Tomasz Gabiś Ekshumacje i „ekshumacje”
Rozgorzała ostatnio dyskusja na temat masakry w Jedwabnem, a to za sprawą osób domagających się pełnej ekshumacji szczątków ofiar, tak aby można było ustalić dokładną liczbę zamordowanych, przyczyny ich śmierci oraz inne okoliczności tego wydarzenia a nawet zidentyfikować ofiary. Właściwie słowo „ekshumacja” nie jest tu chyba całkiem ścisłe, ponieważ oznacza ono wydobycie zwłok z grobu, w którym zmarły został pochowany zgodnie z przepisami prawa i/lub przepisami religijnymi. Wymagane jest wówczas odpowiednie zezwolenie i postępowanie według określonej procedury. W Jedwabnem jak i w innych miejscowościach, w których doszło do masakr na Żydach, mieliśmy do czynienia z zakopaniem przez morderców zwłok zamordowanych, dlatego procedura ich wydobycia z ziemi i oględzin miejsca przestępstwa przebiega z udziałem policji, ekipy kryminalistycznej i prokuratora (tutaj także archeologów), podobnie jak dzieje się to w innych przypadkach odnalezienia zakopanych w ziemi ludzkich zwłok. Żadnych pozwoleń i niczyich zgód wówczas nie potrzeba – ewentualne problemy mogą się pojawić dopiero po oficjalnym pochowaniu zmarłego na cmentarzu.
Wydaje się więc czymś całkowicie niezrozumiałym powoływanie się na religijne przepisy judaizmu, które mają uniemożliwiać wydobycie szczątków, ponieważ stanowiłoby to „naruszanie spokoju zmarłych”. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że religijne zastrzeżenia i opory mogą odnosić się do zmarłych pogrzebanych na cmentarzach zgodnie z zasadami religijnymi i przepisami prawa, a nie do zwłok, które zostały po prostu zakopane przez morderców w dołach – one powinny dopiero zostać z tych dołów wydobyte, zbadane przez biegłych medyków sądowych i antropologów, a następnie pochowane na cmentarzu ewentualnie w innym miejscu zaaprobowanym przez instancje państwowe i/lub religijne. Czytam w artykule prasowym, że wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską i że szczątków nie wolno podnosić, a nawet dotykać. Chodzić tu może jedynie o „wykopywanie zwłok z grobów” na cmentarzach, a przecież miejsca zakopania przez morderców zwłok zamordowanych nie są rzeczywistymi grobami czy miejscami pochówku (choć potocznie mówimy np. o „masowych grobach”), lecz „dołami śmierci”.
Warto może w tym kontekście przypomnieć historię jednej z najsłynniejszych „ekshumacji” w historii Izraela – „ekshumacji” obrońców Masady (zob. https://www.tomaszgabis.pl/2008/07/01/mit-masady/)
Początkowo izraelskie Ministerstwo ds. Wyznań chciało, aby szczątki domniemanych obrońców Masady pochowane zostały na cmentarzu na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Za przeniesieniem tam szczątków opowiedzieli się też naczelni rabini. Ale Yadin sprzeciwił się temu i opowiedział za pochowaniem ich w jaskini, gdzie zostały znalezione. Utworzona pospiesznie komisja ministerialna zarządziła, że szczątki mają zostać pochowane na terenie Masady, ale nie w jaskini, lecz u podnóża rampy zbudowanej przez Rzymian. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 7 lipca 1969 roku. Przewodniczył im naczelny kapelan armii izraelskiej rabin Szlomo Goren. Szczątki zostały pochowane z pełnymi honorami wojskowymi. W uroczystościach uczestniczyli liczni dygnitarze państwowi m.in. członek Knesetu Menachim Begin. Profesor Yadin odczytał fragment ostatniej mowy Eleazara (napisanej, jak uważa Shay Cohen, przez Józefa Flawiusza). W 25 lat później 4 września 1994 roku na terenie dawnej twierdzy odsłonięto grobowiec Obrońców Masady – 12 kamieni symbolizujących 12 plemion Izraela.
Jak widać nikt, łącznie z naczelnymi rabinami, nie sprzeciwiał się wydobyciu i przeniesieniu szczątków z jaskini i pochowaniu ich w innym miejscu czy to na Górze Oliwnej w Jerozolimie, czy u podnóża rampy. Nikt też nie twierdził, że jest to sprzeczne z „prawami religii żydowskiej”, kiedy ludzkie szczątki znalezione w Masadzie przewożono na Wydział Anatomiczny Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, gdzie zostały poddane analizie anatomopatologicznej przez doktora Nicu Haasa. Jest to całkowicie zrozumiałe. Dopiero od momentu pochowania szczątków w 1969 r., mogłyby – gdyby ktoś chciał przeprowadzić ekshumację – pojawić się kontrowersje i protesty motywowane względami religijnymi.
Sprawa odnalezienia szczątków „obrońców Masady” pokazuje jak ważne jest właśnie wydobycie i zbadanie szczątków ofiar masakry w Jedwabnem oraz w innych miejscowościach (Radziłów, Wąsosz, Szczuczyn, Suchowola itd.). Dotyczy to także innych tragicznych wydarzeń i zbrodni np. rzezi wołyńskiej czy rzezi Ormian. Swego czasu tureccy politycy i historycy zaproponowali Ormianom, aby powołać wspólną komisję, która zbadałaby sprawę rzezi z lat 1915-1917, łącznie z przeprowadzeniem „ekshumacji” ofiar w miejscach, gdzie miało ich najwięcej zginąć. Dzisiaj mamy do dyspozycji nowoczesne georadary, bardzo pomocne przy tego rodzaju pracach. Można też wykonać zdjęcia lotnicze danego terenu – dzięki tej metodzie możliwe jest wykrycie fundamentów dawno zapomnianych budowli, ukrytych pod ziemią ruin, cmentarzy zaoranych przed wiekami. Zatem dokładna lokalizacja miejsc pogrzebania ciał ofiar nie powinna przysporzyć większych trudności.
Na propozycję Turków strona ormiańska odpowiedziała, że nie ma czego badać, ponieważ wszystko jest już doskonale wiadome! A przecież z tym – jakże nienaukowym i sprzecznym z dążeniem do prawdy historycznej – podejściem, nie zgodziłoby się grono znamienitych historyków takich jak Mary Schaeffer, Paul Dumont, Gwynne Dyer, Edward J. Erickson, Michael M. Gunter, Eberhard Jäckel, Bernard Lewis, Guenter Lewy, Justin McCarthy, Heath Lowry, którzy uważają, iż nie należy bezkrytycznie akceptować ormiańskiej wersji wydarzeń, ponieważ – podobnie zresztą jak wersja turecka – przykrojona jest pod polityczne zapotrzebowanie. Rzetelny historyk nie powinien opowiadać się za którąkolwiek ze stron zażartego sporu, który toczą, jak to złośliwie ujął Gwynne Dyer, tureccy „fałszerze” i ormiańscy „oszuści”. Ale i jedni, i drudzy powinni zostać wysłuchani.
Tomasz Gabiś
Sierpień 2016
