«
»

Idee, Varia

ANDRZEJ MAŚNICA STANISŁAW CAT-MACKIEWICZ – ZAGRANICZNA I WEWNĘTRZNA POLITYKA POLSKI

03.23.25 | brak komentarzy

ANDRZEJ MAŚNICA   STANISŁAW CAT-MACKIEWICZ – ZAGRANICZNA I WEWNĘTRZNA POLITYKA POLSKI

Pierwodruk: „Nowy Świat”, 22–23.VIII.1992 r.

Mackiewicz formułował program Polski mocarstwowej. Chcąc dorównać Niemcom i Rosji – Polska skazana jest na wielkość. Małe państwa mogą powstawać i trwać jedynie po kątach świata. Dlatego właśnie stronnictwo konserwatywne winno oswoić naród polski z metodą myślenia wielkomocarstwowego. Wymaga to spełnienia trzech prac:

–nad stworzeniem celów i warunków polskiej polityki zagranicznej;

–nad stworzeniem programu w polityce narodowościowej;

–nad stworzeniem ustroju politycznego.

O kształcie polskiej polityki zagranicznej decyduje – chcemy tego, czy nie chcemy – geopolityka. Polityka – twierdził Bismarck – zaczyna się od mapy. Los wyprowadził Polskę na rozległą równinę i postawił w obecności potężnych sąsiadów. „Polska polityka to zawsze i jedynie polityka w stosunku do Rosji i Niemiec. Polityka polska wobec Francji, Anglii, Ameryki jest tylko odblaskiem, tylko konsekwencją naszych stosunków do Rosji i Niemiec. […] Niemcy i Rosja idące razem – to klęska Polski; Niemcy i Rosja pokłócone – to wzmocnienie Polski”.

Skoro interes państwa polskiego wymaga podtrzymania antagonizmu niemiecko-rosyjskiego, polska polityka zagraniczna musi „popierać stronę będącą źródłem antagonizmu”. W okresie międzywojnia, gdy Mackiewicz formułował swój program, były to Niemcy – warto jednak pamiętać o zasadzie nieistnienia trwałych sojuszy i sojuszników, jak i wiecznych wrogów.

Z drugiej strony „rząd polski powinien zmierzać do parcelacji mocarstw ościennych, przy równoczesnym pozyskaniu dla Polski państw oswobodzonych od Rosji”. W tym względzie winniśmy naśladować imperializm kulturowy Brytyjczyków, posługując się „nie ogniem i mieczem, a siłą atrakcyjną kulturowych i ekonomicznych idei i instytucji”. Zdaniem Cata „w kierunku rozbicia Niemiec Polska nic zrobić nie zdoła: traktat wersalski utwierdził dzieło Bismarcka, jeszcze bardziej scentralizował Niemcy”.

Mackiewicz trzeźwo dokonywał rozróżnienia pomiędzy wytycznymi polskiej racji stanu a środkami polityki zagranicznej. Dlatego właśnie formułuje postulat odseparowania polityki zagranicznej od wpływu partii i stronnictw politycznych. Polityka zagraniczna winna być wyłącznym atrybutem głowy państwa. Partie nazbyt często powodują się sympatiami i antypatiami do ustroju wewnętrznego państw sąsiednich, składu ich rządów itp. Opinia publiczna natomiast nie jest dość elastyczna,          a brak elastyczności utrudnia bądź uniemożliwia prowadzenie polityki elastycznych sojuszów, zmiennych aliansów i stosowanie sprawdzonych kanonów   i arkanów dyplomacji. Metodą ludowładczą, „metodą rezolucji uprawianych na wiecach”, a także metodą sondaży opinii publicznej – zdrowej polityki zagranicznej prowadzić niepodobna. Nie istnieje „system sojuszów, który by oprócz korzyści nie nasuwał daleko idących zastrzeżeń” – stąd każdy kierunek polityki zagranicznej budzi kontrowersje i namiętności, które winny w polityce za-granicznej iść za interesami, nie – przed nimi.

Mackiewicz jest zatem przeciwnikiem kompetencji parlamentu w kwestiach polityki zagranicznej, ale nie uważa przecież, że „urzędnicy MSZ-u mają być jedynym inkubatorem myśli i programów politycznych”. Kuźnią programów i idei dotyczących polityki zagranicznej ma być elita polityczna kraju – głowa państwa ma być natomiast tych programów adresatem, ma przekładać je na język racji stanu, gwarantując ich stałość i konsekwencję.

Interesujący jest pogląd Cata na rolę i zadania prasy opozycyjnej dla skuteczności danej polityki zagranicznej. Mackiewicz twierdzi, że „maskuje ona i przykrywa cel główny, głosząc tezę innego systemu politycznego”. Przy tym „nie ogranicza się jedynie do programu negatywnego (krytyki rządu)”, ale formułuje alternatywny program pozytywny. Istnienie „innych tez, choćby najgłupszych, istnienie alternatywnej formuły polityki zagranicznej jest dla rządu niezwykle korzystne: pozwala mu na swobodę manewru”. Mackiewicz – szczególnie w Kropkach nad i oraz w Dziś i jutro (opublikowanych w latach 20.) – analizując szczegółowe zagadnienia polskiej polityki zagranicznej, pierwszorzędnie ukazuje rolę i znaczenie ww. postulatów dla swobody manewru Pałacu Brühlowskiego.

Na uwagę zasługują poglądy narodowościowe Mackiewicza. Z braku miejsca ograniczymy się do kilku wątków rozważań autora Herezji i prawd. Polska nie może uprawiać polityki nacjonalistycznej. Mackiewicz polemizuje z opinią Dmowskiego, że „trzeba dopuścić do państwa polskiego tylko taką ilość ludności niepolskiej, przy której zdolne ono będzie zachować charakter narodowego państwa polskiego”. Niestety, „faktu, że posiadamy w swych granicach tak pokaźny procent mniejszości nie można przy jej pomocy zmienić, jak tylko na gorsze: nie rozszerzając, lecz zmniejszając nasze terytorium państwowe”– konstatuje Mackiewicz.

Prowadzenie polonizacji, tj. programu dekretowania lojalności, narzucania języka polskiego, patriotyzmu centrali powoduje, że „przybywa nam pewna ilość urzędników podających się za Polaków i ogromna ilość buntowników, dla których Polska staje się więzieniem”. Metodzie polonizacji przeciwstawia Mackiewicz program polszczenia, tj. wytworzenia atrakcyjnych sił polskich, przyznania pełni swobód kulturalnych i gospodarczych mniejszościom, przy równoczesnym bezwzględnym tępieniu obcych szowinizmów. Polityka polska nie powinna się opierać na „polskości importowanej, ale na miejscowej” (autonomia, samorząd): siła nasza polega na wyższości cywilizacyjnej, reprezentowanej przez wyższe warstwy społeczne, toteż demagogia socjalna, czy narodowa podcina polskość. „Propagowanie haseł rewolucji socjalnej na kresach to podpisywanie wyroku śmierci na polską przyszłość tego kraju” – zauważa Cat.

Polskie siły atrakcyjne ma wytwarzać nie urzędnik ministerialny, a ziemianin – gospodarz, przedsiębiorca, szkoła i gazeta miejscowa. Zgoła specjalne zadanie – symbolizowania idei polskości – ma spełnić przyszły monarcha.

Pomówmy o koncepcjach ustrojowych Mackiewicza, a raczej zasygnalizujmy je tu pokrótce.

– Polska nie dojrzała do demokracji – konstatuje Mackiewicz. Jesteśmy krajem narodowościowym, toteż w systemie demokratycznym „oddalibyśmy zagadnienia państwowe w ręce innych narodowości”.

– Demokracja winna być wzniesiona na fundamencie samorządności, który „wyrabia ducha państwowego, instynkt samozachowawczy, którego brak Polakom”.

– Nasze położenie polityczne „nakazuje nam unikać eksperymentów demokratycznych – bez odejścia od demokracji niepodległości Polski się nie utrzyma”.

Należy w pierwszej kolejności:

– porzucić absurdalne prawo wyborcze. Aby elita oparta na wiedzy i własności „mogła przyjść do głosu i nie potrzebowała iść na służbę demagogii klasowej”, musi nastąpić korektywa ordynacji uwzględniająca cenzus majątkowy, cenzus wiedzy, zmianę procedury głosowania (głosowanie na osoby, nie na listy), ew. zgodę na istnienie tzw. listy państwowej, wybory samorządowe, a zatem ew. dwuinstancyjność głosowania;

– ograniczyć wszechwładny Sejm. Mackiewicz zaleca odsunięcie parlamentu od rządów, od sprawowania władzy wykonawczej. Parlament odsunięty od rządów „jest lepszym, skuteczniejszym obrońcą prawa niż parlament rządzący”. Gdy parlament rządzi, „otrzymujemy państwo urzędników, rządzone przez urzędników zasiadających w parlamencie”. Takie państwo „zbliża się niepokojąco do widma państwa istniejącego dla urzędników”. Stąd – wzrost legalnej i nielegalnej samowoli urzędniczej: ucisk podatkowy, mnożenie „urzędników coraz gorzej płatnych”, powszechne „uzupełnianie poborów łapówkami”, mnożenie praw, „przekupywanie ludu, partyjnictwo nieograniczone”, centralizm i tyleż przygnębiające, co zgubne przekonanie, że „mechanizmy demokratyczne mogą równie sprawnie działać we wszystkich dziedzinach”;

– uzupełnić budowę państwa o  silny czynnik apartyjny; stojący na straży stabilności prawa; gwarantujący stałość i ciągłość rządów; reprezentujący siłę i wolę polityczną w granicach prawa; poprzez swe estetyczne i moralne walory „stanowiący przeniesienie tradycji wielkiej Polski do czasów współczesnych”.

Rządy parlamentarne pozbawione „archimedesowego punktu oparcia” w postaci silnej i stałej władzy monarchy są „parlamentaryzmem chromym”, zaś „prezydent republiki parlamentarnej jest instytucją bez treści”. Mackiewicz wyraźnie podkreśla, że zwalcza „nie parlamentaryzm, lecz zasadę omnipotencji Izby Poselskiej”. Parlament, system parlamentarny – „działanie konkurencyjnych energii i inicjatyw, kierunków politycznych, obejść się nie może bez czynnika pozapartyjnego w charakterze sędziego i rozjemcy”. W kraju kilkunastu stronnictw politycznych „inicjatywa zewnętrzna jest wprost konieczna” dla wyboru rządu i funkcjonowania państwa. „Dopiero skutkiem inicjatywy zewnętrznej przy mianowaniu rządu, rząd    i parlament to dwie instytucje. Skutkiem tworzenia sobie gabinetu przez Sejm, rząd i Sejm w Polsce to jedna i ta sama instytucja” – konkluduje Cat.

Prezydent jest „nazbyt uwikłany w układy partyjne i nie posiada dosyć autorytetu, aby wypełnić zadania władzy neutralnej”. W najlepszym razie bierze stronę władzy wykonawczej przeciw parlamentowi i w imię jedności wprowadza dyktaturę – ale dzieje się tak z reguły za cenę demoralizacji i „łamania, bądź naciągania prawa”. Prezydent „jest człowiekiem partii i rozumuje w kategoriach partyjnych”, a jego władza jest „stale osłabiana przez walkę o władzę”. Władza dyktatorska zaś skupia na sobie powszechne niezadowolenie, „które opłacać potem musi metodą chleba i igrzysk”.

Monarchizm – jakim go widzi Mackiewicz – składa się z dwu elementów: sentymentalnego i racjonalnego. Jako sentyment monarchizm znamionuje „tęsknotę do heroizmu” – monarcha jest symbolem, jest węzłem łączącym pokolenia. Monarcha uosabia imperatyw honoru, a rodzina królewska „przenosi pojęcie miłości ojcowskiej na teren pracy państwowej, stąd narody bez króla są jak wyrostki wychowane w domach podrzutków”. Nie należy tak rozumianego monarchizmu „wynosić na wiece”, czyniąc zeń „dezyderat narodowego sentymentu” – utrzymuje Mackiewicz.

Sentyment to pojęcie na wskroś subiektywne, „nie można nikomu nakazać kochać: król imponując może pobudzać do miłości, może do nienawiści” – ucierpiałaby na tym powaga władzy naczelnej Toteż nie król jako naczelnik narodu, lecz jako naczelnik państwa jest wprzódy Polsce potrzebny. Powaga bowiem monarchy, zauważa Mackiewicz, „nie polega na jego osobistych zaletach, ale na tym, że się on nie zmienia”.

Jako rozwiązanie prawno-państwowe monarchizm „stanowi iunctim pomiędzy rządami jednej partii a drugiej”. Osoba i instytucja króla stanowi gwarancję praworządności, gdyż w osobistym interesie władcy leży ścisłe przestrzeganie prawa i jest on zdolny egzekwować wykonywanie prawa. Poprzez uprawomocnienie (konstytucja) władzy naczelnej monarchia stanowi zarazem gwarancję praw obywatelskich. Monarchia ma zaletę szczególną: „ułatwia legalną zmianę formy rządów, a to dlatego, że głowa państwa może jej w takich razach służyć za arbitra, podczas gdy republika ma charakter, który jej nada pierwsza konstytucja i nie może (bez rewolucji) przełamać swej sztywności”. Monarchia może tedy być „silną władzą wykonawczą, konstytucyjnie ograniczoną władzą z dużym wpływem na egzekutywę, klasyczną władzą parlamentarną”.

Rozważając postulat monarchistyczny Mackiewicza, warto mieć na uwadze jego przekonanie, że „nie dosyć jest przy budowie państwa myśleć o sklepieniu i o kopule, trzeba zaczynać od fundamentów”. Tym fundamentem ustroju po-litycznego ma być samorząd terytorialny, którego interesujący i skończony projekt przedstawił Mackiewicz w książce Statut Litwy Środkowej.

Równie istotną rolę pełni w koncepcjach Mackiewicza kwestia reformy, ściślej wzmocnienia izby wyższej. Zarówno pod względem składu i sposobu powoływania (system mieszany: oldermani pochodzący z wyborów pośrednich; przedstawiciele samorządów gospodarczych wybierani przez samorządy wojewódzkie; wiryliści pochodzący z nominacji głowy państwa), jak i kompetencji miałby pełnić Senat rolę wybitną: równoważącą bądź niwelującą (np. w zakresie ustawodawstwa) rolę Sejmu, a przede wszystkim miałby hamować despotyczne zapędy izby niższej.

Przed majem 1926 roku, obserwując kryzys parlamentaryzmu w kraju, Mackiewicz rozważał projekt powołania na tron polski obcej dynastii i alternatywny – projekt plebiscytarno-testamentowego powołania dynastii polskiej, opowiadając się za drugim z nich. Po maju 1926 r. przedstawił projekt oktrojowania monarchii, tj. powiązania trzech elementów składowych ówczesnej sytuacji politycznej: silnej władzy jednostki (Piłsudski) – pozapartyjnego charakteru tej władzy – konieczności przedłużenia autorytetu tej władzy po śmierci Marszałka.

Mackiewicz doszedł do wniosku, że „tron dekoratywny nie uratuje Polski przed czerwoną falą”. Toteż jego „Zarys zmiany konstytucji” rezerwuje dla naczelnika państwa m.in. niepodzielne zwierzchnictwo nad wojskiem; nieodpowiedzialność przed parlamentem „nawet przez swoich ministrów”; prawo inicjatywy i bezwzględną sankcję ustawodawczą; prawo rozwiązania izby niższej; prawo dożywotniego mianowania sędziów (i części senatorów); wyłączne prawo powoływania i odwoływania ministrów. Mackiewicz odrzuca więc monarchię parlamentarną w jej brytyjskim wydaniu, ale stoi na gruncie monarchii konstytucyjnej i czerpie z rozwiązań zawartych w tzw. Karcie Konstytucyjnej      1814 r. we Francji, konstytucji pruskich 1848 r. i 1850 r. oraz rosyjskiej z 1906 r.

Niestety, w dobie religijnego zauroczenia demokracją „ludy odrzuciły monarchów z Bożej Łaski, dostając w zamian władców z Bożego dopustu”. Przynajmniej w jednym wypada się dziś zgodzić konserwatystom: Hitler i Stalin nie mogliby sprawować władzy w wilhelmińskich Niemczech czy w Rosji Romanowych.

Na koniec jedna tylko uwaga: piszący o Mackiewiczu współcześni historycy czy biografowie często zarzucają mu bezprawny charakter postulatu oktrojowania monarchii. Warto – jak sądzę – mieć na uwadze, że oktrojowanie oznaczało de facto ograniczenie dyktatury Piłsudskiego nie mającej umocowania w prawie i opartej         o sofizmat jego elastyczności, ujęcie jej w ramy prawa i zerwanie z praktyką ponad – i pozaprawnych rządów pomajowych.

Andrzej Maśnica

Pierwodruk: „Nowy Świat”, 22–23.VIII.1992 r.

 



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»