabiając powiedzenie Napoleona stosownie do okoliczności, utożsamili oni gospodarkę z losem, przyznając tym samym, że państwo jest już tylko fasadą, narzędziem w rękach anonimowych i nieuchwytnych sił gospodarczych, które kierują nim za pośrednictwem swoich dyrektorów, syndyków oraz sekretarzy związków zawodowych i traktują je jako dobry łup.
To z tej politycznie bezwolnej i pozbawionej instynktu warstwy rekrutowali się najbardziej znani reprezentanci polityki porozumienia i pojednania, tzn. polityki wypełniania za wszelką cenę zobowiązań wobec zagranicy. Odbudowanie pozycji Niemiec było dla nich kwestią procesu produkcyjnego, problemem eksportu, skutkiem tych czy innych finansowych układów. Jądrem takich poglądów była rezygnacja z jakiejkolwiek polityki i zastąpienie jej systemem ekonomicznym. Dziś nie potrzeba już wykazywać iluzoryczności tego myślenia, które zamierzało wyzwolić Niemcy używając do tego celu gospodarki — zmuszonej do płacenia kontrybucji i wciśniętej w formy, uzależniające ją duchowo i materialnie od zagranicy. Wzniesiony w latach powojennych zamek na piasku, jakim była ta gospodarka, zawalił się raz na zawsze, a wraz z nim fantastyczne kulisy gospodarczego rozkwitu, co nie mogło pozostać bez konsekwencji w sferze polityki zagranicznej.
5
Jednym z dążeń rewolucji listopadowej było wzbudzenie w masach wiary, że niezależnie od narodowej klęski dobrobyt jednostki będzie wzrastał, jej materialny status się polepszał. Ta próba potraktowania gospodarki i materialnego położenia jednostki jako samodzielnej wielkości mniej lub bardziej niezależnej od politycznej jedności narodu, oznaczała w praktyce dążenie do tego, aby określone warstwy narodu uchronić przed konsekwencjami klęski. Jednakże takie uprzywilejowanie kosztem ogółu nie było w swoich skutkach niczym innym jak działaniem sprzyjającym wytworzeniu warstwy pasożytującej na ciele narodu.
Fakt, iż skutki wojny dotykały narodu jako całości nie mógł pozostać bez wpływu na partyjną i klasową ideologię. Widać dziś wyraźnie, jak dalece socjalizm, poprzez uczestnictwo w rewolucji listopadowej, zniszczył sam siebie. Prawdą jest bowiem, że przewrót uderzył w niemiecką warstwę robotniczą z siłą ciosu zadanego siekierą; osłabiła ona sama siebie w tej mierze, w jakiej sprzymierzyła się z ideą liberalną. Liberalny socjalizm uległ ideologii, której brak było specyficznie państwowej i narodowej substancji. Walka pomiędzy kapitalizmem i socjalizmem stała się potyczką pozorowaną. Teoria walki klasowej operująca schematem wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych musiała stracić na znaczeniu w kraju, który coraz jawniej stawał się obiektem międzynarodowego wyzysku. W ramach gospodarki zmuszonej do płacenia kontrybucji coraz mniejszy sens miała też walka o to, kto ma władzę nad gospodarką. Gdzie celem tej walki było zdobycie specjalnych przywilejów kosztem ogółu, tam poniżała ona wręcz człowieka pracy. W ten sposób doktryna socjalistyczna rozpuszczała się w praktyce stosowanej przez partię, która wykorzystała sojusz z liberalnym mieszczaństwem, aby zawrzeć serię socjalnych kompromisów. Słabość pozycji socjalistycznych nigdzie nie zamanifestowała się w wyraźniej niż w losie, jaki spotkał problemy upaństwowienia i uspołecznienia. W trakcie rewolucji nie zdawano sobie jasno sprawy z zasadniczej różnicy między nimi. Główny liberalny nurt przewrotu wykluczał jakąkolwiek myśl o upaństwowieniu. Za to tym głośniej żądano szerokiego uspołecznienia. Rezultat był osobliwy i żałosny, odkrywając dyletantyzm i całkowitą organizatorską niemoc socjalizmu. Niczego nie uspołeczniono, za to tym więcej odpaństwowiono. Wielkie przedsiębiorstwa takie jak Bank Rzeszy i koleje wyrwano z rąk państwa.
Sojusz liberalnego socjalizmu i liberalnego mieszczaństwa ma swoją podstawę w jednoczącej je wrogości do państwa i w jednakowym stosunku do społeczeństwa, które wygrywają dialektycznie przeciw państwu. Dążenie socjalizmu do uspołecznienia państwa, tzn. do zniesienia go na rzecz socjalistycznego społeczeństwa, wychodzi z założenia, że człowiek pracy jest wyłącznie fenomenem socjalnym, który można definiować bez odnoszenia się do specyficznej jakości polityczno-państwowej. Również i ta konstrukcja zależna jest od ideologii liberalnej i jest owocem procesu dziejowego, którego skutki ulegają dziś wyczerpaniu. Ruch socjalistyczny jest zjawiskiem funkcjonującym wewnątrz świata mieszczańskiego. To egzystencja mieszczaństwa jako pewnej formy życia człowieka niemieckiego jest przesłanką socjalistycznego protestu. Jest przeciwnikiem, który ruchowi socjalistycznemu — jeśli nie wyznacza — to przecież umożliwia podjęcie zadania, nadaje jego walce kierunek i cel. Właśnie fakt, że ta walka przeciw mieszczańskiemu światu podjęta została w obrębie sfery socjalnej, jest przyczyną jej słabości, albowiem mieszczanin jako typ o najwyższej randze socjalnej, nie może zostać przezwyciężony na płaszczyźnie socjalnej. Listopadowy przewrót udowodnił to w sposób najbardziej namacalny. Siła socjalistycznego protestu maleje w miarę jak mieszczanin, w miarę jak każdy Niemiec zamienia się w robotnika — proces, który niepowstrzymanie kroczy naprzód. Robotnik nie jest już polemicznym oponentem mieszczanina, lecz wolną od wszelkich resentymentów, pozytywną formą życia, posiada on określoną rangę polityczno-państwową, ba, ta ranga właśnie jest jego znamienną cechą, taką samą jak fakt, że nie jest on typem liberalnym. O tym, że tak właśnie jest, świadczy nie tylko rozwój rewolucji rosyjskiej, oznaki tego procesu widoczne są również w Niemczech. Wyrasta tu typ człowieka pracy, który nie daje się ująć w kategoriach socjalnych, który pozostaje w bezpośredniej relacji do państwa, jest państwem. Nie pomyli się ten, kto ujrzy w tym zjawisko o najwyższym znaczeniu, rozwój, który w zasadniczy sposób musi zmienić oblicze demokracji.
6
Jeśli wojnę rozpoznaje się jako to, czym naprawdę jest, a więc rewolucyjnym wydarzeniem o potężnym impecie, jeśli rozpatruje się rewolucjonizującą siłę niemieckiego oporu, którego konsekwencjami są mobilizacja ludów kolorowych i rewolucja rosyjska, wówczas listopadowy przewrót jawi się we właściwym mu wymiarze jako forma, w której rozegrał się upadek Niemiec. Miażdżąca siła wojny zużywającej w ciągu kilku lat to, co wytworzyły dziesięciolecia, ujawniła się wyraziściej dopiero po jej zakończeniu. Formy polityczne nie mogły uniknąć oddziaływania tej siły.
Monarchia konstytucyjna, w której formach Niemcy żyły do 1918 roku była strukturą polityczną zapewniającą równowagę sił monarchicznych i demokratycznych. Rewolucja listopadowa uczyniła brzemienny w skutkach krok znosząc zasadę monarchicznej legitymizacji pozostającą w określonym związku, zarówno z ładem państwowym i społecznym jak i z ładem rodzinnym i ładem własności. Zniszczyła w ten sposób pozo-stałości dawnego porządku feudalnego, które były ostatnim, zachowanym z dawnych czasów, czynnikiem bezpieczeństwa dla życia państwowego i socjalnego. Ale równocześnie nie stworzyła żadnych innych gwarancji, które w punkcie, do którego dotarła, mogłyby dać mu oparcie. Porządek polityczny, za którym opowiedziała się rewolucja, sam podlegał już procesom rozkładu. Pojęcie państwa konstytucyjnego stało się problematyczne. Rewolucyjny proces nie zatrzymał się w miejscu, lecz toczył się dalej. Jakiekolwiek siły wyzwoliła rewolucja, wyzwoliła je także przeciw sobie samej. Konstytucyjny ład, jaki zrodziła, był systemem równoważnych sił, które żyły we wzajemnej bezwzględnej wrogości, nie uznając żadnej nadrzędnej władzy państwowej. Pewien bystry obserwator nazwał ten polityczny stan międzywładzą, nowym intrregnum. Jego bezcesarskość wyrażała się w tym, że brakowało mu władzy zwierzchniej spajającej Rzeszę i uznawanej także przez przeciwnika politycznego.
Natychmiast i wszędzie ujawniła się niepewność. Jak bardzo osłabła polityczna stabilność i jak niewiele było tu gwarancji dla istnienia ładu politycznego świadczyło powstanie systemu specyficznych środków ochrony państwa. Jedno z jego najbardziej charakterystycznych zjawisk wskazywało na zmianę stosunku rządzący-rządzeni. Młoda republika, która ogłosiła się państwem ludowym, rychło poczuła się zmuszona, aby za pomocą ustaw specjalnych chronić swoje panowanie przed ludem, który w każdej chwili gotów był rzucić się jej do gardła. Instrumenty władzy, jakimi dysponowało dawne państwo, nie wystarczały, aby zapewnić sobie panowanie. Republika wypracowała własne ustawy ochronne. Na nowo zorganizowano policję wkraczając na drogę od państwa ludowego do państwa policyjnego, którą idzie każdy reżim nie posiadający celów politycznych i zadań odpowiedniej rangi. Idea państwa uległa skarleniu w system ochrony rządzących.
Jest oczywiste, że taki system nie mógł rozwinąć się tylko po stronie władzy państwowej, której bezsilność była po wojnie mocno odczuwana we wszystkich częściach narodu. Sytuacja, kiedy państwo nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa wewnętrznego, co w każdej chwili grozi masakrami lub wojną domową, kiedy brak jest gwarancji i zabezpieczeń z jego strony, zrodziła instytucje, które przejęły funkcje samoobronne i stopniowo rozwinęły się w ważny instrument walki politycznej. Organizacje w postaci związków bojowych były za cesarstwa czymś nie do pomyślenia. Struktura tych związków mężczyzn (Männerbünde) pozwalała rozpoznać, w jak wielkim stopniu potrafiły one wyeliminować myślenie liberalne i uwolnić się od metod parlamentarnych. Organizowały się na zasadzie przywództwa i posłuszeństwa (wódz-drużyna), której nieparlamentarny charakter był widoczny na pierwszy rzut oka. Środki, za pomocą których związki bojowe wdarły się w sferę konfliktów politycznych, miały jasną wymowę. Zjawiska tego typu, które podzieliły Niemcy na wrogie obozy wojskowe, są zrozumiałe tylko wówczas, gdy weźmie się pod uwagę fakt, iż konsekwencją liberalizmu jest anarchia. Anarchizm posiadający dziś w Niemczech małe grupy zwolenników, nie ma samoistnej podstawy duchowej. Cechuje go to, że konsekwentnie rozwija idee liberalne, doprowadzając je do skrajności. Konstytucja weimarska bogata w liberalne, indywidualistyczne składniki już w sobie zawierała anarchię, która szybko wyczerpywała jej siły. To wcale nie przypadek, że wraz z wprowadzeniem konstytucji weimarskiej, rozpoczyna się okres wewnętrznych niepokojów, wojny domowej, permanentnej rewolucji. W stosunkach z zagranicą słabość państwa przejawiła się szczególnie w tym, że obronę zagrożonych granic musiało pozostawić spontanicznie tworzonym oddziałom ochotników. To one uratowały całe prowincje, które, gdyby nie ich interwencja, byłyby niechybnie stracone. Nie tylko nie doczekały się one za to żadnej nagrody, ale traktowano je raczej podejrzliwie i nie udzielono im pomocy.
Walki na barykadach, które rozpoczęły się w listopadzie 1918 roku, komunistyczne rewolty, pucze Kappa i Hitlera, mordy dokonywane na ministrach i deputowanych, zamachy bombowe przeprowadzane przez desperatów — tak wyglądała sytuacja wewnętrzna w kraju. Wszystkie te akcje, w których raz pojawiali się zwolennicy państwa autorytarnego, kiedy indziej zaś bojownicy o radykalne reformy socjalne, odsłoniły kompromisową naturę demokracji parlamentarnej i wykazały, że nie posiada ona wewnętrznego oparcia ani siły, żeby załagodzić polityczne sprzeczności. Usprawiedliwienia wysuwane przez jej obrońców same na to wskazywały. Uzasadniali oni polityczne status quo jego użytecznością i uważali za ład sprawiedliwy sam w sobie i oparty na politycznym rozumie. Ale to oni sami byli dowodem na to, że racjonalne uzasadnienie państwowo-politycznego porządku, które, co charakterystyczne, nie zawierało żadnego mocnego odwołania się właśnie do racji państwowo-politycznych, było oparte na fałszywych przesłankach. Stworzony przez nich mechanizm szybko zwrócił się przeciwko nim samym. Dysproporcja pomiędzy władzą a odpowiedzialnością, cechująca polityczną egzystencję partyj, frakcyj i parlamentów wyrodziła się w system samowoli, który szybko musiał się wyczerpać. Stałe spychanie odpowiedzialności z narodu na partie, z partii na parlament, z parlamentu na rząd i z powrotem, zniszczyło podstawy zaufania [obywateli do państwa]. W takich warunkach nie istniał i nie mógł się wytworzyć mocny i trwały stosunek pomiędzy warstwą przywódczą a rządzonymi. Kryzys przywództwa był niemożliwy do przezwyciężenia.
Znaczącym symptomem było to, że wkrótce wszyscy czuli się oszukani. Demon oszustwa wśliznął się we wszystkie formy. Miało się wrażenie, że istnieją jedynie kulisy, za którymi tajemnicze potęgi równie tajemniczo się ukryły. Główną zasadą gry politycznej stało się demaskowanie i poszukiwanie winnych. Nieufność i rozgoryczenie szerzyły się jak pożar. Wydawało się, że nic nie jest zdolne do tego, aby się rozwijać. Walka wszystkich ze wszystkimi pożerała siły w politycznym circulus vitiosus. Cóż mogły tu pomóc reformy!
Rewolucjonizacji narodu w istotny sposób sprzyjały znaczące zmiany, jakie dokonały się w jego strukturze socjalnej w wyniku wojny i klęski. Pierwszy potężny cios trafił w mieszczaństwo, a mianowicie w klasę średnią, która wierzyła, że potencjał jej pracy, oszczędność, pracowitość i skromny kapitał czynią ją odporną na wszelkiego rodzaju wstrząsy. Inflacja zdziesiątkowała ją i wpędziła w biedę. Nie nastąpiła również poprawa położenia robotników, nie ulżono ich losowi. Konsekwencją tego myślenia ekonomicznego, któremu hołdowali sami robotnicy, było to, że formy, w jakich uczestniczyć musieli w procesie produkcyjnym, stawały się coraz bardziej uciążliwe i bezduszne. W miarę jak rozszerzał się zakres destrukcji, której podlegał sam ten proces, znaczne odłamy warstwy robotniczej popadały w bezrobocie i trwałą zależność od systemu opieki socjalnej. Zdewaluowała się wartość pracy, a wraz z nią pracujący człowiek. W końcu także i chłopstwo zostało wciągnięte w wir, a przed chłopskim gospodarstwem, tą mocarną komórką życiową narodu, pojawiła się groźba zniszczenia.
Nic nie rzuca ostrzejszego światła na rozpaczliwe położenie, w jakim znalazł się naród, niż fakt, że chłop, który od dziesięcioleci pozostawał politycznie bierny, teraz pchnięty został do działania. Cały naród ogarniało coraz bardziej gorączkowe poruszenie, permanentna rebelia, której nie były w stanie uśmierzyć doraźne środki. Tym, co nadaje temu procesowi pauperyzacji znaczenie polityczne, co wynosi go ponad ramy chwilowego, lokalnego kryzysu, jest ścisły związek, jaki istnieje między nim i liberalnym porządkiem ekonomicznym oraz jego skutkami. Porządek ten nie znajduje swego zwieńczenia w narodowym porządku pracy i gospodarki mieszczącym się w ramach struktury państwowo-politycznej, ale w gigantycznym systemie gospodarki światowej, którego indywidualistyczna tendencja wzięła się z urojenia, że jest ona dość silna, aby zepchnąć na drugorzędną pozycję państwo i naród. Wstrząsy, jakim podlega światowy system gospodarczy jest znakiem przypominającym i unaoczniającym upadek liberalizmu. Kryzys gospodarki światowej to rezultat liberalnego imperializmu gospodarczego, który dotarł do granic swoich możliwości rozwojowych, a mianowicie tam, gdzie widoczna staje się anarchia będąca konsekwencją nie znającego żadnych ograniczeń procesu produkcyjnego. Tu jak wszędzie liberalizm zmierza ku upadkowi. Towarzyszą temu milionowe armie bezrobotnych, gospodarcze katastrofy dotykające całe kraje, inflacja i deflacja walut. Okaże się niedługo, że nie jest to kryzys przejściowy, że stadium, w którym się znajduje to dopiero początek.
Liberalne metody gospodarcze i sposoby myślenia, które mają pomóc w jego zlikwidowaniu, uległy zużyciu. Dlatego w coraz większym stopniu sięga się po środki antyliberalne: bariery dla imigracji, cła ochronne, ograniczenia produkcji. To, co najgroźniejsze w całej tej sytuacji i co jak dusząca zmora ciąży już dziś na narodach, to przekonanie, że upadek tego gigantycznego systemu gospodarczego nie obejdzie się bez ostrych konfliktów i że tam, gdzie wyczerpują się wszystkie możliwości spotęgowania władzy poprzez ekspansję gospodarczą, tam słychać już pierwsze kroki na drodze do akcji wojennej. Także i w tym wypadku niemiecka polityka ujawniła swoją całkowitą pasywność. Kryzys gospodarki światowej został przez nią wykorzystany po to, aby zakamuflować kolejną rezygnację z akcji politycznej. Była metoda w manewrze, który polegał na tym, żeby zmylić naród co do jego prawdziwego położenia, wmawiając mu, że to jakaś nieobliczalna siła i ślepy los niweczą jego wszystkie wysiłki i że musi on bezwarunkowo podporządkować się ekonomicznym prawom, które rzekomo obowiązywać mają wszędzie na świecie.
7
W momencie kiedy Niemcy są równocześnie przedmiotem międzynarodowego wyzysku w wielkim stylu i przedmiotem procesu pauperyzacji zachodzącego w ramach światowej gospodarki, zasadniczego znaczenia nabiera kwestia, czym w istocie jest demokracja. Jak to możliwe, że demokracja, która rozwinęła ideę uzbrojonego levee en masse, wprowadziła zasadę powszechnego obowiązku służby wojskowej, czego skutkiem było powstanie wyrazistej, narodowej organizacji ludów, w Niemczech przyjęła kształt narodowej kapitulacji? Jak wyjaśnić fakt, że na przykład nacjonalizm, który rozwinął się na glebie demokracji i którego doktryna zawiera specyficzne elementy demokratyczne, jest w Niemczech okrzyczany jako antydemokratyczny? Zaś pacyfizm, ta skrajnie indywidualistyczna postawa wykluczająca ze strony wolnej jednostki poświęcenie życia dla państwa i narodu, łączony jest z demokracją? Sprzeczności tego rodzaju, z których łatwo można by ułożyć całą listę, muszą w końcu prowadzić do pytania, czy rzeczywiście żyjemy w demokracji, czy też panuje w Niemczech demokracja pozorna?
Co właściwie jest demokratyczne? To, czego chce lud. Ale to oznacza, że pojęcie demokracji jest pojęciem czysto blankietowym, które dopiero poprzez określoną wolę ludu nabiera konkretnej treści. Wola ludu jest rozstrzygająca. Jako podmiot władzy ustanawiającej konstytucję, lud może zlikwidować każde polityczne status quo według własnego uznania i dowolnymi metodami. Żadna konstytucja nie waży się stawić mu oporu, żaden parlament nie może stanąć mu na drodze, żadnej partii czy koalicji partyj nie wolno stawiać ludowi ograniczeń. Suwerenna wola ludu może znieść każdą ustawę, potwierdzić lub odrzucić każdy sędziowski wyrok, decydować o życiu i śmierci obywateli państwa. Jakkolwiek ta władza ludu może być ograniczona przez tradycję, obyczaje, zwyczaje i przyzwyczajenia, przez treść określonej formy politycznej, to ograniczenia te są tylko tak długo skuteczne, jak długo afirmuje je i akceptuje wola ludu.
Zrozumienie tego faktu pozwala wyciągnąć pewne wnioski co do rozwoju i dalszej ewolucji samej demokracji. Im mocniej bowiem zyska uznanie myśl, że lud jest posiadaczem suwerenności, posiadaczem władzy stanowienia konstytucji — myśl, którą w Niemczech po raz pierwszy wypowiedziała konstytucja weimarska — tym bardziej bezwarunkowe będą formy, w których ta suwerenność się zamanifestuje. Właśnie efektem tego rozwoju jest to, że coraz bardziej umacnia się i utrwala siła jedności Rzeszy, zaś w tym samym stopniu zmniejsza się siła partykularnych tworów państwowych. Ich samodzielne znaczenie jako jednostek politycznych znika w obliczu suwerenności Rzeszy. Tym samym suwerenność ludu staje się coraz wyraźniej suwerennością ludu Rzeszy, a ogólnopaństwowa jedność likwiduje rozluźnienie więzów pomiędzy krajami Rzeszy spowodowane przez książęcy absolutyzm. Ten unitarystyczny, centralistyczny proces, którego konsekwencją jest skupienie instrumentów władzy państwowej dowodzi, że zastosowanie zasady demokratycznej z trudnością daje się pogodzić z decentralizacją kompetencji, i pozwala wnioskować, że nie ma ono nic wspólnego z systemem, który je osłabia poprzez dążenie do osiągnięcia równowagi sił.
Ten proces musi prowadzić do rekonstrukcji politycznego przywództwa Rzeszy. Parlament decentralizuje jednolitą wolę narodu, rozszczepia ją i osłabia z powodu istnienia szeregu zachowujących się jak autonomiczne całości organizacji partyjnych, które swoją fatalną w skutkach działalność uprawiają kosztem państwa i narodu. Jest faktem, że parlament stopniowo traci swój prestiż zdobyty w walce z koroną i w coraz większym stopniu odczuwany jest jako zbędny pośrednik pomiędzy narodem a państwem. Z dźwigni podtrzymującej demokrację zmienia się we fragment dekoracji o coraz bardziej wątpliwej wartości, stając się w końcu instrumentem służącym akurat do sabotowania demokracji. Stąd zbliża się moment, kiedy sam lud zdemaskuje go jako pseudodemokratyczną instytucję i odsunie na bok.
Już dziś jak na dłoni widać skutki takiego stanu rzeczy. Roztrwonione zostało, i nie da się już go odbudować, zaufanie narodu do przedstawicielstwa, na którego skład nie ma on żadnego bezpośredniego wpływu, które nie ponosi żadnej konkretnej odpowiedzialności, nie podlega właściwej selekcji i które okazało się całkowicie nieudolne. Autorytet Reichstagu, parlamentów krajowych i miejskich jest zrujnowany, szacunek do form parlamentaryzmu — stracony. Nieopłacalne stało się już ogromne zużycie sił politycznych, jakie niesie ze sobą mechanizm partyj, wyborów i parlamentów. Niknące znaczenie parlamentu czyni go coraz bardziej przeszkodą na drodze politycznej ewolucji. Proces tworzenia rządu staje się coraz trudniejszy, kryzysy polityczne coraz ostrzejsze. Rośnie liczba wrogów. Możemy się dziś rozkoszować osobliwym spektaklem, jakim jest parlament składający się w dużej części z wrogów parlamentaryzmu. Widzimy niedołężne, wielusetgłowe, niezdolne do działania ciała, które znajdują upodobanie w ordynarnych scenach odgrywanych na oczach narodu. Satyra i karykatura zajęły się parlamentaryzmem jako takim w formie, która przydaje mu osobliwego posmaku. Przestał on już być przedmiotem ludowego żartu, a stał się obiektem szyderstwa i drwiny. Bo jak inaczej patrzeć można na zachowanie, z którego ulotniły się ostatnie resztki siły, wolności i dumy! Czyż nie jest śmieszna myśl, aby przyszłość Niemiec, trudną walkę o odbudowanie ich pozycji łączyć z chmarą takich mandatariuszy! Czyż nie jest absurdalne przypuszczenie, że ci odbiorcy diet poselskich wyselekcjonowani przez partyjne komitety mogliby odegrać choćby skromną rolę w walce o wolność i życie narodu? Tu nie ma już żadnej siły, z którą należałoby się liczyć. Tutaj działa instytucja zgubna dla państwa i narodu, będąca źródłem anarchii zalewającej Niemcy.
8
To, co rozgrywa się dziś przed forum politycznej publiczności, jest ostatnim rozdziałem demokracji parlamentarnej, która podejmuje rozpaczliwą próbę utrzymania swoich przywilejów kosztem parlamentaryzmu.. Rządzący komitet wyłoniony przez parlament, i będący w posiadaniu państwowych instrumentów władzy, coraz jawniej podejmuje próbę wyeliminowania na korzyść parlamentarnej większości samego parlamentu, który w wyniku wtargnięcia doń narodowo-rewolucyjnej i socjalrewolucyjnej opozycji utracił resztki zdolności do działania. Bezsilność parlamentu, który przez swoją własną wszechmoc sam się pozbawił władzy, prowadzi do względnej samodzielności przywódców partyjnych wykorzystujących swoje wpływy, aby za pomocą szantażu, gróźb i dyktatorskich gestów wprawiać w ruch ociężały aparat parlamentarny. Konstytucja istnieje jeszcze tylko dzięki artykułowi 48, który znosi ją tworząc łataninę dekretów wyjątkowych stanowiących codzienny chleb polityki. Eliminacja parlamentu i przejście do otwartej dyktatury wydaje się tylko kwestią daty.
Cóż jednak oznacza taka dyktatura, jak nie rozpaczliwą próbę liberalizmu zagwarantowania sobie pozycji kosztem politycznych zasad, które tę pozycję pozwoliły mu osiągnąć. Błędność tych kalkulacji wynika z faktu, że inicjatywa polityczna na nowo przeszła w ręce narodu i każda próba jej zablokowania musi doprowadzić do wzmocnienia tego rewolucyjnego ruchu, którego celem jest radykalne przekształcenie politycznego przywództwa. Żadna partia, żadna większościowa koalicja partyj nie jest zdolna do zatrzymania tej ewolucji, w ramach której zasada demokratyczna zostaje rozwinięta i doprowadzona do swoich ostatecznych konsekwencji. Ba, zbliża się moment, kiedy samo istnienie partyj politycznych będących pod względem idei i struktury tworami liberalnymi popadnie w sprzeczność z ideą jedności i niepodzielności suwerennego narodu. Zabrzmi wówczas: jedno państwo, jeden naród! I wielość woli partyjnych przegra w walce z wolą ku jedności władzy politycznej, wolą, którą demokracja wyraża coraz ostrzej.
Proces dalszego rozwoju demokracji jest równoznaczny z deparlamentaryzacją zasady demokratycznej. Już dziś manifestuje się ona w tym, że coraz większą wagę zyskuje problem przywództwa i posłuszeństwa. Demokracja funkcjonalna coraz bardziej zmienia się w demokrację wodzowską. Parlament i partie są organizacjami funkcjonariuszy. Poseł jest in praxi funkcjonariuszem grupowych interesów, reprezentującym na podstawie ścisłego programu, od którego jest zależny, interesy określonych grup wyborców. Funkcjonariusz nie jest przywódcą we właściwym tego słowa znaczeniu, lecz mandatariuszem związanym swoim wyraźnie określonym mandatem, którego dokładne przestrzeganie jest jego obowiązkiem. Jest mandatariuszem grupy wyborców, mandatariuszem partii; to, że otrzymał bezpośrednie pełnomocnictwo od narodu jest jedną z owych konstytucyjnych fikcji, których wiarygodność dawno się zużyła.
Przesycenie na masową skalę państwa i narodu funkcjonariuszami związanymi specjalnym mandatem, jest jedną z najważniejszych przyczyn upadku myślenia w kategoriach państwowych i narodowych. Sprzyja ono w istotny sposób rozbiciu stanu urzędniczego, które związane jest z metamorfozą urzędnika państwowego w partyjnego funkcjonariusza, i skorumpowaniu życia publicznego. Dlatego likwidacja funkcjonariatu, tzn. zniszczenie partii politycznych liberalnego chowu jest warunkiem koniecznym uzdrowienia demokracji. I nawet widać już tego zapowiedź. Najpierw w tym, że coraz bardziej rozszerza się proces reorganizacji i rozkładu wielkich organizacji partyjnych, które rozwinęły się w ramach monarchii i przeciw monarchii. Oznaką kruchości tych wielkich organizacji wyborczych zarządzających procesem tworzenia woli politycznej jak własną domeną chronioną przed jakąkolwiek ingerencją z zewnątrz, jest pojawienie się związków bojowych, związków mężczyzn, których zasadnicza idea zmierza ku przekształceniu demokracji funkcjonalnej w demokrację wodzowską. Nawet jeśli trudno być zadowolonym z formy, w jakiej dziś prezentują się nam związki bojowe, to nie należy przecież zapominać o tym, że stoją one dopiero u początku swojego rozwoju i traktowane być muszą jedynie jako zalążkowe formy polityczne. Ważne jest to, że zdecydowana męska wola w formach wspólnoty zdyscyplinowanej na wzór żołnierski zaczyna się odróżniać od partyj zorganizowanych na modłę towarzyskich bractw. Państwo jest rodzaju męskiego. Od idei tych związków bojowych do autorytarnego państwa organizującego walkę narodu o życie i władzę wiedzie droga, której bieg łatwo przewidzieć.
9
Walka o władzę polityczną tocząca się w Niemczech ani przez moment nie jest wolna od oddziaływań, które leżą na zewnątrz warunków, w jakich się rozgrywa. Wszędzie widoczny jest ścisły związek pomiędzy polityką zagraniczną i wewnętrzną, gdyż nacisk silniejszego przeciwnika oddziałuje na wszystkie dziedziny [życia]. Ten nacisk jest tak mocny, tak znaczący, że w zdecydowany sposób wpływa na polityczną organizację Niemiec. Bez tego wpływu nie da się zrozumieć wydarzeń po roku 1918. W tym okresie nacisk z zagranicy był często dla rządu środkiem pomagającym mu w utrzymaniu władzy w kraju. Wewnętrzne trudności likwidowano grożąc instrumentami władzy, którymi dysponował przeciwnik. Niemcy były rządzone niejako przez idealne wyobrażenie, które zagranica sobie o nich wytworzyła, przez dobrą opinię, jaką wzbudzał naród skruszony, miłujący pokój i gotowy chętnie płacić. Konstytucja stała w cieniu układu wersalskiego. Coraz silniej wchodziła Republika Weimarska w konflikt z zasadą, z której nie może zrezygnować żadna demokracja, z ideą narodowej samodzielności. Daremne były jej dążenia, aby tę ideę włączyć w perspektywę międzynarodowej solidarności i jej podporządkować. Najmocniejszym ogniwem owej solidarności była wszak chęć wyzyskiwania Niemiec.
W tamtych latach, wywołujących we wspomnieniu posmak nieskończonej goryczy, okaleczone przez układ pokojowy, przeludnione Niemcy stały się ogniskiem niepokojów, polem bitewnym wszelakich doktryn i systemów, które tutaj poszukiwały rekrutów do swoich armii. Jednak okaże się, że i w tej fazie niemocy dotykającej zarówno politykę wewnętrzną, jak i zagraniczną, Niemcy, w jakiś tajemniczy sposób, nie przestały być organizatorem tych wszystkich sił, które buntowały się przeciw reżimowi opartemu na przemocy pozbawionej szlachetności, przeciw piratom władzy, przeciw politycznemu i gospodarczemu systemowi, który nędzną teorią zysku zbrukał i poniżył książęcą ideę panowania. W jego obliczu na nowo rozgorzała walka o suwerenność niemieckiego człowieka, suwerenność wewnętrzną i wobec zagranicy, walka przeciw wrogowi i jego poplecznikom, którzy ostatnio w rewolucji listopadowej wydali na jego pastwę ziemię niemiecką.
Liberalizm nie tworzy podstaw dla niemieckiego państwa. Odsłonięcie tego faktu jest zadaniem procesu rewolucyjnego, zachodzącego w Niemczech. Trudno z góry przewidzieć, czym zakończy się ruch, który ogarnął wszystko. Duchowy niepokój, tak szczególnie rozbudzony w Niemczech, ma głębokie przesłanki, głębsze niż owa apolityczna tęsknota za spokojem i porządkiem, która zawsze jest gotowa zawrzeć pospieszny kompromis w imię prywatnej wygody. Całkiem na nowo musi zostać sformułowane pytanie, czym jest ład. Trzeba pojąć, że żyjemy w prowizorium, które nie posiada żadnego pewnego i stałego punktu oparcia. W sytuacji tak niepewnej, że pozwala ona na niewiele długofalowych prognoz, zwracają uwagę przede wszystkim dwa procesy. Obserwujemy potężny nurt sił elementarnych, który spływa ku elementarnej próbie sił. Towarzyszy mu ogarniający wszystkie państwa gigantyczny proces zbrojeń, który w niewyobrażalnej nigdy dotąd skali próbuje stworzyć warunki mogące sprostać owej próbie sił. Niemcy nie mogą uniknąć tego zbrojenia, za pomocą którego człowiek próbuje odparować potężny cios wychodzący z głębin. Nie polega ono jedynie na mobilizacji ludzi i materiału.
Jego przydatność bierze się stąd, że nie pozostaje ono jedynie techniczno-duchową aparaturą pieczołowicie doprowadzoną ku mechanicznej doskonałości, lecz oddane jest samej tej walce i wewnątrz niej działa. W momencie, gdy w Niemczech doszedł do głosu liberalizm, Niemcy spadły z wyżyn swojej światowo-dziejowej misji, której wierne były jeszcze w czasie wojny. Rewolucja listopadowa oznaczała ucieczkę przed decyzją, cofnięcie się przed odpowiedzialnością, poddanie się obcemu prawu. Liberalne pseudopaństwo wali się dziś w gruzy, gdyż narastający impet konfliktu nie toleruje już pozornych pojednań. W epoce, w której wszystkie teorie pokoju posługują się argumentami przyszłej wojny, nie ma już żadnego sensu bać się rozstrzygnięć. Jawnie i tajnie działające sprzeczności epoki odsłaniają bezsilność liberalnych prób osiągnięcia ugody i każde spojrzenie na świat zjawisk przekonuje o tym, że rośnie niesłychanie uderzeniowa moc sił elementarnych i zasad organizujących [rzeczywistość]. Mierzone ich miarą polityczne formy liberalizmu okazują się anachroniczne i wątłe.
Żyjemy w epoce demokratycznej. Prawowita monarchia została zlikwidowana, arystokracja krwi pozbawiona politycznego znaczenia. Ewolucja monarchii zakończyła się w punkcie, który, tak jak przejście monarchii stanowej do absolutnej i dalej do monarchicznego konstytucjonalizmu i parlamentaryzmu, ma w sobie coś z nieubłaganego przeznaczenia. Możliwości monarchii dziedzicznej uległy wyczerpaniu, jej państwowotwórcze siły zrealizowały się do końca. Jedyną możliwością, żeby do niej powrócić, byłaby restauracja. Gdyby jednak brać ją pod uwagę, to natychmiast staje się jasne, że nie byłoby to możliwe bez odwołania się do zasady demokratycznej; restauracja nie uda się wbrew woli ludu, wbrew woli narodu. Tym samym byłaby ona jedynie szczególnym wariantem demokracji, a mianowicie demokracji z monarchicznym wierzchołkiem. Można więc, bez rozważenia argumentów za i przeciw, zostawić ją na boku, głównie dlatego, że z powodu swojego historycznego charakteru, nie zawiera jakichkolwiek pierwiastków istotnych dla rozwoju demokracji. Ale o taki rozwój chodzi.
Demokracja jest dzisiaj tak silna, że nawet swoich przeciwników zmusza do tego, aby zwalczali ją za pomocą demokratycznych środków i metod. Zwolennicy monarchii, liberałowie, socjaliści i komuniści, wszyscy oni powołują się na wolę ludu i dokonują jej własnych wykładni, twierdząc, że to ich interpretacja ma za sobą demokratyczną słuszność. Nie wchodząc w ich argumentację, trzeba wskazać na rzecz następującą: jest sprawą oczywistą, że Niemcy nie mogą być rządzone według zasad jednej klasy, jednej partii czy koalicji partyj, ani demokratycznie ani po dyktatorsku. Socjalistyczne pojęcie klasy i liberalne pojęcie partii stoją w sprzeczności z rosnącą władzą, jaką w świadomości politycznej, zdobywają pojęcia państwa i narodu. Przegrywają z tą świadomością, która w coraz większej mierze neguje ich prawo do istnienia. Droga do politycznego umocnienia wewnątrz i do solidarnej akcji na zewnątrz ma określony cel — jedność politycznego przywództwa i tych, którzy za nim podążają, jedność państwa i narodu. Ta z kolei opiera się na dwóch znaczących momentach, na nacjonalizacji państwa i na upaństwowieniu narodu. Bezpośrednia reprezentacja narodu przez państwo i przywództwo polityczne czyni zbędną każdą rolę pośredników, każdą ingerencję ciał parlamentarnych. Taki stan rzeczy, który po raz pierwszy znalazł swój wzorcowy wyraz w organizacji armii niemieckiej podczas wojny światowej, nadaje państwu i narodowi absolutny sens i absolutną dynamikę. Dopiero w nim zyskują Niemcy konieczną siłę polityczną, zyskują zdolność do zbrojenia w najbardziej elementarnym sensie.
Przełożył Tomasz Gabiś
