«
»

Archiwum Stańczyka

EUROPA OD MIŃSKA DO SACHALINA

12.12.13 | brak komentarzy

EUROPA OD MIŃSKA DO SACHALINA
Nowe rosyjskie koncepcje rozwoju stosunków między Wschodem a Zachodem

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 40/41 (2004)

Stosunki Europy i Rosji dominują w politycznych debatach nie tylko na Starym Kontynencie. U naszych wschodnich sąsiadów także powstają nowe koncepcje wzajemnych relacji, ocierając się czasem o political-fiction i oryginalną futurologię. Tak właśnie jest z pomysłami generowanymi przez rosyjskie pismo „Inacze” i jego redaktora naczelnego, filozofa Wadima Sztiepę [1]. W manifeście Europa od Kitieża po Alaskę upomniał się on o stworzenie Wielkiej Europy, ale – co ciekawe – zakwestionował jej XX-wieczne koncepcje (w tym słynną „Europę od Dublina po Władywostok” Jeana Thiriarta [2] przedstawiając własne projekty, wymierzone nie tylko, tradycyjnie już, w Amerykę, ale praktycznie w cały współczesny Zachód.

Koniec Wielkiej Europy

Thiriart jako jeden z pierwszych współczesnych myślicieli nazwał, Europą tę część tzw. Eurazji, której wschodnie i północne krańce odpowiadały granicom dawnego Związku Sowieckiego. Koncepcja ta przegrała – zdaniem Sztiepy – jeszcze w latach 90., kiedy rzeczywiście istniała możliwość połączenia państw europejskich z Rosją i utworzenia wielkiego bloku kontynentalnego. Ta szansa została zaprzepaszczona przez Europę Zachodnią, która zamiast zdecydować się na alians z Rosją, wolała, żeby kraje postkomunistyczne włączone zostały do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wybór ten potwierdził satelicką podrzędność Europy względem Stanów Zjednoczonych i skierował ją na tory antyrosyjskiej polityki. Zamiast szybkiego rozwoju, bezpieczeństwa strategicznego i pozycji światowego lidera, Europa Zachodnia wybrała polityczne uzależnienie. Według „Inacze”, za taką decyzją przemówiła obawa Europejczyków, że opcja rosyjska wymagałaby od nich zwiększonej aktywności, potrzebnej do rozwiązywania problemów wynikających z nowej sytuacji międzynarodowej.

Wzięcie spraw europejskich we własne ręce wiązałoby się z ryzykiem, na które Europejczycy nie mieli dziś ochoty, w dodatku proces europeizacji Rosji zadziałałby zapewne w dwie strony, wymuszając zmiany także i na wygodnych, sytych Europejczykach. W tej sytuacji ci ostatni woleli złożyć swoje losy w ręce Ameryki. Europejski Zachód nie potrafi zdobyć się na przedsięwzięcie, od efektów którego dzielą go dziesięciolecia. Gotowy jest do wyrzeczeń tylko wówczas, gdy potencjalny geszeft jest w zasięgu ręki – tak działo się to w przypadkach znanych z kart historii wojen, okupacji i „kolonialnej grabieży innych narodów”. Teraz także, zamiast posiąść Rosję całkowicie i na zawsze jako przyjaciela i sojusznika, Europa woli wraz z Amerykanami odrywać kawałek po kawałku od jej strefy wpływów. Rosja jest im potrzebna nie jako partner, a jako kraina słaba i półkolonialna, podobna dzisiejszej Afryce. Europa patrzy na Wschód oczami Napoleona czy Hitlera, szuka swego Lebensraum, a przy tym chce, aby „kasztany z ognia” wyciągali za nią Amerykanie.

Amerykański młodzian

To nie z winy Stanów Zjednoczonych nie powstała dotąd Wielka Europa, ale z winy samych Europejczyków. Amerykanie wykorzystują po prostu sytuację, dzięki której zachodnia Europa zamienia się w poligon ich manewrów wojennych i miejsce, gdzie można wypróbować nowe technologie: Kiedy ostatecznie Amerykanie przekształcą ich [tj. Europejczyków – przyp. PMK] w kolonię i pognają na Wschód podbijać Rosję, ci pomaszerują nie mrugnąwszy nawet okiem, pokrywając trupami rosyjskie drogi tak, jak podczas minionych wojen. Dziś serce Europejczyków bije w Ameryce. Zachodnia Europa i Stany Zjednoczone to niepodzielna całość, a Atlantyk jest po prostu jeszcze jednym wewnętrznym jeziorem. W dzisiejszym świecie granice państwowe tracą swe znaczenie w porównaniu z rubieżami cywilizacyjnymi – rzeczywista granica biegnie więc nie przez ocean, a przez wschodnią Słowiańszczyznę.

Pisząc o Ameryce, Sztiepa polemizuje z rosyjskimi krytykami tzw. atlantyzmu, widzącymi w Stanach Zjednoczonych źródło wszelkiego zła. Tłumaczy, że Ameryka nie stanowi monolitu, że jest ona syntezą post-europejskiej kultury i młodej cywilizacji kontynentu amerykańskiego. Istnieje więc młoda i zdrowa Ameryka, ciągle będąca w stanie kreowania samej siebie, oraz przytulony do niej trup, niesłusznie nazywany „Europą”. Dziś nie chodzi o to, by chronić ową „Europę” przed Ameryką, a na odwrót – trzeba bronić młodą cywilizację przed zarazą zachodniej degeneracji. Łatwo zauważyć, że młodość Ameryki przejawia się w prymitywizmie, barbarzyństwie i prostactwie – cechach świadczących o jej cywilizacyjnym dziecięctwie. Widać je nie tylko np. w kulturze masowej, ale także w polityce – chcąc osiągnąć pozycję „globalnego żandarma”, amerykańscy stratedzy uzyskują efekt „globalnego chuligana”.

Tymczasem Ameryka traci swa post-europejską powłokę na rzecz wielokulturowego melting pot. Napływ imigrantów z Afryki, Ameryki Łacińskiej i Dalekiego Wschodu zmienia jej oblicze i deeuropeizuje dotychczasowych mieszkańców Stanów. Od kilku dziesięcioleci Ameryka jest także centrum nowych religii i okultyzmu, tworząc setki synkretycznych doktryn i sekt (New Age). Dla Sztiepy jest to przejaw duchowych poszukiwań, które mogą ostatecznie doprowadzić do odrzucenia chrześcijaństwa i powrotu do kultów pre-kolumbijskich cywilizacji kontynentu amerykańskiego. Pierwsze przejawy potwierdzające tę teorię można zauważyć w muzyce młodzieżowej (np. trance, techno, hip-hop, black metal) i modzie (np. piercing czy tatuaże). Zastanawiające są także w tym kontekście inne zjawiska, jak choćby zadziwiający kult seryjnych morderców, dewiantów, etc. (przywołująca na myśl publikę krwawych obrzędów azteckich), popularność narkotyków czy wreszcie niesłychana rozwiązłość seksualna. Dalszy rozwój Ameryki przyniesie w tym zakresie progres, zaś procesy demograficzne i kulturowe zwiększą kontynentalne znaczenie Meksyku i Ameryki Łacińskiej, które prędzej czy później zdominują Stany Zjednoczone – będzie to kolejny przejaw postkolonialnej rekonkwisty Azteków i Majów. Taka nowa Ameryka może liczyć na przyjaźń i sojusz z Rosją.

Tymczasem Rosja patrzy na Amerykę z sympatią i szacunkiem. Jest dla niej jak starsza siostra, która rozumie i amerykańskie zamiłowanie do gier wojennych i dziecięcą chorobę mesjanizmu. Starsza siostra powinna pomagać i nauczać młodszą, uważnie obserwując jej rozwój. Powinna też otaczać ją szacunkiem, który należy się Ameryce w przeciwieństwie do europejskiego trupa, „krainy niewolników”. Ameryka i Rosja będą partnerami jeszcze długo po tym, jak wszyscy zapomną o starej Europie. Będą, spotykając się z nimi „nad Łabą, Renem, Sekwaną, Tamizą”. Na razie zaś skazani są na złożone relacje „walka/partnerstwo”– nowoczesne stosunki międzynarodowe polegają na tym, że kraje w jednych sprawach współpracują ze sobą, w innych rywalizują, a geopolitycznej walce o strefy wpływów towarzyszą bardzo bliskie związki kulturowe i gospodarcze.

Nowa Europa

Dotychczas Rosję stawiano albo poza Europą (przypisując ją azjatyckim kręgom cywilizacyjnym), albo też traktowano ją jako jej część, niedostatecznie jednak rozwiniętą i wymagającą z tego powodu gruntownych zmian. Zdaniem Wadima Sztiepy, obydwa te punkty widzenia są błędne, nie uwzględniają bowiem, iż Rosja – będąc oddzielną i samodzielną cywilizacją – należy jednocześnie do europejskiego kręgu kulturowego. To decyduje o jej pełnej przynależności do Europy, a równocześnie tłumaczy wybór własnej i niezależnej drogi rozwoju. Zdaniem środowiska „Inacze” stosunki Rosji z dzisiejszą Europą mają charakter nie geograficzny, lecz chronologiczny. Oznacza to ich zdaniem, iż Rosja stanowi Europę przyszłości – Nową Europę. Trzy wielkie cywilizacje przeszłości zakończyły swój rozwój bądź zanikając (jak antyczna i bizantyjska), bądź ulegając degeneracji (jak dzisiejszy Zachód). Teraz to do czwartej – rosyjskiej – należy budowa „Czwartej Europy” (to analogia do nieaktualnej już, zdaniem „Inacze”, koncepcji „Trzeciego Rzymu” mnicha Filoteusza [3]. Rosja zamierza korzystać z osiągnięć swych poprzedników i wystrzegać się ich błędów. Kultura Zachodu umarła w pierwszej połowie XX stulecia, zgodnie z zapowiedziami wielu europejskich myślicieli, na czele z Oswaldem Spenglerem. W ten sposób ustąpiła ona miejsca z jednej strony rosyjskiej Europie, z drugiej zaś nieeuropejskiej (a nawet antyeuropejskiej) cywilizacji amerykańskiej.

Rosyjska cywilizacja jest znacznie młodsza od tej zachodnioeuropejskiej, bowiem dotykające jej wydarzenia historyczne zamroziły jej rozwój. Początkowo inicjatywa należała do wschodniej Europy – do XIII stulecia Kijów był jednym z najważniejszych ośrodków świata chrześcijańskiego („stopień kultury i wykształcenia był wówczas na Rusi wyższy, niż w wielu krajach Europy, gdzie rozprzestrzenienie się wiedzy tamowała niezrozumiała dla większości łacina”). Jednocześnie trwała nieprzerwana militarna i duchowa ekspansja na Wschód z Zachodu – jej efektem było oderwanie od rosyjskiego kręgu cywilizacyjnego zachodnich Słowian, w tym spadkobierców Wielkich Moraw, gdzie rodziła się kultura prawosławna. Stulecia Drang nach Osten skutecznie powstrzymały rozwój wschodniej Europy, której całkowite podbicie przez Zachód uniemożliwiła dopiero współpraca z imperium mongolskim. Nie powstrzymała ona jednak późniejszej „westernizacji” Wschodu, która stała się przyczyną serii kolejnych katastrof, od trwałego zeświecczenia państwa po komunistyczną smutę i współczesne liberalne reformy. Paradoksalnie, powstrzymanie rozwoju cywilizacji rosyjskiej ma także swój pozytywny aspekt. Rosja wiele nauczyła się od Bizancjum i Zachodu, a w budowie nowego projektu europejskiego wykorzystane zostaną wszystkie dotychczasowe osiągnięcia techniczne i społeczne. Także te, które wiążą się z martwymi dziś cywilizacjami.

„Inacze” zgadza się z XIX-wiecznymi wyznawcami panslawizmu, dla których przymiotniki „narodowy” i „europejski” stanowiły w przypadku Rosji synonimy (Dostojewski: Dla Rosjanina Europa jest równie drogocenna jak Rosja). Sztiepa tłumaczy jednak, że chodzi o prawdziwą Europę, „Europę Bacha i Szekspira, Europę gotyckich katedr i starych miasteczek”, nie o Europę „kolonializmu, komór gazowych i NATO”. Jak pisze Sztiepa, nasza Europa, to Europa ducha, Europa światła, następczyni dawnej europejskiej cywilizacji, nie Europa ciemnoty, Europa-chciwiec, zamerykanizowany trup. Przyznaje jednocześnie, że w dotychczasowej Europie wszystkie te elementy – a więc i Bach, i odkrycia naukowe i kolonizacja – ciasno się ze sobą splatają. Rosja może stać się w pełni europejskim krajem tylko sama przez się. Nowa Europa powstanie nie przez zewnętrzną ingerencję, a dzięki własnym wysiłkom – zamiast imitacji umarłych cywilizacji potrzebny jest powrót do własnych korzeni. Rosja musi zrozumieć, że jej korzenie nie są przeszkodą do wejścia na cywilizowane salony, a raczej atutem, który czyni z niej kraj w pełni europejski (bardzo ważne – co podkreśla „Inacze” – jest odwołanie się do tradycji harmonijnego współistnienia w ramach Rosji różnych narodów i kultur, które tworzyły państwowość w okresie XIV-XVII stuleci). Przeprowadzając analizę porównawczą międzynarodowych osiągnięć kultury, nauki i techniki, „Inacze” dochodzi do wniosku, że mieszkańcy Rosji nie ustępują dziś nikomu, a do tego posiadają wyjątkowe na tle innych cechy „siły duchowej, woli i uporu”, które „nie zginęły bynajmniej od czasów Stalingradu”:  W ciągu ostatnich 100 lat zaszła ważna zmiana: już nigdy prawdziwy Rosjanin nie będzie spijał słów z ust Europejczyka, w naszej duszy na wieki odcisnął się fakt, że jesteśmy silniejsi, mądrzejsi, lepsi i porządniejsi od Europejczyków, że my – zebrawszy się i wytężywszy siły – możemy prześcignąć ich we wszystkim, a jeśli będzie taka potrzeba, to także skutecznie dać im odpór.

Rosja nie musi już – tak jak czyniła to przez długie lata – czerpać z dzisiejszego Zachodu niczego, poza nielicznymi nowinkami technicznymi. Duchowy rozwój zachodniej Europy zatrzymał się w pierwszej połowie ubiegłego stulecia i zachodzące tam obecnie zmiany to zmiany kosmetyczne, które wiążą się wyłącznie ze sferą technologii i zarządzania. Wszechobecnej pustce towarzyszy prymitywizm i degradacja, podlane postmodernistycznym sosem – w sztuce, filozofii czy religii. Rosja musi nawiązać więc do dawnych europejskich tradycji, od których zresztą dzisiejsi mieszkańcy Zachodu odcinają się na fali „politycznej poprawności”. Bach i Szekspir znaleźliby dziś wspólny język raczej ze współczesnymi Rosjanami niż z bezbarwnymi post-Europejczykami. Dlatego spadkobiercami kulturowego dorobku dawnej Europy są dziś – zdaniem redakcji „Inacze” – Rosjanie, a nie „post-Niemcy” czy „post-Francuzi” (tak jak obecni Grecy nie mają nic wspólnego – poza lokalizacją – z antyczną Grecją, a dzisiejsi mieszkańcy Kairu z budowniczymi piramid):  Współcześni mieszkańcy Europy są jak pracownicy muzeów, którzy żyją w naszej rosyjskiej Francji, w naszych rosyjskich Niemczech, w naszych rosyjskich Włoszech (…) i chronią nasze rosyjskie pamiątki kultury. Pracownicy muzeów nie lubią przy tym swoich eksponatów, noszących w sobie ich zdaniem znamiona „wrogie demokracji i społeczeństwu otwartemu – podcinanie własnych korzeni to kolejny przejaw upadku Zachodu, którego pseudohumanitarna retoryka tłumi wolność, jaką cieszyli się dawni Europejczycy.

Z kolei – według Sztiepy – duchowa opozycja względem zachodniego barbarzyństwa czyni z Rosji spadkobiercę wielkiej kultury europejskiej. I tylko Rosjanie mogą dziś decydować o tym, co jest europejskie i co nieeuropejskie, co dobre dla Europy i co dla niej złe. Zdawszy sobie sprawę z tego, iż Zachód jest duchowo martwy, Rosjanie powinni odnosić się wstrzemięźliwie nawet względem tych tendencji europejskich, które na pierwszy rzut oka mogą budzić ich sympatię (jak np. nurt tzw. „konserwatywnej rewolucji”). Sztiepa tłumaczy, że Rosjanie znajdują się już w zgoła innej sytuacji niż ex-Europejczycy, zaś nowym cywilizacjom potrzebna jest nie „konserwatywna rewolucja” i „galwanizacja trupa”, a „rewolucja kreatywna” i narodziny nowego. Trzeba zrozumieć, że Zachód umarł naprawdę i ostatecznie, zaś dusza Europy należy dziś do Rosjan.

„Konserwatywnych rewolucjonistów” czuć trupem nawet wtedy, gdy z sympatią wypowiadają się o Rosji. I dlatego traktują oni Rosję przedmiotowo – nawet Jean Thiriart pisał:  Między Islandią i Władywostokiem możemy zjednoczyć 800 milionów ludzi (…) i odnaleźć na Syberii wszystko, co niezbędne, dla zaspokojenia naszych energetycznych i strategicznych potrzeb (…) Jestem zdania, że z ekonomicznego punktu widzenia Syberia stanowi prowincję Imperium Europejskiego, zdecydowanie niezbędną dla jego egzystencji. Tymczasem dla redaktorów „Inacze”, Syberia stanowi miejsce narodzin nowej cywilizacji, a więc centrum nowej Europy, nie zaś jej prowincję. W dodatku europejskie koncepcje zbliżenia Rosji i Zachodu (tak jak idea Europy „od Dublina po Władywostok”) niosą w sobie – ich zdaniem – zagrożenie zainfekowania młodej rosyjskiej cywilizacji chorobami starych, „wampirycznych” kultur: Za wszystkimi ideami „odrodzenia” Europy czy „konserwatywnej rewolucji w Europie kryje się głodny wilkołak, który wypełzł ze swej mogiły w poszukiwaniu świeżej krwi. Odrodzenie starej Europy jest dziś pomysłem równie fantastycznym, co przywrócenie do życia starożytnej Grecji. Dziś możemy mówić tylko o jednej Europie, rosyjskiej – od Mińska po Sachalin. A mieszkańcy Zachodu mają do wyboru dwie możliwości: albo włączyć się w dalszą budowę potęgi Ameryki, albo też – jeśli chcą nadal być związani z wielką ideą europejską – „grzecznie przypełznąć na kolanach do Rosji, na Syberię, by służyć tutaj na posyłki”.

Sen o Kitieżu

Główny cel Rosji w XXI stuleciu to nie „walka z atlantyzmem”, a samodzielny rozwój rosyjskiej cywilizacji, „cywilizacji 100 kultur i 100 narodów”. Należy przywrócić Rosji tę logikę rozwoju, która zamarła w XVII wieku. Potrzebna jest jednak nie jakaś restauracja czegoś dawnego, a organiczny rozwój nowej kultury. Rosyjską cywilizacje należy więc postrzegać jako nie doprowadzony do końca projekt twórczy. Projekt, którego realizację trzeba dziś kontynuować. Pożądana samodzielność nie ma bynajmniej oznaczać izolacji. Wręcz przeciwnie – trzeba zadbać o ożywione kontakty z resztą świata i o kulturową ekspansję. Dzisiejszy pochód zachodniej kultury masowej związany jest także i z tym, że rosyjska cywilizacja nie ma swobodnych możliwości rozwoju. Odzyskana suwerenność kulturowa oznacza stworzenie nowych zasad gry, które zmienią sytuację i sprawią, że to na Zachodzie będą obawiać się rosyjskich wpływów i zaczną mówić o konieczności budowy nowego muru berlińskiego i nowej „żelaznej kurtyny”.

Przywrócenie znaczenia kultury rosyjskiej „Inacze” nazywa „trangresywną rewolucją” [4], rozumiejąc pod tym pojęciem rebelię, w której po tej samej stronie barykady staną różne, czasem bardzo odległe od siebie nurty, zjednoczone w „rewolcie przeciw współczesnemu światu”. Wschodnie centrum owego buntu będzie potrzebowało tylko jednego – bycia sobą i powrotu do założeń, które stały się zalążkiem rosyjskiej cywilizacji. Towarzyszyć temu musi rezygnacja z politycznej i militarnej ekspansji, którą zastąpi wewnętrzny rozwój, zapewniający zwycięską ekspansję duchową. Potęga wojskowa i gospodarcza powinny odtąd służyć jedynie obronie i ewentualnemu reagowaniu na agresję ze strony Zachodu, który „duchową niemoc rekompensuje sobie wojenną muskulaturą”. Między XV a XIX stuleciem Rosję charakteryzowała militarna ekspansywność, co – zdaniem Sztiepy – było próbą „ochrony części planety przed zachodnim kolonializmem”. Słabość tych wysiłków polegała na tym, że do zaoferowania reszcie świata Rosja miała jedynie swój konserwatyzm. To było zbyt mało i ta duchowa pasywność sprowadzała się do automatycznego kontynuowania osiągnięć Bizancjum. W ten sposób powstała także koncepcja budowy „Trzeciego Rzymu” mnicha Filoteusza (po upadku Bizancjum – „Drugiego Rzymu”), która zakładała zachowawczą obronę ostatniego bastionu – prawosławnej Rosji – przed usytuowanymi na Zachodzie siłami wymierzonymi w Tradycję. Dzisiejsza sytuacja znacznie różni się od ówczesnej. Po pierwsze, dzisiejszy Zachód nie stanowi już żadnego centrum – ani Tradycji, ani anty-Tradycji. Pod względem duchowym jest trupem. Po drugie, wbrew proroctwom Filoteusza, Trzeci Rzym upadł i nastał czas zapowiadanej przez chrześcijan Apokalipsy. Na świat zstąpił Antychryst, którego ucieleśnieniem jest NATO i współczesna cywilizacja zachodnia. Rola Rosji jest więc dzisiaj inna. Musi stanowić nie ostatnią enklawę Starego, a pierwszy przyczółek Nowego Świata, Świata Paruzji, świata duchowego odrodzenia ludzkości rozczarowanej zmianami na Zachodzie. Legendę Trzeciego Rzymu musi zastąpić legenda o Kitieżu [5].

Symbolika Kitieża („rosyjskiej Atlantydy”) odpowiada projektowi cywilizacyjnemu, ukrytemu i zawieszonemu na kilka stuleci. Należą do niego dziesiątki kultur Rosji – kultury Syberii, Północy, Kaukazu, Dalekiego Wschodu – które nie utraciwszy nic ze swego bogactwa, przychodzą dziś z pomocą upadającemu światu. Każda z nich dysponuje ogromnym potencjałem, który – mimo, że ukryty – staje się ważną częścią kontynentalnej cywilizacji, cenniejszym dla niej niż bogactwa naturalne. Kultury te uratował właśnie Trzeci Rzym, który uchronił narody Eurazji od losu północnoamerykańskich Indian. W minionych wiekach Rosja stworzyła unikalną symbiozę różnych narodów, kultur i wierzeń, które współtworzyły jeden organizm państwowy. System ten promieniował na resztę świata doprowadzając do momentu, gdy w latach 50./60. ubiegłego stulecia na całym świecie zlikwidowano system kolonialny w jego najbardziej odczłowieczonych formach i narody świata mogły uzyskać przynajmniej względną niezależność od Zachodu.

W koncepcji Trzeciego Rzymu ważną rolę odgrywało centrum w postaci Moskwy. Także i ten fakt wymusza zmianę formuły. Dzisiejsza stolica Rosji nie stanowi już centrum duchowego oporu wobec zachodniej dekadencji, a raczej jest jej przyczółkiem na „Świętej Rusi”. W dodatku koncentruje się w niej niemal całe kulturalne życie Rosji, co powoduje, że reszta kraju staje się prowincją w każdym znaczeniu tego słowa. Traci na tym najbardziej rosyjska kultura, która nie rozwija się proporcjonalnie do swoich możliwości. Widać to w szczególnie jaskrawy sposób, kiedy porówna się rosyjskie miasta z ich europejskimi odpowiednikami. Według „Inacze”, kulturalne znaczenie takich ośrodków jak Samara (1,2 mln mieszkańców), Niżnyj Nowogrod (1,4 mln) czy Nowosybirsk (1,4 mln) powinno – w porównaniu z Moskwą – odpowiadać znaczeniu Wiednia, Pragi czy Warszawy (względem Londynu albo Paryża):  Tym bardziej, że we wszystkich przytaczanych parach (Samara-Praga, Nowogrod-Warszawa, Nowosybirsk-Wiedeń) miasta rosyjskie, równe rozmiarami europejskim stolicom, przewyższają je pod względem „pasji życia”, naukowo-technicznego potencjału i możliwości przemysłowych. Niewolnicze uzależnienie od Moskwy uniemożliwia jednak ich dalszy rozwój i pogłębia rozdźwięk miedzy „centrum” a „prowincją”. Tymczasem potencjał tej ostatniej wystarczyłby nie tylko na to, by każdy region Rosji przemienić w „miasto-ogród”, ale także by rozwinąć tam samodzielne tradycje kulturalne na wszystkich płaszczyznach, od polityki po architekturę, muzykę i kinematografię. Wadim Sztiepa postuluje zatem decentralizację i ostateczne odejście od „dyktatury centrum”. Jej miejsce miałby jednak zająć nie żaden lokalny separatyzm rozczłonkowujący państwo, lecz równomierny i równoprawny rozwój całego kraju. Finansowa dominacja Moskwy, której korzeni należy szukać w centralizmie ostatniego stulecia, przyczyniła się z jednej strony do rozwoju miasta, ale z drugiej stała się przyczyną jego częściowego upadku. Mamy do czynienia ze skuteczną „westernizacją” Moskwy, ulegającej wpływowi zachodniej dekadencji.

Kiedyś to Petersburg nazywano najbardziej „nie-rosyjskim” i europejskim miastem kraju, a Moskwę  – strażnikiem rosyjskiej tradycji. Dziś role się odwróciły – Petersburg należy do Rosji, pielęgnując staroświecki europejski spadek, a Moskwa zsuwa się po równi pochyłej, przejmując wszystko co najgorsze z Zachodu. Stolica Rosji utraciła swój święty status, będąc dziś centrum zachodniej kolonizacji,  „wampiryczną anty-Rosją” wysysającą soki z całego kraju. Taka sytuacja jest o wiele bardziej niebezpieczna, niż ekspansja zachodniej antykultury. Skutki deprawacji, dokonywanej poprzez wpływy Moskwy, będą odczuwane jeszcze przez wiele lat. Dziś, jak w czasach Piotra I, potrzebna jest Rosji nowa stolica, a sama Moskwa musi zostać poddana kwarantannie. Nowa stolica powinna zostać przeniesiona do powstałego specjalnie z tej okazji miasta, położonego w pobliżu geograficznego centrum Rosji. „Inacze” proponuje, by Kitież (bo tylko on mógłby być, zgodnie z tradycją, stolicą Rosji) umiejscowiono na Syberii, gdzie rozpocznie się przebudzenie Rosji. Będzie to „miasto klasztorów i festiwali rockowych, procesji i parad techno, ziemskich soborów i spotkań hackerów, modlitw i czystej miłości, ludzi żyjących według własnych reguł i własnego prawa”. Będzie to nowa duchowa stolica Rosji i dowód na to, że cywilizacji rosyjska „podnosi się z otchłani, zrzucając okowy wiekowego snu”. Oczywiście sama przeprowadzka stolicy nie wystarczy – problem tkwi w tym, że minione stulecia odzwyczaiły Rosję od samodzielności. „Demoskwicyzacja” to zatem nie tylko przeniesienie centrum kraju z jednego miasta do drugiego, ale także odejście od zgubnej tradycji „równania do centrum”, szczególnie w sferze kultury i duchowości. Potrzebny jest przyspieszony rozwój prowincji i polityka wyrównania regionalnych potencjałów. Misją nowej stolicy nie może być przytłoczenie sobą Rosji, jak to ma miejsce w przypadku Moskwy, a przebudzenie całego kraju do życia – nie może to być „czarna dziura”, w której znikają wszystkie siły i talenty, a raczej centrum przeobrażeń, popychające ku samodzielnemu rozwojowi i aktywnemu życiu. Kiedy taki właśnie Kiteż wyłoni się na powierzchnię [6], Rosja znów będzie mogła stać się Rosją.

opr. PMK

[1]Wadim Sztiepa – rosyjski filozof i publicysta, badacz wpływów tradycji ezoterycznych na rozwój kultury i politykę. Jest redaktorem naczelnym pisma „Inacze” i autorem książki Inwersija (brw.), współpracuje też z dziennikiem „Niezawisimaja Gazieta”. Rosyjski tygodnik „Wiesti Karelii” wychodzi z założenia, że Sztiepa to „osoba znana, ale mówi się, że raczej w wąskich kręgach. Z tym, że kręgi te roztaczają się po całej Rosji i nie są już chyba takie wąskie” („Wiesti Karelii”, lipiec 2002 r.).

[2] Koncepcja ta stała się kanwą książki Jeana Thiriarta L’Empire Euro-Soviétique de Dublin a Vladivostock: L’après Yalta (Bruksela 1983), głoszącej – w obliczu reaganowskiej ofensywy – potrzebę budowy europejsko-sowieckiej osi. W wywiadzie dla “Conscience Européenne” (1984) na pytanie: „A więc opowiada się Pan za totalną współpracę z ZSRS?”, odpowiadał: „Totalną i absolutną. Ale nie bezwarunkową”. Dodawał przy tym jednak, że gdyby Rosjanie odrzucili propozycję współpracy z Europą próbując ją zdominować, napotkają na twardy opór.  Thiriart (1922-1992) był jednym z najbardziej znanych polityków belgijskich ubiegłego stulecia. W młodości komunista, po 1945 r. stał się jednym z najważniejszych ideologów prawicy, a przy tym integracji europejskiej. Przeciwstawiał się postkolnialnej nagonce na gen. Charlesa de Gaulle’a, którego stawiał za wzór polityka dobrze rozumiejącego narodową i kontynentalną rację stanu. W 1965 r. założył Europejską Partię Komunitarystyczną. Był także twórcą pisma „La Nation Européenne”, które postulowało niezależność Europy tak od Związku Sowieckiego, jak i Stanów Zjednoczonych: „Czy Moskwa i Waszyngton to wrogowie? Nie! Konkurenci? Często! Wspólnicy? Zawsze!”. Ideologiczny antyamerykanizm i kalkulacje geopolityczne doprowadziły ostatecznie Thiriarta na pozycje prosowieckie: ZSRS ma dwa wyjścia – albo będzie kontynuował politykę gułagów uzależniając się od lokalnych organizacji komunistycznych, albo włączy się w historyczne zadanie, jakim jest integracja europejska. Wtedy i tylko wtedy, błękitne oczy oraz włosy blond będą mogły przetrwać w Dublinie, Charkowie i Władywostoku. Czy ktoś pamięta jeszcze o Waregach? Biedy Ruryk w swoim nowogródzkim grobie pewnie po dziś dzień spogląda na Zachód. Krytykował polski zryw „Solidarności” wychodząc z założenia, że przewodniczący Wałęsa to „marionetka propagandy syjonistycznej i amerykańskiej (czy można jeszcze w ogóle robić to rozróżnienie?)”.

[3] Ihumena monasteru pskowskiego, który w XVI w. pisał do wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla III: „Dwa Rzymy upadły, Trzeci stoi, Czwartego nie będzie, gdyż Twoje królestwo chrześcijańskie przez żadne inne nie zostanie zastąpione” (zob. Sonia Szostakiewicz, „Święta Ruś i Trzeci Rzym”, „Fronda” 1998, nr 11/12).

[4]Pojęcie wprowadzone przez jednego z publicystów „Inacze”. Wychodząc z założenia, że coraz więcej łączy ze sobą ludzi o tak odmiennych światopoglądach, jak tradycjonaliści i postmoderniści, Siergiej Korniew zaproponował utworzenie wspólnego frontu „postmodernistyczno-fundamentalistycznego” wymierzonego we wspólnego wroga – „utylitarny zachodni racjonalizm, totalitarne państwo, które pustoszy i kaleczy ludzką duszę, niszczy przyrodę, zamienia wszystko w kupiecki towar”.

[5]Legenda opowiada o niewidzialnym mieście, cudownie uratowanym w czasie najazdu Tatarów – w Kitieżu mają mieszkać ludzie bogobojni i sprawiedliwi, dlatego też czuwa nad nimi Opatrzność. Podanie pochodzi ze staroruskiej Kroniki Kitieża – zostało spopularyzowane przez słynną operę Nikołaja Rimskiego-Korsakowa Legenda o niewidzialnym grodzie Kitieżu i o dziewicy Fiewronii (1907).

[6] Cytowany już tygodnik „Wiesti Karelii” pisząc w tym kontekście o Wadimie Sztiepie konstatuje: To człowiek Renesansu przekonany o tym, że wszystkie jego koncepcje, nawet te na pierwszy rzut oka całkowicie nierealne, mogą się sprawdzić. Jak choćby projekt utworzenia miasta Kitież – nowej rosyjskiej stolicy. Niby to tylko mit i utopia, ale – jak zauważa Sztiepa – w początkach ubiegłego stulecia utopijnym wydawało się na przykład przeobrażenie mitu Izraela w realny organizm państwowy („Wiesti Karelii”, lipiec 2002 r.).

Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 40/41 (2004).



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»