Hans Blűher Teoria męskiej społeczności
Pierwodruk: Rewolucja Konserwatywna w Niemczech 1918-1933, wybór i opracowanie Wojciech Kunicki, Poznańska Biblioteka Niemiecka pod redakcją Huberta Orłowskiego i Christopha Kleßmanna, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1999, przeł. Tomasz Gabiś.
Podstawa przekładu: Hans Blüher, Die Rolle der Erotik in der männlichen Gesellschaft. Eine Theorie der menschlichen Staatsbildung nach Wesen und Wert, Neuasusgabe besorgt von Prof. Dr. Hans-Joachim Schoeps, rozdział „Die Theorie der männlichen Gesellschaft“, Stuttgart 1962, s. 238- 252.
1
Gdyby w obrębie rodzaju ludzkiego istniała tylko rodzina, to zapewnione byłoby jedynie przetrwanie gatunku. Stworzenie państwa dochodzi do skutku dopiero dzięki zaistnieniu drugiego bieguna obdarzonego socjologiczną kreatywnością. A ten drugi biegun to męska społeczność. Podczas gdy kobieta jest socjologicznie jednostronna i dąży tylko ku rodzinie, mężczyzna skłania się zawsze w dwie strony: ku rodzinie i ku męskiej społeczności. Żaden mężczyzna nie jest wyjęty spod działania tego podwójnego dążenia. U typowego ojca rodziny, który zdaje się nie znać niczego poza swoją żoną i dziećmi, widać wyraźne ślady tęsknoty za związkami mężczyzn, a z kolei prawdziwy typus inversus, dla którego nic nie jest bardziej odległe niż myśl o założeniu własnej rodziny, pozostaje jednak przez całe życie pasywnym, ale i namiętnym uczestnikiem życia rodziny, z której pochodzi.
Socjolog Heinrich Schurtz napisał książkę Grupy wiekowe i związki mężczyzn. Przedstawienie podstawowych form społeczeństwa (Altersklassen und Männerbünde. Eine Darstellung der Grundformen der Gesellschaft, Berlin 1902, Georg Reimer Verlag). Książka ta, której precyzyjny język świadczy o sile myśli jej autora, wykazuje z całą mocą, że potrzebna jest zasada stowarzyszania się wychodząca poza rodzinę, aby ze zwierzęcego gatunku człowieka (który nie zawiera żadnej zdeformowanej „trzeciej płci”) uczynić istotę zdolną do stworzenia państwa. Książka pokazuje, jak to się dzieje, że stałe przebywanie w towarzystwie kobiety jest dla mężczyzny nie do zniesienia i ściąga go w dół oraz jak mocny jest u niego przymus, aby ją porzucić i podążyć do mężczyzn. Przeciwnie kobieta – pani domu, która spełnia się i zamyka w swoich granicach, kiedy jest matką rodziny. Tą drugą formą stowarzyszania się, stanowiącą przeciwległy biegun rodziny, są, według Schurtza, związki mężczyzn (Männerbünde).
Heinrich Schurtz jest czystym socjologiem: zadowala się przedstawieniem socjologicznych faktów i opisaniem form, jakie przybiera ludzkie społeczeństwo. Kwestia, w jaki sposób doszło do tego, że akurat ta, a nie inna forma społeczna musiała powstać, nie należy do jego dziedziny, to znaczy nie jest on psychologiem. Oczywiście, Schurtz potrafi z wielką przenikliwością wychwycić poszczególne zjawiska i uczynić je zrozumiałymi; ale psychologia, którą uprawia, dotyka jedynie powierzchni, to znaczy jedne treści świadomości wyjaśnia innymi treściami świadomości. Nie jest mu jeszcze znana technika psychologii analitycznej, która zajmuje się właśnie niejasnymi i zagmatwanymi treściami świadomości, stąd ukryte pozostają dla niego korzenie, z których wyrastają formy socjologiczne. I tak, aby wyjaśnić ów podwójny rodzaj stowarzyszania się mężczyzn, robi Schurtz następujące zestawienie: mężczyzna posiada po pierwsze popęd płciowy, który pcha go ku kobiecie i ku założeniu rodziny. Po drugie jednak posiada popęd ku stowarzyszaniu się, który pcha go ku mężczyźnie i ku zakładaniu związków mężczyzn. Jest jasne, że stosuje się tu dwie nierówne miary. Albowiem rzecz ma się tak: jeśli podmiot popędu A odczuwa seksualne napięcie wobec przedmiotu popędu X (= kobieta) i idzie z miejsca a do miejsca b, gdzie znajduje się X, wówczas to, co go tam pcha jest właśnie popędem, seksualnością; stowarzyszenie się jest niczym więcej jak jej motoryczną funkcją. Przebycie drogi z a do b nie jest żadnym szczególnym popędem, z czego jasno wynika, że w ogóle nie istnieje nic takiego jak „popęd stowarzyszania się”, chyba że pozbawimy słowo „popęd” jego pierwotnego znaczenia. Stowarzyszanie się nie jest niczym samodzielnym, czymś, co mogłoby się także samo z siebie wprawiać w ruch, lecz jest wyłącznie funkcją czegoś innego. Dlatego nie należy mówić: jeśli mężczyzna idzie do mężczyzny, to pcha go do tego popęd stowarzyszania się. Takie zdanie nie mówi nic więcej niż słynne: „Bieda pochodzi z pauvrete„.
Dlatego jesteśmy zmuszeni albo powiedzieć tak: jeśli mężczyzna idzie do kobiety i zakłada rodzinę, to posłuszny jest popędowi (x), który pcha go ku kobiecie, a jeśli idzie do mężczyzny i zakłada związek mężczyzn, to posłuszny jest popędowi (y), który pcha go ku mężczyźnie – ale to oznacza, że wcale nie dokonaliśmy analizy obu przypadków i pozostaliśmy na poziomie tautologii. Albo też postąpimy tak: zanalizujemy oba zjawiska traktując popęd zwany do tej pory popędem stowarzyszania się jedynie jako funkcję motoryczną i w obu przypadkach w miejsce x i y wstawimy seksualność, przy założeniu, że w przypadku y jest ona odwrócona i podlega skomplikowanemu systemowi mechanizmów psychicznych. To byłoby logiczne. Ale tym samym na płaszczyznę czysto socjologiczną nałożona zostaje płaszczyzna seksualna i ostateczna kwestia, w jaki sposób ludzie – przedstawiciele zwierzęcego gatunku, łączą się ze sobą, aby stworzyć państwo, byłaby rozwiązana. I tak należy w istocie postąpić.
Zanim doprowadzimy do końca naszą własną myśl, powróćmy jeszcze do wywodów Heinricha Schurtza. Badał on te ludy, które nazywamy, nie zawsze w pełni słusznie, ludami prymitywnymi. U początku „męskiego popędu do stowarzyszania się” i jako jego pierwotny jego przejaw stoi tak zwany dom mężczyzn (Männerhaus). Niechaj Schurtz sam nam powie, jak wygląda typowy obraz domu mężczyzn: „Typowy dom mężczyzn lub kawalerów można określić jako budynek, w którym przebywają młodzieńcy, którzy osiągnęli już dojrzałość, ale jeszcze się nie ożenili. Tutaj gotują oni swoje posiłki, tutaj pracują i bawią się, tutaj jest nocą ich miejsce do spania. Natomiast żonaci mężczyźni zamieszkują wraz z żonami i dziećmi pojedyncze, zwykle o wiele mniejsze domy; w większości przypadków wstęp do domu kawalerów jest całkowicie wzbroniony kobietom i dzieciom, natomiast mile widziane są tam młode dziewczęta, które wraz z mieszkańcami domu oddają się wolnej miłości. Tak więc grupa wiekowa nieżonatych mężczyzn jest jako całość przeciwstawiona wszystkim pozostałym członkom naturalnej grupy społecznej, i dom mężczyzn jest poniekąd widzialną manifestacją tego stanu rzeczy” (s. 203).
Chciałbym tu od razu, wychodząc z nowego, psychologicznego punktu widzenia, skorygować ten typowy obraz domu mężczyzn, trzymając się przy tym ściśle materiału zebranego przez Schurtza w jego dziele. Skłaniałbym się mianowicie ku tezie, że przyjmowanie dziewcząt w celu uprawiania z nimi wolnej miłości nie jest pierwotną cechą typowego domu mężczyzn, lecz późniejszym ustępstwem na rzecz tych członków, którzy nie mogli obejść się bez kobiet. Powody, dla których skłonny jestem widzieć w wykluczeniu dziewcząt istotną cechę prototypowego domu mężczyzn, wynikają z doświadczeń, jakie miałem z tymi strukturami, które, jak zmuszony jestem mniemać, należy uznać za naturalne reprezentacje domu mężczyzn w naszym współczesnym życiu społecznym. Z tego samego powodu chciałbym uzupełnić o jeszcze jeden rys klasyczny obraz domu mężczyzn, pominięty przez Schurtza, choć on sam dostarcza ku temu aż nadto materiału: a mianowicie skłonność do mistyfikacji. Podczas gdy rodzina pozbawiona jest elementu mistycznego (albowiem tutaj seksualność jako taka może się manifestować w sposób całkowicie jawny), to dom mężczyzn i jego pochodne owiane są aurą mistyki. Nie ma struktury tego rodzaju, w której nie występowałaby tendencja, aby swoją egzystencję i swoje działania otaczać tajemnicą. To, co tajemne, metafizyczne i spirytualne jest tutaj na swoim miejscu i okazuje się stałą cechą tej formy stowarzyszania się. Schurtz zdaje się tego nie zauważać, mimo iż zebrany przezeń materiał mówi o tym aż nadto wyraźnie. I tutaj widać różnicę pomiędzy psychologią powierzchni a psychologią analityczną. Dla tych, dla których jedynie treści świadome są przedmiotem psychologii, wszystkie urojenia i magie, wszystkie mistycyzmy, tańce w maskach, symbole i znaki muszą być pozbawione sensu. I takie też są, jeśli ich sensu chce się szukać w nich samych lub na płaszczyźnie świadomości. Jeśli jednak dokona się podziału na jawną i ukrytą treść tych psychicznych tworów, a więc zastosuje metodę użytą po raz pierwszy przez Freuda przy interpretacji snów, to wówczas właśnie ujawni się sens, który, rzecz jasna, ma całkiem inne oblicze niż to, jakie okazuje na zewnątrz.
Prześledźmy więc, jak Schurtz w swojej książce przedstawia dom mężczyzn i tajne związki (Geheimbünde). Pierwotnie dom mężczyzn nie ma żadnego celu; tak należy to ująć. On po prostu jest, i mężczyźni są razem, ponieważ chcą być razem. Z czasem jednak zaczyna pełnić pewne praktyczne funkcje, co w języku psychologii analitycznej nazywamy „racjonalizacją”. Najpierw staje się domem zabawy i tańców – przy czym łatwo dochodzi wówczas do wtargnięcia kobiet, co powoduje, że zatraca się jego charakter jako czystego domu mężczyzn. Potem przekształca się w kuchnię albo pijalnię piwa lub też staje się jadalnią, a potem łaźnią lub sauną. Ważną funkcję spełnia dom mężczyzn wówczas, kiedy, co ma związek z polityczną duchowością płci męskiej, staje się miejscem narad, a poprzez to wytwarza z siebie w ogóle publiczną reprezentację wspólnoty. Tutaj raz jeszcze przekonujemy się, że polityczne zorganizowanie ludzkiego społeczeństwa nie wychodzi od rodziny, która jest wyłącznie przedmiotem narad, ale od związków mężczyzn. Puentując: dom mężczyzn oddala się maksymalnie od swojej pierwotnie czysto popędowej tendencji; tendencja ta jednak zyskuje znowu na znaczeniu w przetworzonych formach domu mężczyzn, w których zbierają się oni, aby wspólnie zażywać środki odurzające; palarnie i gospody są takimi przetworzeniami domu mężczyzn, również sławne dzięki nawykom króla kolegia tytoniowe mogą być interpretowane tylko w ten sposób.[1]
O jeszcze innych praktycznych celach domu mężczyzn dowiadujemy się z książki Schurtza:
„Przy metamorfozie domu mężczyzn decydująca może stać się ponadto okoliczność, że mieszkają w nim wojownicy, lub że przynajmniej zbierają się tutaj najdzielniejsi z nich. W okresach, kiedy grozi niebezpieczeństwo, młodzi wojownicy przejmują straż nad wioską, ich dom staje się strażnicą, a w razie alarmu punktem zbornym dla wszystkich zdolnych do noszenia broni, warownią i zbrojownią danej miejscowości. Te funkcje domu mężczyzn mogą się zachować także wówczas, gdy zanikł obyczaj zamieszkiwania w nim wszystkich kawalerów. Jako najbardziej umocnione miejsce wioski dom mężczyzn staje się również miejscem do przechowywania zapasów i bogactw, czyli magazynem, gdzie chroni się cenne rzeczy. Kiedy indziej znów może pełnić funkcję więzienia dla jeńców wojennych lub dla przestępców, którzy są tutaj pod najlepszym nadzorem. W Melanezji domy mężczyzn znajdują się częstokroć na plaży i służą jako szopy do przechowywania łodzi wojennych, co staje się wówczas często ich główną funkcją. Z kolei w innych warunkach dom mężczyzn ulega transformacji, która ma olbrzymie znaczenie i sprawia, że może on w swojej nowej postaci utrzymać się na trwałe w całkowicie zmienionych okolicznościach. Jego mieszkańcy są wojownikami plemienia i jako tacy częściej niż pozostali współplemieńcy zmuszeni są do zajmowania się zmarłymi ze swojego lub z obcych plemion, rozwijają stąd specyficzny kult zmarłych” (s. 207- 208).
Na angielskiej Nowej Gwinei zaobserwowano dom mężczyzn w formie, która pozwala nam nieco głębiej spojrzeć w jego psychologię:
„Wielkim, długim na 50 i szerokim na 9 metrów był także budynek zwany dubu, który w miejscowości Meiva wyznaczono na mieszkanie Chalmersowi. O ile podróżnik nie zrozumiał fałszywie gospodarzy, to dubu dostępny jest tylko dla żonatych mężczyzn, co pozwala wnioskować, że stan pierwotny uległ osobliwej transformacji; trzeba tymczasem jeszcze poczekać na dokładniejsze dane. Wszystkie filary domu mają nazwy i każdy kacyk ma jeden filar dla siebie. Mężczyźni zbierają się (raz do roku?), aby przez dwa miesiące mieszkać w dubu, i podczas tego czasu żonom i pannom nie wolno ich oglądać; donosi im się jedzenie, które zabierają dopiero wtedy, gdy kobiety się oddalą. Pod koniec okresu odosobnienia mężczyźni kąpią się razem w morzu i świętują kilka dni i nocy” (podkreślenie moje — H.B.; s. 226).
Schurtz przytacza relację etnologa Westenberga z Sumatry:
„Westenberg widział np. pal z wystruganymi motywami fallicznymi stojący w środku balei (dom mężczyzn — H.B.), na którym wypisane były równocześnie batakijskie prawa. W podłodze sali zebrań wyrżnięta jest zwykle szachownica, której często się używa. U żyjącego na południowym wschodzie plemienia Karo B. Hagen odkrył, że na określenie domu mężczyzn używa się słowa «balebale»; wydaje się, że nie wszędzie zachował on tutaj swoją dawną funkcję. Dom w Nagasaribu, który wyznaczono Hagenowi na kwaterę nie nadawał się prawie do zamieszkania, gdyż powynoszono deski z podłogi, a bocznych ścian w ogóle nie było; mieszkańcy wioski, jak się zdaje, w ogóle go nie używali, pomijając fakt, że mężczyźni używali go jako — pisuaru” (s. 261 – 262).
W innym miejscu wszelako znajdują się wizerunki kobiecych narządów płciowych, co akurat trzeba interpretować jako ustępstwo. Używanie domu mężczyzn jako pisuaru jest przejawem jego najgłębszej regresji polegającej na wtargnięciu motywów infantylnych. Przypominają się w tym miejscu pewne obyczaje studenckie, których świadectwem jest choćby stale cuchnący uryną Rübenstein w Marburgu na rzeką Lahn. Ale i te miejsca są przez mężczyzn traktowane z osobliwą mieszaniną uczuć: z humorem i nabożnością.
Z Ameryki Południowej pochodzi, przytoczona przez Schurtza, relacja badacza Karla von den Steinena:
„Centrum bytowania ludu Bororo jest baito, dom mężczyzn, i w po równaniu do niesłychanie hałaśliwego życia, które wre tam dzień i noc, chaty rodzinne nie są niczym więcej niż miejscem pobytu kobiet i dzieci. Zebrani [w baito] mężczyźni nazywają się aroe, a to ze względu na wspólne polowania. W pieśniach rozbrzmiewających w baito i rozchodzących się daleko, prawie każdego dnia i każdej nocy, co nie jest wielką przesadą, aroe nie jest trzecim, ale drugim słowem; w pieśniach tych bowiem wylicza się zwierzęta i rzeczy, i za każdym razem, kiedy je się wymienia, następuje po nich przynajmniej jedno aroe. (…) Plemię sprawia wrażenie złożonego z myśliwych męskiego towarzystwa śpiewaczego, którego członkowie zobowiązują się nie żenić się przed czterdziestym rokiem życia, lecz żyć razem w swoim klubie” (s. 296). Ten ostatni wymóg jest niezwykle surowy. Ale coś podobnego odkryć można także w naszym życiu społecznym, kiedy to młodzieńcy przed dwudziestką są w sobie zakochani. Myśl o tym, że jeden z nich mógłby się ożenić, jest wówczas zwykle w najwyższym stopniu bolesna dla tego drugiego.
2
Gdy czyta się książkę Schurtza, dziwić musi fakt, że w odniesieniu do domów mężczyzn i związków mężczyzn tak zdumiewająco mało pisze on o seksualności. Zapewne spotkam się tu z zarzutem, że usiłuję coś arbitralnie zinterpretować. Ale przecież mamy aż nadto wiele dowodów świadczących o silnej skłonności do inwersji [seksualnej] u ludów pierwotnych. Poza tym nie wolno nam przeoczyć psychologii błędu obserwacyjnego, który pojawia się zawsze, kiedy ktoś wchodzi w rolę reportera. Gdy tylko związek mężczyzn zauważy, że jest obserwowany i że ktoś pragnie zdać o nim relację, wysuwa na pierwszy plan to, co najmniej istotne, a skrywa swoją tajemnicę. I tak na przykład byłoby rzeczą całkowicie niemożliwą rozszyfrowanie erotycznej struktury ruchu Wędrowny Ptak (Wandervogelbewegung), gdyby ktoś przybył doń jako reporter jakiejś gazety i zadowolił się obserwowaniem życia takiego, jakie dzieje się przed jego oczyma. Ktoś taki jedynie przez przypadek mógłby zauważyć przejawy inwersji seksualnej, gdyż widziałby on zawsze tylko najmniej ważne aspekty ruchu: zdrowotne, patriotyczne, socjalne, turystyczne. Jednak gdy tylko ktoś nastawiony jest na obserwację sfery psychologicznej i sam w niej uczestniczy, to wszystko ukazuje się w niezafałszowanej wyrazistości i odsłonięta zostaje najbardziej wewnętrzna natura związku mężczyzn. Jest przeto wielce prawdopodobne, że ów obserwacyjny błąd popełnia się również w przypadku związków mężczyzn występujących u ludów pierwotnych, których psychiczna drażliwość jest przecież znana. Ale w jednym miejscu udaje się Schurtzowi zbliżyć do głębszego zrozumienia faktów socjologicznych, a mianowicie w rozdziale „Kluby i tajne związki”, w którym na stronie 323 mówi o „pobudzającej towarzyskość sile substancji narkotycznych”. Pisze on:
„Większość przynależnych tu napojów i substancji ma tę właściwość, że wywołuje z reguły radosny i przy umiarkowanym spożyciu, serdeczny nastrój, który nadzwyczajnie sprzyja towarzyskiemu zbrataniu i bardziej umacnia więzi pomiędzy mężczyznami niż zwyczajne, wspólne biesiadowanie. (…) Jak łatwo się domyślić, picie i palenie przybiera niekiedy charakter praktyk religijnych. W nieomal groteskowy sposób palenie haszyszu przez Kalambę, kacyka ludu Baluba w południowej dolinie Konga było wykorzystane, aby wytworzyć w kraju atmosferę zgody i porozumienia i przekształcić cały lud rozdarty wcześniej przez ciągłe zatargi we wspólnotę spokojnych palaczy, u których silnie pobudzony popęd towarzyski skutecznie przezwyciężył napięcia powstające z rodzinnych i rodowych zazdrości”.
Chciałbym tu pójść tylko jeden krok dalej i opisać krótką scenę, którą mi zrelacjonowano, a która rozegrała się w jednej z małych drużyn Wędrownego Ptaka (Wandervogelbund). Był tam młody drużynowy, człowiek skryty i małomówny. Pewnego razu odbywała się wesoła pijatyka i panował wielce radosny nastrój. I wówczas młody człowiek dał się ponieść przez „mocno pobudzony popęd towarzyski”, zerwał się z miejsca i zaczął obejmować i całować wszystkich kolegów siedzących wokoło. Poznałem go później i okazało się, że reprezentuje autentyczny typus inversus. Lub inna scena: znałem drużynowego w Wędrownym Ptaku, który stale czynił wysiłki, aby odsunąć od siebie podejrzenia o inwersję. Ale był mocno przywiązany do przedstawicieli własnej płci i było oczywiste, że nie może bez nich żyć. Był zaręczony, jednak jego związek z narzeczoną ciągnął się w nieskończoność. Charakterystyczne było jeszcze to, że włóczył się nocami po berlińskich kawiarniach ze swoim szwagrem, który również był drużynowym w Wędrownym Ptaku, dyskutując na wszystkie możliwe tematy. Pewnego razu znów była pijatyka i ponownie odezwał się „mocno pobudzony popęd towarzyski”. Drużynowy upił się lekko i w alkoholowym oszołomieniu zerwał nagle z palca zaręczynowy pierścionek i rzucił go w kąt z okrzykiem: „Ach, to wszystko to przecież głupstwo!”. Nie uzdrowiło go to: pozostał mało sympatyczną mieszaniną: typus inversus neuroticus i intrygant.
Według relacji Schurtza dom mężczyzn spotkać można na wszystkich szerokościach geograficznych — od prawdziwych mieszkańców tropikalnych dżungli po ludy myśliwskie żyjące za kołem podbiegunowym. W żadnym razie nie można zakładać, że istniały między nimi kontakty, co wyjaśniałoby wspólne tradycje. Sprawa ma się tu podobnie jak ze znanym faktem zgodności motywów baśniowych. Nie bierze się ona stąd, że jakaś baśń „wędruje”, ale raczej stąd, że baśnie rodzą się ciągle na nowo z tych samych, stałych dążeń ludzkiej duszy. Z badań nad baśniami prowadzonymi przez szkołę Freuda wiemy, że ulegające stłumieniu pożądania seksualne dają przedmiotowy impuls do tworzenia baśni, które, tak długo jak nie zmieni się natura ludzka, rodzą się ciągle na nowo zawsze w ten sam sposób. Tak samo jest w przypadku socjologicznych instytucji typu dom mężczyzn i związki mężczyzn. Ich źródłem jest wspólna wszystkim mężczyznom skłonność do inwersji [seksualnej], która zawsze podąża tym samym torem i dlatego zawsze prowadzi do takich samych efektów.
3
Opuszczamy teraz dziedzinę etnografii i wszystkie archaiczne stany ludzkości. Ten sam problem musi zostać uchwycony z punktu widzenia naszej teraźniejszości; i okaże się, że objawi się on wówczas jednoznacznie i wyraziście. Domy mężczyzn i związki mężczyzn nie są prostymi strukturami, ale bardzo złożonymi całościami. Składają się one z rozmaitych form męskiej społeczności. Wprowadzam do nauki to nowe pojęcie socjologiczne i uzasadniam jego teorię. Społeczność męska jest społecznością mężczyzn, w której dominuje typus inversus i jego odmiany.
Społeczność męska pierwszego stopnia
Obraz męskiej społeczności pierwszego stopnia wygląda następująco: na jej czele stoi autentyczny typus inversus, dla którego zapożyczyłem nazwę „mężczyźniarz” (Männerheld) .[2] „Mężczyźniarz” jest aktywnym członkiem społeczności męskiej. Pośród pozostałych jej uczestników, którzy wszyscy są pasywnymi członkami, rozpoznajemy kilka kręgów, które w miarę przesuwania się na zewnątrz stają się coraz mniej wyraźne, tak samo jak kręgi, które wywołuje kamień wrzucony do spokojnej wody. Tuż przy „mężczyźniarzu” stoi pierwszy ulubieniec. Pełni on tę samą rolę, którą u mężczyzny kochającego kobiety pełni żona. Także fakt, iż pierwszego ulubieńca łączy z „mężczyźniarzem” swoista, mocna więź, której nikt inny nie kwestionuje, opiera się na podobnym psychicznym mechanizmie, jak u mężczyzny kochającego kobiety wybór małżonki.
Drugi krąg składa się z kilku innych młodzieńców, którzy poniekąd zajmują miejsce kobiet w typie Kalipso. Są to pozostający w luźniejszym związku ulubieni przyjaciele; zwykle byli oni we wcześniejszej młodości seksualnymi partnerami „mężczyźniarza” i pozostali przy nim także i potem, nie utrzymując z nim kontaktów seksualnych. W tym kręgu erotyka jest obecna, lecz przytłumiona.
Trzeci krąg składa się z zaufanych i przyjaciół, z którymi „mężczyźniarz” nie miał kontaktów seksualnych. Wiedzą oni zwykle o jego erotycznej tajemnicy. Od tego miejsca nie da się już jednak wyznaczyć dokładnie następnych kręgów, gdyż w miarę przesuwania się na zewnątrz stają się one coraz mniej wyraźne. W zależności od tego, jak duża jest przewaga aktywnego członka, tym większy lub mniejszy jest obszar tych kręgów, które stopniowo zanikają i rozpływają się w reszcie społeczeństwa. Ale w Wędrownym Ptaku obserwowałem społeczności męskie, w których „mężczyźniarze” potrafili zafascynować setki młodych ludzi. Społeczność męska jest dla jej aktywnego członka warunkiem egzystencji, chroni go przed duchową pauperyzacją. Można, uciekając się do analogii, powiedzieć, że męska społeczność jest haremem dla typus inversus.
Ten obraz społeczności męskiej mimo swojej schematycznej abstrakcyjności stworzony jest całkowicie na podstawie doświadczenia. Społeczność męska nie jest przeto jakimś pomocniczym, teoretycznym konstruktem, ale realnie działającą wielkością. Trzeba tylko umieć starannie ją wyłuskać z już istniejącej struktury związków mężczyzn. Związek mężczyzn, np. Wędrowny Ptak, nie jest prostym połączeniem czystych społeczności męskich. Stanowią one jedynie jego szkielet. Aby to dostrzec, trzeba założyć teoretycznie, że do ruchu nie należą osoby, które w oczywisty sposób pełnią w nim inną funkcję. Jeśli bowiem pewien zespół męskich społeczności zacznie służyć jakiejś idei – co zawsze już in statu nascendi ma miejsce — to trzeba umieć odróżnić osoby, które należałyby do [związku mężczyzn], gdyby zamiast tej idei byłaby inna, od tych osób, które są w nim tylko ze względu na tę akurat ideę, która wydaje im się pożyteczna. Takie osoby mogą niekiedy odgrywać bardzo istotną rolę, ale nie są one nigdy członkami męskiej społeczności. Stoją one pośrodku pośrednicząc w przekazywaniu pożytecznych dla społeczeństwa wartości. O tym, czy kogoś można potraktować jako członka społeczności męskiej, rozstrzyga wyłącznie analiza jego erotyki.
Charakter męskiej społeczności różni się od charakteru rodziny tym, że tutaj pasywni członkowie, ze względu na swoją męską osobowość, stawiają ciągły opór członkowi aktywnemu czyli „mężczyźniarzowi”, podczas gdy pasywni członkowie rodziny, czyli kobiety, poddani są członkowi aktywnemu – mężczyźnie. W społeczności męskiej każdy ulubieniec jest mężczyzną i nie może oddać się „mężczyźniarzowi” tak całkowicie, tak się w nim rozpłynąć, jak czynią to kobiety w rodzinie. Dlatego męska społeczność jest tworem nieporównanie bardziej ruchliwym niż rodzina, stanowiąc dla „mężczyźniarza” stałe, podniecające wyzwanie; w gruncie rzeczy nie może on nigdy zaznać chwili spokoju, bo choć przywiązany jest do swojego pierwszego ulubieńca dokładnie w ten sam sposób jak mąż do żony, to nie ma przecież żadnej gwarancji, że go nie utraci.
Istotna zmiana w strukturze męskiej społeczności następuje wówczas, kiedy miejsce „mężczyźniarza” zajmuje typus inversus neuroticus. Na płaszczyźnie socjologicznej wszystko pozostaje takie samo, ale zauważalna jest różnica w barwie i wewnętrznej formie: a mianowicie podczas gdy pierwszy i drugi, ba, zapewne także i trzeci krąg wokół „mężczyźniarza”, znają seksualną naturę więzi, która ich z nim łączy, to w przypadku odmiany neurotycznej pozostaje ona w sferze nieświadomości. Ale mimo to układ kręgów jest całkiem wyraźnie wyczuwalny. W społeczności męskiej tego typu mocniej rozrośnięta jest psychiczna otoczka złożona z elementów mistycznych i sakralnych. Ulubieńcy pozostają nietknięci. Neurotyczna forma męskiej społeczności jest dlatego miejscem tworzenia i używania symboli, jak i uprawiania wszelkiego typu irracjonalnych praktyk, które zwykle występują w związkach mężczyzn. Od czasu do czasu popychana jest też do walki przeciw pierwotnej formie społeczności męskiej, w której seksualność jest bardziej jawna. Dzieje się tak wówczas, kiedy stojący na jej czele neurotyk staje się sam fanatykiem moralności. Rozegrać się wtedy może wysoce paradoksalny spektakl, w którym męska społeczność przystępuje do prześladowania inwersji i, nie wiedząc o tym, atakuje więzi, które łączą jej członków. Ale mimo to nie traci ona charakteru męskiej społeczności.
Męska społeczność drugiego stopnia
Wyobraźmy sobie, że w męskiej społeczności dokonane zostało cięcie, które oddzieliło od reszty „mężczyźniarza” i jego pierwszego ulubieńca. Powstają wówczas dwie nierówne części. Pierwsza część – „mężczyźniarz” i jego ulubieniec – kostnieje w związek dwóch osób będący rodzajem małżeństwa. Zdarza się to zwłaszcza wówczas, kiedy również ulubieniec to w pełni typus inversus mający oprócz tego silną skłonność do pasywności w swoim życiu miłosnym. Uniemożliwia mu ona stanie się samemu „mężczyźniarzem” i założenie męskiej społeczności. Ale fakt, że ten drugi kocha tylko jego i nie robi dalszych podbojów [miłosnych] sprawia, że takie inwersyjne małżeństwa mogą dojść do skutku. Tego rodzaju relacje są rzadkie i w socjologii człowieka nie odgrywają żadnej roli. Nie biorą one udziału w wielkim rytmie pulsującym pomiędzy biegunami: rodziną i męską społecznością, lecz pędzą swoją egzystencję jako położone na uboczu socjologiczne wyspy. Należy brać to pod uwagę, jeśli chce się uniknąć mylnych sądów; kiedy pewna liczba takich mężczyzn, którzy prowadzą całkowicie prywatne życie miłosne, łączy się po to, aby pomagać sobie w walce o byt, np. aby wywalczyć złagodzenie sankcji prawnych, to grupa, która w ten sposób powstaje, nie jest w żadnym razie męską społecznością, ale zwyczajnym stowarzyszeniem powołanym dla osiągnięcia pewnego celu, które z socjologicznego punktu widzenia traktowane być musi tak samo jak każde inne, dowolne zrzeszenie realizujące cele gospodarcze lub polityczne.
Inaczej ma się sprawa z drugą częścią, która oddzielona została za pomocą owego cięcia. W jej wypadku nie ma już sensu mówić o ulubieńcach i kręgach, gdyż brakuje tu punktu centralnego – „mężczyźniarza”; tego rodzaju społeczności są republikańskie. Składają się one z mężczyzn, którzy na co dzień kochają kobiety, ale którzy mimo to nie mogą się obejść bez mężczyzn i odczuwają nieodpartą potrzebę, aby spotykać się z nimi co pewien czas. Zjawisko męskiej społeczności drugiego stopnia najmocniej mogłoby skłaniać do tego, aby za Schurtzem widzieć tu działanie czystego i samoistnego popędu do stowarzyszania się. Atoli już pierwsze spojrzenie na empirię i pierwsza refleksja nad teorią powodują, że wyłaniają się poważne trudności. Jeśli pewna liczba mężczyzn łączy się dla określonych i świadomie przez nich wybranych celów, zaś po ich zrealizowaniu mężczyźni ci rozstają się, to nie ma tu problemu. Jedynym motywem ich bycia razem jest świadomie obrany cel. Ale inaczej rzecz wygląda wówczas, kiedy mężczyźni nie rozstają się także i po osiągnięciu tych celów, lecz nie wiedząc dlaczego, nadal pozostają razem. Tutaj nie istnieją już żadne świadome motywy, stąd mężczyźni pytani, dlaczego tak postępują, powołują się na stany emocjonalne. Nie ulega przeto wątpliwości, że wchodzi tu w grę coś, co nie jest celem wyznaczonym przez rozum, lecz popędem obecnym w sferze emocjonalnej.
Przypomnijmy sobie ów, znany nam z psychologii popędu zabawy, mechanizm, zgodnie z którym usamodzielnia się motoryczny efekt ruchu wywołującego rozkosz. Proces ten przebiega w następujący sposób: pewne rytmiczne ruchy, które wywołują przyjemność, czy to zwykłą przyjemność organiczną, czy w szczególności przyjemność seksualną w sferach erogennych, oddzielają się od miejsca będącego źródłem przyjemności po tym, jak jego seksualność została wyparta. Ale utrzymują się nadal i przenoszą na inne sytuacje, co powoduje, że ludyczno-rytmiczna tendencja dostrzegalna jest wszędzie aż po najwyższą duchową płaszczyznę. Nawet jeśli pierwotne źródło przyjemności zanikło, a zdolność do jej odczuwania osłabła w wyniku wielokrotnego, nowego przeniesienia, to nie wolno zakładać, że na płaszczyźnie empirycznej odczuwanie przyjemności mogłoby kiedykolwiek spaść do poziomu zerowego. Popędowi do zabawy, niezależnie od tego, gdzie by się nie przejawiał, towarzyszy stale przyjemność, aczkolwiek rytm sam w sobie pozostaje kwestią formy.
Jeśli powrócimy teraz do naszej męskiej społeczności drugiego stopnia i zastąpimy popęd do zabawy „popędem do stowarzyszania się”, to musimy ponownie przyjąć, że, ów popęd nie wyczerpuje się w czysto formalnym stowarzyszaniu się, lecz również i tutaj pojawia się przyjemność, choćby tylko w mocno rozcieńczonej formie. I tak samo jak pierwsze mocne pobudzenie przyjemności towarzyszące zaspokojeniu popędu do zabawy w większości przypadków było natury seksualnej, tak samo jest również wtedy, gdy chodzi o stowarzyszanie się. Albowiem to przyłączanie się mężczyzn do mężczyzn jest powtórzeniem pierwszych, prymitywnych dążeń chłopców, aby być razem, przejawiających się w powstawaniu grup mających na celu wspólne onanizowanie się oraz w późniejszych romantycznych wspólnotach młodzieżowych. Każdy członek społeczności męskiej drugiego stopnia jakoś otarł się w młodości o takie przeżycie. Motoryczny cel tego pierwotnie seksualnego stowarzyszania się zostaje zachowany i kultywowany w dalszym ciągu, gdyż właśnie stowarzyszanie się jest najwyższą wartością. Materialna treść pierwotnego stowarzyszania się, tzn. seksualne zainteresowanie, jest wyparta, ale nie do końca zniszczona. Tylko uświadamiana sobie reszta pozostaje jako czynnik wywołujący przyjemność, a tą resztą jest właśnie owa skłonność mężczyzn do „miłej atmosfery” (Gemutlichkeit). Skłonność ta, jak już wiadomo, może dzięki środkom odurzającym, ulec znacznemu wzmocnieniu. W męskiej społeczności drugiego stopnia typus inversus zastąpiony zostaje przez obraz bohatera. W jej bardziej prymitywnych formach wyraża się to poprzez chełpliwe rozmowy o odważnych mężczyznach z przeszłości, zaś w formach wyższych poprzez trwałą i kultową więź z wielbionym herosem.
4
Społeczność męska jest przeżyciem zawierającym w sobie uczucie spotęgowania woli. Jeśli nauka, obserwując zjawisko z zewnątrz, wylicza członków i kręgi, to nie należy sądzić, że w ten sposób można wyczerpać istotę męskiej społeczności. Właśnie to, co w niej twórcze leży poza zasięgiem naukowych wyliczeń. Mężczyźni i młodzieńcy tworzący męską społeczność, mają głęboką świadomość tego, że siła, która z nich powstaje jako rezultat życia we wspólnocie, silniejsza jest niż zsumowane siły jednostek. I na tym właśnie polega w istocie potęga i cudowność Erosa, że bierze górę nad wyliczeniami i za jednym zamachem z pewnej liczby pojedynczych ludzi tworzy ożywiony organizm poruszany własnym życiem.
5
Społeczność męska podlega, jak każde dynamiczne zjawisko w naturze, rodzajowi prawa oporów. Prawo to sformułowane przez Henri’ego La Chateliera w odniesieniu do procesów fizykalnych i chemicznych mówi, że każdy proces wzbudza drugi proces, który swoje oddziaływanie kieruje przeciw pierwszemu i dąży do tego, aby go zahamować. Społeczność męska nosi w sobie zarodki zdolne, aby powstrzymać Erosa dążącego ku nieskończonemu. Wiemy, że męska społeczność już in statu nascendi ma skłonność do wyznaczania sobie celu; oddana jest duchowi już w chwili swoich narodzin. Jest oczywiste, że to ta skłonność spowodowała wzniesienie w kulturze potężnego szańca mającego stawić opór męskiej społeczności. Tym szańcem jest system grup wiekowych, który istnieje wszędzie i u wszystkich ludów paralelnie do związków mężczyzn. Eros męskiej społeczności wymaga, aby męska młodzież, czyli rzeczywiście kochana płeć, we wszystkich stadiach dojrzałości, nie była izolowana od aktywnych członków tejże społeczności. Typus inversus odczuwa naturalną potrzebę, aby mieć wokół siebie młodzież we wszystkich odcieniach wieku. Sokrates obcuje z chłopcem Kleiniasem i z młodym mężczyzną Alkibiadesem. Dla tej absolutnie pierwotnej i koniecznej potrzeby musi być śmiertelnym ciosem, kiedy pokrzyżowana ona zostaje przez system dzielący młodzież na liczne grupy wiekowe i je izolujący. Ten system grup wiekowych można interpretować jako ochronny i obronny przeciw rodzącym się życiowym instynktom męskiej społeczności. W naszej epoce ten represyjny system uwidacznia się najwyraźniej w podziale młodzieży na klasy szkolne; i jest oczywiste, że praktyczna idea przyporządkowania danej grupie wiekowej odpowiedniej partii materiału, ten zdegradowany odprysk Logosu, zwyciężyła naturalne uczucia erotycznego zbratania młodzieży. Jest rzeczą prawdopodobną, że to typus inversus neuroticus popiera i podtrzymuje system grup wiekowych.
Przełożył Tomasz Gabiś
Przepisy tłumacza
[1] Chodzi o tzw. „Tabakskollegien” króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I. Posiedzenia w gronie męskim organizowano w specjalnych pokojach pałaców królewskich w Berlinie, Poczdamie i Wusterhausen, gdzie król spędzał wieczory ze swoimi generałami i ministrami. Przy piwie i sutym jedzeniu omawiano tam najważniejsze sprawy państwowe.
[2] Neologizm „mężczyźniarz” nawiązuje do tej formy języka niemieckiego, z której Blüher zapożyczył wyrażenie „Männerheld” – mianowicie analogicznie do „Frauenheld”, czyli „kobieciarz” .
