ROBERT ERNST „EUROPA – CESARZ – CESARSTWO”
Pierwodruk: „Stańczyk.Pismo postkonserwatywne“ nr 40/41, 2004.
Problemem, który do głębi porusza dziś Europę a tym samym cały świat, jest problem zjednoczonej Europy. [1] Epoka działających wyłącznie na własną rękę państw narodowych dobiega w Europie końca. Tendencja ta jest wzmacniana przez cały proces techniczno cywilizacyjny, który tak bardzo zbliża ludzi ku sobie w sensie czasowym i przestrzennym, że wszystko prze w kierunku globalnego ujednolicenia. [2]
Kiedy przed paru laty Churchill ośmielił się wprowadzić do debaty politycznej ideę zjednoczonej Europy, to natychmiast znalazł w wielu kręgach pełen entuzjazmu odzew. Jednak Churchill nie był pierwszym, który rzucił to hasło. Już od dziesięcioleci Coudenhove-Kalergi bronił proroczo idei Paneuropy. Sam Napoleon, który założył system europejski, napisał europejski kodeks, powołał europejski trybunał kasacyjny, skarżąc się ze smutkiem na niepowodzenie swoich planów, powiedział: „gdybyż tylko w Europie istniał jeden naród!”[3]
Także Otto von Habsburg w swoim artykule „Co stanie się z Europą?”[4] wskazuje na fakt, że stałą polityką Amerykanów od czasu włączenia się Stanów Zjednoczonych w politykę światową było świadome i celowe działanie w kierunku zjednoczenia Europy. Wraz z rozpoczęciem drugiej wojny światowej ta idea stała się rdzeniem amerykańskich planów. To czego Amerykanie oczekują, to Europa gospodarczo i politycznie tak silna, że może stać się partnerem Ameryki w wydarzeniach o znaczeniu światowym… Dążenie to jest wynikiem amerykańskiej filozofii gospodarczej, która tylko wtedy spodziewa się dla siebie dobrobytu, jeśli na świecie istnieją inne równie silne organizmy gospodarcze, z którymi Ameryka może prowadzić wolny handel w warunkach wolnej konkurencji.
Słuszne wydaje się przekonanie, że struktura zjednoczonej Europy musiałaby być demokratyczna i federalistyczna. Byłoby wyzwaniem dla wszystkich państw i regionów Europy, gdyby jeden naród, tak jak próbował tego Napoleon i o czym marzył Hitler, uzurpował sobie okresowo dominującą rolę. [5] Każdy kraj powinien swoją specyfikę, własny rząd, swoją własną kulturę, swoją historycznie uzasadnioną pozycję zachować jako człon „starej”, historycznie, kulturowo i geograficznie bogato rozczłonkowanej Europy. Dlatego Rzesza Bismarcka była tylko „fikcją cesarstwa”. Państwo pruskie miało również, jak trafnie pisze Theodor Haecker w swojej rozprawie Rozważania o Wergiliuszu, ojcu Zachodu [6], „wnieść do niemieckiej idei cesarstwa i rzeczywistości cesarstwa te elementy, które niszczą cesarstwo od wewnątrz; centralistyczne, tępe państwo i antychrześcijański, bestialski nacjonalizm!” – tylko wtedy, gdy wszystkie ludy i narody Europy będą stały razem na tej samej płaszczyźnie, do Europy zawita pokój i dobrobyt. To równouprawnienie jest także warunkiem politycznego i gospodarczego przezwyciężenia 17 000 kilometrów granic, rozcinających 5,4 miliona kilometrów kwadratowych Europy na małe i i jeszcze mniejsze kraje.
Twierdzenia, że demokratycznie i federalistycznie zjednoczona Europa musiałaby być „republiką” albo kopią USA, nie da się moim zdaniem uzasadnić ani historycznie ani antropologicznie. Kiedy patrzymy na Europę z historycznej perspektywy, dostrzegamy, że Europa czerpała swoje najbogatsze impulsy kulturowe z idei cesarstwa. Wielkość i znaczenie Europy rosło lub spadało wraz z urzeczywistnianiem lub załamywaniem się idei cesarstwa. [7] „Jeżeli w historii Europy Środkowej istnieje czarny dzień”, pisze Friedrich Abendroth, „to jest to ów dzień roku 1806, gdy Franciszek II, cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, nazwał się Franciszkiem I, cesarzem Austrii”. [8] Jednak nawet i w tym „kadłubowym cesarstwie” krajów naddunajskich nadal świecił jeszcze blask starej idei cesarstwa.
Nie wolno nigdy zapominać o tym, że monarchia naddunajska, jeden z najważniejszych potomków cesarstwa, potrafiła sprawić, żeby różne narodowości pokojowo współistniały jedna obok drugiej zapładniając się nawzajem. Żadna władza demokratyczna nie zdołała dotąd przyznać narodowościom tak wielu praw i jednocześnie zapobiec przerodzeniu się patriotyzmu w nacjonalizm, pisał ksiądz D. Hans Asmussen.[9] Lecz także i dzisiaj idea cesarstwa nie wygasła w Austrii. Nawet socjaliści austriaccy tacy jak nieżyjący prezydent dr Karl Renner, czy zmarły w Nowym Yorku przywódca duchowy austro-marksizmu prof. Ellenbogen wyraźnie uznawali w swoich wypowiedziach i w pismach wychowawczą siłę wielonarodowego państwa i łagodzącą konflikty rolę starej korony. [10]
Tak jak Austria, również i naród niemiecki ma tytuł do tego, aby być narodem cesarstwa, tytuł, którego nie utracił i z którego nie zrezygnował; nadal żyje w nim wyobrażenie czegoś, co jest czymś więcej niż państwem; ciągle jeszcze drzemie w nim przeczucie, że cesarstwo w przeciwieństwie do „państwa-ojca” pełni matczyną funkcję.[11] Ojciec Friedrich Muckermann SJ sądzi nawet, że zadaniem narodu niemieckiego jest dopomóc w zwycięstwie idei cesarstwa i urzeczywistnieniu cesarstwa w Europie. Albowiem jest faktem, twierdzi ojciec Muckermann, że idea cesarstwa w żadnym innym narodzie na świecie nie objawiła się w takiej historycznej wielkości, jak w niemieckim; stąd wolno nam wnioskować, że musiał on posiadać do tego wewnętrzną predyspozycję, albowiem nie urzeczywistnia się na zewnątrz nic, co już przedtem nie tkwiłoby jako obraz w duszy.[12]
Nie można sobie wyobrazić prawdziwej egzystencji Niemiec, Austrii i w ogóle całej Europy bez idei cesarstwa i ładu cesarskiego. Historyczna Europa narodziła się jako cesarstwo i odrodzi się ponownie tylko jako cesarstwo. Naturalnie koncepcja cesarstwa winna być ujmowana dynamicznie a nie statycznie. Nie wolno reprodukować kopii istniejącego niegdyś porządku. Jednak zachowane być muszą istotne zasady, na których opiera się cesarstwo, a mianowicie jego uniwersalizm oraz wspaniałomyślność wobec państw pozostających z nim w związku, struktura federacyjna, gwarancja nietykalności dla poszczególnych organizmów państwowych z wzajemną ochroną praw i wreszcie monarchiczne kierownictwo cesarstwa wraz z wybranym we wszystkich krajach parlamentem. Podstawą jest federacyjna budowa nowego cesarstwa. Ów często nierozumiany i zapoznany federalizm jest, jak pisze pani Schmittmann, odwołaniem się do specyficznych wartości narodu i ojczyzny, które, przy równoczesnym zawarowaniu ich niezależności, tylko dzięki sile rozpiętej nad nimi idei mogą być połączone we wspólnotę (…). Federalizm jest w swojej najgłębszej istocie politycznym wyrazem wytworzonej przez chrześcijaństwo wspólnoty różnorodnych składników, które połączone przez jednoczący je wszystkie związek z Bogiem Ojcem, wypełniają dalej swoje naturalne, odrębne zadania w służbie nadrzędnych, wspólnych wartości.[13]
Podobnie pisze dyrektor Kolegium Europejskiego w Brugii, profesor Henri Brugmans:
Opierając się na podstawowych prawach wolności indywidualnej i zbiorowej federalizm chce, aby społeczności umacniały swoją autonomię. Popierając zasadę odpowiedzialności na wszystkich szczeblach i we wszystkich komórkach społecznych, federalizm pragnie, aby wpływ władzy przejawiał się w obszarze, który jest jej właściwy. Federalizm chce, aby ojciec rodziny, matka, szef firmy, przewodniczący związku zawodowego, prezes spółdzielni, mieli możliwość podejmowania decyzji, które leżą w sferze ich kompetencji. Federalizm polega na tym, że władza wykonawcza podejmuje i przeprowadza działania które są poddane kontroli, modyfikowane, i w razie potrzeby, zastępowane przez inne działania. Gdyż federalizm jest świadkiem ciągłego powstawania i łagodzenia napięć, występujących między siłami społecznymi i «siłami moralnymi» wszelkiego rodzaju. [14]
Federalistyczne poczucie państwowe bardzo dobrze komponuje się z monarchicznym kierownictwem cesarstwa. Argumenty wysuwane na rzecz dziedzicznej monarchii zachowują a fortiori swoją ważność także w przypadku dziedzicznego cesarstwa. Koniecznym warunkiem zachowania jedności cesarstwa i trwałego pokoju wewnętrznego jest dziedziczny monarcha. Gdyby każdorazowo cesarz miał być wybierany czy to na pewien okres lub dożywotnio z grona królów rządzących krajami, które wchodzą w skład cesarstwa, prowadziłoby to do napięć i sporów. Takie wybory sprzyjałyby tylko pobudzaniu imperialistycznych ambicji wybranej dynastii i jej kraju. Dyplomatyczne intrygi byłyby nieuchronnym skutkiem takiego nie-ładu.
W celu zapewnienia pokoju w cesarstwie należałoby wprowadzić zasadę, że cesarz nie może być równocześnie królem któregoś z krajów cesarstwa, choćby najmniejszego. Dzięki temu cesarz zachowywałby wolność i niezależność wobec innych monarchów i nie dochodziłoby do rywalizacji o władzę. Aby być gwarantem politycznej i kulturalnej jedności cesarstwa oraz wyrazicielem jego historycznej tradycji i ładu prawnego musiałby cesarz pochodzić z dynastii, która od niepamiętnych czasów była i jest związana z powstaniem i wzrostem cesarstwa, z jego kulturą i polityką, z jego wzlotami i upadkami, z ideałami panującymi na całym jego obszarze.
Antropologiczno-psychologicznym uzasadnieniem dla odrodzenia idei cesarstwa w Europie jest decydujące znaczenie cesarza jako osobistości, która jednoczy i godzi kraje europejskie. Jedność i pokój, porządek i sprawiedliwość nie rodzą się z abstrakcyjnych teorii, nie biorą się z zimnych ustaw i paktów ani z debat parlamentarnych. Rzeczy wielkie powstają tylko dzięki wielkim osobowościom. Jednakże, aby taka wielka rzecz – a zjednoczone, cieszące się pokojem cesarstwo jest z pewnością czymś wielkim! – mogła się na trwałe urzeczywistnić, to tylko poprzez osobowość wywodzącą się ze starej, zakorzenionej w tradycji dynastii.
Postaci o wielkiej sile charakteru (choćby nie wiadomo jak genialne), które dzięki szczęśliwemu przypadkowi ustanawiają cesarstwo, pojawiają się i znikają jak komety. Kiedy odchodzą, „ich” cesarstwo upada. Brakuje im oraz ich cesarstwu właśnie tej naturalnej tradycji i historyczno-kulturalnych podstaw. Dlatego ponowne ustanowienie cesarstwa europejskiego nie może być dziełem szczęśliwego trafu, ani też nie wolno z nim eksperymentować, oddając je w ręce demokratycznie wybranego parweniusza .
Z problemem cesarstwa związanych jest wiele kwestii. [15] Wskażmy na najważniejsze z nich.
a)
Czy Niemcy powinny być częścią cesarstwa europejskiego jako zintegrowane państwo, czy też poszczególne niemieckie landy powinny wejść do struktury tego cesarstwa jako równoprawne kraje? To drugie rozwiązanie z bardzo istotnych powodów wydaje się nam najlepsze. Wówczas bowiem stałyby obok siebie w nowym cesarstwie jako równoprawni partnerzy: Bawaria i Austria, Belgia i Nadrenia, Dolna Saksonia i Holandia, itd. Jednakże w takim przypadku nieodzowne byłoby, żeby również i Francja podzieliła się na kilka krajów (jak Bretania, Alzacja-Lotaryngia, Sabaudia, Francja Północna i Francja Południowa) Europa i aby weszły one w skład cesarstwa europejskiego jako równoprawne kraje. Gdyby Niemcy miały wejść w skład cesarstwa jako pojedyncze kraje, a Francja przeciwnie jako kraj zintegrowany, to mogłoby się pojawić podejrzenie, czy europejska struktura cesarstwa nie jest czasami jedynie odnowieniem polityki Richelieu i Mazariniego oraz Pokoju Westfalskiego, zgodnie z którą Niemcy miałyby zostać rozkawałkowane, a Francja jako zwarta siła miałaby panować nad Europą! Gdyby jednak oba mocarstwa – Niemcy i Francja weszły w skład nowego cesarstwa pod postacią większej liczby samodzielnych państw, to ów odwieczny spór niemiecko-francuski zostałby ostatecznie zażegnany i nie byłoby już mowy o przewadze Niemiec lub Francji. Zarazem dałoby to okazję poszczególnym krajom Niemiec i Francji do rozwoju i pielęgnacji własnej kultury i tradycji [16] .
W tym duchu pisze także prof. Brugmans:
Regiony powinny odzyskać swoją odrębność. Na próżno etatyzm jakobiński i etatyzm epoki Bonapartego, skądinąd idąc w ślady Ludwika XI, Richelieu i Ludwika XIV, próbowały „zunifikować” narody, ich zwyczaje, ich języki i tradycje. Na próżno klasyfikowały one jako „separatyzm” wszelkie wysiłki podejmowane na rzecz ochrony własnego charakteru regionów. Region bez własnego charakteru jest regionem bez duszy, bez oryginalności. Federacja europejska będzie musiała zagwarantować odpowiedni status regionom europejskim, pod egidą Sądu Najwyższego i w ramach praw przysługującym jednostkom i wspólnotom. Tak więc rozwiązanie problemu staje się – z politycznego punktu widzenia – możliwe, gdyż w Europie bez hegemonii narodowej, wszystkie kraje, które ją tworzą, będą w mniejszości: Francuzi „ze środka”, tak jak Alzatczycy lub Bretończycy, Holendrzy, tak jak Fryzyjczycy itd. Zmaleje znaczenie granic, lecz przetrwają one. Czy będą takie same? To nie jest pewne. Kraj wielonarodowy, o tradycjach nie federalistycznych, lecz centralistycznych, staje się coraz słabszy. Społeczności etniczne lub kulturowe, dzisiaj z trudem mieszczące się w całości, która jest im obca, lub też rozrzucone po kilku sąsiednich krajach, zorganizują się w autonomiczne organizmy . [17]
Tego rodzaju federalistyczne ukształtowanie cesarstwa byłoby ozdrowieńczym ciosem w przesadny nacjonalizm narodów europejskich, w tę, jak mówi H. Ullmann, „wielką i niebezpieczną namiastkę religii człowieka masowego”. [18] W strukturze cesarstwa swoje znaczenie miałyby także i małe państwa. Małe państwa – pisze Hans Schadwaldt– są faktami historycznymi. Stanowią one konieczny składnik wspólnego życia w świecie państw. Ich najwyższa koniunktura miała miejsce w epoce średniowiecznych domen terytorialnych, w tamtej epoce odrębnych systemów regionalnych rozkwitały one na obszarze niemieckim, włoskim i habsbursko-burbońskim jako hrabstwa i księstwa, jako miasta republiki i miasta cesarskie. Ich blask – to właśnie małe twory państwowe były twórcami renesansu – przeminął wraz z nadejściem wielkich organizmów narodowych. Od czasu rewolucji francuskiej były one stapiane tuzinami, przetoczył się po nich walec zwycięskiego marszu nowoczesnej idei państwa narodowego, a imperialistyczna ekspansja mocarstw, zdaje się, uśmierciła je ostatecznie.
Małe państwo ma jednak prawo do życia i wielkie zadanie do wypełnienia. Jego siła tkwi w sile moralnej, którą promieniuje na zewnątrz jako ostoja prawa, wolności i pokoju, w jego funkcji jako bufora w polu sił rywalizujących interesów wielkich mocarstw, w jego dynamicznym balansowaniu na linie w systemie równowagi europejskiej, w jego nienaruszalnej neutralności. Wszystko to czyni małe państwa nieocenioną pomocą w okiełznaniu „demonizmu władzy” (…) Docenienie roli małych państw oraz ich zachowanie jest według Seton-Watsona [19] fundamentem europejskiej przyszłości.[20]
b)
Czy Anglia będzie tylko śledzić ze swojej wyspy powstawanie europejskiego cesarstwa, nie uczestnicząc w tym procesie i marząc o swoim międzynarodowym imperium (Commonwealth)? Z pewnością dopóki Imperium Brytyjskie (Commonwealth) okaże się zdolne do życia, dopóty znajdować będzie rację swojego istnienia jako uniwersalny czynnik pokoju, gdyż rozciąga się ono na wszystkie kontynenty. Unaocznia ono jedność rodzaju ludzkiego i osłabia chęć tworzenia się bloków imperiów kontynentalnych i ich niebezpieczną wrogość.
Otto von Habsburg trafnie ujął ową szczególną pozycję Anglii wobec Europy w swoim wykładzie wygłoszonym w Moguncji 16 maja 1952 roku. Arcyksiążę mówił między innymi:
Bez wątpienia Anglia, Szkocja i Irlandia były częściami Europy a ich kultura wywodzi się z tych samych źródeł, co kultura na kontynencie. Jednak z upływem dziejów dla Anglii, mocarstwa w istocie czysto morskiego, jej związki polityczne, gospodarcze i rasowe ze światowym Imperium Brytyjskim nabrały większego znaczenia niż przynależność do Europy. Brytyjskie Empire jest koncepcją o wielkim rozmachu, która, przezwyciężając przestrzeń, zrodziła prawdziwą Wspólnotę Narodów. Empire to wspólnota idei i ideałów, w której odnajdują się Kanadyjczycy, Południowoafrykańczycy, Rodezyjczycy, Australijczycy oraz mieszkańcy rozlicznych kolonii i terytoriów. Pomimo bolesnych strat, jakie poniosło, stanowi ono ciągle jeszcze jedną z najpotężniejszych i najbardziej godnych podziwu wspólnot naszych czasów. Będąc koroną, głowę i sercem imperium, musiała Anglia czuć się przede wszystkim z nim związana, jemu dochowywać wierności i stale pilnować, aby nie utracić kontaktu gospodarczego ze wszystkimi częściami swego szeroko rozciągniętego obszaru. Owa żywotna konieczność musiała mieć bezwzględne pierwszeństwo przed powiązaniami z Europą i dlatego prowadziła do stworzenia wspólnoty, którą można by niemalże nazwać nowym kontynentem. Wskutek tego Anglia musiała, ze względu na swe światowe imperium, traktować siebie w pierwszej kolejności nie jako część Europy lecz jako członka Commonwealthu. Stąd więzi z Europą musiały być podporządkowane więziom z imperium. [21]
Tak więc przywiązanej do tradycji Anglii przychodzi z wielkim trudem dokonanie reorientacji. O ile teoretycznie opowiada się ona gorąco za „integracją” europejską, o tyle praktycznie nie znajduje dla niej wielu ciepłych uczuć i stale gra, jak zauważa Gösta Uexküll, fatalną rolę „hamulcowego” w zachodnim pojeździe Europy.[22]
c)
Czy cesarzowi jako gwarantowi pokoju powinna być powierzona władza nad armiami ze wszystkich krajów jego cesarstwa, aby mógł pociągać do odpowiedzialności zewnętrznych oraz wewnętrznych burzycieli pokoju? Być może byłoby to pożądane na początku tworzenia cesarstwa; jednakże rozbrojenie winno stawać się ideałem i celem każdego rządu. Bowiem mocą człowieka jest jego duch, a nie jego pięść! – Powołanie Sądu Cesarstwa (względnie jakiegoś sądu międzynarodowego) jest czynem bardziej godnym człowieka, niż sformowanie siły militarnej, zaś wyważone słowa osobistości wyposażonej w pełnię władzy, tak jak to jest w przypadku osadzonego w tradycji cesarza, będą w stanie więcej osiągnąć, aby załagodzić ewentualne spory aniżeli huk dział i bomb! [wydaje się, że autor, piszący te słowa w kilka lat po drugiej wojnie światowej, zupełnie niepotrzebnie pragnął pozbawić cesarza stanowiska głównodowodzącego armią europejską – uwaga tłumacza].
d)
Odrodzenie idei cesarstwa jest nie tylko sprawą europejską, lecz problemem światowym. Nie możemy być aż tak krótkowzroczni, aby przy całym oczarowaniu ideą zjednoczonej Europy widzieć tylko Europę. Zapewne, Europa może być dla nas „sercem świata”, albowiem, jak pisze W. Kiechler, „w sferze materialnej jest ona ojczyzną owej rasy, która tak mądrze, jak nikt inny na świecie, wykorzystała swoje zdolności, a w sferze ducha jest pierworodną córą chrześcijaństwa”.[23] Jednak tego typu mentalność jawi się z dalszej perspektywy jako „lokalny patriotyzm” (to co Francuzi nazywają esprit de clocher). Czyż bowiem na przykład Rosja nie była także cesarstwem o głęboko chrześcijańskiej kulturze? A czy Chiny i Japonia nie są przykładami wielkiej płodności kulturalnej?
Natura ludzka jest wszędzie taka sama. Różnice są tylko wariantami. Dzieje ludów na wszystkich kontynentach dowodzą, że idea cesarstwa nie jest czysto europejskim wytworem. Cesarski ład w tej czy innej formie istniał niegdyś prawie we wszystkich kręgach kulturowych; i prawie zawsze, gdy badacze historii stwierdzają okres rozkwitu jakiejś kultury, to odkrywają, że ten rozkwit zbiega się z istnieniem mniej lub bardziej rozwiniętego porządku cesarskiego. Jest to całkowicie zrozumiałe, ponieważ socjologiczne uwarstwienie ludzkiej społeczności, która urzeczywistnia się w hierarchicznie ułożonym państwie, jest porządkiem odpowiadającym ludzkiej naturze. Dlatego także w uniwersalistycznym obrazie państwa u św. Augustyna idea stopniowanej budowy ludzkiej społeczności jest wyraźnie obecna. Augustyn przeciwstawił centralistycznemu modelowi rzymskiego cesarstwa światowego ideę wychodzącej od rodziny, uhierarchizowanej struktury prawnej, złożonej z małych państw, które winny się konfederować w większe wspólnoty państwowe. [24]
Nie byłoby zatem regresem, lecz przezwyciężeniem uwarunkowanego historycznymi okolicznościami upadku, gdyby Chiny, Indie, Brazylia itd. powróciły, mutatis mutandis, do swojego dawnego ustroju cesarskiego. Czy również Stany Zjednoczone odnalazłyby się kiedyś w idei cesarskiej? Byłoby to z pewnością niezwykle trudne przede wszystkim z tego powodu, że północnoamerykańskie państwo powstało w wyniku wspólnego działania swoich obywateli [25] i swoje „młodzieńcze wychowanie” odebrało w liberalnej szkole XIX wieku; a to, czego nauczono się w latach dziecięcych, wchodzi w krew i zapada głęboko w duszy! Ale mieszkańcy USA nie są przecież ludźmi należącymi do innego gatunku niż pozostali mieszkańcy Ziemi. Pewne jest też, że wiele nadużyć i negatywnych zjawisk występujących w życiu politycznym, w administracji i w gospodarce, które dzisiaj uchodzą za normalne zjawiska przy liberalnym pojmowaniu państwa i życia, znikłyby, gdyby Stanami Zjednoczonymi zamiast partyjnego prezydenta rządził cesarz jako odpowiedzialny obrońca sprawiedliwości i reprezentant boskiej władzy.
e)
Odpowiedź na pytanie, która dynastia powinna przejąć w Europie kierownictwo cesarstwa, nie wydaje się trudna. Nie ma chyba żadnego innego domu panującego, który mógłby pochwalić się tak wspaniałą historyczną przeszłością, żadnego, który od średniowiecza byłby tak mocno zrośnięty z losem Europy jak Habsburgowie. Pochodzącemu z Górnej Alzacji Domowi Habsburskiemu przydzielone zostało w XII wieku przez cesarza Henryka V hrabstwo w Górnej Alzacji. Już około połowy XIII wieku Habsburgowie uchodzili za najpotężniejszych panów w Szwabii i w roku 1273 za Rudolfa wstąpili po raz pierwszy na niemiecki tron królewski i na tron cesarski, który zachowywali dla siebie w latach 1273- 1291, 1298-1303, 1438-1740 i 1745-1806. Przedstawiciele Domu Habsburskiego panowali jako cesarze Austrii od 1804 do 1918 roku. Od wieków uchodzili Habsburgowie za obrońców Kościoła i europejskiej kultury.
Emil Franzel pisze w swoim znakomitym artykule „Dom Habsburgów” w „Neues Abendland”[26]:
Fakt, że Habsburgowie są najstarszą i najczcigodniejszą wśród dynastii Zachodu, że najdłużej nosili koronę Cesarstwa Rzymskiego oraz że zachowali jego ducha jeszcze przez ponad sto lat po upadku tysiącletniego cesarstwa założonego przez Karola Wielkiego, dał im szczególną pozycję wśród rodów chrześcijańskiej Europy… Żadna inna dynastia nie potrafiła tak jak oni powiązać heterogenicznych składników pozwalając im jednocześnie zachować swoją odrębność. Habsburgowie nigdy nie byli federalistyczni z powodów taktycznych lub z oportunizmu, lecz zawsze z przekonania, z poczucia wewnętrznego pokrewieństwa, jakie łączy federalizm z naturalnym ładem bytu (…). Ucisk austriackich ludów przez Habsburgów polegał na tym, jak twierdzi Robert Ingrim, że cesarz nie zezwalał żadnemu narodowi na uciskanie innego (…). W każdym razie, to czego historia zwykle wymaga od wielkich mężów – ducha agresji, podboju, przemocy i głośnych czynów, nie leżało i nie leży w naturze Habsburgów. Przez dzieje tego domu ciągnie się jak złota nić wiara w legalność i prawowitość. Nie chcieli oni nikomu czegokolwiek odbierać ani przywłaszczać sobie przemocą, zawsze tylko władać i chronić to, co im przysługiwało z mocy prawa i ustawy. Już Rudolf I, po swym całkowitym zwycięstwie nad Ottokarem Czeskim (1278), nie odbiera jego małoletniemu synowi żadnej ziemi, ani żadnego prawa, lecz wydaje za niego swoją córkę, ustanawiając pokój na zasadach pojednania i przyjaźni (…). Jeżeli prześledzi się „zdobycze” Habsburgów i rozbudowę potęgi ich domu w ciągu wieków, to nie znajdziemy żadnego najmniejszego aktu przemocy, żadnej aneksji [pominąwszy udział w rozbiorach Polski – uwaga. tłum.], inaczej niż miało to miejsce w przypadku Prus, które od napaści Fryderyka II na Śląsk coraz częściej używały tych środków dla pomnażania swej potęgi. Cały obszar, który posiedli Habsburgowie przypadł im w udziale drogą dziedziczenia lub poprzez układy. (…) O tym, że upadek monarchii habsburskiej stał się dla narodów Europy źródłem niewypowiedzianych cierpień, oraz zasadniczą przyczyną drugiej wojny światowej, przekonywał nas nie kto inny jak sam Winston Churchill (…) , i nawet zmarły na przełomie ostatniego roku prezydent federalny Austrii, Karl Renner, człowiek uczciwszy i bardziej dalekowzroczny niż większość jego towarzyszy partyjnych, nie tylko bolał w pełnych smutku słowach nad upadkiem cesarstwa Habsburgów, lecz także całkiem otwarcie dodawał, że powrócić musiałaby siła taka jak dom Habsburgów, jeśli to, co rozbite miałoby być znowu połączone w całość, a rany Europy miałyby się zasklepić.
Jest rzeczą wiadomą, pisze dalej Emil Franzel, że Otto von Habsburg to godny spadkobierca i interpretator tej wielkiej tradycji. (…) Ci, którzy go poznali i to nie dopiero wczoraj ani nawet dzisiaj, ale już przed wielu laty, gdy młody syn cesarza ledwie wyrósł z lat szkolnych, zaskoczeni byli nie tylko jego ujmującą osobowością, lecz także zakresem jego wykształcenia, pewnością sądów o ludziach i sprawach oraz odwagą, z jaką łamał wszelkie bariery, które, zdawałoby się, powinny ograniczać człowieka z jego pochodzeniem i biografią… Jest on przekonany o możliwości i konieczności europejskiego zjednoczenia i odnowy Europy.
Czy jednak Otto von Habsburg będzie mógł kiedyś jako cesarz europejskiego cesarstwa ofiarować europejskiemu obszarowi kulturowemu swoje odziedziczone zdolności i formującą siłę ducha Habsburgów? To nie zależy w pierwszym rzędzie od niego, lecz przede wszystkim od zdolności do przyjęcia go przez świat europejskiej kultury. Zależy od tego, czy w Europie zatryumfuje idea cesarska, czy raczej koncepcja państwa narodowego, a dalej, czy w zjednoczonej Europie odniesie zwycięstwo zasada hierarchicznego autorytetu, czy raczej nieludzka, niwelująca wszystko i wszystko profanująca idea równości. Jeżeli jednak Otto pewnego dnia nałoży europejską koronę cesarską, to wtedy, nawiązując do starej tradycji cesarstwa, jako cesarz Otto V. (*)
Na rezydencję europejskiego cesarza winno być wybrane miasto, którego położenie i tradycja historyczna odpowiadałyby europejskiej przestrzeni, obszarowi, europejskiej kulturze i historii. Być może w rachubę wchodziłoby stare miasto cesarskie Aachen (Akwizgran), gdzie jeszcze do dzisiaj stoi szacowny tron cesarski Karola Wielkiego, założyciela zachodniego rzymsko-germańskiego cesarstwa i gdzie w drogocennej złotej skrzyni, w katedrze tak niezwykłej pod względem architektonicznym, w tej świętości Europy, spoczywają doczesne szczątki Karola, który czczony jest tam jak święty. (…)
Nowe Średniowiecze
Pojawia się teraz pytanie, czy poprzez odrodzenie dawnego ustroju cesarskiego zmierzamy ku Nowemu Średniowieczu. Odpowiedź musi brzmieć: i TAK, i NIE!
Najpierw: TAK! – Jeżeli ustrój cesarski zostanie znowu wprowadzony w Europie, to Europa skieruje się ponownie ku tamtemu federalistyczno-hierarchicznemu porządkowi, który zapewnił jej niegdyś okres największej świetności. Zapanowałoby znowu takie pojmowanie państwa jak za czasów Henryka I, które Julius Ficker opisuje następująco:
Poczynając od nienaruszalności domu, od prawa męża do swobodnego władania na swoim, wznosi się państwowa budowla złożona z kolejnych szczebli coraz większych wspólnot. Rodziny łączą się w gminy, gminy w marchie, marchie w regiony, regiony w kraje i tak aż do cesarstwa (…). Jeżeli mniejsza część potrafi sama rozwiązać swoje sprawy, to nie oczekuje pomocy od części większej, ta z kolei nie ma prawa nic jej narzucać. To, co dotyczy tylko mniejszej części, może ona kształtować, tak jak chce, o ile nie narusza przez to interesów szerszej wspólnoty [27]. Tego typu ustrój jest z pewnością zaprzeczeniem zamkniętej, centralistycznej koncepcji państwa narodowego. Cechuje go uniwersalizm, elastyczność, otwartość na świat.
Walter Ferber pisze:
Fakt, że ustrój polityczny starego cesarstwa był tak różnorodnie ukształtowany mógł wynikać stąd, że w równym stopniu obejmował on monarchie, arystokracje i republiki oraz stąd, że wiązał ze sobą narody, które pozostawały z nim w formalnym związku prawno-państwowym, inne, które łączyło z nim prawo narodów i jeszcze inne, które były powiązane jedynie z jednym członów jego organizmu. Cesarstwo zezwalało też na istnienie tworów stanowych i socjalnych, które przełamywały granice poszczególnych terytoriów, a nawet granice cesarstwa: ponadnarodowe bractwa, stowarzyszenia, fundacje, cechy, gildie, Hanza itd. Krótko mówiąc: średniowieczne cesarstwo było bogato rozczłonkowanym „civitas ordinata” złożonym z różnorodnych terytorialnych i stanowych wspólnot, a dzięki istnieniu stanów, mających zasadniczo charakter ponadnarodowy, było ono ściśle splecione także z tymi europejskimi narodami, które nie wchodziły, lub po podziale z Mersen przestały wchodzić w skład cesarstwa. W ten sposób średniowieczna Europa, mimo braku odpowiednich środków technicznych tworzyła także wtedy, kulturowo-komunikacyjną wspólnotę, która zawstydza współczesną epokę.
Szkoły w średniowieczu były we wszystkich krajach prowadzone według tego samego programu i w tym samym języku, co sprawiało, że uczeń mógł rozpocząć swoje studia na przykład w Anglii albo w Hiszpanii, kontynuować je w Burgundii lub w Italii, a zakończyć jako absolwent w Niemczech lub Czechach. Międzynarodowe było także wykształcenie rycerskie. Kurtuazja rodem z Prowansji czy z Normandii jak i francuska poezja rycerska były kultywowane także w Anglii, Niemczech, czy w Hiszpanii. Przede wszystkim jednak międzynarodowe były uniwersytety – czym szczycą się w swej nazwie – „universitas nationum”. Tak samo międzynarodowi jak nauczyciele i studenci uniwersytetów byli podobni do nich wędrowni budowniczowie katedr, kościołów i klasztorów. [28]
Nowoczesna koncepcja państwa narodowego zdławiła, niestety, ów uniwersalizm i hierarchiczny ustrój społeczny średniowiecza. Nowoczesna filozofia państwa była przewartościowaniem wartości; głosiła ona (i głosi nadal) ubóstwienie dla jednej formy wspólnoty, to znaczy państwa, kosztem wszelkich pozostałych form życia wspólnotowego, przede wszystkim kosztem rodziny i gminy z jednej i kosztem cesarstwa z drugiej strony. Życie i kultura ludzi w Europie zostały odgrodzone granicami administracyjnymi poszczególnych państw narodowych, które uzurpowały sobie prawo (i niestety nadal uzurpują), aby prawie we wszystkich kwestiach życia i kultury mieć pierwsze i ostatnie słowo. Wraz z powrotem ustroju cesarskiego średniowieczny uniwersalizm i średniowieczna hierarchiczna struktura społeczna (mutatis mutandis!) powróciłyby do Europy.
Jeszcze pod jednym względem nowa epoka upodobni się do średniowiecza. W średniowieczu osoba znaczyła więcej niż bezosobowa organizacja. Dochowywano wtedy wierności władcy swojej ziemi, swojemu księciu, królowi i cesarzowi. Owa głęboka cześć okazywana władcy i wierność wobec niego były ze wszech miar godne człowieka, stanowiąc żywą relację między dwoma osobami. W czasach nowożytnych ten stosunek wierności został przetransponowany na tak zwaną miłość ojczyzny. Nie był to żaden postęp, przeciwnie, był to krok wstecz. Już nie kochano księcia – władcy krainy (gdyż w praktyce już takiego nie było), ale naród lub kraj: podobnie jak dziecko, które nie kochałoby ojca, lecz ojcowski dom, w którym mieszka. Zamiast osobie dochowuje się wierności organizacji, „przedmiotowi”! Miłość i wierność zostały „urzeczowione”.[29]
W „nowym średniowieczu”, gdy granice wszystkich krajów w Europie zostaną rozsadzone, kiedy zniknie bałwochwalcza cześć wobec narodu i opadnie nazbyt wysoka temperatura uczuć żywionych do ojczystego państwa, wówczas głęboka cześć i miłość obywateli kraju będą kierować się ku tym, którzy jako reprezentanci Bożego autorytetu staną się ojcami i obrońcami kraju i cesarstwa.[30]
Na pytanie, czy nowa epoka stanie się „nowym średniowieczem, trzeba jednak udzielić również odpowiedzi przeczącej. Bowiem w wielu punktach średniowiecze i nowa epoka będą się od siebie różniły. Wskażmy tutaj tylko na niektóre punkty:
(1)
Średniowiecze opierało się na poglądzie: jeden Kościół – jedno Cesarstwo![31] Kształt życia człowieka w średniowieczu podobny był do elipsy, toczyło się ono wokół dwóch jej ognisk „papieża i cesarza”.[32] Według koncepcji nadwornych teologów Karola Wielkiego cesarz jako władca światowego cesarstwa był widomym znakiem jedynego Króla Nieba i Ziemi. Kościół sprawował służbę modlitwy i uświęcania dusz, natomiast cesarz jako „defensor et rector Ecclesiae” sprawował zwierzchnie rządy nad księżmi i zakonnikami, tak że wolno było mówić o cesarskim klerze, cesarskich klasztorach i cesarskich mnichach.[33]
Owa średniowieczna teologia cesarstwa należy do przeszłości. W nadchodzących czasach istnieć będzie wiele cesarstw; wskutek tego cesarstwo europejskie nie będzie już zajmowało tak dominującej pozycji, jaką posiadało „Święte Cesarstwo Rzymskie” w epoce średniowiecza. Do cesarzy tych różnorodnych cesarstw odnosić się będzie ponownie zwrot, którego użył Ambroży w swoim kazaniu przeciwko Auksencjuszowi: Imperator intra Ecclesiam, non supra Ecclesia est! (Cesarz jest w Kościele, a nie ponad Kościołem!)
2)
Przyszłe cesarstwo Europy nie powinno być już tak nazywane jak średniowieczne cesarstwo czyli „Imperium Christianum” lub „Sacrum Imperium”. Cesarstwo Europy nie będzie wszak jako jedyne posiadać przywileju bycia „chrześcijańskim”. Należy też pamiętać o tym, że ziemskie królestwa i Królestwo Boże należą do różnych sfer bytu. Państwa i królestwa są czysto naturalnymi tworami. Mogą być one drogą do Chrystusa i jego Królestwa o tyle tylko, o ile gwarantują pokój, sprawiedliwość i wolność. Nie możemy zatem podzielić poglądu Aloisa Reppera, że „katolickie cesarstwo musi być postrzegane jako integrująca część składowa Kościoła”, i że „jego «sakramentalność» jest po części funkcją sakramentu wyświęcania kapłanów”.[34] Repper uzasadnia swój pogląd tym, że Chrystus był Kapłanem i Królem i dlatego udzielił Kościołowi mocy „wyświęcania” kapłanów i władców. Ta myśl jest wprawdzie fascynująca, ale wszak sam Repper dodaje, że Chrystus przy swoim pierwszym przyjściu nie został uznany jako Król i dlatego wstąpił w dzieje historycznego Kościoła jako Najwyższy Kapłan. Naszym zdaniem przedstawił to także sam Chrystus w przypowieści o królu, który udał się w daleką krainę, aby posiąść dla siebie królestwo i wrócić (Łuk. 19,11-27). Dopiero, kiedy Chrystus powróci w pełni chwały, objawi się zarazem w pełni swojej królewskiej władzy. [35] Poza tym w Ewangeliach nie znajdujemy żadnej wskazówki, która mówiłaby, że Pan w doczesnym porządku zbawienia miałby ustanowić sakrament wyświęcania na króla czy na cesarza. Nie oznacza to jednak, że można odmawiać Kościołowi prawa do wypowiedzenia uroczystego błogosławieństwa Bożego dla chrześcijańskiego władcy przy obejmowaniu przez niego tronu. Wprost przeciwnie jest to prawo i obowiązek Kościoła Chrystusowego.
3)
W nadchodzących czasach szczególna pozycja Kościoła w porównaniu z wieloma ziemskimi królestwami nie może być pojmowana tak, jak gdyby papież, co nierzadko miało miejsce w średniowieczu, miał rozstrzygać kwestie polityczne i prawne. Następca Piotra nie otrzymał od Boga zadania rozstrzygania czysto ziemskich sporów. Św. Łukasz opisuje w swojej Ewangelii (12, 13-14), jak pewnego dnia przystąpił do Pana człowiek z ludu, któremu zmarł ojciec, a brat przywłaszczył sobie całe dziedzictwo, i prosił Go: „Mistrzu, powiedz mojemu bratu, że powinien podzielić się ze mną spadkiem!”, Jezus odparł: „Człowiecze, a któż mnie ustanowił sędzią lub rozjemcą nad wami?”. Jeżeli sam Chrystus nie chciał ingerować w ziemskie spory, to czyż tym bardziej nie wolno tego czynić temu, kto jest tylko przedstawicielem Pana? Ponieważ w Nowej Epoce Kościół winien zająć szczególną pozycję ponad wszystkimi królestwami, to nie będzie mógł, tak jak to niekiedy bywało w średniowieczu, szukać obrony i pomocy u któregokolwiek z ziemskich władców, bowiem w przeciwnym razie mógłby być ograniczony w swojej wolności i stać się dłużnikiem jakiegoś ziemskiego królestwa.
tłumaczył Mariusz Krzyszkowski (**)
Powyższy tekst jest fragmentem książki Roberta Ernsta Monarchie und Weltherrschaft, Markus-Verlag, Eupen (Belgia) 1958 (I. wyd. 1953, ostatnie wydanie 2004). Ernst był katolickim duchownym. Oprócz Monarchie und Weltherrschaft opublikował również Die Welt von Morgen (1948) i Sakrale Monarchie (1955).
Przypisy
1. Por. na przykład Fr. Glum, Europa „Die große Konzeption”, „Neues Abendland”, sierpień 1950. Pragniemy również zwrócić uwagę na wartościowe książki poruszające tą tematykę: Walter Kiechler, Der Weg Europas (Augsburg 1948), Johannes Wilhelm Naumann, Altes und Neues Abendland (Augsburg 1948), Richard Suchwirth, Europas letzte Stunde? (Hanower 1950). Na trudności w procesie jednoczenia Europy wskazuje m.in. Gonzaga de Reynold w książce L`Europe tragique (Paryż 1934).
2. Prof. dr Karl Gailer, „Der Friedensgedanke in Geschichte und Gegenwart”, „Münchener Merkur”, 24.12.1948.
3. Cyt. za: Georg Moenius, Der neue Weltmonarch , Augsburg 1948, s.90.
4. „Rheinischer Merkur”, 16.05.1952.
5. Te nieudane próby „błędnego jednoczenia Europy” zostały jasno uwidocznione w drugiej części wystawy „Unia Europejska” przy pomocy dobitnych prezentacji (sekretariat generalny Unii Europejskiej, Frankfurt n/ M., Schaumainkai 53).
6. Opublikowane w roczniku „Der Brenner”, red. L.Ficker, jesień 1932.
7. Por. ponadto Rob. Saitschick, Bismarck und das Schicksal des Deutschen Volkes, Bazylea 1949.
8. Fr. Abendroth, „Das «kaiserliche» Volk”, „Rheinischer Merkur”, 25.04.1952.
9. D. Hans Asmussen (Kilonia), „Sacrum Imperium”, „Neues Abendland”, październik
1952, s. 582.
10. Abendroth, op. cit.
11. Karl Muth, „Die Reichsidee als politisches Kernproblem“, „Echo der Gegenwart“, 04.03.1933.
12. Fr. Muckermann, Vom Rätsel der Zeit. Gedanken zur Reichsidee, Monachium 1933, s. 24. Twierdzenie ojca Muckermanna, że idea cesarska w żadnym innym narodzie na świecie nie objawiła się w takiej historycznej wielkości, jak w narodzie niemieckim, nie jest twierdzeniem o „fakcie” z przeszłości. Ten „fakt” może stać się faktem tylko ex post to znaczy pod warunkiem, że to właśnie naród niemiecki wniesie największy spośród narodów europejskich wkład w zwycięstwo idei cesarstwa i urzeczywistnienie cesarstwa europejskiego – uwaga tłumacza.
13. Dr. Hel. Schmittman, „Europa als geistige Kraftquelle”, „Michael”, 02.04.1950.
14. H. Brugmans, La Cité Européene (Programme fédéraliste), Le Portulan 1950, str. 46-47.
15. Por. Christopher Dawson, The Making of Europe, Londyn 1946.
16. Bardzo trafnie zostało to ujęte w “Vaterland” (Lucerna) z 03.01.1947: „Nie ma Europy bez Francji, tak jak nie ma Europy bez Niemiec. Lecz na dłuższą metę nie ma też ani Francji, ani Niemiec bez Europy”.
17. Brugmans, op. cit. s. 83-85.
18. Kwestię sprzeczności pomiędzy wybujałym nacjonalizmem i naukami Ewangelii,
omówił już autor w swojej książce Die Welt von Morgen, Eupen (Belgia) 1948.
19. Britain and the Dictators, 1938.
20. H. Schadewaldt, „Der Kleinstaat”, „Rheinischer Merkur”, 16.02.1951.
21. „Neues Abendland”, czerwiec 1952, s. 322.
22. „Grenz-Echo” (Eupen), 30.05.1951.
23. Walter Kiechler, Der Weg Europas, Augsburg 1948, s. 1.
24. Walter Ferber, „Das historische Europa als Kultureinheit”, „Neues Abendland”, listopad 1949, s. 321.
25. Por. prof. dr Fr. Glum, Krise der Demokratie? , München, Isar-Verlag, 1951. s. 5.
26. Kwiecień 1951.
27. Cyt. w: „Neues Abendland“, listopad 1949, s. 322.
28. Walter Ferber, „Das historische Europa als Kultureinheit”, „Neues Abendland”, listopad 1949, s. 322.
29. Narodowy socjalizm potrafił wykorzystać prastare ludzkie uczucia wierności i oddania wobec osobistości obdarzonej autorytetem i rozdąć je do kultu wodza, jednak tylko do momentu, gdy stało się jasne, że Hitler jest wyłącznie karykaturą takiej osobistości. Te eksperymenty z bałwochwalczym kultem wodza, jak i z bolszewickim kultem Stalina, pokazują, jak bardzo ludzie pragną, aby zamiast państwu ofiarować swoje posłuszeństwo i wierność panującej osobistości.
30. W swojej książce Teorίa de la Restauración (Madryt 1952, s. 314) Rafael Calvo Serer,j eden z wybitnych umysłów Hiszpanii, wykazuje, że kultura europejska, aby kontynuować swój rozwój przerwany przez epokę rewolucji, może i musi pozostać wierna swojej tradycji.
31. Por. ponadto m. in.: Georg Smolka, „Kaiser der Wende”, „Hochland”, 1939-1940, str. 435 i następne.
32. Por. R. Ernst, Die Welt von Morgen, Eupen 1948. str. 47 i następne.
33. Por. Heinrich Fichtenau, Das karolingische Imperium: soziale und geistige Problematik eines Großreiches, Zurych 1949.
34. „Neues Abendland”, czerwiec 1950, str. 217 i następne.
35. Niektóre miejsca Nowego Testamentu wskazują na powtórne przyjście Chrystusa w chwale inicjujące pełen potęgi rozkwit jego Królestwa (por. R. Ernst, „Unseres Herrn Apokalypsis und Imperium”, „Heiland” 1949-1950). To, czy Chrystus ustanowi wtedy „sakrament władcy”, „sakralne Cesarstwo i Królestwo”, w oparciu o które ziemscy władcy byliby przedstawicielami Chrystusa także w sferze ponadnaturalnego porządku zbawienia, wydaje się możliwe, jednak nie do udowodnienia na drodze logiki.
(*) Otto von Habsburg, najstarszy syn z ośmiorga dzieci cesarza Karola I i cesarzowej Zyty, urodził się 20.11.1912 w Villa Wartholz koło Reichenau w Dolnej Austrii. W 1951 roku poślubił Reginę, księżną Sachsen-Meiningen. Z tego związku urodziło się siedmioro dzieci: pięć córek – Andrea (1953), Monika (1954), Michaela (1954), Gabriela (1956), Walburga (1958), oraz dwaj synowie – Karol (1961) i Paul Georg (1964). Otto von Habsburg jest pisarzem i działaczem politycznym, orędownikiem idei zjednoczonej Europy opartej o wartości chrześcijańskie. W 1961 roku oficjalnie zrezygnował z praw do tronu. W 1972 roku został prezesem Unii Paneuropejskiej. Obok obywatelstwa austriackiego przyjął obywatelstwo niemieckie i od 1979 roku był przez szereg kadencji posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia bawarskiej CSU. W dniu 3.10.2004, wraz z trójką żyjących jeszcze synów cesarza Karola oraz ich rodzinami, wziął udział w uroczystościach beatyfikacji swojego ojca, ostatniego cesarza Austrii i króla Węgier (przyp. tłumacza). Otto von Habsburg zmarł w 2011 roku (dopisek z 2014 r. – TG).
(**) Mariusz Krzyszkowski jest członkiem Ligi Modlitewnej Cesarza Karola, która działała na rzecz beatyfikacji cesarza (przyp. red.)
Pierwodruk: „Stańczyk.Pismo postkonserwatywne“ nr 40/41, 2004.
