«
»

Zapiski manarchisty

ZAPISKI MANARCHISTY NA MARGINESACH ARTYKUŁU ANDRZEJA MAŚNICY O CHIMERZE EUROPEJSKIEGO IMPERIUM–MIESZANINY JUBILEUSZOWE

04.16.26 | brak komentarzy

TOMASZ GABIŚ ZAPISKI MANARCHISTY NA MARGINESACH ARTYKUŁU ANDRZEJA MAŚNICY O CHIMERZE EUROPEJSKIEGO IMPERIUM–MIESZANINY JUBILEUSZOWE

Kochaj, głoś i wyznawaj prawdę, małą i wielką prawdę, prawdę dnia
powszedniego i prawdę chwil tragicznych, zawsze, odważnie, bez lęku. Ale nie
zaszkodzi, jeśli czyniąc to, cicho się śmiejesz: i z siebie, i z prawdy.

(Sándor Márai)

Przyznam szczerze, że byłem nieco zaskoczony tekstem Andrzeja Maśnicy O chimerze europejskiego imperium – mieszaniny jubileuszowe zamieszczonym w tomie zbiorowym gabiś. przybliżenia. Księga upamiętniająca jubileusz 70.urodzin Tomasza Gabisia (pod redakcją Piotra Kosmali, Ryszarda Mozgola i Macieja Zakrzewskiego, Arcana, Kraków 2025). Zaskoczenie wzięło się stąd, że, mimo iż zdarzyło mi się czytać niejedną księgę jubileuszową, nigdy do tej pory nie spotkałem się z sytuacją, aby któryś z zaproszonych do uczczenia jubilata autorów podjął generalną rozprawę z istotnym składnikiem jego dorobku, stawiając mu poważne zarzuty zarówno natury intelektualnej, jak i politycznej. W pierwszej chwili nasunęło mi się przypuszczenie, że Maśnica wykonał przekorny „stańczykowski” gest łamiąc konwencję „księgi jubileuszowej”, podważył jej rytualny charakter, zakwestionował dekorum obowiązujące w tego typu publikacjach. Trochę tak, jakby ktoś wygłaszając mowę pogrzebową, rozwodził się nad życiowymi błędami i rozmaitymi przewinieniami zmarłego, robiąc przy tym niezbyt pasujące do rytuału miny i gesty.

Jednak po dokładniejszym wczytaniu się w tekst, uznałem, że moje pierwsze wrażenie było mylne – Maśnica zamierzył go bowiem jako poważną, utrzymaną na wysokim diapazonie, polemikę, ostrzeliwując, salwa za salwą, teoretyczny projekt Imperium Europejskiego ze wszystkich możliwych dział ideowo-politycznych, a nawet teologicznych . Raczej więc jest to gest nie „błazeński”, lecz, przeciwnie, „kapłański”, nic zatem dziwnego, że w tekście pobrzmiewa miejscami ton moralizatorsko-kaznodziejski.

 ***

 Z krytyką koncepcji Imperium Europejskiego brawurowo przeprowadzoną przez Maśnicę nie podejmę zasadniczej polemiki, nie tylko dlatego, że polemik należy, w miarę możliwości, unikać, bo jak zauważył Michel Foucault, są „pasożytniczą postacią dyskusji i przeszkodą w poszukiwaniu prawdy”, ale z tego prostego powodu, że koncepcję tę uważam za zamkniętą, nie w tym sensie, że ją porzucam, że się od niej odżegnuję czy wyrzekam, lecz dlatego, że na jej temat napisałem i powiedziałem wszystko, co miałem do napisania i do powiedzenia, nie dysponuję żadnymi nowymi argumentami, wszystek ich zapas wyczerpałem; nie zamierzam już niczego zmieniać, dodawać, poprawiać i uzupełniać. Tę pracę zostawiam europejskim „gibelinom” młodszego pokolenia.

***

Mimo iż generalnej polemiki z Maśnicą nie podejmę, to do kilku punktów chciałbym się ustosunkować i kilka sprostować. Najpierw jednak muszę wyznać, że mam do niego żal. Czytam, że w koncepcję Imperium Europejskiego wpisane są „nie-sympatycznym atramentem zagrożenia dla dobrego życia”, że „sukcesy historycznych imperiów w ograniczeniu politycznego rozczłonkowania świata niejednokrotnie szły w parze z wielkim ludzkim cierpieniem” (czyli realizacja mojej koncepcji szłaby w parze z ludzkim cierpieniem), że sporządzam „przepis na despotyczną tyranię i zarazem na permanentną wojnę tyranów”. A przecież, kiedy ponad ćwierć wieku temu publikowałem w „Stańczyku” swoje pierwsze „euroimperialne” teksty, znał je – jako członek redakcji – doskonale. Jaka szkoda, że ani wówczas, ani w późniejszych latach nie przestrzegł mnie, nie zaapelował: „Tomaszu, Tomaszu, nie idź tą drogą, wiedzie ona bowiem ku zgubie twojej, Polski i Europy! Zagraża dobremu życiu, spowoduje ludzkie cierpienia, zakończy się despotyczną tyranią i permanentną wojną tyranów!” Nie uczynił, a dzisiaj jego napomnienia i przestrogi są, niestety, nieco spóźnione. Cóż, stało się; wypada się tylko modlić, żeby nikt nigdy koncepcji Imperium Europejskiego nie urzeczywistnił, bo inaczej biada nam wszystkim, biada.

 ***

W jednej kwestii muszę jednak Maśnicy przyznać rację i uderzyć się w piersi – z tym podbojem świata przez Imperium Europejskie rzeczywiście troszeczkę przesadziłem. Wprawdzie tekst Dlaczego Imperium Europaeum zwycięży w walce o świat. Manifest nowego hipereuropocentryzmu stylizowany jest na produkt Imperialnego Departamentu Marketingu i Promocji (IDMiP), w którym kreuje się maksymalnie apologetyczną wersję historii Europy (odwrotność jej krytycznej historii) i wykuwa ekstremalnie mocarstwową propagandę potęgi i chwały Imperium, aby pokrzepić serca Europejczyków. Taki był mój zamysł, niestety, nie wykazałem się roztropnością, nie wziąłem pod uwagę, że np. jakiś minister spraw zagranicznych przypadkowo natknie się na mój proeuropejski manifest i porwany jego grandilokwencją, rusza na podbój świata jak nie przymierzając obywatel Piszczyk na Kowno. No i nieszczęście gotowe.

***

Maśnica: Skąd Tomasz Gabiś weźmie właściwe miary moralne?, skoro utrzymuje, że „oskarżanie Imperium, że chce panować nad światem nie ma sensu, gdyż zakłada, że taki cel jak panowanie nad światem jest celem moralnie złym” i dodaje: „ten cel nie jest ani dobry ani zły, jest on naturalnym celem imperium […] walka o panowanie nad światem odbywa się „poza dobrem i złem”.

Gabiś: „Oskarżanie partii X , że chce panować nad Polską nie ma sensu, gdyż zakłada, że taki cel jak panowanie nad Polską jest celem moralnie złym” ; „ten cel nie jest ani dobry, ani zły, jest on naturalnym celem partii X […] walka o panowanie nad Polską odbywa się »poza dobrem i złem«”.

Gabiś: „Oskarżanie lokalnego stowarzyszenia Razem dla Trzebnicy, że chce panować nad Trzebnicą, nie ma sensu, gdyż zakłada, że taki cel jak panowanie nad powiatowym miastem jest celem moralnie złym”: „ten cel nie jest ani dobry ani zły, jest on naturalnym celem stowarzyszenia Razem dla Trzebnicy […] walka o panowanie nad Trzebnicą odbywa się »poza dobrem i złem«”.

***

Przytoczony wyżej przez Andrzeja Maśnicę cytat jest niepełny. W tekście pierwotnym opublikowanym w „Stańczyku” czytamy: „Tymczasem ten cel nie jest ani dobry, ani zły, ale jest naturalnym celem imperium (odrębną kwestią jest jak panowanie to jest sprawowane)”. W I wyd. Gier imperialnych (Arcana, Kraków 2008) zdanie w nawiasie zostało nieco poprawione i doprecyzowane: „Tymczasem ten cel nie jest ani dobry, ani zły, jest naturalnym celem imperium ( kwestią odrębną jest ocena sposobów i metod sprawowania władzy nad światem).”

 Zatem wprowadziłem tu, wydawało mi się, jasne dla każdego czytelnika, zastrzeżenie – sposoby i metody sprawowania władzy nad światem (Europą, Polską, Trzebnicą) to nie to samo, co cel, jakim jest panowanie nad światem i sam nagi fakt panowania nad światem (Europą, Polską, Trzebnicą).

Powtórzmy: nie ma sensu oskarżanie Komisji Europejskiej, że chce panować nad Europą, tak jak nie ma sensu oskarżanie partii X , że chce panować nad Polską czy też stowarzyszenia „Razem dla Trzebnicy”, że chce panować nad Trzebnicą. Natomiast to, jak ci panujący „władają” ludźmi i krajami (światem, Europą, Polską, Trzebnicą [*], jak sprawują zdobytą władzę, jaki jest zakres ich władzy, jakie konkretne cele polityczne, ideologiczne, moralne, ekonomiczne realizują, podlega ocenie zgodnie z przyjętym przez oceniającego systemem wartości politycznych, ideowych, moralnych, teologicznych czy filozoficznych. Pomijając dopisek w nawiasie, Maśnica zniekształcił wymowę cytowanego fragmentu, co pozwoliło mu snuć – przyznaję, że głębokie – rozważania z dziedziny teologii politycznej, pozostające jednak w luźnym związku z tym, co napisałem.

***

Czytając artykuł Maśnicy przypomniałem sobie o stwierdzeniu Alaina de Benoist, że „racja stanu znajduje się per definitionem poza dobrem i złem”. Zacząłem się zastanawiać, skąd je znam. Wreszcie, eureka! Do artykułu Polityka Polska. Obrachunki z Przeszłością i uwagi na Przyszłość („Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów”, nr 23, 1994 ) wybrał je jako motto jego autor… Andrzej Maśnica. Czyżby uważał on wtedy, że „racja państwa” z definicji znajduje się „poza dobrem i złem”? Byłabyż jego krytyka moich sformułowań de facto autokrytyką? Krytyką samego siebie sprzed lat?

***

Maśnica: „Estetyzujące podbijanie Europy na poziomie retorycznym nieszczególnie się nadaje do rzetelnych obrachunków z Europą jako rzeczywistością – Unią Europejską”.

Nie wiem, czy się nadaje czy nie, ponieważ nie wiem, jakie kryteria decydują, czy obrachunki są „rzetelne” czy „nierzetelne”. W każdym bądź razie już teoretyczny projekt II Unii Europejskiej był pomyślany jako radykalna alternatywa wobec realnej Unii Europejskiej i zawierał jej generalną krytykę. Tyle tylko, że krytyka ta przeprowadzona była w imię innej lepszej formy jedności europejskiej a nie w imię „Europy Ojczyzn” itp. Pomysł był bardzo prosty: pobić „brukselczyków” ich własną bronią przebijając ich w „europejskości”. Alternatywna i bardzo krytyczna wobec dotychczasowej formuły wizja jedności Europy jest o wiele trudniejsza do zdyskredytowania, bowiem spór toczy się wówczas w tym samym paradygmacie, dlatego atak ze strony zwolenników Imperium Europejskiego jest o wiele boleśniejszy, trafia dotkliwiej, gdyż zarzuca „unijczykom” zdradę ideałów. Dostrzec tu można pewną analogią do taktyki naszej opozycyjnej lewicy (Kuroń, Modzelewski et consortes) atakującej PZPR z lewa; większym zagrożeniem dla rządzącego establishmentu, opierającego swoją legitymizację na ideologii lewicowej, byli przeciwnicy lewicowi, ponieważ ich atak ideologiczny był dla władzy o wiele trudniejszy do odparcia. Oczywiście w grę wchodziły nie tylko względy taktyki politycznej, był to nie tylko manewr polegający na obrócenie idei przeciwko jej nosicielom, lecz głęboka wiara w słuszność własnych przekonań: oni pod sztandarem demokratycznego socjalizmu (socjalizmu z ludzką twarzą) chcieli wyrwać ideę socjalizmu z rąk PZPR, ja pod sztandarem Imperium Europejskiego chciałem wyrwać ideę europejską z rąk zarządców Unii Europejskiej.

***

Maśnica: „Autor Gier imperialnych stracił nadzieje związane z transformacją UE w IE, czego potwierdzeniem jest np. projekt Konfederacji Europejskiej, tym niemniej zawarty w nim postulat samorozwiązania Unii wydaje się dość optymistyczny i nie grzeszy nadmiarem realizmu”. Aż się prosiło, żeby Maśnica nie poprzestał na diagnozie, ale dodał: „Według mnie realistyczne jest….”. Niestety, nie dowiadujemy się, co w takim razie byłoby realistyczne. Antyunijna insurekcja? March on Brussels? Polexit? Nie zwalczać, ale przeczekać?

***

Maśnica: Stawiam zatem pytanie o stosunek autora do przygotowanego przez elity UE pakietu zmian traktatowych; do wprowadzenia reguły jednomyślności, powołania Unii Obrony, tzw. kompetencji dzielonych, jednolitej polityki pieniężnej i zintegrowanej polityki fiskalnej, unijnego zarządzania infrastrukturą krytyczną czy energetyczną itd. itp. – a zatem zmian, które czynią państwa członkowskie lennikami UE. Czy więc TG jest „za”, czy „przeciw”? Mimo wszystko „za”, bo zmiany konsolidują przyszły imperialny ośrodek, chcąc nie chcąc przybliżają nadejście imperium (fakt: niedoskonałego, ale doskonałe są tylko Platońskie idee)?; czy jednak „przeciw”, bo natura tych zmian niepokoi i przestrasza.

Kategoryczność skierowanego do mnie pytania i oczekiwanie równie kategorycznej deklaracji, trochę mnie onieśmiela. Najchętniej odpowiedziałbym „za, ale..”, „przeciw, pod warunkiem, że..”. Jednakże nic nie odpowiem, ponieważ wymienionych kwestii od dłuższego czasu nie śledzę, a o innych nie mam nic do powiedzenia, ponieważ – pozwolę sobie użyć słów Arnolda Gehlena – czytałem o nich jedynie w gazetach. Z gazety dowiedziałem się o zażartej dyskusji wokół nowego kredytowego programu Unii Europejskiej, Sejf, czy coś w tym rodzaju, który, jak się domyślam, dzięki nowym zbrojeniom „skonsoliduje przyszły imperialny ośrodek i przybliży nadejście imperium”. Krytyków programu premier rządu określił mianem „zakute łby”, zaś minister spraw zagranicznych na sali sejmowej zwrócił się do jednego z posłów, krytycznego wobec programu: „Antek, świrze!”. Ich adwersarze wyzywają zwolenników Sejfu od „niewolników Berlina”, „niemieckiej agentury”, „volksdeutschów”, ci zaś rewanżują się inwektywami typu „prawica-targowica”, „ruska trollownia”, „putinowcy” itp. „Zdradę” i „zdrajców” obie strony „debaty” obracają na wszystkie strony i odmieniają przez wszystkie możliwe przypadki. Czytałem o tym wszystkim z pewnym rozbawieniem, gdyż ostatecznie, jak mawiał Frank Zappa,  politics is the entertainment division of the military-industrial complex.

***

Rozmowa kanału „Obserwator Unijny” z Głównym Euroimperialistą Kraju Tomaszem Gabisiem.

– Czy jest Pan jest „za” czy „przeciw” stworzeniu Europejskiej Inspekcji Pracy i Europejskiego Systemu e-Faktur?

 –Oczywiście, jestem „za”. To świetna, autentycznie europejska idea; EIP i ESeF z pewnością przyczynią się do konsolidacji przyszłego imperialnego ośrodka władzy i przybliżą nadejście imperium

Czy jest Pan „za” czy „przeciw” wprowadzeniu unijnej tożsamości cyfrowej?

Witam tę inicjatywę z ogromnym euroentuzjazmem, ponieważ z pewnością przyczyni się do konsolidacji przyszłego imperialnego ośrodka władzy i przybliży nadejście imperium.

– Czy według Pana ETS2 przyczyni się do konsolidacji przyszłego imperialnego ośrodka władzy i przybliży nadejście imperium.

-Jestem tego absolutnie pewien.

–Jak zapatruje się Pan na działania powołanej niedawno do życia Europejskiej Organizacji Zdrowia, która planuje wprowadzenie powszechnego, ogólnounijnego przymusu szczepień na wszelkiego rodzaju choroby zakaźne dla wszystkich obywateli Unii od noworodków do starców?

–Jest to krok we właściwym kierunku, który znakomicie przysłuży się konsolidacji przyszłego imperialnego ośrodka władzy i przybliży nadejście imperium.

 ***

Maśnica: Dlatego swoją nadzieję, ja – Europejczyk, ale Europejczyk w jedynym uprawnionym tego słowa znaczeniu, czyli jako Polak, członek z dziada pradziada historycznego europejskiego chrześcijańskiego narodu – lokuję w pluriversum „wielkich przestrzeni”, konglomeratów państw-kultur-cywilizacji organizowanych w opozycji do euro-atlantyckiego demoliberalnego hegemonizmu; dysponujących „wielkim ludem”, ogromnym terytorium i autonomiczną wolą polityczną, na tyle wielkimi, aby skutecznie zniechęcać zewnętrzne ośrodki władzy do interwencji w obszarze ich władania. Myślę tu o regionalnych konfederacjach i stowarzyszeniach państw, które wypracowują wspólną koncepcję dobrego życia, czerpiąc z młodszych kultur i tradycji wiary, zarazem odrzucają model neutralności państwa w sprawach aksjologicznych, humbug „modernizacji”, na transatlantycką modłę, zachodnią orgię indywidualizmu, quasi-religijny kult rynku”.

To ciekawa koncepcja, i wielka szkoda, że Maśnica, zamiast poświęcać tyle atramentu,  miejsca i wysiłku na znęcanie się nad ideą Imperium Europejskiego, nie zarysował szerzej własnej kontridei pluriversum „wielkich przestrzeni” – z 14 i pół strony swojego tekstu, przeznaczył na nią pół strony. Skoro według niego Imperium Europejskie nie jest alternatywą dla Unii Europejskiej, to czyż nie byłoby czymś o wiele bardziej intelektualnie inspirującym, gdyby na połowie strony rozprawił się krótko i węzłowato z Imperium Europejskim, zaś na 14 stronach zaprezentował swoją alternatywę zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla Imperium Europejskiego?

***

Człowiek suwerenny nigdy się nie kłóci, co więcej, nawet nie wdaje się w polemiki. Wypowiada swoją prawdę, po czym trwa na pozycji, do ostatniej chwili, i bierze na siebie wszystko, co wynika z prawdy i z niecierpliwych nieporozumień świata. Wszystko inne to tylko gardłowanie.

(Sándor Márai)

***

Maśnica: „jednocześnie [Gabiś] dopowiada, że»wielkie przedawnienie« jest warunkiem »wyzwolenia się z ‘neurotycznej obsesji pamięci`, nie ma przy tym wątpliwości, że chodzi o obsesję pamięci polskiej”.

Nawet gdyby chodziło tylko o „neurotyczną obsesję pamięci polskiej”, to i tak wyzwolenie się z niej byłoby czymś pożytecznym, ponieważ każdą „neurotyczną obsesję” niezależnie na jakim punkcie, uznać należy za rzecz wysoce szkodliwą zarówno dla życia politycznego, jak i umysłowego. Skąd jednak Maśnica powziął myśl, że chodzi tylko o „obsesję pamięci polskiej”? Wielokrotnie pisałem, a wyraziłem to explicite w My, dezerterzy z frontów Wielkiej Europejskiej Wojny Domowej, że wyzwolenie się z „neurotycznej obsesji pamięci”, dotyczy wszystkich bez wyjątku narodów europejskich. Inaczej „przedawnienie” nie miałoby żadnego sensu.

***

Maśnica: „proponowana przez autora historyczna »selekcja«, jak przykładowo ta w odniesieniu do obrachunków Wołyńskich, jest sprawiedliwego pokoju bezceremonialnym zaprzeczeniem”. W opublikowanym w 2017 r. artykule Poza „ukrainofilią” i „ukrainofobią”. Czas na „ukrainorealizm” (http://www.tomaszgabis.pl/2017/05/25/poza-ukrainofilia-i-ukrainofobia-czas-na-ukrainorealizm/ ) pisałem:

Pojawiły się opinie, że filmy takie jak „Wołyń” psują dobre stosunki polsko-ukraińskie, są na rękę Moskwie itp. Takie argumenty nie przekonują – Rzeź Wołyńska i losy naszych rodaków na Kresach są nierozerwalną częścią polskiej historii; oddanie hołdu ofiarom to rzecz oczywista i nie „podlega negocjacjom”. […] To jest nasza historia, nasza kultura, nasza suwerenna polityka historyczna i żadne względy na „wrażliwość innych” nie mogą dyktować nam, co mamy w tej dziedzinie robić, a czego nie robić. […] Rzeź Wołyńska, krytyka UPA itd. pozostaną elementami naszej polityki historycznej, choć zawsze można się spierać o zakres i formy tego upamiętnienia.

Nie mam nic w tej sprawie do dodania. Odrębną kwestią jest rozbieżność, czy wręcz przeciwstawność polskiej i ukraińskiej polityki Pamięci (polityki historycznej), o czym pisałem w przywołanym wyżej artykule

***

Maśnica: Z niezrozumiałych jednak względów w tej próbie imperialnej pedagogiki zastosowanej do polsko-ukraińskich sporów, nie wybrzmiewa zasadniczy motyw Sofoklesowego „prawa Antygony”, a mianowicie prawo do grzebania zmarłych, do ich upamiętnienia, aby ich dusze nie tułały się po świecie, bezdomne i nieukojone, jak te właśnie dusze zamordowanych przed laty kobiet i dzieci wrzucone do anonimowych dołów, aby nie zostały wymienione przez naród – który nie jest przecież tylko »teraźniejszą teraźniejszością«, lecz stanowi sztafetę i wspólnotą pokoleń – na przewrotnie wykalkulowane doraźne profity”

Jakie „przewrotnie wykalkulowane doraźne profity” Maśnica ma na myśli, dalibóg nie byłem w stanie dociec. Jednak przyznaję, że „zasadniczy motyw Sofoklesowego »prawa Antygony«, a mianowicie prawo do grzebania zmarłych, do ich upamiętnienia” nie został przeze mnie należycie uwydatniony. Dlatego teraz postaram się to krótko nadrobić.

Godne pochowanie zmarłych jest w naszym kręgu kulturalno-religijno-cywilizacyjnym czymś oczywistym, tu nie potrzeba przywoływać „prawa Antygony”, które zastosowanie ma w przede wszystkim w kontekście politycznym. Wprawdzie Antygona chce zgodnie z obrządkiem pochować brata, zatem jej działanie ma charakter rodzinno-prywatny, ale jej „prawo” odnosi się nie do prywatnej osoby, ale do polityka pokonanego w walce o tron i potępionego przez nową władzę jako „zdrajca”.

W przypadku pomordowanych na Wołyniu i w  Galicji Wschodniej kontekst polityczny jest obecny już na podstawowym poziomie, ponieważ chodzi o ogrom prac archeologicznych, o żmudne i trwające latami poszukiwania szczątków ofiar, ich ekshumację i pogrzebanie na terytorium obcego państwa, czyli poza polską jurysdykcją. Ponadto ze względów dość oczywistych (technicznych, logistycznych, prawnych) trzeba pogodzić się z tym, że pojmowane w sensie dosłownym, a nie symbolicznym, „prawo Antygony” nie może zostać tu zrealizowane – uniemożliwia to skala zbrodni, jej terytorialny zasięg, upływ czasu, który sprawił że ślady po wielu polskich osiedlach i wioskach zostały całkowicie zatarte; historycy podają, że 1500 wsi na Wołyniu znikło z mapy Ukrainy. Rafał Wnuk zwraca uwagę, że niekiedy są to groby zbiorowe, niekiedy indywidualne w małych przysiółkach, gdzie zginęły dwie, trzy, pięć osób. W tysiącach przypadków będzie to, jego zdaniem, szukanie igły w stogu siana i znalezienie ciał po tylu latach będzie niemal niewykonalne.

Rzecz prosta, trudności te nie unieważniają „prawa Antygony”, jednak sprawiają, żewieledusz, które „tułają się po świecie, bezdomne i nieukojone” (piękny obraz zaczerpnięty z pogańskich wyobrażeń), będzie tułało się nadal i nic na to nie można poradzić. Ważniejszą kwestią jest to, że „prawo Antygony”, jak każde inne prawo, musi ktoś wyegzekwować w konkretnej sytuacji, w określonych okolicznościach i warunkach (geo)politycznych. Także uniwersalne i abstrakcyjnie sformułowane „prawo Antygony” komuś służy, w kogoś in concreto godzi, czyimś interesom politycznym (ideologicznym) szkodzi. Jako przykład można przywołać Hiszpanię, gdzie władze regionów rządzonych przez „lewicę” forsują ekshumacje i pochówek ofiar wojny domowej, zaś władze tych rządzonych przez „prawicową” Partię Ludową i Vox blokują ekshumacje. Szlachetne „prawo Antygony” wykorzystywane przez „lewicę”, aby uderzyć w „prawicę”, zdegradowane zostało do przedmiotu walki politycznej pomiędzy partiami. Nie „Antygona” („lewica”) staje przeciwko „Kreonowi” („prawicy”), lecz de facto walczy dwóch „Kreonów”, których interesuje wyłącznie to, jakie zyski i straty polityczne przyniesie im realizacja „prawa Antygony”.

W Hiszpanii „wojna hiszpańsko-hiszpańska” toczy się w ramach jednego państwa, w przypadku „polsko-ukraińskich sporów” jest to kwestia polityki międzypaństwowej, co w sposób znaczący komplikuje sprawę – polityka Pamięci (polityka historyczna) jak każda polityka nie jest niezależna od danej konstelacji geopolitycznej. W kontekście ekshumacji i pochówków na Ukrainie „prawo Antygony” odczytywane jest przez Ukraińców jako sposób na wzmocnienie naszej narracji o „wołyńskim ludobójstwie”, w której obsadzeni zostają w roli sprawców „ludobójstwa”, podczas gdy oni chcą wszak być postrzegani jako ofiary „ludobójstwa” (Hołodomoru). Dlatego ani elity ukraińskie, ani szersze kręgi społeczeństwa ukraińskiego nie chcą uznać naszej polityki Pamięci, my zaś nie mamy sił i środków, aby im ją narzucić i wyegzekwować „prawo Antygony”.

Mówiąc o „upamiętnieniu” my Polacy mamy na myśli upamiętnienie naszych ofiar, natomiast adresując postulat upamiętnienia do Ukraińców, chcemy, aby na swoim terytorium upamiętnili własne zbrodnie. Trzeba przy tym zauważyć, że „prawo Antygony” to w pierwszej kolejności prawo do „godnego pochówku”, a nie do upamiętnienia; są to rzeczy rozłączne – ekshumacje i godny pochówek ofiar to jedno, praktyczne upamiętnienie – drugie. Aby rzeczywiście upamiętnić ofiary, należałoby na pamiątkowych tablicach czy na nagrobkach umieścić napis w rodzaju „tu spoczywają pomordowani przez Ukraińską Powstańczą Armię”, co miałoby oczywiście antyukraiński ładunek polityczny, toteż strona ukraińska na coś takiego nigdy się nie zgodzi.

Konkludując, nie postuluję, aby IPN w ogóle zaprzestał starań o zgodę na poszukiwanie szczątków ofiar i na ekshumacje, w końcu należy to do jego zadań, ale należy mieć świadomość , że jak to ujął Rafał Wnuk, „to jest praca, której się nigdy nie da skończyć”. Jednakże, moim zdaniem, celem nie powinno być upamiętnienie rzezi wołyńskiej na Ukrainie (o to możemy i powinniśmy dbać w Polsce), ale ciche, godne pochówki na starych czy nowych cmentarzach, co byłoby realizacją najważniejszego, rodzinno-prywatnego wymiaru „prawa Antygony” i osłabiłoby opór ukraińskich czynników politycznych.

Ważne jest przy tym, aby wołyńskie „doły śmierci” nie stały się jakąś „obsesją”, aby nadmiernie nie przenikały naszej wyobraźni politycznej i pamięci historycznej; wołyńskie „doły śmierci” nie powinny rządzić obecną i przyszłą polityką państwa polskiego wobec Ukrainy. Warto tu raz jeszcze przywołać przestrogę Emila Ciorana z jego książki Święci i łzy (przeł. Ireneusz Kania, Warszawa 2003, str. 100n). Rumuńsko-francuski „anty-filozof” pisał, że „pamięć jest zanegowaniem instynktu, a jej przerost – nieuleczalną chorobą”. Kiedy teraźniejszość zostaje przygnieciona tą lawiną, którą jest przeszłość, kiedy teraźniejszość unieważniona zostaje pod nawałem wspomnień, „wtedy życie przybiera charakter czegoś nierzeczywistego, jakiegoś niepotrzebnego snu. Jest to wieczność przezroczystych cieni, nieśmiertelność zmierzchów, skamienienie zwidów”.

***

Być może Imperium Europejskie to chimera, a być może, jak sam ją określiłem, „realistyczna utopia”, a być może mit, że tak się wyrażę, „soreliański”, którego żadne krytyki czy demaskacje nie są w stanie naruszyć. Tak czy inaczej, wbrew wyrzekaniom Maśnicy na Imperium Europejskie, nadal niezłomnie wierzę, że

miną lata, dziesięciolecia i stulecia, aż europejscy wojownicy zwyciężą w boju ostatnim, zatkną imperialne sztandary na wszystkich krańcach planety, na Ziemi Świętej, na Ultima Thule, nad Mroczną Krainą, nad Hiperboreą, na Wielkiej Górze, na Przełęczy Czarnego Ognia, nad Kamelotem, nad Mordorem i Północnymi Pustkowiami, nad Altdorfem, Cymerią, Reiklandem, Akwilonią, Białą Wyspą i Księstwem Ostlandu, nad Szambalą i Agartą, na brzegach Morza Szponów, na szczytach Gór Czarnych, Gór Szarych i Gór Krańca Świata. I spłynie na nich pełnia potęgi i chwały Imperium.

Wiem, wiem, wiele z tych krain trudno znaleźć na mapie, mam jednak nadzieję, że Maśnica nie zarzuci mi nieznajomości geografii.

Tomasz Gabiś

(*) Już po napisaniu powyższych Zapisków dowiedziałem się z gazety, że policja zatrzymała burmistrza Trzebnicy Marka D. Najwidoczniej wyobrażał on sobie, że swoim trzebnickim imperium będzie „władał poza dobrem i złem”, a tu masz ci los – o szóstej rano policja wkroczyła do jego domu, a następnie odstawiła ciupasem do Prokuratury Okręgowej jako podejrzanego o „przekręty na szkodę gminy i przyjmowanie łapówek”. Jeśli niezawisły sąd go skaże, będzie mógł w celi od rana do wieczora rozpamiętywać potęgę i chwałę Gminy Trzebnica z czasów, kiedy nad nią jako lokalny imperator panował.

(kwiecień 2026)



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»