«
»

Zapiski manarchisty

O ALTERNATYWNEJ PRZESZŁOŚCI I PRZYSZŁOŚCI IZRAELA ORAZ INNYCH SPRAWACH I OSOBACH

12.01.24 | brak komentarzy

TOMASZ GABIŚ

O ALTERNATYWNEJ PRZESZŁOŚCI I PRZYSZŁOŚCI IZRAELA ORAZ INNYCH SPRAWACH I OSOBACH

Ze wszystkich udręk, jakie musi znieść ludzkie serce, jakże drobną część mogą spowodować lub uleczyć królowie. (Samuel Johnson)

* * *

Sześćdziesiąt lat temu, latem 1964 roku na konwencji Partii Republikańskiej przemówienie akceptujące nominację na kandydata partii na urząd prezydenta wygłosił Barry Goldwater, którego książki The Conscience of a Conservative, Why Not Victory?, The Conscience of a Majority, The Coming Breakpoint, Where I Stand, należą do kanonu autentycznego amerykańskiego konserwatyzmu.

Przywołując ten epizod z dziejów amerykańskiej demokracji historyk ruchu konserwatywnego w USA,  Lee Edwards przypomniał, że z przemówienia Goldwatera „New York Times” zacytował zdanie „extremism is not vice”. Reakcja była błyskawiczna i brutalna. Gubernator Nowego Jorku Nelson Rockefeller, reprezentujący lewe skrzydło Partii Republikańskiej rywal Goldwatera w rywalizacji o prezydencką nominację, nazwał to stwierdzenie „niebezpiecznym, nieodpowiedzialnym i zatrważającym”. Martin Luther King, jr. , dopatrzył się w programie Goldwatera „niebezpiecznych oznak hitleryzmu”. Sekretarz wykonawczy Krajowego Stowarzyszenie na rzecz Awansu Ludności Kolorowej (The National Association for the Advancement of Colored People ) Roy Wilkins ostrzegł, że zwycięstwo Goldwatera „doprowadziłoby do powstania państwa policyjnego”. Sześć tygodni później, na krajowej konwencji Partii Demokratycznej, prezydent Lyndon Johnson potępił to, co nazwał taktyką „strachu i oszczerstwa” (fear and smear) i ostrzegł elektorat przed niebezpieczeństwem, jakie wiąże się z głosowaniem na „ekstremistę”.

Jednakże, przypomina Lee Edwards, Goldwater nie powiedział: „ekstremizm nie jest wadą”, lecz „ekstremizm w obronie wolności nie jest wadą”, czyli ograniczył zakres , w którym ekstremizm nie jest wadą – w obronie wolności. Ponadto, w następnym zdaniu, które brzmiało „umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości nie jest zaletą” – przeciwstawił słusznemu ekstremizmowi w obronie wolności, niesłuszne umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości. Cała fraza była całkowicie jasna logicznie i retorycznie, ale zignorowano lub wycięto wszystko poza sformułowaniem „ekstremizm nie jest wadą”. Bez jakichkolwiek skrupułów zmanipulowano słowa Goldwatera w taki sposób, aby czytelnicy, widzowie czy słuchacze odnieśli wrażenie, że sam się przyznał, iż jest „prawicowym ekstremistą”, czyli potwierdził oskarżenia płynące w trakcie prawyborów z lewego skrzydła Republikanów i wrogich mu mediów. Przeciwko Goldwaterowi zmobilizowano  psychiatrów – prawie 1200 ekspertów w białych kitlach zdiagnozowało u niego paranoję, narcyzm, zaburzenia osobowości i uznało, że jest „psychicznie niezdatny” do pełnienia urzędu prezydenta. Sześćdziesiąt lat minęło, a metody pozostały takie same. Taktyka „strachu i oszczerstwa” (fear and smear) zastosowana wobec wnuka Michela Goldwassera z Konina ma się całkiem  dobrze.

* * *

Jedynie z drugiej ręki znałem fragment opublikowanego w 1958 roku na łamach londyńskich „Wiadomości” felietonu Mieczysława Grydzewskiego o straceniu Roberta Brasillacha: „wyrok śmierci nie pozostawał w żadnej proporcji do popełnionych przez niego występków i był obmierzłym mordem sądowym. [… ] Gdyby Brasillach został ułaskawiony, odzyskałby w krótkim czasie wolność i nadal wzbogacał literaturę francuską swoim piórem”. Czy ów „obmierzły mord sądowy” nie był czasami zemstą francuskich komunistów za udział pisarza w delegacji do Katynia?

Chcąc przeczytać cały felieton Grydzewskiego, sięgnąłem po wybór jego felietonów Silva rerum (Warszawa 2014) dokonany przez Jerzego Wójcika i Mirosława Supruniuka. Byłem pewny , że znajdę w nim ten, jakże ważny i odważny, tekst. I cóż za przykre zaskoczenie – autorzy wyboru dziwnym trafem akurat dla niego nie znaleźli miejsca. Nawet nie chcę się domyślać, dlaczego tak postąpili.

* * *

W jakiejś niemieckiej gazecie przeczytałem, że zły rząd Izraela chciał pozbawić dobry Sąd Najwyższy władzy nad sobą. Wynikałoby z tego, że ten sąd chce być jakimś nad-rządem, trudno się zatem dziwić, że rządowi taki układ nie bardzo się podobał, w związku z czym postanowił odebrać sądowi prerogatywę polegającą na możliwości anulowania decyzji rządu, jeśli uzna je za „nieracjonalne”. System nie przewiduje, jaki organ miałby rozstrzygać o tym, które decyzje sędziów Sądu Najwyższego są „racjonalne” a które „nieracjonalne”.

W reakcji na niecne zamiary rządu zwolennicy wyższej racjonalności sędziów Sądu Najwyższego pod każdym względem przewyższającą  ułomną racjonalność premiera i ministrów, zorganizowali potężne demonstracje uliczne; państwu, które nie ma konstytucji, groził „kryzys konstytucyjny”, podziały pojawiły się nawet w armii i aparacie państwowym.

A przecież historia Izraela mogłaby się potoczyć całkiem inaczej i do opisanej wyżej sytuacji nigdy by nie doszło, gdyby poważnie potraktowano poglądy Teodora Herzla na kwestie ustrojowe i polityczne wyrażone przezeń w Państwie żydowskim (korzystałem z oryginalnego wydania niemieckiego):

– za najlepszą formy państwa uważam demokratyczną monarchię i arystokratyczną republikę;

– jestem przekonanym przyjacielem instytucji monarchicznych, ponieważ umożliwiają stabilną polityką i łączą trwanie państwa oraz interes historycznie sławnej, urodzonej i wychowanej do panowania rodziny;

– demokracja bez przeciwwagi w osobie monarchy nie zna miary ani w uznaniu, ani w potępieniu, prowadzi do parlamentarnej gadaniny i szpetnej figury zawodowego polityka;

– dlatego myślę o arystokratycznej republice, wzorowanej na instytucjach dawnej Wenecji;

– czysta demokracja zakłada istnienie cnót u obywateli, współczesne narody mają ich mało i będą miały jeszcze mniej, coraz mniej będą zdatne do demokracji;

– referendum uważam za rzecz nierozumną, ponieważ w polityce nie ma prostych pytań, na które można odpowiedzieć tylko „tak” albo „nie”;

– masy są jeszcze gorsze niż parlamenty, poddane są każdemu błędnemu poglądowi, życzliwe każdemu co głośniejszemu krzykaczowi;

–politykę należy prowadzić z góry do dołu – przed zgromadzonym ludem nie można robić ani zagranicznej, ani wewnętrznej polityki.

W książce Theodor Herzl. From Assimilation to Zionism (1993) Jacques Kornberg wymienia ustrojowe pomysły Herzla, które nie znalazły się ostatecznie w Państwie żydowskim: książę wybierany w niebezpośrednim, kurialnym systemie głosowania, rząd mianowany przez księcia i nieodwoływalny przez parlament, ministrowie jako podwładni księcia, kompetencje parlamentu ograniczone głównie do sprawa budżetowych.   Gdyby je zrealizowano, ileż by to zaoszczędziło problemów Izraelowi – książę z jakiejś bocznej linii Hohenzollernów jako władca państwa żydowskiego, a do tego jeszcze język niemiecki jako urzędowy: „Herzl nawet nie myślał, że hebrajski mógłby zostać językiem narodowym, ale uważał, że będzie nim niemiecki”. (zob. Nahum Goldmann Das jüdische Paradox. Zionismus und Judentum nach Hitler, Köln–Frankfurt/M 1988, s.124)

A jeśli nie niemiecki, to może jidysz? Miedzy oboma językami nie ma wszak przepastnej różnicy – żydowski pisarz i filozof Fritz Mauthner (1849–1923) określał wręcz jidysz jako „zwulgaryzowany niemiecki“ (zob. Sherry Simon, Miasta w przekładzie. Skrzyżowanie języka i pamięci, tłumacze różni, Kraków 2020, s.103). Jego korzenie tkwią w średnio-wysoko-niemieckim, gramatyka bazuje w największej części na niemieckim, także słownictwo, mimo licznych słowanizmów i hebraizmów,  pochodzi głównie z niemczyzny.

Pamiętać warto, że żydowscy osadnicy w Palestynie chcieli, aby to jidysz stał się oficjalnym językiem Izraela. Na palestyńskich terytoriach osadniczych już w latach dwudziestych i trzydziestych dochodziło do zaciekłych sporów językowo-politycznych między świeckimi „hebraistami” a religijnymi „jidyszystami”. Pogardzający językiem jidysz hebraiści nie cofali się przed podpalaniem drukarni i kiosków, które produkowały i rozprowadzały publikacje w tym języku, a nawet przed podkładaniem bomb (zob. Wolfgang Krischke, Bombenanschläge gegen Jiddisch – der Streit um Israels Sprache; https://www.welt.de/kultur/plus249249478/Jiddisch-Mit-Bomben-wurde-um-Israels-Sprache-gestritten.html)

Początkowo wydawało się, że wschodni jidysz ma przed sobą wielką przyszłość. Większość imigrantów stanowili Żydzi aszkenazyjscy, toteż było  rzeczą dość naturalną, że ich język ojczysty będzie językiem narodowym nowego państwa. Jednak przywódcy polityczni nowego państwa postanowili inaczej: wbrew protestom jidyszojęzycznych Żydów językiem państwowym ogłosili zmodernizowany hebrajski, co wyznaczać  miało  radykalnie nowy początek. Zdaniem Amosa Oza, przejawiał się w tym „fanatyzm Ojców Założycieli” Izraela mających ambicję stworzenia nowego człowieka i wymazania tradycji wszystkich diaspor, łącznie z językami jidysz i ladino (zob. American and Israeli Literary All-Stars on Zionism, Judaism, Liberalism, and Trump by Elad Zeret with Liel Leibovitz, July 05, 2017; https://www.tabletmag.com/sections/arts-letters/articles/american-and-israeli-literary-all-stars). Wysuwano również argumenty natury praktyczno-politycznej – chodziło także o to, aby nie postawić w gorszej – w porównaniu z Aszkenazyjczykami – sytuacji żydowskich imigrantów ze świata arabskiego, jak też wykształconych Żydów z Zachodu, zwłaszcza z obszaru niemieckojęzycznego, którzy ledwo mówili w jidysz.

Tak czy inaczej język jidysz przegrał w Izraelu i dopiero jakiś zdolny pisarz specjalizujący się w historii alternatywnej napisze historię państwa żydowskiego, w którym językiem państwowo-narodowym jest jidysz. Wyobraźmy sobie zaproszonego do Polski premiera Netaniahu, który w Sejmie przemawia w języku jidysz! Czyż nie wydałby się nam wówczas o wiele sympatyczniejszy?

* * *

Jak powszechnie wiadomo, istnienie i przetrwanie Izraela zależne jest w ogromnej mierze od wojskowego, politycznego, dyplomatycznego, propagandowego, gospodarczego i finansowego wsparcia Stanów Zjednoczonych, zaś grupą, która niezłomnie stoi po stronie państwa żydowskiego są w USA tzw. ewangeliczni chrześcijanie ( używa się też takich terminów jak „premilenialiści”, „dyspensjonaliści”, „chrześcijańscy syjoniści”, „armagedoniści”). Ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych w latach 2013–2021 Ron Dermer oświadczył: „Ludzie muszą zrozumieć, że filarem wsparcia Izraela w Stanach Zjednoczonych są ewangeliczni chrześcijanie. Jest to prawda zarówno ze względu na liczby, jak również z powodu ich entuzjastycznego i jednoznacznego poparcia dla Izraela”. Dermer postulował wręcz – co oczywiście wywołało wielkie kontrowersje – żeby państwo żydowskie dawało ewangelicznym chrześcijanom pierwszeństwo przed żydowską diasporą. Na temat tych, odległych od protestanckiej ortodoksji, nurtów i ich roli w polityce amerykańskiej, pisałem szerzej w rozdziale „Polityka Apokalipsy” w Raporcie o wojnie w Iraku ( „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne” nr 38/39, 2003, dostępny w Sieci: https://www.tomaszgabis.pl/2008/10/17/raport-o-wojnie-w-iraku-stanczykpismo-postkonserwatywne-nr-3839-2003/), przypomnę więc tylko zasadnicze założenia ich teologii politycznej.

W apokaliptycznym scenariuszu ewangelicznych chrześcijan kluczowa rola w wydarzeniach prowadzących do Drugiego Przyjścia Jezusa Chrystusa od początku przypadała ludowi Izraela, wydarzenia wyczytane z Biblii zogniskowane były wokół przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Izraela. Jezus Chrystus nie powróci na ziemię, zanim Żydzi nie powrócą do Palestyny, nie odzyskają kontroli nad Jerozolimą i nie odbudują Świątyni. Chrześcijanie nie powinni biernie czekać na wypełnienie się proroctw, lecz być ich aktywnymi wykonawcami. Winni pracować nad nadejściem epoki mesjańskiej i ustanowieniem Królestwa Bożego na ziemi, działać niczym katalizator, który przyśpieszy Drugie Przyjście Jezusa Chrystusa.

Kiedy w 1948 roku utworzone zostało państwo żydowskie, najważniejszy kawałek profetycznego puzzla wskoczył na swoje miejsce, tykać zaczął zegar biblijnych proroctw, pojawił się „niezaprzeczalny dowód”, że dyspensjonalistyczne czy premilenijnie odczytanie Biblii jest prawidłowe. Narodziny Izraela uznano za znak, że wypełniają się biblijne proroctwa i zaczynają się Dni Ostatnie. Flaga z gwiazdą Dawida łopocząca nad Palestyną inauguruje erę mesjańską i zapowiada Drugie Przyjście Chrystusa. Rok 1948 to początek odliczania do Armagedonu – żadne inne wydarzenie nie byłoby znakiem, że countdown się rozpoczął. Państwo żydowskie ulokowane zostaje teraz w centrum biblijnych profecji, stając się osią eschatologicznego dramatu. W Izraelu spełnia się przeznaczenia świata, Żydzi w Izraelu są instrumentem realizacji mesjańskich obietnic, Bóg dał im Palestynę na zawsze, do nich należy każdy milimetr kwadratowy tej ziemi, łącznie ze Strefą Gazy, Wzgórzami Golan, Judeą i Samarią (najbardziej radykalni chrześcijańscy syjoniści postulują odtworzenie Wielkiego Izraela w granicach od Nilu do Eufratu), niepodzielona Jerozolima jest stolicą państwa żydowskiego, wrogość wobec państwa żydowskiego jest próbą przeszkodzenia w realizacji planu Bożego. Ponieważ Bóg złożył obietnicę narodowi żydowskiemu a Bóg zawsze dotrzymuje obietnic, dlatego też każdy, kto odmawia Izraelowi prawa do istnienia, walczy z Bożą obietnicą i realizuje plan Szatana. Właściwa jest tylko taka polityka, która nie „tamuje” nurtu proroctw spełnianych w Izraelu – zwiastunie Dni Ostatnich. Gdyby Izrael przedwcześnie uległ zagładzie, zahamowałoby to naturalny bieg mesjańskich proroctw; Izrael jako niezbędny wehikuł na mesjańskiej drodze musi być broniony za wszelką cenę. Trzeba ze wszystkich sił podtrzymywać jego egzystencję i zapewniać mu bezpieczeństwo, aby zapobiec podważeniu roli, jaką Izraelowi i Żydom wyznacza profetyczny scenariusz Dni Ostatnich. Każdy akt polityczny państwa żydowskiego temu celowi służący jest dostrojony do planu Boga, wykonywany w imię Boga i jego nakazów, i jako nie podlega krytyce.

Z perspektywy chrześcijańskich syjonistów to, co dzieje się w Izraelu i wokół niego to nie pragmatyczne i racjonalne decyzje polityczne, lecz decyzje o metafizycznych i kosmicznych implikacjach, które mogą zahamować realizację boskiego planu ludzkiego zbawienia, to nie posunięcia polityczne, ale realizowanie ról rozpisanych w scenariuszu eschatologicznego dramatu . Polityka wobec Izraela i Bliskiego Wschodu jest doktrynalnie zabezpieczona poprzez zapowiedzianą w mesjańskich proroctwach sekwencję wydarzeń historycznych i zakorzeniona w głębokiej strukturze teologicznej, która każdą wojnę przeciwko wrogom państwa żydowskiego czyni spirytualną wojną z siłami szatańskimi.

Mamy tu do czynienia z teologią polityczną, spirytualną geopolityką i „eschatologiczną polityką”, w której religijne proroctwa i teologiczne interpretacje dyktują konkretne posunięcia i działania polityczne. Oczywiście w grę wchodzą także interesy – „interesy teologiczne” ewangelicznych chrześcijan. Wyznawana i propagowana przez nich teologia polityczna warunkuje ich praktyczno-polityczny ekstremalny filosyjonizm i filosemityzm, przekładający się na konkretną działalność polityczną, propagandową i filantropijną na rzecz Izraela. Dodać należy, że stanowią oni ok. 14% amerykańskiego elektoratu, popierają Partię Republikańską, a w ostatnich latach stoją murem za Donaldem Trumpem.

Czy jednak poparcie chrześcijańskich syjonistów dla Izraela zawsze będzie wśród nich tak powszechne i niezłomne? Jak w „Jerusalem Post” podaje Maayan Jaffe-Hoffman (Young Evangelical support for Israel plummets, luty 2024, https://www.jpost.com/christianworld/article-786545) na początku lat 2020-tych poparcie dla Izraela wśród młodych ewangelicznych chrześcijan spadło o ponad 50% w ciągu zaledwie trzech lat. Pod koniec 2021 roku tylko 33,6% młodych ewangelików poniżej 30 roku życia popierało Izrael, w porównaniu z 67,9% w 2018 roku. Jednocześnie w 2021 roku 24,3% młodych ewangelików zadeklarowało poparcie dla Palestyńczyków, w porównaniu z zaledwie 5% trzy lata wcześniej. Co więcej, prawie połowa (42,4%) młodych amerykańskich ewangelicznych chrześcijan poniżej 30 roku życia stwierdziła, że nie popiera ani Izraela, ani Palestyńczyków; w 2018 roku było to 25%.

Badacze tłumaczą ten proces m.in. tym, że o ile starsze pokolenia były świadkami zmagań Izraela na wrogim Bliskim Wschodzie, to młodsze jest pod wpływem obrazu Izraela jako agresora, a Palestyńczyków jako ofiar. Nie przejawia takiego entuzjastycznego zaangażowania w stosunku do Izraela , co ich rodzice i dziadkowie. Równolegle – na zasadzie sprzężenia zwrotnego – następuje  także zmiana teologiczna: o ile w starszym pokoleniu dominował – opisany wyżej – premilenializm, o tyle w młodszym pokoleniu coraz popularniejszy jest postmilenializm lub amilenializm, czyli nurty przywiązujące mniejsze znaczenie teologiczne do współczesnego narodu żydowskiego i państwa Izrael, nie traktujące ich jako niezbędnych składników Bożego planu na Czasy Ostateczne i Drugie Przyjście Jezusa Chrystusa. Według badań prawie siedmiu z dziesięciu młodych ewangelicznych chrześcijan skłania się ku postmilenializmowi i amilenilizmowi.

Cytowany przez Maayan Jaffe-Hoffman dr Yoav Fromer, kierujący The Center for the Study of the United States (CSUS) w Tel Awiwie ocenia , że w ciągu ostatnich pięciu lat nastąpiła wśród ewangelicznych chrześcijan poważna zmiana – wspieranie polityki USA wobec Izraela nie jest już tak powszechne jak kiedyś.  Według Fowlera na horyzoncie zarysowuje się możliwość strategicznego przesunięcia w ciągu najbliższych 10 – 20 lat, a może nawet wcześniej, co jest potencjalnym zagrożeniem dla amerykańskiego  poparcia dla państwa żydowskiego.

* * *

W dyskusjach i polemikach wokół Izraela często broni się jego „prawa do istnienia” i ostro krytykuje tych, którzy to „prawo” kwestionują. Otóż żadne państwo a ściślej rzecz biorąc, żadna klasa rządząca, nie ma „prawa do istnienia”. Lub, inaczej rzecz ujmując, ma izraelska klasa rządząca siłę, aby istnieć, to ma „prawo do istnienia”, nie ma siły, to i „prawa” nie ma. Należy przy tym domniemywać, że bez protekcji USA siły tej by nie miała, a więc i „prawo do istnienia” by utraciła.

Jak słusznie zauważył Lou A. Rollins w broszurze The Myth of Natural Rights (Port Townsend, WA, 1983), kamizelka kuloodporna może ochronić człowieka przed zastrzeleniem, natomiast prawo naturalne nigdy jeszcze nie zatrzymało w locie ani jednej kuli. Podobnie, „prawo do istnienia” nigdy jeszcze nie uchroniło żadnego państwa (klasy rządzącej) przed atakiem wrogów, zniszczeniem, zaborem, anihilacją, okupacją, wypędzeniem itd.

 * * *

Swego czasu w kontekście rozwijania programu atomowego przez Iran w mediach ukazywały się nagłówki typu „Izrael na celowniku Teheranu”, dziennikarze i politycy ostrzegali, że „naród żydowski znów jest śmiertelnie zagrożony” . Słychać było pełne najwyższego niepokoju głosy, że jeśli rządzący w Teheranie zbudują swoją bombę atomową, Izrael zostanie „wymazany z mapy” a Żydom izraelskim zagrozi „nowy Holocaust”. Izraelski historyk Benny Morris powiedział w jednym z wywiadów, że cały Izrael może zginąć w atomowej pożodze. Ostatnio, po terrorystycznym ataku Hamasu, podnoszą się podobne głosy np. znany amerykański neokonserwatywny publicysta Ben Shapiro występując w październiku 2023 r. na Uniwersytecie Florydy stwierdził jednoznacznie: „Cel Hamasu był i jest jasny: ludobójstwo Żydów”. (https://www.alligator.org/article/2023/10/ben-shapiro-addresses-israel-hamas-war-at-uf-event).  Zawtórował mu Grzegorz Motyka: „Iran i radykalni islamiści nie tylko podważają prawo do istnienia państwa Izrael. Ale też w istocie otwierają drogę do ponownego genocydu na Żydach” ( Motyka, Wyzwolenie przez ludobójstwo, „Gazeta Wyborcza – Ale Historia”, 4-5 listopada 2023).

Cóż za tragiczna ironia historii! Wszak zapewnienie Żydom bezpiecznego schronienia, azylu, w którym nie musieliby się obawiać prześladowań, było po II wojnie światowej ważnym argumentem na rzecz utworzenia państwa żydowskiego. Okazuje się dziś, że miejsce, gdzie Żydzi mieli spokojnie żyć i dokąd, w razie zagrożenia, mogliby schronić się Żydzi z innych krajów, jest dla 10 milionów izraelskich Żydów najniebezpieczniejszym miejscem na świecie! Czy jest jakieś wyjście z tej dramatycznej sytuacji?

Najlepszym rozwiązaniem byłoby – jak chciał Teodor Herzl – gdyby Izrael stał się monarchią albo „arystokratyczną republiką”, wówczas jedno państwo dwóch narodów byłoby być może zdolne do istnienia, ale w warunkach demokracji to utopia: kiedy Izrael przestanie być państwem żydowskim, a stanie się żydowsko-arabskim, panujące w nim „demokratyczne zasady” obrócą się przeciwko Żydom izraelskim. Zatem na odwrót: Izrael powinien deportować wszystkich arabskich „wrogów publicznych”, dokonać formalnej aneksji Judei, Samarii, Strefy Gazy, Wzgórz Golan, ustanowić tam własną suwerenność państwową i przeprowadzić „transfer” ludności arabskiej (albo jak kto woli „czystkę etniczną”). Za takim rozwiązaniem opowiedział się, wspomniany wyżej,  Ben Shapiro, który jeszcze jako bardzo młody człowiek, w tekście Transfer is not a dirty word and anything else isn`t a solution opublikowanym w 2003 roku zalecał władzom Izraela podjęcie radykalnych środków, ponieważ wszystko inne jest nieskuteczne i daremne. Czas na półśrodki minął; niszczenie buldożerami domów zamachowców, godzina policyjna w arabskich miastach, blokady dróg, ogrodzenia, negocjacje – wszystko to jest nieskuteczne, nawet likwidacja terrorystycznego przywództwa Palestyny nic nie da, ponieważ ideologia ludności palestyńskiej jest nie do odróżnienia od ideologii tegoż przywództwa. Półśrodki jedynie opóźniają uświadomienie sobie, że Arabowie marzą o zniszczeniu Izraela. Bez podjęcia przez Izrael drastycznych środków, arabskie marzenie się spełni. Dlatego każdy, kto uważa, że państwo Izrael ma prawo istnieć, ten musi zaakceptować wydalenie Palestyńczyków i izraelskich Arabów z Judei, Samarii, Gazy i Izraela właściwego. Shapiro świadom jest tego, że to paskudne rozwiązanie, ale jego zdaniem jedyne. I to o wiele mniej paskudne niż perspektywa krwawego konfliktu ad infinitum. Realistycznie konstatuje, że kiedy dwie populacje są stale uwikłane w konflikt, szaleństwem jest wierzyć, iż nastąpi jakaś ideologiczna cudowna zmiana, która pozwoli obu stronom żyć razem. Niestety, to szaleństwo jest ogólnie akceptowane. Jednak transfer ludności to nie „ludobójstwo”, takiemu rozwiązaniu patronuje nie Hitler, ale, np. przywołany przez Shapiro, Winston Churchill, który uważał wysiedlenie Niemców ze wschodnich prowincji Rzeszy za najbardziej zadowalające i trwałe rozwiązanie.

Argumentacja Shapiro nie była pozbawiona bezlitosnej logiki politycznej, jednakże, pomijając już to, czy władzom Izraela starczyłoby sił i środków, żeby tego typu operację przeprowadzić, polityczny koszt tak radykalnego i brutalnego posunięcia byłby niezwykle wysoki. Sam Shapiro w dziesięć lat później uznał transfer ludności ze Strafy Gazy i Zachodniego Brzegu za rozwiązanie tyleż niehumanitarne, co w praktyce niewykonalne. Obie populacje muszą być rozdzielone, jednak wykluczone jest stworzenie państwa palestyńskiego, ponieważ równałoby się to powstaniu drugiego Iranu bezpośrednio przy granicach Izraela. Należy wyjść poza utopię i pogodzić się z faktem, że żadne rozwiązanie nie będzie trwałe. (zob. Ben Shapiro What Can Israel Do?, https://townhall.com/columnists/benshapiro/2013/03/13/what-can-israel-do-n1532133)

Zatem brutalne rozwiązanie w stylu młodego Shapiro jest niemożliwe, jedno państwo jest niemożliwe, dwa państwa są niemożliwe, ergo problem jest nierozwiązywalny. Przed laty w tekście „Krótki spacer po bezdrożach” („Obywatel” 2007 nr 2), przytoczyłem dwa pomysły rozwiązania tego węzła gordyjskiego, odmienne od jego przecięcie według recepty Shapiro. (zob. Tomasz Gabiś Żydzi izraelscy niechaj żyją długo i szczęśliwie!; https://www.tomaszgabis.pl/2013/09/09/zydzi-izraelscy-niechaj-zyja-dlugo-i-szczesliwie/)

Amerykański pisarz science-fiction, libertarianin (zwolennik tzw. agoryzmu) Joseph Neil Schulman (1953-2019) w artykule z 2002 r. Unholy Lands, zaproponował, żeby przyłączyć Izrael do Stanów Zjednoczonych (anektować albo wykupić jak Luizjanę od Francuzów czy Alaskę od Rosji). Uzbrojonym formacjom biorącym się tam za łby należy zapłacić, żeby przeniosły się gdzie indziej, za to otworzyć dużo stoisk z fast-foodem. Czy jednak zatknięcie amerykańskiego sztandaru nad Jerozolimą (z dodaną na nim sześcioramienną gwiazdą) i przyznanie wszystkim izraelskim Żydom obywatelstwa amerykańskiego byłoby rzeczywiście trwałym rozwiązaniem? Chyba bardziej realistyczna od pomysłu Schulmana jest koncepcja innego amerykańskiego libertarianina Stephana Kinselli, założyciela i prezesa Center for the Study of Innovative Freedom (najbardziej znanego ze swojej pryncypialnej  krytyki własności intelektualnej, patentów i copyright-ów). Sformułował ją w 2001 r. w tekście New Israel: A Win-Win-Win Proposal. Rząd USA powinien – zamiast pakować bez końca miliardy dolarów w zapewnienia bezpieczeństwa Żydom izraelskim – wspaniałomyślnie zaoferować im schronienie w nowym „homelandzie”. Rzecz oczywista, byłaby to wyłącznie zaproszenie, propozycja udzielenia gościny ludziom, którym grożą różnorakie niebezpieczeństwa. Nikt nie musiałby emigrować ze Starego Izraela wbrew swojej woli, tyle że pozostając w palestyńskim „homelandzie”,  nie mógłby już liczyć na amerykańską opiekę.

Kinsella sugeruje, żeby Nowy Izrael umieścić pomiędzy Newadą i Utah. Miałby on status niezależnego, autonomicznego terytorium. Jeśli zamieszkałaby na nim wystarczająca liczba Żydów przybyłych dobrowolnie z Izraela, a być może także część Żydów amerykańskich, Waszyngton mógłby uznać Nowy Izrael za niepodległe państwo połączone z USA układem o wolnym handlu i ruchu bezwizowym. Żydzi izraelscy żyliby w bezpiecznie, pod opieką USA, nie narażeni na „drugi Holocaust” dokonany przez Iran, ani na „ludobójstwo” z ręki Hamasu.

Nie wiadomo, czy artykuł Kinselli czytał Paul Auster, z którym 12 lat później rozmawiał Wojciech Orliński („Gazeta Wyborcza – Książki”, czerwiec 2013), ale nie można tego wykluczyć.

Orliński: „Niektórzy mówią: Żydzi zawsze będą nieszczęśliwi poza własnym państwem”.

Auster: „Nie jestem pewien. Tak jak nie jestem pewien, czy założenie Izraela było dobrym pomysłem. To państwo jest budowane na tożsamości religijnej, a to nigdy nie jest dobre spoiwo. Ale państwo już istnieje i dyskusje o tym, czy to był dobry pomysł, czy zły, nie mają sensu. Jednak czy Żydzi są tam szczęśliwi? Nie wygląda na to. W jednym z listów do Coetzee`go, które znalazły się w wydanym właśnie zbiorze naszej korespondencji, napisałem, że najlepsze, co USA mogłyby jeszcze zrobić dla Izraela, to dać Żydom w prezencie Wyoming. Niech się tam przeniosą z Izraela. To będzie lepsze od wojny. A poza tym całą ziemię Izraela będą mogli sprzedać Arabom za mnóstwo kasy. Czysty zysk: gotówka plus pokój na Bliskim Wschodzie. Niestety, polityka nie działa w ten sposób”.

* * *

Terrorystyczny atak Hamasu z 6 października 2023 roku i kontr-terror zastosowany przez rząd Izraela sprawiły, że w masowych mediach, w wypowiedziach polityków i działaczy rozmaitych organizacji politycznych i społecznych ze wzmożoną częstotliwością pojawia się termin „ludobójstwo”. Jedni, jak cytowani wyżej Grzegorz Motyka i Ben Shapiro, oskarżają Hamas i Iran o zamiar dokonania „ponownego ludobójstwa Żydów”, natomiast inni oskarżają rząd Izraela o przeprowadzanie „ludobójstwa” w Strefie Gazy. Rzecz jasna, w tej wymianie werbalnych ciosów nie chodzi o „prawdę”, ale o ustanowienie – za pomocą „środków produkcji prawdy” – hegemonii interpretacyjnej, o zdobycie, utrzymanie własnego lub przełamanie cudzego monopolu na definiowanie czynów, wydarzeń, procesów w sposób politycznie, prawnie, propagandowo i psychologicznie najbardziej dla siebie korzystny.

Im bardziej niejasne jakieś pojęcie prawne czy pseudo-prawne – a tak jest w przypadku „ludobójstwa” – tym lepiej nadaje się ono na narzędzie walki polityczno-propagandowej (niem. Kampfbegriff). W książce The Man Who Invented „Genocide”. The Public Career and Consequences of Raphael Lemkin (Torrance, Cal. 1984) amerykański historyk James J. Martin zrekonstruował jego genezę, historyczne okoliczności jego powstania oraz skutki wprowadzenia go do prawa międzynarodowego na mocy uchwalonej przez ONZ w 1948 r. Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Niezwykle ciekawym wątkiem książki są dyskusje i spory toczone na temat konwencji  w Stanach Zjednoczonych, które ratyfikowały ją  dopiero w 1988 roku. Podczas zorganizowanych w 1970 r. przesłuchaniach w senackiej podkomisji ds. stosunków zagranicznych senatorowie i zaproszeni wybitni prawnicy – wysunęli niemożliwe do zbicia argumenty natury konstytucyjnej, prawnej i politycznej przeciwko ratyfikacji – wskazując m.in. na absurdalnie niejasny i niejednoznaczny  język konwencji, który, gdyby wprowadzić go do kodeksu karnego, nie byłby rozumiany przez przeciętnie inteligentnego człowieka, ponieważ nie określa precyzyjne, co jest zakazane lub nakazane. Stanowi to zaprzeczenie istoty prawa jako podstawy prawidłowego procesu karnego. „Ludobójstwo” zastępując zbrodnie istniejące już w kodeksach karnych np. wielokrotne morderstwo wywołuje pojęciowy zamęt i niesie ze sobą zbędny bagaż politycznej terminologii.

Skutki wprowadzenia do prawa nowego przestępstwa nie dały na siebie długo czekać np. rząd USA oskarżono o „ludobójstwo” w Wietnamie, aktywiści murzyńscy w USA zaczęli głosić, że Czarni są największymi ofiarami „ludobójstwa”, ze świata arabskiego zaczęły płynąć oskarżenia Izraela o dokonywanie „ludobójstwa” itd. Z czasem, pisze Martin, pojęcie „ludobójstwa” zdegenerowało się do politycznej „klątwy”, do narzędzia służącego wywoływaniu emocji, do propagandowej oprawy takiej czy innej akcji politycznej i utraciło resztki substancji, jaką pierwotnie jeszcze posiadało. Do inflacji „ludobójstwa” i całkowitego rozmycia jego znaczenia przyczyniły się dodatkowo masowe media, które rzucają nim na wszystkie strony bez opamiętania. Stałe i mechaniczne odwoływanie się  w polityce światowej sprawiło, że trwa jako rytualne oskarżenia i kontroskarżenia, służące interesom politycznym. Nieświadomie oddał ten stan rzeczy, cytowany przez Martina, prof. Lew Dobrianski formując własną, oryginalną teorią ludobójstwa: „ludobójstwo” to zbrodnia, którą popełniają jedynie reżimy „totalitarne”, nigdy zaś „demokracje”.

Martin pisał w 1984 r. :„mało kto rezygnuje z propagandowych lub psychologicznych korzyści, płynących z wykrzyczenia oskarżeń o »ludobójstwo«, ale tego typu manewry, niczym podrobione pieniądze, stale tracą na wartości i pewnego dnia będą miały taką ważność,  jaką ma modlitwa do bożków starożytnego Egiptu”. Kto wie, być może 40 lat później, ten czas się zbliża.

* * *

Wiele się ostatnio mówi o „prawie międzynarodowym”, o tym, kto go przestrzega,  a kto je łamie. Warto to pojęcie trochę odczarować, przytaczając opinie austriackiego wojskowego oraz chorwackiego pisarza politycznego.

Feldmarszałek Cesarskiej i Królewskiej Armii, szef Sztabu Generalnego (1906–1917) Franz Xaver Josef Conrad von Hötzendorf (1852 – 1925): „Prawo międzynarodowe to efemeryczna podstawa prawa, nie zapewniająca słabszemu bezpieczeństwa, zaś silniejszemu, który nagina je według własnego uznania, służąca jako maska dla ukrycia aktów przemocy”.

Tomislav Sunić: „Prawo międzynarodowe zawsze definiuje zwycięzca”.

* * *

Jakiś dociekliwy historyk odkrył, że Georg Friedrich Händel zarabiał na handlu niewolnikami. Natychmiast wycofać z repertuaru orkiestr dzieła skomponowane przez tego martwego białego handlarza niewolników! Płyty z jego muzyką na przemiał! O tym, że pomniki kompozytora muszą natychmiast zostać zburzone, nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać.

* * *

Nadchodzą czasy, w których heteroseksualny mężczyzna będzie „brał ślub” z innym mężczyzną, żeby ukryć swoje prawdziwe preferencje seksualne.

* * *

Oskarżanie o rasizm stało się ostatnim schronieniem szubrawców. (Chilton Williamson jr)

* * *

W USA działa podobno jakiś tajemniczy, groźny ruch o nazwie QAnon rozsiewający fałszywe informacje, że państwem rządzi zdemoralizowana psychopatyczna klika. Postanowiłem bliżej zapoznać się z tym zjawiskiem i tak natrafiłem na reklamę książki Willa Sommera Uwierz w Plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce, opublikowanej niedawno przez Wydawnictwo Czarne. Wstrzymałem się jednak z zakupem po tym, jak dowiedziałem się, że autorem jest dziennikarz „Washington Post”, co pozwalało z góry przewidzieć konwencjonalność jego analizy. Sięgnąłem zatem do ustaleń poczynionych przez poważnych badaczy rzeczywistych spisków, powiedziałbym nawet, ekspertów, gdyby nie to, że tytuł „ekspert” coraz częściej nabiera pejoratywnego zabarwienia. Wskazują oni na uderzające podobieństwo QAnon do bolszewickiej Operacji Trust przeprowadzonej przez sowieckie tajne służby w latach 1921–1926 ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Trust) .  QAnon to według nich doskonała mistyfikacja, operacja psychologiczna, cyfrowa wersja Operacji Trust, której celem jest przekonanie  konserwatywnego ludu amerykańskiego, aby „zaufał planowi”, oczywiście fikcyjnemu, i biernie czekał, aż, na razie pozostające w cieniu, ukryte siły położą kres rządom waszyngtońskiej kliki. W Operacji QAnon chodzi o zneutralizowanie niezadowolenia i oporu społecznego poprzez promowanie politycznej bierności („siedź przed komputerem i działaj!”), wzbudzenie fałszywych nadziei, rozpowszechnianie coraz bardziej absurdalnych i fantastycznych pogłosek, zacieranie granic pomiędzy prawdą a fikcją. Wszystko po to, by gniew niezadowolonych z systemu kierować w ślepą uliczkę, na przykład popychając ich do, kompletnie pozbawionych politycznego sensu i kontrolowanych przez system akcji,  takich jak najście na Kapitol, sprowokowane i zorganizowane po to, by zidentyfikować i wyłapać najbardziej aktywne „elementy antydemokratyczne”, czyli tych, którzy „ruszyli tyłek” sprzed komputera – 1230 osób zostało oskarżonych o przestępstwa federalne około 750 osób zostało skazanych. Wszyscy uczestnicy tego fake event znajdują się już w odpowiednich bazach danych. Operacja QAnon zakończyła się pełnym sukcesem.

* * *

W Zapiskach z 2021 r. ( „Arcana” nr 159) napisałem: „Niechaj [Trump] Bogu dziękuje, że nie skończył jak JFK”. Niewiele brakowało, a rzeczywiście spotkałby go los JFK.

* * *

Jędrzej Bielecki: „W czasie pierwszej kadencji też wielu ostrzegało, że wyprowadzi Stany Zjednoczone z NATO, a jednak nigdy do tego nie doszło. Rzeczywiście może to zrobić tym razem?

Ilves: On może zrobić wszystko.

Bielecki: To byłby koniec projekcji amerykańskiej potęgi w Europie, koniec Stanów Zjednoczonych jako jedynego supermocarstwa na Ziemi. Jeśli Trump sprzeniewierzy się w takim stopniu racji stanu Ameryki, służby go nie powstrzymają, nie zabiją?”

( z Toomasem Henrikiem Ilvesem, prezydentem Estonii w latach 2006–2016 , rozmawia Jędrzej Bielecki „Rzeczpospolita Plus Minus”, 3-4 lutego 2024).

* * *

Takie nastały czasy, że aktorzy i piosenkarze dzielą się z nami swoimi przemyśleniami na tematy polityczne i społeczne często czyniąc to z wielką pewnością siebie. Głos zabrali też dwaj znani przedstawiciele brytyjskiej sceny muzycznej, legendarny wokalista Deep Purple Ian Gillan oraz równie legendarny wokalista punkowej grupy Sex Pistols John Lydon, występujący niegdyś jako Johnny Rotten.

Gillan wyraził swój sceptycyzm wobec Unii Europejskiej: „Głosowałem za Brexitem, bo miałem po dziurki w nosie tego przerostu regulacji, coraz to nowych duszących przepisów z Brukseli. I tylko z tego powodu chciałbym, żeby ta forma UE się rozleciała. Opowiadałem się zdecydowanie za Wspólnym Rynkiem, za europejską organizacją handlową”.

John Lydon, którego God Save the Queen pamiętają najstarsi z nas (obecnie, zdaniem żartownisiów, w Wielkiej Brytanii powinno się śpiewać God save the Queer), wyraził swoje niezadowolenie z faktu, że każdego, kto krytykuje masową imigrację, piętnuje się jako rasistę. Hipermoralna polityka symboliczna elity , oderwana od rzeczywistości arogancka i wyniosła, niszczy wartości klasy robotniczej, oparte na empatii, miłości i szacunku, na tym, że ludzie się nawzajem nie okradają, lecz sobie pomagają, jeśli jest taka potrzeba. Świat, ocenił dawny lider Sex Pistols, o wiele za daleko przesunął się na lewo. Jeśli chodzi króla Karola III, dawny punkowiec nadal jest krytyczny wobec monarchii; według niego obecny monarcha nie jest najmądrzejszym człowiekiem na naszej planecie, rozpaczliwie stara się przypodobać „wokistom“ i może narobić wielkiego bałaganu, jeśli będzie się mieszał do światowej polityki. Lydon przekonuje , że Sex Pistols chcieli skłaniać do samodzielnego myślenia, do wyrabiania sobie własnego zdania, szukania faktów i podejrzliwego weryfikowania dominujących opinii, głoszonych przez rządy i orędowników różnych spraw.

I to przesłanie pozostaje ciągle aktualne. Punk has a future!

* * *

Przeczytałem w gazecie ogłoszenie ośrodka wypoczynkowego „Ostoja Parku Narodowego” w Szklarskiej Porębie . Ośrodek oferuje m.in. 35 Sosnowych Apartamentów – wyposażonych w dyfuzor zapachu lasu i leśną ścieżkę dźwiękową na wspólnych korytarzach. Po co więc jeździć do Szklarskiej Poręby? Czy nie wygodniej zainstalować sobie w domu dyfuzor zapachu lasu i leśną ścieżkę dźwiękową?

* * *

Badania przeprowadzone przez Instytut Gallupa w latach 90. XX wieku wykazały, że 16% Niemców, 18% Amerykanów i 19% Brytyjczyków uważa, iż Słońce krąży wokół Ziemi, ponadto pewien niewielki procent nie wie, czy Ziemia krąży wokół Słońca czy na odwrót – Słońce wokół Ziemi. W następnych dziesięcioleciach wyniki badań utrzymywały się w pewnym stałym przedziale . Można spokojnie przyjąć, że około 20% mieszkańców Ameryki Północnej i Europy jest przekonanych, że Słońce krąży wokół Ziemi. I bardzo mnie to cieszy, doprawdy nie przypuszczałem, że geocentryzm trzyma się tak mocno, że tylu ludzi nadal wierzy w to, co widzi na własne oczy. Pozostali też wierzą, w to, co widzą na własne oczy, ale w telewizji.

* * *

Od jakiegoś czasu badacze przypuszczali, że czarne dziury mogłyby stanowić dużą część, jeśli nie całość, tajemniczej ciemnej materii we Wszechświecie, czyli owa materia, której nikt jeszcze nie widział, miałaby się składać z czarnych dziur. Jednak z prasy codziennej dowiedziałem się, że badania polskich naukowców wykluczyły, niestety, tę możliwość. To wielkie rozczarowanie, gdyż wizja dziurawej czy też podziurawionej ciemności działa pobudzająco na moją wyobraźnię.

* * *

Wędrując po Szpargalii natrafiłem na memuary Józefa Dowobora-Muśnickiego Moje wspomnienia (Warszawa 1935). Poniżej garść refleksji generała, których lektura każe z melancholią pytać, gdzie się podziali tacy generałowie.

Amnestia podważa autorytet sądu.

Miłosierdzie nie powinno iść w parze z głupotą.

Zaraz po Cuszimie wybuchają w Rosji burdy, które przez gloryfikatorów wszelkich zamieszek nazwano „rewolucją 1905 roku”.

Na mocy swojego długoletniego doświadczenia przekonałem się, że wszelka agitacja wywrotowa znajduje najodpowiedniejszy grunt wśród tchórzów i aferzystów, choć cele ich są różne.

Ten pan [Kiereński] doszedłszy do władzy i ogłosiwszy hasła: precz z caratem, pokój narodom, równość dla wszystkich natychmiast zamianował siebie Naczelnym Wodzem, zamieszkał w cesarskim pałacu, jeździł w otoczeniu eskorty, żył w komforcie, ale nic nie zrobił dla polepszenia doli żołnierza gnijącego w okopach.

„Rabuj zrabowane, oprócz tego zrabowanego przez mnie”.

Sawinkow, który został ministrem wojny, na wojskowości znał się na tyle, że w Sewastopolu rzucił bombę na gubernatora. Siedział za to na katordze, co widocznie wystarczało do stania się strategikiem czy administratorem.

Takie są demokratyczne wymogi: poszczególny człowiek nie powinien być mądrzejszy od zespołu miernot.

Nie każdy demokrata jest chamem, ale każdy cham jest demokratą.

W konspirację bawić się nie chciałem, bo tej metodzie nie hołduję, gdyż jest zazwyczaj przeżarta zdradą, przekupstwem i korupcją .

Agitacja przedwyborcza niczem się bodaj nie różniła się od tego co widziałem w Rosji: jakieś indywidua nieczyste, półuczesane, siały na wiecach demagogię, podniecały nienawiść i zazdrość w ciemnych ogłupiałych tłumach.

Ten czcigodny chłopek [Witos] przekonał się, że odpowiedniejszym dla niego zajęciem jest siać rzepę niż kierować państwem.

Chcąc przewlec lub zaprzepaścić jakąś sprawę należy polecić ją zespołowi ludzi.

Szpicle są nieodłączną częścią każdej socjalistycznej konspiracji.

Socjaliści nie krępują się żadnemi zasadami etyki.

Najwięcej adeptów posiadł socjalizm wśród nieuków i leni.

Stanowili go [Rząd Tymczasowy] ludzie, życie których przeszło na krytyce dawnego reżimu; nie potrafili przeto oni ustalić nic konkretnego, ani wprowadzić swych idei w życie; umieli tylko gadać.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana” nr 178 (4/2024)

 

 



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»