«
»

Archiwum Stańczyka

DEMOKRATYCZNE WOJNY TOTALNE

09.02.13 | brak komentarzy

TOMASZ GABIŚ „DEMOKRATYCZNE WOJNY TOTALNE”

Przejrzana i poprawiona wersja artykułu opublikowanego [w:] „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 22 (1994). Zaktualizowano literaturę przedmiotu.

SPIS TREŚCI

DEMOKRATYZACJA WOJNY

Era totalnej mobilizacji

Utracona Arkadia wojen gabinetowych

NA PROPAGANDOWYM FRONCIE

Demokratyczne organizowanie nienawiści i miłości

Zorganizowana nienawiść w czasie I wojny światowej

Zorganizowana nienawiść w czasie II wojny światowej

Zorganizowana miłość, czyli wielkie obietnice

Orwell stosowany

Wojna na wewnętrznym froncie

WOJNA NOWEGO TYPU

Partyzanci

Armia przeciwko cywilom

Have You Killed a Jap?”

Germany must perish”

Norymberga”, czyli Ziemia Obiecana

WYBRANA LITERATURA PRZEDMIOTU

DEMOKRATYZACJA WOJNY

Era wojen tak wymownie potępianych przez dawnych republikanów jako krwawy rezultat ambicji dynastycznych nie jest bynajmniej skończona. Przebieg ich będzie inny, będą mniej częste, ale bardziej zażarte i dzikie w upartej walce na zęby i pazury o przetrwanie. Przyjdzie nam żałować czasów ambicji dynastycznych z ich ludzką absurdalnością, poskramianą przez rozwagę, a nawet wstyd, przez lęk osobistej odpowiedzialności i względy dla określonych form zwykłej przyzwoitości. Jeśli bowiem szydzono z monarchów europejskich, że w listach zwracają się do siebie „bracie”, to był to przecież rodzaj wzajemnych stosunków przynajmniej równie dobry jak wszelkie inne formy braterstwa, które by mogło wytworzyć się między rywalizującymi narodami tego kontynentu i które – jak nas zewsząd zapewniają – stanowią spuściznę demokracji. W urzędowym braterstwie monarchów rzeczywiste powiązania krwi, choć niezbyt ważne, działały często powściągająco na pozbawione skrupułów żądze władzy lub łupu. Poza tym odgrywało też rolę wspólne niebezpieczeństwo buntu zrozpaczonych ludów oraz pewien wzajemny szacunek dla boskich praw panujących. Żaden przywódca demokracji, którego całe dziedzictwo stanowi nagły okrzyk tłumu, z samej natury swojej władzy pozbawiony nawet możliwości rozmyślań o bezpośrednim spadkobiercy – nie będzie skłonny nazwać bratem przywódcy jakiejś innej demokracji, wodza równie pozbawionego przodków i spadkobierców jak on sam. (…) Dziś, podczas zaciętych zmagań dwóch narodów należących do odmiennych ras, wydaje się, że krótki okres wojen narodowych dobiega końca. Nie będzie wojen o idee. Wczoraj „szkodliwe i próżniacze” arystokracje, nie żywiąc do nikogo urazy, biły się dla jakiego zajęcia, o honor, dla samej przyjemności. Cnotliwe i pracowite państwa demokratyczne jutra mogą być zmuszone do bicia się o kawałek suchego chleba – z całą nienawiścią, dzikością i furią, które z zasady towarzyszą sprawom decydującej wagi.

(Józef Conrad, Arystokracja i wojna)

Wynalazek wojen totalnych zastrzeżony został dla ery demokratycznej.

(Bertrand de Jouvenel)

Era totalnej mobilizacji

Do najważniejszych wydarzeń kończącego się wieku dwudziestego należały bez wątpienia dwie wojny światowe, które wywarły swoje piętno na wszystkich dziedzinach życia. Jednak mimo, że napisano na ich temat tysiące książek, to nietrudno zauważyć, że ich opisy, wyjaśnienia i interpretacje grzeszą pewną jednostronnością wynikającą, jak można chyba sądzić, z pewnego przemilczenia. Dotyczy ono kontekstu społeczno-polityczno-ideologicznego tych wojen. A przecież dla każdego powinno być oczywiste, że kontekst ów, czy też ramy w jakich te wojny się rozgrywały, tworzy demokracja we wszystkich swoich przejawach: politycznych, ideologicznych, psychologicznych, prawnych, moralnych itd. To przecież wiek XX jest świadkiem tryumfu demokracji, zrodzonej pod koniec XVIII wieku w zamęcie zwycięskich rewolucji we Francji i w Ameryce.

Obie wojny światowe są wojnami demokracji, nawet jeśli przed 1918 rokiem w tym czy innym państwie pozostali jeszcze monarchowie lub ocalały resztki dawnych tradycyjnych elit arystokratycznych. Te „relikty przeszłości” ulegają ostatecznie likwidacji po I wojnie światowej i II wojna światowa jest już w pełni wojną demokracji (w pewnym sensie wojna, która rozpoczęła się w 1914 roku trwa do roku 1945 przechodząc w „zimną wojnę” trwającą do początku lat 90. ). Oczywiście w II wojnie światowej biorą udział różne demokracje. Po jednej stronie mamy zachodnią demokrację powszechnych wyborów i badań opinii publicznej w sojuszu z komunistyczną demokracją opartą na mobilizacji i „zaufaniu” mas. Fakt, że w ZSRR panował system monopartyjny jest bez znaczenia, gdyż system ten jest po prostu odmianą systemu partyjnego. W systemie monopartyjnym mobilizacji mas dokonuje, przy pomocy rozmaitych akcji i rytuałów politycznych, jedna partia, natomiast w systemie wielopartyjnym np. poprzez agitację wyborczą wiele partii; w systemie jednopartyjnym polityzacji całego życia społecznego i gospodarczego dokonuje jedna partia, w systemie wielopartyjnym wiele partii (czasami dwie główne partie jak to jest np. w USA) itd. Po drugiej stronie mamy plebiscytarną demokrację narodowo-socjalistyczną. Trzecia Rzesza nie była bowiem, jak starają się nam wmówić demokraci, zaprzeczeniem demokracji, ale, podobnie jak komunizm, jej logicznym dopełnieniem. Dlatego III Rzesza starannie pielęgnowała element plebiscytarny, nawet jeśli wybory zmieniła w aklamację. Hitler jak rasowy demokrata pisał w Mein Kampf , że należy „podbić serca mas” a na łamach „Völkischer Beobachter” z 10 listopada 1938 określił się jako „arcydemokrata”. Kiedy indziej mówił o „germańskiej demokracji”. Z kolei Rudolf Hess określał system panujący w Niemczech jako „najnowocześniejszą demokrację świata opartą na zaufaniu większości”.

demokratyczne wojny totalne – pełna treść artykułu



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»