«
»

Portrety, Przegląd niemiecki

PRZEGLĄD NIEMIECKI – XXVI

07.28.14 | brak komentarzy

Tomasz Gabiś

W ubiegłym  roku wydawnictwo Fijorr Publishing sprawiło  niemałą  radość wszystkim zainteresowanym teoriami ludzkiego zachowania  publikując monumentalne  dzieło niemieckiego socjologa Helmuta Schoecka Zawiść. Teoria społeczeństwa.  Radość tę zmącił  nieco fakt, że,  z niewiadomych względów,  wydawca zamiast wziąć, jak Pan Bóg przykazał,  za podstawę przekładu niemiecki oryginał, wziął  przekład amerykański. W swojej krótkiej recenzji Janusz Korwin-Mikke, słusznie ocenił, że  książka Schoecka to dzieło na miarę Klasy próżniaczej Veblena, narzekając  zarazem, że autor nie prowadzi jasno swojej myśli; podejrzewał, że jest to po części wina tłumacza, który przełożył rzecz nazbyt wiernie z amerykańskiego przekładu. Pragnę zapewnić JKM,  że w niemieckim  oryginale  „jednego – jak określił je entuzjastycznie publicysta „Neue Zürcher Zeitung”–  „z największych socjologicznych dzieł XX wieku”,  tok wywodu  jest  całkowicie  jasny i logiczny przez całe 420 stron  (I. wyd. Verlag Karl Alber, Freiburg/München 1966). Książka jest niezwykle przejrzyście skonstruowana, nie ma w niej ani śladu współczesnego socjologicznego żargonu i ani odrobiny mętniactwa. Oczywiście jest tak naładowana faktami i ich interpretacjami, że wymaga skupionej lektury, a to dlatego, że, jak pisze JKM – porusza trudny i  skomplikowany problem.

Kim był autor pracy należącej do kanonu humanistyki XX wieku, „najważniejszej – zdaniem wykladającego w Polsce niemieckiego filologa i filozofa Karstena Dahlmannsa –  książki na  temat zawiści od czasu opublikowania przez Maxa Schelera  słynnej  rozprawy  o resentymencie”  (zob. Dahlmanns, Helmut Schoeck.  Neid vs. Freiheit. Ein Nachtrag zur Kulturgeschichte der  Bundesrepublik Deutschland , prace naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, Seria: Studia Neofilologiczne 2011, z. VII). Helmut Schoeck (1922-1993)  urodził się w Grazu (Austria), dzieciństwo i młodość spędził w Badenii-Wirtembergii, ukończył liceum w Ludwigsburgu (jego uczeń prof. Gerhard Schmied  podaje,  że  jako jedyny uczeń w szkole nie należał do Hitlerjugend), następnie studiował medycynę, filozofię i psychologię w Monachium i Trewirze, w 1948 roku u Eduarda Sprangera w Tybindze doktoryzował się  z tematu „Karl Mannheim jako socjolog wiedzy”.  Od 1950 roku przez kilkanaście  lat wykładał na uniwersytetach w USA najpierw na Yale University,  potem  w Fairmont State College (Wirginia) i w końcu na  Emory University w  Atlancie, gdzie od 1954 do 1965 roku był profesorem  socjologii. Ze względu na naukowo-publicystyczną działalność w USA zalicza się go  niekiedy amerykańskiego ruchu konserwatywnego. W 1964 r. popierał kandydaturę  Barry Goldwatera na prezydenta USA.  Był członkiem  wolnorynkowego  Mont Pelerin Society. W  1965 r. po powrocie do Niemiec powołany został  na stanowisko dyrektora Instytutu  Socjologii na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji, gdzie wykładał do przejścia na emeryturę w roku 1990 .

W USA był redaktorem lub współredaktorem  książek zbiorowych: Scjentyzm i wartości  (1960), Pomoc zagraniczna zweryfikowana. Krytyczna ocena (1958), Relatywizm a badania nad człowiekiem (1961), Psychiatria i odpowiedzialność  (1962), Finansowanie opieki zdrowotnej (1962), Centralne planowanie i neomerkantylizm  (1964),  Nowy spór w ekonomii: sektor publiczny versus prywatny  (1963). W Niemczech wydał m.in.  Nietzschego filozofia „Ludzkiego-Arcyludzkiego (1948),  Socjologia. Historia jej problemów (1952, potem kilka kolejnych rozszerzonych wydań), USA –motywy i struktury (1958). Jego standardowe dzieło to  Słownik socjologiczny,  wielokrotnie  wznawiany i rozszerzany od 1969 roku.  Przełożył na niemiecki Socjologię religii Joachima Wacha.

Jego najbardziej znana książka to wspomniana wyżej Zawiść. Teoria społeczeństwa  opublikowana w 1966 roku.  W trzy lata później  ukazała się w USA  jako   Envy: A Theory of Social Behavior.  Przełożono ją na kilkanaście języków, w tym na francuski, hiszpański, włoski, serbski a nawet chiński. Schoeck pracował nad nią przez wiele lat –  pierwszy artykuł na temat zawiści opublikował w 1952 roku w USA. W  1957 roku jego tekst  Rola zawiści w masowej demokracji znalazł się  w książce zbiorowej  Masse und Demokratie  (red. Albert Hunold)  wydanej w 1957 roku przez liberalne wydawnictwo szwajcarskie Eugen Rentsch Verlag ( tekst ten opublikowaliśmy w 1989 roku w 11 numerze „Stańczyka” ).

Po powrocie do Niemiec wszedł natychmiast w ostre  polemiczne starcia   z Nową Lewicą i ideologami ruchu 68.,  nie ustając  w demaskowaniu ich  prawdziwych celów politycznych.  Przez 20 lat pisał dla „Welt am Sonntag”, współpracował też z konserwatywnym pismem „Epoche“ założonym w 1976 roku.  Do końca lat 80.  opublikował szereg książek o zacięciu publicystycznym:   Prawo do nierówności , 12 pomyłek  naszego stulecia, Rozkoszowanie się wyrzutami sumienia,  Interes z pesymizmem, Późny marksizm i jego publiczność: roszczenie i rzeczywistość, Lekarz pomiędzy polityką a pacjentem, Co to znaczy, że coś jest politycznie niemożliwe, Czy osiągnięcia są nieprzyzwoite? ( opublikowana w 1971 roku , w krótkim czasie doczekała się siedmiu wydań),  Utopia i frustracja w rebelii młodzieży, Redystrybucja jako walka klasowa, Nowa kwestia środowiska przyrodniczego. Strategia przeżycia czy walka polityczna ?, Uwaga na przestępców zza biurka: polityka i prasa w RFNPomoc rozwojowa- polityczny humanitaryzm (na tę pozycję powoływał się Józef Mackiewicz w książce Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy).

W tamtych latach – jak pisał historyk powojennego konserwatyzmu niemieckiego Karlheinz Weissman –  w sukurs konserwatywnym publicystom walczącym przeciwko emancypacyjnym iluzjom i utopijnym projektom społecznym  przyszli  konserwatywni uczeni: Hans Sedlmayr,  Ernst Forsthoff,  Pascual Jordan, Otto Brunner, Percy Ernst Schramm, Peter R.Hofstätter, Reinhart Koselleck, Robet Hepp, Hennig Eichberg, a wśród nich socjologowie   Helmut Schelsky, Arnold Gehlen, Ernst Topitsch, Erwin K. Scheuch i  właśnie Helmut Schoeck.   Tworzyli wspólnie konserwatywną  kontr-opinię publiczną, prowadzili  kulturową kontrrewolucję.  Helmut Schoeck, którego Armin Mohler,  robiąc w latach 60. przegląd nurtów myślowych niemieckiego konserwatyzmu,  zaliczył obok Wilhelm Röpkego  do  liberalnych konserwatystów (w Polsce nazwano by ich konserwatywnymi liberałami) był jednym z najbardziej aktywnych .

Jego dzieło Zawiść, w której ta „ciemna strona natury ludzkiej” przeanalizowana jest we wszystkich możliwych aspektach i kontekstach, na podstawie ogromnego materiału empirycznego, obserwacji społecznych, kulturalnych, politycznych, etnograficznych, antropologicznych, psychologicznych, jest ciosem we wszystkie egalitarne utopie, które w gruncie rzeczy mają  jeden i ten sam cel: zbudowanie społeczeństwa ludzi równych , w którym nikt wobec  nikogo nie będzie żywił zawiści i nikt nie będzie się musiał bać zawiści innych. Schoeck udowodnił, że zawiść jest uniwersalnym fenomenem, występującym we wszystkich ludzkich społeczeństwach, we wszystkich epokach pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, zarówno wśród Indian Nawajów, jak i mieszkańców Londynu. Już u Eklezjastesa (4,$0 czytamy: „Zobaczyłem  też, że wszelki trud i wszelkie powodzenie w pracy rodzi u bliźniego zawiść” (Ks. Eklezjastesa  4,4), zaś  chińskie przysłowie mówi o odczuwanym przez zawistnika „przekleństwie wdzięczności”: „Dlaczego mnie tak nienawidzisz, przecież nic dobrego dla ciebie nie zrobiłem”.

Rzecz prosta, istnieją znaczne różnice w natężeniu i zakresie panowania zawiści, uwarunkowane cechami etnopsychologicznymi, geograficznymi itd. Według Schoecka zawiść jest pewną stałą antropologiczną i nie może zostać wykorzeniona, a jedynie do pewnego stopnia ograniczona. Społeczeństwo równości, czyli społeczeństwo bez zawiści i bez lęku przed zawiścią jest nie może istnieć .

Zawiść stanowiła  od wieków przedmiot  zainteresowania i refleksji filozofów, teologów, pisarzy. Nadmieńmy, że zawiści poświęcił Leszek Kołakowski jeden ze swoich  „mini-wykładów o maxi-sprawach” (Kraków 2000), zaś  do listy literackich studiów zawiści  analizowanych przez Schoecka  jak Billy Budd  Melville‘a,   Frédéric Bastien Sue‘go, Zawiść Jurija Oleszy, można dopisać ( ukończoną  w 1939, wydaną pośmiertnie w 1973 roku) Zawiść Tadeusza Brezy,  który  był przekonany, że zawiść jest  „ i nieuleczalna, i wieczna”.  Schoeck  zauważa, że  wprawdzie nikt nie mówi chętnie o najciemniejszej stronie duchowego życia człowieka, to jednak  kiedyś  o zawiści  rozprawiano   o wiele bardziej otwarcie. Cytuje  ekonomistę  Wilhelma Roschera (1817-1894): „Podczas gdy większość grzechów sprawia człowiekowi, przynajmniej na początku, przyjemność, zawiść z góry czyni go nieszczęśliwym. A przecież zawiść jest w naszych demokratycznych czasach szczególnie mocno rozpowszechniona. Niezliczone głosy, uznawane, często przez nas samych, za wyraz poczucia sprawiedliwości, są w swej najgłębszej istocie skalane zawiścią”.

Wiek  XX  to wiek zalegitymizowanej przez marksizm, rozszalałej zawiści i rządów zawistników –  Gerd Habermann  omawiając książkę  Ekonomia zawiści wydaną  pod red. Gerharda Schwarza i Roberta Nefa  (Zürich 2000)  będącą  antologią klasycznych tekstów na temat zawiści, w tym, rzecz jasna, także Helmuta Schoecka, napisał, że w XX wieku doktrynom społecznym bazującym na zawiści prawie udało się zniszczyć  ludzką cywilizację. Tymczasem  współczesne  nauki społeczne nie mówią prawie nic o zawiści.  Schoeck cytuje szereg dzieł socjologicznych i leksykonów, które zawiści nie znają. Socjologia i psychologia wyparły zawiść; przemilczają ją, ponieważ większość z ich przedstawicieli pracuje w paradygmacie lewicowej utopii społecznej, a skoro, jak dowodzi Schoeck,  zawiść jest nieredukowalnym do warunków społecznych elementem ludzkiej psyche, to muszą ją przemilczeć, ponieważ inaczej musieliby przyznać, że utopia społeczeństwa wolnego od zawiści (egalitarnego) jest niemożliwa do zrealizowania.

O zawiści tym jest ciszej, im większe sieje ona spustoszenia społeczne i moralne, a dzieje się tak wówczas, kiedy z emocji  pomiędzy jednostkami,   istniejącej  w obrębie mniejszych grup przekształca się w paliwo i lepiszcze ruchów politycznych,  kiedy staje się fundamentem egalitarystycznych   masowych ideologii i  zostaje  zinstytucjonalizowana w postaci programów partyjnych i polityki państwowej. Tam gdzie rządzą  Partie Zawiści, gdzie mobilizuje się zawiść do celów politycznych, a zawistnicy określają politykę społeczna, gospodarczą, edukacyjną,  tam zawiść podlega tabuizacji.

Zawiść indywidualna jest ukryta, zawiść publiczna  jawna, ale okryta płaszczem obłudy, zamaskowana hasłami równości i sprawiedliwości społecznej. Kiedy słyszymy kogoś nawołującego – w imię „sprawiedliwości społecznej” – do progresywnego opodatkowania, do zabrania zamożnym i przeznaczenia tych środków dla biednych, to powinno być czymś oczywistym, że kieruje nim nie miłość do biednych, ale zawiść wobec bogatych. Zawistnikowi satysfakcję  i radość („Schadenfreude”)  sprawia w pierwszym rzędzie możliwość zubożenia bogatszych,  a  nie poprawa  położenia biednych.

Bardzo wiele zjawisk, zachowań i wydarzeń w życiu społecznym i politycznym  można wyjaśnić: dążeniem do zaspokojenia zawiści, lękiem przed zawiścią i agresją, która – w najrozmaitszych formach –  zawsze z niej wypływa, oraz,  przyjmującym różne strategie,  unikaniem zawiści.  Pierwszy  z brzegu, z setek analizowanych przez Schoecka, przykład:  prześladowania „czarownic” – ofiarą denuncjatorów  padały  albo kobiety młode i ładne (ofiary zawiści  brzydszych i starszych),   albo  kobiety stare ( ofiary lęku przed  starczą zawiścią  wobec młodszych i ładniejszych).

U nas Stanisław hrabia Tarnowski w swojej książce Z doświadczeń i rozmyślań (Kraków 1891) utrzymywał, iż to właśnie zawistnicy obalili margrabiego Wielopolskiego, ponieważ nie mogli się pogodzić z faktem, że jednak coś udało mu się politycznie osiągnąć.  Zubożała (pos)tszlachecka  polska inteligencja  inicjowała i organizowała radykalne ruchy lewicowe, aby zaspokoić swoją zawiść wobec zamożniejszych i wyżej stojących w hierarchii społecznej,  a z drugiej strony szlacheckie,  ziemiańskie dzieci dręczone były  wyrzutami „socjalnego sumienia”, czytaj: lękiem przed zawiścią  ludu, co pchało je ku socjalizmowi (wariant opisywanego  przez Vilfredo Pareto i innych socjologów  zjawiska  stawania na czele buntów ludowych  zbiegów  z klasy rządzącej  lub ludzi zdeklasowanych).  Zawiść leżała u podstaw ciągłej walki, jaką nasza zdemokratyzowana szlachta prowadziła z królami elekcyjnymi.  Nie mogła znieść, że został wyniesiony wyżej ktoś, kto  przedtem jej równy. Dlatego też łatwiej przychodziło zaakceptować króla-cudzoziemca niż kogoś, kto, zgodnie z teorią demokratycznej równości, był równym jej  członkiem stanu szlacheckiego.

We wszystkich krajach, twierdzi Schoeck, instytucjonalizacja redystrybucyjnego państwa  socjalnego przebiegała na drodze psychologicznego nacisku na wyborców za pomocą manipulowania ich lękiem przed zawiścią:

Prawie każdy wyborca zna lub potrafi sobie wyobrazić kogoś, komu wiedzie się gorzej niż jemu. A jak można wykazać na podstawie materiału etnologicznego, najbardziej pierwotny i uniwersalny lęk to lęk przed „krzywym okiem” zawistnika. Jednak w pewnym momencie zorientowali się, że we własnym kraju nie znajdą już zbyt wielu „skrzywdzonych”, mogących pełnić rolę zawistników, których „złe spojrzenie” wywoływałoby lęk u bardziej zamożnych. Dlatego do propagandy włączono ideologię „krajów nierozwiniętych”.  Chodziło o to, aby przekonać przeciętnego obywatela , że nie powinien być zadowolony ze swojego wysokiego poziomu życia. Jest bowiem czymś moralnie i politycznie po prostu nie do przyjęcia, żeby w tym samym czasie miliardy ludzi na świecie przymierały głodem: „Tylko my będziemy prowadzić właściwą międzynarodową politykę gospodarczą i socjalną, która Ciebie, wyborco, uchroni przed agresywną zawiścią biedaków z innych krajów.

W tym kontekście należy rozpatrywać wszystkie ideologie „trzecioświatowe”,  popularyzowanie teorii postkolonialnych, rozmaite przejawy ksenofilii, ideologię wielokulturowości itd. Manipuluje się tu  lękiem  przed zawiścią milionowych kolorowych mas,  który jest  instrumentem w rękach europejskich  i amerykańskich zawistników w ich moralnej agresji wobec warstw zamożniejszych.

Tam, gdzie słychać samooskarżenia  Europejczyków i Amerykanów, gdzie widać masochistyczne tarzanie się przed innymi rasami i ludami w skrusze i samopogardzie, gdzie apeluje się  o pomoc dla krajów biednych, które są rzekomo biedne dlatego, ponieważ te drugie są bogate,  tam chodzi o budzenie  przez zawistników poczucia winy i wyrzutów sumienia u tych, którym się lepiej powodzi. Pragnie wzbudzić  się  lęk przed zawiścią niegdyś  „skolonizowanych” i realizuje strategię jej unikania  polegającą na materialnym i moralnym przekupieniu  potencjalnych zawistników, kosztem własnych obywateli.

Weźmy przykład  współczesnego  „feminizmu-dżenderyzmu”: jest to instrument w rękach zawistnych kobiet, które nie mogąc dorównać mężczyznom w różnych dziedzinach, prowadzą przeciwko nim  kampanie nienawiści, dążą do dewaluacji męskości i zniszczenia kreatywnego potencjału mężczyzn. Pożądając czegoś, czego  nie mogą osiągnąć, wolą to zniszczyć.  Niektórzy mężczyźni lękający się skumulowanej zawiści feministycznych kobiet przechodzą na ich stronę, deklarując sto razy na dzień, że „rozumieją kobiety”, że są „feministami”, czyli zamieniają się w – jak  nazywają ich radykalni obrońcy praw mężczyzn  – „liliowe pudle”,  służące na łapkach feministkom.  W powyższych przykładach zawiść stała się zasadą polityczną: zawistnik ma zawsze rację, ten, kogo  zawiść trafia,  zawsze jest winny, znajduje się w defensywie i ma obowiązek moralny  stale usprawiedliwiać się przed zawistnikami.

Czy zawiść może spełniać – podobnie jak zazdrość mogąca być impulsem do wysiłku i dorównania lepszym –  społecznie pożytecznie funkcje? O ile Schoeck starał  się wykazać,  że może, znajdował  nawet przykłady pewnych pożytków płynących z zawiści, o tyle   hiszpański eseista, pisarz polityczny i dyplomata Gonzalo Fernández de la Mora (1924-2002) w opublikowanej w 1984 roku  książce Zrównująca zawiść (La envidia igualitaria), wydanej także w Niemczech  jako  Der gleichmacherische Neid  (Matthes & Seitz Verlag, München 1987) przekonywująco broni tezy, że zawiść nie ma żadnej pozytywnej  funkcji,  jest czystą destrukcją, szatańskim złem.  Dlatego mimo iż trudniej byłoby znaleźć bardziej rozpowszechnione zjawisko, nikt nie przyzna się do zawiści otwarcie, zawiść zawsze występuje w masce.  Ludzie mogą nieraz przechwalać  się swoimi złymi postępkami , grzechem, wadami, ale nigdy zawiścią. Czy formanowski Salieri opętany zawiścią wobec Mozarta przyzna się do tego? Nigdy.  Dodajmy, ze według  hiszpańskiego autora  jedynie żądanie równości wobec prawa można uznać za wolne od zawiści, żądanie jakiejkolwiek  innej równości  ma zawsze w niej  swoje źródło.

Schoeck wielokrotnie zwracał uwagę na skutki zawiści dla rozwoju społeczno-gospodarczego. Warto w tym kontekście przywołać Adama Leszczyńskiego, autora książki Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943-1980 (Warszawa 2013), który wyznał w jednym z wywiadów, że najbardziej frapująca jest dla niego kwestia samorzutnego rozwoju.  Dlaczego, zastanawiał się Leszczyński,  w jednych krajach impuls rozwojowy i wzrostowy wychodzi od wewnątrz, dlaczego rozwój jest tam czymś organicznym, produktem wewnętrznej dynamiki, a w  innych  – będących w zdecydowanej większości  –  tak się nie dzieje?  Otóż – jak dowodzi Schoeck – warunkiem sine qua non samorzutnego rozwoju , jest ograniczenie w danej społeczności zakresu i natężenia zawiści, czyli okiełznanie zawistników. Pisał: „Historia cywilizacji jest rezultatem niezliczonych klęsk zawiści“. Tylko tam, gdzie zawiść ponosi klęskę, w ogóle może pojawić  się  „impuls  rozwojowy i wzrostowy”.  Jeśli  poziom zawiści  jest zbyt wysoki,  panuje stagnacja;  zawiść niszczy kreatywność,  innowacyjność i produktywność, zabija  dążenie do przewyższenia innych w danej dziedzinie;  tworzy nieprzezwyciężalną barierę  dla rozwoju, niszczy potencjał rozwojowy danej społeczności.  Zagadkę  „cudu europejskiego”, czyli właśnie  samorzutnego  rozwoju cywilizacji europejskiej, jej niezwykłej dynamiki, można wyjaśnić m.in. tym, że zawiść została tutaj stłumiona  poprzez systemy religijne i  kulturowe.
Ironia polega na tym, że socjalistyczna ideologia  (przypuszczalnie wyznawana także  przez Leszczyńskiego) jest, jak dowodził Schoeck, identyczna z „teorią ekonomiczną”  wyznawaną przez najbardziej prymitywne plemiona i odpowiada za gospodarczą stagnację krajów „nierozwiniętych”. „Uważający się za oświeconego postępowca europejski, azjatycki czy amerykański socjalista to w rzeczywistości – pisał Schoeck – największy reakcjonista, który czuje i argumentuje tak jak członek prymitywnego plemienia”: każdy, kto ma więcej, ma więcej dlatego, że inni mają mniej”.  U Indian Nawajów ludzie bardziej wpływowi i zamożni, wyrastający ponad przeciętność,  oskarżani są o czary.  Podobnie  socjalista  jest przekonany , że każdy bogaty człowiek doszedł do bogactwa za pomocą „brudnych” metod. „Właściwą przyczyną gospodarczo-kulturalnej stagnacji –  wywodził Schoeck –  jest społeczna zawiść, przekonanie, iż sukces jednego człowieka oznacza obrabowanie drugiego, oraz towarzyszące temu złośliwe zarzuty i oszczerstwa mające u tego, kto odniósł sukces, wywołać wyrzuty sumienia. I to właśnie te wyobrażenia i uczucia podsycają socjaliści”.

Schoeck pokazywał, jak rehabilitując  zawiść i manipulując  lękiem przed zawiścią. wychowuje się i edukuje  dzieci w duchu socjalistycznym. W swojej  książeczce  Manipulowanie  uczniami. Jak naszym dzieciom wpaja się „właściwą  świadomość” (Freiburg 1976), opisywał, na podstawie analizy podręczników szkolnych i innych materiałów edukacyjnych,  wtłaczanie dzieciom do głów przez zachodnioniemiecką lewicę  marksistowskiego  sposobu widzenia świata. Podaje niesamowite wręcz przykłady indoktrynacji  ideologicznej, przy której bledną pomysły propagandystów w krajach komunistycznych. Np. dziecięcy przysmak, czekoladę,   kojarzono z wyzyskiem i cierpieniami robotnic w fabryce czekolady: „jesz smaczną  czekoladę, zatem jesteś wyzyskiwaczem, żywisz się cierpieniem innych; możesz jeść czekoladę, ale  musisz odczuwać przy tym  wyrzuty sumienia”.  Albo szkolny plakat, na którym pomarańcze włożone w prasę do wyciskania soku mają kształt umęczonego Murzyna. Wniosek:  „jesz pomarańcze, to jakbyś jadł zgniecioną głowę Murzyna”.  Idzie o to, aby w dziecku smakującym pomarańcze, wywołać poczucie winy, obudzić lęk przed zawiścią wyzyskiwanych i  samonienawiść z powodu wspólnictwa w wyzysku i cierpieniu innych.

Schoeck wykazywał, że  tak zwana emancypacyjna i krytyczna pedagogika ma nadrzędny cel:   już od pierwszych klas szkoły podstawowej wykorzenić wszystkie przekazane tradycją  ideały, wartości i  reguły w obcowaniu międzyludzkim, przede wszystkim pomiędzy dzieckiem a rodzicami,  podważyć dotychczasowe autorytety , wbić  klina między dzieci i rodziców.  Lewicowa pedagogika jest niczym wielki odkurzacz, który tysiącami rur dociera do każdego zakątka duszy każdego dziecka, wysysając z niej poczucie sensu,   radości z tego co udane, szlachetne, zdrowe . W imię równości  chce się znieść oceny, zlikwidować przejawy rywalizacji, aby wytrzebić przekonanie, że  osiągnięcia mogą być osobistą zasługą, że człowiek może coś zawdzięczać   swojemu wysiłkowi i talentom. Niezdolność do odczuwania wdzięczności, zawiść i resentyment –  oto, zdaniem Schoecka, produkty lewicowej, „równościowej” pedagogiki.

W kontekście wprowadzania do niemieckich szkół  tzw. edukacji seksualnej pisał Schoeck, że celem lewicowych seksedukatorów  jest wywłaszczenie dzieci ze wstydu i skolektywizowanie seksu.  Zwracał uwagę na to, że edukacja seksualna ma szczególnie destruktywne konsekwencje, ponieważ prowadzi się ją w klasach mieszanych, jednocześnie przed dziewczętami i chłopcami  („seks z rynsztoka lewica wałkuje w klasach mieszanych”). Chce się im wszczepić myśl, że dla kolektywu nic nie jest święte, że wszystko może i powinno być  publicznie dostępne.  W ten sposób celowo pozbawia się uczniów szansy,   aby mogli  prywatnie i osobiście odczuć urok  sfery  erotycznej, aby dali  się nią w przyszłości oczarować. Wywłaszczenie ze wstydu przyjmuje formę powszechnego stępienia  zmysłów,  powoduje  niwelację  myśli  i doznań;   sferę intymną dzieci  otwiera się  dla pornografów.

Schoeck zwracał uwagę na to, że „wywłaszczenie wstydu u naszych dzieci, zarówno w anatomicznym, jak i psychicznym sensie,  nie zrodziło ze swawoli seksualnych obsesjonatów, ale z zimnej kalkulacji lewicowych manipulatorów”, używających dzieci  jako świnek morskich w duchowych  eksperymentach:  „zmuszając chłopców i dziewczęta,  aby wspólnie pozbywali się wstydu, czynią w  świadomości  dzieci wyrwę otwartą na każdy  inny rodzaj brutalnej zmiany w dziedzinie dotychczasowych norm moralnych i konwencji”.  Całkiem nowa seksualność jest niezbędna  dla zbudowania  całkiem nowego społeczeństwa,  wychowanie ma być wychowaniem ku moralnemu relatywizmowi, względności wszystkich wartości, ideałów, wzorów i cnót.  Jest to zamierzone przez lewicowych manipulatorów duchowe, emocjonalne i psychologiczne rozchwianie i etyczne zdezorientowanie dzieci służące  przebudowie struktury ich osobowości. Szkoła ma produkować zneurotyzowanych , labilnych wewnętrznie osobników,  łatwych do kierowania, kiedy dorosną.  Przypomnijmy: Schoeck pisał to 37 lat temu! Dzisiaj zbiera się owoce lewicowej pedagogiki.

Wybitny socjolog Helmut Schelsky, autor słynnej, kluczowej dla zrozumienia klimatu intelektualno-duchowego RFN,  książki  Pracują inni. Walka klasowa i kapłańska władza intelektualistów (Opladen 1975) , napisał, że koncepcje i interpretacje  zawarte w dziele  Schoecka o zawiści są swego rodzaju politycznym testem,  odkrywającym zasadnicze postawy człowieka, wykluczającym  czysto racjonalną reakcję.  Albo zostaną  z miejsca zaakceptowane,  albo  gwałtownie odrzucone. W zależności od wyniku tego testu, czytelnik może przekonać się w jakim stopniu podlega dominującej ideologii leżącej u podłoża współczesnej demokracji. Okazuje się, że niewielu Niemców w ogóle chce poddać się  temu testowi.  Wspomniany wyżej Karsten Dahlmanns uważa , że „Schoeck przegrał swoją wojnę”  i dzisiaj się go w Niemczech nie czyta.  Cóż zawiść nie dopuszcza, aby ktoś był  prorokiem we własnym kraju. Szczególnie jaskrawym   przykładem może być Ingrid Vendrell Ferran z uniwersytetu  w Marburgu, która  w 2006 roku opublikowała na łamach “Deutsche Zeitschrift für Philosophie” artykuł  O zawiści. Analiza  fenomenologiczna.  Autorka cytuje różnych autorów, ale nazwisko Schoecka i  tytuł jego książki nie pojawiają się ani razu! Nawet  w przypisie!  Dodajmy, że choć autorka  jest Hiszpanką,  ani słowem nie raczyła wspomnieć znakomitej książki o zawiści  swojego rodaka Gonzalo Fernándeza de la Mory. Czyż nie jest to typowy przejaw zawiści? Przemilczam wybitnych, oryginalnych myślicieli , bo nie mogę im dorównać, a skoro nie mogę, to wolę ich „uśmiercić”, skazując na niepamięć.

Przywołany przez Schoecka Alexis de Tocqueville uważał, że  zawiść jest naturalnym uczuciem i  nieodłącznym składnikiem demokracji, która schlebia dążeniu do równości, ale nie potrafi zaspokoić pragnienia równości. Według Schoecka ustrój demokratyczny to system najbardziej narażony na hipertrofię zawiści: „Demokracja rodzi się z zawiści i zbyt często, niestety, jej ulega.  Oczywiście zawiść, która doprowadziła do obalenia monarchii i arystokracji, nie musi automatycznie przekształcić się w zawiść skierowaną przeciwko każdej różnicy i każdej nierówności”.  Ale może i często tak się dzieje: „Niestety, wszystkie realizowane od tamtego czasu reformy, które miały zlikwidować nierówności, nawet jeśli podejmowane w dobrych intencjach i przeprowadzane jedynie na niewielkim fragmencie tkanki społecznej, tylko rozpaliły potencjalnie nienasyconą ludzką zawiść i skierowały ją przeciwko różnicom, których zwalczanie nigdy nie wpadłoby do głowy dawnym lewelerom”.

Jednak  nie wolno nam – nawoływał  Schoeck –   cofać   się przed odważnym zmierzeniem się z problemem zawiści;  niedopuszczenie do  ostatecznego zwycięstwa  zawistników  powinno być najwyższym postulatem etycznym i politycznym. Apelował, aby każdy, kto tylko może,  odważnie demaskował  i piętnował zawiść kryjącą się za różnymi szlachetnie brzmiącymi hasłami. Pisał: „Zauważono, że również poza chrześcijańskim kręgiem cywilizacyjnym, wstręt i strach przed terrorem zawistników jest tak duży, że ich roszczenia tracą siłę przekonywania, jeśli rozpoznane i odsłonięte zostanie ich prawdziwe źródło – zawiść. Wielkie rezerwy etyczne ma do dyspozycji autentyczny system liberalny, jeśli tylko jego obrońcy i orędownicy odważą się obnażyć najbardziej szpetny a zarazem najczulszy nerw programów kolektywistycznych”.

W swoim myśleniu o zachowaniach społecznych Schoeck nigdy nie zrezygnował z fundamentalnej zasady, że jednostka ma pierwszeństwo  przed  strukturami społecznymi, które chcą ją pochłonąć  i zawłaszczyć. Formułował także ogólny postulat dla nauk społecznych,  koncentrujących  się  dziś na społeczeństwie, podczas gdy „obraz społeczeństwa można uzyskać jedynie  wówczas, kiedy uprzednio  posiada się obraz człowieka”. Tylko wtedy,  kiedy  nauki społeczne wychodzić będą   nie od abstrakcyjnych struktur i procesów społecznych, ale od  realistycznego obrazu natury ludzkiej,  ponownie  zasłużą  na miano humanistycznych.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana”,  nr 115, 2014



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»