«
»

Archiwum Stańczyka, Historia i polityka

KRZYSZTOF POLECHOŃSKI „POLSKA PRZYGODA Z PALENIEM KSIĄŻEK”

10.14.14 | brak komentarzy

KRZYSZTOF POLECHOŃSKI , POLSKA PRZYGODA Z PALENIEM KSIĄŻEK.
ŚLĄSKI PROTEST PRZECIWKO REPORTAŻOWI FERDYNANDA GOETLA

Pierwodruk: „Stańczyk.  Pismo postkonserwatywne” nr 40/41 (2004).

Pod koniec życia Ferdynand Goetel w publikowanych cyklicznie w londyńskich „Wiadomościach”  Notatkach literackich przypomniał mało znany fakt, który opatrzył krótkim wyjaśnieniem. Przytaczamy go in extenso:

Jestem jedynym chyba pisarzem polskim, którego pracę, spalono publicznie na stosie. Stało się to w Katowicach, na krótko przed wojną. Powodem oburzenia opinii katowickiej, nazwijmy ją — ulicznej, stal się szkic pt. Katowice, umieszczony w czytance dla szkół średnich wydanej przez Ossolineum. Był to rodzaj pracy, poświęconej Śląskowi. Gdy zaskoczony przedstawiciel Ossolineum zawiadomił mnie o całopaleniu, nie wiedziałem, co o tym sądzić. Śląsk polubiłem prawdziwie, pisałem o nim z niekłamaną życzliwością, cóż więc mogło aż tak poruszyć katowiczan? Wyjaśniły to listy, które zacząłem z Katowic otrzymywać. Nazwałem Katowice miastem brzydkim i zaniedbanym, o przewadze stylu żydowsko-wiedeńskiej secesji. Odpowiedziano mi, że w Katowicach jest na pewno więcej łazienek niż w Warszawie. Najbardziej obraziły się katowiczanki, gdy przeczytały, że ubierają się prosto i schludnie, nie przywiązując znaczenia do elegancji, a raczej do wygody ubioru. (Ubieramy się szykowniej od waszych próżnych warszawianek) – pisały Ślązaczki. Radzono mi, żebym nie pokazywał się w Katowicach, gdyż może mnie spotkać nieprzyjemność. Po roku oburzeni minęło, ale czytanka została wycofana ze stratami dla Ossolineum”. [l]

Do opisanych wypadków, których najbardziej spektakularnym przejawem było publiczne spalenie egzemplarzy podręcznika Juliusza Balickiego i Stanisława Maykowskiego  Mówią wieki, a dokładnie jego IV części (przeznaczonej dla klasy czwartej gimnazjalnej) zawierającej inkryminowany tekst [2], doszło istotnie w stolicy województwa śląskiego pod koniec stycznia 1937 r. Incydent odbił się wówczas głośnym echem, głównie jednak na terenie Górnego Śląska. Wbrew pozorom, inspiracji trudno upatrywać w kilka lat wcześniejszej  akcji palenia książek, przeprowadzonej w początkach III Rzeszy, kiedy to w starannie zaaranżowanych spektaklach rzucano na stos książki wybranych pisarzy niemieckich. Ówczesne manifestacje, organizowane przez młodzież akademicką, odbyły się w większości uniwersyteckich miast Niemiec, m.in. w Berlinie, Hamburgu, Kolonii, Monachium, Frankfurcie nad Menem, Norymberdze, Wrocławiu, Dreźnie, Bonn, Getyndze, Würzburgu.[3] Najbardziej znana i bodaj największa z nich miała miejsce na Placu Opery w Berlinie w dniu 1 maja 1933 r. Symbolicznemu „oddawaniu płomieniom” dzieł przeciwnych „duchowi niemieckiemu” (nie tylko zresztą literackich –  były wśród nich np. pisma Marksa, Kautsky’ego i Freuda) towarzyszyła teatralna oprawa i ceremonialne formuły. Mimo podobnego sposobu wyrażenia dezaprobaty wobec nieakceptowanych tekstów, w wersji polskiej wyglądało to jednak inaczej. Można uznać, że katowicki incydent dawał upust spontanicznemu oburzeniu wobec przeznaczonego dla szkół przekazu literackiego, poczytywanego za obraźliwy i nieprawdziwy, postponujący i fałszujący obraz śląskiej rzeczywistości. Choć dotyczył jednego  krótkiego utworu i jego autora, stał się pretekstem do dalszych – wykraczających daleko  poza meritum – działań i wystąpień.

Na podstawie prasowych relacji można odtworzyć przebieg tego zdarzenia. Dnia 28 stycznia 1937 r. związany z Chrześcijańską Demokracją, wydawany przez Wojciecha Korfantego dziennik „Polonia” donosił:  „Wczoraj około godziny 17.30 zebrał się na rynku w Katowicach dość znaczny tłum, złożony z około 300 osób. Niespodziewanie na samym środku rynku miasta, tak niesłusznie pohańbionego przez Goetla, znalazł się stos drzewa, który podpalono. Do ognia posypały się czytanki szkolne, które miały nieszczęście zawie¬rać ów fatalny artykuł. Ktoś wygłosił krótkie przemówienie w obronie skrzywdzonej stolicy Śląska, odezwało się wiele okrzyków, potępiających niefortunny występ p. Goetla. Po czym wszyscy rozeszli się spokojnie do domu. Na rynku pozostał tylko jeszcze przez jakiś czas tlejący stos; mogli się przy nim zagrzać przez chwilę bezrobotni, o których magistrat miasta Katowic zbytnio się nie troszczy. Była to z pewnością jedyna korzyść, jaką przyniosło osła¬wione «dzieło»p. Goetla”.[4]

Nieco inaczej przebieg tego osobliwego incydentu przedstawił w tym samym dniu uka¬zujący się w języku niemieckim dziennik „Kattowitzer Zeitung”. W jego relacji z 27 I 1937 r. na katowickim rynku o godzinie pół do szóstej po południu „zebrała się grupa około 200 mężczyzn i ułożyła stos z drewna, który następnie oblano benzyną i podpalono” . Dodatkowo informowano, iż wielu z przybyłych przyniosło numery gazety „Polska Zachodnia”, które najpierw rzucono na stos, na wierzch którego złożono egzemplarze podręcznika, zawierającego „obraźliwy esej prof. Goetla o mieszkańcach Katowic”.  Gdy stos stanął w płomieniach, a wokół niego zebrał się już zwarty tłum, ktoś wystąpił z przemową, w której zapro¬testował przeciwko zniewagom, skierowanym wobec rdzennych górnośląskich Polaków”. Także zakończenie demonstracji odnotowano odmiennie: „Po około kwadransie pojawiła się policja, po czym manifestanci rozproszyli się”.[5]

Opisane wydarzenie zatoczyło szerszy krąg, angażując jeszcze jeden tytuł prasowy, „Polskę Zachodnią”. Organ prasowy wojewody Michała Grażyńskiego poczuł się w obowiązku przeciwstawić się insynuacjom regionalnych dzienników niemieckojęzycznych. Następnego dnia (291 1937 r.), po przytoczeniu relacji zamieszczonej w „Polonii”, sanacyj¬na gazeta odniosła się do informacji, zamieszczonych w górnośląskiej prasie niemieckiej. Anonimowy publicysta „Polski Zachodniej” pisał wówczas:

„Moglibyśmy ograniczyć się do powtórzenia wspomnianej wiadomości i podzielenia w tym wypadku stanowiska «Polonii», gdyby nie nowa prowokacyjna złośliwość, na jaką z racji wspomnianej demonstracji pozwoliła sobie sławetna volksbundowa prasa, która wyzyskała już fatalne wykolejenie się p. Goetla do paszkwilanckiej nagonki antypolskiej. Tym razem zarówno «Kattowitzer Zeitung»,jak i «[Der] Oberschlesische] Kurier» uzupełnia relację «Polonii» wymysłem, jakoby wspomniana demonstracja wymierzona była również przeciwko «Polsce Zachodniej», gdyż rzekomo demonstranci rzucili do płonącego stosu również liczne egzemplarze «Polski Zachodniej». Chcąc jakoś wytłumaczyć ów prowokacyjny wymysł, «Obersch. Kurier» pozwolił sobie na kłamliwą insynuację, jakoby właśnie «Polska Zachodnia» «z wielką gorliwością ujęła się za Goetlem». (!?) Tymczasem wszystkim czytelnikom «Polski Zachodniej» dobrze wiadomo, że nie tylko nie ujmowaliśmy się za Goetlem, lecz odnieśliśmy się do jego wykolejonych uwag na temat «Katowic» na wskroś negatywnie i krytycznie. Musieliśmy się jednak równocześnie ostro rozprawić z «Katowicerką», która niefortunny artykuł Goetla wyzyskała do niesłychanie zuchwałego zohydzenia Polski, za co, jak wiadomo, spotkała «Katowicerkę» konfiskata i grozi jej proces o zniewagę narodu i państwa”. [6] Gazeta formułowała także wyraźne ostrzeżenie pod adresem obu nacjonalistycznych gazet niemieckich, „Kattowitzer Zeitung” (popularnie zwaną „Katowicerką”) i „Der Oberschlesische Kurier”: „Kto jak kto, ale prowokatorzy z obcych ajentur powinni być dużo ostrożniejsi w wyrażaniu zachwytów dla formy ostrej reakcji”. [7]

Zauważyć można, że ten niezwykły i bezprecedensowy w dziejach polskich protestów incydent [8], spowodowany tekstem wybitnego polskiego literata, miał zarówno swoją „Vorgeschichte”, jak i „Nachgeschichte”. Konflikt zaczął dojrzewać znacznie wcześniej, kiedy Ferdynand Goetel, znany i uznany pisarz, a przede wszystkim popularny podróżnik odstąpiwszy od eksploracji zamorskiej egzotyki (por. jego „wrażenia z podróży” Przez płonący Wschód oraz reportaże podróżnicze Egipt, Wyspa na chmurnej północy, Podróż do Indii) zwrócił się ku stronom rodzinnym i po paru pobytach w polskim zagłębiu węglowym przystąpił w 1934 r. do publikowania na łamach „Gazety Polskiej” cyklu reportażowo-publicystycznych zapisków pt. Ludzie i maszyny, powstałych w wyniku obserwacji śląskiego interioru. [9] O tym przypominała, w cytowanym powyżej komentarzu, „Polska Zachodnia” pisząc na koniec cytowanego wyżej artykułu: „Tym wszystkim, którzy tak bardzo niefortunne uwagi Goetla zauważyli dopiero niedawno temu, przypominamy, że «Polska Zachodnia»  była jedynym pismem, które już kilka lat temu zajęło się dziwacznymi reportażami Goetla potępiając jego z gruntu powierzchowne i pozbawione znajomości rzeczy uwagi o Śląsku. Pisarze o zmanierowanym smaku lepiej by zrobili, by nie przyjeżdżali na Śląsk, bo ich «odkrycia» przynoszą tylko szkody i dostarczają wody na młyn wrogów Polski”.[10]

Istotnie, sanacyjny dziennik zwrócił uwagę na śląskie publikacje Goetla już parę lat wcześniej, we wrześniu 1934 r. Anonimowy publicysta gazety pisał wówczas w tekście Śląsk przez egzotyczne okulary:

„Raz po raz zjeżdża do nas z wielkim szumem taki odkrywca, jakiś Cortes, jakiś Columb, który «zagadkę» Śląska chciałby rozstrzygnąć sposobem Columba – niby jajko Columba. […] «odkryć» swych dokonują nasi Knickerbrockerzy przeważnie tylko – z okien wagonu. Po prostu przelatują w pośpiesznym tempie przez Śląsk, wypiją kawę w «Monopolu», ewentualnie  likier w którymś z kabaretów, zobaczą ten i ów ko¬min fabryczny, zobaczą gmach wojewódzki i sądzą, że posiedli już całą wiedzę o Śląsku. Nic sobie też Śląsk z reportażów takich nie robi, jest do nich przyzwyczajony. Z uwagą jednak nastawił uszu, gdy na łamach «Gazety Polskiej» począł się pojawiać cykl pt. Ludzie i maszyny pióra nie byle kogo, bo samego p. Ferdynanda Goetla. Przecież to nie byle kto, przecież to powieściopisarz i dramaturg sławny, a jeszcze sławniejszy « Weltbummler», krążący od Islandii po Indie, od Syberii po Egipt! Przybył p. Goetel też na Śląsk i… Jego reportaże skrzą się wszystkimi właściwościami pióra rasowego pisarza, spostrzeżenia jego są nieraz frapujące, często trafne, nieraz jednak idą — mimo. […] Tu już bardzo łatwo o poślizgnięcie się, tu już dobrze trzeba znać teren, żeby nie stłuc porcelany. Ale gdyby nawet p. Goetel raz tylko przeszedł się uważnie ulicami Katowic […] byłby odnalazł i w innych dziedzinach mnóstwo cech wspólnych Polsce i Śląskowi, który bynajmniej jakimś Clondyckiem [sic!] egzotycznym nie jest, byle mu się dłużej i z bliska przyjrzeć. Byłby też lepiej rozumiał rolę tzw. kulturträgerów, rolę baronów węglowych, jak on ich nazywa «grandów cywilizacji», byłby zgłębił rzekomą przeciwstawność tutejszego  «pierona» i «gorola». […] W ogólep. Ferdynand Goetel nie dostrzegł na Śląsku jednego z najważniejszych czynników – volksbundowca! To niedopatrzenie zaś mści się srogo, stwarza wizerunek Śląska fałszywy, a nieraz bardzo szkodliwy”.[11]

W odpowiedzi na te zarzuty autor wystosował list, który – opatrzony dystansującym komentarzem redakcji („uwagi p. Ferdynanda Goetla poniżej drukujemy, jakkolwiek wywody Wielce Szanownego Autora niestety nas nie przekonały”) – został zamieszczony na łamach gazety. Oto najistotniejsze punkty jego odpowiedzi:

„1.Opracowując cykl artykułów pt. Ludzie i maszyny, nie mam ambicji pisać monografii o Górnym Śląsku, a tylko oświetlić pewne zagadnienia, związane w Polsce ze stosunkiem człowieka do cywilizacji. Dlatego też sprawy polskie i niemieckie zejść muszą w artykułach tych na drugi plan.

2.Pisać o Górnym Śląsku ma prawo każdy obywatel polski na podstawie swej ogólnej wiedzy o Polsce, tak jak każdy Ślązak ma prawo pisać o Warszawie i innych dzielnicach Polski. Autor artykułu, występując z jednej strony gorliwie w obronie Górnego Śląska jako całkowitej i bezspornej części Polski i ukazując z drugiej na jego niezwykle i niedostępne dla niewtajemniczonego przybysza właściwości, zajmuje stanowisko, które zwykliśmy nazywać partykularyzmem.

3.Właściwością literata jest lub winno być to, że dostrzega on z «okna wagonu» więcej niż nieraz dojrzeć zdoła przez całe swe życie człowiek stale zamieszkały w środowisku, które się stało przedmiotem obserwacji pisarza. Ścisłość obrazu literackiego polega nie na faktycznej nieomylności, lecz na stopniu odpowiedzialności wobec zasad sztuki i własnego sumienia.

4.Można kwestionować słuszność stanowiska i trafność obserwacji pisarza, ale nie można insynuować mu, że o czymś nie wie, ponieważ się o tym nie wypowiada. Skoro więc szanowny mój oponent znalazł w architekturze Katowic mnóstwo cech wspólnych Polsce, a ja nie, wszystko jest w porządku. Racje będzie miał ten, któremu ją przyzna większość miarodajnych ludzi. Tak samo będzie z różnicą poglądów na «pieronów», «goroli», stroju Ślązaczek etc. Jeżeli jednak autor polemiki powiada, żem «nie słyszał» o panu Willgerze i Hillgerze, «nic nie słyszał o działalności Berg- u. Hüttenm. Vereinu, «nie wiem», że ciężki przemysł był narzędziem germanizacji etc, etc. – wskazuje nieznajomość obyczaju, przyjętego w po¬ważnych polemikach. I myli się również [co] do tego. Owszem: słyszałem, wiem. Zdarza się jednak, że literat nie pisze wszystkiego, co wie. Im więcej schowa dla siebie, tym więcej jest w stanie powiedzieć”. [12]

Wówczas na tej wymianie zdań się skończyło. Ciąg dalszy nastąpił po paru latach, kiedy jedna z części publikowanego w „Gazecie Polskiej” cyklu Ludzie i maszyny, poświęcona Katowicom, trafiła w charakterze tekstu dydaktycznego do wypisów szkolnych dla IV klasy gimnazjum, opublikowanych w 1936 r. przez Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. Szkic zatytułowany Katowice zawierał interesujące wrażenia na temat śląskiego miasta, stanowiąc oryginalną próbę uchwycenia jego specyfiki, charakteru i fizjonomii, wyodrębniających je spośród innych miast i regionów Polski. Impresje Goetla, pisane właściwym mu – miejscami bezceremonialnym, niekiedy nie pozbawionym dosadności – stylem, jednak z wyraźną sympatią, a nawet niejakim podziwem, dalekie były od uczonej powagi czy kurtuazyjnej rewerencji, zawierały natomiast sporo bystrych spostrzeżeń i ocen. Autor zresztą na końcu czynił zastrzeżenie, iż „tak oto wyglądają Katowice na pierwszy, bezpośredni «rzut oka»” i że „nie jest to oczywiście wszystko, co można i należy nich powiedzieć”.[13] Uwagi Goetla, zwłaszcza niezbyt pochlebne na temat mieszkańców Katowic np.: „Ludzi ładnych nie widzi się wielu, a o jakiejkolwiek «rasie» mowy nie ma. […] Zamiast dam widzi się na ulicach baby […]. Czasami tylko wystrzeli z babskiej armii elegantka niby, ale taka, co jej jakoś wszystko wychodzi «na bakier». Chłopaki, dotrzymujące jej towarzystwa, nie mają w sobie nic z fotogenicznego kandydata na ekran. Ruchliwi i impulsywni, po amerykańsku krzykliwi i natarczywi, trzy czwarte roku biegają bez kapelusza na głowie, a latem bez kołnierzyka. Za to nigdzie chyba w Polsce, poza jednymi może przedmieściami Krakowa, nie trzyma się z takim fasonem rąk w kieszeniach od spodni” [14], zostały zauważone, jednak nie spotkały się ze zrozumieniem, wręcz przeciwnie – wywołały dość powszechne oburzenie Ślązaków. 20 stycznia 1937 r. w katowickiej „Polonii” pojawił się felieton pod znamiennym tytułem Taki sobie poszkwilek. Jego autor, podpisany Niejaki X (pseudonim dziennikarza i publicysty Bolesława Surówki), nie szczędził pisarzowi uszczypliwych uwag. Felietonista pisał m.in.: „Możliwe, że p. Goetel jest jakimś nadzwyczajnym arbitrem elegantiarum oraz znawcą w dziedzinie trzymania rąk w kieszeniach, ale jako obserwator ruchu ulicznego jest raczej tandetnym niedołęgą. Twierdzi wprawdzie, że umie odróżnić damy od bab, ale śmiemy sądzić, że to tylko mu się tak zdaje. Ludzie mają rozmaite iluzje i p. Goetlowi również wolno mieć jakąś. Tylko że tej iluzji nie powinien podawać jako prawdy w podręczniku szkolnym”.[15]

Dwa dni później, 22 I 1937 r., stosunkowo obszerny (i napastliwy w tonie) komentarz, poświęcony autorowi czytanki o Katowicach, nazywanemu Ferdinand Goetl, zamieścił niemiecki dziennik „Kattowitzer Zeitung”[16], na który zaraz następnego dnia zareagowała „Polska Zachodnia” w następujących słowach: „Wyzyskując dziwactwa, popełnione piórem p. Goetla, i udając rolę obrońcy obrażonych uczuć Górnoślązaków, wyzyskała «Katowicerka» Goetlowy temat «Katowice» do nowego, niesłychanie perfidnego artykułu pt. Ein Kulturmissionar, obliczonego na sianie nienawiści separatystycznej i na zmieszanie z błotem stosunków na «wschodzie» polskim”.[17] Natomiast „Polonia” pisała: „Tzw. popularnie «Katowicerka» wsiadła na bardzo dużego konia i poświęciła Katowicom cały artykuł wstępny, czyli olbrzymią kichę, w której zrobiła z tej kwestii – aferę polityczną. Artykuł został zatytułowany Ein Kulturmissionar. Napadnięto w nim na wszystkich Polaków spoza Śląska, nazywając ich «Fremde», a przeciwstawiając ich «Oberschlesier»”.[18]

Oprócz wystąpień prasowych [19] nastąpiły liczne reakcje ze strony czytelników. „Polonia” w tym czasie komunikowała, że „telefony do redakcji nie przestają dzwonić, a listy, nadchodzące od oburzonych na p. Goetla czytelników, rosną w prawdziwą stertę”. [20] Zamieszczony w tym samym doniesieniu list, podpisany „Taki Sobie B.”, zawierał m.in. następujące dezyderaty: „utwór pt. Katowice powinien przejść do historii literatury jako wzór, że podobnych rzeczy absolutnie płodzić nie wolno”, „czytanka, w której znajdują się podobnej wartości utwory, jest, mówiąc popularnie, «do maku» i cały jej nakład winien być publicznie spalony na stosie”, zaś „p. Goetel utworem pt. Katowice zakwalifikował się ostatecznie na… PAL” (gra słów w tym ostatnim wyrażeniu zawiera przejrzystą aluzję do skrótu Polskiej Akademii Literatury, w skład której wchodził autor Podróży do Indii). Natomiast w postscriptum autor formułował już niedwuznaczną (choć żartobliwie wyrażoną) pogróżkę: „P.S. W obronie nierasowych i grubokościstych katowiczan nie staję, gdyż urządzają oni składkę na bilet dla p. Goetla, który poślą mu wraz z prośbą o ponowny przyjazd do Katowic. O powrót nie potrzebuje się p. Goetel troszczyć, wróci bowiem do Warszawy autokarem sanitarnym miasta Katowic”.[21]

Manifestacyjne spalenie książki na katowickim rynku stanowiło kulminację protestów, jednak fali wystąpień nie zakończyło. Jednym z nich było demonstracyjne odesłanie przez katowiczanina Jana Kowalczyka Srebrnego Wawrzynu Akademickiego, odznaczenia nadawanego przez Polską Akademię Literatury. W uzasadnieniu swej decyzji Kowalczyk pisał w liście do PAL: „Nie mogę bowiem szczycić się odznaczeniem instytucji, której członek w wysoce nietaktowny sposób ubliża nam, Górnoślązakom”.[22] Sprawa kontrowersyjnego wizerunku śląskiego miasta w czytance szkolnej zatoczyła wkrótce szersze kręgi, wywołując także publiczne protesty młodzieży studenckiej, zrzeszonej w korporacjach. „Uroczysty protest przeciwko paszkwilowi p. Ferdynanda Goetla” założyła Polska Korporacja Akademicka „Vratislavia” w Krakowie; uchwaloną przez nią rezolucję podpisało siedem innych korporacji („Akropolis”, „Gnomia”, „Lauda”, „Montana”, „Gildia”, „Palestra”, „Versalia”), „nadto wyraziło swą zgodę i uznanie dla powyższej rezolucji” pięć dalszych („Corolda”, „Arcadia”, „Pretoria”, „Capitolia”, „Silingia”).[23]

W tym antygoetlowskim froncie warto odnotować jeden głos, wyłamujący się z powszechnie panującej opinii. Na łamach katowickiego dwutygodnika „Kuźnica”, pisma „poświęconego zagadnieniom współczesności i Śląska”, ukazał się krótki komentarz, biorący niejako pisarza w obronę. Jego autor pisał: „Godzimy się najzupełniej z tym, że artykuł p. Goetla nie powinien się znaleźć w podręczniku szkolnym i uważamy, że sprawa ta jest przez prasę należycie skomentowana. Chodzi nam o inną rzecz. Stwierdzamy, że p. Goetlowi stała się poniekąd krzywda, skoro jego tak żywo zaatakowano, a «wyczyny» innych autorów uszły im na sucho.” [24]. (Jako przykład wskazany został artykuł Wandy Melcer w śląskim numerze „Wiadomości Literackich”). [25]

Rozgłos, jaki towarzyszył protestom przeciwko pomieszczonemu w czytance szkolnej tekstowi Goetla wykroczył wkrótce poza prasę regionalną. Na fakt ten zwróciły uwagę stołeczne „Wiadomości Literackie” w satyrycznej rubryce Camera obscura (dział ten był redagowany przy współpracy czytelników pisma, którzy „za najsmakowitszy kąsek danego tygodnia”, nadesłany do redakcji, otrzymywali nagrodę pieniężną). Przedrukowany tekst miał pochodzić z „Małego Dziennika” (nr 29), donoszącego z Katowic, że „w Imielinie odbyło się zebranie zespołu związków i towarzystw polskich, które powzięło rezolucję dotyczącą obelżywego dla Ślązaków utworu pana Ferdynanda Goetla pomieszczonego w podręczniku dla czwartej klasy gimnazjalnej a zatytułowanego Katowice” . [26] Tygodnik, do niedawna jeszcze traktujący pisarza za „swojego” autora, w każdym razie zamieszczający na swoich łamach jego teksty (i poświęcone jego twórczości omówienia), wyraźnie nie podzielał jego ostatnich politycznych sympatii i wyborów, kiedy poparł Obóz Zjednoczenia Narodowego oraz objął redakcję „Kuriera Porannego”. Na polityczny aspekt sprawy wskazywał wyraźnie końcowy, utrzymany w kpiarskim tonie komentarz: „Odpowiedz im, Ferdziu, jakimś morowym wstępniakiem w «Poranniaku», bo jak donosi «Goniec Warszawski» (nr 31), stosiaka na rynku rozpalili i elementarniaka z twoim katowiczakiem spalili, a jeszcze chwila i przypiszą Cię do Żydów. Potem dopiero rób totalniaka. Serwus. Twoje kasztany”.[27].

Publicystyczny cios „Wiadomości Literackich”, pisma głównie liberalnej inteligencji, wymierzony został zarówno przeciwko zajmującemu eksponowane stanowiska pisarzowi, który opowiedział się wyraźnie po stronie przeciwnej opcji politycznej, jak i katolickiego dziennika, niewątpliwie również traktowanego jako oponent. Oprócz tych przejrzystych intencji niewyjaśnioną kwestię stanowi podstawa przedruku, ponieważ we wskazanym numerze „Małego Dziennika” (1937, nr 29) cytowany (czy raczej w parodystyczny sposób parafrazowany) i komentowany tekst nie istnieje. W tym wypadku wchodzą w grę dwie możliwości: albo była to pomyłka, albo świadoma mistyfikacja…

Tuż po publicznym autodafe podręcznika „Kattowitzer Zeitung” donosił, iż rada miejska Katowic rozpatrywała sprawę obrazy ogółu obywateli miasta przez pisarza Goetla. Ku ubolewaniu redakcji, zamiast szybkiego uchwalenia oficjalnego protestu utworzono komisję, mającą zbadać zasadność tych zarzutów. Relacjonująca to gazeta obawiała się, że w związ¬ku z takim obrotem sprawy „protestu przeciwko Goetlowi można oczekiwać dopiero wtedy, gdy sprawa porośnie trawą”.[28]

Wbrew obawom „Katowicerki”  sprawa podręcznika jednak nie wygasła. Po kilku miesiącach od głośnej sprawy, 12 września 1937 r., ukazał się w „Polonii” alarmujący tekst pt. Goetel znowu na widowni, w którym pisano: „W poprzednim roku szkolnym głośna była na Śląsku sprawa książki Mówią wieki,  czytanki  szkolnej  w gimnazjach. W podręczniku tym znalazło się skandalizujące opowiadanie p. Ferdynanda Goetla pod tyt.: Katowice, w którym potraktowano ludność śląską w niesłychanie oburzający sposób. Cała opinia śląska domagała się wycofania tego podręcznika. Na rynku w Katowicach urządzono znamienną demonstrację, w czasie której spalono kilkanaście egzemplarzy dzieła Mówią wieki. Władze szkolne dawały do zrozumienia, że podręcznik ten zostanie wycofany. Otóż obecni wobec rozpoczęcia nowego roku szkolnego nadeszła dobra sposobność wycofania tej książki. Dowiadujemy się jednak, że czytanka jest nadal używana w gimnazjach i że uczniowie nadal muszą się «rozkoszować» bzdurami p. Goetla o Katowicach”. [29] Doniesienie kończyło się przynaglającym pytaniem: „Kiedy nareszcie władze zrobią porządek?”.

Można byłoby się spodziewać, że z czasem sprawa ostatecznie pójdzie w zapomnienie, ta jednakże nieoczekiwanie odżyła jeszcze raz tuż przed wybuchem wojny, latem 1939 r. Jak pod koniec życia wspominał Wilhelm Szewczyk, „kiedy w czerwcu 1939 Ferdynand Goetel w charakterze prezesa Zarządu Głównego Związku Literatów przyjął wraz z Karolem Irzykowskim zaproszenie młodych literatów z Zespołu «Fantana» na zjazd w Katowicach, na łamach «Powstańca», organu wojewody Michała Grażyńskiego, raz jeszcze zaatakowano Goetla za tamtą prozę”. [30] Śląski tygodnik „Powstaniec” zapowiadał w tytule podpisanego inicjałami Z.G. artykułu, że Sprawa Goetla nie przebrzmi, stwierdzając stanowczo, że „dojrzała i miarodajna opinia śląska, przede wszystkim zaś zwarta i jednolite opinia śląskiego obozu niepodległościowo-powstańczego nie odstąpi od minimalnego żądania usunięcia utworu p. Goetla z wymienionego podręcznika szkolnego. Jak długo to nie nastąpi, jak długo p. Goetel nie uzna za swój obowiązek poruszenia właściwych sprężyn dla zadośćuczynienia temu żądaniu, tak długo nawet wbrew «Fantanie» łub innej «Kuźnicy» uważać będziemy, że niezałatwione rachunki nie rokują pozytywnego rozwoju stosunków p. Goetla ze Śląskiem”. [31]

Ostatnie słowo należało jednak do „Fantany”, która uznała powrót do „dawno już przebrzmiałej sprawy reportażu Ferdynanda Goetla” za „odgrzewane pretensje”. W obszernej – niepodpisanej, lecz niewątpliwie reprezentującej stanowisko redakcji – nocie stwierdzano, że „niektórzy antagoniści Goetla chcieliby w stosunku do Śląska być plus catholique que le pape”. Zauważając urażone ambicje i nerwowe reakcje opinii publicznej, krytyce poddane dominującą na Śląsku postawę: „Ciągle chcemy, żeby nas chwalono, żeby mówiono o nas tylko wstrętnym żargonem oficjalnych pochwał. Nie mamy samokrytycyzmu, a czasem i poczucia humoru. Nie umiemy pogodzić poczucia własnej wartości ze spojrzeniem realnym i krytycznym. Żądamy, żeby stosowano do nas pewne utarte formułki, które nam schlebiają, a każde odchylenie od nich uważamy za śmiertelną obrazę”. Redakcja śląskiego miesięcznika zwróciła się nawet do samego pisarza z prośbą o wyjaśnienie swego stanowiska w budzącej emocje sprawie. Ten – relacjonowano – „odpowiedział otwarcie: do niczego się nie poczuwam, ostatnio przeczytałem sobie jeszcze raz ten reportaż i doszedłem do wniosku, że dziś nie skreśliłbym z niego ani słowa”. Sprawdzając zasadność formułowanych pod adresem reportażu Goetla zarzutów, redakcja doszła do następujących wniosków: „Przede wszystkim nie chodzi tu o cały Śląsk, ale o Katowice. Tylko o Katowice. A to jest sprawa zasadnicza. Następnie konstatujemy, że kamieniem obrazy są dwa czy trzy powiedzenia, źle interpretowane, podczas gdy cały reportaż pisany jest z sympatią żywą i serdeczną, możemy śmiało powiedzieć, z uznaniem, podziwem i… szacunkiem. Nie ma w nim za grosz tromtadractwa, jest bystre i głębokie spojrzenie, są proste i jasne stwierdzenia, które Ślązakowi przynieść tylko zaszczyt”. Notatkę kończyło wyjaśnienie: „Poświęciliśmy temu tyle miejsca, bo cenimy Goetla i jesteśmy mu wdzięczni za to niezdawkowe zainteresowanie, jakim darzy śląski ruch literacki; uczyniliśmy to dlatego, że wydaje nam się, iż z tej całej niepoważnej historii  właśnie Goetel wyszedł pokrzywdzony” .[32]

Ta opinia, zamieszczona w podwójnym, lipcowo-sierpniowym numerze „Fantany” z 1939 r., zakończyła prasową dyskusję o katowickim reportażu Ferdynanda Goetla. Kontynuacji sprawa nie miała, natomiast spektakularny incydent z publicznie spalonym utworem – bez precedensu w polskiej historii literatury – odszedł w niepamięć. Wkrótce inne, znacznie bardziej poważne problemy zaprzątnęły powszechną uwagę. Natomiast autor kontrowersyjnego tekstu, w 1943 r. uczestnik zorganizowanej przez Niemców polskiej delegacji do Katynia, na miejsce odkrytego miejsca sowieckiej zbrodni, po wojnie został zmuszony do ucieczki z kraju, gdzie jako nieprzejednany emigrant i antykomunista objęty został całkowitym zakazem cenzury. Zmarły w Londynie w 1960 r. pisarz do Polski powrócił zupełnie niedawno – jego prochy zostały złożone 13 XIII 2003 r. na zakopiańskim cmentarzu na Pęksowym Brzyzku. Powoli też wraca jego twórczość, w związku z tym warto upomnieć się o powrót jego śląskich tekstów –  cyklu międzywojennych reportaży Ludzie i maszyny oraz powieści Anakonda.

Krzysztof Polechoński

Pierwodruk: „Stańczyk.  Pismo postkonserwatywne” nr 40/41 (2004).

Przypisy

1 F. Goetel, Notatki literackie, „Wiadomości”, 1958, nr 5.

2 Idem, Katowice, [w:] J. Balicki, S. Maykowski, Mówią wieki, cz. IV: Czwarty rok nauki języka polskiego w gimnazjach, Lwów 1936, s. 431-435.

3 Zob. J. Wulf, Literatur und  Dichtung im Dritten Reich. Eine Dokumentation, [Reinbek bei Hamburg] 1966, s. 44-67. Por. także H. Orłowski, Literatura w III Rzeszy, Poznań 1975, s 24-25 (tamże dalsza literatura przedmiotu).

4 Wielkie skutki małego paszkwilu. Manifestacja przeciw Ferd. Goetlowi w Katowicach, „Polonia”, 1937, nr 4414.

5 Kundgebung gegen Herrn Goetel und die „Polska Zachodnia“. Ein   Scheiterhaufen“ auf dem Kattowitzer Ring, „Kattowitzer Zeitung“, 1937, nr 22 (tłum. K.P.).

6 P. Goetel w… opałach, [w rubryce:] Pod światło, „Polska Zachodnia”, 1937, nr 29.

7 Ibidem.

8 Choć w Polsce międzywojennej wydarzenie z pewnością należało do niecodziennych pokrewne praktyki były stosowane i w Europie, i za oceanem (zob. zwł. pracę Jamesa J Martina An American adventure in bookburning in the style of 1918, Colorado Springs, 1988, poświęconą jednakże w większości cenzurze wojennej w Stanach Zjednoczonych) W okresie pierwszej wojny światowej dochodziło w USA do publicznego palenia książek niemieckich.

9 F. Goetel, [cykl:] Ludzie i maszyny, „Gazeta Polska”, 1934, nry 198, 201, 207, 214, 220 227, 235, 238, 249, 259, 263, 264, 270, 277, 305, 319, 326, 336.

10 P. Goetel w… opałach, op. cit.

11 Śląsk przez egzotyczne okulary. Krytyczne uwagi na marginesie cyklu artykułów
p. Ferdynanda Goetla pt. „Ludzie i maszyny”, „Polska Zachodnia”, 1934, nr 260.

12 Śląsk przez egzotyczne okulary. Odpowiedź Ferdynanda Goetla, „Polska Zachodnia”, 1934, nr 262.

[13]F.Goetel, Katowice, op.cit. str.435.

[14] Ibidem, str.432.

[15]  Niejaki X [B.Surówka], Taki sobie paszkwilek, [felieton] Pod włos, „Polonia” 1937, nr 4406 .

16 h.  Ein „Kulturmissionar“, „Kattowitzer Zeitung“, 1937, nr 17.

17 Bezkarny system zohydzania Polski, [w rubryce:] Pod światło, „Polska Zachodnia”, 1937 nr 23.

18 Niejaki X. [B. Surówka], Jeszcze o „Takim małym paszkwilku”, [felieton:] Pod włos„ „Polonia”, 1937, nr 4410.

19 „Polonia” zauważała: „Swoje trzy grosze dorzuciły do tej historii «Kattowitzer Zeitung»  oraz «Polska Zachodnia». Razem więc sześć groszy” (ibidem).

20 Ibidem.

21 Ibidem.

22 Ślązacy protestują przeciw Ferd. Goetlowi, „Polonia”, 1937, nr 4424.

23 Protest młodzieży akademickiej przeciw paszkwilowi Ferd. Goetla, „Polonia”, 1937, nr 4441 (tu przedrukowany tekst rezolucji).

24 Z. Grzymała, „Wstrząsy” na Śląsku, [w dziale:] Przeglądy, „Kuźnica”, 1937, nr 5.

25 W. Melcer, Hałdy i zboże, „Wiadomości Literackie”, 1936, nr 48.

26 Ferdzio na stosie, [w dziale:] Camera obscura, „Wiadomości Literackie”, 1937, nr 8.

27 Ibidem.

28 Ob Goetel die Kattowitzer Bürger beleidigt hat?, „Kattowitzer Zeitung“, 1937, nr 23 (tłum. K.P.).

29 Goetel znowu na widowni. Co na to władze?, „Polonia”, 1937, nr 4637.

30 W. Szewczyk, Ferdynand Goetel a Śląsk, [z cyklu:] Z mojego raptularza, „Dziennik Zachodni”, 1991, nr 77.

31 Z. G., Sprawa Goetla nie przebrzmi, „Powstaniec”, 1939, nr 30. (Pryncypialny ton
ataku na pisarza mierzył również w „Fantanę”, której – wedle opinii wyrażonej w artykule- „akademik literatury Goetel wydaje się jakimś wysokim protektorem”.)

32 Odgrzewane pretensje, „Fantana”, 1939, nr 7/8.



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»