TOMASZ GABIŚ
(GEO)POLITYCZNA WOLTA ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO
Obecna kampania prezydencka jest czymś niebywałym w historii politycznej USA ostatnich dziesięcioleci – nigdy przedtem nie dochodziło do tak silnej wzajemnej delegitymizacji obu walczących obozów. Na łamach „Los Angeles Times” James Kirchick zaapelował do amerykańskich generałów, aby w przypadku gdyby prezydent Donald Trump rozkazał im zrobienie czegoś „sprzecznego z prawem międzynarodowym“ czy też „zasadami człowieczeństwa“, powinni odmówić wykonania rozkazu a w kolejnym kroku zmusić prezydenta do ustąpienia. Jeden z demokratycznych kongresmenów wezwał prezydenta Obamę, aby – zakładając, że wydarzy się narodowa tragedia i prezydentem zostanie Trump – nie przekazywał nowemu prezydentowi najtajniejszych dokumentów, ponieważ w jego rękach stanowiłyby zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Standardowo już określa się Trumpa jako „nieobliczalnego osobnika”, który nie powinien mieć dostępu do kodów broni nuklearnej. Z kolei obóz Trumpa delegitymizuje Hillary Clinton przedstawiając ją jako osobę chorą, z powodów neurologicznych niezdolną do prawidłowego myślenia i działania, jako faszerowaną lekami kobietę-zombie, której prezydentura podobna będzie do ostatniego okresu rządów Leonida Breżniewa. Widzieć to należy na tle pogłębiających się różnic w kwestii dalszego kursu USA wśród i traktować jako powierzchniowy symptom coraz bardziej zaciekłych walk wewnątrz amerykańskiego „głębokiego państwa”, gdzie potężne grupy interesów skaczą sobie do gardła, aby wydrzeć dla siebie kawałki coraz mniejszego tortu;
Innym tego symptomem jest głos nestora amerykańskiej geopolityki Zbigniewa Brzezińskiego (ur.1928), który w tym roku opublikował na łamach dwumiesięcznika „The American Interest” artykuł „W kierunku globalnego przegrupowania sił” – oprócz Brzezińskiego z pismem związani są m.in. Francis Fukuyama, Eliot Cohen, Josef Joffe, Adam Garfinkle, Anne Applebaum, Peter Berger, Tyler Cowen, Bernard-Henri Lévy, Ana Palacio, Itamar Rabinovich.
W swoim artykule Brzeziński odwołuje praktycznie wszystko, co napisał w Wielkiej szachownicy. Stwierdza bez ogródek, że “kończy się era globalnej dominacji USA”. Stany Zjednoczone „pozostając nadal najpotężniejszym na świecie organizmem politycznym gospodarczym i militarnym organizmem, nie są już – w obliczu złożonych przesunięć geopolitycznych w równowagach regionalnych –imperialną potęgą w skali globalnej”. USA nie są w stanie same decydować o tym, co dzieje się w Eurazji i Bliskim Wschodzie. Dlatego Brzeziński zarysowuje strategiczną wizję nowego podziału świata – porozumienie i kompromis chińsko-amerykański i rosyjsko-amerykański. Postuluje amerykańsko-rosyjsko-chińską kooperację w najważniejszych kwestiach polityki światowej. Odwołując się do analogii sprzed lat można by powiedzieć, że Brzeziński pragnie powstania Wielkiej Trójki, w ramach której Stany Zjednoczone pełnić będą „kierowniczą rolę”, aby móc sterować procesem przekształcania architektury władzy globalnej.
Wniosek płynący z tekstu Brzezińskiego jest jasny: jeśli Stany Zjednoczone chcą zachować przywództwo, muszą podzielić się z innymi władzą nad światem. Jeśli nie chcą, żeby świat (a wraz z nim i one same) wpadł w spiralę politycznego chaosu, muszą zrobić krok w tył, co pozwoli im zyskać czas potrzebny na skonsolidowanie władzy, zaprzestanie wyniszczających walk wewnętrznych, uzdrowienie sytuacji gospodarczo-finansowej. Tako rzecze Zbig Brzeziński. Pytanie tylko, czy zostanie wysłuchany. I czy nie jest już za późno.
Tomasz Gabiś
październik 2016
