TOMASZ GABIŚ O PRZYSPIESZENIU
Jeśli telefon nie dzwoni – to znaczy, że to do mnie! (Elias Canetti)
W programie „Kronos” emitowanym przez TVP Kultura, poświęconym „przyspieszeniu” prowadzący Piotr Nowak zapytał uczestników dyskusji, czy nie doskwiera im niedzisiejszość ich zajęć, upodobanie w przebieraniu w historycznych rupieciach, ostentacyjny anachronizm? Przypomniał mi – podobno mu tak kiedyś powiedziałem – że czytam wyłącznie książki „starodawnych” pisarzy. Czy jednak sama kategoria anachroniczności nie stała się dziś anachroniczna? Czy „nowoczesność” nie powędruje wkrótce do muzeum? Czy idea postępu nie jest już tylko reliktem przeszłości?
„Staroświeckość” czy „niedzisiejszość” są dziś świadomie wybierane, ba, inscenizowane, stają się autokreacją, a nie czymś, co, bezrefleksyjnie przejęte z przeszłości, kontynuuje się w nowej epoce. W pewnym sensie nie ma różnicy pomiędzy kimś codziennie wyczekującym niecierpliwie nowości książkowych, a tym, kto wybiera czytanie autorów z XVIII wieku, obaj są jednako nowocześni i en vogue, co staroświeccy i niedzisiejsi, obaj „przebierają w historycznych rupieciach”. Zmiana mód, trendów i stylów następuje dziś tak szybko, że odbiorca nie rozróżnia pomiędzy „starym” a „nowym”. Jak powiadają niektórzy, książka ledwo się ukaże a już trafia do antykwariatu.
Deklaracji czytania wyłącznie „starodawnych pisarzy” nie należy traktować dosłownie, „starodawni” pisarze to ci, którzy tworzą wolno i długo. W słowie od autora pisał Teodor Parnicki: „Napisanie powieści Tylko Beatrycze poprzedzone zostało pięcioletnim okresem zapoznawania się z materiałem historycznym, dotyczącym epoki, która stanowi tło powieści”. Jeśli dodać do tego, powiedzmy, dwa, trzy lata poświęcone stworzeniu samej powieści, wyjdzie nam, że Parnicki tworzył ją z 7–8 lat lat. Ernesto Sabato debiutował Tunelem w 1948 roku, czekał lat trzynaście, by wydać O grobach i bohaterach (480 stron), a potem kolejne 13 lat aż opublikował Abaddona – Anioła zagłady (490 stron). W ciągu 26 lat zaledwie 3 powieści! Ale żył 100 lat, więc nie musiał się spieszyć. Péter Nádas w 1985 roku opublikował 1300-stronicową Pamięć, nad którą pracował 12 lat, a w 2005 Historie paralelne dzieło liczące sobie, bagatela, 1700 stron! Pracował nad nim 18 lat. To jest w moich oczach „starodawny pisarz”. Podobnie jak Ernst Jünger. Zobaczmy, jak u autora Totalnej mobilizacji wyglądał proces pisania. Otóż najpierw zapisywał na brudno swoje myśli, spostrzeżenia, opisy, refleksje, następnie tworzył tekst pisząc na czysto, niemal kaligrafując, wyłącznie wiecznym piórem, nigdy długopisem. Potem rękopis przepisywał na maszynie. Na każdym etapie tekst zmieniał swoją materialną postać, był poprawiany i uzupełniany, niejako oddzielał się od autora. Pisanie ręczne na kartce papieru i pisanie na maszynie sprzyjało procesowi tej „obiektywizacji” tekstu, ponieważ wówczas sam proces pisania jest czynnością fizyczną, pracą ręczną, angażuje nie tylko głowę, ale także mięśnie – piszący czuje opór materii. Ma to bez wątpienia dobroczynny wpływ na jakość tego, co zostało napisane.
* * *
Temat dyskusji, jaki wybrał Piotr Nowak, był bardzo na czasie. Ilość publikacji na temat przyspieszenia i zmian postrzegania czasu w nowoczesności rośnie w szybkim tempie, co nie powinno dziwić w kontekście błyskawicznego rozwoju internetu i szalonego wyścigu nowych technologii komunikacyjnych i medialnych. Nad czym debatować w czasach, kiedy cały świat „żyje na speedzie”, jak nie nad przyspieszeniem?
Refleksja na temat przyspieszenia, będącego istotą ery nowoczesnej, kiedy to świat materialny, techniczny, społeczny i duchowy wprawiony zostaje w coraz szybszy ruch, pojawia się u wielu pisarzy, filozofów i socjologów by wymienić braci Jüngerów, Juliusa Evolę, Paula Virilio, Petera Sloterdijka, Jeana Baudrillarda, Zygmunta Baumana. Prof. Peter Borscheid z Uniwersytetu Filipa Wielkodusznego w Marburgu opublikował Das Tempo-Virus. Eine Kulturgeschichte der Beschleunigung (Wirus tempa. Kulturowa historia przyspieszenia, 2004), zaś prof. Hartmut Rosa, socjolog wykładający na uniwersytecie Fryderyka Schillera w Jenie postawił sobie za cel stworzenie ogólnej teorii społecznego przyspieszenia i zaprezentował ją w pracy Beschleunigung. Veränderung der Zeitstrukturen in der Moderne (Przyspieszenie. Przemiana struktur czasu w nowoczesności, 2005) – po polsku zob. Głód czasu w kulturze przyspieszenia, z Hartmutem Rosą rozmawiają Tomasz Szlendak i Michał Kaczmarczyk („Studia Socjologiczne” 2010 nr 4) oraz Harmut Rosa, Przyspieszenie społeczne. Etyczne i polityczne konsekwencje desynchronizacji społeczeństwa wysokich prędkości, „Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II” (2012 nr 3) (oba teksty dostępne w Sieci). Z autorów amerykańskich na uwagę zasługuje James Gleick, który w świetnej książce Szybciej. Przyspieszenie niemal wszystkiego (przeł. Jacek Bieroń, Poznań 2003) daje – miejscami zabawny, miejscami zatrważający – przegląd form i skutków technologiczno-społecznego przyspieszenia. W naszym kraju nad tym problemem przemyśliwuje prof. Andrzej Zybertowicz, postulujący wprowadzenie moratorium technologicznego, które miałoby spowolnić procesy innowacji technologicznych.
* * *
Ubolewam nad tym, że już nie mierzymy czasu astronomicznie. Ludzie żyją dziś w wielkich miastach, w których niebo jest często przysłonięte. Wprawdzie czytają horoskopy, ale nawet w snach nie przyjdzie im do głowy, żeby choćby raz poszukać swojej gwiezdnej konstelacji na nocnym sklepieniu nieba. Nikt nie spogląda już w górę. Gwiezdne niebo i jego rytmy zawsze uosabiały transcendencję. Wieczność. Inaczej zegary, one są naszym czasem, naszą mechaniką. Kiedy zegarek przestaje chodzić, kupujemy sobie nowy. Co innego planety. Gwiazd nie można wymienić. Są nieosiągalne ( Thomas Macho.)
* * *
Większość autorów zgadza się co do tego, że przyspieszenie jest systemową zasadą nowoczesności, której początek datuje się zwykle na drugą połowę XVIII wieku, na lata 1750-1800, czyli „czas siodła” (ewent. „czas przełęczy”) w terminologii Reinharta Kosellecka. Względnie statyczne populacje europejskie poprzednich wieków podlegają coraz większej mobilizacji, dynamiczna transformacja ogarnia wszystkie przejawy i dziedziny życia. W transporcie, gospodarce, komunikacji rozpoczyna się „rewolucja dromologiczna” (Virilio). Powstaje społeczeństwo nowoczesne różniące się od wszystkich innych społeczeństw. Czas przyspiesza, czas jako taki ulega „uczasowieniu”, zmienia się jego postrzeganie. Ludzie uświadamiają sobie, że przyszłość może być całkiem inna. Historia zaczyna się poruszać i coraz bardziej przyspiesza, horyzont czasowy ulega skróceniu. Pojawiają się takie zjawiska (i pojęcia) jak rozwój, wzrost, innowacja, postęp, zmiana. Mechaniczny, sztuczny takt nowoczesności zastępuje naturalny rytm przednowoczesności, społeczeństwo rytmiczne zamienia się w metronomiczne. Następuje denaturalizacja, derytmizacja, sekularyzacja, industrializacja, racjonalizacja, ekonomizacja, standaryzacja, technicyzacja, matematyzacja i reifikacja czasu. Z kopyta rusza „maszynowa produkcja” nowego, abstrakcyjnego czasu, innego niż czas konkretny, doświadczany , przeżywany.
Obecnie, jak twierdził Virilio, żyjemy w warunkach absolutnej prędkości, logiki akceleracji i systemu jednego czasu globalnego. W „społeczeństwie non- stop”, w którym obrazy przesyłane są w „czasie rzeczywistym”, zanika – jak chce Baudrillard – historyczny czas wydarzenia, psychologiczny czas emocji, subiektywny czas sądzenia i woli, obiektywny czas rzeczywistości. Współczesne systemy demokratyczne przekształciły się w „reżimy „dromokratyczne” (Virilio), powstają struktury władzy kinetycznej, prawdziwe rządy sprawują panujący nad szybkością „dromokraci” i panujący nad czasem „chronokraci” – czyli panujący nad niższymi, wolniejszymi klasami (s-lower classes).
* * *
Filozofowie powinni witać się pozdrowieniem: Nie spiesz się! (Ludwig Wittgenstein).
* * *
Niemiecki pisarz i eseista Manfred Osten uważa, że „Faust” (część II) jest tragedią przyspieszenia, przedwczesności, pochopności myślenia i działania (zob. Osten „Lucyferowy pośpiech”, czyli Goethe odkrywa zalety powolności. O nowoczesności pewnego klasyka w XXI wieku, przeł. Maria Krzysztofiak, Poznań 2005). Faust, „nieustający twórca coraz to nowych projektów” cierpi na „zniecierpliwienie umysłu”, które każe mu zniszczyć tradycyjny świat dwojga starych ludzi – Filemona i Baucis. Na końcu sztuki ślepnie, co symbolizuje los wielkich akceleracjonistów. Kiedy słyszy szczęk łopat, sądzi, że kopie się fundamenty pod nowy wielki projekt, tymczasem to jemu kopią grób.
Najkrótszą formułą nowoczesności jest, zdaniem Goethego, das Veloziferische (velocyferyczność) – w tym słowotworze pisarz połączył łacińskie velocitas (szybkość, pośpiech) z pierwiastkiem diabelskim, z Lucyferem, który w Fauście przybiera postać Mefistofelesa. Przyspieszenie, rodzące ludzkie błędy i przemoc, byłoby więc sprawką diabła, co wyrażają nasze przysłowia: „Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”; „Co nagle, to po diable”. „Pośpiech wynalazł diabeł” – tak zatytułowała jeden ze swoich wykładów niemiecka filozof, badaczka czasu i przyspieszenia Marianne Gronemeyer, autorka książek Das Leben als letzte Gelegenheit. Sicherheitsbedürfnisse und Zeitknappheit (Życie jako ostatnia okazja. Potrzeby bezpieczeństwa a niedobór czasu , 1996) oraz Immer wieder neu oder ewig das Gleiche. Innovationsfieber und Wiederholungswahn (Ciągle nowe, czyli wiecznie takie samo. Gorączka innowacyjności i szał powtarzania , 2000).
Furorowi nowoczesności, lucyferowej akceleracji wszystkich dziedzin życia, przeciwstawiał Goethe kulturę ducha przestrzeni, sławił zalety powolności, zalecał spokojną kontemplację. Człowiek powinien prowadzić życie w tempie adagio. Co ciekawe, elementów „lucyferowego pośpiechu” dosłuchał się Goethe w muzyce Mozarta, za całkowicie od nich wolną uznał natomiast muzykę Bacha.
Dzieło Goethego to, zdaniem Ostena, „sejsmograficzny system wczesnego ostrzegania”, przeczucie, że „arka ludzkości zerwała się nie tylko ze starych zamocowań, lecz w ogóle zostanie przebudowana na szybki parostatek, znany w XX wieku jako Titanic”. W liście z 6 czerwca 1825 roku do budowniczego i kompozytora Carla Friedricha Zeltera Goethe tak mu się zwierzał : „Mój Drogi, wszystko jest teraz ultra, wszystko niepowstrzymanie wykracza poza granice, zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Nikt nie zna i nie pojmuje żywiołu, który go otacza i unosi, ani materii, której nadaje kształt. […] Młodzi ludzie zbyt szybko popadają w irytację i pozwalają się ponieść wirowi zdarzeń; bogactwo i szybkość, to walory podziwiane przez świat i pożądane przez współczesnych; cywilizowany świat ceni koleje, szybką pocztę, parowce i wszelkie udogodnienia komunikacyjne, chce więcej oferować, więcej tworzyć i przez to pogrążać się w miernocie” (cyt. za: Osten, „Lucyferowy pośpiech” czyli…).
* * *
Niecierpliwość wygnała ludzi z raju, i coraz bardziej ich odeń oddala (Franz Kafka).
Kiedym się jął niekiedy rozważać rozmaite krzątania się ludzi, niebezpieczeństwa i mozoły na jakie się narażają na dworze, na wojnie, skąd rodzi się tyle zwad, namiętności, zuchwałych a często niegodziwych przedsięwzięć, etc. odkryłem, iż całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, iż nie umieją pozostać w spokoju, w izbie (Pascal).
To niekonieczne, byś wychodził z domu. Zostań za stołem i nasłuchuj. Nie nasłuchuj nawet, czekaj jedynie. Nie czekaj nawet, pozostań w samotności i bezruchu. Świat ci się sam ofiaruje, gdyż pragnie być odkryty. Inaczej nie może – będzie się wił przed tobą w zachwycie (Franz Kafka)
* * *
Najważniejszą innowacją XIX wieku i największym przyspieszaczem były oczywiście koleje żelazne. Ogromne, głębokie konsekwencje tego skoku szybkości od konia do maszyny, od dyliżansu do pociągu opisał Wolfgang Schivelbusch w klasycznej pracy Geschichte der Eisenbahnreise. Zur Industrialisierung von Raum und Zeit im 19. Jahrhundert (Historia podroży kolejowej. O industrializacji czasu i przestrzeni w XIX wieku, 1977). Zmienia się poczucie czasu i przestrzeni, podróżowanie zostaje zindustrializowane – z „podróży” (Reise) robi się „jazda” (Fahrt).
* * *
Niegdyś czas był lokalny, każda miejscowość miała własny indywidualny czas, który różnił się nawet w obrębie jednego miasta. Powstanie sieci kolejowej i rozkładu jazdy wymusiło ujednolicenie i pomiaru czasu. Już mechaniczne zegary na wieżach kościelnych to była rewolucja, potem pojawiły się zegarki w kieszonkach, wyciągane z rzadka, niejako uroczyście, potem zegarki na rękach, na które zawsze możemy i musimy spoglądać, następnie zegarki elektroniczne, wreszcie czas odmierzany elektronicznie w komórkach i stupidfonach. Inaczej niż w zegarach wybijających godziny i zegarkach mechanicznych, kojarzących upływ czasu z ruchem wskazówek, pojawiają się tu jedynie abstrakcyjne, nieme cyfry.
* * *
Na początku lat 50. XIX w., kilkanaście lat po wybudowaniu pierwszej linii kolejowej w Niemczech Joseph von Eichendorff napisał krótkie opowiadanie, którego bohater pewnego jesiennego poranka wyrusza w podróż , czy też raczej w jazdę koleją. W jej trakcie zauważa, że świat za oknem porusza się, jakby był potrząsany w dziecięcym kalejdoskopie, oblicze mijanych krajobrazów stale się zmienia, nie można uchwycić ich fizjonomii. Bohater wyobraża sobie sieć kolei łączących miasta całej Europy – Paryż, Triest, Królewiec; świat składa się już tylko z dworców, na których panuje tak wielki pośpiech, że niczego nie można doprowadzić do końca. Wreszcie nasz bohater wysiada z pociągu, by zacząć „staromodne wędrowanie”.
Od czasu ukazania się opowiadania Eichendorffa minęło ponad 150 lat; ciekawe co powiedziałby dziś śląsko-niemiecki poeta na wieść o tym, że współcześni akceleracjoniści gnają naprzód , aby jak najszybciej od generacji ultraszybkich kolei dotrzeć do tzw. hiperpętli (hiperloop) – kapsuł pędzących w stalowej rurze z prędkością ok.1000 km na godzinę.
Matthew Arnold ostrzegał, że kolej to „fałszywy bóg”. W oczach innego konserwatywnego krytyka kolei Johna Ruskina człowiek jadący pociągiem staje się paczką, która nadana w jednym miejscu, nietknięta przebywa przestrzeń docierając do miejsca przeznaczenia. W próżniowej rurze hiperpętli człowiek staje się już nie paczką, lecz pociskiem wystrzeliwanym w przestrzeń, którego nie tylko żadne warunki pogodowe, ale nic zgoła nie może opóźnić lub zatrzymać. Od pieszej wędrówki, podróżowania konno, wozem, bryczką, dyliżansem, kiedy można było – całkowicie albo częściowo – samemu regulować tempo, kierować swoim ruchem i widzieć otoczenie w jego indywidualności, przez koleje żelazne, kiedy krajobraz za oknem wagonu porusza się i nie można już uchwycić jego fizjonomii, ultraszybkie koleje, gdzie obraz za oknem praktycznie rozpływa się w nicość, wpadamy bez tchu w hiperpętlę, w której pasażerowie za oknem widzieliby wyłącznie ściany rury. Dlatego firma TransPod (siedziba: Toronto) projektująca pojazdy hiperpętli, planuje, że kapsuła będzie miała zamiast okien ekrany, na których wyświetlany będzie film z wolno przesuwającymi się krajobrazami.
Pomysł hiperpętli zaczerpnął Elon Musk najprawdopodobniej z filmu Genesis II (1973) w reżyserii Johna L. Moxey`a (scenariusz: Gene Roddenberry), w którym pokazano system globalnej ultraszybkiej kolei, poruszającej się w tunelach próżniowych. Być może też wzorował swój pojazd na „organowcu” z Obłoku Magellana Stanisława Lema. Inny szalony projekt Muska to, wymyślony już lata temu, samolot rakietowy – pojazd, który startując z dowolnego punktu na Ziemi docierałby do jakiegokolwiek innego punktu w czasie poniżej jednej godziny.
W okresie wczesnych kolei sceptycy ostrzegali, że szybkość powyżej 30 km na godzinę wywoła u pasażerów rozmiękczenie mózgu. Strach pomyśleć, do czego doprowadzić może jazda wehikułami Muska, tego współczesnego Fausta.
* * *
Gniew robotników kierował się przeciwko zegarom umieszczonym nad bramą fabryczną, traktowanym przez nich jako znienawidzony symbol ucisku.
* * *
Człowiek przemyka przez najpiękniejsze krajobrazy niczym opakowany towar. Nie poznaje już nowych krajów. Nie czuje już też zapachu śliwki (J.W. Goethe)
* * *
Niebezpieczeństwa związane z przyspieszeniem nie umknęły czujnej uwadze Fryderyka Nietzschego. W Radosnej wiedzy (par. 329 „Czas wolny i próżnowanie”) pisał:
Już teraz człowiek wstydzi się chwil spokoju, długa zaduma przyprawia niemal o wyrzuty sumienia. Myśli się z zegarkiem w ręku, a obiad spożywa z oczyma utkwionymi w doniesieniach giełdowych – żyje się jak ktoś, komu stale grozi, że czegoś „mógłby zaniedbać”. „Lepiej robić cokolwiek niż nic” – także ta zasada jest stryczkiem dławiącym wszelką kulturę i wszelki wyższy smak. Widać, jak wszystkie formy giną od tej gorączkowej pracy i ginie sam zmysł formy, poczucie melodii ruchów (przeł. Małgorzata Łukasiewicz).
W Ludzkie, arcyludzkie (par. 221 „Rewolucya w poezji”) Nietzsche czyni obserwację, że „duch nowoczesny ze swoim niepokojem, swoją nienawiścią miary i ograniczeń doszedł do panowania we wszystkich dziedzinach, nasamprzód rozkiełznany przez gorączkę rewolucyi, potem zaś znowu nakładając sobie cugle, gdy go zdjęły trwoga i zgroza przed samym sobą”. W tym samym dziele (par. 285 „Niepokój nowoczesny”) czytamy: „Im dalej na Zachód, ruchliwość nowoczesna wzrasta coraz bardziej, tak iż Amerykanom mieszkańcy Europy przedstawiają się jako zbiór istot, rozmiłowanych w spokoju i uciechach, kiedy w rzeczy samej uwijają się oni, niby pszczoły i osy. Ta ruchliwość jest tak wielka, że owoce wyższej kultury nie mają już czasu dojrzewać: jest to tak, jak gdyby pory roku następowały po sobie za szybko. Z powodu braku spokoju cywilizacya nasza zdąża do nowego barbarzyństwa. Nigdy ludzie czynni, to znaczy ludzie niespokojni, nie mieli większego znaczenia. Dlatego do koniecznych poprawek, które należy przeprowadzić w charakterze ludzkości, trzeba zaliczyć wzmocnienie w wielkiej mierze pierwiastku medytacyjnego. Lecz już teraz każda jednostka spokojna i ze stałem sercem i umysłem, ma prawo wierzyć, że posiada nie tylko dobry temperament, ale i cnotę ogólnie pożyteczną, i że przez zachowanie tej cnoty spełnia nawet wyższe zadanie”. I dalej w paragrafie 626 „Bez melodyi”: „Jak rzadko spotyka się jeszcze człowieka, co może żyć z samym sobą spokojnie i wesoło nawet pośród tłumów, mówiąc do siebie, jak Goethe: najlepszą rzeczą jest głęboki spokój, w którym żyję i rosnę przed światem, i zdobywam, czego mi oni ani ogniem, ani mieczem odjąć nie mogą” (przeł. Konrad Drzewiecki).
* * *
Fotoreporterzy są na miejscu, zanim nadejdzie pomoc, najlepiej gdyby byli na miejscu, zanim coś się wydarzy (Jean Baudrillard).
Całodobowy bank nigdy nie przestaje. Dalej, dalej, dalej. Dalej, dalej, chłopcze. Szatan nigdy nie śpi (Mark O`Donnell).
Życie otula wnet jednostkę w śmiertelny całun tematów dnia (Nicolás Gómez Dávila).
* * *
Alain de Benoist w artykule Kult rekordu. Szaleństwo szybkości i furia pomiarów dowodzi, że fetyszyzacja rekordu, który jest abstrakcyjnym pomiarem , niszczy istotę sportowej rywalizacji, ponieważ przestaje się liczyć zwycięstwo nad przeciwnikiem , ale wyłącznie szybkość, z jaką przebiega się dystans. Natura rekordu jest czysto kwantytatywna, nie ma nic wspólnego z chwałą zwycięzcy, który pokonał przeciwników. Ponieważ istnieją granice fizycznych możliwości człowieka, to stwierdzić pobicie rekordu, konieczne jest używanie coraz mniejszych jednostek pomiaru czasu. Nadejdzie zatem moment, kiedy sprawozdawca sportowy wykrzyknie do mikrofonu: „To był fantastyczny bieg, Karol X pobił dotychczasowy rekord świata o jedną nanosekundę”.
* * *
Nawiązując do koncepcji Egona Friedella, Hansa Blumenberga oraz Marianne Gronemeyer Hartmut Rosa wywodzi, że przyspieszenie w sferze stosunków społecznych, w życiu codziennym, w relacjach międzyludzkich stanowi odpowiedź na problem śmierci, problem ludzkiej skończoności. W nowoczesności zwiększa się bowiem świadomość własnej śmierci, rośnie poczucie kruchości i skończoności życia, dlatego trzeba się spieszyć, żeby zdążyć przed końcem.
Ponieważ pełnia życia definiowana jest jako możliwie największa suma doświadczeń, przeżyć i doznań, pojawia się myśl, aby tę sumę maksymalnie zwiększyć poprzez przyspieszenie. Czyli zwielokrotnić ilość działań, doświadczeń, przeżyć i doznań na jednostkę czasu, ujednocześnić je i zagęścić, w jedno życiowe pensum upakować dwa albo trzy. W ten sposób można by niejako w jednym życiu zakosztować doświadczeń, przeżyć i doznań z kilku egzystencji. To jest logika społecznego, kulturalnego, duchowego przyspieszenia: paniczna ucieczka przez nieuchronnością śmierci, lęk przed ostatecznym końcem wywołuje pragnienie, aby wzmóc gęstość przeżyć, przyspieszyć tempo życia, mieć wiele egzystencji w jednej, popróbować tyle świata, ile się da, zdążyć się maksymalnie „nażyć”, albowiem jutro będzie „za późno”. Jeśli logicznie domyśleć ten proces do końca, to poprzez przyspieszenie próbujemy zrealizować coś w rodzaju życia wiecznego przed śmiercią: „nieskończona” prędkość życia pozwoli nam osiągnąć „nieskończenie wiele” doświadczeń, przeżyć i doznań; posiądziemy zatem życie wieczne, zanim umrzemy. Czysto świeckie społeczeństwo, które nie ma nadziei na życie po śmierci, oddaje się przyspieszeniu będącym ersatzem wyobrażenia życia wiecznego. W rezultacie wszystko dzieje się na odwrót, każda więź staje się przejściowa, prowizoryczna i płytka, prawdziwe, autentyczne doświadczenia zanikają, długość i głębokość przeżyć maleją a nasz czas zdaje się przemijać jeszcze szybciej. Nie tylko umrzemy ubodzy w czas – życie przemknęło obok niezauważone – lecz także ubodzy w świat, w życie.
* * *
Konieczne stanie się wkrótce wybudowanie domów klauzurowych, do których nie przenikną żadne fale ani żaden papier; zachowywana będzie w nich i pielęgnowana nieznajomość jakiejkolwiek polityki. Będzie się tam pogardzać szybkością i ilością, efektami masy, zaskoczenia, kontrastu, powtarzania, nowości i łatwowierności. To tam pójdziemy czasami, aby przez kratę przypatrywać się nielicznym okazom wolnych ludzi (Paul Valéry).
* * *
Przyspieszenie wpisane jest, jako potencjalność, w samą strukturę czasu linearnego, z jego finalnością dziejów, napiętym wychyleniem w przyszłość, oczekiwaniem na coś, co dopiero nadejdzie. Jeśli czas przeżywany jest jako nadchodzący, pojawia się poczucie, że „czas nagli”, stąd m.in. zapał millenarystycznych sekt spalających się w nieustającej „pogoni za milenium” (Norman Cohn), stąd podejmowanie prób, aby „kalendarzowo” ustalić Dni Ostateczne a nawet przyspieszyć czas wypełnienia się profecji. Jednakże w głównym nurcie chrześcijaństwa istniała równowaga pomiędzy linearnością czasu z tkwiącą w niej potencjalnością przyspieszenia a stałym rytmem i cyklicznością czasu, na którą składają się: niezmienność rytuału (w reformach liturgii wprowadzonych po Soborze Watykańskim Drugim manifestuje się logika przyspieszenia), opowiadanie zawsze tymi samymi słowami zawsze tej samej historii ze Świętych Ksiąg, powtarzalność wydarzeń roku liturgicznego, niedziel, świąt kościelnych i rodzinnych itd. Ponadto wychylenie w przyszłość równoważone było poprzez trwanie wielkiej Tradycji i mniejszych tradycji, i powściągane poprzez konserwatywne zakorzenienie w przeszłości. Linearność czasu nie pozwalała zastygnąć w bezruchu, zaś cykliczność była społecznym stabilizatorem i hamulcem dla „innowacji”. Z tego być może brała się twórcza siła europejskiego ducha.
W erze przednowoczesnej czas jest darem Boga, religia – najwyższym autorytetem w określaniu czasu należącego do Boga, który nad nim panuje i nim rozporządza. Dlatego wszystko dzieje się we „właściwym czasie”, człowiek niczego nie może ani zatrzymać, ani przyspieszyć. Inaczej rzecz się ma, kiedy czas linearny podlega sekularyzacji tracąc jakikolwiek ponaddoczesny wymiar. Jego zorientowanie na przyszłość radykalnie się wówczas wyostrza, historia dostaje wysokiej gorączki, na politycznej scenie pojawiają się niecierpliwe, „płonące umysły”, płonące żądzą zmiany, rewolucji, transgresji, całkowitej przemiany świata i człowieka („jeszcze jeden wysiłek a będziecie zbawieni jeszcze za waszego życia”). Nieprzypadkowo pojawia się „ruch” jako forma społecznej i politycznej organizacji. Wznoszenie haseł typu „ruch jest wszystkim a cel niczym” czy też „bój to jest nasz ostatni”, proklamowanie nieskończonego postępu, głoszenie „permanentnej rewolucji” stają sie możliwe wtedy, kiedy wyobrażenie czasu linearnego zostaje zsekularyzowane, odarte z wymiaru metafizycznego i sakralnego, pozbawione elementów cykliczności. Hartmut Rosa uważa, że to ten „zindustrializowany czas” jest dźwignią procesu przyspieszenia. Jeszcze w epoce klasycznej nowoczesności, która przeminęła, statyka i dynamika pozostawały w równowadze; istniały bezpieczniki ładu politycznego, kanalizujące i kiełznające huragan przyspieszenia – w późnej nowoczesności przestają funkcjonować.
* * *
Dygot historii ma związek z psychiatrią, jak zresztą wszystkie sprężyny aktywności. Ruszać się to uchybiać rozumowi, ryzykować kaftan bezpieczeństwa (Emil Cioran).
Znam tylko jedną przekonującą definicję ludzkiej godności – wszystko czynić powoli (Nicolás Gómez Dávila)
* * *
Epokę przyspieszenia zdominowała „lewica”, ponieważ żywiołem „lewicy” jest czas, zaś żywiołem „prawicy” – przestrzeń.
* * *
Opisując współczesne życie naukowe Hartmut Rosa stwierdza, że naukowcy muszą coraz szybciej pisać, coraz szybciej publikować, w coraz krótszym czasie czytać to, co inni w coraz krótszym czasie napisali. Publikuje się tą samą myśl w kilku wariacjach, drukuje to, co niedojrzałe, dzieli się na mniejsze fragmenty to, co powinno być publikowane od razu jako całość. Rosa postuluje, aby naukowcy publikowali najwyżej trzy fachowe rozprawy rocznie, i przyłącza się do wezwania ogłoszonego kiedyś na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „Badacze, zredukujcie swoje emisje!”
Wprawdzie coraz więcej się pisze, ale rezonans jest coraz płytszy i trwa coraz krócej. Terminy ważności wszystkiego stają się coraz krótsze. Ledwo coś się ukazuje, już jest przeterminowane. Coraz więcej i coraz szybciej produkuje się duchowych dóbr, ale stają się one coraz mniej ważne. W miarę jak rośnie masa informacji i szybkość ich krążenia, zanika ich treść, wartość informacyjna wiadomości czy wypowiedzi przekazywanych „w czasie rzeczywistym” przez nadające non-stop media dąży do zera. Jeśli komunikacja, tak jak w przypadku „tłitera” , opiera się na zasadzie „kto szybszy, ten lepszy”, nic dziwnego, że język ubożeje a przekaz się prymitywizuje. Jest rzeczą wręcz niepojętą, że komuś chce się „tłitować”!
George Steiner nazwał krótkie formułki wypowiadane przez polityków w mediach „kęsami dźwięku”. „Tłity” to „kęsy pisma” i „kęsy myśli”. Cóż, „cyfrowa demencja” (Manfred Spitzer) rozprzestrzenia się nieubłaganie.
* * *
Okres przed świętami Bożego Narodzenia stanowi kulminację niepokoju i pośpiechu. To prawdziwy horror (Thomas Macho).
* * *
Zamiast świąt mamy dziś „ewenty”.
* * *
Wszystkie innowacje prowadzące do przyspieszenia zawsze uzasadnia się tym, że pozwolą zaoszczędzić czas. Jednakże – Rosa nazywa to „pułapką przyspieszenia” – mimo iż dzięki przyspieszeniu stale oszczędzamy czas, jednocześnie rośnie jego niedobór. Także dlatego, że, jak zauważa Gleick, coraz więcej czasu musimy poświęcać na oszczędzanie czasu, coraz więcej czasu musimy inwestować, aby zaoszczędzić czas. Urządzenia mające pomagać nam oszczędzać czas, stają się coraz bardziej skomplikowane, a ich obsługa i naprawa staje się coraz bardziej czasochłonna
Społeczeństwa nowoczesne cierpią na permanentny i stale rosnący głód czasu. Nowoczesność można wręcz zdefiniować jak poczucie brakującego, stale uciekającego czasu; im więcej czasu zyskujemy dzięki przyspieszeniu, tym więcej przecieka go przez palce. „Czas stał się surowcem, więc jego zasoby maleją w gospodarce uzależnionej od wzrostu” (Jeremy Rifkin). Cóż z tego, że coraz bardziej racjonalnie i optymalnie spożytkowujemy czas, skoro nie nadąża on za przyspieszeniem.
* * *
Istnieje bowiem pewien poziom prędkości, przy którym wszystkie spoczywające przedmioty stają się niebezpieczne przybierając formę pocisków (Ernst Jünger).
* * *
Filozof Hermann Lübbe wykrywa w nowoczesności nasilający się proces „kurczenia się teraźniejszości“. Teraźniejszość będąca przedziałem czasu, w którym warunki działania są stabilne, ulega skróceniu, ponieważ jutro, czyli przedział czasu, w którym rzeczy będą inne, i wczoraj, czyli przedział czasu, w którym rzeczy były inne, coraz bardziej się do niej przybliżają. „Pobyt w teraźniejszości” jest coraz krótszy, rośnie niepewność egzystencji i narasta poczucie, że czasu jest coraz mniej.
* * *
Pułapkę przyspieszenia widać w tym, że wprawdzie jeździ się coraz szybciej, ale na coraz dalsze odległości. Kiedyś szło się do pracy pieszo godzinę, dzisiaj jedzie się samochodem także godzinę. Wraz z pojawieniem się szybszych pojazdów automatycznie zwiększają się odległości, jakie się pokonuje. Mimo przyspieszenia czas dojazdu pozostaje taki sam.
Jak podaje Gleick, średnia prędkość samochodu w wielkich metropoliach wynosi obecnie 19-20 km na godzinę, czyli tyle, ile kiedyś wynosiła szybkość dyliżansu pocztowego. Po dziesięcioleciach przyspieszenia szybkość samochodu zrównała się z szybkością końskiego zaprzęgu.
* * *
Najdoskonalszym symbolem ery przyspieszenia jest sztuczne przyspieszanie dojrzewania owoców.
* * *
Wprawdzie nie wiem, dokąd chcę iść, ale za to chcę tam dotrzeć jak najszybciej (Helmut Qualtinger)
Dzięki Bogu możliwe jest pójście wstecz. Nawet jeśli wymaga to odwagi, której nie znają idący naprzód (Pier Paolo Pasolini)
Robimy mniej więcej to samo co 20 lat temu, tyle tylko, że nie mamy już czasu (Michael Klonovsky)
* * *
W Szybciej przypomina Gleick opowieść fantastyczną Herberta George`a Wellsa The New Accelerator z 1901 roku. Jej bohater, profesor Gibberne próbuje stworzyć „stymulant nerwowy”, narkotyk, który przyspieszyłby działanie systemu nerwowego, a tym samym życie człowieka.
„Wyobraź sobie, że masz małą fiolkę – mówi profesor, trzymając w dłoni małą zieloną buteleczkę – w której ukryta jest moc pozwalająca myśleć dwukrotnie szybciej, poruszać się dwukrotnie szybciej, wykonać dwukrotnie więcej pracy w określonym czasie”. Kogo przypomina Gleickowi profesor Gibberne? Oczywiście Mefistofelesa!
* * *
Społeczeństwa późnej nowoczesności żyją w błędnym kręgu przyspieszenia – aby utrzymać zagrożoną przez nie stabilizację, muszą coraz bardziej przyspieszać. Możemy – zauważa Hartmut Rosa – stać w miejscu pod warunkiem, że się szybko poruszamy. „Żyjemy w świecie bezustannych szybkich zmian, w którym nic się nie zmienia” (Norbert Bolz), w świecie „z zawrotną prędkością pędzącego bezruchu” (Paul Virilio), gdzie „wszystko jest w ruchu, wszystko się zmienia, wszystko ulega transformacji a jednak nic się nie zmienia” (Jean Baudrillard).
Rosa jest przekonany, że wielkie obietnice nowoczesności – wolność, szczęście, samostanowienie o sobie, autonomia jednostki – pozostaną niespełnione, ponieważ żyjemy tak jak każe nam, przez nas samych puszczona w ruch, maszyna, coraz szybciej pędzimy donikąd. Nie tylko, że się nie spełnią, ale to, co obiecywała nowoczesność, w późnej nowoczesności może zamienić się w swoje przeciwieństwo. Projekt nowoczesności pogrążającej się w bezkierunkowej dynamice – prorokuje Rosa – dobiega kresu. Ponieważ przyspieszenie nie posiada wewnętrznych, wbudowanych w nie hamulców, będzie się rozszerzać niczym komórki rakowe do chwili, aż system umrze. Nowoczesność równoznaczna z rozpętanym przyspieszeniem, niezdolna do zachowania równowagi pomiędzy stałością i zmianą, będzie stopniowo zamierać.
Nadejdzie czas, o którym w Legendzie o Prometeuszu napisał Kafka: Bogowie się znużyli, znużyły się orły co mu wątrobę szarpały, rana Prometeusza goiła się w znużeniu.
* * *
W latach 70. zeszłego stulecia niemiecki prawnik Ernst-Wolfgang Böckenförde postawił tezę, że demokratyczno-liberalne, zsekularyzowane państwo żyje zużywając zasoby i rezerwy moralne, których tworzenia i istnienia samo nie potrafi zagwarantować. Podobnie społeczeństwo przyspieszenia żyje z zasobów i rezerw moralnych, psychicznych, duchowych i naturalnych, których odtwarzania nie może zagwarantować, przeciwnie, zużywa je i wysysa. Przyspieszenie zaczyna pożerać własny ogon. Czy też, jak chce Gleick, „zamienia się w paraliż”.
* * *
Każdy umysł antykopernikański, rozważając położenie natknie się na myśl, że nieskończenie łatwiej przyspieszyć ruch, aniżeli zawrócić na spokojniejszy szlak (Ernst Jünger).
* * *
Nowoczesny „nomadyzm”, czyli mobilność i „elastyczność” członków elit zmieniających w globalnym systemie rotacyjnym firmy, instytucje i kraje może być funkcjonalny tylko w świecie zasadniczo stabilnym, osiadłym. Innymi słowy muszą istnieć osiadli, żeby mogli istnieć mobilni. Gdyby wszyscy stali się „nomadami”, gdyby wszyscy byli mobilni i „elastyczni”, społeczeństwo pogrążyłoby się w chaosie. Totalna mobilizacja (pełna mobilność wszystkich) oznacza samozniszczenie społeczeństw.
* * *
W polityce przyspieszenie przejawia się m.in. w tym, że państwo demokratyczne, jego instytucje typu parlament funkcjonują niczym fabryki stale zwiększające ilość uchwalanych w pośpiechu ustaw; podobnie rządy stały się maszynami produkującymi rosnącą masę zarządzeń, regulacji, zakazów, nakazów. Wspomniany wyżej Hartmut Rosa uważa, że przyspieszenie wydrąża od wewnątrz system parlamentarny, ponieważ potrzebuje on czasoprzestrzennej stabilizacji i odpowiedzialności ludzi nim kierujących. Przytacza opinię Dewey`a, iż niemożliwe jest zorganizowanie „demokratycznej opinii publicznej”, jeśli stale się ona przeprowadza.
W, będącej dzieckiem przyspieszenia, masowej demokracji liczy się kilkunastosekundowa obecność w wiadomościach wieczornych, błyskawiczna reakcja i podjęcie natychmiastowej akcji, oczekiwanej przez elektoraty, natomiast nie ma miejsca na spokojny dystans, głębszą analizę, różnicowanie, niuansowanie, rzeczowość, umiar.
* * *
Julius Evola wskazywał na zasadniczą różnicę między górską wspinaczką (sam wspinał się w Alpach i Dolomitach) a narciarstwem (sam je uprawiał). Wspinaczka jest samotnym, powolnym posuwaniem się ku szczytom, wędrówką także duchową, daje czas na medytację i kontemplację, no i pozostawia świat gór nietkniętym. Z narciarstwem jest inaczej; o ile jeszcze w trakcie biegu na nartach można się zatrzymać i rozejrzeć dookoła, o tyle zjazd na nartach po stoku to jak najszybsze spadanie, którego nie można zatrzymać ani nawet kontrolować. Aby przybywający masowo w góry turyści mogli jak najczęściej przeżywać ekstazę prędkości, buduje się dla nich wyciągi narciarskie i kolejki linowe, na stokach gór wyrastają słupy. Narciarze wjeżdżają mechanicznie na szczyt i pędem zjeżdżają w dół, ponownie wyciągiem w górę, ponownie zjazd w dół. I tak w kółko. Dla zjeżdżających musi powstać turystyczna infrastruktura, szosy, hotele. Na fatalne tego skutki nie trzeba długo czekać.
W Tyrolu, pisał Evola, nie ma wioski, choćby najmniejszej i leżącej najdalej na uboczu, która nie miałaby swojej własnej kaplicy i własnego krzyża postawionego na przełęczy lub w innym widocznym miejscu. Kiedy wiatr i śnieżyca przewrócą go, stawia się go ciągle na nowo: jakby ciche zaproszenie, aby przemieniać i uzupełniać to, co jako zwykła estetyczna emocja płynie z kontemplacji natury w jej wyższej formie duchowego znaczenia. Są to okruchy dawnego świata, który, niestety, nie przetrwa długo. Tyrol stał się modny. Międzynarodowa publiczność złożona ze „światowych” turystów napływa tu latem i zimą rozpełzając się ku najodleglejszym zakątkom gór, gdzie powstają nowe hotele a stare są modernizowane. Wioski zaczynają przypominać centra turystyczne. Tradycje i stroje sprawiają wrażenie obiektów wystawionych na pokaz, co równa się ich wykorzenieniu, a równocześnie przybysze się „tyrolizują” przebierając się w miejscowe stroje. Wszystko to jest początkiem końca dawnej religijności i obyczajowości.
* * *
Hartmut Rosa obserwuje coraz silniejszą tęsknotę za spowolnieniem („od-spieszeniem”) i przewiduje, że opór przeciwko przyspieszeniu będzie rósł a w końcu może stać się najpotężniejszą kontrideologią XXI wieku. Należy bronić starych i tworzyć nowe enklawy spowolnienia oraz poszukiwać alternatyw wobec późnej nowoczesności i jej form życia. Rosa przypomina, że już w 1840 roku grupa ludzi demonstrowała w Paryżu swój sprzeciw wobec nazbyt wysokiemu tempu życia spacerując z żółwiami na smyczy.
W eseju Paryż II Cesarstwa według Baudelaire`a pisał Walter Benjamin: [Flaneur] przechadza się próżniaczo niby indywidualność, która w ten sposób protestuje przeciwko podziałowi pracy, czyniącemu z ludzi specjalistów. Podobnie protestuje przeciwko ich zapobiegliwości. Przejściowo, około roku 1849, należało do dobrego tonu chodzić w pasażach z żółwiami na spacer. Flanuer chętnie by pozwalał na to, by tempo dyktowały żółwie. Gdyby to od niego zależało, postęp musiałby opanować ten krok. (przeł. Hubert Orłowski)
W 1973 roku ukazała się klasyczna pozycja literacka przeciwko przyspieszeniu – powieść Michaela Ende Momo albo osobliwa historia o złodziejach czasu i dziewczynce, która odzyskała dla ludzi skradziony im czas (1973). W walce z przyspieszaczami (złodziejami czasu) pomaga głównej bohaterce żółwica Kasjopeja, wysłana przez Mistrza Horę – tego, który daje ludziom czas. Żółw – symbol nadchodzącej epoki?
* * *
Według niektórych badaczy patologiczną reakcją na przyspieszenie kompletnie zakłócające stałe rytmy zakodowane w naszym ciele, rozregulowujące chronobiologię człowieka, jest depresja. Depresja to zaburzenie epoki przyspieszenia, patologiczne spowolnienie. Czas się zapętla i zatrzymuje, nie ma przyszłości, następuje zamrożenie w czasie.
* * *
Do frontu antyakceleracjonistycznego należał filozof, badacz czasu i przyspieszenia prof. Peter Heintel (1940-2018), były rektor i przewodniczący senatu uniwersytetu w Klagenfurcie, założyciel w 1990 roku Stowarzyszenie na rzecz Opóźnienia Czasu (Rosa jest jego członkiem honorowym), który nawoływał do powstrzymania „neurotycznego szaleństwa innowacji”. Inny antyakceleracjonista to prof. Karlheinz Geißler, założyciel Niemieckiego Towarzystwa Polityki wobec Czasu, który od ponad 30 lat żyje bez czasomierzy. Jest autorem książek: O tempie świata i jak je przeżyć, Wszystko. Jednocześnie. I to natychmiast. Nasze poszukiwanie nieprzerwanego szczęścia, Poczekaj no szybko!, Wszystko jak z ekspresu. Mali bohaterowie codziennego przyspieszenia, O czasie – trwaj ! Formy życia przeciwko pośpiechowi, Pochwała pauzy, Odspieszcie się! Mniejsze tempo – więcej czasu, Time is honey: o mądrym obchodzeniu się z czasem . Zapytany w jednym z wywiadów „Na co nie ma Pan czasu?”, Geißler odpowiedział: „Na pośpiech”.
* * *
Na Węgrzech działa, założony przez László Andrása, Kard-Kereszt-Korona Szövetség – Związek Miecza, Krzyża i Korony. Tradycjonalistyczny Ultradextrakonserwatywny, Imperialno-Monarchistyczny i Monarcho-Legitymistyczny Front Jedności (główni intelektualni reprezentanci to, obok László Andrása, Imre Tibor Baranyi, Róbert Horváth, Dávid Mészáros , László Virág) . Jego podwalinę filozoficzną stanowi – jak czytamy w manifeście Związku – „Metaidealismus Transcendentali-Immanentalis et Immanentali-Transcendentalis Theurgo-Magico-Solipsisticus Absolutus” a światopoglądową „Traditionalitas Spiritualis et Metaphysica Universalis et Integralis”.
Spośród różnych obrazów wszechświata Związek preferuje obraz będący syntezą modelu Ptolemeusza, modelu Tycho de Brahe oraz , częściowo, modelu Kepplera. Zgodnie z tym topocentrycznym modelem Ziemia traktowana jest jako nieruchoma, wokół niej krążą sfery ciał niebieskich i Słońce. Wokół Słońca, a więc pośrednio wokół Ziemi, krążą planety. Gdyby ludzie przenieśli się na Marsa, wówczas Mars pojmowany byłby jako nieruchomy, wokół Marsa krążyłoby Słońce, wokół Słońca, a więc pośrednio wokół Marsa, planety a wśród nich planeta Ziemia. Geocentryczna koncepcja wszechświata stoi wyżej niż koncepcja heliocentryczna, zaś wyżej niż koncepcja geocentryczna, zatem najwyżej, stoi, wyznawana przez Związek, koncepcja topocentryczna. Upowszechnienie się tej koncepcji byłoby pierwszym duchowym krokiem w kierunku Wielkiego Spowolnienia, o które apeluje polski antyakceleracjonista Andrzej Zybertowicz.
* * *
W klasztorach mnisi w czerni. Niewielu. W nigdy niewygasającym milczeniu, w niewzruszonej pasywności. Przy nich trapiści byliby niczym wirujący derwisze. Tam przeżywają oni koniec, północ. Tam sprawują urząd więzi i przekazywania z cyklu na cykl zarzewi, które noszą w sobie żywi. Dzięki nim tradycja mimo wszystko trwa, płomień płonie. Oni są tymi, którzy czuwają, a kiedy nadejdzie czas, pokierują siłami odrodzenia (Gottfried Benn).
Tomasz Gabiś
Źródło: „Arcana” 2019 nr 3 (tekst nieco zmieniony i poszerzony)
