TOMASZ GABIŚ NA KLĘCZKACH
Pierwodruk: „Najwyższy Czas!” 1991 nr 25.
Emocje wywołane wizytą p. prez. Wałęsy w Izraelu nieco już chyba opadły, można więc przyjrzeć się jej z nieco odmiennego punktu widzenia. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że, oceniając rzecz całkiem na chłodno, wizyta w Izraelu była porażką polskiego prezydenta. Nic tu nie pomogą wygłaszane przez urzędników MSZ i Kancelarii Prezydenta frazesy o „moralno-oczyszczającym” charakterze wizyty, o „psychologicznym przełomie” itp. Myli się również p. Dawid Warszawski, który w ogłoszonym na łamach „Gazety Wyborczej” artykule „Słowa Wałęsy, milczenie Szamira” napisał, że te trzy słowa „Proszę o wybaczenie”, spontanicznie dodane przez prezydenta do wygłaszanego w Knesecie przemówienia zadecydowały o sukcesie wizyty. W rzeczywistości p. prez. Wałęsa, który stoi na czele państwa polskiego zmuszony został przez polityków izraelskich do przejścia pod jarzmem kaudyńskim. Jako głowa państwa polskiego musiał wysłuchiwać oskarżycielskiego przemówienia p. premiera Szamira, tak jak uczniak przyłapany na wagarowaniu musi wysłuchiwać napominań nauczyciela. Spotkanie dwóch równych sobie polityków zamieniło się w spotkanie oskarżyciela i oskarżonego. Słowa p. prez. Wałęsy ułatwiły p. premierowi Szamirowi osiągnięcie zamierzonego celu: uzyskania moralnej, a przez to psychologicznej, przewagi nad prezydentem Polski. P. premier Szamir użył „moralnych rozrachunków” jako politycznego instrumentu. I trzeba przyznać, że zrobił to bardzo zręcznie.
Jakkolwiek by to paradoksalnie nie brzmiało, zarówno prośba prezydenta Wałęsy o wybaczenie, jak i moralne oskarżenia, czyli moralny szantaż zastosowany przez premiera Izraela są przejawem tego samego stylu politycznego myślenia i działania. I to właśnie ten styl, a nie jego przejawy należy odrzucić. Należy bowiem wiedzieć, że naczelnym zadaniem męża stanu jest umocnienie własnej pozycji, czyli pozycji państwa, które reprezentuje. Jest on zobowiązany (to zobowiązanie wynika ze szczególnej natury stosunków politycznych ), aby sądzić, iż Ten Drugi pragnie uzyskać jego kosztem pewne korzyści polityczne (co właśnie zrobił p. premier Szamir). Nie wolno mu więc czynić niczego, co Temu Drugiemu umożliwi lub ułatwi ich uzyskanie. Polityk w chwili, kiedy obejmuje urząd, wchodzi w sferę polityki tzn. w sferę walki, gdzie nie obowiązuje zasada zaufania, ale zasada najwyższego bezpieczeństwa. Dlatego nie ma prawa do wyrażania swoich uczuć (choćby były one jak najbardziej szczere), gdyż Ten Drugi może to wykorzystać jako atut w grze o osiągnięcie przewagi politycznej. Zadaniem polityka nie jest publiczne wyrażanie skruchy, żalu itd., ale dbanie o interesy polityczne państwa. Musi pamiętać o tym, że każda jego wypowiedź formułowana w sferze politycznej, choćby nie wiadomo jak pięknie i szlachetnie nie brzmiała, nabiera taktyczno-strategicznego charakteru. Ci, do których jest skierowana, mało zastanawiają się nad jej moralnym sensem, ale nad tym, co chce się przez nią osiągnąć. W stosunkach między ludźmi szczere przyznanie się do winy, wyrażenie skruchy i żalu mogą „rozbroić” drugiego, w polityce nigdy! Wypowiedzi takie jak słowa p. prez. Wałęsy w Knesecie są z politycznego punktu widzenia pozbawione sensu, gdyż nie znajdują żadnego rezonansu u tych, do których są skierowane. Patrzą oni bowiem na tę wypowiedź z punktu widzenia korzyści, jakie ma ona przynieść temu, kto ją formułuje.
Prezydent Wałęsa zapomniał, że jego powinnością jest pełnienie roli męża stanu, a nie skruszonego grzesznika (to jest jego rola prywatna). Charakterystyczne, że witając prezydenta przewodniczący parlamentu Dov Shilansky wskazał na siedzących w ławach deputowanych, którzy cudem uniknęli śmierci w czasie okupacji niemieckiej w Polsce. Ale ich dawne cierpienia, powiedzmy to brutalnie, nie mogą mieć dla polityki polskiej żadnego znaczenia, albowiem w sferze politycznej spotykamy się z nimi nie jako z ofiarami prześladowań, ale z politykami realizującymi politykę państwa Izrael.
Zastanówmy się, czy fakt, że polityk, z którym siadam do rozmów, jest chory na raka, powinien skłaniać mnie do przyjęcia gorszych warunków międzypaństwowego układu? Byłoby skrajną nieodpowiedzialnością polityczną, gdyby moim postępowaniem kierowało współczucie dla polityka, z którym prowadzę rozmowy. Co więcej, gdyby ten polityk w trakcie rozmów zaczął skarżyć się na swoją chorobę, to moją jedyną reakcją powinno być grzeczne wyrażenie współczucia i refleksja: „A, chce mnie zmiękczyć w ten sposób”. Takie postępowanie jest moją moralną powinnością jako polityka. Z politycznego punktu widzenia gest p. Shilansky’ego był wyłącznie instrumentem moralnego nacisku mającego polityka innego państwa uczynić bardziej uległym. P. prez. Wałęsa sądził, że kiedy zacznie się samobiczować, to „rozbroi moralnie” polityków izraelskich. Ci jednak zamiast dać się rozbroić, dołożyli mu jeszcze kilka smagnięć „moralnym” biczem. Podchwyciły to mass-media izraelskie i światowe.
Komentatorka „Gazety Wyborczej” p. Danuta Zagrodzka napisała, że fotoreporterzy upodobali sobie zwłaszcza parę prezydencką na klęczkach a agencje i gazety sugerowały, że to właśnie Polacy są winni holocaustowi. Pani Zagrodzka jest zdumiona takim obrotem sprawy. Cóż za naiwność! To wcale jest nie zdumiewające. To jest całkiem logiczna konsekwencja postępowania p. prez. Wałęsy. Prosi o wybaczenie? A więc jest winny! No to dołożymy mu jeszcze trochę smagnięć biczem – jemu i przy okazji wszystkim Polakom. P. Zagrodzka powinna wiedzieć, dlaczego fotoreporterzy tak chętnie fotografowali prezydenta na klęczkach. Czyż to nie przyjemnie widzieć innych na kolanach? Czyż nie przychodzi wówczas pokusa, aby przygiąć im jeszcze głowy do ziemi?
Jakie ogólne wnioski można wyciągnąć z przebiegu i skutków wizyty prezydenta w Izraelu? Ano przede wszystkim ten, że w sferze politycznej wyrażanie skruchy, żalu, współczucia, pokory, prośby o wybaczenie, choć mogą być podyktowane szlachetnymi intencjami, są pozbawione sensu i prowadzą zwykle do rezultatów odmiennych od zamierzonych. Śpiewak operowy, któremu ze wzruszenia załamuje się głos, jest zapewne wrażliwym człowiekiem, ale marnym śpiewakiem. Jego powinnością jest dobrze śpiewać, wzruszać ma się publiczność. Podobnie jest z mężem stanu. Jego moralną powinnością jest obrona polityczna interesów państwa, na którego czele stoi, a nie dawanie wyrazu moralnym uczuciom. Nie mają racji ci, którzy uważają, że prezydent nie powinien przepraszać, bo nie było za co przepraszać. Nie powinien przepraszać nawet wtedy, gdyby prawdą było to wszystko, co mówił p. Szamir!
Niechaj więc ludzie kierujący polską polityką nie proszą nikogo o wybaczenie. Ale nie oczekujmy też, aby politycy innych państw nas prosili o wybaczenie. Nie domagajmy się od polityków niemieckich, żeby nas przepraszali za zbrodnie narodowych socjalistów, ani od polityków rosyjskich, żeby prosili o wybaczenie zbrodni katyńskiej. Nie dokonujmy moralnego samobiczowanie i nie stosujmy moralnego szantażu wobec innych. Nie upokarzajmy się i nie żądajmy, aby inni się przed nami korzyli. Nie padajmy na kolana i nie żądajmy, aby inni padali na kolana przed nami. Takie są zasady konserwatywnej polityki.
Tomasz Gabiś
Pierwodruk: „Najwyższy Czas!” 1991 nr 25
