«
»

Portrety

HEGEL, JEGO KRYTYCY I OBROŃCY

10.06.18 | brak komentarzy

TOMASZ GABIŚ

HEGEL, JEGO KRYTYCY I OBROŃCY

W Zapiskach o duchowym mistrzu George`a Sorosa Karlu Popperze (zob. na tej stronie), streszczając artykuł Waltera Kaufmanna krytykującego antyheglowską agitkę Poppera z jego książki Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, wspomniałem o, wydanej w 1996 roku w USA pod redakcją Jona Stewarta, antologii The Hegel Myths and Legends. Zawiera ona teksty różnych autorów (w tym ten Kaufmanna) obalających rozmaite mity i legendy na temat niemieckiego filozofa. Warto się przy tej pozycji zatrzymać, gdyż znakomicie pokazuje jak bardzo obiegowa wiedza o Heglu i jego filozofii, powielana nawet przez filozofów i historyków idei, odbiega od prawdy. Nie chodzi mi przy tym o obronę samej filozofii Hegla, lecz raczej o zobrazowanie na jego przykładzie procesów wypaczania, przeinaczania, wykrzywiania idei, teorii i koncepcji z czasów poprzedzających naszą wspaniałą epokę. Osobiście jako nominalista ze skłonnością do reizmu, lubiący czytać do poduszki filozofów-aforystyków (Nietzsche, Cioran et consortes) , nigdy nie miałem przekonania do filozofów-systematyków w typie Hegla, jego filozofia kojarzyła mi się raczej z ruinami o majestatycznym pięknie, jakie pozostają po wspaniałych budowlach wielkich systemów myślowych. Fragmenty tych systemów mogą być całkiem udane i godne głębokiego namysłu, ale jako całość sprawiają wrażenie martwych. Nie zmienia to w niczym faktu, że ich twórcom należy oddać sprawiedliwość, a nie rozsiewać o nich plotki oparte na niewiedzy i uprzedzeniach, deformować ich idee i robić z nich karykaturę.

We wstępie do wzmiankowanej książki Jon Stewart pisze, że nie jest niczym niezwykłym „sloganizowanie” koncepcji i teorii filozoficznych, że w celach edukacyjnych wybija się na plan pierwszy kluczowe koncepty, frazy, sentencje, aforyzmy zawierające, niejako w pigułce, esencję myśli wielkich umysłów; każda średnio wykształcona osoba zna te formułki, wie, że Kartezjusz powiedział „Myślę…”, Hobbes – „Życie człowieka jest…”, Marks – „Filozofowie dotąd…” itd.itp. W przypadku Hegla jest ich znacznie więcej i są – inaczej niż w przypadku innych filozofów – prawie zawsze nacechowane złośliwością i przytacza się je z intencją, aby go intelektualnie, politycznie lub moralnie zdyskredytować. Na temat żadnego z wielkich filozofów nie wypowiedziano tylu błędnych sądów, żadnego nie odczytywano i nie interpretowano z tak wyraźnie złą wolą, żadnemu nie przyprawiono takiej czy innej „gęby”. Książka zredagowana przez Stewarta ma na celu rozbicie mitów oraz legend (prawie wyłącznie „czarnych”) krążących wokół Hegla, odsłonięcie ich genezy i rozwoju. Okazuje się bowiem, że większość dziwacznych opinii na jego temat, przez Crocego określanych jako „na poły śmieszne, na poły obrzydliwe”, nie ma podstaw ani w jego tekstach, ani w biografii.

Któż nie słyszał heglowskiego „aforyzmu” o tym, że to co jest rozumne, jest rzeczywiste i na odwrót: „Was vernünftig ist, das ist wirklich, und was wirklich ist, das ist vernünftig“. Wylano hektolitry atramentu, interpretując je zawsze na niekorzyść Hegla, żadna filozoficzna sentencja nie zaznała tylu zniekształceń, wypaczeń i przekręceń sensu. Ich historia sięga roku 1857, kiedy to zaciekły krytyk Hegla Rudolf Haym opublikował książkę Hegel und seine Zeit . Dowodził w niej, że swoją teorię państwa Hegel stworzył – oddając intelektualne zdolności na usługi władzy – by usprawiedliwić i zalegitymizować opresywny reżim pruski swoich czasów. Doktryny boskich praw królów i absolutnego posłuszeństwa – twierdził Haym – są niewinne i nieszkodliwe w porównaniu ze straszliwą doktryną, która to, co istnieje, uświęca jako takie. Skoro każda rzeczywistość jest racjonalna a przez to odporna na krytykę, bezsilni obywatele są skazani nie tylko na posłuszeństwo wobec każdego nakazu państwa, ale ponadto uznać muszą te nakazy za rozumne, ponieważ są rzeczywiste. Tę polityczną interpretację sentencji już wielokrotnie i zdecydowanie obalono w filozoficznych i historycznych analizach, a jednak fałszywy obraz Hegla jako oficjalnego filozofa i apologety państwa pruskiego, uzasadniającego filozoficznie polityczne status quo i zalecającego poddanie się dyktatowi każdej władzy znalazł wielu zwolenników w Niemczech, po czym stał się popularny w krajach anglosaskich.

Błędne sądy i interpretacje heglowskiej sentencji dokonywane w duchu Hayma prostuje M. J. Jackson („Hegel: The Real and the Rational”) wykazując, że oskarżanie Hegla, iż był apologetą pruskiego absolutyzmu , płynące zwykle z błędnej interpretacji spekulatywnego twierdzenia o „racjonalności” i „rzeczywistości”, jest fałszywe pod każdym względem – filozoficznym, historycznym i politycznym. Yirmiahu Yovel („Hegel’s Dictum that the Rational is Actual and the Actual is Rational: Its Ontological Content and Its Function in Discourse”) odrzuca polityczne uprzedzenie kierujące odczytywaniem tej sentencji zwracając uwagę, iż należy ją rozumieć w kontekście ontologii, a nie filozofii politycznej. Z kolei Emil Fackenheim („On the Actuality of the Rational and the Rationality of the Actual”) wydobywa jej sens religijny i filozoficzny.

Mit Hegla jako apologety absolutystycznych Prus, prekursora nowoczesnego totalitaryzmu, jednym słowem „protofaszysty”, obala Henning Ottmann („Hegel and Political Trends: A Criticism of the Political Hegel Legends”) pokazując jak instrumentalizowano Hegla dla celów politycznych, co następnie inni interpretowali jako związek jego filozofii z rozmaitymi nieprzyjemnymi i podejrzanymi sprawami politycznymi. Hegel – oficjalny nadworny filozof państwa pruskiego nie tylko popierający reżim, ale służący mu jako filozoficzny ideolog, Hegel teoretyk niemieckiego Machtstaat – to zwyczajna fikcja. Ottmann przypomina też, że następca tronu i późniejszy król Fryderyk Wilhelm IV, dworska kamaryla, bracia Gerlachowie i Radowitz należeli do politycznych wrogów Hegla i heglizmu.

Thomas Malcolm Knox („Hegel and Prussianism”) umieszcza we właściwym historycznym kontekście filozofię polityczną Hegla, wyjaśniając, że racjonalne państwo naszkicowane w Filozofii prawa ma niewiele wspólnego z realnie istniejącym wówczas pruskim porządkiem politycznym. Opinia, iż Hegel, zwolennik konstytucyjnie ograniczonej monarchii, konstruował swoją filozofię państwa, aby podlizać się reakcyjnym i konserwatywnym władcom Prus, nie ma absolutnie żadnych podstaw. Knox przytacza też szereg zachowań filozofa świadczących o jego odwadze i nonkonformistycznej postawie. Franz Grégoire („A Semi-Legend: The «Divinity» of the State in Hegel”) wykłada, stosując metodę filologiczną, znaczenie i sens słowa „Göttlichkeit” w systemie heglowskim, dowodząc jasno, że w systemie tym jednostka bynajmniej nie ulega deprecjacji. Ten sam autor pyta „Is the Hegelian State Totalitarian?” i odpowiada na nie, rzecz prosta, przecząco. Errol E. Harris („Hegel`s Theory of Sovereignty, International Relations, and War”) podważa interpretację, zgodnie z którą Hegel był zwolennikiem czystego absolutyzmu i identyfikował narodową suwerenność z osobą monarchy.

Legendę, że Hegel był prekursorem niemieckiego nacjonalizmu rozwiewa Shlomo Avineri („Hegel and Nationalism”), identyfikując jej źródła i opisując jak się rozwijała. Ten sam autor („The Problem of War in Hegel’s Thought”) wykazuje bezpodstawność oskarżenia Hegla o gloryfikację wojny – jego obraz jako militarysty gloryfikującego wojnę nie ma oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością, czyli z rozważaną przezeń wielce złożoną kwestią wojny. Hegel nie był ani militarystą, ani nie dostarczał ideologicznego wsparcia ekspansjonistycznej czy imperialistycznej polityce. Zajmował się koncepcją wojny jako takiej; jego poglądów w tej materii nie da się wprząc w służbę partykularnych celów politycznych. Warto też wiedzieć, że Hegel odrzucał rozróżnienie pomiędzy wojną sprawiedliwą a niesprawiedliwą, czyli samą koncepcję wojny sprawiedliwej, która to koncepcja w erze nowoczesnej sprzyja, jak wiadomo, moralizacji a w konsekwencji barbaryzacji i radykalizacji wojny. Steven Walt („Hegel on War: Another Look”) pokazuje jak trzeźwe i realistyczne spojrzenie na wojnę i stosunki międzynarodowe miał Hegel: niemiecki filozof był jak najdalszy od gloryfikowania wojny, jego celem było dać jej filozoficzną interpretację.

Kojève, Fukuyama i inni potraktowali Hegla jako głosiciela „końca historii”. Wedle niektórych nieżyczliwych interpretatorów miał on widzieć „koniec historii” we własnych czasach, w urzędniczym państwie pruskim, ba, we własnym systemie filozoficznym (!) Trzej autorzy Philip T. Grier („The End of History and the Return of History”), Reinhart Maurer („Hegel and the End of History“), Henry S. Harris („The End of History in Hegel”) wyjaśniają, o co naprawdę chodzi z tym „końcem historii”. Wciąż też pokutuje mit , że Hegel zaprzeczał podstawowemu prawu logiki – „prawu sprzeczności” (najwidoczniej będąc studentem przysypiał na wstępnym kursie logiki a potem już tego nigdy nie nadrobił). Od Roberta Pippina („Hegel`s Metaphysics and the Problem of Contradiction”) i Roberta Hanny („From an Ontological Point of View: Hegel`s Critique of the Common Logic”), dowiemy się, skąd wzięła się ta absurdalna opinia.

Zabawnym, ale zarazem smutnym, epizodem w historii myśli europejskiej jest powtarzana do dziś legenda, jakoby w krótkim aneksie do swojej Dissertatio Philosophica de Orbitis Planetarum napisanej wiosną i latem a złożonej w październiku 1801 roku Hegel wykluczył możliwość istnienia planety pomiędzy Marsem a Jowiszem. Tak się złożyło, że wcześniej w tym samym roku Giuseppe Piazzi z Palermo odkrył asteroidę Ceres (wówczas uważaną za karłowatą planetę) właśnie pomiędzy Marsem a Jowiszem, czyli tam, gdzie – jak utrzymują lubiący kpić z filozofa – według spekulacji Hegla nie powinno jej być. Przedstawiciele świata naukowego zareagowali ostrymi polemikami (niekiedy nawet nie zadawszy sobie trudu przeczytania dysertacji). Wyróżnił się zwłaszcza astronom baron Franz Xaver von Zach. Nazwał on dysertację Hegla „literackim wandalizmem“ uprawianym przez ludzi, „którzy zanim zaczną nauczać, najpierw sami powinni się uczyć”. Oskarżono filozofa, że a priori wykluczył istnienie ciała niebieskiego pomiędzy Marsem a Jowiszem i że chciał czysto logicznie, niezależnie od tego, co powiedzą ustalenia empiryczne, wydedukować liczbę planet naszego układu słonecznego a priori ustalając ich liczbę na siedem. Ma to być niepodważalne świadectwo rozkiełznanego „racjonalizmu” nie liczącego się z faktami. Aby wieść o „głupocie” Hegla szeroko się rozeszła, wymyślono, a potem powtarzano w nieskończoność, tak zwany „heglowski dialog“:

– Prof. Hegel: „Istnieje tylko siedem planet”

– Studenci: „Zaprzeczają temu fakty”

– Prof. Hegel: „Tym gorzej dla faktów”.

Francuski autor Bertrand Beaumont („Hegel and the Seven Planets”) wykazał, że zarzucanie Heglowi „ślepego aprioryzmu” jest całkowicie bezpodstawne i wynika z niezrozumienia tego, co naprawdę napisał a także z nieznajomości historii debat na temat naszego układu słonecznego . Artykuł Beaumonta ukazał się na łamach czasopisma „Mind” w 1954 roku, zaś w 1992 roku niemiecki astronom Dieter B. Herrmann w artykule „Hegels Dissertation und die Siebenzahl der Planeten. Kontroversen und Legenden um einen vermeintlichen Irrtum“, który ukazał się w czasopiśmie „Sterne und Weltraum“, oraz historyk astronomii Michael Hoskin i filozof Edward Craig w artykule „Hegel and the Seven Planets“ opublikowanym w „Journal for the History of Astronomy”, w sposób ostateczny rozprawili się z legendą Hegla – ignoranta w dziedzinie astronomii zaślepionego własnymi, oderwanymi od empirii, spekulacjami. Hegel nie twierdził, iż wykazał, że w luce pomiędzy Marsem a Jowiszem nie może istnieć żadna planeta, lecz krytykował wysiłki ówczesnych astronomów, którzy opierając się na czysto spekulatywnej matematycznej formule (szereg Titiusa-Bodego), twierdzili, że musi tam znajdować się ósma planeta. Po to, aby pokazać, jak łatwo można stawiać tego typu hipotezy, Hegel – w argumentacji używający zresztą trybu warunkowego – skonstruował własny szereg bez planety w luce pomiędzy Marsem a Jowiszem, bazujący na Timajosie Platona. Nigdy też nie wykluczał, że może istnieć więcej niż siedem planet. Wszystko było więc dokładnie na odwrót: nie Hegel był apriorystą, on krytykował astronomów-apriorystów pokazując, że można ich pobić ich własną bronią.

Autor Fenomenologii ducha – głosi opinio communis – był bezkompromisowym racjonalistą, wierzył we wszechmoc „Rozumu”, w swojej filozofii opisał „marsz Rozumu poprzez historię”, był zaślepiony w swojej wierze w „Rozum”. Tymczasem, jak wynika z wywodów Jona Stewarta („Hegel and the Myth of Reason” – Stuart jest autorem książki Idealism and Existentialism: Hegel and Nineteenth- and Twentieth-Century European Philosophy, 2010) Hegel nie był „ostatnim oświeceniowcem”, a wręcz – w pewnej mierze – można widzieć w nim prekursora tzw. irracjonalizmu – istnieją punkty styczne i powinowactwa pomiędzy Heglem a tzw. irracjonalistami i egzystencjalistami typu Schopenhauer, Freud, Sartre, Kierkegaard, Nietzsche, Heidegger, Bataille. Taki Kierkegaard, którego uważa się za zażartego przeciwnika Hegla a jego filozofię umieszcza na antypodach heglowskiego idealizmu, czerpał i adaptował argumenty i metody niemieckiego filozofa w ciągu całego swojego filozoficznego życia.

Według powszechnej opinii dialektyczna metoda Hegla przyjmuje formę triady „teza-antyteza-synteza”. Gustav Müller („Hegel Legend of «Thesis-Antithesis-Synthesis»” – pierwodruk: „Journal of the History of Ideas”, czerwiec 1958) zauważa, że Hermann Glockner w swoim czterotomowym Hegel Lexikon ( Stuttgart 1935) nigdzie nie wymienia razem tych terminów. We wszystkich dwudziestu tomach dzieł zabranych Hegla słynna triada nie występuje ani razu, nie występuje też w ośmiu tomach tekstów opublikowanych po raz pierwszy dopiero w XX wieku. W pierwszej istotnej książce o Heglu, Kritische Erläuterungen des Hegelschen Systems (1840), jego uczeń, przyjaciel i pierwszy biograf Karl Rosenkranz o triadzie ani słowem nie wspomina, najwidoczniej Mistrz skutecznie ukrył ją przed jednym ze swoich najlepszych uczniów. W bardzo skrupulatnym studium terminologii i języka Hegla Hegels Wollen und Werk (2 tomy, 1929 i 1938) Theodora Haeringa nie ma śladu sławnej triady . Autorzy fundamentalnych dzieł o Heglu Hermann Glockner, Theodor Steinbüchel, Theodor Litt, Emerich Coreth S.J., po prostu ignorowali tę legendę. Iwan Iljin w Hegel’s Philosophie als kontemplative Gotteslehre (Bern 1946) uznaje legendę o „tezie–antytezie–syntezie“ za dziecinadę. Pracując nad własnymi monografiami Hegel über Offenbarung, Kirche und Philosophie (1939) oraz Hegel über Sittlichkeit und Geschichte (1940) Müller nigdzie nie natknął się na triadę „teza- antyteza-synteza“. Skąd zatem wzięła się ta legenda? Otóż zimą 1835/36 roku grupa kantystów z Drezna zaprosiła Heinricha Moritza Chalybäusa, profesora filozofii na uniwersytecie w Kilonii, aby wygłosił cykl wykładów o nowych trendach w filozofii niemieckiej po Kancie. Wykłady ukazały się drukiem w 1837 roku pod tytułem Historische Entwicklung der speculativen Philosophie von Kant bis Hegel. W poświęconym Heglowi wykładzie XIV Chalybäus wzmiankuje, w gruncie rzeczy en passant, „metodyczną tezę, antytezę i syntezę”. Ani przedtem, ani potem Chalybäus już tym tropem nie podążał, nigdy też młodohegliści jak Arnold Ruge, Ludwig Feuerbach czy Max Stirner nie odwoływali się do owej „triady”. Książka Chalybäusa była szeroko czytana i bez wątpienia znał ją także młody Karol Marks, w tamtym czasie student uniwersytetu w Berlinie i uczestnik debat w młodoheglowskim Doktorklub, gdzie o niej dyskutowano. Najpewniej wzmianka o triadzie u Chalybäusa spodobała się Marksowi, który ją zapamiętał i powtórzył w Nędzy filozofii, poświęconej wprawdzie Proudhonowi, ale zawierającej też fragment, gdzie występuje „teza-antyteza-synteza” jako element terminologii Hegla. Inni przejęli ten pogląd od „proroka z Trewiru” i kolportują go po dziś dzień.

Z przesłaniem książki wydanej pod redakcją Stewarta doskonale koresponduje artykuł Katarzyny Guczalskiej (Katedra Filozofii na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie) „Ukąszenie Miłosza. Hegel jako figura retoryczna” pomieszczony w książce Polskie Ethos i Logos (red. Jan Skoczyński, Księgarnia Akademicka, Kraków 2008, dostępny w sieci). Każdy, kto zastanawiał się, dlaczego Miłosz użył określenia „ukąszenie heglowskie” zamiast „ukąszenie marksowskie”, znajdzie tam odpowiedź. Dopowiadam: Hegla jako „endeka” można i należy kojarzyć z jadowitą żmiją, natomiast „internacjonalisty” Marksa po prostu nie wypada.

Z rozpraw zamieszczonych w antologii Stewarta wynika jednoznacznie, że doktryna państwa Hegla nie mogła zadowolić ówczesnych partyj, ponieważ usytuowana była pomiędzy liniami dzielących je frontów; ani teoretycy pruskiej restauracji, ani Bismarck, ani czołowi ideolodzy Trzeciej Rzeszy nie mieli z Hegla pożytku. Jego podstawowe zasady koncepcji państwa są zgodne z „liberalną demokracją”; filozofia Hegla jako całość należy do tradycji nowoczesnej teorii politycznej Zachodu. Pomogła ustanowić państwo konstytucyjne, w którym żyjemy. Elementy jego koncepcji państwa to: jawny sąd przysięgłych, równość wobec prawa wszystkich obywateli, podział władz, wolność prasy, zgoda obywateli na opodatkowanie, możliwość odmowy służby wojskowej ze względu na konflikt sumienia, wolność zgromadzeń, wolność gospodarcza, przestrzeń dla opinii publicznej, udział obywateli w stanowieniu prawa. Tymczasem czyni się go odpowiedzialnym za najgorsze cechy „ducha pruskiego”, robi z niego ignoranta czy wręcz „przygłupa”, wydrwiwa jako zaślepionego apriorystę, politycznego lokaja rządzących, serwilistycznego teoretyka wszelakich złych zjawisk w polityce i filozofii. Doszło do tego, że niemiecki psychiatra niejaki Wolfgang Treher opublikował w 1969 roku książkę Hegels Geisteskrankheit, oder das verborgene Gesicht der Geschichte. Psychopathologische Untersuchungen und Betrachtungen über das historische Prophetentum (Choroba umysłowa Hegla, albo ukryte oblicze historii. Psychopatologiczne studia i rozważania o historycznym profetyzmie), w której starał się dowieść, że Hegel był schizofrenikiem, mającym  to rzadkie szczęście, że jego logicznie absurdalne „sprzeczności same w sobie” wzięte zostały za przykłady niezwykłej, genialnej logiki. Od Hegla te wszystkie schizofreniczne pomysły wziął Marks, i wiemy jak to się skończyło dla całej ludzkości. Zatem z Heglem trzeba ostrożnie. Dodam dla porządku, że traktowanie filozofii w kategoriach psychiatrycznych samo mogłoby z kolei rzucić pewne światło na chorobliwy stan umysłu pana doktora Trehera, ale jako zagorzały szaszysta uważam, że rozważanie rzeczy na tym poziomie jest obrazą dla rozumu.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Arcana” nr 138 (listopad-grudzień 2017)



Komentowanie tego artykułu jest wyłączone.


«
»