EUGENIUSZ ŚWITALSKI (TOMASZ GABIŚ) ZMIENNY OBRAZ BENITO MUSSOLINIEGO, Pierwodruk: „Opcja na prawo ”, 2002 nr 5
Znamy z naszych czasów zjawisko, że oto przywódca jakiegoś państwa jest przez tzw. prasę światową i polityków tzw. Zachodu chwalony i doceniany, a potem stopniowo, albo i nagle, jego obraz się zmienia a w jego portrecie zaczynają przeważać czarne barwy. Niekiedy może też zachodzić proces odwrotny. Rzecz prosta, za każdym razem kryją się za tym polityczne interesy; zmiana obrazu odzwierciedla zachodzące zmiany polityczne. Zobaczmy jak ten proces przebiegał na przykładzie jednego ze znanych polityków XX wieku.
W artykule opublikowanym kiedyś na łamach „Literatury na świecie” tłumacz poezji Ezry Pounda Andrzej Sosnowski zacytował jego opinię o Mussolinim: „Mussolini, wielki człowiek, na zewnątrz – w sposobie, jaki ma wpływ na wydarzenia; wewnątrz – w lotności umysłu, w szybkości, z jaką jego prawdziwe uczucie maluje się na jego twarzy, tak że tylko łajdak mógłby źle odczytać jego myśl i jego intencję”. Sosnowski krótko skomentował opinię genialnego poety: „O, sancta simplicitas”. Ale jeśli Pounda cechowała „święta naiwność”, to nie był w niej osamotniony, gdyż wielu innych ludzi z ogromnym uznaniem wyrażało się o przywódcy włoskich faszystów, jak choćby kolega Pounda po piórze George Bernard Shaw. Podobnie Winston Churchill, który z najwyższą radością powitał „marsz na Rzym”, zaś po wizycie u Mussoliniego w 1925 roku oświadczył: „Gdybym był Włochem, byłbym z wami w waszej zwycięskiej walce z zachłannymi apetytami leninizmu. Włochy pokazały światu, że są sposoby na to, aby masy ludowe wzięły udział w obronie stabilności socjalnej. Włochy dostarczyły również cywilizowanym narodom niezbędnego antidotum przeciw rosyjskiej truciźnie”. Ignacy Józef Paderewski oświadczył w styczniu 1925 roku, że spędził z duce uroczy wieczór, zaś w liście z 1939 roku pisał doń: „Przez wiele lat Pana podziwiałem. Byłem dumny z Pana przyjaźni, uznawałem Pana wielkie zasługi jako cudownego budowniczego Italii”. Stanisław Thugutt, legionista, czołowy działacz PSL „Wyzwolenie”, działacz Ligi Obrony Praw Człowieka, współorganizator Centrolewu stwierdził w 1924 r.: „Gdybym był Włochem, byłbym faszystą”. I jeszcze kilka opinii o Mussolinim: „największy gigant Europy” (arcybiskup Cantenbury), „największy geniusz ery nowożytnej” (Thomas Alva Edison), „człowiek wyższego rzędu” (Mahatma Ganhdi) (cyt. za: Tomasz Serwatka, Benito Mussolini w oczach współczesnych, „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 24, 1995).
Ezra Pound porównywał Mussoliniego do Jeffersona i wychwalał jego rządy pod niebiosa, ale przebił go w porównaniach „New York Times”, który w listopadzie 1923 roku porównał Mussoliniego aż do trzech Ojców-Założycieli: Johna Adamsa, Hamiltona i Waszyngtona. Prasa amerykańska w latach 1922-1936 pełna była laurek dla Mussoliniego. Jedna z amerykańskich gazet o największym nakładzie „The Saturday Evening Post” opublikowała cały szereg artykułów pełnych komplementów pod adresem Mussoliniego i jego rządów. Chwaliła Mussoliniego, szczególnie po zawarciu przezeń układów laterańskich z Watykanem, amerykańska prasa katolicka. Pozytywnie, niekiedy wręcz entuzjastycznie, oceniały Mussoliniego gazety związane z biznesem takie jak „Wall Street Journal”, „Fortune”, „Barron`s”. Bardzo często i aprobatywnie porównywano politykę Mussoliniego z New Dealem prezydenta Roosevelta. W 1928 roku w prestiżowym wydawnictwie Charles Scribner`s Sons ukazała się autobiografia Mussoliniego, którą wstępem opatrzył ambasador USA w Rzymie Richard Washburn Child. Amerykański dyplomata nie znajdował wprost słów uznania dla Mussoliniego nazywając go wielkim mężem stanu, człowiekiem mądrym i dobrym. Chwalił Mussoliniego prezydent Roosevelt, który pisał do niego serdeczne listy. Prasa amerykańska dużo i z wielkim uznaniem relacjonowała o zwycięskiej walce włoskiego przywódcy z mafią, którą na nowo zainstalują we Włoszech po 1945 roku Amerykanie. (Zob. James J. Martin, The Death and Life of the Mafia in Italy: From Suppression by Mussolini to Revival by „Liberation”, 1926-1946, w: tenże, The Saga of Hog Island and Other Essays in Inconvenient History, Colorado Springs 1977).
Mussolini był bardzo pozytywnie oceniany w świecie anglosaskim do roku 1936, kiedy to Włochy zajęły Abisynię, naruszając tym samym imperialne interesy Wielkiej Brytanii w basenie Morza Śródziemnego. Jeszcze w 1933 r. Lloyd George na łamach „Manchester Guardian” określił włoski faszyzm jako „największą reformę socjalną czasów nowożytnych”. Po zajęciu Abisynii Mussolini i faszystowskie Włochy mają już gorszą prasę. Ale dopóki Anglia miała nadzieję, że Włochy będą jej sojusznikiem, duce był traktowany chłodno, lecz przyzwoicie – pamiętano tym, że to Mussolini był gorącym zwolennikiem udziału Włoch w I wojnie światowej po stronie Ententy i żywiono nadzieję, że stanie się tak w potencjalnym konflikcie militarnym w Europie. Dopiero sojusz z Adolfem Hitlerem, w ramiona którego wepchnęli go m.in. właśnie Anglosasi, spowodował, że ich propaganda zaczęła go brutalnie atakować. Od końca lat trzydziestych obraz Włoch i Mussoliniego staje się coraz bardziej czarny, a po wypowiedzeniu przez Włochy wojny Ameryce w grudniu 1941 roku czerń dominuje całkowicie. Kiedy Mussolini, na wezwanie późniejszego prezydenta Włoch socjalisty Sandro Pertiniego („zabijcie go jak wściekłego psa!”) zostanie zamordowany przez komunistycznych partyzantów, jego dawny wielbiciel Winston Churchill wykrzyknie z radością: „Ha, nie żyje ta krwawa bestia”. I jako „krwawa bestia” oraz „wściekły pies” ewentualnie jako dyktator-błazen przejdzie Benito Mussolini do historii. Pochwały, jakimi obsypywany był za życia, znikną w orwellowskiej „dziurze pamięci”. Na marginesie dodajmy, że nie od dziś niektórzy historycy nieśmiało przebąkują, iż za zamordowaniem Mussoliniego 28 kwietnia 1945 r. stały w rzeczywistości brytyjskie służby specjalne. Ani Churchillowi, ani Rooseveltowi nie na rękę byłby bowiem ewentualny proces Mussoliniego.
Kiedy ciało Mussoliniego (i jego kochanki Klary Petacci) powieszono głową w dół na stacji benzynowej przy Piazza Loretto w Mediolanie, świadkowie tego wydarzenia ze zdumieniem stwierdzili, że z kieszeni nie wypadły mu pieniądze. Ze zdumieniem, ponieważ włoski polityk, który nie miał kieszeni wypchanych pieniędzmi „niewiadomego” pochodzenia, uchodził za rzadkość. Lud włoski zresztą z sentymentem wspominał rządy Mussoliniego i uważał, że „Craxi, Andreotti i inni, to tacy sami dyktatorzy jak duce, tyle że gorsi”. W ankiecie przeprowadzonej w połowie lat osiemdziesiątych XX w. przez tygodnik „L`Espresso” Mussolini znalazł się na czwartym miejscu pośród postaci z włoskiej historii – po Garibaldim, Mazzinim i Juliuszu Cezarze. W tejże ankiecie 30% Włochów uznało Mussoliniego za postać sympatyczną.
Od połowy lat siedemdziesiątych XX. w. we Włoszech narastała tendencja do „historyzacji” czasów faszyzmu. Przełomowe były prace wybitnego liberalnego historyka włoskiego Renzo de Felice, który zaczął traktować epokę faszyzmu jako część narodowej historii Włoch. Ukazały się kolejne prace naukowe, wspomnienia ludzi związanych z Mussolinim a także publikacje rewidujące nazbyt ulukrowane biografie „antyfaszystów” np. Sandro Pertiniego, który nakazał zamordowanie w kwietniu 1945 roku dwojga sławnych włoskich aktorów: Osvaldo Valentiego i Luisy Feridy (była w drugim miesiącu ciąży). Włosi coraz więcej dowiadywali się na temat krwawych czystek i mordów, jakie ogarnęły ich kraj tuż po wojnie i których ofiarą padło, przede wszystkim z rąk komunistów, tysiące ludzi. Dzięki włoskim historykom, także tych z lewicy, obraz Mussoliniego zaczął się powoli zmieniać. Np. Giorgio Bocca opublikował książkę Mussolini- socjalfaszysta, w której podjął próbę odzyskania Mussoliniego dla lewicy, i stwierdził m.in., że gdyby po pierwszej wojnie światowej zwyciężyli lewicowi wrogowie Mussoliniego, to szanse wolności nie byłyby nawet odrobinę większe.
Odzyskiwanie Mussoliniego przez lewicę nie było bez szans na sukces, jeśli przypomnieć kilka szczegółów z jego życia: jego ojciec kowal był entuzjastycznym zwolennikiem wszystkiego, co rewolucyjne, wielbił Bakunina, należał do partii socjalistycznej, swemu pierwszemu synowi dał imię Benito na cześć Benito Juareza, tego, który kazał rozstrzelać cesarza Maksymiliana (dwa pozostałe imiona przyszłego duce Amilcare i Andrea były również imionami włoskiego socjalisty i anarchisty). Drugiemu synowi nadal imię Arnaldo na cześć średniowiecznego buntownika i heretyka Arnaldo di Brescia. Z domu rodzinnego wyniósł Benito miłość do socjalizmu i nienawiść do tronu, ołtarza i kapitału. Fascynował się postacią Jana Husa, studiował prace Marksa, Engelsa, Lenina, Bakunina, Lassalle`a i Bebla, pociągały go anarchosyndykalistyczne idee Sorela i anarchizm księcia Kropotkina, szkołę materializmu historycznego uważał za niezbędną dla zrozumienia problemów społecznych i gospodarczych (na temat poglądów Mussoliniego zob. Erik von Kuehnelt-Leddihn, Leftism Revisited. From de Sade and Marx to Hitler and Pol Pot, Washington 1990).
Sama doktryna faszyzmu była mieszaniną idei prawicowych i lewicowych, stąd współczesna prawica, aby bronić się przed wysuwanym przez lewicę zarzutem pokrewieństwa z faszyzmem, podkreśla jego lewicowe oblicze, co, rzecz jasna, jest nie w smak antyfaszystowskiej lewicy, która nie chce uznać, że faszyzm był „włoską droga do socjalizmu”. Niektórzy uważają, że być może nadchodzi czas, aby prawica zaaprobowała prawicowe elementy w faszyzmie, zaś lewica zobaczyła w nim elementy lewicowe i zaakceptowała je.
W latach 80. XX w. zaczęły się ukazywać się bardzo dobre prace na temat faszyzmu Augusta del Noce, Domenico Settembriniego, Silvio Bertoldiego, Marcello Venezianiego, Amerykanina Jamesa Gregora i innych autorów. Na szczególną uwagę zasługuje sześciotomowa (każdy tom po prawie tysiąc stron) biografia Mussoliniego pióra Renzo de Felice – prawdopodobnie największa biografia, jaka kiedykolwiek została napisana. W 1982 r. zorganizowano w Mediolanie, gdzie burmistrzem był socjalista, znakomicie udokumentowaną wystawę o Włoszech lat trzydziestych, o włoskiej sztuce, kulturze i życiu codziennym. Wiele uwagi poświęcono nurtowi futurystycznemu w architekturze, który był jednym ze składników oficjalnej architektury Włoch faszystowskich. Wystawa cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród publiczności. W roku następnym, w setną rocznicę urodzin Mussoliniego, odbywały się liczne dyskusje i konferencje, publikowano artykuły w prasie i nowe prace historyczne na temat duce, jego rządów i ideologii faszystowskiej. Rocznica ta, jak stwierdził Augusto del Noce, przypadła na moment, w którym wyczerpały się zarówno antyfaszystowska demonizacja faszyzmu, jak i profaszystowska nostalgia. Świadczy o tym choćby i to, że większość Włochów ze spokojem, jako rzecz normalną, przyjęła film Pasquale Squitierego Claretta (z Claudią Cardinale) oparty na historii miłosnej Mussoliniego i Klary Petacci. Przeciw filmowi protestowała rytualnie jedynie międzynarodowa lewica w osobach Güntera Grassa i Eugeniusza Jewtuszenki.
W 1984 r. w Rzymie rządzonym przez lewicę zorganizowano gigantyczną wystawę pokazującą gospodarkę Włoch okresu międzywojennego. Również i ona była świadectwem „normalizacji” spojrzenia na włoski faszyzm, świadectwem tendencji do traktowania tamtego okresu historii narodu włoskiego z większym dystansem, bardziej obiektywnie, bez uprzedzeń i bez rytualnej „antyfaszystowskiej liturgii”, która, jak stwierdził Ugo Intini, redaktor naczelny socjalistycznej gazety „Avanti”, po prostu się przeżyła. Co charakterystyczne właśnie w 1983 r. (Roku Mussoliniego) socjaliści zainicjowali „dialog” z postfaszystowskim Włoskim Ruchem Społecznym (MSI), który w rezultacie doprowadził do zakończenia powojennego ostracyzmu politycznego stosowanego przez wszystkie siły polityczne we Włoszech (od komunistów po chadecję) wobec kontynuatorów tradycji faszystowskich. Socjalistyczny premier Bettino Craxi oficjalnie ogłosił zakończenie „gettoizacji” postfaszystów. MSI otrzymał wreszcie szerszy dostęp do państwowego radia i telewizji RAI i wpuszczony został na polityczne salony.
Postfaszyści objęli po raz pierwszy od zakończenia wojny stanowiska w komisjach parlamentarnych, w radzie nadzorczej radia i telewizji. W zamian za to pomagali Craxiemu wygrywać ważne głosowania w parlamencie, ba, prezes MSI Almirante „spiskował” razem z Craxim przeciw znienawidzonej przez postfaszystów chadecji. Ten proces „degettoizacji” postfaszystów zakończył się w latach dziewięćdziesiątych XX w. ich udziałem w rządach. A jednocześnie de facto dobiegły końca dzieje historycznego (post)faszyzmu włoskiego, który istniał tak długo, jak długo istniał powojenny „antyfaszystowski konsensus”, na którym opierało się państwo włoskie. Na strażników świętego ognia „antyfaszyzmu” stylizowali się włoscy komuniści powołujący się na swoje zasługi w antyfaszystowskiej partyzantce i w „obaleniu faszyzmu”. Kiedy „antyfaszystowski konsensus”, pozwalający komunistom wykorzystywać izolację postfaszystów dla umocnienia swojej pozycji, przestał funkcjonować, skończył się również historyczny (post)faszyzm, którego seniorzy i tak odchodzili z partii po prostu z przyczyn biologicznych. Upadek powojennego „anyfaszystowskiego” konsensusu oznaczał również upadek systemu politycznego tzw. I Republiki Włoskiej, którego równowaga opierała się, oprócz „anyfaszystowskiego” konsensusu i mitologii Ruchu Oporu, na równoważeniu wpływów komunistów wpływami mafii. Tak to rewizja obrazu Benito Mussoliniego i jego rządów okazała się wstępem do zmiany systemu politycznego we Włoszech.
Eugeniusz Świtalski (Tomasz Gabiś)
PS
Liberalni i lewicowi antyfaszyści na każdą próbę bardziej chłodnej oceny historycznego faszyzmu włoskiego, reagowali zawsze ze zgryźliwą ironią, „chwaląc” reżim Mussoliniego za to, że pociągi jeździły wówczas punktualnie. Tymczasem na wspomnianej wyżej wystawie w Rzymie z 1984 r. zwiedzający mogli obejrzeć oryginalny rozkład jazdy z lat trzydziestych. Ci bardziej spostrzegawczy ze zdumieniem odkryli, że według tego rozkładu pociąg relacji Rzym – Mediolan jechał na tej trasie o 20 minut krócej niż pięćdziesiąt lat później. Faszystowska dyktatura miała więc swoje zalety: pociągi jeździły wówczas nie tylko punktualniej, ale i szybciej! Takiego propagandowego ciosu antyfaszyści po prostu nie wytrzymali i musieli się poddać.
Pierwodruk: „Opcja na prawo”, 2002 nr 5
