FILIP MEMCHES „PRZESŁANIE Z KAUKAZU: REALNA ALTERNATYWA CZY REGRESYWNA UTOPIA? KONCEPCJE CZECZEŃSKIEGO TRADYCJONALISTY CHOŻA-AHMEDA NUCHAJEWA”
Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, nr 38/39, 2003.
Jedni uważają go za gangstera i terrorystę, inni – za jednego z bohaterów walk o niepodległość Czeczenii. Sam siebie dumnie określa mianem barbarzyńcy i deklaruje się jako wyznawca tradycjonalizmu hanifijskiego. Kim naprawdę jest i co ma do powiedzenia Choż-Ahmed Nuchajew – założyciel i przywódca ruchu „Lud Noego – Ziemia – Islam” (Nokhchi- Latta-Islam), inicjator gospodarczego przedsięwzięcia „Kaukaski Wspólny Rynek”? Urodził się w 1954 roku na terenie Kirgizji. Jego rodzina padła ofiarą stalinowskich deportacji ludności czeczeńskiej do Azji Środkowej. Potem przybył na Kaukaz. Mieszkał i uczył się w Groznym. W latach 70-tych podjął studia prawnicze na moskiewskim uniwersytecie. I to właśnie z okresu studiów – przerwanych zresztą – pochodzi czarna legenda Nuchajewa. Zaczynał od rozbojów i wymuszania haraczy. Jak podają rosyjskie media, trzykrotnie stawał przed sądem. Uchodzi za „ojca chrzestnego” czeczeńskiej mafii w stolicy Rosji – mafii, która udzielała „opieki” najpoważniejszym rekinom biznesu, a z czasem opanowała moskiewski rynek nieruchomości. U schyłku pieriestrojki stał się jednym z najbogatszych mieszkańców ZSRS. Jednocześnie działalność przestępcza i „gospodarcza” nie przeszkadzała mu w aktywności politycznej. Był współzałożycielem w Moskwie podziemnego komitetu na rzecz wyzwolenia Czeczenii.
Z początkiem lat 90-tych wrócił do Groznego. W okresie prezydentury Dżochara Dudajewa został szefem wywiadu usiłującej się wybić na niepodległość republiki. Kolejny prezydent Czeczenii, Zelimchan Jandarbijew mianował go na krótko jej wicepremierem. W drugiej połowie lat 90-tych nawiązał i zaczął rozwijać kontakty z czołowymi osobistościami polityki i finansjery Zachodu (między innymi z Margaret Thatcher i Jacques’em Attali). Szukał wsparcia dla projektów, których celem byłyby międzynarodowe inwestycje na Kaukazie, obejmujące zwłaszcza tamtejszy rynek naftowy. Należy do kierownictwa ruchu „Eurazja” (lider – Aleksander Dugin). Obecnie mieszka w Baku. Jest twórcą pokojowego projektu podziału Czeczenii na dwa obszary. Część równinna miałaby zostać oddana Rosji, natomiast część górzysta stanowiłaby niezależną, bezpaństwową enklawę rodów (garów), klanów (tejpów), plemion (tuchumów). W enklawie tej obowiązywałoby nie pisane prawo zwyczajowe – zbiór tak zwanych adatów, które rzekomo czerpią swe źródło z przymierza noahickiego. W przeciwieństwie do szariatu, mają one stanowić wspólną płaszczyznę duchową, moralną i ustawodawczą zarówno dla muzułmanów, jak i dla chrześcijan i żydów (tak zwany tradycjonalizm hanifijski). Warto nadmienić, iż lokalna wersja islamu na Kaukazie pozbawiona jest tendencji fundamentalistycznych i zawiera sporo naleciałości pochodzących z rdzennych wierzeń pogańskich.
Wojciech Górecki w książce Planeta Kaukaz pisze: „Działalność kryminalna była dla Nuchajewa formą walki o niepodległość. Nie uważał, że łamie prawo, po prostu tego prawa nie uznawał, podobnie jak kodeksu rosyjskich złodziei. […] Pieniądze ‘organizacji’ trafiały na Kaukaz. Za te pieniądze Dudajew próbował budować państwo”. Można się też spotkać z opinią, że autorem lansowanych przez Nuchajewa koncepcji nie jest on, lecz jego bliski współpracownik. Chodzi o mającego za sobą studia teologiczne w Krakowie i Oksfordzie, nawróconego w Czeczenii na islam Polaka, Mansura-Macieja Jachimczyka. Nie zmienia to jednak faktu, że nawiązujące do tradycjonalizmu integralnego René Guénona, poglądy Nuchajewa (w tym antymodernistyczna idea jedności religii monoteistycznych opartej o adaty) mogą być inspiracją dla zachodnich środowisk antyglobalistycznych, szczególnie w kontekście konfliktu amerykańsko-irackiego oraz napięć pomiędzy USA a „starą” Europą. I właśnie wydarzenia nad Zatoką Perską są tematem omawianego niżej artykułu „Wojna i pokój w Iraku: czarne na białym”.
MEGAKORPORACJA KONTRA RESZTA
Punktem wyjścia, a zarazem główną tezą tekstu, jest przekonanie o tym, iż obecnie polityka pozostaje na usługach świeckiej ze swej istoty ekonomii, a zatem musi wchodzić w konfrontację z religią. Konflikt amerykańsko- iracki ma więc charakter nie tylko polityczny. Ujawnia on dużo głębsze antagonizmy, które nie dotyczą już interesów poszczególnych państw. Według Nuchajewa, jesteśmy świadkami globalnego starcia pierwiastków tradycjonalistycznych z modernistycznymi. Problem należy rozpatrywać używając dwóch modeli rzeczywistości meta aksjologicznego (oś wartościowania: „czerń – szarość – biel”) oraz metasocjologicznego (oś wartościowania: rynek – polis – świątynia). Polityka jest skazana na obumieranie. Kwestią jest jedynie to, czy będzie ona musiała ustąpić przed ekonomią czy przed religią. W pierwszym wypadku „czarny” biegun ekonomii (rynek), uwarunkowany indywidualizmem, odniesie zwycięstwo nad „białym” biegunem religii (świątynią), uwarunkowanym wspólnotowością. W drugim wypadku ostateczny układ sił będzie oczywiście odwrotny, a w konsekwencji człowiek powróci od indywidualizmu i kolektywizmu do wspólnotowości. Zdaniem polityka czeczeńskiego, zasady i normy ekonomii podporządkowane są Nauce i Postępowi, natomiast zasady i normy religii – Objawieniu i Tradycji. Polis to punkt, w którym tradycjonalizm i modernizm się przecinają.
Siły będące na usługach rynku toczą bój z siłami pozostającymi na usługach świątyni. Chodzi o wyeliminowanie z życia społecznego „irracjonalnych” praw religii, żeby podporządkować tą ostatnią „racjonalnym” prawom ekonomii, i tym samym, udoskonalić polis jako mechanizm, który zaspokaja namiętności, pożądliwość i pychę. W ten sposób historyczne polis przekształca się we współczesny globalny megapolis, lub – wyrażając się precyzyjniej – w megakorporację. Wewnątrz niej wszystkie decyzje są podejmowane na podstawie racjonalnego rachunku współczynnika sprawności.
Megakorporacja – twierdzi Nuchajew – to doskonały mechanizm zaspokajania namiętności, „zaprogramowany” według praw rynku, który kategorie religijne – wiarę oraz moralność – automatycznie odczytuje jako „wirusy” i je niszczy. Na równi z tymi „wirusami” traktowane są wszelkie – pochodzące bezpośrednio bądź pośrednio od religii – kategorie Barbarzyństwa (Tradycja), Kultury (Historia) i Cywilizacji (Codzienność) zawierające w sobie jakiekolwiek elementy duchowości. Megakorporacja to wypełniona sztucznymi wartościami przestrzeń biorobotów, którym obce jest wszystko, co ludzkie w polis, i wszystko, co Boże w świątyni. W tradycjonalizmie – uważa polityk czeczeński – punktem odniesienia pozostaje pierwotna wspólnota rodowa, natomiast w modernizmie punktem dojścia jawi się wtórne indywiduum. Przejście od tradycjonalizmu do modernizmu jest procesem kolektywizacji – procesem o określonym i niezmiennym kierunku: od wspólnoty do indywiduum, od tradycji do innowacji, od tego, co duchowe do tego, co materialne, od religii Jednego Boga do ekonomii rynkowej, od świątyni do warsztatu, i wreszcie od władzy ojców do władzy dzieci. Społeczności wyrosłe ze wspólnot rodowych (ród, plemię, naród, rasa) przekształcają się w terytorialne twory lub kolektywy (wsie, miasta, państwa, cywilizacje), które z kolei pod wpływem polityki ulegają atomizacji. Pojawiają się indywidua, które nie utożsamiają się ani z żadnym terytorium, ani tym bardziej z żadną wspólnotą, a jedynie z tą lub inną korporacją, zabezpieczającą ważne potrzeby życiowe, sprowadzające się do obfitości „chleba i igrzysk”. Końcowym produktem procesu kolektywizacji jest osamotniona jednostka, wykorzeniona i wydziedziczona, która zamieszkuje betonowe polis, a swoje potrzeby realizuje na wirtualnym rynku. Kogoś takiego trudno nazywać człowiekiem w pełnym sensie tego słowa – to poczłowiecza istota, całkowicie pozbawiona sfery duchowej. Zważywszy na fakt, że świadomość i egzystencja takiego biorobota uwarunkowane są odruchami konsumpcyjnymi, instynktami i namiętnościami, można go też nazywać dzikusem. Biorobot czy inaczej dzikus to były człowiek, który nie jest zdolny pełnić funkcji ani rodzica, ani dziecka, a zarazem preferujący realizację swojej tożsamości jako „producent” albo „konsument”.
Tak więc, według Nuchajewa, tradycjonalizm stawia na Objawienie, wcielone w wielki łańcuch żywej Tradycji, bez jakichkolwiek poprawek, przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez ojców dzieciom, jako źródło obiektywnego kryterium rozróżniania dobra i zła. Modernizm zaś za obiektywne kryterium rozróżniania korzyści i strat, wybiera ekonomiczny rachunek współczynnika sprawności, opierającego się na zasadzie racjonalności, w oderwaniu od wszelkich religijnych kategorii wiary oraz moralności. Tradycjonalizm i modernizm – stwierdza polityk czeczeński – wzajemnie się wykluczają. W punkcie przecięcia się dwóch elementów – „białego” i „czarnego” – powstaje „szara” hybryda. Element „biały” to nie skażone namiętnościami wartości duchowe, będące priorytetem dla człowieka w jego archetypowym, naturalnym stanie. Koran i Biblia wskazują na taki stan, gdy chodzi o Stworzony Świat, odrodzony po Potopie i dany przez Boga na mocy Przymierza wspólnocie rodowej, której głową był patriarcha Noe. Wspólnota ta to wzór podmiotu Wiekuistego Przymierza. Kierowała się ona naturalnym i świętym prawem, a za swoją świątynię uważała całą Ziemię. Element „czarny” to, według Nuchajewa, obszar występowania wartości materialnych, będących priorytetem dla indywiduów, które ulegając na przestrzeni dziejów namiętnościom, wyobcowały się od życia we wspólnocie. Indywidua te mają swój typ zbiorowości. Jego wzorem jest – zarządzane przez pierwsze w historii państwo przedsiębiorstwo – społeczeństwo otwarte w Nowym Świecie, opisane w Konstytucji USA. Etapem pośrednim – uważa polityk czeczeński – pomiędzy „białym” Stworzonym Światem a „czarnym” Nowym Światem pozostaje „szary” Stary Świat, który nie odrzucił jeszcze całkowicie wspólnotowości, lecz zmierza ku indywidualizmowi. Jeśli rzeczywistość obserwujemy z perspektywy „szarej”, to skazani jesteśmy na relatywizm, co uniemożliwia nam dostrzeżenie prawdy.
Kolor „szary” ma to do siebie, że – w przeciwieństwie do „białego” i „czarnego” – posiada rozmaite odcienie i nie stanowi jednolitej jakości. I taka jest też polityka. To chaotyczny melanż pierwiastków duchowych i materialistycznych, religijnych i świeckich, naturalnych i sztucznych. Aby wskrzesić zdolność rozróżniania dobra i zła, prawdy i kłamstwa, światłości i ciemności, „czerni” i „bieli”, koniecznie należy – twierdzi Nuchajew – powrócić do naturalnego świata wierzących. W tym świecie każda wspólnota naturalna – ród, plemię, naród – żyje zgodnie ze swoimi obyczajami, a w sytuacjach, kiedy są rozbieżności, ucieka się do Objawienia i Tradycji. W Objawieniu można znaleźć archetypy tych sytuacji. W Tradycji natomiast znajdują się przekazywane z pokolenia na pokolenie, ufundowane na tych archetypach, normy właściwego zachowania oraz to, jak je wiernie stosować w codziennej praktyce życia zbiorowego. Zdaniem czeczeńskiego polityka, w wyniku wzajemnego wyobcowania ojców i dzieci, pierwotna statyka społeczna wypierana jest przez wtórną dynamiką społeczną. Następuje zderzenie będących motorem modernizacji namiętności dzieci z archaicznymi obyczajami ojców. Aby odróżnić rolę ojca w naturalnym stanie Tradycji od roli ojca w sztucznym stanie Historii, która rozwija się w stronę unifikacji ojców i dzieci jako biorobotów, archetypowych ojców można nazwać pierwszymi ojcami, a ich potomków wciągniętych w modernistyczny konflikt z dziećmi – ojcami historycznymi. Ojców zaś, którzy przegrali rywalizację z dziećmi należałoby nazwać ojcami wirtualnymi. Ale czasownik „wirtualny” pozbawia pojęcia „ojciec” jego pierwotnego sensu, dlatego lepiej w tym wypadku używać terminów „bioroboty” lub „dzikusy”. Warto przypomnieć, że Tora nakazuje karać śmiercią ojców, którzy grzeszą wszelkimi formami bałwochwalstwa, podobnie jak dzieci grzeszące nieokazywaniem czci swoim rodzicom.
Nuchajew uważa, iż odstępstwo „dzieci Izraela” od surowych kar to początek procesu sekularyzacji, modernizacji i indywidualizacji, rozkładającego wspólnotowo- patriarchalny, rodowo-plemienny sposób życia świętego Narodu Wybranego (społeczeństwo zamknięte) oraz jego przekształcania się w świeckie, bezbożne państwo (społeczeństwo otwarte). Zastąpienie „okrutnego” Prawa Bożego „łagodnym” Prawem Publicznym, które nie przewiduje żadnych sankcji za bałwochwalstwo i za nieokazywanie przez dzieci czci ojcom, jest tą innowacją, która doprowadziła do obecnej sytuacji. Polis to zbiorowość konstytuowana mocą bałwochwalczego Prawa Publicznego. Według polityka czeczeńskiego, na meta aksjologicznej mapie, zarówno w wypadku „zachodniego” rynku, jak i – „wschodniej” świątyni, polis jest obszarem peryferyjnym. Model ten zakłada, że przyroda (ekosystem, biosfera, Ziemia) ma przeciwstawne znaczenie dla ojców kroczących ścieżką tradycjonalizmu oraz dla dzieci idących drogą modernizmu. Ojcowie traktują przyrodę jako Boże stworzenie, wartość naturalną, świętość, jednym słowem – „świątynię”. Dzieci dostrzegają w przyrodzie produkt przypadkowych materialno-energetycznych procesów, wartość utylitarną, surowiec, jednym słowem – „warsztat”, w którym wszystko się wytwarza na sprzedaż.
Zdaniem Nuchajewa, rosnącej przewadze dzieci nad ojcami towarzyszy postęp naukowo-techniczny. W świątyni natomiast, czyli tam, gdzie dominuje „biel”, nie ma miejsca na konflikt pokoleń, a więc i na – bezradną wobec „czerni” i rynku – „szarość” i politykę. W obrębie „białej” zbiorowości nie istnieje potrzeba politycznych podbojów mających na celu zdobywanie kapitału, informacji, władzy. Bo polityka to ciągłe ustępstwa ojców na rzecz dzieci, co oznacza oddalanie się od tradycjonalizmu w kierunku modernizmu. Przy tym ojcowie historyczni zachowują się „schizofrenicznie”, gdyż z jednej strony próbują dogadzać dzieciom, z drugiej zaś – są przywiązani do swoich nawyków bycia autorytetami. Jeśli więc nie nastąpi zdecydowany odwrót od nieskutecznego konserwatyzmu ojców historycznych ku przedhistorycznemu tradycjonalizmowi pierwszych pokoleń, to skończy się to pochłonięciem „szarego” polis i „białej” świątyni przez „czarną” dziurę rynku, a Stworzonego Świata i Starego Świata przez Nowy Świat.
JAK DORASTAŁ LEWIATAN
Podejmując kwestię wojny amerykańsko- irackiej, polityk czeczeński podkreśla, że toczy się ona o bogactwa, których deficyt z roku na rok w świecie rośnie, i bez których rynek zginie natychmiast, a polis – powoli, lecz też nieuchronnie. Z perspektywy zewnętrznej „drapieżnikiem” w wojnie nad Zatoką Perską są USA, natomiast „ofiarą” – Irak. Z przekazów medialnych wynika, że konflikt ten niczym się nie różni od innych zbrojnych konfrontacji. Mamy też obsadę ról. George Bush junior reprezentuje „Waszyngton”, „USA”, „cywilizację judeochrześcijańską”, „Zachód”, natomiast Saddam Husajn – „Bagdad”, „Irak”, „cywilizację islamu”, „Wschód”. Ale obecne amerykańskie podboje różnią się od wcześniejszych, znanych z historii podbojów imperialnych. Państwo Aleksandra Macedońskiego, Francja Napoleona I, Niemcy hitlerowskie mogłyby istnieć bez anektowania obcych krajów. Tymczasem Bush junior jest zmuszony podporządkowywać sobie kolejne obszary ziemskiego globu, gdyż amerykańskie państwo-przedsiębiorstwo może funkcjonować tylko w skali globalnej. Prezydent USA i jego prawicowe, neokonserwatywne otoczenie nie kierują się żadnymi moralnymi czy religijnymi sentymentami, lecz biorą pod uwagę wyłącznie ekonomiczny rachunek współczynnika sprawności.
Państwo amerykańskie – uważa Nuchajew – powstało na bazie filozofii Davida Hume’a, którą cechowały racjonalność i pragmatyzm. Hume formułował swoje poglądy na naturę ludzką obserwując ludność bogatych i postępowych miast Szkocji, Anglii i Francji. Jego antropologia inspirowała pierwszego ministra finansów USA, czołowego współpracownika George’a Washingtona, przywódcę „federalistów”, Alexandra Hamiltona. Hamilton odrzucił zasadniczą dla rewolucji amerykańskiej ideę konfederacyjne demokracji na rzecz idei unitarnej technokracji, która we wszystkich aspektach życia żeruje na najniższych ludzkich potrzebach. USA to megakorporacja, której żadne z państw Starego Świata nie prześcignie w technokratycznej rywalizacji, gdyż ogromny „balast” Tradycji oraz Historii „obciążający” instytucje tych państw stanowi przeszkodę dla rynkowo gospodarczego postępu. Zdaniem czeczeńskiego polityka, dzisiejsza militarno-ekonomiczna potęga USA opiera się na: 1) zatwierdzeniu wywodzących się z filozofii Hume’a norm zachowań, w imię których przybysze ze Starego Świata nie tylko zrywali z korzeniami i dziedzictwem ojczystych krajów, ale i gotowi byli popełnić jakąkolwiek „podłość”, aby utrzymać w swoim władaniu tereny rdzennych mieszkańców Ameryki; 2) budowie państwa-przedsiębiorstwa; 3) zagwarantowaniu prymatu ekonomii nad polityką oraz polityki nad religią poprzez rozdział kościołów od struktur państwowych, oddzielenie ekonomii od moralności, odrzucenie cykliczności Tradycji na rzecz linearności Postępu.
Według Nuchajewa, dzięki tym trzem czynnikom, na przestrzeni zaledwie dwóch stuleci, USA potrafiły szybko osiągnąć taki stopień cywilizacyjnego rozwoju, że stały się najbogatszym i najsilniejszym państwem świata. Może ono sobie teraz pozwolić na rozpoczęcie likwidacji wszystkich swoich wrogów, nie licząc się z takimi politycznymi anachronizmami jak: państwo narodowe, suwerenność państwowa, granice państw, ONZ, prawo międzynarodowe, prawa człowieka i obywatela, społeczeństwo obywatelskie, demokracja, i inne przeżytki minionej epoki. Zdaniem Nuchajewa, najważniejszymi priorytetami prawicy amerykańskiej u władzy, od prezydentury Richarda Nixona począwszy a na prezydenturze Busha juniora skończywszy, są: 1) ekspansja i hegemonia dolara na globalnym rynku finansów; 2) ekspansja i hegemonia amerykańskich spółek naftowych na globalnym rynku energetycznym; 3) ekspansja i hegemonia amerykańskich sił zbrojnych na globalnej arenie geopolitycznej; 4) ekspansja i hegemonia amerykańskich mediów na globalnym rynku informacji; 5) traktowanie europejskich, rosyjskich, arabskich oraz dalekowschodnich konkurentów lub oponentów i wszystkich ich sojuszników jako wrogów państwa-przedsiębiorstwa, którzy usiłują „zatrzasnąć drzwi” Starego Świata przed wartościami Nowego Świata, w tym przed american way of life.
USA nie mogą sobie pozwolić na powstrzymanie się od globalnej ekspansji, gdyż tylko ona może zabezpieczyć obywatelom amerykańskim taki poziom życia, który zaspokaja ich pożądliwość i pychę. Poza tym takie zahamowanie uderzyłoby nie tylko w militarną hegemonię Amerykanów, ale i naruszałoby ufność „społeczności międzynarodowej” do amerykańskiego dolara, stanowiącego fundament piramidy finansowej, zbudowanej z instytucji Wall Street, Banku Światowego i innych podobnych organizacji. W tym kontekście dla Nuchajewa zrozumiałe jest to, że ciosom waszyngtońskiego Lewiatana wymierzonym w Stary Świat towarzyszyć będzie lekceważenie sprzeciwu ONZ, Unii Europejskiej, Rosji i Chin. Logika Pax Americana jest prosta: „Kto nie z nami, ten – z terrorystami”. Po 11 września 2001 roku wróg USA ubrany został w mundur islamskiego fundamentalisty, ale jutro może to być habit prawosławnego mnicha, uniform chińskiego komunisty bądź garnitur europejskiego intelektualisty. Dla Lewiatana nie ma znaczenia kto jest jego wrogiem – ważne, że wróg w ogóle istnieje. Bez istnienia wroga społeczeństwo konsumpcyjne mogłoby przerzucić poparcie z prawicowych „jastrzębi” na lewicowe „gołębie”, które zawsze są gotowe marnować fundusze federalne na produkcję nie „kija”, lecz „marchewki” (i w takiej sytuacji zaspokajane są nie ambicje generałów, lecz chciwość obywateli).
„OŚ DOBRA”
Nie wszyscy ludzie – oznajmia Nuchajew – zdegradowali się obecnie do poziomu konsumpcyjnej tłuszczy, która zapomniała że świat nie jest jednolity, bo występują w nim: Barbarzyństwo („Góry” – absolutny priorytet wartości duchowych nad duchowymi), Kultura („Ląd” – dynamiczna równowaga pomiędzy wartościami duchowymi i materialnymi) oraz Cywilizacja („Morze” – względny prymat wartości materialnych nad materialnymi). To właśnie dlatego megakorporacja, czyli współczesna Dzicz („Wirtualność” – absolutny priorytet wartości materialnych nad duchowymi) ma swój żywotny interes w tym, żeby w niekontrolowanych przez nią „białych” strefach Barbarzyństwa oraz „szarych” strefach Kultury i Cywilizacji wywoływać chaos. To najbardziej skuteczny sposób rozkładania zamkniętych i półzamkniętych społeczeństw, tradycyjnych i historycznych zbiorowości. A zatem megakorporacja wspomaga te siły, które w tym chaosie dokonają wyboru w kierunku „czarnych” wartości rynku. Zdaniem polityka czeczeńskiego, Stary Świat może na tę sytuację odpowiedzieć w dwojaki sposób: 1) symetrycznie – podejmując technokratyczny wyścig z USA i zawiązując taktyczne sojusze w imię hasła „Kto nie z nami – ten przeciw nam”; lub 2) asymetrycznie – rezygnując z wszelkiej technokratycznej rywalizacji, przewartościowując wszystkie wartości, zmieniając reguły gry, dokonując aksjologicznego wyboru, odwracając się od modernizmu ku tradycjonalizmowi, od miasta ku wsi, od ekonomii ku ekologii, od polityki ku moralności, czyli w skrócie – od rynku ku świątyni, w imię hasła „Kto nie przeciw nam – ten z nami”.
Krajem szczególnie dziś predysponowanym do tego, aby podążyć drogą asymetryczną jest, według Nuchajewa, Rosja. Chodzi tylko o to, aby inni, zamożni wrogowie USA, zajęli neutralną pozycję, i Rosji nie przeszkadzali. W ten sposób Rosja będzie mogła w odniesieniu do Unii Europejskiej i całej reszty zastosować hasło: „Kto nie przeciw nam – ten z nami”. Siłą Rosji jest paradoksalnie zacofanie tego kraju, a zarazem obfita obecność na jego gigantycznie rozległym terenie bogactw naturalnych. Do tego dochodzi prawosławna pobożność rosyjskiego chłopa oraz agrarny konserwatyzm rosyjskiej prowincji, która nie weszła jeszcze w fazę industrializacji. Polityk czeczeński stwierdza, iż w przeciwieństwie do Rosji, Europa to przestrzeń neopogańska. Z kolei pogańskie Chiny zachowują swoją tożsamość jedynie w formie. W treści Kraj Środka poddaje się modernizacji na modłę amerykańską. Przy tym potencjał broni masowego rażenia, jaki wspólnie posiadają Rosja, Francja i Chiny pozwala wciąż powstrzymywać USA od jakiekolwiek bezpośredniego ataku wymierzonego w te trzy państwa lub w ich sojuszników ze Starego Świata. Zdaniem Nuchajewa, przed Rosją rysują się więc ogromne szanse, aby wypełnić swoją historyczną misję. Kraj ten musi jednak zejść ze ścieżki modernizacji i westernizacji. Rosja powinna przede wszystkim zacząć czerpać inspiracje z prawosławia i kultury słowianofilskiej, oraz wykorzystywać swoją autarkiczną strukturę gospodarczą i własne bogactwa naturalne.
Według polityka czeczeńskiego, podobne szanse ma… Irak. Państwo irackie było tworem dzieci, które uległy pokusom rynku i polis, modernistycznej doktrynie państwa narodowego, postkolonialnej, świeckiej ideologii panarabizmu, przejętej przez rządzącą partię Baas. Alternatywą nie jest bynajmniej teokracja na wzór irański czy też saudyjski ani żaden inny rodzaj ustroju państwowego. Iraccy Kurdowie i Arabowie, sunnici i szyici, powinni dostrzec w obecnej sytuacji dogodny moment na stworzenie przedpaństwowego, trybalistycznego ładu w oparciu o wspólnotowo-patriarchalne organy samorządu, typowe dla ustroju rodowo plemiennego. Będzie to w zgodzie z zasadami Koranu i zapisami Konstytucji Medyńskiej.W Medynie zawiązała się bowiem dobrowolna konfederacja rodów i plemion, na czele której stanął Mahomet. Nie był on bynajmniej głową państwa, lecz w okresie wojny – wodzem, a w okresie pokoju – sędzią. Dodajmy też, iż demilitaryzacja, depolityzacja i dekomercjalizacja Iraku powinna pomóc w przezwyciężeniu historycznego rozłamu, jaki dzieli sunnitów i szyitów.
Nuchajew uważa, iż dwa tradycjonalistyczne impulsy – jeden nadchodzący z prawosławnej Północy, drugi – z islamskiego Południa, powinny spotkać się na Kaukazie, który chroni jeszcze Tradycję naturalnego prawa zwyczajowego (adaty) oraz instytucje wspólnotowo patriarchalnego ładu, charakterystyczne dla Stworzonego Świata. Natomiast zamożne kraje postindustrialne nie są w stanie zrezygnować z modernizmu, gdyż są one daleko posunięte w rozwoju, i mogą funkcjonować jedynie z pomocą scentralizowanych struktur państwowych, będących pośrednikiem pomiędzy megakorporacją a indywidualnym konsumentem. A przyszłość Lewiatana wydaje się politykowi czeczeńskiemu przesądzona. Po pokonaniu swoich wrogów, państwo przedsiębiorstwo zacznie „pożerać” swoich sprzymierzeńców, a na końcu samego siebie, niczym mityczny morski wąż połykający własny ogon. Takie są nieubłagane konsekwencje niepohamowanego konsumpcjonizmu. I wtedy wszystkie ocalone narody będą mogły się zwrócić ku tradycjonalizmowi reprezentowanemu przez „oś dobra” Rosja – Kaukaz – Irak.
Oczywiście Nuchajew stawia sobie pytanie: czy nie jest to wizja utopijna? Przecież politycy i urzędnicy rosyjscy rozpatrują rzeczywistość w kategoriach doraźnych interesów osobistych i grupowych, a nie zaprzątają swoich głów kwestiami religijno-moralnymi. I dlatego przesłanie tradycjonalizmu hanifijskiego adresowane jest szczególnie do duchowieństwa i inteligencji. Natomiast ważne jest, żeby klasa polityczna w Rosji zdała sobie sprawę z tego, że dziś doraźne interesy zaczynają się coraz ściślej łączyć z kondycją ducha narodowego i racją stanu. Według polityka czeczeńskiego, Rosja powinna więc: 1) uzależnić wartość rubla od wartości złota, co spowoduje wzrost w skali światowej ceny tego surowca, pozostającego głównym rosyjskim zasobem naturalnym (półtora miliarda muzułmanów na naszej planecie będzie dokonywać transakcji rublowych, gdyż Koran zezwala używać jako waluty złota i srebra, a zakazuje lichwy, która stanowi nieodłączny element, opartego na dolarze, współczesnego systemu bankowego); 2) uczynić odrodzenie swojej wsi priorytetem polityki budżetowej państwa, 3) edukacyjną, kulturalną i informacyjną strategię państwa powierzyć Cerkwi prawosławnej; 4) wziąć na siebie odpowiedzialność za proces reformowania ONZ – dążyć do tego, aby tę organizację państw przekształcić w organizację narodów, przewyższających znacznie swoją liczbą na Ziemi państwa narodowe; 5) ogłosić moralną zasadę „Kto nie przeciw nam – ten z nami”, aby skierować cały potencjał ludzkości na ocalenie środowiska naturalnego i odrodzenie duchowe, co spowoduje, że narody Ziemi podzielą się na „białych” zwolenników „osi dobra” i „czarnych” zwolenników USA.
W taki oto sposób – twierdzi Nuchajew – może być zainicjowana brzemienna w skutkach reakcja łańcuchowa. Rosyjsko- francusko-chińska „tarcza jądrowa” uchroni świat przed amerykańskim szantażem użycia broni masowego rażenia. To z kolei sprawi, że zacznie podupadać technokratyczny autorytet USA, a wirtualna piramida finansowa – zbudowana na „pustych” dolarach, nadrukowanych w takiej ilości, że nie mają one pokrycia ani w złocie, ani w nafcie ani w innych zasobach naturalnych – będzie się rozlatywać. Do tego dojdzie krach amerykańskiego aparatu przemocy i uwolnienie od niego zarówno narodów Starego Świata, jak i dysydentów w Nowym Świecie. Konkluzja polityka czeczeńskiego jest następująca: narody „osi dobra” mają za zadanie pomóc Rosji wypełnić „mesjańską misję”, którą wyznaczyli jej Fiodor Dostojewski i inni „duchowi ojcowie” słowianofilstwa. Biorąc na siebie tę rolę, Rosja stanie się liderem zjednoczenia prawosławnej Północy z islamskim Południem, indywidualistycznej Europy z kolektywistyczną Azją, Cywilizacji i Kultury z Barbarzyństwem, dzieci z ojcami, a w rezultacie: Starego Świata ze Stworzonym Światem. Ten powrót musi trwać długo. Praca, którą wykonuje „złotnik”, w „szarości” oddzielając „biel” od „czerni”, jest żmudna i wymaga czasu.
RATUJMY SIĘ SAMI
Trudno nie zgodzić się z tą częścią diagnoz Nuchajewa, która bliska jest krytyce nowożytności. Krytykę taką uprawiało wielu inspirowanych chrześcijaństwem, wyczekujących „nowego średniowiecza” myślicieli (między innymi Nikołaj Bierdiajew, G. K. Chesterton, Richard Weaver), upatrujących w takich zjawiskach jak renesansowy humanizm, filozofia oświecenia, desakralizacja kultury, idea postępu, egalitaryzm, źródeł duchowego kryzysu ludzkości. Inaczej należy ocenić recepty polityka czeczeńskiego. Naiwny jest, wykazujący analogie z anarchizmem Lwa Tołstoja, radykalizm – zwłaszcza postulaty trybalistyczne (i to odnoszące się do Rosji i Iraku!) – który na Zachodzie pozostaje domeną wyłącznie środowisk niszowych i subkulturowych. Ale już w krajach dawnego Związku Sowieckiego radykalni – może nawet, użyjmy tu terminologii demoliberalnej, „ekstremistyczni” – intelektualiści mają uchylone drzwi do najwyższych szczebli władzy (vide Dugin jako doradca Władimira Putina). Kiedy Nuchajew charakteryzuje USA jako złego, okrutnego Lewiatana, to podąża za swoimi fundamentalistycznymi przeciwnikami, którzy dostrzegają w tym państwie Wielkiego Szatana. Polityk czeczeński nawołuje więc do budowy światowej antyamerykańskiej koalicji. Trudno chyba jednak znaleźć powód, dla którego przywódcy państw europejskich mieliby zaprosić do niej Fidela Castro, Muammara Kadafiego czy Kim Dzong Ila (oczywiście rzecz dotyczy strategii, bo taktyka – czego dowodzą chociażby spory w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – może być już bardziej elastyczna).
Z kolei realizacja przez Rosję swej „misji mesjańskiej” oznaczałaby chyba nic innego, jak schlebianie apetytom mocarstwowym Kremla oraz odrodzenie wielkoruskiego imperializmu, a to chyba nie przypadłoby do gustu ani Chinom, ani nawet najbardziej rusofilsko nastawionym członkom Unii Europejskiej, czyli Francji i Niemcom. Wreszcie nie wiadomo, jak miałoby powstać i funkcjonować irackie trybalistyczne, bezpaństwowe społeczeństwo zamknięte (teren Iraku różni się od niedostępnych dla „czarnych” i „szarych” obcych najeźdźców, „białych” gór Czeczenii), kto miałby stanąć na czele takiej wspólnoty rodowo-plemiennej. Antyamerykanizm to dzisiaj zaledwie kontestacyjna postawa dzieci, odrzucających, utożsamiany przez nie z kapitalizmem oraz moralnością mieszczańską, autorytet wszelkich – nie tylko historycznych i wirtualnych – ojców. Ten bunt jest de facto wymierzony przeciw każdej tradycji, każdej religii i każdej władzy, bowiem nie mamią one mrzonkami, lecz stawiają realne wymagania, takie jak: pokora, posłuszeństwo, dyscyplina i uznanie hierarchii społecznej. Najczęściej dzieci – obecnie nierzadko ubierające się w t-shirty z podobizną Che Guevery i skandujące: „Ręce precz od Iraku!” – nie zdają sobie sprawy z tego, że są jedynie „użytecznymi idiotami” w rękach geopolitycznych rywali USA. I tak już zostanie, nawet jeśli w skutek ideologicznego bankructwa lewicy, zamienią one anarchizm bądź socjalizm na jakiś mglisty, egzotyczny i w swej istocie utopijny „tradycjonalizm”.
Gdy Nuchajew będzie nawoływał do uznania Ziemi za „świątynię”, to może zyskać na Zachodzie przychylność nie tylko rozmaitych „zielonych” ugrupowań, lecz i wszelkich sił próbujących stawiać opór „amerykanizacji” oraz dyktatowi ekonomicznemu, jaki narzucają megakorporacje. Kiedy jednak polityk czeczeński zaapeluje o ochronę życia i rodziny (przeciw rozpowszechnianiu aborcji, eutanazji, homoseksualizmu natychmiast spotka się z odrzuceniem światowej „partii” antyamerykańskiej (jej aktywistami są zwłaszcza nowojorscy intelektualiści, chociażby Susan Sontag), dla której wszelki pretekst, aby przyłożyć Bushowi juniorowi jest odpowiedni, w tym publicznie deklarowana religijność obecnego prezydenta USA i obcięcie przez niego wydatków federalnych na promujący rozwiązania antynatalistyczne (antykoncepcję, sterylizację, aborcję) Fundusz Ludnościowy ONZ.
Czy jednak przesłanie Nuchajewa nie zawiera żadnych treści, które mogłyby zainteresować współczesnego mieszkańca Zachodu, w tym również oczywiście Polski (darzymy przecież Czeczenów szczególną sympatią)? Warto przytoczyć tu jeszcze jeden fragment z książki Planeta Kaukaz: „Czeczeni przypominają sektę albo tajne stowarzyszenie. Przez dziesięciolecia nauczyli się żyć w rozdwojeniu, w dwóch rzeczywistościach. W pierwszej posiadali sowieckie paszporty, służyli w Armii Czerwonej, pracowali w sowchozach, czasem wstępowali do partii. W drugiej – należeli do tejpu, stawali przed kchelem [tradycyjnym sądem klanowej starszyzny – przyp. FM], wykonywali zikr [rytualny śpiew połączony z rytualnym tańcem – przyp. FM]”. Podobna sytuacja była i trwa aż po dzień dzisiejszy w innych muzułmańskich krajach dawnego ZSRS. Więzi rodowe, klanowe i plemienne decydowały tam o układach w lokalnych komitetach partii komunistycznej, a teraz mają przełożenie na władze nowych, niepodległych państw. Przy okazji, ciekawostką jest to, że pewnej dziennikarce – reprezentującego, bądź co bądź, anglosaską, „demokratyczną” wersję konserwatyzmu – tygodnika „Spectator”, spodobała się środkowo-azjatycka tyrania, dawnego komunistycznego kacyka, a obecnego prezydenta Turkmenistanu, Saparmurada (Turkmenbaszy) Nijazowa. Dziś Europa i Ameryka Północna stoją przed dylematem, co dalej. Rzecz jest poważna, strategiczne wybory polityczne i gospodarcze warunkują bowiem przyszłość Zachodu. Już w tej chwili państwa członkowskie Unii Europejskiej toczą bój o to, czym ona w istocie ma być: unitarną federacją krajów, narodów, regionów czy też konfederacją suwerennych podmiotów. Ale przyszłość Unii zależy od rozstrzygnięcia trudniejszych kwestii. Jak poradzić sobie z całkowitym opanowaniem światowej gospodarki przez ponadnarodowe i międzynarodowe megakorporacje? Jak przeciwdziałać temu, że wypierają one lokalny small business, i generują rozwarstwienia społeczne? Jak rozwiązać problem przejmowania władzy politycznej przez byty sprawujące władzę ekonomiczną, a zarazem zahamować rozrost biurokracji urzędniczej? Jak pogodzić industrializację i wzrost gospodarczy z ochroną przyrody?
Poza udzieleniem, z pewnością złożonych, odpowiedzi na te pytania do rozstrzygnięcia jest jeszcze jedna, kto wie, czy nie najważniejsza kwestia. Ochrona życia i rodziny pozostawia w Unii Europejskiej wiele do życzenia. Wydaje się, że politycy europejscy nie przejmują się tym, iż takimi swoimi działaniami, jak legalizacja aborcji, eutanazji, par homoseksualnych, uśmiercają swoje narody, a w efekcie całą wspólnotę kontynentalną. Pobłażliwy albo wręcz przychylny stosunek do innowacji kulturowo- obyczajowych osłabia więzi społeczne, a przemiany te oznaczają wzmocnienie postaw indywidualistycznych. Europa stoi więc przed poważnym dylematem: czy stać się przypadkowym zbiorowiskiem wyobcowanych, wykorzenionych jednostek, czy też – wspólnotą narodów, których potęga będzie owocem siły tworzących je naturalnych i organicznych wspólnot, w tym szczególnie rodzin. Jeśli Unia Europejska nie odstąpi od projektu, określanego przez Jana Pawła II mianem „cywilizacji śmierci”, to narodom europejskim dla ich przetrwania, przyjdzie chyba funkcjonować – tak jak podbijanym przez Sowietów społeczeństwom tradycjonalistycznym (Czeczenom, Tatarom i innym) – w „dwóch rzeczywistościach”. Wobec eurokratów trzeba będzie udawać przykładnych obywateli unijnych, a w wymiarze lokalnym utrzymywać już istniejące, a jednocześnie budować nowe, oddolne struktury społeczne (może nawet praktykując jakąś formą niepisanego prawa zwyczajowego), chroniące z jednej strony przed destrukcyjnym wpływem kulturowo- obyczajowej modernizacji, z drugiej zaś – przed ofensywą islamu. W znakomitym felietonie „Życie rodzinne”, Lech Jęczmyk pisze:
Polska była silna rodziną. Car Mikołaj I mówił: „Z Polakami dalibyśmy sobie jakoś radę, ale te Polki!”. Kiedy mężczyźni szli na wojnę (a chadzali często), nasze wspaniałe kobiety prowadziły gospodarstwa i wychowywały dzieci. Czy coś z tego zostało? Jeżeli prawidłowo odczytuję sytuację świata, to naszą nadzieją na przyszłość jest nasza przeszłość, nasze ‘zacofanie’. Mamy jeszcze bastiony chłopskiej gospodarki rodzinnej, małe, prężne rodzinne przedsiębiorstwa i ledwo już żywy prywatny handel. Jeżeli mamy przeżyć jako naród, z własnym państwem czy bez, musielibyśmy zachować tę siatkę krystaliczną do następnego historycznego trzęsienia ziemi. A tu i ówdzie ściany już się rysują.
Filip Memches
